Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ
  • ANALIZA

Polska i miny przeciwpiechotne: „zakazana” broń na nową wojnę

Polska od dziś formalnie nie będzie związana zakazem produkcji, rozwoju, składowania i wykorzystania min przeciwpiechotnych. Dlaczego podjęto taką decyzję i jakie będą następne kroki?

Wyrzutnia systemu Baobab-K
Wyrzutnia systemu Baobab-K
Autor. Maciej Szopa/Defence24
Miny przeciwpiechotne – dlaczego konieczny powrót? Trudna droga do pól minowych

Polska zdecydowała o wystąpieniu z Konwencji Ottawskiej, ratyfikowanej w 1997 roku i podpisanej w 2012 roku, latem 2025 roku. Pod koniec lipca weszła w życie odpowiednia ustawa, po uprzednim zaakceptowaniu przez parlament i podpisaniu przez prezydenta Karola Nawrockiego. Dziś natomiast formalnie upłynął termin wypowiedzenia konwencji.

Miny przeciwpiechotne – dlaczego konieczny powrót

Dlaczego jednak zdecydowano się na powrót do stosowania klasycznych min przeciwpiechotnych? Konwencja Ottawska dopuszczała pewne rozwiązania, na przykład miny aktywowane przez operatora, jednak uznano je za niewystarczające. Doświadczenia z wojny na Ukrainie pokazały jednak w sposób jednoznaczny, że na współczesnym polu walki – paradoksalnie – niezbędne są także miny „przeznaczone do wybuchu wskutek obecności, bliskości lub zetknięcia się z nią osób”, czyli takie, jakich zabraniały te przepisy.

Reklama

Powód jest prosty: Rosja w większym zakresie, niż wcześniej zakładano, stosuje działania piechoty i są one dużo bardziej niebezpieczne niż oczekiwano. Pierwszy powód, widoczny co najmniej od 2023 roku, jest taki, że straty w piechocie jest dużo łatwiej uzupełnić niż w sprzęcie pancernym. Paradoksalnie, upowszechnienie bezzałogowców, taniej broni precyzyjnej dla każdego żołnierza, oznacza że do zwalczania piechoty, a przede wszystkim spowalniania/utrudniania działań jej i wspieranych przez nią elementów czy stosowanej masowo, czy zwłaszcza – jak dziś – działającej w małych grupach – trzeba przykładać dużo większą wagę.

Rozwiązania w zakresie zwiększenia osłony pancernej dla czołgów T-80BWM, bazują na rozwiązaniach opracowanych dla czołgów T-72B3 i T-90M.
Dziś Rosja nadal stawia na wojska pancerne, ale równolegle dużo bardziej rozwija inne rodzaje broni
Autor. Mil.ru/CC BY 4.0

Wcześniej mogło się wydawać, że samo zniszczenie rosyjskich kolumn pancernych (w ramach NATO także przy pomocy artylerii dalekiego zasięgu, szeroko stosowanego lotnictwa, a niekoniecznie tylko w bezpośredniej walce) wystarczy do tego, by uzyskać przewagę nad przeciwnikiem. Teraz już wiadomo, że to nie wystarczy. Oczywiście miny same nie likwidują zagrożenia ze strony rosyjskiej piechoty (chyba najbardziej doświadczonej w warunkach wojny minowej obok ukraińskiej), ale są niezbędnym narzędziem by spowolnić ją na tyle, by móc zwalczać innymi środkami.

Reklama

Swoją drogą, smutnym paradoksem jest to, że w czerwcu 2022 roku administracja Bidena oficjalnie ogłosiła, że siły USA będą używać min przeciwpiechotnych niezgodnych z Konwencją Ottawską tylko na Półwyspie Koreańskim z uwagi na unikalne warunki środowiska walki, jakie tam panują. A dwa lata później Koreańczycy z Północy zawitali do Europy, walcząc po stronie Rosji przeciwko Ukrainie.

