Bezzałogowce niebezpieczne dla... operatorów [ANALIZA]

16 grudnia 2020, 11:23
1280px-MQ-9_Reaper_taxis
Fot. Staff Sgt. Brian Ferguson/U.S.A.F.

Bezzałogowe Statki Powietrzne cieszą się sporym zainteresowaniem wielu armii na świecie. Sukcesy jakie one odniosły wraz z szerszym ich użyciem w różnego rodzaju operacjach, niewątpliwie przyczyniły się do skokowego wzrostu zapotrzebowania na nie. Wojsko oczekuje też innych robotów – lądowych i morskich, w tym ich wersji uzbrojonych. Ale czy ta zdawałoby się nowoczesna broń, jest w pełni bezpieczna dla ludzi, którzy ją nadzorują? Okazuje się, że nie do końca, bo jej wprowadzeniu nie towarzyszyły odpowiednie regulacje chroniące personel ją obsługujący.

Zobacz także
Reklama

W krajach takich jak USA czy Izrael uważanych za prekursorów efektywnego wykorzystania BSP do wykonywania coraz to szerszego wachlarza zadań, drony z dużym prawdopodobieństwem będą coraz szerzej używane w przyszłości. A zakres ich zastosowania również wzrośnie. Podobnie dzieje się i w innych państwach. W takich jak np. Rosja czy przede wszystkim Chiny nastąpił w ostatnim czasie skokowy wzrost wysiłków ukierunkowanych na szerokie wprowadzenie do eksploatacji różnej klasy BSP oraz wypracowania efektywnej taktyki ich wykorzystania. Powstają też zupełnie nowe pomysły, by kolejnej generacji „powietrzne roboty” w jeszcze większym stopniu wyręczyły systemy załogowe w realizacji szczególnie tych najbardziej niebezpiecznych czy nawet wyczerpujących fizycznie misji.

Jednak okazuje się, że BSP to nie tylko „same zalety”. Bowiem w wielu państwach intensywnie je eksploatujących w ramach prowadzonych programów badawczych stwierdzono, że ich użycie ma spory wpływ na personel je obsługujący a nawet pośrednio i na ich rodziny. Na zlecenie USAF wykonano bowiem serię testów, które wykazały, że piloci dronów tak naprawdę „walczący” z dala od obszaru rzeczywistych zmagań są szczególne podatni na ryzyko wystąpienia problemów z ich zdrowiem psychicznym.

Wynika to przede wszystkim z samego sposobu ich pracy (często nawet 24 godziny na dobę przez cały tydzień), nadmiernego zmęczenia fizycznego i psychicznego oraz braku wystarczającego czasu odpoczynku i właściwego zrelaksowania. W rezultacie są oni przez to w dużym stopniu obarczeni funkcjonowaniem na skraj wykończenia psychicznego. Podobnie może się stać w wypadku żołnierzy nadzorujących kolejnej generacji nawodne i podwodne roboty zwiadowcze i uderzeniowe czy też w pewnych przypadkach i bezzałogowe maszyny lądowe.

Dlatego przy samym wdrożeniu do eksploatacji nie tylko BSP (przede wszystkim klasy HALE lub MALE), ale i innych systemów bezzałogowych powinno się równolegle dążyć do zbudowania odpowiedniego systemu monitorowania i ochrony personelu je nadzorującego (głównie operatorów) a szczególnie pod względem ich zdrowia psychicznego.

image
Fot. Dave Husbands/Royal Navy

Nowe zasady pracy operatorów BSP

W Stanach Zjednoczonych, które są prawdopodobnie największym nas świecie krajem wykorzystującym w celach militarnych i w sektorze cywilnym BSP wprowadzono specjalny system monitorowania stanu zdrowia ich operatorów. W samej armii ma to na celu nie tylko utrzymanie ich właściwego stanu zdrowia psychicznego, ale również zapewnienie pewnej i efektywnej służby co ma olbrzymie znacznie w czasie realizacji powierzanych im misji bojowych. Podobny system monitorowania wprowadziły lub wprowadzają i inne kraje.

Powstają również nowe wymagania co do składu zespołu żołnierzy nadzorującego danego drona. Zazwyczaj w wypadku BSP klasy MALE jest to dwóch operatorów tworzących zespół. Mogą oni być umieszczani w rejonie prowadzonych operacji lub z dala od niego. A w macierzystym kraju pozostaje dodatkowo zespół operacyjny.

Jeden z tych operatorów jest pilotem (nadzoruje czynności naziemne, start i lądowanie BSP oraz cały proces monitorowania lotu, podobnie jak pilot samolotu załogowego). Drugi odpowiada za systemy zadaniowe (np. w niektórych krajach głowice elektrooptyczne, uzbrojenie, radiolokator itp.) oraz przesyła zgromadzone dane do odpowiednich komórek zadaniowych. Obaj oczywiście mogą kierować BSP, jednak to pilot ostatecznie decyduje czy można w danej sytuacji użyć uzbrojenia. W USA wobec pilotów dronów powstały specjalne wymagania np. nie będą oni wykonywali akrobacji czy latali w szyku.

