- WIADOMOŚCI
- WYWIADY
Polscy studenci ograli amerykańskich pułkowników. „Broniliśmy honoru Europy”
Walcząc ze stresem, zmęczeniem i jet lagiem, polscy podchorążowie z Akademii Wojsk Lądowych starli się w grach i symulacjach wojennych z doświadczonymi wojskowymi z Sił Zbrojnych Stanów Zjednoczonych. Jak dali sobie radę? Rozmawiamy z mjr. Łukaszem Wójciakiem, kierownikiem Zakładu Obrony Terytorialnej Akademii Wojsk Lądowych.
Autor. AWL
Maciej Szopa: Podchorążowie Akademii Wojsk Lądowych brali udział w prestiżowym turnieju w Stanach Zjednoczonych. Co to były za zawody i jakie jest ich znaczenie?
Mjr Łukasz Wójciak, kierownik Zakładu Obrony Terytorialnej Akademii Wojsk Lądowych: Reprezentacja Akademii Wojsk Lądowych, złożona z dwóch przedstawicieli Koła Naukowego Analiz Wojennych, zakwalifikowała się drugi rok z rzędu do najbardziej prestiżowego turnieju gier wojennych na świecie. To turniej o puchar komendanta Korpusu Piechoty Morskiej Armii Stanów Zjednoczonych. Jego organizatorem oraz głównym prowadzącym jest Timothy Barrick, dyrektor Brute Krulak Center for Innovation and Future Warfare na Uniwersytecie Korpusu Piechoty Morskiej w Quantico.
Czy łatwo zakwalifikować się do takiego turnieju?
Eliminacje są międzynarodowe. W tym roku wzięło w nich udział ponad 100 wojskowych drużyn z całego świata. Oczywiście w największej części byli to reprezentanci Korpusu Piechoty Morskiej USA i przedstawiciele innych rodzajów sił zbrojnych tego państwa. W zdecydowanej większości oficerowie starsi, niejednokrotnie dowódcy samodzielnych pododdziałów rozlokowanych na terenie działania Armii USA. W eliminacjach brały też udział inne reprezentacje europejskie, m.in. z Belgii, Francji, Finlandii czy Niemiec.
Zobacz też

Polacy od dawna biorą w tym udział?
Akademia Wojsk Lądowych ma możliwość wystawiania drużyny już od pewnego czasu i teraz wzięliśmy udział już drugi rok z rzędu. Naszą reprezentację stanowili podchorążowie. Podobnie jak w roku ubiegłym zakwalifikowali się do ścisłego finału. A więc spośród ponad stu drużyn nasi zawodnicy weszli do finałowego grona jedenastu. Poza nimi znalazło się w finale osiem zespołów plus dwie drużyny ekstra, które zakwalifikowały się w osobnych eliminacjach. Poza polskim zespołem wszystkie pozostałe były drużynami amerykańskimi. Można więc powiedzieć, że broniliśmy dobrego imienia całego europejskiego NATO.
Jak wyglądały eliminacje?
Eliminacje trwały około czterech miesięcy, od stycznia do kwietnia. Pamiętajmy, że nasi podchorążowie mają bardzo napięty tok studiów oficerskich. Biorą udział w wielogodzinnych zajęciach, jeżdżą na poligony, praktyki do jednostek wojskowych i centrów szkolenia. Bardzo często mecze rozgrywali zatem wieczorami albo po zajęciach poza terenem. Udział w eliminacjach wymagał więc od nich ogromnego poświęcenia i zaangażowania.
Czy było trudno wejść do finałów?
Podchorążowie dostali się tam w bardzo ciekawych i emocjonujących okolicznościach. Walczyli do samego końca o ostatnie miejsce z zawodnikami z fińskiego Uniwersytetu Obrony, których wyprzedzili dosłownie o włos. Za to już w finałach od pierwszej rundy uplasowali się na drugim miejscu i utrzymali je do samego końca. Uważam, że to spektakularny sukces, tym bardziej że byli jedyną europejską reprezentacją w finale.
