Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • ANALIZA

Wagnerowcy mieli ruszyć na Przesmyk Suwalski? Kreml ma powody, by podsycać takie obawy

Autor. YouTube

Wypowiedź byłego prawnika Jewgienija Prigożyna o rozmowach dotyczących utworzenia lądowego korytarza do obwodu królewieckiego jest przedstawiana jako kolejny sygnał zagrożenia dla Polski. Warto jednak przyjrzeć się nie tylko samym słowom Igora Jelisiejewa, lecz także temu, kim jest ich autor, jak przedstawia historię Grupy Wagnera i w jaki sposób rosyjskie władze wykorzystywały obecność najemników na Białorusi do wywierania presji na państwa NATO.

Reklama

Jelisiejew napisał 21 października 2026 roku, że po buncie Wagnera rozmawiał z Prigożynem o lądowym korytarzu do Kaliningradu i że jego utworzenie byłoby możliwe po uzyskaniu zgody „z góry”. Nie jest to informacja pozbawiona znaczenia. Problem polega na tym, że jej autor nie jest niezależnym obserwatorem rosyjskiej polityki, a jego obecna działalność publiczna koncentruje się na przedstawianiu historii Prigożyna i jego organizacji w jak najlepszym świetle dla odbiorców rosyjskojęzycznych.

Były współpracownik Prigożyna buduje jego legendę

Igor Jelisiejew pracował dla Jewgienija Prigożyna od 2016 roku. Był jego prawnikiem i przedstawicielem w kontaktach z rosyjskimi instytucjami państwowymi. Zajmował się między innymi sprawami przeciwko dziennikarzom i usuwaniem publikacji dotyczących swojego mocodawcy. Od 2022 roku uczestniczył również w obsłudze projektu rekrutowania więźniów do Grupy Wagnera, którzy następnie trafiali na front wojny przeciwko Ukrainie.

W 2026 roku Jelisiejew zaczął promować książkę „Imperium Wagnera”, przedstawianą jako opowieść o Prigożynie i jego organizacji z perspektywy człowieka z najbliższego otoczenia jej założyciela. W wywiadzie dla petersburskiego portalu Fontanka z 23 czerwca 2026 roku opisywał bunt z czerwca 2023 roku jako „marsz sprawiedliwości”. Przedstawiał również swojego byłego szefa jako człowieka, który miał wszystko dokładnie kalkulować.

Reklama

Jelisiejew nie występuje zatem wyłącznie jako świadek wydarzeń. Jest również autorem książki poświęconej Prigożynowi, którą promuje poprzez wywiady i publiczne wypowiedzi. Jego relacje należy odczytywać z uwzględnieniem tej roli. Nie ma podstaw, by uznać go za osobę, której każda wypowiedź jest fałszywa, ale nie ma też powodu, by automatycznie traktować jego opowieści jako bezstronne świadectwo.

Strach jest użyteczny nawet bez wojny

W ocenie wypowiedzi Jelisiejewa ważne są związki Grupy Wagnera z rosyjskim państwem. Prigożyn przez lata rozwijał organizację, która realizowała interesy Moskwy między innymi w Syrii, Afryce i na Ukrainie. Formacja zapewniała Rosji możliwość prowadzenia działań zbrojnych poza tradycyjnymi strukturami sił zbrojnych, a jej aktywność służyła również rosyjskim interesom politycznym i gospodarczym.

27 czerwca 2023 roku Władimir Putin przyznał publicznie, że utrzymanie Grupy Wagnera było w pełni finansowane przez państwo. Rosyjski prezydent mówił o wydatkach na utrzymanie formacji oraz wypłaty dla jej członków. Z kolei raport Ośrodka Studiów Wschodnich „Cisza po burzy”, opublikowany 30 października 2023 roku, opisywał działania rosyjskich władz zmierzające do przejęcia kontroli nad zasobami Wagnera i podporządkowania jego pozostałych struktur.

