Geopolityka

Gorąco na granicy Serbii i Kosowa. W tle Moskwa [KOMENTARZ]

Prezycent Serbii Aleksandar Vučić w trakcie wizyty w Rosji.
Fot. kremlin.ru

Pomimo unijnych aspiracji serbskie władze są niewolnikiem prorosyjskich nastrojów w społeczeństwie, które sami podsycali. Sektor energetyczny w tym bałkańskim kraju został całkowicie zdominowany przez Rosję. W niedzielę na granicy Serbii oraz Kosowa słychać było syreny oraz media rozpisywały się o wymianie ognia. Kosowskie władze zamknęły przejścia graniczne. Wróciło pytanie: czy na Bałkanach Zachodnich znowu wybuchnie wojna?

Wojna na Ukrainie - raport specjalny Defence24.pl

Ostatnie dni podróżowałem przez Bałkany. Rozmawiając, zwłaszcza, z Chorwatami łatwo zauważyć, że ich świadomość zagrożenia agresywnej polityki Putina jest bardzo wysoka. Sojusz serbsko-rosyjski traktują jako niebezpieczny i solidaryzują się z walczącą Ukrainą. Napięta graniczna sytuacja pomiędzy Serbią, a Kosowem to prezent dla rosyjskiej propagandy. Kanał Telegram od wczoraj jest pełen haseł o nowej wojnie na Bałkanach i walce Belgradu z „kosowsko-amerykańskim faszyzmem". To oczywiście na rękę Moskwie bo Władimirowi Putinowi będzie zależało by odwrócić uwagę Zachodu, przynajmniej częściowo, od jego agresji zbrojnej przeciwko Ukrainie.

Czytaj też

Jeden z polityków rządzącej Serbią koalicji nawet użył podobnych do Putina słów. „Ciągle wydaje mi się, że Serbia będzie zmuszona do rozpoczęcia denazyfikacji Bałkanów. Chciałbym się mylić" – napisał na social mediach Wołodymyr Djukanovych. To wszystko podsyca lęk przed nową wojną. "Jesteśmy gotowi do interwencji, gdyby zagrożona była stabilność północnego Kosowa" – ogłosiło dowództwo NATO-wskiej misji KFOR stacjonujące w Kosowie. „Będziemy przygotowani, by interweniować zgodnie z mandatem nadanym nam na mocy rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ" – podkreślono. Władze w Prisztinie zadecydowały o zamknięciu przejść granicznych. Media rozpisują się o stawianiu przez Serbów blokad na drogach, a nawet o przerzucaniu wojsk w kosowskim kierunku.

Czytaj też

Obecny kryzys to kolejny akord sprawy tablic rejestracyjnych. Na północy Kosowa Serbowie mieli zablokować drogi z uwagi na planowane wejście nowych przepisów związanych z tablicami rejestracyjnymi. 1 sierpnia miały wejść w życie obligatoryjne kosowskie tablice, a tymczasem Serbowie mieszkający w granicach Kosowa używają serbskich tablic oraz dokumentów – odmawiając wszelkiej legalizacji w ramach kosowskiego państwa. Prezydent Kosowa Vjosa Osmani zaapelowała by „nie ulegali propagandzie Belgradu". Podobny kryzys miał miejsce w zeszłym roku.

Problem w tym, że obecnie dzieje się on w tle krwawego rosyjskiego ataku przeciwko Ukrainie. Sytuacja na świecie zmieniła się diametralnie. W 2013 roku Serbia i Kosowo zgłosiły aspiracje unijne. Belgrad próbował się nawet chwilami dystansować od Rosji i wydawało się, że jest na dobrej drodze by nie funkcjonować na zasadzie rosyjskiego „lotniskowca" w środku Europy. W 2019 roku wybuchł skandal szpiegowski w Serbii, gdy okazało się, że zastępca attache wojskowego rosyjskiej ambasady infiltrował kraj. Głos w tej sprawie zabrał nawet prezydent kraju Aleksander Vuczic, który przyznał, że Rosjanie budowali siatkę szpiegowską i zostali na tym nakryci (łącznie z nagraniami video). Co ciekawe, w obliczu restrykcji pandemicznych, to właśnie Rosjan uważano w Serbii za inspiratorów antyrządowych protestów. Nie zmniejszyło to jednak zażyłości pomiędzy Moskwą, a Belgradem.

