Siły zbrojne

Systemy rezerw osobowych i ich szkolenie w Siłach Zbrojnych RP – mit, czy rzeczywistość?

Rozpoczynamy dyskusję na temat reformy systemu szkolenia rezerw Sił Zbrojnych. Chcemy zapytać ekspertów i decydentów w jaki sposób budować polską obronę terytorialną i wykorzystać potencjał setek organizacji militarnych, by skutecznie wzmocnić system bezpieczeństwa państwa. Jako pierwszy publikujemy artykuł por. rez. Grzegorza Matyasika i kpr. pchor. rez. Stanisława Drosia z portalu Obronanarodowa.pl. W obliczu wojny na Ukrainie i agresywnej polityki Rosji, budowa systemu obrony terytorialnej może być jednym z wielu elementów przeciwdziałania pogarszającej się koniunkturze geopolitycznej Polski.   

"Ściśle tajne, specjalnego przeznaczenia" – czy należy w ogóle rozmawiać o rezerwach?

Długo zastanawialiśmy się, czy kwestię systemu rezerw Sił Zbrojnych RP wprowadzać do debaty publicznej. Z pomocą w tym względzie przyszedł nam jednak sam Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. Lech Majewski, który rozstrzygnął nasz dylemat. W wywiadzie dla jednego z większych portali internetowych oznajmił bowiem: Mamy gotowe plany operacyjne na wypadek działań zbrojnych na terytorium Polski. Takie plany, zwłaszcza dotyczące obrony, istnieją w każdym państwie, lecz mają najwyższą klauzulę tajności. Niewiele osób je widziało i nikt poważny o nich publicznie nie rozmawia. Stąd mój wniosek, że opinie kwestionujące gotowość wojska i systemu obronnego Polski wysuwają osoby, które nie mają na ten temat wiedzy lub robią to celowo1. Warto podkreślić, że Pan Generał nie jest jedynym decydentem wojskowym, który w kategorycznym tonie wymaga od społeczeństwa wiary w istnienie skutecznego, choć naturalnie skomplikowanego systemu rozwinięcia mobilizacyjnego Sił Zbrojnych Rzeczpospolitej Polskiej /SZ RP/. W podobnym tonie wypowiadali się również inni generałowie rezerwy, tacy jak były rektor Akademii Obrony Narodowej Bogusław Pacek czy też szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Stanisław Koziej2. Szef BBN w Ostrowcu Świętokrzyskim, w trakcie spotkania z przedstawicielami organizacji proobronnych3, mówił wręcz o potrzebie dyskusji na temat zmiany owego "tajemnego planu", która uwzględniłaby pododdziały, składające się z organizacji pozarządowych skupionych wokół Kampanii Społecznej "Odbudujmy Armię Krajową" i innych projektów stowarzyszenia Obrona Narodowa.

Nie wiemy, w jakiej Europie żyją Panowie Generałowie, skoro usiłują nam sugerować, że posiadamy tajemniczy potencjał, utrzymywany wbrew postanowieniom międzynarodowym, takim jak OBWE, w tajności. Czy są to siły militarne tajne dla polskich obywateli, którzy choć łożą na nie znaczne pieniądze, to jednak nic o nich nie wiedzą? Kto jak kto, ale generałowie powinni mieć świadomość, że wojska obrony terytorialnej – w przeciwieństwie do wojsk operacyjnych o charakterze uderzeniowym - nie podlegają ograniczeniom międzynarodowym. Tym rodzajem sił zbrojnych pochwalić się może wiele narodów europejskich. Mają je Estończycy (Kaitseliit tj. Siły Obrony), Łotysze (Zemessardze tj. Gwardia Narodowa) czy Litwini (Krasto Apsuagos Savanoriskos Pajegos – KASP - tj. Narodowe Ochotnicze Siły Obrony). Mają je również inne państwa Europy, chociażby Szwajcaria, czy Szwecja. Posiadanie terytorialnego komponentu sił zbrojnych o obywatelskim charakterze jest dla nich wszystkich powodem do dumy. Chwaląc się nimi publicznie pokazują jednocześnie, że tworzenie bezpieczeństwa militarnego powinno być udziałem wszystkich obywateli, że za zapewnienie bezpieczeństwa odpowiedzialność ponosi cały naród. Dlaczego zatem w Polsce ta sprawa owiana jest swoistą tajemnicą? Czyżby zakładano, że wojska Obrony Terytorialnej w Polsce będą tajne na tyle, że nawet społeczeństwo nie ma prawa o nich widzieć? Więc jak one mają wspomagać wójtów i starostów? Może tylko w czasie wojny? Jedno jest pewne: to złe podejście, które prowadzi donikąd. Supertajny system szkolenia supertajnych rezerw osobowych, których nikt nigdy nie widział i o których nikt nigdy nie słyszał – takie opowieści budzą nie tylko nasze zażenowanie, ale przede wszystkim niepokój o to, co przyniesie przyszłość, kiedy nieprzyjaciel powie w końcu: "sprawdzam".

Nowa Strategia Bezpieczeństwa Narodowego: nic konstruktywnego

Niestety, mimo medialnego szumu wokół idei odbudowy Obrony Terytorialnej (Armii Krajowej) oraz mimo wypowiedzi kilku ważnych decydentów widać już wyraźnie, że panowie od wojsk operacyjnych oraz główni stratedzy RP nie zamierzają w tej kwestii zrobić praktycznie nic. W projekcie nowej "Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP" [2014] nie ma nic konstruktywnego o wojskach obrony terytorialnej, o działaniach nieregularnych, czyli głównym bojowym argumencie tych wojsk podczas wojny. Mimo jednoznacznego wskazania przez Prezydenta RP – Najwyższego Zwierzchnika Sił Zbrojnych RP kierunków działania dla polskiej armii - ograniczenia jej zaangażowania w działania poza granicami kraju i skupieniu się na odbudowie jej zdolności obronnych - w najnowszej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego w dalszym ciągu dominuje zewnętrzna funkcja wojsk operacyjnych, a w wydatkach - zaspokajanie potrzeb tychże wojsk głownie w oparciu o zakupy zewnętrzne, zagraniczne. Można przypuszczać, że wojskom Narodowych Sił Rezerwowych, mającym zostać przekształconymi w quasi-wojewódzkie formacje, oraz młodzieży skupionej w różnych organizacjach proobronnych i stowarzyszeniach "strzeleckich" - której sugerować się będzie, że NSR to właśnie Obrona Terytorialna o którą tak walczyli - przypadnie stary i kosztowny w utrzymaniu sprzęt po wojskach operacyjnych, którego do tej pory Agencja Mienia Wojskowego nie zdążyła sprzedać. Przysłuży się on nowotworzonym formacjom niczym kula u nogi.

Rozmawiajmy o faktach

My, którzy tworzymy środowisko skupione wokół inicjatywy "Obrona Narodowa", kiedy podejmujmy dyskusję nad stanem Sił Zbrojnych RP, nie mamy żadnych celów ukrytych. Naszym jedynym celem pozostaje troska o dobro Ojczyzny. Przyznać trzeba, że większość z nas nie ma dostępu do informacji niejawnych i nie widziała planów operacyjnych przygotowywanych na wypadek działań wojennych. Ale dostrzegamy fakty. A one mówią same za siebie. Na naszej wschodniej granicy wciąż są likwidowane wojska operacyjne, na miejsce których nie powstaje nic w zamian. Jakiekolwiek poważne jednostki, które mogłyby zostać użyte do obrony ludności i terytorium, mieszczą się np. dopiero w Szczecinie. Wielkość polskich wojsk operacyjnych, nawet ewentualnie wzmocnionych przez dodatkową, kilkutysięczną "szpicę" NATO, na tle ewentualnego zagrożenia prezentuje się wyjątkowo mizernie. Korzystając zatem z ogólnodostępnych informacji, wykorzystując własne obserwacje i doświadczenia oraz doświadczenia naszych kolegów – żołnierzy rezerwy – przeanalizowaliśmy system szkolenia rezerw. Z analizy wyciągnęliśmy zaś konkretne wnioski, które przedstawiamy w niniejszym artykule. Postanowiliśmy się skoncentrować przede wszystkim na żołnierzach rezerwy znajdujących się poza Narodowymi Siłami Rezerwowymi /NSR/, aczkolwiek do systemu szkolenia żołnierzy NSR nawiążemy kilkakrotnie, ze względu na to, że gros patologii i budzących wątpliwe uczucia działań w obszarze szkolenia rezerw zachodzi również w tej strukturze.

Dwie strony tego samego zwierciadła

System szkolenia rezerw to odzwierciedlenie stanu obronności państwa. Musimy powiedzieć to wprost: tak jak nigdy nie została przeprowadzona reforma Sił Zbrojnych RP (lub trwa ona od 25 lat, jak stwierdził gen. Anatol Wojtan na spotkaniu z Parlamentarnym Zespołem ds. Wojska Polskiego4), tak nie została nigdy przeprowadzona reforma systemu szkolenia rezerw. Co więcej, w latach 2009 – 2012 poza NSR nie szkolono żadnych rezerwistów, albowiem w 2009 roku ze względu na reorganizację armii ćwiczenia zostały zawieszone. Zmiany związane z łączeniem jednostek i profesjonalizacją armii wymagały od dowódców mnóstwa pracy organizacyjnej i uznaliśmy, że nie jest to najlepszy moment na szkolenie żołnierzy rezerwy – mówił dla "Polski Zbrojnej" płk Marek Orzechowski z Wydziału Sztabu Generalnego P15 . Dopiero w ubiegłym roku Ministerstwo Obrony Narodowej, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przypomniało sobie o potrzebie szkolenia rezerw. W roku 2013 na ćwiczenia powołano 2571 rezerwistów, a w 2014 roku obowiązkowe szkolenie przejdzie ok. 7000 żołnierzy.

Szczegółowe zestawienie dotyczące ilości przeszkolonych żołnierzy rezerwy przedstawia Tabela nr 1.

Analizując jej zawartość, nie sposób nie odnieść wrażenia, że ogłaszane przez MON tegoroczne intensywne szkolenia to kropla w morzu tego, co było realizowane w SZ RP przed 2009 rokiem. Wygląda na to, że po trzyletniej przerwie Sztab Generalny i MON będą chciały wrócić przynajmniej do praktyk z lat 2005 – 2008.

