Geopolityka

Bitwa o Morze Czarne – Raszystowska Rosja kontra reszta świata

Wypuszczona przez Rosjan na Morze Czarne mina morska
Fot. rumuńska marynarka wojenna

Bitwa o Morze Czarne może być najważniejszym starciem w wojnie rosyjsko-ukraińskiej, starciem które nie tylko może pogrążyć Ukrainę, ale również mieć tragiczne skutki dla setek milionów ludzi na całym świecie. Niezgodna z prawem morskim blokada przez Rosję czarnomorskich szlaków komunikacyjnych odcina bowiem wielu państwom dostęp do ukraińskiej żywności, powodując głód i związane z nim bezpośrednio regionalne konflikty zbrojne.

Wojna na Ukrainie - raport specjalny Defence24.pl

Federacja Rosyjska realizując tzw. „specoperację" na Ukrainie użyła praktycznie wszystkich dostępnych środków – poza bronią masowego rażenia ABC. Te działania „totalne" dotknęły również Morza Azowskiego i Morza Czarnego, na których Rosjanie robią to co chcą, działając według zasady: „mogę, bo co mi zrobisz". Flota Czarnomorska ma więc już za sobą terrorystyczne wypuszczenie na szlaki morskie dryfujących min „kotwicznych", ostrzelanie statków handlowych (np. tureckiego masowca „Yasa Jupiter" koło Odessy, panamskiego statku „Namura Queen" w Odessie i rumuńskiego chemikaliowca „Millennial Spirit"), zajęcie siłą obcego terytorium (Krym, Mariupol i Wyspa Węży), jak również blokowanie portów handlowych kraju, z którym tak naprawdę nie jest się w stanie wojny.

Sprawa jest o tyle niebezpieczna, że skutki pirackiego (atakowanie cywilnych jednostek pływających) i terrorystycznego (wypuszczanie min morskich) działania rosyjskiej marynarki wojennej dotykają nie tylko samej Ukrainy (co jest oczywiście niedopuszczalne), ale również bardzo wielu innych państw na cały świecie i setki milionów ludzi. Co gorsza Rosjanie kompletnie nie przejmują się swoim wizerunkiem bandyckiego kraju, uważając że ludzie o wszystkim zapomną: pijąc rosyjską wódkę, jedząc rosyjski kawior i korzystając z rosyjskiego gazu.

Pierwszym sygnałem takiego działania bez oglądania się na jego konsekwencje, było zbrojne zajęcie przez Rosję ukraińskiej Wyspy Węży w pierwszym dniu konfliktu 24 lutego 2022 roku. Tymczasem ten skrawek ziemi, który nie miał tak naprawdę znaczenia strategicznego stał się dla Ukrainy symbolem oporu, a dla Rosjan miejscem, gdzie cały czas ponoszą straty. Są to również straty wizerunkowe, jak chociażby utrata flagowego okrętu Floty Czarnomorskiej – krążownika rakietowego Moskwa.

Niestety atak na Wyspę Węży był tylko początkiem rosyjskiego terroryzmu i piractwa na Morzu Czarnym.

Ukraina walczy o Morze Czarne

Niewątpliwym szokiem dla Rosjan było to, że pomimo ogromnej przewagi militarnej nie udało im się zająć Odessy, ani nawet dojść drogami lądowymi do Mikołajowa (a dokładnie Rosjanie doszli do Mikołajewa, ale zostali od niego odepchnięci przez wojsko ukraińskie - przyp. red.). Rosyjskie dowództwo szybko jednak zrozumiało, że by uczynić z Ukrainy kraj śródlądowy wcale nie trzeba zdobywać całego ukraińskiego wybrzeża. Wystarczy tylko skutecznie zablokować znajdujące się tam porty, w tym przede wszystkim największy z nich - Odessę.

Rosji pomaga w tym fakt, że wraz z utratą anektowanego Krymu w 2014 roku ukraińskie siły okrętowe utraciły tak naprawdę zdolność do ofensywnego działania, pozwalającego np. na skuteczne eskortowanie statków handlowych płynących do i z Odessy. Ze względu na brak środków, w Ukrainie odtworzono jedynie flotę niewielkich jednostek pływających („moskitów"), które mogły walczyć z przemytnikami, ale nie z liczną i najeżoną lufami oraz rakietami Flotą Czarnomorską.

Czytaj też

Niewątpliwie dobrym krokiem na drodze do odzyskania kontroli przez ukraińską marynarkę wojenną, chociażby nad północno zachodnią częścią Morza Czarnego, było wprowadzenie przez Ukrainę pierwszej baterii rakiet nadbrzeżnych „Neptun". To właśnie dzięki niej zatopiono krążownik „Moskwa", prawdopodobnie trafiono fregatę „Admirał Makarow" i w ten sposób skutecznie odepchnięto rosyjskie okręty od ukraińskiego brzegu.  

Niestety okazało się, że do założenia morskiej blokady wcale nie trzeba utrzymywać na morzu „tyraliery" okrętów zatrzymujących płynące z Ukrainy statki. Równie skutecznym środkiem okazało się sztuczne i faktyczne potęgowanie zagrożenia na Morzu Czarnym, które równie mocno jak rakiety odstrasza armatorów od wysyłania swoich transportowców do ukraińskich portów. W Rosji przestano więc na razie myśleć o nierealnym wysadzeniu desantu i zajęciu nim Odessy, ale zaczęto wysyłać sygnały, jak niebezpieczne może być handel morski z Ukrainą.

