Wojna na Ukrainie - raport specjalny Defence24

Dwukrotnie większe straty Rosjan niż szacowano? Rok wojny i krwawa bitwa o Bachmut [KOMENTARZ]

Mobiki oficjalnie są szkolone w ewakuacji rannych z pola walki. W rzeczywistości ranni Rosjanie są często pozostawiani sami sobie
Fot. mil.ru

Norweska armia podała swoje estymacje strat Rosjan i Ukraińców na froncie. Z norweskich analiz wynika, że zabitych oraz rannych po rosyjskiej stronie należy liczyć na ok. 180 tys. To prawie dwukrotnie więcej niż szacowali Amerykanie. Wysokie są także straty wśród ukraińskich żołnierzy. Mają one sięgać 100 tys. zabitych oraz rannych.

Wojna na Ukrainie - raport specjalny Defence24.pl

Norweskie estymacje co do ukraińskich strat pokrywają się z tymi, które są podawane przez zachodnie państwa. Zdaniem Norwegów nie doszacowano wszelako strat rosyjskich. „Rosyjskie straty zaczynają zbliżać się do około 180 000 zabitych oraz rannych żołnierzy" – powiedział norweski szef obrony Eirik Kristoffersen w wywiadzie dla telewizji, nie precyzując dokładnie, w jaki sposób liczby zostały obliczone. O sprawie poinformował „France 24". Źródła amerykańskie szacowały rosyjskie straty na 100 tys. zabitych oraz rannych. Ukraińcy pisali o przekroczeniu 100 tys. strat wśród Rosjan, ale jako „wyeliminowanych", gdzie nie do końca wiadomo czy chodziło tylko o zabitych, czy także rannych. Wcześniej w Kijowie mówiono o liczbie zabitych. Pamiętajmy, że ciężko ranni na froncie Rosjanie mają bardzo niską szansę na przeżycie. Pomijając kiepską jakość rosyjskiej medycyny wojskowej, wystarczy kiepska logistyka i fatalne warunki bytowe w okopach w czasie obecnej pogody, by założenia o śmierci ciężko rannych traktować jako prawdopodobne. „Stopa okopowa", czyli odmrożenia także zwiększają liczbę rannych. Na „wyeliminowanie" z boju wpływają nie tylko śmiertelne i poważne postrzały, ale szereg innych czynników – kontuzje, choroby, a nawet wypadki lokomocyjne.