W tym momencie warto zastanowić się, czy liczba powołanych na szkolenia rezerwy w latach 2013 – 2014 oraz planowana do powołania w latach kolejnych jest wystarczająca. Armia czasu "P" jest w stanie rozwinąć się na czas "W" dwu lub nawet trzykrotnie. Gen. Waldemar Skrzypczak wspominał w jednym z wywiadów, że współczynnik rozwinięcia Sił Zbrojnych RP wynosi 2,1 czyli Siły Zbrojne RP czasu "P" rozwiną się do około 250 000 żołnierzy. Te e możliwości implikowane są liczbą jednostek wojskowych/ośrodków szkoleniowych na bazie, których pododdziały rezerwowe będą się rozwijały. Ale zanim to nastąpi uzupełnienie mobilizacyjne będzie musiało zasilić pododdziały zawodowe, z których kilka (jak np. 34 Brygada Kawalerii Pancernej, 20 Bartoszycka Brygada Zmechanizowana, 9 Braniewska Brygada Kawalerii Pancernej czy 2 Brygada Zmechanizowana), jest na tą chwilę ukompletowane zaledwie w dwudziestu kilku procentach6, a 10 tys. żołnierzy NSR rozsianych po całych SZ RP nie zapewni pełnego ich rozwinięcia. Drugi istotny problem związany z ograniczoną liczbą jednostek wojskowych/ośrodków szkoleniowych na bazie których rozwijane są jednostki rezerwowe to ich umiejscowienie. Większość rezerwistów z racji migracji w rejony zurbanizowane/miejskie zmienia swoje miejsca zamieszkania (patrz rysunek 1) co powoduje, iż w rejonach, gdzie nie ma w pobliżu większych jednostek wojskowych (np. rejon aglomeracji śląskiej) jest nadmiar potencjału osobowego z przeszkoleniem wojskowym. Efekt jest taki, iż np. w miejscu zamieszkania jednego z autorów tj. rejon Wrocławia autorzy znają wielu żołnierzy rezerwy, którzy nie mają nadanych przydziałów mobilizacyjnych. Sytuację powyższą ilustrują rysunek 1 i 2 zestawiające powyższe sytuacje socjologiczno – organizacyjne.

 

Jako ciekawostkę warto przytoczyć, że autorom znany jest przynajmniej jeden przypadek oficera rezerwy z GROM, który sam dopytywał się o przydział mobilizacyjny. Niestety, WKU dla jego specjalności nie było w stanie niczego zaproponować. W środowisku znany jest również przypadek generała broni w rezerwie, który publicznie mówi, że nie nadano mu przydziału mobilizacyjnego. Niedawno zaś w jednym z pułków artyleryjskich, w tzw. zielonym garnizonie, gdzie ćwiczenia odbywał jeden ze znajomych autorów artykułu, była spora grupa marynarzy (sic!), którzy pierwszy raz w życiu widzieli zestawy Langusta i inne środki artyleryjskie.

Kolejna kwestia to wykorzystywanie cywilnych i wojskowych umiejętności kandydatów przy nadawaniu przydziałów mobilizacyjnych oraz kwalifikacji rezerwistów. Praktycznie nie są znani autorom żołnierze rezerwy, którzy byliby obsadzani na etaty tożsame z posiadanym wykształceniem i doświadczeniem zawodowym. Co więcej, znane są autorom przypadki, że nadany przydział mobilizacyjny niewiele ma wspólnego z posiadaną specjalnością wojskową i przebytymi kursami w rezerwie. Dla przykładu, żołnierz rezerwy i kwalifikowany ratownik medyczny (również po kursach w Wojskowym Centrum Medycznym w Łodzi organizowanych dla jednej z organizacji pozarządowych) ma nadany przydział kryzysowy w ramach struktur NSR, jako kancelarzysta (sic!). Pytanie, dlaczego administracja wojskowa nie jest w stanie wykorzystać potencjału żołnierzy rezerwy, którzy niejednokrotnie są świetnymi specjalistami w swoim fachu (np. informatycy, specjaliści ochrony, logistycy, inżynierowie, instruktorzy strzelectwa sportowego)? Czy tak wygląda ta tajna specjalność wojska, o której mówi Dowódca Generalny Rodzaju Sił Zbrojnych?

Skutecznie? Efektywnie? A może byle jak..

Następny problem o charakterze zasadniczym, to system szkolenia rezerwistów i jego efektywność. W całym systemie szkolenia rezerw można odnieść wrażenie, że od lat próbowano przykładać szablon żołnierza wojsk operacyjnych do żołnierzy rezerwy i że system szkolenia rezerw budowano właśnie według tego szablonu. Od 1 stycznia 2010 roku szablon ten rozszerzono dodatkowo o zawodowstwo żołnierzy wchodzących w skład wojsk operacyjnych. Warto mieć świadomość, że użyty na określenie żołnierza przymiotnik "zawodowy" implikuje cały szereg konsekwencji. Pomiędzy tą grupą żołnierzy a ludźmi wchodzącymi w skład rezerw osobowych na czas wojny istnieje bowiem diametralna różnica. Szkolenie specjalisty we wszystkich branżach i sektorach gospodarki, jest długotrwałym i złożonym procesem. Tym bardziej cecha ta jest immanentna dla współczesnych wojsk operacyjnych, gdzie obsługa danych środków walki, czy środków technicznych wymaga wielogodzinnego przeszkolenia oraz wielorazowych powtórek, celem utrwalenia umiejętności. Realizacja tego rodzaju szkolenia w przypadku żołnierzy rezerwy, na szkolenie których czasu nigdy nie ma w nadmiarze, jest szczególnie trudna. Za dobry przykład może posłużyć swoista ewolucja czasu trwania zasadniczej służby wojskowej /ZSW/ w SZ RP. Przy każdym skróceniu ZSW, zawodowi żołnierze utyskiwali na problematykę poziomu wyszkolenia żołnierza służby zasadniczej. Aż tu nagle w roku 2009 ktoś wymyślił, że Służba Przygotowawcza do NSR będzie trwała 4 miesiące, w tym 3 miesiące szkolenia podstawowego i jeden miesiąc szkolenia specjalisty (sic!), który w razie potrzeby będzie musiał uzupełnić wolny, specjalistyczny etat.

Obecnie zaś w ramach szkolenia rezerw powoływani są żołnierze rezerwy, którzy nie są w NSR. Co prawda służyli kiedyś przez 1,5 roku, następnie 12, czy 9 miesięcy, ale to było co najmniej 6 lat temu. Dziś powołuje się ich na 10 dni przeszkolenia. Wyjaśnił to w 2013 roku ówczesny rzecznik Sztabu Generalnego płk Tomasz Szulejko, tłumacząc cel takiego szkolenia w następujący sposób: Trzeba dobrać umundurowanie, zapoznać z bronią; w ostatnich latach zmieniło się wyposażenie osobiste i sprzęt, jakim dysponują jednostki – mówił płk Szulejko w wywiadzie dla dziennika "Rzeczpospolita". Wyjaśnił, że niektórzy z powoływanych na ćwiczenia znają starsze typy karabinków niż obecnie używany Beryl, inni służyli w jednostkach zmechanizowanych, które używały bojowych wozów piechoty BWP – 1, a dziś są wyposażone w KTO Rosomak7. Słowa Pana Pułkownika tłumaczą wszystko – w ciągu tych 10 dni niewiele więcej da się zrobić. Ktoś, kto był działonowym operatorem BWP – 1, nie jest w stanie opanować w ciągu 10 dni tej samej funkcji w KTO Rosomak. Podobnie ma się sprawa z kierowcą BWP – 1, którego chciano przekwalifikować na kierowcę Rosomaka. W tym reżymie czasowym można co najwyżej pokazać rezerwiście, jak nowy wóz wygląda i czym się różni od BWP-a. Warto jednocześnie zwrócić uwagę na podejście do szkolenia zarówno samych szkolonych – rezerwistów, jak i szkolących – kadry zawodowej. Ci pierwsi z reguły nie za bardzo rozumieją, w jakim celu znaleźli się na takich szkoleniach. Traktują je raczej jako odskocznię od codziennych trudów, podczas której można co nieco wypić i się "zabawić". Pytanie, jak można zdyscyplinować i zmotywować takiego żołnierza rezerwy? W jednej z jednostek dowódca próbował wyjść z impasu informując rezerwistów, iż w przypadku problemów dyscyplinarnych napisze list do pracodawcy (sic!). Dla tych drugich – żołnierzy zawodowych - pobyt rezerwistów w koszarach to same kłopoty. Od problemów logistycznych rozpoczynając (gdzie to wojsko spać położyć, jak z sal, z chwilą wejścia armii zawodowej, wynieść łóżka i szafki) przez problemy szkoleniowe aż po dyscyplinarne.

Chcielibyśmy w tym miejscu przytoczyć kilka przykładów, obrazujących rzeczywisty obraz obecnie realizowanego systemu szkolenia rezerw:

1. JW XXXX - kadra jednego pododdziałów otrzymała zadanie przygotowania zajęć z taktyki "organizacja i przeprowadzenie zasadzki". Gdy na przygotowane zajęcia dotarli żołnierze rezerwy, okazało się, że nie mają ze sobą etatowej broni, bo w opinii jednej z osób odpowiedzialnych za żołnierzy rezerwy, z wydawaniem broni jest za dużo kłopotów a poza tym zawsze może się zdarzyć jakiś wypadek. Warto więc dmuchać na zimne i żołnierzom "jakiejś rezerwy" broni po prostu nie wydawać. Jakież to proste…

2. Centrum Szkolenia X - po pobraniu przez żołnierzy rezerwy broni i amunicji, pododdział został przetransportowany na strzelnicę piechoty. W tym dniu zaplanowano strzelanie amunicją bojową. Gdy pierwsza zmiana pojawiła się na linii otwarcia ognia, rozpoczęto strzelanie. Po wystrzelaniu przydziałowej ilości amunicji rezerwista pyta, czy będą mogli sprawdzić efekt strzelania. W odpowiedzi usłyszał, że nie ma na to czasu, gdyż zbyt dużo ludzi jeszcze czeka na swoją kolej. Nigdy się zatem nie dowiedział, czy w ogóle trafił w tarczę…

3. Centrum Szkolenia Y - zajęcia taktyczne z rezerwistami. Prowadzący zajęcia wydając środki pozoracji pola walki (wyłącznie amunicję ślepą) uprzedza, że każda próba wystrzelenia pocisku szkoleniowego będzie surowo karana. Po zakończeniu zajęć rezerwiści zostają ustawieni w tyralierę na drodze utwardzonej, po czym pada rozkaz wystrzelania całego zapasu amunicji ślepej. Uzasadnienie ze strony instruktora jest znane wszystkim z szeregów Wojska Polskiego: łatwiej będzie pozbierać łuski i rozliczyć środki pozoracji z zajęć (sic!).

