Reklama
  • WIADOMOŚCI

Ukraina: najbardziej zaminowany kraj świata

Kijów twierdzi, że 174 tys. km2  powierzchni Ukrainy jest zaminowana lub pokryta niezdetonowanymi materiałami wybuchowymi. Ukraina jest bardziej zaminowana niż Syria, Afganistan i państwa z Afryki i Bałkanów.

Rosyjska wyrzutnia bezzałogowców Gerań-2/Harpia-A1 umieszczona na samochodzie ciężarowym Kamaz-6350 z kabiną opancerzona K-5350 podczas przygotowań do parady zwycięstwa w mieście Alabino.
Rosyjska wyrzutnia bezzałogowców Gerań-2/Harpia-A1 umieszczona na samochodzie ciężarowym Kamaz-6350 z kabiną opancerzona K-5350 podczas przygotowań do parady zwycięstwa w mieście Alabino.
Autor. Telegram
Reklama

Kijów szacuje, że 6 mln Ukraińców żyje w rejonie zagrożonym śmiercią lub kalectwem od wybuchu min. Bank Światowy oszacował koszt rozminowania Ukrainy na 38 mld USD. Wojna obronna Ukrainy toczona z Federacją Rosyjską od 2014 roku (bo już wtedy obserwujemy renesans w użyciu min) potwierdziła, że miny – a zwłaszcza te przeciwpiechotne, są w masowym użyciu na nowoczesnym polu walki. Zwłaszcza w wojnie z udziałem Rosji. Co oczywiste, nie tylko Polska, ale także państwa Bałtyckie oraz Finlandia – nieprzypadkowo sąsiedzi Rosji, postanowiły zrewidować swoje podejście do min przeciwpiechotnych i wyjść z Konwencji Ottawskiej, która uniemożliwia ich produkcję, a nawet składowanie.

Wystarczy pojechać na Ukrainę, by przekonać się, że „Ottawa” to nierealistyczny absurd. Nie podważam sensu humanitarnej pracy na rzecz ograniczania użycia środków walki, które zadają straty cywilom. Problem w tym, że w czasie wojny nie jest to przestrzegane – zwłaszcza przez Kreml. Co prawda, Rosja nie podpisała traktatu ottawskiego, ale obowiązuje ją w teorii tzw. Poprawiony Protokół II w sprawie zakazów lub ograniczeń użycia min, min-pułapek oraz innych środków walki, z 3 maja 1996 r., którego stroną jest od marca 2005 r. Dwie dekady później nie ma państwa bardziej łamiącego te przepisy.

Wojnę Ukrainy z Rosją obserwuję na własne oczy od 2018 roku, gdy pierwszy raz pojechałem do Donbasu. Niestety, to miejsca, które stały się historycznymi, bo wiele z nich jest już pod rosyjską okupacją leżące w gruzach. Wystarczyło pojechać do frontowej Awdijiwki, by przerazić się skalą tabliczek z napisem „miny”. A to „stara wojna”, bo ta nowa okazała się jeszcze gorsza. Jeżdżąc wzdłuż i wszerz po Ukrainie od marca 2022 roku, mam wbitą w głowę jedną zasadę: nigdy nie schodź z ubitej drogi. Trawa, ziemia, wejście do lasu – tam wszędzie mogą czaić się miny albo niewypały. Mało tego, eksploracja zniszczonych domów jest równie niebezpieczna. Przypomnę historię polskiego wolontariusza, który na klamce wybitych z futryny drzwi zobaczył linkę odciągu do „pozostawionego” granatu. Z tego też powodu bałem się wejść do porzuconych przez Rosjan okopów pod Kijowem, bo takich „prezentów” zawsze zostawiali wiele. Dokładnie to samo było pod Mosulem, gdzie tzw. Państwo Islamskie też zostawiało nawet zaminowane zabawki dziecięce. Miny, miny, miny…

Jak alarmuje „Human Rights Watch”, Rosjanie przy pomocy dronów zrzucają miny głęboko na tyłach frontu. „HRW przeanalizowała ponad 80 zdjęć i filmów udostępnionych przez świadków (…) Widać drona kwadrokoptera, który zawisł nad główną drogą w dzielnicy Antoniwka w Chersoniu i wystrzelił pięć małych ładunków (…) miny przeciwpiechotne (…) które wylądowały na ulicy”.

„Kilka dni temu było nad nami 40 dronów Shahed. Teraz mogą zrzucać miny, więc nawet jeśli nic nie wybuchnie od razu, zawsze jest możliwość, że coś wybuchnie później” – żali się Ukrainka, która mieszka blisko granicy z Rosją. Udokumentowano, że nawet drony Gerań-2 służą Rosjanom do zrzucania min. Skala minowania przez Rosję jest ogromna. Ukraina nie miała wyboru i odpowiedziała tym samym, potwierdzając, że nowoczesne pole walki to miny.

Zobacz również

WIDEO: Polska broń atomowa? Wschód NATO potrzebuje bomby | Skaner
Reklama