Czytaj też

Dla porównania, szacuje się, że w konflikcie w Afganistanie w latach 1979-89 zginęło 15 000 żołnierzy radzieckich. Warto przypomnieć, że wojna w Afganistanie była „gwoździem do trumny" Związku Sowieckiego. Nieudana kampania pod Hindukuszem przyspieszyła upadek Sowietów. W dziesięć lat ZSRR stracił mniej żołnierzy niż Federacja Rosyjska w rok inwazji przeciwko Ukrainie. Sowieckie rezerwy ludzkie z okupowanych i zabranych terytoriów były wówczas o wiele większe – powoływano przecież żołnierzy z tzw. radzieckich republik, w tym z Ukrainy. Liczbę ludności w granicach ZSRR szacowano na 293 mln ludzi. Federację Rosyjską w roku 2022 miało zamieszkiwać 142 mln ludzi, przy czym etniczni Rosjanie stanowią 70 proc. populacji. Co ciekawe, w popularnym w Internecie rankingu „Global Firepower", przez lata, we wszystkich współczynnikach nad Ukrainą zawsze górowała Rosja. Obecnie w rankingu na rok 2023 we współczynniku „Rezerwowy Personel" widzimy równe siły (oszacowane na 250 tysięcy). To ciekawe zestawienie, zwłaszcza gdy porównamy oficjalną liczbę ludności – 142 mln, w porównaniu do 41 mln mieszkańców Ukrainy. Premier Disraeli mawiał, że są trzy rodzaje kłamstwa – kłamstwo, wielkie kłamstwo i statystyka. Liczby spisane na kartce nie walczą - choć są pewnym punktem wyjścia do dyskusji nad możliwościami mobilizacyjnymi w okresie wojny. W innych współczynnikach co prawda góruje Rosja – populacja dostępna do zaangażowania w wojnę – ponad 69 mln w Rosji (Ukraina – 22 mln), zdatni do służby – 46 mln (15 mln), ale nie ma to przełożenia na sprawy militarne oraz geopolityczne. Miałyby gdyby Kijów przestraszył się ludzkich zasobów Rosji i skapitulował. Ukraina aktywnie się broni pokazując, że „liczby nie walczą". Nie przekłada się to nawet na indywidualne wyposażenie i uzbrojenie bo Rosjanie nie byliby w stanie umundurować takich mas. Bezsprzecznie jeśli chodzi o masy ludzkie Rosja ma większy potencjał, ale ten czynnik nie jest na szczęście przez Moskwę wyzyskiwany ponieważ kulejąca logistyka, zużycie wszelkiej maści amunicji, niskie morale oraz utrata lub zredukowanie wojsk pierwszego rzutu generują problemy dla całego procesu tzw. częściowej mobilizacji. Dodajmy do tego także rejteradę za granicę kilkuset tysięcy rosyjskich potencjalnych rekrutów do „branki". Nawet jeżeli wojskowy system uzupełnień na papierze sobie z tym poradzi to gospodarka – nawet w autarkicznej, wojennej oraz archaicznej formie jak w Rosji – na dłuższą „metę" nie.

Czytaj też

Czy na nowoczesnym polu walki siłę definiuje masa wojska? Ten współczynnik redukuje zwiad lotniczy (często z użyciem bezzałogowców), wywiad satelitarny, a nawet media społecznościowe (dekonspirując miejsce pobytu użytkowników TikTok-ów czy innych platform). Celny ogień artylerii rakietowej we współpracy z bezałogowcami sprawiają, że miejsca koncentracji wojska są „piętą Achillesa". Nie można jednak bagatelizować etatu wojsk. Rosjanie pod Bachmutem głównie wagnerowskimi rękami zaczęli stosować taktykę rodem z czasów sowieckich. Taktykę oparcia o masę. Władimir Putin, po geopolityce, także w sprawach wojskowych sięga po stalinowską szkołę wojny – masy. Zapowiedź zwiększenia Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej oraz podniesienie górnego limitu wieku dla poborowych to potwierdzają.

Czytaj też

Pierwsi do ataku rzucani są „zekowie" (kryminaliści) i „mobicy" (zmobilizowani rezerwiści), a lepiej wyszkolone i bardziej doborowe oddziały czekają, aż zakończy się zwiad bojem i wchodzą do akcji. To czy Norwegowie wliczają straty wagnerowców do swoich statystyk tego nie wiemy, ale są one także wysokie – pod Bachmutem tzw. Grupa Wagnera miała stracić 4 tysiące zabitych oraz 10 tysięcy rannych. Zakładając, że najemny korpus wagnerowców liczył ok. 20 tysięcy ludzi, mogli stracić nawet 70 proc. stanu osobowego. Pisząc o bitwie bachmuckiej mam na myśli także okoliczne starcia o Sołedar, Krasną Horę oraz inne pobliskie miejscowości. Ukraińcy podają, że straty Rosjan pod Bachmutem mają sięgać 20 tys. wyeliminowanych z walki. Serwis internetowy „Kyiv Independent" zauważa, że dzienne straty ukraińskie pod Bachmutem mają być „trzycyfrowe". Redakcja powołuje się na dane przekazane przez niemiecki wywiad na sesji Bundestagu.