Pomimo tego, że Serbia głosowała za rezolucją ONZ przeciwną rosyjskiej inwazji zbrojnej na Ukrainę, to nie przyłączyła się do antywojennych sankcji. Najbardziej krytykowaną przez Zachód decyzją Belgradu jest wspieranie Rosji w połączeniach lotniczych. Air Serbia to w zasadzie jedyny funkcjonujący kanał lotniczy z Europy do objętej sankcjami Rosji. Serbowie podwoili liczbę połączeń od momentu rozpoczęcia inwazji przez Putina. Oznacza to wyłamanie się z europejskiej solidarności. Serbskie media przedstawiają wojnę podobnie, jak rosyjska propaganda.

Czytaj też

„Serbia, która jako jedyne państwo bałkańskie nie jest zainteresowana członkostwem w NATO, a w polityce zagranicznej kieruje się zasadą równego dystansu wobec UE, USA, Rosji i Chin, tłumaczy swoje stanowisko statusem państwa neutralnego. Utrzymuje bliskie relacje polityczne i gospodarcze z Rosją, będąc jej kluczowym sojusznikiem na Bałkanach. Sprzyja temu m.in. fakt, że Rosja nie uznała niepodległości Kosowa, w zamian za co Serbia uzależniła się od niej energetycznie, sprzedając jej większość udziałów w państwowym przedsiębiorstwie zarządzającym gazem ziemnym i ropą naftową (których większość pochodzi z Rosji). W 2013 r. podniosła stosunki z Rosją do rangi partnerstwa strategicznego" – czytamy w analizie Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Obecne serbskie władze, pomimo proeuropejskiej narracji, są niewolnikiem nastrojów które same rozpętały. Zgodnie z badaniami opinii publicznej w roku 2020 za najbardziej „przyjazne" państwo 40 proc. Serbów wskazało Rosję. Państwowy koncern energetyczny w Serbii – jak wspomina PISM - został w zasadzie przejęty przez Rosję, a ten kraj jest „wciągany" przez Moskwę. Uzależnianie się od Rosji na Bałkanach Zachodnich jest pułapką, w którą wpadła jedynie Serbia – wystarczy wspomnieć, że nie udał się inspirowany przez rosyjskie służby specjalne przewrót pałacowy w Czarnogórze, a do struktur zachodnich weszła choćby Macedonia. Serbia jest więc bałkańskim wyjątkiem, gdy inne kraje dążą do integracji z Zachodem. Tym bardziej, w obliczu skandalu szpiegowskiego sprzed kilku lat, dziwi postawa Belgradu. Jednoczesny kurs prozachodni w Serbii oraz Kosowie oznaczałby zażegnanie (przynajmniej częściowo) konfliktu oraz uspokojenie sytuacji. To nie jest na rękę Moskwie, która chce destabilizować region.

Zbrojny atak Serbii przeciwko Kosowarom byłby geopolitycznym prezentem dla Rosji w czasie militarnych kłopotów rosyjskich oddziałów pod Charkowem i Mikołajowem. Wojna to szaleństwo, więc możliwe jest wszystko, ale w realistycznej kalkulacji taki scenariusz wydaje się mało prawdopodobny. Serbia poniosła klęskę militarną i polityczną próbując metodami wojennymi odkręcić trwający od 1991 roku rozpad Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii. Rozwój gospodarczy niepodległej Słowenii oraz Chorwacji, wraz z prozachodnim kursem tych państw, pokazuje tym bardziej jak bardzo bezsensowna była kampania wojenna JNA (armii dawnej Jugosławii) przeciwko wybijającym się na niepodległość bałkańskim narodom.

Czytaj też

Serbia nie potrafi się otrząsnąć, po dziś dzień, z traumy klęski w latach dziewięćdziesiątych, na czym ciągle gra Rosja podsycając tam antyzachodnie nastroje. Wcześniejsze historyczne zażyłości z carską Rosją nie pomagają wyrwać się Belgradowi z tej pułapki. W czasie swojej podróży byłem w Medjugorje (BiH) i czytając o kryzysie granicznym pomiędzy Serbią, a Kosowem widać jak aktualne pozostaje przesłanie: Pokój, Pokój, Pokój. Widzimy, że Rosja zrobi wszystko by ten pokój zakłócić. Zwłaszcza na Zachodnich Bałkanach.

