Geopolityka

Czy to już nowa "wojna tankowców"? [KOMENTARZ]

Fot. Tasnim News Agency, licencja CC BY 4.0, https://commons.wikimedia.org
Fot. Tasnim News Agency, licencja CC BY 4.0, https://commons.wikimedia.org

Zmagania izraelsko-irańskie być może weszły w nowy etap. Dotykając bezpośrednio kwestii bezpieczeństwa cywilnej żeglugi morskiej, co więcej prowadzonej na strategicznych trasach i kluczowych akwenach. Tak można przynajmniej sądzić, w związku z pojawieniem się kolejnej informacji o możliwości rażenia irańskim pociskiem rakietowym statku handlowego Lori, należącego do izraelskiego przedsiębiorstwa.

O możliwym zaatakowaniu statku, płynącego z Tanzanii do Indii, jako pierwszy informował Channel 12 News. Miała to być, zgodnie z informacjami czasopisma Haaretz jednostka będąca własnością XT Shipping, której szefuje Udi Angel, ale zarejestrowana w Liberii. Zauważa się, że w przypadku obserwacji jednostki nie ma problemu z ustaleniem jej prawdziwego właściciela, co przecież nie jest ukrywane. Inny izraelski statek z firmy MV Helios Ray miał być zaatakowany w zeszłym miesiącu w rejonie Zatoki Omańskiej. Jednakże, sprawa może mieć o wiele szerszy zasięg czasowy oraz ilościowy. Albowiem coraz głośniej mówi się wprost, że Izraelczykom udało się razić część tankowców oraz kontenerowców, które realizowały rejsy na rzecz Teheranu. Efektem tego było znaczne zakłócenie transportu irańskiego i spowodowanie strat finansowych. Oczywiście obie strony - tj. Iran i Izrael, oficjalnie wypierają się możliwości udziału w tego rodzaju działaniach. Jednakże, nie są już tak samo ostrożne w zakresie wysuwania oskarżeń względem siebie.

Stało się tak chociażby w przypadku płynącego z Królestwa Arabii Saudyjskiej do Singapuru MV Helios Ray, gdzie premier Izraela miał wprost wskazać na operację irańską. Co ciekawe, w przypadku ataku na wspomnianą jednostkę cywilną wskazywano najpierw na możliwość uderzenia pociskiem(ami) rakietowymi, ale później zaczęto rysować scenariusz zakładający wykorzystanie min morskich (ładunków wybuchowych) umieszczonych przez morskich komandosów pod osłoną nocy. Co więcej, w samym Iranie w mediach wspierających jastrzębi w zakresie walki z Zachodem miały pojawić się wskazania, że statek był legalnym celem do ataku. Albowiem uznano go za jednostkę działającą na rzecz Izraelskich Sił Obronnych, która mogła prowadzić działania w zakresie zbierania informacji wywiadowczych (ISR). Pojawiały się jednocześnie sugestie, że statek wpadł w zasadzkę przygotowaną przez tzw. oś oporu, a więc Iran i jego akolitów w regionie.

image
Rozwijana flota małych jednostek irańskich, otwarcie mogących zagrozić szlakom żeglugowym w rejonie Zatoki i Cieśniny Ormuz, Fot. IRGC

Trzeba przypomnieć, że w 2019 r. już raz toczyła się szeroka debata czy Zatoka Omańska nie stała się przestrzenią kolejnej w historii tzw. wojny tankowców (w latach 1984-88 w związku z toczącą się wojną iracko-irańską dochodziło do licznych ataków na jednostki cywilne w rejonie Zatoki oraz Cieśniny Ormuz, następstwem czego było wejście do działań US Navy w roli eskorty, szczególnie dla najcenniejszych tankowców). Doszło bowiem do groźnych incydentów z jednostkami Front Altair (Wyspy Marshalla) i Kokuka Courageous (Panama). W obu przypadkach doszło do ataków w pobliżu Iranu. Wówczas, według US Navy odnalezione zostały ślady pozostałości po irańskich minach, w tym również tych, które nie eksplodowały i zostały usunięte przez Strażników Rewolucji w ramach zacierania śladów po przeprowadzonym ataku.

Trzeba też pamiętać, że Iran jest odpowiedzialny za bardzo kontrowersyjne działania niekinetyczne względem cywilnych jednostek pływających. Do najgłośniejszych należy oczywiście zatrzymanie i zajęcie brytyjskiego tankowca Stena Impero pływającego na wodach Zatoki. Takim samym echem odbiła się akcja Irańczyków względem koreańskiej jednostki MT Hankuk Chemi. W tym kontekście trzeba również zwrócić uwagę, że przede wszystkim Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) wielokrotnie demonstrował publicznie zróżnicowane zdolności do działań nieregularnych na wodach Zatoki, Cieśniny Ormuz, itp. Rozwijając chociażby zasoby małych, szybkich i zwrotnych jednostek nawodnych oraz wskazując na ćwiczenia z udziałem dużych ich zgrupowań. W ostatnim czasie podkreślane były też, obserwując manewry wojskowe, zdolności jednostek specjalnych, pozwalające im na działania w domenie morskiej.

Przy czym, Izrael ma niejako nie pozostawać w defensywie jeśli chodzi o taką formę oddziaływania dwóch zantagonizowanych państw. Według „The Wall Street Journal” od końca 2019 r. na celownik wzięte zostały jednostki pływające, które wykonywały rejsy wspierające interesy irańskie. Zaś dziennikarze sugerują, że tego rodzaju działania mogą być formą sekretnej wojny strony izraelskiej z Iranem.