„Rosyjska marynarka wojenna obecnie skutecznie kontroluje cały ruch w północnej części Morza Czarnego, czyniąc ją niebezpiecznym dla żeglugi handlowej”
Analiza rządowa USA – ujawniona przez „The Washington Post”

Przed wszystkim wmawia się wszystkim naokoło, że na Morzu Czarnym czeka na statki handlowe ponad dwadzieścia okrętów rosyjskich oraz sześć okrętów podwodnych. W rzeczywistości Flota Czarnomorska bardzo oszczędnie wykorzystuje swoje siły okrętowe (m.in. ze względu na koszty takich działań i zagrożenia ukraińskim rakietami), jak również od wielu lat nie wysłała jednocześnie na to morze takiej ilości okrętów podwodnych. Nikt nie zastanawia się przy tym również nad tym, jak Rosjanie mogliby te siły wykorzystywać. Przecież nawet w głowach irracjonalnie myślących raszystów nie mógł pojawić się pomysł, by torpedować obce statki handlowe nie będąc samemu w stanie wojny.

Jak się jednak okazuje można to zagrożenie potęgować innymi środkami niż rakiety i torpedy, korzystając np. z gróźb i działań typowo terrorystycznych. Zalicza się do nich chociażby wypuszczanie co jakiś czas na wody otwarte min morskich z urwanymi kotwicami, które dryfując na powierzchni mogą bez problemu zatopić pływające w danym regionie statki handlowe. I nie jest to teoretyczny sposób szantażowania krajów korzystających z Morza Czarnego, ale proceder stosowany przez Rosjan od początku konfliktu.

Czytaj też

Co więcej zagraża on również państwom NATO, o czym świadczy zneutralizowanie pływającej na powierzchni miny morskiej przez rumuńską marynarkę wojenną 28 marca 2022 roku 70 Mm od Konstancy, jak i dwóch min morskich przez turecką marynarkę wojenną (26 marca w okolicach Bosforu i 28 marca przy małym porcie İğneada w tureckiej prowincji Kırklareli). Rosjanie czują się przy tym zupełnie bezkarni, ponieważ zajmując siłą Krym zagrabili również zapas ukraińskiego uzbrojenia. Terroryzują więc użytkowników Morza Czarnego minami z ukraińskich zapasów, zrzucając cynicznie winę na Ukrainę.

Pomimo więc, że Federacja Rosyjska formalnie nie ogłosiła blokady Ukrainy, to stawki ubezpieczeniowe poszły na tyle w górę, że rejs do Odessy staje się zbyt drogim przedsięwzięciem. Szacuje się obecnie, że z tego powodu w ukraińskich portach utknęło ponad 80 statków handlowych i co najmniej dziesięć zostało w jakiś sposób zaatakowanych. Armatorzy próbują to ominąć korzystając z dróg śródlądowych docierając do Dunaju. Jednak Rosjanie od razu zareagowali chwaląc się, że i te drogi mają pod kontrolą własnego lotnictwa, artylerii i rakiet. I nie ma tu znaczenia, czy są w stanie to rzeczywiście zrobić. Bez względu na wszystko: jeżeli jest groźba, to jest i zagrożenie,

Blokada ukraińskich portów to nie jest tylko problem Ukrainy

Sposób zabezpieczenia szlaków morskich na Morzu Czarnym do portów ukraińskich nie jest wcale problemem jedynie Ukrainy. Oczywiście w pierwszej kolejności to Ukraińcy stracą na blokadzie Odessy, jednak brak towarów przez nich eksportowanych odczuje kilkadziesiąt innych państw i to wcale nie tylko tych najbiedniejszych. W przypadku strony ukraińskiej jest to łatwiejsze do oszacowania, ponieważ wiemy, co konkretnie Rosjanie już zniszczyli lub zagrabili. Według szacunków Banku Światowego te straty spowodują skurczenie się ukraińskiej gospodarki nawet o 45%. Analitycy określają dodatkowo, że straty wojennej w infrastrukturze już przekroczyły 94 miliardy dolarów, nie mówiąc już o kosztach przymusowej emigracji ponad 6 milionów Ukraińców.

Nieformalna blokada Morza Czarnego tą zapaść ukraińskiej gospodarki jeszcze bardziej pogłębi. To przecież właśnie morskimi szlakami Ukraina wysyłała ponad połowę swojego handlu zagranicznego. W przypadku produktów żywnościowych ta liczba była w ubiegłych latach zresztą jeszcze większa i osiągała nawet 95 %. Tymczasem należy pamiętać, że Ukraina jest pierwszym na świecie eksporterem oleju słonecznikowego, czwartym na świecie dostawcą kukurydzy oraz piątym eksporterem pszenicy.

W magazynach ukraińskich znajduje się jeszcze ponad 24 miliony ton zbóż (14 milionów ton kukurydzy, 7 milionów ton pszenicy i 3 miliony ton nasion słonecznika) i jeżeli się ich nie wyśle drogą morską, to Ukraina utraci w ciągu roku około 6 miliardów USD, nie będzie w składach miejsca na nowe zbiory, a stare się po prostu zmarnują.