Półśrodki, jakie wprowadzano w ramach pomocy dla Kijowa, wraz z błędami po stronie samych Ukraińców, doprowadziły do tego, że Rosja zdołała odbudować potencjał i dostosować oraz zmienić swoją taktykę. Obok obaw przed użyciem broni jądrowej, jednym z powodów stosowania tych półśrodków były – paradoksalnie – względy humanitarne. Chodzi tu przede wszystkim o ograniczone i opóźnione przekazanie amunicji kasetowej oraz jej zniszczenie przez państwa UE po podpisaniu innej konwencji z Oslo i Dublina (więc do setek dział 155 mm i dziesiątek wyrzutni rakietowych w standardzie NATO, jakie już w 2022 roku miała Ukraina, nie było czego przekazywać).

Dziś pole walki uległo zmianom, a Rosja dostosowała się do działania w zmienionych i trudniejszych warunkach. Coraz więcej państw NATO, równolegle z rozwojem broni precyzyjnej czy obrony powietrznej, rozważa powrót czy to do stosowania min przeciwpiechotnych (obok Polski, z konwencji ottawskiej wystąpiły też Finlandia i kraje bałtyckie), czy do obowiązkowej służby wojskowej, by móc odbudować rezerwy i absorbować większe straty w wypadku konfliktu o dużej intensywności z rozbudowaną i wyćwiczoną na wojnie rosyjską armią.

"Bluszcz", drony lądowe, drony, system minowania narzutowego
Pokaz systemów bezzałogowych poligon WITU, Zielonka 2026.
Autor. Łukasz Zając/Defence24

Trudna droga do pól minowych

Powrót do min przeciwpiechotnych jest więc smutną (bo pewne ryzyko dla ludności cywilnej istnieje, a całe zapasy trzeba w wypadku Polski odtwarzać od zera), ale niezbędną decyzją. Teraz czas na jej realizację. A o to wcale nie będzie łatwo, bo do produkcji min niezbędne są dokumentacja, oprzyrządowanie, komponenty i finansowanie. I mogą tutaj występować trudności, choćby z uwagi na utratę instytucjonalnej wiedzy. Nie tylko zresztą w zakresie produkcji, ale także operacyjnego wykorzystania min – taktyka ich użycia zresztą ewoluuje, a coraz większą rolę w minowaniu, także w głębi ugrupowania, odgrywają systemy bezzałogowe, co może być też zagrożeniem dla sił własnych. Nie bez znaczenia jest też fakt, że większość państw sojuszniczych jest wciąż członkami konwencji, co ma określone znaczenie przy budowaniu łańcuchów dostaw i szerzej zdolności przemysłowych.

Do zdolności zaminowania pasa granicznego w 48 godzin, zapowiadanej przez premiera Donalda Tuska, jeszcze długa droga, choć nieco szybciej może zostać ona osiągnięta dla systemów minowania przeciwpancernego, rozwijanych już wcześniej. Pojazdy Baobab, które mają tę zdolność zapewnić, jak i odpowiednia ilość min, muszą zostać dostarczone, a miny przeciwpiechotne – dopiero wdrożone. I oczywiście obok jednego, wspomnianego „ciężkiego” systemu minowania narzutowego, jakim jest Baobab, niezbędne jest też wiele innych, przeznaczonych do wykorzystania w trakcie operacji. Trzeba na nowo szkolić żołnierzy w walce minowej, uwzględniając nowe techniki (drony powietrzne i lądowe, które mogą stanowić większość środków minowania), ale i te klasyczne, włącznie z minowaniem bezpośrednio przez żołnierzy piechoty. O szczegółowych uwarunkowaniach operacyjnych minowania można przeczytać w raporcie Instytutu Wschodniej Flanki. Budowa zdolności będzie więc trudna.

Ale po prostu nie ma innej drogi. Należy też podejmować współpracę z krajami sąsiadującymi jak Finlandia, która ma zapasy amerykańskich min Claymore i od niedawna oficjalnie stosuje je w wersji, która nie wymaga działania żołnierza-operatora do uruchomienia, a wcześniej stosowała je w formie dopuszczonej konwencją. Podobnie można było robić z niektórymi minami konstrukcji posowieckiej, jakie miała Polska, ale proces ich niszczenia zakończono dekadę temu. Oczywiście niezbędna jest wymiana informacji z Ukrainą, co podkreślają eksperci Instytutu Wschodniej Flanki. Zdolności trzeba odbudowywać, a czas nagli.

Reklama
WIDEO: Polska broń atomowa? Wschód NATO potrzebuje bomby | Skaner
Reklama