Reklama
  • WIADOMOŚCI

Rosjanie zaczynają głośno narzekać na naloty ukraińskich dronów

Rosyjskie media alarmują, że intensywność ataków ukraińskich dronów „będzie rosła z dnia na dzień”, a wszelkie twierdzenia, że Ukrainie kiedykolwiek zabraknie dronów, „są fundamentalnie błędne”.

Autor. Ptaki Madziara/Telegram

Coraz więcej rosyjskich analityków uważa, że intensywność ukraińskich nalotów z wykorzystaniem dronów będzie się cały czas zwiększała. Sami Ukraińcy nie informują oczywiście ile dronów wystrzelili w kierunku obiektów wojskowych i przesyłowych na terenie Rosji i obszarach opanowanych przez Rosjan. O skali nalotów świadczą jednak raporty rosyjskiej obrony przeciwlotniczej (ujawniane jako dowód sukcesu przez kremlowską propagandę), filmy z nalotów publikowane przez mieszkańców atakowanych miejscowości oraz komunikaty o czasowym wyłączaniu rosyjskich lotnisk.

Reklama

Rosjanie wprost zaczynają oceniać, że ukraińskie siły zbrojne nagromadziły już taką ilość dronów, że mogą regularnie „nękać” wybrane regiony Rosji. Sam wykaz atakowanych obszarów oraz raporty obrony przeciwlotniczej świadczą o skali nalotów bezzałogowymi systemami wysyłanymi z Ukrainy. Przykładowo 17 lutego 2026 roku rosyjskie siły zbrojne poinformowały o zestrzeleniu i przechwyceniu nocą 151 ukraińskich dronów „typu samolot”.

Według danych Minoborony większość z tych bezzałogowców została zniszczona nad Morzem Czarnym (50 sztuk), kolejnych 29 przechwycono nad Morzem Azowskim, 38 nad Krymem, 18 nad Krajem Krasnodarskim, 11 nad obwodem kałuskim, 4 nad obwodem briańskim i jeden nad obwodem kurskim.

Tego rodzaju naloty zaczynają coraz bardziej utrudniać życie zwykłym Rosjanom. Przykładowo, atak na obiekty w okolicach Soczi był odpierany przez około dziesięć godzin. Dodatkowo ukraińskie naloty spowodowały nie tylko straty na ziemi (np. wywołując pożary w rafinerii Ilyinskiej w Kraju Krasnodarskim), ale również zakłóciły działanie rosyjskiego lotnictwa cywilnego.

Oficjalnie miało to doprowadzić do zawieszenia lotów na siedmiu rosyjskich lotniskach. W rzeczywistości plan „Dywan” (po jego wdrożeniu wszystkie statki powietrzne muszą natychmiast opuścić wyznaczony obszar lub wylądować) został wdrożony na dwunastu „aeroportach” (w Jekaterynburgu, Kazaniu, Tambowie, Permie, Ufie, Uljanowsku, Iżewsku, Penzie, Niżniekamsku, Soczi, Gelendżyku i Krasnodarze).

Skala tych utrudnień doprowadziła do pojawienia się w rosyjskich mediach (na portalu Gazeta.Ru) opinii, że „ukraińskie ataki dronów na szeroką gamę celów w europejskiej części Rosji, a zwłaszcza w głębi lądu, na liniach oddalonych o tysiące kilometrów od frontu, nieuchronnie wywołują bardzo negatywną reakcję ludności, a niekiedy niedowierzanie w możliwości rosyjskiej armii”.

Autor. Ptaki Madziara/Telegram

Pojawiają się również alarmujące sygnały, „że każdy atak \[ukraińskich dronów\] rodzi pytania w szerokich kręgach rosyjskiego społeczeństwa o skuteczność systemu obrony powietrznej i sił zbrojnych”. Rosyjscy analitycy rozwiewają przy tym nadzieje, że Ukraińcom w końcu wyczerpie się zapas bezzałogowych samolotów. Wprost przeciwnie — wskazują, że:

  • ukraińskie drony to „bardzo proste urządzenia”;
  • „zmontowanie setek, a nawet tysięcy takich dronów na Ukrainie jest całkowicie wykonalne”;
  • „ukraiński przemysł zbrojeniowy posiada wszelkie niezbędne do tego kompetencje”;
  • „drony są dostarczane na Ukrainę setkami i tysiącami od zagranicznych partnerów, gotowe lub w zestawach do późniejszego montażu, a także produkowane na Ukrainie na licencji od zagranicznych producentów”.

Rosyjscy analitycy informują również jawnie w mediach, że „unieszkodliwienie zakładów, w których produkowane są ukraińskie drony, jest bardzo, bardzo trudnym zadaniem”. Ma to wynikać z faktu, że „miejsca produkcji takiego sprzętu na Ukrainie są niezwykle rozproszone i ukryte (do tego stopnia, że bezzałogowe statki powietrzne są montowane w podziemnych strukturach)”.

Tego rodzaju opinie, z jakimi mogą się obecnie zapoznać zwykli obywatele Rosji, są dalekie od tego, co wcześniej pokazywała i nadal pokazuje kremlowska propaganda. Rosjanie nagle się dowiedzieli, że ataki niedrogich ukraińskich dronów, w porównaniu do zwalczających je rakiet przeciwlotniczych, „nieuchronnie prowadzą do wyczerpania i tak już ograniczonych zapasów pocisków ziemia-powietrze”. Kremlowska propaganda bardzo rzadko bowiem dopuszcza do informowania o zmniejszających się zasobach rosyjskiej armii.

Niestety, wnioski z takich analiz są już zgodne z oficjalną polityką Kremla. Rosyjscy analitycy nie nawołują bowiem Putina do opamiętania się i przerwania działań wojennych, ale — do

  • kompleksowego wzmocnienia obrony powietrznej i sił zbrojnych Rosji;
  • oraz codziennego nasilenia ataków rosyjskich sił zbrojnych na cele na terytorium Ukrainy.

Ma to być swoiste ultimatum w odniesieniu do ukraińskiego rządu: „albo będziecie kontynuować konflikt zbrojny o bardzo niepewnych i trudnych do przewidzenia skutkach dla Kijowa” albo Rosja „całkowicie zniszczy ukraiński przemysł, sektor energetyczny, infrastrukturę i komunikację”.

Reklama

Zobacz również

WIDEO: Polska broń atomowa? Wschód NATO potrzebuje bomby | Skaner
Reklama