Ale drogą morską nie były wysyłane jedynie produkty żywnościowe. Mało kto zdaje sobie np. spraw że dwie firmy (Inagas i Cryoin) ulokowane na południu Ukrainy zabezpieczały 45-54% światowych potrzeb na neon potrzebny do laserów wycinających tzw. „wafle" krzemowe dla mikroprocesorów. Brak tego produktu odczują więc państwa na całym świecie i zwykli ludzie płacąc więcej za produkty elektroniczne oraz czekając dłużej na ich dostarczenie. Ukraina jest również wiodącym dostawcą wiązek przewodów dla przemysłu samochodowego (poprzez zbudowane tam przez Niemców zakłady Leoni). Ograniczenia w dostawach już dotknęły takie firmy jak: Volkswagen, BMW i Mercedes, zmniejszając produkcję pojazdów nawet o 700 000 tylko w pierwszym i drugim kwartale 2022 roku.

Zablokowanie fabryki wiązek kablowych w Ukrainie spowodowały duże zamieszania w zachodnioeuropejskim przemyśle samochodowym
Fot. www.leoni-ukraine.com

Konsekwencję morskiego terroryzmu Rosji odczuły więc również wymiernie inne państwa. Oczywiście firma Leoni na pewno jest w stanie zwiększyć produkcję wiązek kablowych gdzie indziej, jednak potrzeba na to czasu i pieniędzy. Finansowa pomoc zagraniczna może oczywiście w jakiś sposób pomóc Ukraińców w odrobieniu strat, jednak w wielu przypadkach Ukraina poradziłaby sobie sama dodatkowo pomagając innym, poprzez dostawy stosunkowo tanich produktów żywnościowych.

Rozwiązaniem problemu blokady morskiej może być wykorzystanie dróg lądowych, jednak jest to kosztowne i trudne technicznie biorąc pod uwagę ilość zboża do eksportu i jego wagę. Pomóc mogłaby w tym kolej, jednak rozstaw torów na Ukrainie jest inny niż w krajach zachodnich i na granicy trzeba by było przeładowywać ładunek z jednego pociągu do drugiego. Naprzeciw tym problemom próbuje wyjść Rumunia, która chce „przywrócić do życia" część torowisk pozostałych z czasów sowieckich. Nie zastąpi to jednak całkowicie transportu morskiego i niewątpliwie zwiększy koszty i tak już drogiego transportu produktów żywnościowych.

Operacja antypiracka na Morzu Czarnym dla przerwania blokady ukraińskich portów

Wbrew pozorom blokada ukraińskich portów wcale nie musi się zakończyć po zakończeniu wojny w Ukrainie. Rosjanie poczuli się bowiem na tyle bezkarnie, że mogą chcieć powtarzać swoje, czarnomorskie działania tam gdzie będą chcieli i tam, gdzie im to przynosi korzyść. Tak zresztą już się działo, i to w odniesieniu do przestrzeni powietrznej np. nad Syrią. Takie kraje jak Stany Zjednoczone i Izrael dla „świętego spokoju" zgodziły się na informowanie rosyjskiego kontyngentu o planowanych lotach swojego lotnictwa wojskowego.

Tymczasem po działaniach rosyjskich w Ukrainie nikt już nie ma złudzeń, że gdyby doszło do konfrontacji na syryjskim niebie to rosyjskie samoloty byłyby zestrzeliwane bez żadnego problemu, podobnie jak byłyby niszczone rosyjskie systemy przeciwlotnicze. Z jakiegoś powodu doprowadzono jednak do informacyjnego kompromisu, co rozzuchwaliło Rosjan mających w ten sposób możliwość bezkarnego atakowania miast w Syrii. Teraz Rosja przekracza kolejną barierę i próbuje bez konsekwencji zdestabilizować transport morski na wodach międzynarodowych Morza Czarnego.

NATO niejednokrotnie wysyłało swoje okręty na Morze Czarne. Zdjęcie z 2015 roku
Fot. www.nato.int

Tymczasem trzeba temu przeciwdziałać podobnie, jak się to robi u wybrzeży Afryki z powodu zagrożenia ze strony piratów. Jeżeli więc można organizować międzynarodowe eskorty morskie do ochrony statków handlowych u wybrzeży Somalii, to można to samo zrobić również na Morzu Czarnym. Co ważne wcale nie musi być to związane z wykorzystywaniem tylko okrętów NATO. W zabezpieczaniu transportu morskiego mogłyby bowiem uczestniczyć wszystkie państwa korzystające z produktów dostarczanych z Ukrainy – w tym przede wszystkim Egipt, Libia, Liban i Tunezja.

Przeszkodą we wprowadzeniu w życie takiej inicjatywy może być Turcja, która korzystając z traktatu znanego jako Konwencja z Montreux z 1936 r., stała się swoistym strażnikiem przesmyku łączącego Morze Czarne z Morzem Śródziemnym (obejmującego cieśniny Bosfor i Dardanele oraz Morze Marmara). Prawo to pozwala Turkom kontrolować liczbę okrętów państw nieczarnomorskich przebywających na Morzu Czarnym, ograniczając ich łączny tonaż do 30 tysięcy ton i czas pobytu do 21 dni. Powoduje to wymierne problemy logistyczne, jednak wcale nie uniemożliwia działania międzynarodowych zespołów okrętowych. Okręty operujące na Morzu Czarnym mogą przecież się wymieniać i być uzupełniane w międzyczasie przez okręty tureckie, bułgarskie i rumuńskie.

