Reklama
  • KOMENTARZ
  • WIADOMOŚCI

Rosyjska wojna o Telegram. „Zdrada i sabotaż!”

„Idioci”, „łajdacy”, „zdrajcy” i „sabotażyści” – to epitety, którymi są obrzucani działacze Roskomnadzoru próbujący ograniczyć działanie komunikatora Telegram w Rosji.

telegram Rosja FSB iniwgilacja
Co kryje Telegram?
Autor. Desiree Catani/Flickr/CC BY-NC-SA 2.0
„Roskomnadzor na front!” Komunikator bez cenzury

Pomimo faktycznego braku swobody wypowiedzi w Rosji, coraz więcej Rosjan głośno krytykuje ostatnie decyzje w sprawie wyłączania komunikatora Telegram. Najgłośniej i najodważniej wypowiada się w tej sprawie Siergiej Mironow, lider partii politycznej „Sprawiedliwa Rosja”. Podczas konferencji prasowej, zwracając się do przedstawicieli Roskomnadzoru (Federalnej Służby Nadzoru Łączności, Technologii Informacyjnych i Mediów Masowych), nazwał ich „idiotami” i „łajdakami”, których decyzje można zakwalifikować jako „sabotaż i zdradę”.

Reklama

„Roskomnadzor na front!”

Mironow poszedł jeszcze dalej, proponując wysłanie przedstawicieli Roskomnadzoru do strefy tzw. specjalnej wojskowej operacji (SWO), wierząc, że przebywanie na froncie pomoże im się opamiętać. Mironow wezwał też agencję regulacyjną do cofnięcia decyzji, podkreślając, że Telegram jest często jedynym sposobem na łączenie się rosyjskich żołnierzy z rodzinami.

Ludzie umierają, a wy co robicie? Ktokolwiek spowalnia Telegram, niech idzie na pierwszą linię frontu, do SWO! Ci ludzie, którzy przelewają krew, mają tylko kontakt z rodzinami i bliskimi! Co wy robicie, idioci? Nazywam rzeczy po imieniu: idioci! Ludzie zbierają pieniądze dla SWO; ich jedynym sposobem na komunikację z rodziną i przyjaciółmi jest kanał Telegram.
Siergiej Mironow, lider partii politycznej „Sprawiedliwa Rosja"

Pomimo tak ostrych słów w odniesieniu do Roskomnadzoru, Mironow nie odważył się na skrytykowanie rządowej aplikacji Max, która według oficjalnych komunikatów ma być w Rosji odpowiednikiem programu WhatsApp. Nie zrobił tego, ponieważ Max ma wsparcie ze strony Putina. Rosyjski prezydent nakazał bowiem, by oprogramowanie to było wprowadzane fabrycznie do wszystkich smartfonów, tabletów, komputerów, a nawet telewizorów Smart, które można kupić w Rosji. Działanie to spotkało się z oficjalną krytyką właściciela komunikatora Telegram, miliardera Pawła Durowa.

Jednak Durow od 2014 roku mieszka za granicą, dlatego mógł sobie pozwolić na oskarżenie rosyjskich władz o próbę narzucenia Rosjanom narzędzia, które zostało wprowadzone dla sprawowania elektronicznego nadzoru i politycznej cenzury. Taka ostra reakcja jest o tyle zrozumiała, że od 9 lutego Kreml wyraźnie zaostrzył działania w odniesieniu do Telegramu. Jak na razie użytkownicy w Rosji odczuwają spowolnienie tego komunikatora oraz mają problemy z wgrywaniem filmów i zdjęć.

Siergiej Mironow nie był tak odważny jak Durow, chwaląc komunikator Max. Zdecydował się jednak na uwagę, że „Rosjanie powinni mieć możliwość samodzielnego wyboru usługi, która najbardziej im odpowiada”. Co ciekawe, Mironowowi w jego działaniach może pomóc postawa władz ukraińskich, które oficjalnie uważają Telegram za nadmiernie nasycony „agresywnymi” rosyjskimi treściami.

Po raz pierwszy jest więc sytuacja, w której władze rosyjskie i ukraińskie chcą tego samego. Doradca Szefa Kancelarii Prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego Mychajło Podolak zwrócił się nawet do przedstawicieli Roskomnadzoru, by ci skupili się na całkowitym wyłączeniu Telegramu. Inna jest jedynie argumentacja. Władze rosyjskie chcą zablokować Telegram z powodu „anonimowych kanałów” i „walki z terroryzmem”, natomiast władze ukraińskie z powodu „nadmiaru rosyjskich treści”.

Reklama

Komunikator bez cenzury

W opozycji do tych argumentów stoją użytkownicy tego komunikatora. Wykorzystują go bowiem zarówno ukraińscy, jak i rosyjscy żołnierze. Dodatkowo nie robią tego tylko prywatnie, ale również służbowo, jako jednostki wojskowe. Oficjalnym użytkownikiem Telegramu jest również ministerstwo obrony Białorusi. Z kolei rosyjskie ministerstwo obrony wycofało swoją stronę, pozostawiając jednak oficjalną zakładkę zachęcającą do zapisywania się do służby kontraktowej w siłach zbrojnych Rosji. W tym przypadku Rosjanom Telegram już nie przeszkadzał.

Działania Roskomnadzoru to kolejny dowód na zwiększającą się cenzurę w Rosji. Telegram był oczywiście kontrolowany przez rosyjskie służby, jednak nadal pojawiały się tam materiały bardzo użyteczne dla ukraińskich sił zbrojnych. To właśnie dzięki temu komunikatorowi można było np. zaobserwować skutki uderzeń ukraińskich dronów daleko w głębi Rosji.

Jeden z komunikatów przekazywanych Telegramem przez Ukraińców bezpośrednio do Rosjan
Jeden z komunikatów przekazywanych Telegramem przez Ukraińców bezpośrednio do Rosjan
Autor. Telegram

Telegram to także miejsce, gdzie były publikowane zdjęcia i filmy bez cenzury dotyczącej drastyczności. Dzięki temu wszyscy mogli zobaczyć prawdziwą brutalność wojny, a więc sceny daleko odbiegające od tego, co pokazywały radzieckie i rosyjskie filmy wojenne. Kremlowska propaganda mogła to kontrolować w bardzo ograniczonym stopniu, co utrudniało budowanie obrazu patriotycznej operacji rosyjskich wojsk na Ukrainie.

Tak naprawdę zaskakuje jedynie postawa ukraińskich władz. Na Telegramie mają bowiem swoje strony najważniejsze ukraińskie jednostki wojskowe i korzystają z nich bardzo rozsądnie. Automatycznie do tych stron mają też dostęp Rosjanie, widząc wojnę zupełnie inaczej, niż chciałby to Kreml. Dzięki temu Ukraińcy mają możliwość przekazywania komunikatów o rosyjskich stratach, jak również analizy pokazujące rzeczywiste efekty prowadzonych przez Rosjan działań ofensywnych.

Władzom w Kijowie powinno więc bardziej zależeć na utrzymaniu Telegramu niż na jego likwidacji. Bo jeżeli Kreml spełni swoje groźby, to Rosjanie przeniosą się do komunikatora Max, a wtedy możliwości wpływania przez Ukraińców na rosyjskich obywateli już nie będzie wcale.

Reklama
WIDEO: Polska broń atomowa? Wschód NATO potrzebuje bomby | Skaner
Reklama