Przede wszystkim mogło chodzić o tankowce oraz kontenerowce pozwalające na utrzymywanie łączności morskiej z Syrią, gdzie Iran zbudował swój przyczółek oraz wspiera Hezbollah i władze w Damaszku. Należy wskazać, że strona irańska znana jest chociażby z masowego przemytu broni i amunicji dla różnych swoich sił nieregularnych w całym regionie Bliskiego Wschodu. Dotyczy to nie tylko samej Syrii, ale chociażby Jemenu. Tam proirańscy Huti mają cały czas dostawać zaopatrzenie od Teheranu, pozwalające im na przykładowo dokonywanie ataków rakietowych czy też za pomocą bezzałogowych statków powietrznych, wymierzonych w sąsiednie Królestwo Arabii Saudyjskiej. Co więcej, strona irańska miała próbować łamać sankcje nałożone na Syrię właśnie za pomocą tego rodzaju rejsów, szczególnie jeśli chodzi o strategiczną w tym przypadku rolę tankowców.

W tym miesiącu, pojawiły się przykładowo informacje o wyrządzeniu szkód na statku płynącym po Morzu Śródziemnym – Shahr e Kord. Kontenerowiec miał paść ofiarą ataku terrorystycznego i być lekko uszkodzonym, a sami Irańczycy mówili wtedy o akcie piractwa. Trzeba zauważyć, że w podobnym tonie wypowiedzieli się dziennikarze z „The New York Times”, którzy też sugerują, że mamy do czynienia z sekretną wojną na różnych akwenach (od Morza Śródziemnego, Morza Czerwonego po oczywiście Zatokę) wykorzystywanych przez jednostki pływające z obu państw. Sugerowane jest także to, że od 2019 r. co najmniej 10-20 statków pływających dla Irańczyków mogło być w jakiejś formie zaatakowanymi.

Reklama
link: https://sklep.defence24.pl/produkt/kontrwywiad-atak-i-obrona/
Reklama 

Oczywiście, co naturalne trudno jest obecnie znaleźć potwierdzenie pełnego obrazu tych zmagań morskich, w które zaangażowane są zapewne nie tylko siły zbrojne, ale też służby specjalne. Należy podkreślić, że jeśli rzeczywiście weźmie się pod uwagę zaangażowanie strony izraelskiej to mowa jest o całym wachlarzu możliwości utrudniania aktywności Irańczykom. Przede wszystkim Izrael słynie z bardzo zuchwałych i śmiałych tajnych operacji morskich. Co więcej, tamtejsza flota dysponuje odpowiednimi zasobami okrętów nawodnych i przede wszystkim podwodnych. Nie wolno zapominać o elitarnej formacji Flotylli 13, będącej odpowiednikiem amerykańskich US Navy Seals. Atutem Izraela są także zasoby zwiadu satelitarnego, rozpoznania w domenie cyber (pamiętajmy o ataku cyber na kluczowy port (terminal Shahid Rajaee w pobliżu Bandar Abbas) czy też wysoce rozwinięty arsenał platform bezzałogowych. Wobec tego, jeśli rzeczywiście Izraelczycy weszli do tej formy walki z Iranem są w stanie rzeczywiście w znacznym stopniu utrudnić w sposób kinetyczny Teheranowi  przerzut kontrabandy.

Aczkolwiek narastająca aktywność tego rodzaju, pomiędzy Iranem i Izraelem, może doprowadzić do bardzo groźnych sytuacji dla kluczowych szlaków żeglugowych. Angażujących jednostki innych państw, a także tworząc przestrzeń do możliwej eskalacji w innych domenach działań militranych oraz wywiadowczych. Jednakże, przede wszystkim oddziaływać na bezpieczeństwo wielu załóg statków na zróżnicowanych akwenach.

Nie może więc zaskakiwać, że coraz częściej słyszymy o sygnałach płynących ze strony marynarek wojennych innych państw, przede wszystkim w kontekście bezpieczeństwa w rejonie Zatoki, Cieśniny Ormuz, Zatoki Omańskiej, itp. Przykładem są chociażby manewry Group Arabian Sea Warfare Exercise (GASWEX) 2021, które odbyły się w dniach 19-22 marca tego roku, na Morzu Arabskim i w rejonie Zatoki Omańskiej. Uczestniczyła w nich silna grupa morsko-lotnicza wystawiona przez siły zbrojne Francji, Belgii, Japonii i Stanów Zjednoczonych.

Trzeba też odnotować, że zapewne część jednostek irańskich zmierzających do Syrii lub z Syrii może uzyskiwać eskortę ze strony Rosji. Trzeba również brać pod uwagę, że wraz z narastaniem zagrożeń dla tras żeglugowych w rejonie chociażby Zatoki do działań wejdą też siły morskie z Królestwa Arabii Saudyjskiej czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, dla których utrzymanie bezpieczeństwa na tych akwenach to niejako priorytet strategiczny. Stąd może być uzyskany model eskalacji i zbrojeń morskich, prowadzący do możliwych częstszych incydentów. Kolejne miesiące pokażą nam czy to już niewypowiedziana "wojna tankowców" XXI w. Zaś jak wrażliwa jest żegluga cywilna na wszelkie kryzysy, a także jak wiele gospodarek państw jest od niej wysoce zależnych, pokazuje nam wręcz trywialny przykład zablokowania kontenerowca w Kanale Sueskim. 

Komentarze