Reklama
  • KOMENTARZ
  • WIADOMOŚCI

Zapaść rosyjskiego system obrony powietrznej

Uderzenie ukraińskich dronów na Sankt Petersburg jest dowodem na zapaść rosyjskiego systemu obrony powietrznej. Traci on kilkakrotnie więcej zestawów, niż zyskuje.

Autor. Ukraińskie ministerstwo obrony

Precyzyjne naloty ukraińskich dronów na bałtyckie porty Primorsk i Ust-Ługa oraz rafinerię koło miasta Kiriszi można oceniać na dwa sposoby. Większość komentatorów zwróciła głównie uwagę, zresztą słusznie, że było to mocne uderzenie w rosyjski przemysł naftowy, który zamiast zarabiać na drożejącej ropie naftowej, musi ograniczać produkcję oraz eksport paliw.

Reklama

Problemem Rosjan nie jest jednak tylko to, że ich instalacje naftowe są cały czas uszkadzane, ale to, że nie mogą trwale naprawić szkód wyrządzonych ukraińskimi atakami. Ukraińcy działają bowiem nie tylko precyzyjnie, ale również konsekwentnie, uderzając w poszczególne instalacje kilkakrotnie, odczekując tylko do zakończenia prac naprawczych.

Teoretycznie, by zabezpieczyć się przed takimi przypadkami, Rosjanie powinni po prostu wzmocnić obronę przeciwlotniczą swojej infrastruktury krytycznej, szczególnie w tych miejscach, które już były na celowniku ukraińskich dronów. Problem polega na tym, że nie mogą już tego zrobić. Nie mają bowiem prawdopodobniej odpowiedniej ilości systemów przeciwlotniczych, które byłyby w stanie zapewnić obronę wszystkich tych obiektów rzeczywiście jej potrzebujących.

O totalnej zapaści rosyjskiego systemu obrony powietrznej może świadczyć chociażby to, że ukraińskie drony atakujące Sankt Petersburg musiały przebyć ponad 900 km, a te, które uderzyły w rafinerię w rejonie miasta Kiriszi, przeleciały ponad 820 km. Lecąc prawdopodobnie z prędkością około 200 km/h, musiały więc przebywać nad rosyjskim terytorium przez ponad 4 godziny.

Dodatkowo trzeba pamiętać, że ukraińskie drony nie są budowane w technologii stealth, a więc są stosunkowo proste do wykrycia przez radary. Dodatkowo Rosjanie cały czas się chwalą szczelną obroną przeciwlotniczą nad linią styku z wojskami ukraińskimi. Powinni więc wiedzieć, że kolejne drony wlatują nad frontem w głąb terytorium Rosji. Pojawienie się ukraińskich systemów bezzałogowych nad portami Primorsk i Ust-Ługa świadczy o tym, że nieszczelna jest zarówno pierwsza linia obrony, jak i kolejne, w tym system przeciwlotniczy, drugiego, najważniejszego miasta w Rosji – Sankt Petersburga.

Widać tu prawdziwą bezradność Rosjan, ponieważ Ukraińcy wysyłali swoje drony nad bałtyckie porty praktycznie przez trzy noce z rzędu (25, 27 i 30 marca 2026 roku). W rosyjskim centrum dowodzenia obrony powietrznej wiedziano więc dobrze, że ataki będą się powtarzały oraz że się właśnie zaczęły. Pomimo więc braku zaskoczenia, drony ukraińskie i tak trafiały tam, gdzie zamierzano.

Wynika to z trzech powodów. Po pierwsze, Ukraińcom coraz częściej udaje się przesycić rosyjski system obrony powietrznej. Rosjanie np. poinformowali, że tylko w nocy z 22 na 23 marca udało im się przechwycić lub zniszczyć 249 ukraińskich dronów. Większość z nich została zestrzelona rakietami przeciwlotniczymi, których zawsze jest mniej i które zawsze kosztują drożej niż cele, które zwalczają. Ukraińcy robią więc dokładnie to samo, co Rosjanie próbują zrobić nad Ukrainą.

O ile jednak ukraińskie siły zbrojne stworzyły system zwalczania rosyjskich bezzałogowców bardziej ekonomicznymi środkami (np. mobilnymi patrolami przeciwlotniczymi), to w przypadku Rosji takie rozwiązanie nie zostało wdrożone. Wynika to nie tylko z rozległego terytorium, ale również z ograniczeń wynikających z pokoju, jaki teoretycznie nadal panuje w Federacji Rosyjskiej. Nie można więc strzelać systemami lufowymi do celów powietrznych, tak jak się to robi na Ukrainie.

Pozostają więc tylko bardziej precyzyjne, rakietowe systemy przeciwlotnicze, jednak jest ich niewątpliwie mniej i mają dodatkowo ograniczoną liczbę pocisków. I nawet jeżeli rakiety z danego zestawu osiągną cel, to po pewnym czasie, „wystrzelane z amunicji” obsady poszczególnych stanowisk ogniowych mogą tylko patrzeć, jak przelatują nad nimi kolejne ukraińskie drony.

Drugim powodem „nieszczelności” rosyjskiego systemu obrony powietrznej jest rozległość obszaru, jaki musi być chroniony. Propaganda w Rosji oczywiście od dawna wskazywała, że takie systemy jak S-300, S-400 i S-500 są w stanie zabezpieczyć obszary o promieniu kolejno 300, 400 i 500 km. Jest to jednak prawda tylko w odniesieniu do celów lecących bardzo wysoko. Tymczasem ukraińskie drony kamikaze latają nie wyżej niż kilkaset metrów nad ziemią. W ich przypadku poszczególne systemy mogą je więc zwalczać na odległościach nie większych niż 40 km.