Misje realizowane przez BSP muszą być precyzyjne w skutkach, często też są szeroko nagłośniane przez media. Szacuje się, że bezzałogowce powietrzne już w niedługim czasie zastąpią takie specjalistyczne maszyny załogowe jak wywiadowcze, obserwacyjne, czy rozpoznawcze (realizujące zadania z zakresu ISR). Ponadto ich coraz większa ilość wymusza wprowadzenie zupełnie nowych zasad ich eksploatacji oraz przechowywania.

Liczba operacji powietrznych realizowanych przez BSP więc stale rośnie. A to wymusza rozbudowę struktur i przede wszystkim szukanie nowych pilotów. Już w 2018 roku w USA brakowało ich ok. 400, a to powodowało zwiększenie obciążenia realizowanymi misjami tych, którzy wówczas aktywnie służyli w USAF. Co istotne dobrego pilota trzeba szkolić przynajmniej rok czasu a operatora już tylko w przeciągu czterech miesięcy (czyli w tym samym czasie co jednego pilota wyszkoli się od 2 do 4 operatorów systemów pokładowych).

Wprowadzając maszyny klasy MALE lub HALE do eksploatacji należy również przeprowadzić odpowiednie prace przygotowawcze zmierzające do określenia wytycznych co do prowadzenia treningów, taktyki ich wykorzystania i eksploatacji w różnych warunkach. Oczywiście parce te obejmują również zdefiniowanie obciążenia zadaniami załogi i radzenia sobie ze stresem wynikającym ze specyfiki ich służby.

W USA 49 Wing Operations Group z bazy Holloman w stanie Nowy Meksyk jest centrum operacyjnym wykorzystującym BSP przez 24 godziny na dobę w różnych częściach świata, a także zapewniającym szkolenia dla ich operatorów. A i sami Amerykanie mają ponad dwudziestoletnie doświadczenie w eksploatacji maszyn klasy MALE i HALE. Warto jest więc korzystać z ich doświadczeń oraz tych krajów, które większe BSP użytkują już od kilku lat.

image
Fot. Mate 2nd Class Daniel J. McLain/U.S. Navy

Zagrożenia

Operatorzy, szczególnie tych większych BSP tak naprawdę działają w „oderwaniu” od obszaru prowadzonych operacji. Ponadto ich misje są często utajnione, priorytetowe i prowadzone wszędzie tam, gdzie użycie maszyn załogowych byłoby „niewskazane”. To rodzi poważne komplikacje. Bowiem, gdy używają oni broni i w efekcie tego giną ludzie, to opinia publiczna (a zwłaszcza media) negatywnie patrzy na ich służbę. „Łatwo” jest bowiem według nich zabijać z „wygodnego” fotela naziemnej stacji kontroli drona. Ponadto państwo, które użyło BSP w sposób nie do końca przemyślany lub po prostu nieefektywny ma problemy i na arenie międzynarodowej.

To niestety wpływa na to, że operatorzy często działają pod presją związaną z podejmowaniem właściwych decyzji. Badania wykazały, że „środowisko” ich pracy nie pokrywa się ze środowiskiem pracy innych pilotów. Przygotowanie operatorów do operacyjnego działania trwa zwykle od dwóch do czterech miesięcy. Następnie jest „rotacja” na teatrze walki nawet do sześciu miesięcy i okres urlopowy przed rozpoczęciem nowych zadań. Załogi z 49 Skrzydła muszą przy tym dzielić czas przygotowania i realizacji pomiędzy zadania misji i obowiązki rodzinne. Zatem linia podziału — walczący żołnierz a mąż i ojciec jest tu bardzo cienka.

Często nawet przez kilka tygodni dane zespoły „przenikają” na pole bitwy, monitorują je i rozpoznają poszczególne obiekty będące elementami ich zainteresowania. Szczególnie stersująca jest ta codzienna obserwacja potencjalnego celu ataku. Celu, który operator BSP poniekąd poznaje i utożsamia się z nim, co jest niemożliwe w wypadku żołnierzy walczących na tzw. pierwszej linii frontu. Również praktycznie przez cały czas wzmożona czujność niekorzystanie oddziałuje na ich stan psychiczny. Ponadto źle przygotowany harmonogram pracy zmianowej i drugorzędne obowiązki wpływają na stan każdego takiego członka zespołu.

image
Reklama

Życie w tym czasie trwa ze swoim dobrymi i tymi gorszymi stronami. Ważne są tu np. stosunki z przełożonymi, kolegami czy oddelegowanym do wykonywania misji personelem spoza własnego oddziału. Te wszystkie czynniki często są zatem przyczyną powstawania wewnętrznego konfliktu potęgowanego przez ww. stres, zmęczenie psychiczne i fizyczne. Poczucie winy, wyrzuty sumienia są jedną z głównych przyczyn nasilenia się wśród operatorów BSP ryzyka powstania problemów ze zdrowiem psychicznym w tym takich jak zespół stresu pourazowego (PTSD). A PTSD to już poważny stan psychiczny, który jest indywidualny dla każdego żołnierza i może rozwinąć się po wielokrotnym narażeniu na silnie stresujące wydarzenie/wydarzenia. Osoby, które mają jakąś z form PTSD są bardziej pobudzone, wykazują nadmierną czujność oraz wybuchy niekontrolowanego gniewu.