Oprócz powyższych przykładów, można przywołać również fakt, iż szkolenia rezerwistów nie mają wpływu na ogólną ocenę pododdziałów podczas ćwiczeń i certyfikacji. Z czysto administracyjnego punktu widzenia dowódcy pododdziału, rezerwiści to - jak widać - same problemy. Jednocześnie zaś niosą ze sobą duże ryzyko odniesienia spektakularnej porażki, ze względu na ich niski poziom wiedzy i umiejętności, dodatkowo skutecznie stępionych przez czas, dzielący ich od momentu opuszczenia koszar. Podsumowując, skuteczne i efektywne szkolenie dla powołanych rezerwistów, nie przynosi żadnych wymiernych korzyści w sensie szkoleniowym i wizerunkowym dla pododdziału żołnierzy zawodowych. Po co więc szkolić skutecznie i efektywnie? Wystarczy byle jak.

Podchorąży zawsze zdąży czyli antyteza szkolenia przyszłych dowódców

Ostatnim aspektem szkolenia rezerw na potrzeby mobilizacyjnego rozwinięcia Wojska Polskiego, który chcielibyśmy poruszyć w niniejszym artykule, jest szkolenie kadr dowódczych spośród absolwentów/studentów wyższych uczelni. Od momentu zawieszenia poboru praktycznie zlikwidowano szkolenie ochotnicze studentów – podchorążych. A przecież wcześniej funkcjonowało ono jako bardzo proste rozwiązanie – szkolenie ochotnicze w trybie sześciotygodniowym. Takie praktyczne szkolenie poprzedzały zajęcia teoretyczne na uczelniach wyższych. Całość cyklu szkoleniowego była skierowana wyłącznie do ochotników, a jej podsumowanie ukazało bardzo dużą popularność tego rozwiązania. Dopiero od zeszłego roku w trybie pilotażowym uruchomiono szkolenie NSR tylko dla studentów. Co ciekawe, połowa z 200 miejsc dedykowana była dla studentów z Akademii Obrony Narodowej, druga zaś połowa dla studentów z pozostałych uczelni w kraju. Niestety założenia szkolenia – kurs podoficerski NSR – powodowała, że kończący go studenci nie mieli szans uzyskać stopnia podchorążego, jak ich koledzy 6 lat wcześniej. Szkolenie to podzielono na dwa etapy:

Etap pierwszy stanowiła część ogólna, dla wszystkich ochotników. Odbyła się ona w Zegrzu w Centrum Szkolenia Wojsk Łączności i trwała 3 miesiące. Etap ten odbył się w okresie wakacyjnym. W trakcie jego trwania realizowano program podstawowy: musztra, wychowanie fizyczne, przepisy prawne i regulaminy WP, taktyka indywidualna żołnierza na polu walki, budowa, obsługa i zasady prowadzenia ognia z realizacją strzelań nr 1 i nr 2 z kbk AKMS, topografia i terenoznawstwo, podstawowe szkolenie medyczne, OPBMAR, podstawy Łączności i tajnego dowodzenia, rozpoznania, międzynarodowego prawa humanitarnego i konfliktów zbrojnych. 
Etap drugi to część określona mianem "specjalistycznej", która odbyła się w roku bieżącym (2014) w 5 różnych centrach szkoleniowych i trwała 2 miesiące. W programie tego etapu szkolenia znalazł się zakres dowodzenia drużyną w zależności od specjalności i zakończony był praktyką w jednostkach wojskowych, która trwała….7 dni (sic!).

Taki system szkolenia studentów – ochotników to w ocenie autorów opracowania cofnięcie się co najmniej o dekadę. Kontrprzykładem mogą tu być szkolenia tzw. Szkół Podchorążych Rezerwy, które były realizowane w latach 90 – tych. Przeszkolenia te trwały 6 miesięcy i zasadniczo dzieliły się na dwa etapy. Etap pierwszy stanowiło trzymiesięczne szkolenie, na którym realizowano program począwszy od szkolenia podstawowego, poprzez szkolenie w zakresie dowodzenia drużyną do momentu opanowania podstaw dowodzenia plutonem (włączając w to cały program opisany powyżej w charakterystyce nowego programu przeszkolenia studentów). Etap drugi stanowiła praktyka na stanowisku dowódcy plutonu lub dublerów/pomocników dowódcy plutonu w jednostkach wojskowych. Ten etap trwał kolejne 3 miesiące.

Nasuwa się więc pytanie, co się zmieniło przez ostatnie 13 lat? Niestety, na pewno nie taktyka i nie sprzęt, zaś studenci NSR w ramach specjalizacji w Poznaniu dalej np. uczyli się na BWP-ach (na Rosomakach owszem też w zależności od grupy, jej specjalności i po trosze od żołnierskiego szczęścia.

Co dalej z tą rezerwą?

Podsumowując, autorzy właściwie wracają do punktu wyjścia, a więc przywołania tezy, z której wywodzi się geneza działalności Stowarzyszenia ObronaNarodowa.pl– Ruch na Rzecz Obrony Terytorialnej. Siły Zbrojne nowoczesnego państwa powinny się składać z dwóch komponentów:

1. Niewielkiego, ale wysoce specjalistycznego i w pełni profesjonalnego komponentu operacyjnego.

2. Rozbudowanego komponentu terytorialnego, przeznaczonego do prowadzenia działań obronnych o charakterze przestrzennym, działającego zgodnie z zasadą "zawsze gotowi, zawsze na miejscu".

Jednocześnie nie ulega wątpliwości, że ów komponent terytorialny, składać się będzie w dużej części z rezerwistów, którzy chcą by pozwolić im działać i robić znacznie więcej, niż tylko raz na kilka lat sprawdzać rozmiar munduru i poznawać nowy typ karabinka piechoty.

W kwestii komponentu operacyjnego wyraźnie widać, iż utrzymywanie obecnego systemu szkolenia rezerw implikuje marnotrawienie środków finansowych i wysiłku wielu ludzi, a także powoduje zniechęcenie do jakiejkolwiek aktywności szkoleniowej rezerwistów, którzy niejednokrotnie chcieliby brać udział w procesie szkoleniowym i mają ku temu wiele zapału. Trzeba wyraźnie podkreślić, że nie można w okresie szkolenia typowym dla wojsk obrony terytorialnej szkolić rezerw dla wojsk operacyjnych, jak to się usiłuje realizować obecnie. Tu poniekąd znajduje się też odpowiedź, dlaczego Narodowe Siły Rezerwowe są tak nieefektywne i reforma, która zmieni je w pododdziały zwarte (w wojskach operacyjnych), będzie tylko działaniem częściowym. Owszem, to krok w dobrym kierunku, ale nie do końca przyniesie pożądaną ewolucję tej formacji.

W ten sposób nie wchodząc w żadne "tajności", przy pomocy faktów i logiki, można wyprowadzić wniosek, że drogi do uzupełnienia rezerw osobowych w wysoce wyspecjalizowanych wojskach operacyjnych są dwie. Pierwsza z nich to pozyskanie na etaty rezerwy (NSR) byłych żołnierzy zawodowych – tak jak się dzieje to w wielu armiach świata (Regularna Rezerwa /RegularReserve/ w armii brytyjskiej czy Armia Rezerwowa w armii amerykańskiej). Pozostaje jednak otwarte pytanie, w jaki sposób zachęcić byłych żołnierzy zawodowych, aby służyli w "aktywnej rezerwie", kiedy twórcy kolejnych budżetów państwa już dawno zakwalifikowali żołnierzy do tzw., służb mundurowych, gdzie traktuje się ich jak...

Druga droga, to otwarcie niezależnej od NSR Służby Przygotowawczej do armii zawodowej. Taka Służba Przygotowawcza trwałaby minimum 9 miesięcy i w opinii autorów, popartej wieloletnią pracą z młodzieżą przedpoborową, w jej ramach byłaby szansa wyszkolenia specjalisty. Najlepsi dostawaliby się na etaty w jednostkach wojskowych wojsk operacyjnych, natomiast pozostali stawaliby się "aktywną rezerwą" w ramach NSR - skomasowani w zwartych pododdziałach. Taki aspekt ryzyka podejmowania decyzji o rozpoczęciu służby przygotowawczej byłby dodatkowym sitem selekcji, które eliminowałoby nie do końca zdecydowanych, czy służba w wojsku jest tym, co w życiu chcieliby naprawdę robić.

Rezerwy dla Armii Krajowej

Osobną kwestią jest pozyskanie i szkolenie rezerw w ramach komponentu terytorialnego. Podstawowym zagrożeniem dla systemu szkolenia rezerw w komponencie terytorialnym, opisywanym w powyższym artykule, jest próba formatowania go według wzorca wojsk operacyjnych. Komponent terytorialny musi wypracować własny wzorzec szkolenia rezerw. Jego budowę należy rozpocząć od stworzenia "ducha korpusu" nawiązującego do ideałów Armii Krajowej. Rezerwiści wojsk terytorialnych nie potrzebują wielogodzinnych zajęć z musztry, regulaminów, budowy wozów bojowych, choć oczywiście elementy te, choćby w stopniu orientacyjno-informacyjnym mogą być wprowadzane. W pierwszej kolejności są im jednak potrzebne do egzystencji szkolenia taktyczne, typowe dla funkcjonowania wojsk obrony terytorialnej. Najważniejsze czynniki determinujące system szkolenia komponentu terytorialnego to celowość i efektywność szkoleń oraz obywatelskie zaangażowanie.

