Siły zbrojne

Turecka „strefa wolna od IS” - postęp czy regres?

Fot. Siły zbrojne Turcji
Fot. Siły zbrojne Turcji

Turcja i USA uzgodniły wspólny plan stworzenia „strefy wolnej od Państwa Islamskiego”. Ma ona objąć odcinek 98 km granicy między Dżarabulusem a Mare i sięgać 40 km w głąb Syrii. Na pierwszy rzut oka to dobra informacja ale szczegółowa analiza rodzi wiele pytań i wątpliwości. 

Oficjalnie nie wiadomo zbyt wiele na temat tego planu. Turcja zgodziła się na korzystanie przez USA z bazy wojskowej w İncirlik, skąd mają być prowadzone naloty na pozycje IS. Turcja ma w nich uczestniczyć tylko „w razie konieczności”. To samo dotyczy ostrzału artyleryjskiego długiego zasięgu przez turecką armię. Oczyszczone terytorium ma zostać zajęte przez oddziały Wolnej Armii Syryjskiej.

Teren, o którym mowa, obejmuje ostatni odcinek granicy syryjsko-tureckiej kontrolowany przez Państwo Islamskie. Na wschodzie opiera się on na Eufracie, który tworzy linię frontu z siłami YPG kantonu Kobane. Na zachodzie zaś kończy się na linii frontu przebiegającej w pobliżu strategicznego przejścia granicznego Bab al Salama, przez które rebelianci atakujący od północy Aleppo, otrzymują posiłki z Turcji.

Udział Turcji w operacjach w Syrii nie stanowi przełomu, gdyż zaangażowanie jej miało miejsce już wcześniej. Przełomowe jest natomiast to, iż obecnie będzie ono jawne i oficjalne. Podstawę prawną ma stanowić decyzja parlamentu z ub. r. oraz art. 51 Karty Narodów Zjednoczonych, przyznający prawo do samoobrony. To z kolei jest związane z niedawnymi atakami IS na Suruc i granicę w rejonie Kilis.

Przełomowe jest również to, iż Turcja ma przystąpić do walki przeciwko Państwu Islamskiemu, o którego wspieranie była wielokrotnie oskarżana. Po zamachu w Suruc aresztowano już prawie 600 osób w Turcji, choć nie wiadomo ile z tych osób jest związanych z IS a ile z PKK. Turcja postanowiła bowiem podjąć jednoczesną akcję przeciwko PKK, które rozpoczęło, po ataku na Suruc, własne działania (egzekucje) wymierzone w osoby związane z IS w Turcji. Aresztowania siatki IS w Turcji prawdopodobnie sparaliżują możliwości operacyjne terrorystów w tym kraju uniemożliwiając im dokonanie poważniejszych ataków terrorystycznych (w ramach odwetu za działania w Syrii), choć całkowicie ich nie można wykluczyć.

Wcześniejsze doniesienia mówiły też o stworzeniu nad przedmiotowym terytorium „strefy zakazu lotów” jednak trudno byłoby znaleźć jakieś uzasadnienie dla powiązania tego z walką z IS, gdyż lotnictwem dysponują w Syrii wyłącznie siły rządowe. Te zaś nie kontrolują żadnych terenów w tym rejonie (dopiero część Aleppo, które jest oddalone o około 50km). W późniejszym komunikacie mówi się jednak już tylko o „strefie bezpieczeństwa”, stworzonej poprzez kontrolę przestrzeni powietrznej. Zmiana tego określenia ma na celu nie drażnienie Damaszku i jego irańskich i rosyjskich sprzymierzeńców i oznaczać, że ani USA ani Turcja nie przystąpiły do wojny z Syrią.

Trudno powiedzieć czy plan wyparcia IS z tego terenu się powiedzie bez wprowadzania tam sił lądowych, jedynie w oparciu o rebeliantów. Natomiast wiadomo, iż tereny między kurdyjskim kantonem Afrin (kontrolowanym przez YPG) a terenami zajętymi przez IS, obejmujące m.in. Bab al Salama, kontrolowane są przez Front Islamski. Celem tego ugrupowania, stworzonego z inspiracji saudyjskiej, nie jest wprowadzenie w Syrii demokracji, lecz ustroju opartego na sądach i prawie szariackim. Jeśli turecko-amerykański plan się powiedzie to właśnie ta grupa przejmie kontrolę nad „strefą wolną od IS”.

Po ewentualnym opanowaniu tego terytorium przez Front Islamski, Państwo Islamskie zostanie całkowicie odcięte od zaplecza zewnętrznego, co zresztą będzie o tyle dotkliwsze, iż w samej Turcji rozpoczęte zostały operacje wymierzone w te zaplecze. Z całą pewnością mocno osłabi to IS i może skłonić do wycofania się spod Aleppo i wzmocnienia Raqqi, zagrożonej od północy przez YPG, lub   próby przebicia się do Homs i następnie do północnego Libanu.

Jeśli stworzenie „strefy wolnej od IS” się powiedzie to graniczyć ona będzie na zachodzie i wschodzie z siłami YPG (odpowiednio kantony Afrin i Kobane) a na południu z siłami Assada kontrolującymi część Aleppo. Kontrola lotów uniemożliwi wtedy siłom rządowym bombardowanie nacierających islamistycznych rebeliantów IF i może doprowadzić do przejęcia przez nich kontroli nad Aleppo. To z kolei może spowodować, iż miejscowa ludność niearabsko-sunnicka może być zagrożona. Warto podkreślić, iż Aleppo to jedno z największych skupisk chrześcijan w Syrii (ok. 15 % z ponad 2 mln mieszkańców), których sytuacja w ustroju sądów szariackich będzie fatalna.