Komentarze (8)

  1. Sky

    Jeżeli słuzby państw NATO i UE nie wezmą sie do intensywnej pracy operacyjnej by złapac za gardło agenture kremla oraz pożytecznych idiotów łasych na pseudonarodowe bajeczki aagentury wwpływu to będziemy mieli powtórkę z II połowy lat 70 i I 80tych z zamachami terrorystycznymi włącznie. Destabilizacja krajów zachodu to warunek konieczny do spuszczenia ru ze smyczy w Ukrainie oraz dojscia do władzy ( bądz jej utrzymania) w krajach osciennych przyjaznych kremlowi i antyunijnych rządów.

    1. Hubert

      Unijny fanatyzm wszedł za mocno. Ta międzynarodowa organizacja nie jest wszechrzeczą.

  2. MMir

    spoko - Gdybyśmy my NIE mieli granicy z Rosją od kilkuset lat, to Rosja nie byłaby naszym odwiecznym wrogiem, Nie byłyby tych wszystkich rachunków, I być może bardzo byśmy ją lubili, bo byśmy mieli z nią tylko przyjemne doświadczenia, a żadnych negatywnych. . No wiec, Serbia leży tam gdzie leży. . I ma swoje doświadczenia historyczne. Rosja nigdy ich nie napadła, natomiast wiele razy broniła i pomagała. Nie zabrała im żadnego terytorium ( a Zachód -tak). Nie zabiał im nikogo. itd. itp.

  3. MMir

    Nie wiem, czego nie rozumiecie ? Teksty takie, jakby je pisali uczniowie gimnazjum. Rosja jest naturalnym przyjacielem Serbów - broniła ich przed Turcją, Ausrto_Węgrami, Niemcami, a teraz przed Zachodem. Mają wspólnotę kulturowa (prawosławia). A NATO ich bombardowało, i zabrało im Kosowo, które dla Serbów jest tym, czym dla nas Gniezno i okolice. To chyba logiczne, gdzie widzą przyjaciół, a gdzie wrogów. W Polsce ludzie od dawna kochają USA - a właściwie mieli ku temu jakieś racjonalne powody ? Serbowie maja znacznie bardziej wymierne powody, by przyjaciela widzieć w Rosji - i wszyscy strasznie zdziwieni. No, jak można USA nie kochać ? :))) No, tak, jak spora część świata, Bo poza Polska, to ich raczej nienawidzą wszędzie...

  4. spoko

    Gdyby Sebia miala wspolna granice z Rosja to Serbowie by spiewali calkiem inne spiewki

    1. Valdore

      @spoko, wtedy Serbii od dawna by nie było byłaby serbska SRR:))

  5. Agencja Prasowa Lech Czech Rus

    Nie macie wrażenia, że Serbowie sami sobie przypinają do pleców karteczkę z napisem "Never stop kicking me."?

  6. Szabelkajakulani

    Serbia zachowuje się jak mała Rosja - wieczna tęsknota za upadłym "imperium" jakim dlatego narodu była koncepcja Jugosławii. Rozumiem, ich irytację z wyniku walk o Kosowo, w końcu to jest prawie, że kolebka tego narodu. Ale, co się zmieniłoby w przypadku zajęcia tego regionu zbrojnie? Przecież ten kraj by zbankrutował próbując utrzymać ten teren. (zakładając brak reakcji Zachodu).. Zresztą tak jest w artykule - to chyba na dzisiaj najbiedniejszy (po Macedonii Płn.) kraj byłej Jugosławii, co jasno pokazuje, które narody wybrały dobrze.

  7. Lycantrophee

    Test na prawdziwego Serba-wypucuj 10 rosyjskich bereł w 5 minut. Naród ze śmieszną mentalnością,uważający że Kosowo im się należy,a NATO złe bo nie pozwoliło im kontynuować zbrodni wojennych xD

  8. Tomek72

    Uważam, że roSSija przygotowała się do tego konfliktu lepiej niż się powszechnie uważa , mam na myśli właśnie "działania hybrydowe" - przeciwko krajom wspierającym Ukrainę, ale także i poza nimi, natomiast w rejonie ich zainteresowań. Jestem też przekonany, że Rosja dobrze zaplanowała różne warianty "przeciwdziałania sankcją" Ale czy to znaczy że nie należy pomagać Ukrainie - moje zdanie OD PIERWSZYCH DNI KONFLIKTU - pozostaje bez zmian - POMAGAĆ Ukrainie, Rosja na obecnym konflikcie NIE MOŻE ZYSKAĆ .... musi go przegrać w WYRAŹNY SPOSÓB i militarnie i gospodarczo ....