Trzeba natychmiast doprowadzić do zmiany myślenia odnośnie systemu szkolenia tego typu wojsk! Postulujemy, aby szkoleniowcami w formacjach terytorialnych byli albo żołnierze sił specjalnych (byli lub obecni) albo żołnierze rezerwy, którzy rozumieją specyfikę armii terytorialnej. Są to już jednak nieliczne wyjątki. Niech za przykład koniecznej zmiany sposobu myślenia w zakresie realizacji toku szkolenia wojsk o nieoperacyjnym charakterze posłuży przykład historyczny. Otóż jednym z elementów szkolenia legendarnych "Cichociemnych" było pozbycie się niepotrzebnych nawyków wojskowych (sic!). Ciekawostką jest również fakt, że większość "Cichociemnych" stanowili żołnierze rezerwy. To jedna strona medalu. Druga jest taka, że szkoleni sami powinni być zdeterminowani do służby. Najlepszy materiał stanowią zatem ochotnicy. Doświadczenia ostatnich walk na Ukrainie pokazują, iż podstawą oporu i determinacji do walki zbrojnej stały się formacje ochotnicze – bataliony obrony terytorialnej. W dalszej kolejności można się zastanawiać nad organizacją systemu szkolenia i programem – ile powinien trwać, w jaki sposób przebiegać, na jakie etapy powinien być podzielony, na jakie elementy powinien być położony szczególny nacisk. Przecież te sprawy już kilkanaście lat temu były dyskutowane, opisano je i zweryfikowano. To wszystko jest - wystarczy sięgnąć do jakie niedawnej jeszcze historii, zweryfikować i zastosować. Ale bez udziału wojsk operacyjnych.

W tej kwestii mamy swoje doświadczenia, wypracowane także w ramach systemu szkolenia Obrona Narodowa.pl. Mamy coś, czego nie ma współczesna armia zawodowa w Polsce. Jednak dowódcy operacyjni wciąż chcą nas wtłaczać w jedyne znane sobie wzorce i próbują organizować obronę terytorialną po operacyjnemu. Nie znają przy tym w żadnym stopniu specyfiki wojsk obrony terytorialnej, chcą budować je na wzorzec radzieckich wojsk wewnętrznych lub rezerwowych wojsk operacyjnych. I twierdzą jeszcze przy tym, że to właśnie Obrona Terytorialna. Ale to już temat na osobny artykuł.


por. rez. Grzegorz Matyasik
kpr. pchor. rez. Stanisław Drosio


Przypisy:

Gen. Lech Majewski dla Onetu: Mamy gotowe plany operacyjne na wypadek działań zbrojnych na terytorium Polski,http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/gen-lech-majewski-dla-onetu-mamy-gotowe-plany-operacyjne-na-wypadek-dzialan-zbrojnych/hql9m, 04.10. 2014 r.

2Organizacje społeczne w systemie bezpieczeństwa państwa – relacja ze spotkania z przedstawicielami społecznych organizacji proobronnych w BBN ramach Strategicznego Forum Bezpieczeństwa w dniu 30.09.2014, http://www.bbn.gov.pl/pl/wydarzenia/5932,Organizacje-spoleczne-w-systemie-bezpieczenstwa-panstwa.html?search=9013635, 04.11.2014

3III Ogólnopolskie ćwiczenia organizacji pro obronnych, relacja z portalu wojsko-polskie.pl: http://www.wojsko-polskie.pl/pl/z-zycia-wojska/33977,iii-ogolnopolskie-cwiczenia-organizacji-proobronnych-.html 
Przyszłość komponentu terytorialnego Sił Zbrojnych RP- iTV Sejm transmisja spotkania Parlamentarnego Zespołu ds. Wojska Polskiego, http://www.sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/transmisje_arch.xsp#3AC8A377A46C5B81C1257D12002101C8, 23.07.2014 r.

5 "Zamieszanie ze szkoleniem rezerwistów", http://www.polska-zbrojna.pl/home/articleshow/5724?t=Zamieszanie-ze-szkoleniem-rezerwistow, 11.12.2012

6Dane zostały przedstawione przez ekspertów w programie J. Pospieszalskiego "Warto rozmawiać", 18.09.2014
7P. Maj; "Armia chce zapoznać rezerwistów z bronią",http://www.rp.pl/artykul/995344.html, 30.03.2013 r.

 

Komentarze (28)

  1. ROBERT

    UUUUF dało mi się przebrnąć przez artykuł - no tasiemiec Panom wyszedł :) ale i temat szeroki. A szeroki jak mój wachlarz pytań i wątpliwości: 1) Po pierwsze skąd u Panów ( wojskowych ) te ślepe zapatrzenie w inne kraje i ich rozwiązania!?!? O ile da się przełknąć wycieczki do najbliższych sąsiadów ( ani one rozmiarowo nie przystają do Polski ani w ogóle w niczym ) , to przykład Szwajcarii - no Panowie trochę gimbazą śmierdzi ( czyt. porównanie do Szwajcarii ma taki sam sens jak strzelanie z wiatrówki do księżyca ) 2) Nad Strategią Bezpieczeństwa nie siedziała pani Krysia z gazowni tylko sztab ludzi wykształconych i specjalnie do tego powołanych. I skoro podjęli takie decyzje to znaczy że nie wzięli tego z kosmosu tylko tak podpowiedziała im ich inteligencja wiedza i doświadczenie. 3) Jak sami Panowie Piszą : "Przyznać trzeba, że większość z nas nie ma dostępu do informacji niejawnych i nie widziała planów operacyjnych przygotowywanych na wypadek działań wojennych." - no uprzejmie błagam o wybaczenie Panów że nie wszyscy mają dostęp do informacji niejawnych!!! No na tym cała ta zabawa polega, że do "tajnych" informacji mają dostęp tylko POWAŻNI ludzie!!! idąc dalej akapitem kolejny cytat dotyczący sprzętu: "Przysłuży się on nowotworzonym formacjom niczym kula u nogi". - Jest takie przysłowie ( a przysłowia to mądrość narodu ) Nie miła księdzu ofiara?!, To chodź ciele do obory. Jak Panom szanownym już sprzęt na przeszkodzie stoi to po co Wy się w ogóle za "wojsko" bierzecie. I kolejne przysłowie: złej baletnicy to i rąbek u spódnicy (przeszkadza). Jak Panom stary sprzęt zawadza to ja chętnie wezmę od Panów wszystko i wyśle do walki z pustymi rękoma - przynajmniej nikt mi nie będzie jęczał :) aaaaa przepraszam bo Panowie to by chcieli od razu mieć drony do dyspozycji tak? Czołgi też?! jakie? Abramsika? Merkave? w zestawie z frytkami oczywiście już zamawiam :) 4) Przywołany cytat płk Tomasz Szulejko na temat celu szkolenia rezerw - Wasza Panowie NADINTERPRETACJA jest aż porażająca. No gdzie!? Pytam Gdzie w tym cytacie pułkownik powiedział ze nic nie da się zrobić więcej?! Po za tym nie miejcie Panowie Ludzi za DEBILI - i BWP jeździ(ł) na kołach i ROSOMAK też jeździ na kołach - to nie jest statek kosmiczny - system szkolenia ruszył sie do przodu, teraz widać wystarczy kilka dni żeby przestawić kogoś na inny typ pojazdu czy broni ( bo i zasada strzelania z nieśmiertelnego kałacha czy beryla czy innego karabinu jest taka sama celujesz i strzelasz ). No i ta Wasza Panowie litania przykładów odchyleń od normy, które nie pozostaje mi nazwać inaczej jak Z ARCHIWUM XXXX Y Z. Znowu się lampka z jęczeniem włączyła?! Wszędzie zdarzają się patologie i wykręty i będą się zdarzać! ZAWSZE! WSZĘDZIE! Przykro mi że rozbiłem Wasze idealistyczne marzenia!!! Bo chyba nie chcecie mi Panowie Powiedzieć że jak wy będziecie ( albo bylibyście ) ( uchowaj Boże) u władzy to u Was NIC A NIC ZŁEGO BY SIĘ NIE DZIAŁO!? ISTNA ARKADIA I IDEAŁY WSZĘDZIE!? TAK? 5) Jako czas mnie nagli ostatni punkt. Kiedy Wy wszyscy "generałowie" przestaniecie się oglądać w przeszłość co?! Kiedy spojrzycie w przyszłość?! Albo inaczej. Kiedy spojrzycie w przyszłość nie mając przed oczami przeszłości??? Kiedy dotrze do Was że wojna jaka może nas czekać będzie o niebo inna od II wojny światowej? Kiedy w końcu przestaniecie narzekać na SIŁY ZBROJNE RZECZYPOSPOLITEJ POLSKI??? Skąd ten defetyzm?! Skąd te PSIOCZENIA na WOJSKO POLSKIE!!!? Kolejny Cytat: Najlepszy materiał stanowią zatem ochotnicy. - darmowa rada: ochotnicy mają to do siebie ze jak mają ochotę to przyjdą a jak nie będą mieli ochoty to nie przyjdą. Więc jak Wy chcecie budować System Obrony Państwa na "Ochocie" - to chyba sami już się nie dziwicie, że nie Macie dostępu do informacji niejawnych tak?! Przestańcie Błagam brać się za Armie i inne dziwne twory. Bo to tak jakbym ja był u spowiedzi 10 razy i ładował sie do konfesjonału na mszy, żeby ludzi spowiadać. Wyobraźcie to siebie. To tak jakbym poszedł do księdza i wypalił mu tekst: " E księdzu wypad z konfesjonału! Tera ja spowiadam! ( i teraz gwóźdź programu) Jestem ochotnikiem! " - i co ma ten ksiądz pomyśleć o mnie!? No wariat jakiś. I jeszcze w dodatku chce dostęp do niejawnych informacji - no litości!!!

    1. sas

      Jak słyszę o tajności wokół polskich wojsk trzeciego rzutu, to nieubłaganie przypominają mi się dowcipy o Stirlitzu. Kogo chcemy przechytrzyć? Tylko siebie samych. Jak przyjdzie do finału, to nawet nikt tych tajnych planów na oczy nie zobaczy, nie będzie czasu ich wyjąć z szuflady, przekazać dalej ani komu ich odebrać. Chociaż wątpię żeby cokolwiek sensownego w tym temacie przygotowano. To takby we wsi nie było nigdy OSP, wybucha pożar i mają go gasić jacyś przypadkowi ludzie na krzyż, bo sołtys tak wymyślił i zamknął nawet świetlany plan w swoim sejfie. A najlepiej niech przyniosą jeszcze swoje wiaderka i sikawki.

    2. ozzzzz

      Wielki tajny plan tajnych rezerw wymyślony przez tajny think-tank wysoko wyspecjalizowanych i wykształconych... etc. Tak, pewnie tak to wygląda... A może po prostu wojskowy beton to przerasta. O możliwościach obronnych armii polskiej w obliczu ataku ze wschodu mówić nie będę, bo takowych nie ma...