Dużym znakiem zapytania są też uzgodnienia amerykańsko-tureckie dot. Rożawy, czyli terenów w Syrii opanowanych przez YPG. Choć oficjalnie amerykańsko-turecki plan nie obejmuje żadnych działań wymierzonych w YPG to podano jednak, iż USA wzięły pod uwagę określone zastrzeżenia Turcji w tym zakresie. W szczególności Turcja może zaatakować YPG jeśli jej granice będą zagrożone, m.in. poprzez próbę zmiany struktury demograficznej na terenach zajmowanych przez YPG. To bardzo enigmatyczne stwierdzenie.

Turcja, od czasu zajęcia przez YPG miasta Gire Spi (Tel Abyad) oskarża Kurdów o dokonywanie czystek etnicznych, choć nie przedstawiono na to żadnych dowodów. Co więcej, w tych insynuacjach abstrahuje się od faktu czystek etnicznych dokonanych 3 lata temu przez miejscową ludność arabsko-sunnicką, polegającą na wygnaniu miejscowych Kurdów. Można się również spodziewać intensywnych prowokacji ze strony arabskich przeciwników YPG, wspierających wcześniej IS a obecnie zainteresowanych turecką interwencją przeciw YPG. Uniemożliwiłoby to powrót miejscowej ludności kurdyjskiej i odzyskanie przez nią zagrabionego mienia. Obawy te potwierdza fakt, iż już wczoraj w Gire Spi, przy granicy z Turcją wybuchły dwa samochody – pułapki. Prawdopodobnie Assaish (służby bezpieczeństwa Rożawy) uniemożliwił dokonanie tam masakry podobnej do tej dokonanej miesiąc temu w Kobane.

Obawy, iż Turcja będzie chciała doprowadzić do konfrontacji z YPG są jeszcze bardziej uzasadnione, z uwagi na to, iż Turcja jednocześnie rozpoczęła operacje wymierzone w PKK, m.in. bombardując bazy na terenie Kurdystanu irackiego. To bardzo groźny ruch, stawiający w niezręcznym położeniu prezydenta KRG Masuda Barzaniego. Z jednej strony bowiem Turcja jest potrzebna irackim Kurdom, planującym ogłoszenie niepodległości oraz uzyskanie niezależności ekonomicznej poprzez bezpośrednią sprzedaż ropy (a tu Turcja stanowi eksportowe „okno na świat”). Z drugiej jednak strony, choć relacje PDK (partia Barzaniego) – PKK są już obecnie nie najlepsze, to konfrontacja między nimi byłaby dla Kurdów katastrofalna. Ponadto już w pierwszych bombardowaniach tureckich ucierpieli kurdyjscy cywile.

Niektórzy jednak wykazują większy optymizm, sugerując, iż realizacja planu stworzenia „strefy wolnej od IS” w oparciu o Front Islamski napotka takie trudności, iż Turcja jednak będzie musiała rozpocząć negocjacje z YPG. Ponadto zarówno Amerykanie jak i Barzani będą dążyć do wznowienia planu pokojowego między PKK a Turcją. Występuje tu zresztą dodatkowy aspekt – wciąż nierozwiązanej kwestii stworzenia nowego rządu lub przedterminowych wyborów. Konfrontacja z PKK jest AKP niezbędna dla celów kampanii wyborczej by przejąć elektorat MHP, jednak nawet Erdogan zapewne zdaje sobie sprawę z wiążących się z tym zagrożeń dla niego i Turcji. Innym ciekawym aspektem jest też w tym kontekście spór między PDK a YPG dot. wprowadzenia do Rożawy syryjskiej Peszmergi (oddziałów Kurdów syryjskich wyszkolonych w Kurdystanie irackim i zw. z PDK). Jeżeli jednak Erdogan i Davatoglu postanowili podjąć ryzyko totalnej konfrontacji z PKK to można się spodziewać, iż w przypadku opanowania „strefy wolnej od IS” przez Front Islamski, dojdzie do walk między nim a YPG. Postawi to w dziwnej sytuacji USA, które teraz udziela wsparcia lotniczego operacjom YPG przeciw IS. Pozostaje zresztą kwestią otwarta jak plan amerykańsko-turecki wpłynie na kontynuację tego wsparcia.

Wyparcie IS z północnej Syrii nie rozwiąże wszystkich problemów, gdyż w koncepcji Turcji, miejsce tego ugrupowania mają zająć siły, które równie mocno nienawidzą USA, Zachodu i demokracji, a chcą tworzyć ustrój szariacki, wymordować wszystkich alawitów, pozbawić Kurdów jakiejkolwiek autonomii, a chrześcijan sprowadzić do roli podludzi. Amerykańskie zaangażowanie w tworzenie „strefy wolnej od IS” kładzie na USA również odpowiedzialność by tak się nie stało, jeśli w wyniku tej operacji islamistyczni rebelianci przejmą Aleppo, lub zaatakują Rożawę. 

 

Witold Repetowicz

Prawnik, analityk ds. międzynarodowych, absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autor wielu artykułów dotyczących Afryki, Bliskiego Wschodu i Azji Centralnej m.in. publikacji „Międzynarodowa jurysdykcja karna – szansą dla Afryki?”. W 2010 roku prowadził wykłady na Universite Panafricaine de la Paix w Uvirze, prowincja Kivu Sud w Demokratycznej Republice Kongo.

 

Komentarze