Operatorzy BSP tylko w niektórych krajach i to stosunkowo od niedawna są poddawani ocenie i nadzorowi pod względem zaistnienia u nich objawów PTSD. Wcześniej takie kontrole przechodzili tylko żołnierze będący na misjach poza granicami własnego kraju.

Wpływ bezpośredniego i pośredniego użycia broni na psychikę człowieka był szeroko badany w kilkunastu państwach na świecie. U wielu żołnierzy (z badań średnio wychodzi od 30 do ponad 40%) zabicie drugiej osoby lub współodpowiedzialność za taki czyn prowadzi do wzrostu agresji oraz nadmiernego spożycia alkoholu. Często też zmienia mentalność takiego żołnierza oraz przyczynia się do powstania u niego problemów zdrowotnych.

Nie tylko „śledzą” cele swych ataków, poznają ich otoczenie oraz warunki życia. Oni również muszą podjąć decyzje o ich unicestwieniu i są „samotnymi” świadkami tego czynu. A często takie zadania wykonują wiele razy. To niestety wpływa na ich stan psychiczny.

Kolejnym zagrożeniem jest źle zaplanowany czas pomiędzy realizacją kolejnych misji a życiem codziennym. Z reguły tzw. dekompresja trwa od jednego do trzech tygodni i by spełnić swoje zadanie musi być tak zorganizowana, by  żołnierz w pełni zapomniał o walce, a poświęcił się realizacji codziennych czynności. Jest to również doskonały czas do monitorowania jego stanu psychicznego przez odpowiednio dobrany personel medyczny. Właściwa dekompresja pozwala na skuteczne zmniejszenie zaburzeń zdrowia psychicznego oraz służy jako skuteczny bufor pomiędzy realizacją misji i powrotem do normalnego życia.

W 2012 roku na zlecenie USAF przeprowadzono szereg badań operatorów BSP pod względem zaburzeń ich stanu psychicznego a wynikających z właśnie realizowanych przez nich zadań. Uczestnicy badań m.in. wypełniali specjalnie przygotowaną ankietę OQ-45.2 oraz kwestionariusz PTSD Checklist-Military Version (PCL-M). Wprost wynikało z nich, że po zakończonej służbie żołnierze ci wracali do swoich rodzin i tak naprawdę z nikim nie rozmawiali o swoich przeżyciach. W bazie, bo nie zorganizowano takiej procedury a w domu, bo utajnione misje tego zabraniały. U ponad 20% badanych operatorów stwierdzono wysoki poziom niepokoju emocjonalnego a misje jakie oni realizują ocenione zostały jako stwarzające wysokie prawdopodobieństwo zaistnienia PTSD.

Każdy taki operator, który wykonywał ponad 50 godzin zadań tygodniowo lub miał nadmiar zmian nocnych, wykazywał o ok. 2.9 razy większe prawdopodobieństwo zaistnienia PTSD niż pilot samolotu bojowego w tym samym czasie. Podwyższony poziom stresu (depresja i lęk) oraz jego nasilenie wzrastało wraz ze wzrostem ilości lat zajmowanych na stanowiskach operatorów BSP.

Podobne badania przeprowadzono również w Izraelu, gdzie cały system ochrony granic i zbierania danych (rozpoznania różnego szczebla) został w dużej mierze oparty na systemach bezzałogowych. Celem tego programu było również stwierdzenie u żołnierzy zajmujących się obsługą dronów obecności objawów lęku, depresji i też PTSD oraz zbadanie czynników, które mogą przyczynić się do rozwoju tego typu objawów. Co ciekawe było to pierwsze tego typu badanie w Izraelskich Siłach Powietrznych. I w zasadzie w kluczowych obszarach wyniki były zbieżne z tymi uzyskiwanymi w USA.

W obu przypadkach operatorzy BSP jako zasadnicze problemy — głównie źródło stresu zgłaszali zbyt długie czas relacji zdań i pracę w systemie zmianowym. Wyczerpanie psychiczne i fizyczne na służbie naraża ich na większe ryzyko powstania stresu emocjonalnego i może szybko prowadzić do pogorszenia stanu psychicznego.

image
Fot. Cpl. Zev Marmorstein/Flickr/IDF

Propozycje zmian

Jako zasadniczy do poprawy jest postulowany cały obowiązujący program związany z doborem, szkoleniem i samą służbą operatorów BSP. I tak jedną z sugestii badających byłoby podczas doboru operatorów BSP dokonywać ich weryfikacji również pod względem osiągalnego poziomu dojrzałości emocjonalnej (wymaganej do radzenia sobie ze stresem).