    3. pp

      Uff, przebrnalem te twoja mowe-trawe Robercie. Prosilbym jednakze o jakies konkrety, inaczej bede sklonny podejrzewac, ze piszesz z BBNu choc zwroty typu 'gimbaza' sugeruja, ze urodziles sie juz po magdalence.

  2. zmęczony

    Tak czytam to artykuł, to komentarze i tak sobie pomyślałem: Trzeba wyrwać i zerwać wszystkie możliwe kable i wyłączyć prąd w tym kraju. Raz, ludzie zaczną żyć w prawdziwym świecie i czegoś tam się nauczą o przeżyciu, organizacji i współdziałaniu, dwa, przestaną bredzić i te brednie wypisywać i zapisywać, trzy, zagrożenie z zewnątrz zmaleje, bo już naprawdę, nie tylko dlatego że nie ma po co do tego kraju przychodzić (no sorki ale jesteśmy coś warci jedynie jako poligon albo cel do strzelań), ale dlatego że ludzie tutaj będą tam wk...denerwowani i zdesperowani żeby przeżyć że tylko kompletny idiota wjeżdżał by do dżungli pełnej wściekłych kanibali. Dla mnie to całe bredzenie o zagrożeniach to możecie sobie wsadzić w ... no właśnie tam. Za robotę się trzeba dla siebie i we własnej Ojczyźnie bo póki co większość pracuje albo tutaj dla jakiegoś wsiura z zagranicy albo już za granicą dla jakiegoś innego wsiura. Czego wy chcecie bronić? Centrów handlowych? Jak chcecie się bronić to nie dyskutujcie tu o jakiejś obronie terytorialnej bo ziemia tego terytorium raczej nie zniknie a to co na tej ziemi to już rzadko polskie jest. Co najwyżej bronić musicie siebie i rodzin. Przed wrogiem zewnętrznym o ile kiedykolwiek się pojawi (stawiam że najprędzej to wypędzeni będą znowu chcieli zagrabić ziemie księstwa głogowskiego) ale i wewnętrznym a tu trudność taka że nie wiadomo tak dokładnie kto dla kogo pracuje i kogo komu za co sprzedaje chociaż co drugi strzał trafiony bo zaszczepiona moda trzydziestosrebrnikowa jest wciąż najpopularniejszym procederem przez ostatnie 25 lat.

    1. Maciek199815

      A co? Rodzina jest mało ważna?

  3. janusz

    Zawsze dziwi mnie u komentatorów DEFENCE brak doprowadzenia do końca pewnego prostego rozumowania: im lepszą i skuteczniejszą armię konwencjonalną, wspartą obroną terytorialną mieć będziemy, tym bardziej narażamy się na atak nuklearny, który zresztą Rosjanie regularnie ćwiczą celując np. w Warszawę. Dlatego śmieszą mnie głosy, że jak już kupimy te śmigłowce, leo w najnowszej wersji, BWP itp., a z każdego strychu i drzewa strzelać będą wyszkolone kobiety i niemowlęta, to nie wejdą. Owszem, jak zechcą to wejdą, jak opadnie nieco pył radioaktywny. Dlatego kończcie takie dyskusje uwagą, że potrzeba nam 2-3 okrętów podwodnych z pociskami manewrującymi lub nawet balistycznymi wyposażonymi a głowice atomowe, jako arsenał odstraszania. Pieniądze na to są, tylko pójdą na wyrzutnie PATRIOT lub inny antyk p-powietrzny, śmigłowiec wielozadaniowy (jakbyśmy sokołów nie mieli) czy śmigłowce bojowe wymagające b. wysokiej kultury wojowania (by nie stać się rzutkami), którą u nas zawsze zastępowało męstwo żołnierza. Tylko strach przed bronią A powstrzyma. Albo i nie..

    1. jastrząb

      Uderzenia nuklearnego nie można wykluczyć, jeżeli "ktoś" taką broń posiada istnieje zawsze prawdopodobieństwo jej użycia z tym jednak małym "ale" jest to broń obosieczna użyta w dużej skali działa obustronnie, agresor po jej użyciu uzyska efekt tylko psychologiczny[zastraszenie] a przecież agresorowi nie o to tak naprawdę idzie, chodzi o uzyskanie wymiernych korzyści a te w takim przypadku mogą się okazać mizerne, musi się też liczyć z odwetem a tu już żarty się kończą. Natomiast kraj przygotowany na odparcie agresji gdzie za każdy kilometr zdobytego terytorium trzeba zapłacić życiem własnych żołnierzy zniechęca do agresji i to już zostało historycznie udowodnione [ z najnowszej historii Hitler zrezygnował z ataku na Szwajcarów nie dlatego że darzył ich miłością, policzył że musi zapłacić bardzo wysoką cenę] nie świadczy to oczywiście że nie masz racji i kilka pocisków dalekiego zasięgu z odpowiednim ładunkiem było by jak najbardziej na miejscu. Natomiast trzeba skończyć z polityką chowania głowy w piasek, opowiadania społeczeństwu bajek o jakichś wirtualnych i bardzo tajemniczych siłach które nas Polaków obronią, skończyć z bajkami że broń jest "be" i bawią się nią tylko bardzo niedobrzy ludzie, Polska odzyskała niepodległość bo miała nie tylko garstkę gotowych zginąć "oszołomów" Polacy byli do walki przygotowani a przygotowały ich organizacje: Harcerstwo, Drużyny Sokoła, Drużyny Strzeleckie et cetera, walczyć trzeba się nauczyć. To Rzymianie ukuli przysłowie" Chcesz pokoju, gotuj się do wojny" wiedzieli co mówią.

  4. Funky Koval

    W latach 2009-2012 ćwiczenia rezerwy były "zawieszone" tylko i wyłącznie ze względów POLITYCZNYCH a nie "ze względu na reorganizację armii". Autorzy zbyt łagodnie oceniają tych szkodników którzy rządzą naszym krajem. Przypominam że psychiatra Klich jak i cała propaganda wmawiała ludziom że teraz to już koniec z poborem i ćwiczeniami rezerwy, bo setki rezerwistów jest w stanie zastąpić jeden zawodowiec niczym Rambo. Nieudacznicy nami rządzą, bez elementarnej wiedzy (oprócz tej nabytej w kinie na filmach z Hollywood).

  5. Maciek199815

    Gdyby tak pozwolono w każdej gminie stwożyć oddział OT wyposarzony w: broń osobistą oraz tanią broń o dużym zasięgu np. nową wersje wyrzutni rakiet Nebelwerfer zamontowaną na pick-up'ach taki Polski Technical?

    1. przemyślenia z okazji 11 listopada

      To pewnego dnia ci co dziś demonstrowali w Warszawie zajechaliby tymi pick-upami na ul. Wiejską... Dlatego żadnej gminie obecne okupacyjne władze Polski na to nie pozwolą. Nie po to uniemożliwiono Polakom samozorganizowanie się np. w związkach zawodowych, realizując plan Goldmana-Sachsa podziału firm w I etapie na mniejsze niż 1000 osób a obecnie na mniejsze niż 300 osób (dlatego np. mamy 20 spółek PKP zamiast jednego PKP i cały z tego wynikły burdel) co praktycznie uniemożliwia masowe protesty pracowników, by teraz zezwalać na jakieś powszechne uzbrojone organizacje strzeleckie czy OT.

    2. stary

      Może słownik ortograficzny pożyczyć? Dwa błędy w jednym zdaniu?

    3. Adam

      Technical, jak sama (raczej szydercza) nazwa wskazuje, jest sposobem na pokrycie żenującego braku sprzętu w grupie (bo o wojsku trudno tu mówić), w której jedynym sprzętem jest czapka i kałach. O ile sprawdza się w Afryce czy bliskim wschodzie, czyli miejscach, gdzie nikt nie umie strzelać a taktyka to terra incognita, o tyle w starciu z regularnym wojskiem, posiadającym dowolnie niski poziom techniczny jest praktycznie bezużyteczny. Nowa wersja nebelwerfera na pick upie? Czy ty człowieku w ogóle sobie zdajesz sprawę, o czym piszesz? Chcesz orać pole z odległości 5 km? Przykład - waga załadowanego WP8z przekracza o 250kg ładowność Hiluxa. A za przeciążonym Hiluxem i tak będą jechać zwykłe ciężarówki z amunicją...

  6. ems

    Według mnie System Obrony Kraju powinien składać się z trzech filarów : 1. armia zawodowa ( Wojsko Polskie ) 2. oddziały terytorialne ( Obrona Narodowa ) 3. praworządni obywatele pod bronią Ten system powinien byc finansowany z budżetu MON na poziomie 3 % PKB. Potrzebna jest do tego zmiana ustawy o broni i amunicji tak by praworządni obywatele mieli lepszy dostęp do broni.

    1. echo

      a jak chcesz wszystkie trzy punkty zrealizować od stanu zero, kto miałby to zrobić i za co?

  7. przemyślenia z okazji 11 listopada

    Dla mnie jest to niesmaczne: 80% budżetu (jeszcze niedawno "tylko" 70%, dla porównania w Rosji 30% - to tłumaczy dlaczego mimo niskiego finansowania Rosja ma tak relatywnie dobrą armię) przeznaczonego na obronność jest przeżerane przez sztabowych spaślaków i teraz tragiczną sytuację obronną Polski chce się załatać "beznakładowo" za pomocą praktycznie darmowych rezerwistów, zamiast popędzić spaślaków i przyjąć rosyjski model: 1/3 na przejadanie, 1/3 na modernizację istniejącego sprzętu, 1/3 na zakupy nowego (Francja, która też słynie z efektywności wydatków, ma chyba podobny model). Model szwajcarski (mundury i uzbrojenie wraz z amunicją w domach, podległość wojskowa skorelowana z podległością służbową, tj. np. dyrektor firmy jest równocześnie w wojsku dowódcą pracowników) jest w Polsce absolutnie nie do wprowadzenia - oznaczałoby to ograniczenie władzy spaślaków a po drugie i najważniejsze - władze Polski nie chcą masowo przeszkolonych w taktyce i użyciu uzbrojenia obywateli wyposażonych w broń i mundury, bo grozi to (co widać po wielkości dzisiejszej manifestacji środowisk narodowych) że pewnego dnia Naród "wyrazi wdzięczność" elitom, które od 1989 w pozorowanej demokracji non-stop trwają u władzy (wszystkie partie "niemagdalenkowe" wspólnie i w porozumieniu zostały wyślizgane z polityki, a rządzą ci z 1989 tylko bardziej łysi i nalani). Polskie władze nie chcą też armii z poboru i rzeczywistego systemu rezerw z innych powodów - nie chcą by armia była związana z Narodem, tylko chcą mieć prywatnych lojalnych pretorian (najwyraźniej to było widać po Wałęsie i Nadwiślańskich Jednostkach MSW ale i po późniejszych koncepcjach "wydzielenia jednostek specjalnych" itp.) co ma zapewnić 100% zawodowstwo i nadmierne (co widać po ilości chętnych na jedno miejsce) uprzywilejowanie żołnierzy na tle sytuacji ekonomicznej reszty społeczeństwa (system znany z bananowych republik III Świata). Zresztą i w lojalność obecnej armii władza nie wierzy, stąd przyjęcie w styczniu ustawy, która zezwala na użycie np. Bundeswehry do rozpędzania demonstracji w Polsce.