Czytaj też

Jeżeli Norwegowie nie mylą się w swoich obliczeniach to pierwszy rzut rosyjskich wojsk został praktycznie zniszczony. Przed inwazją Rosjanie zgromadzili w pobliżu ukraińskich granic (oraz na okupowanym Krymie) 190 tys. żołnierzy. Po roku walk 180 tys. z nich zostało wyeliminowanych z boju. Niestety, co już znamy z historii rosyjskie wojsko ma dużą praktykę w odradzaniu swoich zdolności kadrowych. Oficjalnie – jak stwierdził Władimir Putin – wrześniowa tzw. częściowa mobilizacja przyniosła „brankę" 300 tys. żołnierzy, z czego połowa miała trafić na front. Zakładając także mobilizację na okupowanych terytoriach, zwłaszcza w para-państwach tzw. Donieckiej oraz Ługańskiej Republiki Ludowej oznacza to i tak wypełnienie ogromnych strat, a nie diametralny wzrost stanu osobowego wojsk inwazyjnych.

Komentarze (9)

  1. Jerzy

    Jak zawsze zastanawiają mnie też straty Ukraińskie - jeżeli chodzi o sprzęt, to zgodnie z publikowanymi na Oryxie danymi stosunek strat Rosyjskich do Ukraińskich ma się jak 3-4 : 1, i wg mnie nie za bardzo podstaw aby sądzić aby proporcja ta odnośnie strat w ludziach była znacząco różna. Zatem przyjmując, że Rosjanie utracili 180.000 żołnierzy można pewnie przyjąć, że Ukraińcy też utracili 45-60 tys. żołnierzy (te Rosyjskie nawały artyleryjskie ostatecznie w coś trafiały i jeżeli niszczyły sprzęt, na co mamy dowód w postaci umieszczonych w necie zdjęć, to siłą rzeczy ginęły też piechota i załogi).

    1. Gandharwa

      Pytanie, jakie straty są bezpowrotne a jakie powrotne, gdyż SZU mają o wiele lepszą medycyną pola walki i kogoś lekko rannego można tak wyleczyć, że znów może walczyć po rekonwalescencji

    2. stasi

      Skąd pomysł że Ukraina ma lepszą medycynę pola walki?

  2. ktosiex

    Rosja jako gospodarka wojenna wytrzyma długo, pewnie latami, ale jak tylko wojna się skończy to zacznie się tam potężny kryzys. Już teraz w ciągu roku stracili setki tysięcy młodych mężczyzn na wojnie, a jeszcze więcej wyjechało. Przy tak tragicznej demografii to katastrofa, bomba z opóźnionym zapłonem i oni by bardzo chcieli żeby to było jak za sojuza, tylko teraz już ich nie mnogo. Przy tak nikłym udziale ich PKB w gospodarce światowej, braku konkurencyjności, ugrzęźnięciu na Ukrainie przyszłość Rosji rysuję się w najgorszych możliwych barwach.

  3. Sorien

    By ocenić dobrze kiedy ruscy mogą ewentualnie przegrać (ale jest nadal możliwość że mogą wygrać ) trzeba zrozumieć czemu zaatakowali UA . Brzeziński powiedział wiele lat temu prawdę oczywista że Rosja bez UA nie może być mocarstwem.... Rosyjski PKB w stosunku do PKB świata spada z roku na rok co też niesie za sobą spadek ich siły oddziaływania.... Europa odwracała się i będzie jeszcze mocniej od paliw kopalnych.... Ruskie albo mogły się pogodzić z scenariuszem gasnącej świecy albo iść na całość wybrali to drugie (mogli też pokojowo budować gospodarke ale przy ich dzikości, korupcji, oligarchach to tylko teoria) . Putin powiedział że oni walczą o niepodległość - o nią walczy się do końca . Ruskie wyślą na tą wojnę jesczcze wiele mln ludzi i nimi będą chcieli pokonać Ukrainę. Tylko bunt albo interwencja NATO uratuje UA i te miliony