Nie byłaby to zresztą wcale prowokacją, ponieważ Rosjanie już zagrozili krajom NATO wysyłając w kierunku ich brzegów dryfujące miny morskie. Państwa te mają więc prawo i obowiązek zabezpieczenia linii komunikacyjnych, chociażby przez eskortowanie cywilnych statków handlowych. Jeżeli więc Amerykanie, Brytyjczycy i Francuzi przez wysyłanie swoich okrętów próbują wymusić na Chinach prawo do swobodnej żeglugi dla innych państw na Morzu Południowochińskim, to takie same działania można podejmować też  na Morzu Czarnym w odniesieniu do Federacji Rosyjskiej. I nie ma tu znaczenia, że tak jak ostrzegał sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg: „przełamanie blokady Morza Czarnego będzie bardzo trudne". Trzeba to po prostu zrobić.

Stany Zjednoczone wysyłają swoje okręty na Morze Południowochińskie, by bronić tam swobody żeglugi. To samo można też robić na Morzu Czarnym
Fot. US Navy

Najaktywniejsza w tej sprawie jest Litwa i Wielka Brytania, która według „The Times", ma „prowadzić rozmowy z sojusznikami na temat wysyłania okrętów wojennych na Morze Czarne". Celem tych międzynarodowych działań ma być znalezienie sposobów na wznowienie eksportu zboża z Ukrainy. Jak na razie nie ma jednak deklaracji wysłania brytyjskich okrętów na Morze Czarne.

W międzyczasie pojawił się pomysł, by poza paktem NATO zorganizować międzynarodową operację eskortową, która miałaby mieć charakter misji humanitarnej. W tym celu konieczne by było zebranie tzw. „koalicji chętnych" (coalition of the willing), dzięki czemu Rosja nie miałaby pretekstu do oskarżania NATO, o potęgowanie napięcia w regionie.

Rakietowe odepchnięcie Floty Czarnomorskiej od wybrzeży Ukrainy

Innym sposobem na przystopowanie Floty Czarnomorskiej jest dozbrojenie Ukrainy w systemy przeciwokrętowe dalekiego zasięgu. Ukraińska marynarka już pokazała, że potrafi obsługiwać tego rodzaju uzbrojenie topiąc krążownik „Moskwa" i prawdopodobnie trafiając fregatę „Admirał Makarow". Niewątpliwie znaczącą pomocą było już przekazanie przez Brytyjczyków partii rakiet krótkiego zasięgu „ziemia-ziemia" typu Brimstone, które bardzo dobrze nadają się również do zwalczania małych celów nawodnych.

Są to niewielkie pociski (o długości 1,8 m, średnicy 0,178 m i rozpiętości skrzydeł 0,3 m), które ważąc 48,5 kg mogą przenosić głowicę bojową ważącą 6,3 kg na odległość do 12 km. Pomimo tego rakieta Brimstone jest bardzo niebezpieczna, ponieważ posiadając własny, radarowy system naprowadzania, może działać na zasadzie „wystrzel i zapomnij" oraz dodatkowo atakować cel z prędkością ponaddźwiękową 1,3-1,5 Mach. Praktycznie wszystkie, małe, rosyjskie okręty są więc bezsilne wobec ataku tych pocisków, co oznacza że pas wód terytorialnych wokół Ukrainy jest praktycznie zabezpieczony.

Poza zasięgiem Brimstonów jest morska, wyłączna strefa ekonomiczna, ale i jej bezpieczeństwo można zapewnić dzięki pomocy z zewnątrz. Dowodem tego jest Dania, która zaproponowała przekazanie Ukrainie nadbrzeżnych, mobilnych wyrzutni rakiet przeciwokrętowych Harpoon. Pociski te mogą mieć zasięg sięgający prawie 300 km. Cały czas istnieje także możliwość sprzedania Ukrainie za symboliczną złotówkę jednej z czterech wykorzystywanych przez Polskę baterii rakiet nadbrzeżnych. W ten sposób ukraińskie siły zbrojne miałyby do dyspozycji maksymalnie 24 rakiety NSM (12 na wyrzutniach i 12 w rezerwie), co wystarczyłaby do zatrzymania jakiegokolwiek rosyjskiego, okrętowego zespołu desantowego.

Czytaj też

Wyrzutnie stacjonujące koło Odessy mogą nie tylko bronić ukraińskiego wybrzeża, ale dodatkowo kontrolować ruch okrętów koło Sewastopola, nie dopuszczając rosyjskich okrętów na akweny leżące na zachód od Krymu. Wtedy problemem dla statków handlowych pozostanie tylko lotnictwo i rakiety nadbrzeżne systemu Bał i Bastion, rozstawione na Półwyspie Krymskim. Ale ich użycie w odniesieniu do transportowców neutralnych państw byłoby już dla Rosjan bardzo niebezpieczne.

Kryzys żywnościowy – nowa broń masowego rażenia ze strony Kremla

Przestrzeliwanie się rakietami przez obie strony wojny jest o tyle niebezpieczne, że może doprowadzić do czegoś na kształt „Wojny Tankowców", jaka miała miejsce w czasie iracko-irańskiej wojny w latach osiemdziesiątych. Wtedy zablokowało to dopływ ropy do Europy. Teraz może to zablokować dopływ zboża do Afryki. A przecież należy pamiętać, że produkty żywnościowe z Ukrainy mogą zabezpieczyć potrzeby nawet 400 milionów osób. Rosyjska blokada Morza Czarnego jest więc tak naprawdę atakiem na najbiedniejszych mieszkańców naszej planety, którzy przez decyzje Putina będą cierpieli z głodu i nędzy. Już szacuje się, że takich ofiar głodu może być nawet 50 milionów. I wszystko to w momencie, gdy zmiany klimatyczne, pandemia i wzrost cen energii napędzają kryzys żywnościowy.