Z kolei sama służba powinna mieć charakter zmianowy – przygotowanie do realizacji zadań, wykonywanie ich oraz pełna dekompresja od zasadniczych obowiązków. Co do realizacji zadań to powinno się skrócić tygodniową liczbę dni misyjnych oraz ustalić dopuszczalną dzienną normę godzin spędzonych w stacji kontrolnej drona. Załóg powinno być więcej, by płynnie wprowadzać ich wymianę a nawet bezproblemowo nadzorować misję w sytuacjach awaryjnych.

W bazach BSP (jednostkach operacyjnych) powinny też powstać odpowiednio przygotowane specjalistyczne komórki służby zdrowia z personelem mającym doświadczenie w monitorowaniu stanu zdrowia psychicznego operatorów oraz wspierającym ich w procesie dekompresji po trudnych misjach. Personel ten powinien również mieć poświadczenia bezpieczeństwa o odpowiedniej klauzuli, by móc swobodnie rozmawiać o zadaniach utajnionych.

Sam proces dekompresji musi być wielofazowy (działania przesiewowe, reintegracyjne itp.) i prowadzony w oderwaniu od zadań misyjnych realizowanych w macierzystym garnizonie. A cały personel przechodzący ten proces powinien realizować zadania wspierające, ale o niskim poziomie stresu.

Podsumowanie

Dzisiaj wykorzystywane BSP, oprócz samej realizacji powierzonych im misji, pozwalają na zbieranie doświadczeń by kolejnej generacji maszyny w jeszcze efektywniejszym i rozszerzonym stopniu mogły wykonywać zadania nad przyszłym polem walki. Można powiedzieć, że maszyny i ich operatorzy kładą podwaliny pod przyszłe rozwiązania i taktykę użycia dronów. Ale te doświadczenia nie powinny ograniczać się wyłącznie do samych konstrukcji bezzałogowców, ale też poprawić warunki pracy ich operatorów. Bowiem to nadal człowiek odgrywa tu najważniejszą rolę i w dużym stopniu jest elementem krytycznym całości.

Oczywiście samo ryzyko zaistnienia np. PTSD u operatorów BSP nie jest tu większe niż u żołnierzy walczących na tzw. pierwszej linii frontu. Ale już dużo większe niż wobec personelu niewalczącego a przebywającego np. w tych samych bazach. Dlatego powinno się wobec nich stworzyć specjalne warunki służby oraz w większym (niż pozostały personel) stopniu ich monitorować (pomagać im przebrnąć przez większy stres związany z wykonywaniem stawianych im zadań).

Operatorzy BSP w obliczu różnych problemów powinni skorzystać w dużym stopniu ze wsparcia, które musi być większe niż wsparcie udzielane dla innego żołnierza na terenie macierzystego kraju.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 45
Reklama
Andrettoni
niedziela, 20 grudnia 2020, 13:17

Mimo wszystko operator drona ma znacznie łatwiej niż żołnierz liniowy. Pewnie dobierają ludzi mniej rygorystycznie. Może warto by było zamiast cywili werbować weteranów? Dla weterana to byłaby "ciepła posadka". Oczywiście byliby drożsi, ale i bardziej doświadczeni.

asdf
wtorek, 22 grudnia 2020, 15:43

moze zamiast wczesniejszej emerytury dla wojskowych propozycja przeniesienia na posade operatora drona?

Extern
poniedziałek, 21 grudnia 2020, 12:01

Zależy pod jakim kontem łatwiej, fizycznym na pewno, z psychiką może być nawet trudniej sobie takie bezosobowe zabijanie poukładać potem w głowie, niż gdy się zabije przeciwnika po walce stoczonej twarzą w twarz, gdy wiadomo że on albo ja. Ale co do sfery fizycznej to masz rację że można by np. też dać szanse ludziom z niepełnosprawnościami ruchowymi o zakresie nie przeszkadzającym w wykonywaniu takich zadań. Już dosyć dawno temu Rosjanie np. zauważyli jak świetnymi snajperami są kobiety. Słabsze warunki fizyczne w tym rodzaju zabijania nie przeszkadzały, a okazało się że kobiety mają znacznie mniejsze opory psychiczne przed zabiciem mężczyzny niż mężczyzna przed zabiciem innego mężczyzny a tym bardziej kobiety.

lekarz
niedziela, 20 grudnia 2020, 12:27

Grafiki łatwo "układa" się teoretycznie. A potem ten zachoruje, tamten musi odebrać urlop, dodatkowo są dni świąteczne. Znienacka pojawiają się dodatowe zadania, istniejące zadania ulegają przedłużeniu. W końcu okazuje się, że obsada etatowa powinna obejmować 30% nadmiarowego personelu " na zapas" a tymczasem brakuje nawet tego niezbędnego. Pojawia się kwestia przepracowania, występują konflikty związane z rozdziałem dodatkowej pracy. Ci co mogą odchodzą z pracy a ci co nie mogą ( np. kredyty, kontrakty) pracują niezdowoleni i zestresowani. Jeszcze trafi się apodyktyczny dowódca...