Kiedy to było?
Finały odbyły się w Waszyngtonie i jesteśmy świeżo po powrocie. Rozgrywane były od 27 do 30 kwietnia 2024 roku (rozmowa odbyła się na Defence24 Days 7 maja – przyp. red.).
Każda z drużyn była dwuosobowa, ale na czym konkretnie polegała rywalizacja? Chodzi o wargaming, sztukę wojenną, ale jakie to były gry i symulacje?
Turniej był rozgrywany na wielu systemach wargamingowych – zarówno cyfrowych, jak i stołowych. Wykorzystywane były trzy systemy: Company Commander, Joint Tactics Arena oraz Flashpoint Campaigns Professional Edition. Pierwsze cztery rundy w finale każdy zawodnik rozgrywał osobno. Następnie punkty z obu tych gier były zsumowane dla puli zespołowej.
Podchorąży: Ostatnia runda była już grana w zespołach dwuosobowych. Dwóch graczy wspólnie realizowało sytuację operacyjno-taktyczną. Scenariusze były głównie związane z obszarem Indo-Pacyfiku. Rozgrywano m.in. odzyskanie Midway przez Piechotę Morską, desant Chińczyków na Tajwan czy walki w stolicy Tajwanu, Tajpej. Scenariusze były więc głównie skupione wokół zainteresowań piechoty morskiej, ale graliśmy też m.in. siłami zbrojnymi Tajwanu.
Czy był jakiś system finałowy, czy tylko tabela, do której zliczano punkty?
Regulamin turnieju zakładał, że punkty zdobyte podczas każdej z pięciu rund będą decydować o końcowym rankingu. Sprawiało to, że do samego końca nie było pewności ostatecznego miejsca w klasyfikacji.
Zajęliście drugie miejsce, kto był pierwszy?
Pierwsze miejsce zajęli przedstawiciele 2. pułku kawalerii pancernej Armii Stanów Zjednoczonych, a więc także nie byli to gospodarze. Nadmienię, że w ostatniej rozgrywce nasza reprezentacja zwyciężyła grając przeciwko tej drużynie, lecz nie udało się zgromadzić wystarczającej liczby punktów, aby ich wyprzedzić na podium.
Czy w czasie gier był wprowadzony element stresu i zmęczenia, jak to ma miejsce w przypadku niektórych gier sztabowych?
Wynikało to głównie z samych rozgrywek i dużej stawki. Do tego po naszej stronie dochodziła 6-godzinna zmiana czasu i intensywny harmonogram turnieju.
Co ten niewątpliwy sukces znaczy dla Waszej komórki, dla Akademii Wojsk Lądowych i indywidualnie dla tych podchorążych?
Ten sukces legitymizuje działalność Zakładu Obrony Terytorialnej Akademii Wojsk Lądowych. Pokazuje, że sukcesy naszych podchorążych to nie był przypadek. A gry wojenne w Akademii Wojsk Lądowych przestały być już inicjatywaą oddolną, a stały się profesjonalnym narzędziem w procesie kształcenia dowódców. To i inne osiągnięcia w obszarze gier wojennych dowodzą słuszności podjętej decyzji i dają motywację do dalszego rozwoju tego narzędzia i jeszcze szerszego jego wykorzystywania w Siłach Zbrojnych RP.
Podkreślę, że rywalizowaliśmy z zawodowymi oficerami US Marine Corps i US Army – majorami, pułkownikami, ludźmi z ogromnym doświadczeniem. Dla Akademii to bezprecedensowy wynik i ogromne doświadczenie dla podchorążych którzy ramię w ramię rywalizowali z doświadczonymi oficerami. W przyszłym roku jedziemy walczyć o pierwsze miejsce.
A my trzymamy kciuki.



WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!