Reklama

Grupa Wagnera nie była formacją działającą w oderwaniu od Kremla. Jej relacje z rosyjskim kierownictwem stały się wrogie dopiero w warunkach narastającego konfliktu, który doprowadził do buntu w czerwcu 2023 roku. Po śmierci Prigożyna w sierpniu tego samego roku rosyjskie władze stopniowo przejmowały kontrolę nad pozostałymi elementami jego organizacji.

W tym procesie warto zwrócić uwagę na samego Igora Jelisiejewa, który nie tylko był prawnikiem Prigożyna, ale po śmierci szefa Wagnera zaczął budować własną pozycję. Jak wynika z jego autobiografii, uczestniczył w rosyjskim programie „Wriemia Gierojew” (Czas Bohaterów) uruchomionym z inicjatywy Władimira Putina w 2024 roku. Program ma przygotowywać uczestników wojny na Ukrainie do obejmowania stanowisk w administracji państwowej, spółkach państwowych i strukturach politycznych, nieoficjalnie mówi się także o działaniach wywiadowczych i kognitywnych. Może więc występować jednocześnie jako człowiek z wewnątrz dawnego otoczenia Prigożyna oraz osoba funkcjonująca obecnie w ramach inicjatywy kadrowej Kremla. Jego biografia daje mu wiarygodność w oczach dużej części rosyjskich odbiorców i pozwala przedstawiać jego wypowiedzi jako relacje świadka, niezależnie czy to prawdziwe wspomnienia czy tekst stworzony na Kremlu.

Kreml potrzebuje nie tylko wojskowych i urzędników, lecz także osób zdolnych do kształtowania narracji o wojnie, dawnych strukturach najemniczych i ludziach, którzy odegrali w nich istotną rolę. Znaczenie ma także to, do kogo kierowany jest ten przekaz. W Rosji może on pomagać w zagospodarowaniu pamięci o Wagnerze i oddzielaniu popularności jego byłych członków od buntu przeciwko Putinowi. Za granicą relacje człowieka przedstawianego jako wtajemniczony mogą być wykorzystywane do wzmacniania niepewności co do rosyjskich zamiarów. Opowieść o planach marszu na Polskę jest pod tym względem szczególnie użyteczna: łączy sensacyjny przekaz o rzekomych kulisach decyzji Prigożyna z realnymi obawami państw NATO dotyczącymi rosyjskiej presji militarnej

Reklama

Przesmyk Suwalski pozostaje ważny, ale geografia nie jest planem wojny

Wypowiedź Jelisiejewa o rozmowach dotyczących utworzenia lądowego korytarza do obwodu królewieckiego warto skonfrontować z realiami wojskowymi i politycznymi. Przesmyk Suwalski, czyli obszar polsko-litewskiego pogranicza pomiędzy Białorusią a rosyjskim obwodem królewieckim, ma istotne znaczenie dla obrony wschodniej flanki NATO. Zapewnia lądowe połączenie państw bałtyckich z pozostałą częścią Sojuszu. Jego odcięcie skomplikowałoby przerzut wojsk, sprzętu i zaopatrzenia do Litwy, Łotwy oraz Estonii.

Można oczywiście założyć, że Rosja mogłaby próbować wykorzystać Grupę Wagnera do przeprowadzenia operacji wybicia korytarza, jednocześnie zaprzeczając własnemu zaangażowaniu. Byłby to jednak sposób myślenia oparty na bardzo naiwnym założeniu, że Moskwa mogłaby wiarygodnie odciąć się od działań formacji, której związki z rosyjskim państwem były powszechnie znane w Europie i poza nią. Wagner przez lata realizował interesy Kremla, korzystał z rosyjskiego zaplecza i współpracował z państwowymi strukturami.

Sama zaś ewentualna operacja Wagnera automatycznie nie doprowadziłaby do uruchomienia wszystkich mechanizmów obronnych NATO. Reakcja Sojuszu zależałaby od okoliczności, skali ataku, strat, ustaleń dotyczących odpowiedzialności i decyzji politycznych państw członkowskich. Jednak zbrojny atak na terytorium Polski lub Litwy mógłby doprowadzić do odpowiedzi sojuszniczej także wtedy, gdyby bezpośrednio zaangażowane oddziały nie należały formalnie do Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej. Ocenie podlegałby bowiem rzeczywisty charakter ataku i jego sprawcy, a nie wyłącznie formalna przynależność napastników. Rosja nie mogłaby zatem zakładać, że użycie formacji najemniczej zapewni jej bezkarność.