TakieZycie
poniedziałek, 21 grudnia 2020, 18:01

Wypisz wymaluj moje wieloletnie doswiadczenie z bogatej korporacji. Stac ich bylo na zapewnienie odpowiedniego bufora zasobow ludzkich, ale woleli jechac po brzytwie kosztem zdrowia ludzi i dokladac coraz wiecej zadan. Doslownie - ludzie ladowali albo na ostrym dyzurze z przemeczenia, albo u psychologa. Mila odmiana bylo odejscie i praca na budowie - normalni ludzie, normalne tempo. A informatykow niech sobie szukaja :)

Hektor
niedziela, 20 grudnia 2020, 10:47

Z tego co mi wiadomo to oryginalnie w dekalogu było "Nie morduj". Czy zabicie kogoś w uczciwej walce to morderstwo? Oczywiście nie. Przykład: późniejszy król żydowski Dawid pokonujący na polu bitwy wojownika filistyńskiego Goliata. A działania operatorów dronów bojowych kierowanych za pomocą łączności satelitarnej, gdzie operator jest na 100% zabezpieczony przez kontrakcją przeciwnika? Nie ma tu uczciwej walki (właściwie to nawet trudno mówić tu o jakiejkolwiek walce), a więc mamy do czynienia z morderstwem. Co innego użycie na polu walki podczas symetrycznego konfliktu dronów krótkiego zasięgu kierowanych radiowo. W tym przypadku przeciwnik może wykryć systemami ESM transmisję z centrum sterowania i np. ostrzelać je artylerią albo zaatakować je lotnictwem. Trzeba jeszcze dodać, że w pełnoskalowym konflikcie przeciwnik ma jeszcze możliwość fizycznej walki z samymi dronami za pomocą systemów obrony przeciwlotniczej.

ito
niedziela, 20 grudnia 2020, 09:50

??? przecież jedną z podstawowych zalet dronów o zdolności do długiego przebywania w powietrzu jest możliwość wymiany załogi w czasie lotu! Stąd problem opisywany w artykule jest w przeważającej części problemem organizacyjnym. Oczywiście ilość dostępnych dronów jest ograniczona ilością posiadanych zespołów operatorów. Tu mogła by pomóc automatyzacja- np. automatyczny dolot do obszaru działania, automatyczne patrolowanie po zadanej trasie- tak, żeby najtrudniejszy do wyszkolenia członek zespołu (pilot) wchodził na samą akcję, która stanowi tak naprawdę niewielki ułamek czasu misji, pozostawiając poza tym drony pod dozorem operatorów misji. powinno to być do zrobienia nawet na dzień dzisiejszy.

Olo
niedziela, 20 grudnia 2020, 11:13

Wymiana wymianą ale jeżeli jeden zespół poznaje zwyczaje celu do jego eliminacji to nie można ich wymieniać bo decyzja o likwidacji (tu i teraz) może zapaść na zmianie która nic o celu nie wie.

Ostrozny
niedziela, 20 grudnia 2020, 09:04

Czyli wniosek jest jeden...trzeba stworzyć roboty do nadzorowania innych robotów czyli dronow a to już scenariusz z Terminatora

Swen
niedziela, 20 grudnia 2020, 14:07

To jest pański wniosek, szkoda że nie pozostał tylko pański...

Obserwator
niedziela, 20 grudnia 2020, 03:31

W przypadku symetrycznego konfliktu zbrojnego, to operatorzy dronów staną się celem ataków i wtedy zagrożona będzie nie tylko ich psychika...

block
sobota, 19 grudnia 2020, 22:26

Dla tego taka presja na rozwój sztucznej inteligencji. Dron bojowy połączony ze zautomatyzowanym systemem decyzyjnym może mieć zdecydowanie większy margines błędu ale nie będzie miał wyrzutów sumienia.

Kowalskiadam154
sobota, 19 grudnia 2020, 18:53

Facebookowe pokolenia hodowane w szklarniowych warunkach spaczone postępowymi ideologiami ekobiolgbt Tacy co to się im zdaje że mięso rośnie na półkach w markecie Ot i cała tajemnica tych stresów depresji i lęków w zderzeniu z prawdziwym życiem

Strzelec
niedziela, 20 grudnia 2020, 09:07

Dokładnie....widać to wszędzie, nawet jak się stoi w kolejce w sklepie. Młodzi nie potrafią wytrzymać chwili z samym sobą, postać normalnie pomyśleć sobie o czymś tylko stają i od razu za telefon i rolowanie....zgroza

rozczochrany
sobota, 19 grudnia 2020, 18:07

Powinno się operatorom dronów wprowadzić cos na kształt czterobrygadowego systemu pracy jak cywilnym pracownikom pracującym na 3 zmiany. 8 godzin pracy a potem zmiana. Oczywiście nie da się tego systemu przenieść wprost z cywila, bo operatorzy chyba nie powinni się zmieniać w połowie lotu drona.