Podczas 33. Sesji Regionalnej Konferencji ONZ ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) dla Europy w Łodzi 10-13 maja 2022 r., dyskutowano m.in. o możliwościach zapewnienia światowego bezpieczeństwa żywnościowego w warunkach wojny na Ukrainie
Fot. minagro.gov.ua

Szaleństwo Putina może więc wywołać wielki problem w biedniejszych krajach i wywołać swoiste tsunami migracyjne ludzi szukających nowego miejsca, gdzie nie umrą z głodu. Automatycznie będzie to również związane z zamieszkami i lokalnymi konfliktami zbrojnymi, które najczęściej łączą się kryzysami żywnościowymi. Jeżeli jest to działanie zamierzone Kremla, to oznacza że Rosjanie wprowadzają nowy sposób prowadzenia wojny hybrydowej, która przyniesie miliony ofiar i światowy kryzys bez potrzeby oddania jednego wystrzału. Działanie to światowi przywódcy już nazwali „świadomym atakiem na globalny łańcuch dostaw żywności".

Sprawa jest pilna, ponieważ w ukraińskich spichrzach znajduje się w tej chwili około 25 milionów ton zmagazynowanego zboża, które trzeba sprzedać by: uzyskać dochody, by zwolnić magazyny dla pszenicy ozimej zebranej w czerwcu tego roku oraz po prostu by to zboże się nie zmarnowało. Przy okazji Rosjanie kradną setki tysięcy ton ukraińskiego zboża i sami magazynują jego zapasy, chcąc później dyktować wyższe ceny i zarobić na tym, że siłą pozbyli się Ukraińców jako konkurentów.

Szantażując głodem Kreml chce nie tylko zarobić, ale również dodatkowo wymusić na krajach zachodnich zniesienie części sankcji, jakie już nałożono na Federację Rosyjską. Rosjanie się zresztą z tym wcale nie kryją, o czym świadczy wypowiedź rosyjskiego wiceministra spraw zagranicznych Andrieja Rudenki z 25 maja 2022 roku. W wywiadzie dla agencji Interfax stwierdził on, że „Rosja jest gotowa zapewnić humanitarny korytarz dla statków przewożących żywność z Ukrainy w zamian za zniesienie niektórych sankcji".

To właśnie dlatego uświadomienie sobie zagrożenia, jakie niesie ze sobą blokada Morza Czarnego, powinno zmienić podejście do wojny w Ukrainie, która w rzeczywistości nie toczy się tylko na lądzie i zwiększyć zainteresowanie tym, jak bezprawnie Rosjanie grabią i próbują zadusić ukraińską gospodarkę.

Komentarze (18)

  1. Arturro

    Rząd Szwecji ogłosił przekazanie Ukrainie przeciwokrętowych pocisków rakietowych Robot 17, karabinów automatycznych z amunicją oraz kolejnych 5 tys. granatników przeciwpancernych Carl Gustaf M4 - za Biełsat

  2. Lek

    Ale was ruskie trolle gnębią te rakiety p.okrętowe! Oddać Ukranie wszystko, wszystkie baterie nadbrzeżne aby tylko pognębić ruskich bandytów z Buczy. Uchodźcy z Ukrainy już pracują w Polsce, płacą podatki i ZUSy, likwidują lukę pokoleniową pracowników. Tylko wygrana Ukrainy spowoduje zupełne odsunięcie niebezpieczeństwa najazdu raszystów na Polskę. A nam baterie nadbrzeżne teraz nie są potrzebne bo ruski są zajęci Ukrainą i już nie mają siły na nikogo więcej, zresztą broni nas NATO.

    1. fog

      Czy broni nas NATO to jest oczywiste a czy obroni to już rzecz mam nadzieję, że nie do sprawdzenia.. Szwecja i Niemcy nas raczej nie zaatakują. Jedyny problem to Kaliningrad.

    2. Monkey

      @fog: Ewentualna pomoc takich "sojuszników" jak Niemcy to także niestety jest nasz problem... NATO to nie tylko USA, a przecież Amerykanie w Afganistanie jednak się ośmieszyli. Raczej liczyłbym na własne zasoby i mozliwości.

    3. Valdore

      @Monkey, a niby jak sie USA w Afganistanei osmieszyło?? Bo jakos bez problemu rozbili w pył talibów i dopóki sami się nei wycofali to talibowie nosa z mysich dziur nei wychylali. A ze armia afgańska nie chciała walczyc to inna sprawa.

  3. DBA

    @Monkey może sie zdarzyć, że Rosja droga ladową zajmie pribałtykę i dojdzie do Kaliningradu. Ale tak czy inaczej flota będzie zamknięta w Kronsztadzie. Jej mozliwosci desantowe na polskim wybrzeży sa podobne jak desant na lotnisko w Hostomelu - mało, bez logistyki i wsparcia, choć taktycznie będą to działania dywersyjne. Generalnie marynarka rosyjska i radziecka raczej odnosi w wojnach porazki - od wojny japońskiej do Ukrainy, a przytaczana przez ciebie II wojna - w 1945 środkowy Bałtyk do Estonii był Niemiec pomimo braku wsparcia lotniczego. Ale oczywiscie rosyjska armia ladowa jest w stanie zasypac nas trupami własnych zołnierzy.