Reklama

Pozostaje również kwestia zdolności do przeprowadzenia takiej operacji. Utworzenie i utrzymanie korytarza z Białorusi do obwodu królewieckiego oznaczałoby konieczność zajęcia oraz zabezpieczenia części terytorium Polski lub Litwy, a następnie obrony jej przed kontratakiem. Nie wystarczyłoby szybkie przemieszczenie niewielkiej grupy uzbrojonych ludzi. Potrzebne byłyby siły zdolne do walki z regularnymi wojskami, zabezpieczenie logistyczne, rozpoznanie, obrona przeciwlotnicza oraz wsparcie artylerii i lotnictwa. Bez szerszego wsparcia wojskowego i politycznego ze strony Rosji, Wagner miałby poważne problemy z realizacją takiego zadania. A to mogło by się dla Federacji Rosyjskiej skończyć tragicznie.

Po buncie Prigożyn nie był już wiarygodnym partnerem Kremla

Rewelacje Igora Jelisiejewa o rzekomych planach Grupy Wagnera dotyczących zajęcia Przesmyku Suwalskiego wymagają zestawienia z sytuacją polityczną i wojskową z lata 2023 roku. Były prawnik Jewgienija Prigożyna twierdzi, że najemnicy byli gotowi do działania, gdyby otrzymali zgodę z góry. Nie przedstawił jednak dokumentów potwierdzających przygotowania do takiej operacji.

Jak mówi w komentarzu dla Defence24 Paweł Raczkowski, wschodoznawca i doktorant Uniwersytetu Warszawskiego: „Rewelacje Igora Jelisiejewa o gotowości Grupy Wagnera do zajęcia Przesmyku Suwalskiego po czerwcu 2023 roku brzmią świetnie w nagłówkach, ale nie wytrzymują zderzenia z realiami politycznymi. Choć sama rozmowa w sztabie Prigożyna mogła rzeczywiście się odbyć, to nie powinniśmy traktować jej jako realnego scenariusza”.

Reklama

Po buncie z czerwca 2023 roku Prigożyn znalazł się w zupełnie innej sytuacji niż przed wystąpieniem przeciwko rosyjskiemu dowództwu wojskowemu. Jego marsz na Moskwę był próbą wymuszenia zmian w kierownictwie Ministerstwa Obrony, w tym odsunięcia Siergieja Szojgu i Walerija Gierasimowa. Ostatecznie nie osiągnął tego celu, a sam bunt postawił go w konflikcie z Kremlem.

„Po tzw. Marszu Sprawiedliwości Prigożyn stał się de-facto bezużytecznym, ale wciąż skrajnie nieprzewidywalnym elementem w putinowskim systemie władzy. Już w momencie marszu grał va banque: stawką było przejęcie Ministerstwa Obrony (odsunięcie Szojgu i Gierasimowa) albo całkowita marginalizacja” – mówi nasz rozmówca

Na osłabienie pozycji Prigożyna wskazywało również zachowanie części rosyjskiego środowiska nacjonalistycznego. Jak podkreśla ekspert: „To na jakiej był pozycji, podkreśla fakt, że podczas puczu odcięli się od niego nawet radykalni nacjonaliści z tzw. Klubu Rozsierdzonych Patriotów (m.in. Igor Girkin czy Paweł Gubariew), którzy przecież sami ostro krytykowali Kreml za nieudolność wojny w Ukrainie. Powierzenie tak wyalienowanej, silnie zintegrowanej wokół własnych dowódców i niekontrolowanej grupie najemników zadania o najwyższej wadze strategicznej – bezpośredniego starcia z NATO – byłoby szaleństwem”.