    1. stary

      W latach 60-tych ub. wieku mój ojciec otrzymał 'nadział" mundurowy: kurtka letnia, zimowa, czapka uszanka, rogatywka polowa, buty, onuce, pas główny, lniane kalesony, szelki do spadochronu. Było tego tyle, że musiał opróżnić 1/2 szafy ubraniowej, później zdał to badziewie. Ale okazało się, że wyposażenie zdało raptem kilka procent rezerwistów. Reszta zniszczyła je na rybach, grzybach, na roli. Rozdawnictwo wyposażenia nie jest rozsądne, podobnie jak tworzenie rezerw zboża ( znane przypadku przemieszczania fizycznie istniejącego zboża z jednego do drugiego silosu. Lepiej szkolić, pozwolić na posiadanie w domu wyposażenia - ale kupionego za własne pieniądze lub na nieoprocentowany kredyt, niż bawić się w rozdawnictwo.

  8. sszary

    Tak dla formalności bo widzę że wszyscy jak jeden widzą Ot jako jednostki tylko do działań bojowych. Pominę na obecną chwilę że całe zaplecze inżynieryjne, medyczne i logistyczne w Siłach Zbrojnych również istnieje i jest równie ważne ale w tym rozdzielaniu broni pomiędzy różne grupy i organizacje brakuje jeszcze myślenia w kategoriach: ratownictwo i ewakuacja medyczna, bezpieczeństwo ludności cywilnej, zabezpieczenie obiektów, logistyka i zaopatrzenie w tym w wodę i żywność, środki medyczne, odzież i obuwie. Ja rozumiem że pod wpływem różnych zabaw, gier, tych w rzeczywistości i tych w świecie komputera wszystkim wydaje się że to będzie taka organizacja do strzelania. Taka druga armia. Może i dobrze. Niech będzie ale z wszystkimi konsekwencjami. Niech nauczą się budować mosty i przeprawy, schrony, naprawiać samochody, oczyszczać wodę, zdobywać pożywienie dla więcej niż siebie samego, pracować zespołowo, dowodzić (bo nigdy nie wiadomo kiedy będzie trzeba zastąpić dowódcę). Przypominam sobie że z NSR również plan był podobny. Wciągano do sił operatorów koparek, piekarzy, pielęgniarki, nawet kilku dziennikarzy (bo ktoś powinien być korespondentem wojennym i pracować nad morale... właściwą propagandą). Tyle że wyszło jak wyszło.

    1. stary

      Oczywiście, można pisać, nie czytając innych. Wszystkie moje wpisy i na tym, i na innych portalach, wyraźnie wskazują na potrzebę służenia pomocą innym rodakom w potrzebie. Oczywiście, dobrze byłoby, gdyby oddział OT czy OC był w stanie powstrzymać lub opóźnić marsz npla do czasu przybycia regularnych oddziałów. W dużych gminach byłoby to możliwe, jednak trzeba wziąć pod uwagę również małe gminy, bez młodzieży. tam trzeba będzie zagospodarować starców i dzieciarnię.

  9. brzdąc

    restrukturyzacja sztabów wojewódzkich i wku ....to twory tworzące fikcje ..wręcz są niepotrzebne w strukturach armii.....pobór powinien się odbywać konkretnie do określonej jednostki a dana jednostka powinna mieć taką komórkę u siebie ...jak wku ....i powinna współpracować z terenowymi organami administracji ..wtedy nie byli by powoływani do czołgistów marynarze ...

  10. tom

    Jedną z przyczyn tej tragedii opisanej powyżej jest to, że nasi politycy otaczają się, żeby się wyrazić niezbyt obraźliwie, generałami z bardzo małym współczynnikiem inteligencji. Ktoś, kto ma coś w armii do powiedzenia zwykle nie zajdzie zbyt wysoko. Ci co nie mają nic w głowie, lub którym daleko do postaw patriotycznych (liczy się stołek), ważą słowa. Efekt jest taki, że kolejni nie grzeszący nadmiarem szarych komórek generałowie wdrażają swoje kosmicznie szkodliwe pomysły. Pierwsza szkoda to reforma niejakiego Jabłońskiego. Druga - to reforma systemu dowodzenia obecnego szefa BBN. W perspektywie mamy jeszcze przenoszenie jednostek z zachodu na wschód (w wyniku czego te jednostki same się rozwiążą). A po drodze było jeszcze stworzenie w tej postaci NSR, wiele dziwnych zakupów i jeszcze więcej reorganizacji. Ciągle planujemy rozpocząć planowanie rozważań nad... W ten sposób to działa. Albo inaczej: "żyjemy w ciągłej dezorganizacji spowodowanej reorganizacją mającą na celu wprowadzenie racjonalnej organizacji". Tylko czy dożyjemy????

  11. moje przemyslenia

    To ja tak bym to widział. MON nie jest w stanie przeprowadzić żadnej reformy WP. I w związku z tym konieczne jest powołanie inspektora, kogoś od brudnej roboty. Najlepiej starszego oficera (ppłk-gen. bryg), z doświadczeniem w dowodzeniu, który latami rozbijał beton. Wyselekcjonować kilku i niech każdy przedstawi swoje pomysły, sprawdzić kontrwywiadowczo, dać immunitet na medialną nagonkę (patrz: SKrzypczak). Wytypować najlepszego, dać 2 tyg. na zorganizowanie minimalnego sztabu i rozpocząć pacyfikację WP. Metodą sąsiadów z 37-38' roku najpierw prokuraturę i Żw, następnie resztę. Chyba już nie ma innej drogi.

  12. Radek

    Skończyłem SPR w Olsztynie 'Centrum Szkolenia Uzbrojenia i Elektroniki' potem trafiłem na 3 miechy do Pułku Ochrony w Warszawie. Zakończyłem całe szkolenie jako sierżant podchorąży- miałem nadzieję że zostanę podprucznikem. I to był tyle wojska. Armia nie dała mi przydziału. Wydano na mnie trochę kasy, która poszła w błoto bo armia nie chciała mnie więcej widzieć w swoich szeregach. Wiec po co dali mi sierżanta i zorganizowali zabawę w wojsko? Ktoś chyba docenił moje umiejętności i wiedzę.....

  13. ems

    Według mnie System Obrony Kraju powinien składać się z trzech filarów : 1. armia zawodowa ( Wojsko Polskie ) 2. oddziały terytorialne ( Obrona Narodowa ) 3. praworządni obywatele pod bronią Ten system powinien byc finansowany z budżetu MON na poziomie 3 % PKB. Potrzebna jest do tego zmiana ustawy o broni i amunicji tak by praworządni obywatele mieli lepszy dostęp do broni.

  14. podbipieta

    Sa Strzelcy.Znajdzie się też wielu ochotników do Armii Krajowej..Niech no tylko ten MONowski beton pozwoli im dziąłać.Primum,non nocere..Dać im tylko,niewielkie,naprawdę środki,a co najważniejsze to rzeknę po raz wtóry ,nie przeszkadzać.

    1. Marszałek leśny

      W tym wypadku "przede wszystkim nie szkodzić" będzie oznaczało: "za wszelką cenę nie pomagać". Skończy się na tym, że zapaleńcy będą trenować najwyżej na airsofcie. Może czasem nawet będą przesłuchiwani przez psy przed jakimś marszem niepodległości. Tak, żeby im się w d_pach nie poprzewracało od tej hahaha wojaczki. Komuna nie zdechła. Państwo niewolników ma się dobrze.

  15. Kóma

    Z przykrością informuję, że nie doczytałam do końca tego artykułu. Powodem tego są bzdury w nim zawarte. W Polszcze od 25 lat nie było i nie ma systemu mobilizacyjnego, ani sprawnego aparatu do zarządzania rezerwami ludzkimi (rezerwiści, ochotnicy itp.), który byłby w stanie zapewnić zasilanie wojska w tzw. mięso armatnie. Te półgłówki w MON, SG WP i innych instytucjach wojskowych nie zbrukali się żadną pracą w kierunku stworzenia, albo odtworzenia ( z czasów PRL) systemu mobilizacyjnego. Wszyscy na to leją ciepłym moczem, a narodowi funduje się artykuły tego typu lub oddolne pomysły na tworzenie pospolitego ruszenia lub podstaw przyszłościowej partyzantki a la AK !!! Czasami mam wrażenie, że generałowie i inni wojskowi zaangażowani w te sprawy, przypominają średniowiecznych rycerzy, bo mają ... zakute łby. A tak naprawdę to śmierdzi to wszystko celową robotą, wrogą dla Polski !!! PS Oczekuję na ripostę niejakiego męskiego szowinisty płk. Waredy, z widocznym politrukowskim rodowodem.

    1. podbipieta

      Bzdury....hę .Obawiam się że żle to pani zrozumiała.Moze dlatego że pani go nie przeczytała.