    1. Monkey

      @DBA: Dzięki za odpowiedź. Co do porażek marynarki barbarzyńców, masz zupełną rację. Ale jeśli chodzi o operacje lądowe, to mam także na myśli Finlandię, a nie tylko kraje bałtyckie. Podczas wojny zimowej 1939-1940 poszło im słabiej, niż chcieli, ale jednak zagarnęli nieco terytorium. Tak samo im idzie na Ukrainie: powoli, mozolnie, z duzymi stratami. Ale jednak niestety osiągają postepy. Tak samo pokonali III Rzeszę, przy wsparciu Zachodu, ale jednak to oni ponieśli główny ciężar walk. Jakim kosztem, wszyscy wiemy. Ale doszli nie tylko do Berlina, ale i dalej. Ja ich po prostu nie lekceważę, niezależnie od moich uczuć względem tego państwa. Te zaś są zdecydowanie negatywne. Po prostu jestem ostrożny i moim zdaniem jeśli nie będziemy mieli uzupełnienia naszych baterii brzegowych to nie wysłaóbym nawet jednego pojazdu z NSM i infrastrukturą na Ukrainę. To musi byc zagwarantowane.

    2. DBA

      @Monkey. Jasne, fajnie wymienic konstruktywnie poglady. Wychodzi na to, że nie różnimy sie w opiniach. Może tego nie dopisałem, ale nie uważam, że mityczny ktoś nas obroni i wcale nie jestem za trwałym pozbywaniem sie uzbrojenia. Dozbrajanie Ukrainy jest w naszym interesie, nawet kosztem OKRESOWEGO obnizenia gotosci bojowej. Za okresowe uważam okres do 4 lat, bo na pewno w ciagu kilku najblizszych lat Rosja nie będzie zdolna do agresji. Reasumujęc NSM-y są nam potrzebne, choćby do obrony p-desantowej wybrzeża państw bałtyckich, osłony podejśc do terminali gazowych i naftowych, ale nie dzisiaj.

    3. Valdore

      @DBA, tylko wiesz ze atak na państwa bałtyckie oznacza wojnę z NATO, a patrzac jak Rosjanom idzie na Ukrainie to będzie masakra rosyjskiej armii

  4. Gremlin

    Nie znam się na rolnictwie, ale nie miałem pojęcia, że Ukraińcy zboże ozime zbierają w czerwcu, Widocznie wegetacja rusza u nich wcześniej niż w cieplejszej Polsce.Na marginesie ostatnio pod domem popsuł się Tir z pszenicą z Ukrainy, cel port w Gdańsku.

    1. QVX

      A ile tych tirów trzeba, żeby załadować jeden frachtowiec?

    2. DBA

      Może tak nie do końca w czerwcu, ale I połowa lipca to czas zbioru pszenicy. Oczywiście słonecznik i kukurydza póżniej - sierpień i wrzesień. Problemem jest to, że te 25-30 mln ton trzeba wywieżć w ciągu 2 miesięcy. Gdyby chciano pociągami, praktycznie jedną linią kolejową na północ z Odessy to jest to ok. 15 tyć pociągów - logistycznie niewykonalne, o transporcie kołowym nie wspomnę. Pozostaje tylko droga morska. Przypuszczam, że dzisiejsza wizyta Dudy w Egipcie ma coś do rzeczy..

    3. fog

      I biorąc pod uwagę, ze nie mamy jak w portach tego zrobić to zaczyna robić się ciekawie :/ U nas porty mogą przeładować ile zboża - 2 milionów ton :/ wszystko za mało łącznie z Kłajpedą i portami Rumunii..

  5. Dawidek

    Turcja pokaze NATO srodkowy palec i tyle, wpuszczenie okretow NATO na moze czarne bedzie rownoznaczne z wpuszczeniem okretow Rosyjskich.

    1. fog

      Jak do granic Turcji dotrze fala uchodzców to nie chciałbym być na miejscu kacapów. Zwłaszcza po słowach Prezydenta Ukrainy o powrocie wysiedlonych Tatarów na Krym :P

  6. oko

    Na rosyjskie okręty najlepsze są brzegowe wyrzutnie torped o zasięgu 500 km .

  7. Wania

    W tym roku na tym portalu niektórzy komentatorzy pisali o rosjanach jako o "braciach słowianach" uznając ich za cywilizowany naród. Wschodnie trole już wiedzą, że ich wpisy dały I'm co prawda kilka kopiejek, ale z cywilizacją to oni nie mają nic wspólnego. Ich mentalność nadal pozostaje w przaśnych latach rewolucji październikowej.

  8. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

    Prawnie i formalnie rzecz biorąc - skoro Rosja nie wypowiedziała wojny Ukrainie - to wszelkie działania rosyjskiej floty mają charakter PIRACKI. A to oznacza, że społeczność międzynarodowa ma pełne prawo i wręcz obowiązek zorganizować wielką akcję przeciwpiracką. Dokładnie tak, jak przeciw piratom z Somalii - tylko na nieporównanie większą skalę. Zachodzę w głowę, jakim cudem eksperci i doradcy nie widzą tej oczywistości. Podobno najciemniej pod latarnią. Polska może wysłać dywizjon NSMów - nie wyjdziemy przed szereg, skoro Duńczycy dali Harpoony.