Reklama

Wagner po Bachmucie. Problem nie tylko polityczny, lecz także wojskowy

Wątpliwości dotyczą również kondycji militarnej Grupy Wagnera. Latem 2023 roku formacja miała za sobą wielomiesięczne, wyczerpujące walki o Bachmut. Raczkowski zwraca uwagę na stan formacji w tamtym okresie:

„W lecie 2023 roku Grupa Wagnera była wykrwawiona po wielomiesięcznej »maszynce do mięsa« w Bachmucie, który sam w sobie okazał się pyrrusowym zwycięstwem. Choć Prigożyn deklarował, że na Moskwę szło 25 tys. ludzi, zachodnie wywiady szacowały łączne siły buntu na ok. 8 tys. bojowników. Co ważniejsze, po relokacji na Białoruś Grupa Wagnera została rozbrojona z ciężkiego sprzętu na rzecz rosyjskiego MO. Uderzenie resztkami Wagnera na Przesmyk Suwalski nie miałoby żadnego sensu, a do tego byłaby to eskalacja o wiele poważniejsza niż cały front ukraiński”.

Zresztą w rosyjskiej przestrzeni publicznej pojawiały się już wcześniej wypowiedzi o możliwości szybkiego zajęcia Przesmyku Suwalskiego. W ocenie Raczkowskiego miały one służyć nie tylko wywieraniu presji na państwa NATO, lecz także oddziaływaniu na samych wagnerowców.

Reklama

„Patrząc wstecz na wydarzenia z lata 2023 roku, zauważymy, że ówczesne wypowiedzi szefa komisji obrony Dumy (o »pięści uderzeniowej« gotowej zająć przesmyk w kilka godzin) miały podwójne dno. Z jednej strony było to klasyczne »prężenie muskułów« w celu wywołania strachu w Polsce i w krajach bałtyckich. Z drugiej, to klasyczne zamydlenie oczu samym wagnerowcom. Aby rozładować ich napięcie, podsunięto im narrację zastępczą: »zamiast Szojgu dostaniecie nowe zadanie bojowe, uderzenie na NATO«. Rozmowy, które wspomina Jelisiejew, były najpewniej echem tej właśnie przynęty, łykniętej lub cynicznie podtrzymywanej przez samego Prigożyna”.

Ta interpretacja wskazuje na możliwość, że opowieść o uderzeniu na Przesmyk Suwalski funkcjonowała jako element politycznej gry, a nie jako opis przygotowywanej operacji. Nie można na tej podstawie przesądzić, że rozmowy rzeczywiście miały taki charakter, ale należy uwzględnić ich ówczesny kontekst: konflikt Prigożyna z Ministerstwem Obrony i niepewną przyszłość jego formacji.

Kolejną przeszkodą byłaby postawa Alaksandra Łukaszenki. Atak z terytorium Białorusi oznaczałby ryzyko wciągnięcia Mińska w otwarty konflikt z NATO. Białoruski przywódca od lat starał się unikać takiej konfrontacji, choć po 2020 roku i rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę jego zależność od Moskwy wyraźnie wzrosła.

Reklama

„Atak z terytorium Białorusi oznaczałby automatyczne wciągnięcie Mińska w otwartą wojnę z NATO, czego Łukaszenka unikałby jak ognia. Relacje Łukaszenki z Prigożynem nigdy nie były oparte na zaufaniu, wystarczy przypomnieć lipiec 2020 roku, gdy białoruskie KGB wyłapywało pod Mińskiem 33 wagnerowców, oskarżając ich o próbę destabilizacji kraju przed wyborami. Choć po 2020 i 2022 roku pole manewru Mińska w relacjach z Zachodem skurczyło się niemal do zera, Łukaszenka od dekad robi wszystko, by uniknąć bezpośredniego konfliktu z Zachodem. Jelisiejew nie przedstawia żadnych dokumentów ani dowodów na przygotowania do operacji, opiera się na rzuconym w eter zdaniu o »czekaniu na zgodę z góry«. Nie sposób pominąć faktu, że latem 2026 roku ukazała się książka »Imperium Wagnera«. Podrzucanie mediom tego typu kontrowersyjnych »odkryć« idealnie wpisuje się w kampanię promocyjną publikacji” – komentuje Paweł Raczkowski, wschodoznawca i doktorant Uniwersytetu Warszawskiego.

Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować
Reklama