  16. stary

    Przygotowanie rezerw osobowych do obrony Ojczyzny nie zaczyna się podczas lepszego czy gorszego szkolenia rezerwisty. Zaczyna się w dzieciństwie, w domu, szkole, wśród kolegów. Pamiętam czasy, gdy nikt nie zastanawiał się, czy za Polskę Gomułki, Cyrankiewicza, Moczara będzie walczył. Dla jednych była to Polska akceptowana, dla innych - forma przejściowa. Ale zawsze Ojczyzna. Dziś byle tchórz dorabia sobie ideologię, że za Polskę Tuska, Kaczyńskiego, Szlechtera, Kulczyka - ginąć nie ma zamiaru. Pamiętam rozmowy w domu rodzinnym przy stole, gdy siedzieliśmy sami lub z licznymi, przewijającymi się przez dom gośćmi. Wspomnienia legionistów, w tym mego Dziadka, Peowiaków, przedwojennych oficerów o wyszkoleniu i służbie, wspomnienia Dąbrowszczaków, reminiscencje walk wrześniowych, partyzantki, regularnych oddziałów I i II Armii Wojska Polskiego. Pamiętam uroczystości związane z wybuchem II wojny św., Dzień Zwycięstwa, cichcem obchodzony Dzień Niepodległości, gdy nasz profesor historii, przedwojenny oficer rezerwy, uczestnik kampanii wrześniowej wysłał delegację na cmentarz, by położyć kwiaty na wspólnej mogile poległych Polaków w I w.św. Pamiętam liczne utwory literackie, filmowe, teatralne o wydźwięku patriotycznym Pamiętam lekcje historii, wychowania obywatelskiego, języka polskiego nasycone miłością do Polski. Pamiętam lekcje przysposobienia obronnego, a wcześniej krótkie instrukcje mego Dziadka o szermierce na bagnety. Co z tego zostało dziś? Gdzie podział się etos oficera? Gdzie honor funkcjonariusza publicznego? Obrona Ojczyzny to nie tylko działania zbrojne. To również dbałość o bezpieczeństwo Polski i Polaków w czasie pokoju: o gospodarkę, liczebność populacji, o wykształcenie Rodaków i ich bezpieczeństwo osobiste i socjalne. Ubi patria, ibi bene. Polska ma być matką - a nie macochą Polaków. W wyniku emigracji zawodowej i ekonomicznej znajdujemy się w sytuacji demograficznej jak po wielkiej wojnie: młodych i walecznych ubyło, pozostali starzy, niezdolni do rozrodu. Zacznijmy od spraw najprostszych: rezerwy na trudne czasy. W okresie przed tzw. reformą ustrojową apteki miały obowiązek posiadać zapas leków na 30 dni, hurtownie - bodajże- na 3 miesiące.Nawet w okresach grypy te zapasy okazywały się niedostateczne. Czy dziś mamy takie rezerwy? Czy w polskich domach są zapasy wody i żywności na np. miesiąc? Dla jakiej liczby ludności mamy schrony czy choćby prowizoryczne miejsca ukrycia? jeżeli są, to jaka jest znajomość ich topografii dla przeciętnego Kowalskiego? Punkty czerpania wody? Drogi ewakuacji są planowane nielogicznie, w sposób kolidujący z ruchami wojsk. Jedno z kilkunastotysięcznych miast, w którym równocześnie przebywa kilka tysięcy kuracjuszy i turystów, a na wypadek "W" planowany jest wielki szpital - ma jedyną krętą drogę ewakuacyjną, niezdolną do przejęcia setek autobusów, których tez nie ma na podorędziu. Miasto to jest w strefie wybitnie zalewowej. Czy przestrzegane są wymogi sztuki budowlanej? Przejdźmy się ulicami np. Torunia i sprawdźmy choćby, czy drzwi obiektów publicznych otwierają się zgodnie z przepisami Prawa budowlanego. Nie potrzeba aktów terrorystycznych, wystarczy fałszywy alarm, by doszło do tragedii, np. w ZUS przy Mickiewicza 33. Straty bezpowrotne Ukraińców wg ich opinii zależały w szczególności od braku przygotowania sanitarnego oddziałów. Mojego pełnoletniego od wielu lat syna dopiero wczoraj zapoznałem się z posługiwaniem się opatrunkiem osobistym ( synową i wnuki też). W aptece nie kupisz opatrunku osobistego: ani małego, ani dużego. Dlaczego? Obrona cywilna ma problemy z uzgodnieniem ilości lekarzy ( i ich przydziałem) od czasu przejęcia rejestracji lekarzy przez Izby Lekarskie i od czasu pracy lekarzy na kontraktach. Jak wygląda sprawa zastępczych miejsc szpitalnych? Czy każda gmina ma plan adekwatny do aktualnej i spodziewanej wskutek migracji - populacji? 20 lat temu tłumaczyłem wójtom, jak proste i logiczne jest planowanie, że pan Jan dostarczy do szkoły słomę, a pani Lonia ugotuje krupnik i zaparzy herbatę dla poszkodowanych w szkole ( remizie) z zapasów, które powinien mieć lokalny sklepikarz. Czy Kowalskim i Nowakom ktoś wyjaśnił, że jeśli zaczną się kłopoty ( czas "W", blackout, poważna epidemia), to mogą grasować bandy rabusiów - dla zysku lub tylko dla utrzymania się przy życiu? To jest motywacja do wspólnej samoobrony, podobnie jak przy ataku obcego przeciwnika. Od wielu miesięcy, jeśli nie lat, propaguję na forach internetowych potrzebę gotowości na wyzwania niebezpieczeństw. Niechże wzorem będzie Szwajcaria czy Izrael.

    1. podbipieta

      Podpisuję się pod tym co Waść napisal.Mimo iż komunizm to była straszna zaraza to jakoś mimo to, i wbrew temu patriotyzm Polaków był prawdziwszy niż nowych obywateli wychowanych w III RP.. Podziękować Michnikom,Kwaśniewskim,Tuskom,TVN om................

  17. MattisonWrc

    Pieknie wypunktowano idiotyzmy - ale jeszcze nie wszystkie niestety.. jestem oficerem rezerwy - mam kontrakt w NSR - i tam jestem sztabowcem, który obserwuje z boku to co sie dzieje i jak marnuje sie potencjał chętnych do działania ludzi - i to ludzi z wiedzą i doświadczeniem większym niż etatowi obecnie oficerowie młodego pokolenia. Chętnie zaangażuję się w rozsądne działania z zakresu OT - bo się na tym znam - a prace dyplomową pisałem z działań nieregularnych. ale czy wierze w rozsądne zmiany .....?

  18. pniok

    Wiekszość życia, przeżyłem w słusznie minionym ustroju. Był to ustrój, w którym brakowało wszystkiego - znane piekło socjalistyczne, wg. ksiedza Tischnera. Jednak na parę rzeczy, istotnych dla funkcjonowania dyktatury proletariatu istniało. Należało do nich wojsko, kolej, przemysł ciężki-wazny dla obronności. Rodziły sie tez dzieci. Dziś, w jakimś kapitalizmie z epoki kamienia łupanego, brakuje na wszystko. Coś tu nie gra.

  19. Mirosław Znamirowski

    "Co więcej, znane są autorom przypadki, że nadany przydział mobilizacyjny niewiele ma wspólnego z posiadaną specjalnością wojskową i przebytymi kursami w rezerwie." Ciekawe. Czyżby do naszego wojska nie dotarła informatyzacja? Bo tylko tym, że nadający przydział mobilizacyjny nie dysponuje dostępem do informatycznej bazy danych i musiałby sprawdzać w papierowych aktach kwalifikacje danego delikwenta (co wydaje się dość kłopotliwe, bo pewnie wymagało by ruszenia d...y zza biurka), da się wytłumaczyć nadawanie przydziałów mobilizacyjnych "na pałę".

  20. Witek

    No cóż wiele z tego jest smutną prawdą. I nie będę tego komentować, gdyż każdy zorientowany wie jak jest. Jednak mocno bym się z autorem spierał o kształt przyszłej OT. Wszystko rozbija się o jej zadania w razie W. Nie wiem dlaczego większość autorów upiera się że OT musi być koniecznie lekką piechotą. Powstaje tutaj pytanie czy owa piechota w razie desantu na tyłach ma od razu iść do lasu czy też od razu dać się wybić? Skąd takie pytanie? Otóż jeśli owe OT ma także służyć do odpierania desantów wroga to pragnę przypomnieć że wojska desantowe ewentualnego przeciwnika posiadają możliwość desantowania: artylerii, BWP, samobieżnych moździerzy a także lekkich czołgów. I to w znacznej ilości. Pytanie brzmi do autorów czy OT powinna mieć możliwości likwidacji takiego desantu czy też nie. Jeśli nie to jedno z podstawowych zadań OT będzie musiało być wykonywane przez WO, które będzie musiało wydzielać kontyngent do działań na tyłach. A to nie jest ani ekonomiczne ani pożądane (można założyć że owe poddziały WO nie będą zgrane z miejscową OT - co jeszcze bardziej skomplikuje sprawę). Pytanie o komponent ciężki OT jest w tej chwili zasadnicze gdyż od tego będzie zależeć wszystko: jej szkolenie, wyposażenie, rozmieszczenie.

  21. filo

    Ja na miejscu Rosjan zacząłbym „wspierać finansowo” wszystkie gminy w Polsce. Jedynej rzeczy jakiej chciałbym w zamian, to dane osobowe tych zuchów w poszczególnych gminach. Po rozpoczęciu agresji pierwszą rzeczą jaką bym zrobił, to pozamykał w obozach rodziny tych zuchów. Drugą było by danie tym zuchom ultimatum – 24 godziny na stawienie się w punktach przyjmowania jeńców, bo jak nie to…rodzin nigdy nie zobaczą… Myślę, że frekwencja byłaby wysoka 90-95%. To prosty sposób na walkę z obroną terytorialną. Co na to spece od Obrony Terytorialnej?

    1. 1500100900

      A co proponujesz w zamian - wywózkę w bydlęcych wagonach na wschód ? Mieszkam 40 km od granicy ze "wschodnią cywilizacją" i jakoś nie uśmiecha mi się być jej częścią. A tak swoją drogą słyszałeś/łaś o czymś takim jak struktury niejawne przygotowywane na czas "W".

    2. zdz

      Widzę że odrobiłeś lekcję historii doktryn SS , Gestapo , KGB i UB . Ale nawet oni nie posunęli się do stosowania opisanych metod na wielką skalę . Zawsze masz do wyboru "wolno-poddańczy model Czeski" . Profil mentalny Rosjan to przebiegłość i okrucieństwo , Polaków to zaciekłość . Niewiele było w czasie II Wś państw o tak rozwiniętej partyzantce . Proponowane prze ze mnie działania mają także charakter medialny i przez to potencjalnie odstraszający . Taka nasza mała bomba atomowa.