  9. Monkey

    Po tytule artykułu juz wiedziałem, kto go napisał. Ja również nie akceptuję ani na milimetr barbarzyństwa i dwulicowości Rosjan, ale od oficera (nawet byłego) PMW oczekuję jednak jakiegoś poziomu. Naprawdę nie warto zniżać się do pukania w dno od spodu, jak to nasi wschodni "sąsiedzi" robią. Co do konkretów, to na pewno nie oddałbym nawet jednej wyrzutni NSM, bo nie jest to system produkowany przez nas. A jak na Zachodzie mozna polegać, to pokazuje przykład "dostaw" uzbrojenia z Niemiec na Ukrainę, a także nasza "wymiana" czołgów na zastepstwo tych, które wysłalismy na pomoc. A do tego ci "ekologiczni" Niemcy już błagają o węgiel w Kolumbii. Na takich ludzi liczyć nie tylko nie można, ale wręcz nie wolno. Co do minowania, Pan Komandor chyba zapomniał, że Ukraińcy (zresztą słusznie) zaminowali dostęp do wybrzeża w obawie przed desantem. A Rosjanie oczywiście cynicznie to wykorzystują. Jeśli chodzi o operację odblokowania ukraińskiego wybrzeża, to czysta fantastyka.

    1. Valdore

      @Monkey sam chciałeś: Po pierwsze czołgó nie dostaniemy bo nasi "negocjatorzy" żadaja najnowszych wersji po drugie wysłąnei NSM jest nawet neizłym pomysłem, bo każdy rosyjski okręt na dnei to jeden mniej do ataku na Polskę. Po trzecie właśnei wysyłamy tam Kraby wiec czemu nie NSM-y? Po czwarte to nei Ukraińcy a Rosjanei puszczają luzem dryfujace miny wiec juz może skończ.

    2. szczebelek

      A po co nam przestarzałe 2A4, które i tak trzeba zmodernizować do 2PL bądź 2A7 wczoraj oglądałem takiego co płakał po t72, że pewna część leosi i twardych jest w przeglądach, a inne 2a4 są poddawane modernizacji. Załóżmy dostajemy kolejne 2A4 i przez następne 7 lat czekamy aż wszystkie pojazdy tego typu będą 2PL. Ciekawe czy Bundeswehra ma też za mało 2A6.

    3. Monkey

      @Valdore: Co do czołgów, Niemcy zdaje się nie posiadają w zapasie więcej A4. Co do A5, nie wiem. Poza tym A4 to Rheinmetall, a A5 to KMW. Jeśli chodzi o porównanie Krabów i NSM, to Kraby możemy produkować na bieżąco, a NSM nie produkujemy wcale. Owszem, można je wysłać, ale pod warunkiem ich zastąpienia przez Kongsberg. Bo jak nam Rosjanie zaczną urządzać prowokacje, to nie będziemy im mieli czym odpowiedzieć. O tym kto wypuszcza dryfujące miny to nic wiedzieć nie możesz, bo nie jesteś na miejscu.

  10. easyrider

    Zakończmy te rozważania o przekazaniu naszych NSM. Bez nas i tak żadna pomoc na Ukrainę by nie trafiła. To jest nasza rola. Amerykanie i parę państw natowskich spoza tego kolaboranckiego tandemu Berlin-Paryż ma siły i środki do darowizn. Z Harpoonami i wsparciem w postaci danych z natowskiego rozpoznania, Ukraińcy mogą zrobić sieczkę z rosyjskiej floty. I trzeba to zrobić, nie wahać się. Czas bełkotu o defensywnej i ofensywnej broni trzeba już zakończyć. Broń ma być skuteczna a Rosją ma przyjąć sierp na szczękę.

  11. Or07

    Nie bardzo rozumiem, dlaczego Polska miałaby przekazywać swoje baterie NSM, skoro jest to sprzęt wyprodukowany i dostarczony przez Norwegię. Może wypadałoby rzucić myśl, aby to Norwegowie przekazali ten sprzęt ze swoich zasobów. Zaminowanie ukr. portów wg większości analityków to jednak sprawka floty ukraińskiej, ale nie jest to problem najważniejszy. Gorzej z przełamaniem rosyjskiej blokady - nie podzielam tu optymizmu autora.

    1. Chyżwar

      Bo niektórzy ludzie zaczynają od tej wojny wariować?

  12. Prezes Polski

    A Ukraińcy zamierzają czekać aż problem dam się rozwiąże, czy może jednak zaczną wywozić to zboże pociągami i ciężarówkami? Może wolniej i drożej będzie, ale będzie. Bo jak się nic nie zdarzy, zboże po prostu zgnije w magazynach a nowego nie będzie gdzie umieścić.

    1. QVX

      Problem stanowi przepustowość. Policz, ile pociągów i ciężarówek trzeba, żeby przewieźć równowartość ładunku jednego frachtowca.

    2. Valdore

      @Prezes, robia to cały czas, ale policz sobie iloma pociagami musza wysłać ładunek jednego frachtowca.

    3. Ivan nie pisz bzdur

      Przecież wysyłają przez kilka krajów, ale to jest mało i drogo

  13. bc

    Trochę Himarsów, Harpoonów, podwodnych dronów itd. i Ukraina może sama rozwiązać problem floty czarnomorskiej. Amerykanie mają jakieś LCSy na zbyciu. Dać Turkom pośrednictwo w handlu w zamian za konwojowanie na wodach międzynarodowych.

  14. Grażewicz

    Całym sercem z Ukrainą ale jestem przeciwny oddawaniu naszych rakiet ponieważ wcale nie mamy ich tak dużo. Drugą sprawą jest znaczenie dostępu do morza które w Naszym kraju od 1989 r było ( ponieważ teraz sytuacja diametralnie się zmieniła ) traktowane z buta. Wiele razy pisałem jak ważny jest transport morski i bylem wysmiewany a tu mamy przykład namacalny.