W przypadku takich celów rosyjskie systemy przeciwlotnicze średniego i dalekiego zasięgu nie pokrywają nawet procenta terytorium Federacji Rosyjskiej. Dodatkowym ograniczeniem jest sam sposób działania poszczególnych baterii. Są to bowiem systemy, które wymagają dedykowanej stacji radiolokacyjnej kierowania uzbrojeniem do naprowadzania rakiet. Pokrycie baterii nie zależy więc od zasięgu rakiet, jakie są na rozstawionych w terenie wyrzutniach, ale tylko od tego, co widzi jeden radar. Niszcząc lub zakłócając radar, eliminuje się więc całą rosyjską baterię.

Reklama

Trzecim powodem, dla którego Rosjanie nie są w stanie skutecznie się bronić przed ukraińskimi dronami, są straty, które przewyższają możliwości produkcyjne rosyjskiego przemysłu. Jest oczywiście bardzo trudno oszacować, ile elementów systemu obrony powietrznej zostało rzeczywiście zniszczonych w ciągu czterech lat pełnoskalowej wojny na Ukrainie. Jednak wiadomo na pewno, że tych strat nie uzupełniła bieżąca produkcja.

Dodatkowo wiadomo, że w przypadku systemów przeciwlotniczych nie można zrobić tego, co zrobiono np. w przypadku czołgów, gdy z magazynów brano nawet najstarsze wersje czołgów T-55 i wysyłano na front. Systemy obrony przeciwlotniczej są bardziej zależne od „elektroniki”, której zastąpienie nowszymi rozwiązaniami jest już o wiele trudniejsze.

Tymczasem raporty przekazywane od kilku miesięcy przez ukraińskie siły zbrojne, udokumentowane filmami wideo, są zatrważające. Pierwszym obszarem, gdzie rozbito system obrony powietrznej był Krym, który jest często określany jako Trójkąt Bermudzki rosyjskich systemów przeciwlotniczych. Co zostanie tam bowiem wysłane, jest bardzo szybko niszczone precyzyjnymi uderzeniami rakiet i dronów.

Tylko w ciągu miesiąca, do 20 marca 2026 roku, ukraińskie siły zbrojne poinformowały o zniszczeniu na Krymie 31 radarów obrony powietrznej i 15 wyrzutni rakiet przeciwlotniczych. Trzeba przy tym zaznaczyć, że za te sukcesy odpowiada przede wszystkim jednostka „Duchy” („Primary”) podlegająca pod Główny Zarząd Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy.

Teraz trzeba na to nałożyć raport Madziara, dowódcy ukraińskich wojsk systemów bezzałogowych, który poinformował o zniszczeniu swoimi siłami tylko w marcu 2026 roku 41 elementów rosyjskiej obrony powietrznej (w tym dwóch zestawów walki radioelektronicznej). O skuteczności tych ataków może świadczyć fakt, że często są one powtarzane kilkakrotnie, aż do uznania, że dany obiekt został ostatecznie wyeliminowany. Madziar pochwalił się m.in. zniszczeniem:

  • Radaru kierowania ogniem 9S19 Imbir systemu obrony powietrznej S-300W (31 marca 2026 roku w obwodzie ługańskim);
  • Radaru systemu S-300W (13 marca 2026 roku w obwodzie donieckim);
  • Rakietowego zestawu obrony przeciwlotniczej Tor-M2 (31 marca 2026 roku w obwodzie briańskim);
  • Rakietowego zestawu obrony przeciwlotniczej Osa (w obwodzie donieckim);
  • Rakietowego zestawu obrony przeciwlotniczej Strieła (w obwodzie biełgorodzkim).

Trzeba przy tym zaznaczyć, że podobny raport opublikowany przez Madziara 4 marca wskazywał na zniszczenie w miesiącach zimowych, przez jednostki wchodzące w skład ukraińskich wojsk systemów bezzałogowych, „tylko” 54 elementów rosyjskiego systemu obrony powietrznej (39 rakietowych zestawów przeciwlotniczych oraz 15 kompleksów radarowych).

W ciągu czterech miesięcy jednostki podległe Madziarowi zmniejszyły więc stan rosyjskiego systemu opl o 95 zestawów przeciwlotniczych i radarów (i to tylko w obszarze poza Krymem). Jest to więc prawdopodobnie więcej niż Rosjanie są w stanie wyprodukować w ciągu roku w swoim przemyśle. Przykładem może być rok 2025, w którym Rosjanie mogli utracić nawet ponad 100 zestawów przeciwlotniczych Pancyr-S1. Tymczasem roczna produkcja nie przekracza 40 sztuk tych systemów.

Dodatkowo straty „przeciwlotnicze” z miesiąca na miesiąc rosną. Im bardziej nieszczelny jest bowiem rosyjski system obrony powietrznej, tym łatwiej jest działać ukraińskim dronom i niszczyć wszystkie te elementy, które z tego systemu jeszcze pozostały.

Uderzenia na rosyjską infrastrukturę krytyczną będą się więc nasilały i będą coraz bardziej dotkliwe. Jest bowiem coraz bardziej prawdopodobne, że Rosjanie nie mają się po prostu czym bronić.

Reklama
WIDEO: Offset czy „offset”? Miliony na Jelcza, miliardy na Apache | Defence24 Week #153
Reklama