    1. CdM

      Próbowali drogi modernizacyjnej w początkowej fazie rządów Putina. Nie wyszło, jak zwykle, gdyż nowoczesna gospodarka nie idzie w parze z kleptokracją, państwem mafijnym, w którym każdy interes wymaga kryszy, a pierwsze w kolejce po haracz są służby siłowe. Trudno być innowacyjnym, jeśli przy pierwszej okazji gdy twoja firma osiągnie coś, to przychodzi jakiś dziwny pan z propozycją odkupienia jej za 1% wartości, i nalega tak długo jak długo masz jeszcze wystarczającą liczbę paluszków do trzymania długopisu. W wersji lajt, nagle dowiadujesz się, że dokonałeś mnóstwa przestępstw skarbowych, a rosyjskiemu sądowi do skazania nie są potrzebne przecież dowody. A co do złodziejstwa i kleptokracji, każdy kto czytał Gogola (rewizor, martwe dusze) wie, że w Rosji to jest po prostu nieodłączna część organizacji kraju. Niezależnie od tego kto jest carem i jakie ma oficjalnie tytuły, to zawsze idzie z góry na dół, i na tym w istocie (czyli na przyzwoleniu na kradzież) opiera się tam władza.

    2. ktosiex

      @CdM bodajże w 2021 z tego powodu wybuchły protesty (co jest rzadkością w Rosji) na dalekim wschodzie. Dziwni panowie przychodzili nawet do kosmetyczek, które coś osiągnęły i zabierały całe przychody. Oczywiście protesty nic nie wskórały bo zostały brutalnie rozgonione. @Sorien Rosja to nikły procent całego PKB świata i nie mają już żadnych perspektyw. Ta wojna to była ich jedyna szansa żeby to odwrócić i to tylko pod warunkiem, że cały świat by zaakceptował wchłonięcie Ukrainy w parę dni, a potem pójście dalej. Teraz już mogą tylko płakać i brnąć w to dalej niszcząc sobie resztki gospodarki. A przecież idą zasiewy, Rosja to też kraj rolniczy, brakuję setek tysięcy rąk do pracy bo nie żyją... Rosja na razie się trzyma i będzie się trzymać latami jako gospodarka wojenna, ale potem przyjdzie potęzny kryzys.

  4. Prezes Polski

    Niemal rok temu pisałem, żeby się nie ekscytować wysokością ruskich strat, bo to jest bez znaczenia. I niestety nadal jest. Jedyny sposób na militarne pokonanie Rosji w tej wojnie, to osiągnięcie sukcesu w skali operacyjnej. Mogłoby to być np. zadanie znaczącej klęski dużemu zgrupowaniu ruskich np. na froncie płd., z tysiącami zabitych, wziętych do niewoli w krótkim czasie. Najlepsze byłoby oczywiście odzyskanie Krymu, ale ja w to nadal nie wierzę. Strategia uporczywej obrony i wojna na wyniszczenie jest samobójcza dla Ukrainy.

    1. Zenek2

      Nie zgodzę się. Nawet w Rosji jest XXI wiek i życie ludzkie ma inną wartość niż 70 lat temu. Dodatkowo straty osobowe, zwłaszcza mobików, oznaczają też potężny problem dla gospodarki. Ten walec działa wolno, ale nieubłaganie. Jeszcze ważniejsze od strat osobowych są te sprzętowe. Należy zauważyć, że Rosjanie używają coraz bardziej prymitywnego sprzętu (nawet nowe czołgi są słabsze od swoich wersji sprzed wybuchu wojny), a Ukraińcy odwrotnie. Dostają coraz lepszy i w coraz szerszym zakresie. Jeśli uda się im odeprzeć nadchodzący atak i zadać przeciwnikowi dotkliwe straty, to będzie oznaczało koniec możliwości sowietów. Straty w ludziach zastąpią, ale w sprzęcie i amunicji już nie. Ich gospodarka nie da rady.