  15. szczebelek

    Po pierwsze dlaczego Polska za symboliczną złotówkę ma oddać broń, która może zniszczyć rosyjskie okręty na Bałtyku... Po drugie oddanie sprzętu sowieckiego to co innego niż oddanie nowoczesnej broni już teraz co niektórzy płaczą po t72, a przecież to miał być szrot, który zalegał i ktoś go wyciągnął do użytkowania. Nie wspominając o wyśmiewaniu modernizacji by wydłużyć ich żywot w WP. Po trzecie Ukraina jak zwykle czeka na innych.

    1. Chyżwar

      Nosz dokładnie. Nie jesteśmy bogatym państwem. Mimo tego wysyłamy tam co tylko możemy. Wiele więcej od niejednego państwa, które śpi na forsie i mimo mglistych obietnic nie dostaliśmy za to nic w zamian. Na dodatek przyjęliśmy do siebie lwią część uchodźców z Ukrainy. To wszystko wisi na naszym budżecie, bo do tej pory pomoc ze strony naszych zachodnich partnerów ogranicza się do "wielkich hołdów".

    2. Valdore

      @szczebelek, po pierwsze każdy rosyjski okręt posłany na dno przez ukraińców to jeden mniej do ataku na Polskę w przyszłosci, po drugie trzeba zatrzymać rosyjskich zbrodniarzy i piratów, po trzcie modernizacja T-72 była smeiszna, bo robili z nich najbardziej świadome ruchome cele na polu bitwy. za kupę kasy a nei podnosili ich możliwości bojowe.

    3. DonPedros

      Mamy dużo lepszą sytuację na morzu niż Ukraina. Dodatkowo jeśli uda się dowieźć Finlandię do NATO, można w każdej chwili rozpocząć np. 6 miesięczne manewry na Bałtyku w Zatoce Fińskiej które zablokują ruch nawodny i powietrzny z Rosji do obwodu Kaliningradzkiego. I tak trzeba będzie zrobić - blokada wodna i powietrzna Bałtyku to konieczność aby zagwarantować bezpieczeństwo. Do tego nie potrzeba baterii nabrzeżnej tylko wysłać kilka okrętów na granicę morską Finlandii i Estonii zatrzymując wszelki ruch z i do Petersburga. Oczywiście lepiej byłoby gdyby Norwegia dorzuciła coś od siebie, ale bądźmy realistami - najlepiej walczyć z wrogiem nie na swojej ziemi i morzu.

  16. Gulden

    Czyli z artykułu, można wywnioskować, że FR wcale nie musi zajmować całego terytorium Ukrainy, wystarczy wprowadzić pełną blokadę portów, i najwzyczajniej poczekać na kompletne zawalenie się gospodarki Kijowa, co za tym idzie potencjalne rozruchy łącznie ze zmianą rządu, plus może nie przechodzenie na stronę kremla jakiejś części obywateli ukrainy, co zaakceptowanie status qou na zajętych przez FR ziemiach, mieszkających tam obywateli. Bo będzie co do garnka włożyć. Wiem, cynicznie, ale tak to chyba jest. Ba, kwestią czasu jest niezadowolenie społeczne na zachodzie, z powodu wysokich cen artykułów spożywczych, plus nadchodząca zima i co za tym idzie kwestia cen surowców dla gospodarki i zwykłych obywateli. Z drugiej strony ograniczenie eksportu dóbr z Ukrainy, spowoduje braki w budzecie na zakup nowego uzbrojenia dla swej armii...Niewesoło się będzie działo.

  17. QVX

    Żartobliwie. :-) Na Morze Czarne wpływa zespół okrętów USNavy, Royal Navy etc. Na miejscu dochodzi do "buntu" i całe towarzych zakłada Stowarzyszenie np. "Korsarze z Karaibów". Następnie Korsarze zgłaszają się do Ukraińców (Ukraina nie jest następcą prawnym Rosji carskiej, więc nie dotyczy jej zakaz korsarstwa z Deklaracji Paryskiej z 1856 r., a zakaz z Konwencji Haskiej dotyczy tylko sygnatariuszy Deklaracji). Prezydent Zełenski wystawia im list kaperski i voila. :-)

    1. Valdore

      @QVX,a po co bunt, zwyczajnie robiaswoje i czekaja aż Rosji odbije i wystzreli pierwsza:) Potem czyszczą morze z raszystów i sprawa rozwiazana.

  18. Chyżwar

    Wnioski z Bitwy o Morze Czarne są takie, że Polska dobrze robi chcąc budować fregaty. Pomysł na sprzedawanie za symboliczną złotówkę naszych najnowocześniejszych systemów przeciw okrętowych uważam wręcz za herezję. Nie jesteśmy producentami tych pocisków, posiadamy ich mało i trzeba by było wydać furmankę pieniędzy żeby lukę po ich wysłaniu czymś zastąpić. I to w sytuacji gdy w przyśpieszonym tempie staramy się zmodernizować i powiększyć własną armię. A skoro na blokadzie ukraińskich portów traci VW, Mercedes czy potentaci produkujący elektronikę, do których my się nie zaliczamy, to niech rządy państw, gdzie ulokowane są te firmy sięgną do swoich przepastnych kieszeni. NSMy są do kupienia w Norwegii. Zresztą NSMy niewiele tu dadzą, bo do przełamania rosyjskiej blokady są potrzebne wyśmiewane tutaj często przez przeróżnych mędrków i rosyjską trollownie porządne okręty wojenne.