  22. zdz

    "Wojnę zaczynają zawodowcy a kończą rezerwiści ". Opisany stan rzeczy wydaje się być PRZERAŻAJĄCY . Co rzuca się w oczy : 1. brak kasy , na wszystko 2. absolutny brak zaangażowania kadry szkolącej (jesli już do tego szkolenia dojdzie ), niechęć do podjęcia wyzwania , nie mówiąc o potencjalnym ryzyku 3. totalny bałagan i w efekcie marnotrawstwo minimalnych w gruncie rzeczy środków Zgadzam się całkowicie z autorami że Obrona Terytorialna jak i struktury rezerwowe Wojsk Operacyjnych powinny opierać się w pierwszym rzucie na ochotnikach . Ich motywacja w szkoleniu powinna dać gwarancję późniejszej skuteczności . Tylko jeszcze by owi ochotnicy nie stracili ochoty w obliczu niekompetencji władz . Niestety pobór masowy jako uzupełnienie drugiego rzutu (większość młodych mężczyzn z ostatnich roczników poborowych w ogóle nie przeszło szkolenia wojskowego) to przypadkowa zbieranina i klasyczne mięso armatnie . Przeżywalność na polu walki zależy od instynktownych wypracowanych zachowań jak i doświadczenia (jak wykazała wojna w Wietnamie) . Co do klasycznej Obrony Terytorialnej (czy Armii Krajowej) : - w każdej gminie powinien być powołany Sztab Obrony Terytorialnej na zasadzie HONOROWEJ dobrowolności (jeśli będzie płatny choć 100 zł na miesiąc to zasiądą tam "kolesie" ) złożony z kumatych ludzi absolutnie z poza struktur politycznych , ale znających miejscowe warunki - każdy taki Sztab powinien powołać Gminny Oddział Obrony Terytorialnej oparty na ochotnikach (można by się oprzeć na strukturach Ochotniczej Strazy Pożarnej) , prowadzący weekendowe szkolenia w oparciu o miejscowe jednostki wojskowe . Szczególny nacisk należy położyć na szkolenie z taktyki działań nieregularnych (partyzanckich ) , użycie materiałów wybuchowych i środków łączności - każdy Sztab powinien opracować TAJNY plan przeciwdziałania na spodziewanych kierunkach , plan ukryć , punktów zbornych i rozśrodkowania oraz ewakuacji - oraz JAWNY dotyczący ludności - powiadamiania , ukryć , rozśrodkowania i organizacji pomocy medycznej - należy rozwinąć Gminne Składnice Uzbrojenia lekkiego , środków przeciwpancernych , materiałów wybuchowych i środków łączności na czas W ze szczególnym uwzględnieniem ich ukrycia - wszystkie te działania należy SZCZEGÓLNIE intensywnie prowadzić we wschodniej części kraju Mimo że działania takie mogą być określane jako stwarzanie psychozy wojennej i militaryzację kraju , to jednak w świetle prawa międzynarodowego i układów nie podlegają limitowaniu (jak przytoczyli autorzy artykułu) . Dla potencjalnego agresora (Rosji) jest to wyraźny przekaz że w kalkulacji ewentualnej akcji zbrojnej należy wziąć pod uwagę znaczne zwykle straty w wyniku wrogich działań partyzanckich , a to może zniechęcać . Jestem przekonany że tego typu przedsięwzięcia , opierające się w znacznej mierze na działaniach ochotniczych , nie muszą pociągać za sobą dużych wydatków . Należy uruchomić tylko dobrą wolę i dać wykazać się ludziom którzy chcą to robić oraz ubrać w w organizacyjne struktury państwowe .

    1. qwerty

      "1. brak kasy , na wszystko " Nie zgadzam się. Pieniądze są (nie jesteśmy już wcale tacy biedni), tylko się je marnotrawi.

    2. Jacek

      Bardzo dobrze napisane. Nic dodać nic ująć. Zawsze twierdziłem, że 2 razy zastanowi się potencjalny agresor przed atakiem gdy ma świadomość, że będą do niego strzelali z każdego strychu, drzewa, stodoły. Dodałbym tylko, że można by było rozważyć wprowadzenie modelu szwajcarskiego - broń w domu.

    3. z prawej flanki

      - "honorowa dobrowolność" skończy się tam ,gdzie zaczną się jeno rozmowy o dietach czy żołdzie ; wystarczy również ,że owych dobrowolnych i "kumatych" gości zabraknie w jednej i drugiej gminie ,albo przejmą to cwaniacy i cała struktura organizacyjna owej "AK" się po prostu sypnie. - "Gminny Oddział OT oparty na strukturach OSP...prowadzący weekendowe szkolenia w oparciu o miejscowe JW" ; a jak do najbliższej jednostki owi ochotnicy będą mieli dalej ,aniżeli do najbliższego monopolu? Ja w tej chwili żartuję ,ale i Pan kpi chyba na całego ,bo niczego nie ujmując naszym ochotniczym strażakom w ich pożytecznej i ciężkiej robocie - to już widzę ich honorowego prezia i jego ekipę jak przejmują kolejną fuchę swech nominalnych podwładnych i czynią z niej kolejną groteskę. - "TAJNY" plan działań poddany utajnieniu na poziomie gminnych urzędników ; zakładam z prawdopodobieństwem graniczącycm z pewnością ,iż ich koledzy po drugiej stronie granicy z któremi utrzymują intensywne kontakty towarzyskie przy najbliższej gorzale wywiedzieliby się szybko jakie to rychtujemy tajne plany na wypadek agresji z ich strony. Bez przymusu. - Kto weźmie odpowiedzialność za ochronę owych "Gminnych Składnic Uzbrojenia lekkiego" w postaci wymienionej przez Komentatora? Nie chcę być bezpotrzebnie złośliwy ,ale lokacja owych obiektów po mazurskich wsiach nasuwa się już sama przez się ; no chyba ,że znajdzie się spora kasa i na budowę takich magazynów i całodobową kosztowną ich ochronę. Gdzie tu zatem miejsce na ową "dobrowolność" i działalność pro publico bono - nawet za te głupie sto złotych na m-c? A za czasochłonne wielotorowe szkolenia (i zwolnienia z pracy) i ćwiczenia tych dobrowolnych ochotników (no ,może samo OSP wystarczy? - tylko trochę obowiązków za dużo :) w zakresie specjalnej taktyki , obsługi broni i łączności ; k t o zapłaci? Podobnie naiwnym jest przekonanie ,że profesjonaliści szkolący tych ludzi też będą poświęcali swój czas w ramach jakiegoś czynu społecznego. Za podobnymi organizacjami - jeżeli mają być funkcjonalne i profesjonalne ; po prostu m u s i iść kasa i to duża kasa. - we wschodniej części kraju nie graniczymy z tym naszym najbardziej prawdopodobnym przeciwnikiem - jak już ,to w grę wchodzi północna granica z okręgiem królewieckim. Wszystkie podobne pomysły zaczynają przypominać prace nad wynalezieniem po raz drugi koła ,bo to pierwsze było zbyt okrągłe. Obecna rządząca ekipa polityczna w uzasadnionej trosce o dobro i samopoczucie naszego młodego obywatela a potencjalnego wyborcę - zlikwidowała pobór powrzechny ; czyli najtańszą i najprostszą bazę mobilizacyjną dla której jeszcze nikt nie wymyślił rozsądnej alternatywy a już na pewno nikt dysponujący środkami finansowymi o podobnej wielkości ,co my. To można było postawić na nogi i uczynić z poborowego wartościową rezerwę mobilizacyjną ; wystarczyło chcieć to widzieć i tego właśnie zabrakło - nie brakło za to krótkowzrocznych antypatriotycznych kampanii i cichego wspierania wieloletniej rozpierduchy w samych SZ przez Pana psychiatrę. Można sobie teraz fantazjować o masowej obronie terytorialnej w sytuacji ,gdy po ulicach polskich miast snują się bez sensu kompletnie tym niezainteresowani małoletni przedstawiciele nowego pokolenia wychowanego na akcjach typu " róbta co chceta" a najlepiej "tu i teraz".

  23. Swiatowid

    Polska powinna miec roczna sluzbe obowiaskowa dla obu plci ! A powinna byc szkolona przez zawodowa armie. Zawodowa armia powinna byc precuzyjna podstawanaszych wojsk, a rezerwa dopelniemiem . Jesli inne panstwa potrafia i ida w tym kierunku to czemu nie polska. Czemu nie brac przykladu z Finow i Szwajcarow i Izraela.

    1. Nex

      Potwierdzam. Nie wiem, czy akurat rok, może wystarczy 6 miesięcy. Każdy w tym kraju, zdrowy i zdolny do noszenia broni (kobieta i mężczyzna) powinien umieć strzelać z broni krótkiej i długiej, rzucać granatem, obsługiwać RKM, wystrzelić z granatnika (RPG-7, RPG-76 Komar), znać podstawy taktyki (patrole, zasadzki, zerwanie kontaktu ogniowego itp.), umieć udzielać pierwszej pomocy itd. Nie wszyscy muszą umieć obsługiwać ppk Spike, prowadzić KTO Rosomak, czy pilotować Mi-24, od tego są wojska operacyjne. Jeśli ktoś nie chce lub nie umie obsługiwać broni, w godzinie "W" zawsze może być sanitariuszem, łącznikiem, ukrywać osoby, zająć się agitacją (kolportować ulotki) prowadzić obserwację ruchu obcych wojsk itd. Każdy może się przydać.

  24. Nex

    Zacząłem czytać i nie skończyłem, nie mogłem. Nic tylko usiąść i zapłakać. A może lepiej zacząć się śmiać. Nie wiem co lepsze. Albo w wojski i MON-ie mamy przerost idiotów albo przerost obcej agentury. Teraz rozumiem dlaczego mamy w wojsku pokaźną grupę kapelanów (trzecie wyjście) - należy się modlić, żarliwie, mocno i na kolanach, aby Bozia miała nas w swojej opiece. Jesteśmy jak dzieci we mgle: głuche, ślepe i bezradne.

  25. qwerty

    Polecam artykuł, w którym można się zapoznać jacy to inteligenci pracują w BBN. "http://obronanarodowa.pl/news/display/332/"

    1. qwertyu

      Podlinkowany artykuł jest raczej słaby, a już na pewno nie zawiera żadnej sensacji co do BBN.