Baltazar
sobota, 19 grudnia 2020, 17:49

Zabijanie jest trudnym fachem. Nawet wtedy gdy się go tylko ćwiczy. Znajomy był na ćwiczeniach w sąsiedztwie amerykańskiej jednostki i opowiadał, że wieczorem wszyscy byli w stanie odurzenia. Trzeba było się ich strzec. Alkohol i narkotyki chyba od zawsze towarzyszyły wojownikom.

Gombka
niedziela, 20 grudnia 2020, 09:01

Mój znajomek był w pobliżu rosyjskiej jednostki i to nie na ćwiczeniach tylko podczas codziennego funkcjonowania i mówi, że tych to się dopiero trzeba było pilnować.

Sternik
sobota, 19 grudnia 2020, 16:42

To nie drony i roboty są niebezpieczne tylko idiotyczna organizacja służby. Tak samo jak w przypadku zderzeń amerykańskich niszczycieli nie zawinił sprzęt tylko kapitanowie źle organizując pracę oficerów nawigacyjnych. W przynajmniej jednym przypadku można domniemywać zemsty dosłownie zaszutego wachtowego, który był na służbie prawie 72 godziny za karę.

Marek1
sobota, 19 grudnia 2020, 16:13

Na szczęście dzięki intensywnym wysiłkom polskich kolejnych MON-ów powyższy problem NIE dotyczy personelu WP. Nasi mądrzy inaczej politycy starannie dbają, by WP nie miało na wyposażeniu żadnych uderzeniowych BSP, a ich operatorzy nie podlegali niebezpieczeństwu nabycia PTSD.

Lechu
sobota, 19 grudnia 2020, 15:44

Wracasz do domu i pytają jak było w pracy. A ty na to że spoko dzień jak co dzień. Tylko te latające na monitorach ludziki ci spać nie dają.

drivR
sobota, 19 grudnia 2020, 12:49

Może by tak odpowiednio ułożyć grafiki służby na trzech zmianach w przypadku systemów bezzałogowych pracujących 24h i powiększyć liczbę operatorów pojedynczych systemów do 2-3 osób razem z dowódcą pilotem aby lepsze budować relacje personalne i wzajemne wsparcie. Do tego opisane działania monitorujące stan operatorów jak i bardziej zróżnicowane scenariusze działań oraz cykliczne spotkania w szerszym gronie dla danej specjalności plus mniejsza ilość godzin operacyjnych tygodniowo przypadająca na osobę.

Fanklub Daviena
sobota, 19 grudnia 2020, 18:06

Zwiększyć liczbę operatorów? :D Już teraz nie ma chętnych w USA i występują braki i trzeba rozkazami zmuszać do objęcia tych funkcji!

Gnom
sobota, 19 grudnia 2020, 16:49

A tzw. sumienie (szczególnie gdy działasz na potrzeby OS lub wywiadu)? Do tego wizja drona drugiej strony, który robi to samo twoim. W końcu nawet "Szakal" zaczął wszędzie widzieć zabitego przez siebie Jurka Kilera, może zdarzyć się i innym. Praca wielozmianowa tu nie wystarczy. Potrzebna będzie pomoc, szczególnie gdy dociera do operatora, że to gra, tylko rzeczywistość.

dalej patrzący
sobota, 19 grudnia 2020, 12:45

Można wprowadzić do służby operatorów BSP tzw. gamifikację i na przykład przydzielać punkty za skuteczne likwidowanie zagrożeń (coś jak tablica highscore w grach FPS). W ten sposób piloci będą mogli się porównywać i wspierać.

kj1981
sobota, 19 grudnia 2020, 22:28

Zabijanie ludzi to nie gra komputerowa. Tu są inne mechanizmy psychiczne. Pamiętam opowieść jednego z amerykańskich operatorów dronów, któremu po zakończeniu służby wręczono statystyki jego zespołu w okresie jego pracy - w tym właśnie liczbę zlikwidowanych wrogów. I wiesz co? Sam powiedział, że w tym momencie kolana się pod nim ugięły. Życie to nie zabawa.

dalej patrzący
niedziela, 20 grudnia 2020, 00:52

Ja bym nie miał takich rozterek moralnych, kwestia ateizmu i twardego charakteru.

niedziela, 20 grudnia 2020, 16:03

Z tego co wymieniłeś, to tylko masz zatwardzenie. Z taką "twardą psychiką" nawet byś do kibla nie doszedł, nie mówiąc o stanowisku operatora.