    2. CdM

      Rosja bardzo by chciała sprawiać takie wrażenie, i do pewnego momentu pewnie będzie w stanie. Ale to już nie jest wielki Związek Radziecki. To pseudomocarstwo z marną demografią, które się przekonuje, jak to jest być tą stroną, która nie ma lend-lease. A przeciwnicy tak naprawdę jeszcze nie zakasali rękawów (i oby tylko mieli wystarczającą motywację wystarczająco długo).

  5. ands

    To nie straty Rosjan, tylko Dagestańczyków, Kałmuków, Dargijczyków czy Kabardyjczyków

    1. Rusmongol

      Przypadkiem napisałeś jak wygląda to rosyjskie wyzwolenie, mir i równość. Najbardziej dojeni i wyzyskiwani da ci wyzwoleni przez Rosję. A wypasione czosnkowe rosyjskie koty leżą na plażach w Turcji i Dominikanie. Leżą tam za zyski z ropy i gazu z ziem tych których pupin wysyła na front.

  6. kertog

    Ukraina musi dostac potężne wzmocnienie sprzętowe. Nie tylko czołgi. Jak najwiecej BWP i TO ale też po prostu kilkaset tysięcy pełnego wyposażenia dla zółnierza, od umundurowania po karabiny, granatniki, kamizelki, noktowizje itp itd. Tak żeby naprzeciwko pół milionoej bardzo słabo wyszkolonej i jeszcze gorzej wyposazonej ruskiej armi stała pół milionowa swietnie wyposażona i dobrze przeszkolona armia Ukrainska. To wazniejsze niż 100 czy 200 czołgów moim zdaniem. NATO musi zrozumiec, że ruscy sie nie cofna, jedyna metoda na koniec wojny to zniszczenie ich armii. Do tego potrzeba mnóstwo sprzętu i szkolenie/szkolenie i jeszcze raz szkolenie Ukrainców. Szkolenie kilkunastu tysięcy zołnierzy w kazdym kraju NATO jak najszybciej. . Polska zbrojeniówka powinna pracowac na 3 zmiany już od lutego 2022 - cała.

  7. kowalsky

    Satrapie z założenia są w stanie poświęcić życie setek tysięcy żołnierzy. Prędzej liczyłbym na udany zamach niż na szturm całego społeczeństwa przeciw rodzimym "wyzwolicielom narodów".

  8. Jerzy

    Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że Rosja w taki darwinistyczny sposób szkoli swoich żołnierzy - tj. znaczny odsetek rzuconych w ten sposób do walki zeków i mobików zginie, ale ci, którzy przeżyją staną się po pewnym czasie doświadczonymi weteranami i przekażą swoją wiedzę innym, skutkiem czego z czasem efektywność dowodzenia na szczeblu drużyny/plutonu zapewne zacznie wzrastać.

  9. OptySceptyk

    ruSSka logistyka jest w stanie utrzymać określonej wielkości siły walczące z Ukrainą. I ten poziom będzie uzupełniany. Słabo wyszkolony żołnierz będzie częściej ginął, ale to Moskwie nie przeszkadza, skoro ma takich żołnierzy jeszcze dużo. Kłopot polega na tym, że wymiana słabo wyszkolonych ruSSkich na Ukraińców nie może skończyć się pozytywnie dla Ukrainy. Zwłaszcza, że system szkoleniowy Ukrainy jest mało wydolny. Co do morale ruSSkiej armii, jest bardzo różne w różnych oddziałach, i nie wiem, czy można generalizować. Co do ucieczki za granicę poborowych, uciekli ci, co mogli. Strumień uciekinierów będzie już raczej wysychał, a nie narastał. Dla moSSkwy najważniejsze jest, że poziom strat nie przeniósł się na politykę wewnętrzną. Lud położył trupem tysiące braci, synów i mężów, ale się nie buntuje. I się nie zbuntuje, bo śmierć bliskich jest dla rodzin opłacalna finansowo.