Jabadabadu
sobota, 19 grudnia 2020, 12:42

Pilota można wyszkolić w 1 rok. Chyba nauczyć go latać? Tylko że to nie jest pilot bojowy lecz defiladowy. Problem odporności psychicznej (lub jej braku i załamania nerwowego) jest znany od kilkudziesięciu lat. To nie tylko kwestia zapewnienia odpowiednich "warunków pracy" lecz przede wszystkim odpowiedniej selekcji pod kątem przydatności do zawodu PRZED rozpoczęciem szkolenia (polska szkoła szkolenia) i odpowiedniego systemu oddziaływania psychologicznego traktowanego jako warunek niezbędny eliminacji stresu, powtórnego uzyskania sprawności psychologicznej i równowagi psychicznej. Zagadnienie znane i dobrze opracowane oraz stosowane w Polsce jakieś 30-40 lat temu.

Fanklub Daviena
środa, 16 grudnia 2020, 12:54

Operatorzy dronów przede wszystkim kiedyś będą sądzeni za zbrodnie wojenne (nie ulegają przedawnieniu) bo nawet samo USA przyznaje, że 97-98% ofiar ataku dronów amerykańskich to niewinni cywile.

Tester
sobota, 19 grudnia 2020, 15:27

Ale piszesz bzdury.. Skąd niby masz takie statystki?

Fanklub Daviena
sobota, 19 grudnia 2020, 18:18

TSą dostępne w minutę w dowolnej wyszukiwarce internetowej. Znajdziesz zeznania szefa CIA przed Senatem, że z dronów USA zabija w różnych krajach 4500-6500 osób rocznie, z tego 1 na 30 wg CIA ma "jakieś" powiązania z terroryzmem a reszta to "collateral damage" lub pomyłki. Wg Lekarzy Bez Granic te statystyki to 1 na 50. A teraz jeniuszu przelicz to sobie na procenty. Wojsko USA ma tego (i "prywatnych kontraktorów") tak serdecznie dość, że właśnie parę dni temu zerwało współpracę z CIA (oni typują cele niemilitarne), by te morderstwa szły na konto CIA a nie amerykańskich żołnierzy (również w terenie: wojsko USA ogłosiło koniec wsparcia dla terenowych działań CIA i "prywatnych kontraktorów").

Dawo
sobota, 19 grudnia 2020, 13:15

Co Ty człowieku znowu tworzysz za bajki. Błędy w wyniku których, będzie ginął taki procent cywili będzie efektem wprowadzenia do służby waszego bezzalogowca.

Ciekawy
niedziela, 20 grudnia 2020, 03:05

U nich to nie błąd, tylko celowe działanie. Od dawna wiadomo, że ruscy nie mają żadnych problemów z zabijaniem chwili.

sobota, 19 grudnia 2020, 12:07

To zapewne w odróżnieniu od waszych żołnierzy, walących z konwencjonalnej artylerii, prosto po wioskach i blokach mieszkalnych. W Rosji przynajmniej nic ich za to złego nie spotka.

Extern
środa, 16 grudnia 2020, 12:53

Coś w tym jest, żołnierz walcząc tradycyjnie jako członek oddziału, ma naturalne psychologiczne wsparcie od kolegów z którymi dzieli te same doświadczenia. Samotny operator drona, siedząc sam na dyżurze w tymczasowo mu przydzielonym kontenerze, jest praktycznie sam ze swoimi myślami, a nie każdy jest w stanie długo to znosić. Psycholodzy wojskowi już dość dawno zauważyli że np. snajperzy muszą się mierzyć z tak specyficznymi psychologicznymi problemami podczas swojej samotnej służby. Że nie każdy się do tego nadaje i że aby być dobrym snajperem, nie wystarczy mieć tylko dobry "wachlarz" umiejętności strzeleckich. Jak widać tej nowej specjalizacji operatorskiej również to dotyczy.

olo
sobota, 19 grudnia 2020, 15:34

A w czym jest problem żeby wyselekcjonować kilku operatorów dronów którzy będą się zajmować tylko egzekucjami. Będą jak "kaci" wykonujący wyroki. Wtedy normalny operator drona który śledzi jakąś osobę przez długi okres czasu nie ma nic wspólnego z zabijaniem, bo jak będzie decyzja o "odstrzeleniu" to sterowanie dronem przejmuje anonimowy "kat" ulokowany gdzieś w kontenerze na drugim końcu świata, a po wykonaniu "wyroku" oddaje drona "właścicielowi i ten pilotuje go dalej nie wiedząc nawet co się działo wcześniej. Pilot nie ma wtedy takiego obciążenia psychicznego.

kj1981
sobota, 19 grudnia 2020, 22:45

W takim wypadku przerzucasz problemy psychiczne z pilota na "kata". Tak, oni też często mają wyrzuty sumienia i opory. Np. przed wykonaniem zbrodni katyńskiej kaci byli każdego dnia pojeni dużą ilością wódki (a sam główny kat, niejaki Błochin, według niektórych świadectw później popełnił samobójstwo). Główny kat marionetkowej Republiki Łukockiej (ZSRR w czasie II wś), Antonina Makarowa, też przed pierwszą egzekucją się spiła, bo na trzeźwo nie dała rady. Ludzie to nie roboty, zawsze mają jakieś emocje.

olo
niedziela, 20 grudnia 2020, 17:16

Bez przesady. Takie "egzekucje" nie zdarzają się często. Więc znalezienie kilku ludzi o odpowiednich predyspozycjach psychicznych nie powinno być problemem. Poza tym "kat" nie będzie nic wiedział o celu. Ma wycelować w określony obiekt i nacisnąć spust Później przekazuje drona pilotowi, albo odsyła go do bazy w automacie i idzie na piwo.

kj1981
poniedziałek, 21 grudnia 2020, 19:12

"Tradycyjni" kaci też zazwyczaj nie nie wiedzą o swojej ofierze, nie oni wydają wyrok, mają tylko nacisnąć spust lub pociągnąć wajchę... Nic to nie zmienia.

Piotr
sobota, 19 grudnia 2020, 12:53

obecność kolegów ma nikłe znaczenie jeśli chodzi o PTSD. Nie tak dawno temu pojawił się artykuł o zbrodniach armii australijskiej. Ten ,,chrzest bojowy" który przechodzili był formą wywoływania PTSD i tworzenia więzów między zbrodniarzami - na zasadzie: ,,nasza mała grupka o tym wie, jesteśmy MY i ONI(Ci którzy nie są jednymi z nas)". Trauma wywołuje przywiązywanie do osób przeżywających podobny koszmar i dzieleniu na ,,swoi i obcy". Dla operatorów dronów i operatorzy dronów będą ,,swoimi". Z drugiej strony co innego jest zabić kogoś np podczas walki w zasadzce a co innego śledzić, obserwowac i dopiero zabić(właśnie jak wspominany przez Cb snajper)

Fanklub Daviena
sobota, 19 grudnia 2020, 18:35

Zawsze mordercy dzielą świat na "my" i "onych" i wymyślają argumenty o bezwzględnej wyższości "my" nad "zasługującymi na największą pogardę" "onymi" (dopuszczalne jest pośmiertne "awansowanie" siły i umiejętności "onych", ale nie ich zalet charakteru, bo to gloryfikuje wielkość własnego zwycięstwa). W drugim etapie zawsze odczłowieczają "onych" - np. snajperzy nigdy nie strzelają do ludzi czy żołnierzy, tylko "celów", "wykonują zadanie" a nawet nigdy nie idą na wojnę, tylko "na misję". Oddziały nigdy nie zabijają wszystkich w budynku, tylko "czyszczą obiekt". I wszyscy nie okupują, tylko "pełnią misję". Zanim się zrobi wojnę, trzeba odczłowieczyć przeciwnika - stąd w Polin propagandowa padgatowka z "kacapami", "onucami", "fjutinami" i "agresywne prowokacyjne działania szpiegowskie rosyjskiego okrętu w pobliżu Wysp Brytyjskich" ale "misja stabilizacyjna USS „Oak Hill na Morzu Czarnym” (to desantowiec)... Jeszcze nie ma przewidywanych przez Orwella "godzin nienawiści do wroga", ale patrząc na kierunek "rozwoju" zachodniej cywilizacji, niedługo będą. :D

wert
poniedziałek, 21 grudnia 2020, 15:34

wiesz to przecież z autopsji

Bomber
sobota, 19 grudnia 2020, 16:27

A skąd twierdzenie, że ktoś tych Australijczyków miał traumę? Ptsd? Co to za bajki? Inicjacja przez zabijanie, której zamierzony (według ciebie) efekt to trauma daje ci do współpracy "uszkodzonego" kolegę/operatora. Po co? Za dużo Ludluma;)))

Piotr
niedziela, 20 grudnia 2020, 15:32

@Bomber ,,uszkodzenie" o którym mówisz polega na tym, że taki człowiek nie jest w stanie żyć po cywilnemu - ile razy słyszałeś historie ludzi, którzy ciągle jeżdżą na misje i jak wrócą to nie mogą się doczekać ,,tego napięcia" ponownie. To jest PTSD. ,,Oni" tzn cywile czy nie kombatanci ,,nie rozumieją" a ,,swoi" tzn koledzy z woja czy inni kombatanci ,,rozumieją" Ci ,,płaczący" z PTSD to typ powyższy który rozumie że takie funkcjonowanie to nie jest życie i chce wrócić do normalności ale nie potrafi.

Bomber
piątek, 25 grudnia 2020, 19:15

Widzę, że wiedzę czerpiesz z dużej ilości amerykańskich filmów. Masz blade pojęcie czym jest PTSD. Taki osobnik ma problem w funkcjonowaniu i w środowisku pola walki jak i w cywilu. Uszkodzenia psychosomatyczne eliminują go jako wartościowego członka zespołu i czynią go czymś, co anglosasi ładnie nazywają "liability".

Tweets Defence24