Siły zbrojne

Amunicyjny "głód" w Europie.

Fot. Jarosław Ciślak/defence24.pl

Nawet najnowocześniejsze uzbrojenie bez amunicji, części zamiennych czy paliwa i smarów jest bezużyteczne. Tak samo jak bez wyszkolonych żołnierzy potrafiących je skutecznie używać. Wielkie zapasy amunicji były gromadzone przez dziesięciolecia zimnej wojny po obu stronach żelaznej kurtyny.

Wojna na Ukrainie - raport specjalny Defence24.pl

Od lat 90-tych ubiegłego roku zapasy gromadzone w Europie, Rosji i USA systematycznie topniały. Spowodowane to było coraz mniejszym prawdopodobieństwem wybuchu dużej wojny w Europie, starzeniem się amunicji, którą trzeba było stopniowo utylizować, wprowadzaniem nowych wzorów uzbrojenia wymagających nowych typów rakiet i nabojów oraz dużymi kosztami jej przechowywania. Ale najważniejszym powodem było chyba drastyczne zmniejszenie stanów liczebnych armii, a przede wszystkim zmniejszenie liczby sprzętu. Przykładowo wycofanie w Polsce wszystkich czołgów rodziny T-54/T-55 spowodowało, iż cały zapas amunicji czołgowej 100 mm stał się zbędny. Od tej chwili można było starać się go sprzedać do państw eksploatujących nadal czołgi tej rodziny lub rozpocząć utylizację. Podobnych przykładów w całej Europie było wiele.

Fot. Jarosław Ciślak/defence24.pl

Aby uzmysłowić sobie skalę wielkości zapasów magazynowych można przytoczyć polskie jawne, archiwalne informacje dotyczące stanu na dzień 31 grudnia 1989 roku czyli już pod koniec istnienia Układu Warszawskiego. W szeregu polskich baz, składnic i magazynów przechowywano amunicję strzelecką, artyleryjską, czołgową, rakiety, miny, materiały wybuchowe i inne tego typy zapasy bojowe. Oczywiście we wszystkich jednostkach wojskowych przechowywano własne takie zapasy, służące do bieżącego użytku szkoleniowego oraz na czas mobilizacji i pierwszych dni ewentualnej wojny.

W ówczesnej największej naszej składnicy uzbrojenia i amunicji przechowywano 24311 ton zapasów. Była to równoważne z pojemnością 2400 wagonów kolejowych o maksymalnej nośności 20 ton. Amunicja była pakowana w drewniane skrzynie lub metalowe pojemniki i dlatego przy załadunku wagonów liczyła się nie tylko masa, ale również objętość ładunku. Drugie co do wielkości zapasy, w innej składnicy uzbrojenia i amunicji, miały masę 11470 ton co wymagało 1220 wagonów kolejowych. Trochę mniejszych składnic było ówcześnie jeszcze dużo więcej. W największej składnicy uzbrojenia lotniczego przechowywane było co prawda tylko 2012 ton uzbrojenia, ale ze względu na duży rozmiar opakowań do ich przewiezienia potrzebne było, aż 975 wagonów. W największej składnicy Marynarki Wojennej było ówcześnie 747 ton zapasów amunicji morskiej (łącznie z torpedami i minami morskimi) co przekładało się na 124 wagony, a w największej składnicy materiałów wybuchowych było 8805 ton, które można było przewieźć w 512 wagonach kolejowych. Łącznie można szacować, iż w składnicach (poza magazynami jednostek wojskowych) pod koniec 1989 roku było przechowywanych ponad 125 tys. ton amunicji strzeleckiej i artyleryjskiej, min, bomb, rakiet, torped.

Fot. Jarosław Ciślak/defence24.pl

Amunicja ta w Polsce jak i rozpadającym się ZSRR była całkowicie znormalizowana i przeznaczona tylko do użycia w sprzęcie wojskowym radzieckiego pochodzenia. Pozostałe kraje Układu Warszawskiego gdy opracowywały własne wzory uzbrojenia też musiały stosować tą znormalizowaną amunicję. Po rozpadzie ZSRR tamtejsze zapasy amunicji trafiły do Rosji, Białorusi, na Ukrainę i do innych nowo powstałych państw. Trudno ocenić jakiej wielkości były te zapasy, ale na pewno kilkadziesiąt razy większe niż polskie.

Europejskie kraje posiadające amunicję do poradzieckich wzorów uzbrojenia powoli odchodziły od niej wraz z wdrażaniem zachodnich standardów. Proces ten jednak był powolny i trwa do dzisiaj. Nowi członkowie NATO nadal wykorzystują dużo starego uzbrojenia i amunicji. Natomiast wraz z zakupami nowych wzorów następuje zakup nowej amunicji do nich. Wydaje się jednak, iż zakupy nowej amunicji nie są czynione w tak wielkich liczbach jak za czasów zimnej wojny. Przykładem tego jest Polska, lecz trudno o precyzyjne i wiarygodne dane na ten temat. Zakupy nowej amunicji są w Polsce dokonywane systematycznie, ale nie wiadomo na jak długo wystarczyłyby one w przypadku wojny. Oczywiście nasza armia zakupuje również nowa amunicję do starych, ale nadal posiadanych egzemplarzy uzbrojenia pamietających czasy Układu Warszawskiego.

Czytaj też

Wieloletni europejski proces redukcji starej amunicji i zakupów nowej został gwałtownie przerwany przez kolejną agresję Rosji na Ukrainę w lutym tego roku. Zdecydowana większość ukraińskiej broni zasilana była jeszcze starym „wschodnim" standardem. Heroiczna obrona Ukrainy spowodowała masowe zużywanie zapasów amunicji. Trudno ocenić jak wielkie one były w lutym, ale na pewno wielkie jest jej zużycie od lutego. Ukraina zwróciła się wtedy do państw sojuszniczych o pomoc. W pierwszych tygodniach właśnie amunicja stała się podstawową formą militarnej pomocy udzielanej Ukrainie m. in. przez Polskę. Proces ten kontynuowany jest obecnie, ale na pewno z coraz większymi trudnościami. Posiadane zapasy przez poszczególne państwa nie mogą być zredukowane poniżej pewnych wymaganych dla własnego bezpieczeństwa poziomów. Również masowe uruchomienie produkcji amunicji „wschodniego" standardu wymaga czasu. Polska grupa PGZ S. A. podpisała z Ukrainą stosowną, ale wieloletnią umowy. Tymczasem setki ton amunicji są potrzebne Ukrainie już teraz.

Już w ostatnich latach Ukraina planowała stopniowe przechodzenie na „zachodnie" typy uzbrojenia. Realizacja tych planów szła bardzo powoli, głównie ze względów na kłopoty finansowe. Wszystko zmieniło się w lutym. Poszczególne państwa NATO zaczęły przekazywać na Ukrainę również to „zachodnie" uzbrojenie. Razem z nim zaczęto przekazywać oczywiście odpowiednią amunicję. Mnogość typów uzbrojenia już teraz stanowi dla ukraińskiej logistyki nie lada wyzwanie. Przykładowo większość ukraińskiej starej artylerii wymaga amunicji kalibrów 152 mm i 122 mm. Natomiast przekazywane przez Polskę, USA i inne państwa haubice są kalibru 155 mm. Dostarczana razem z nimi amunicja musi trafiać do jednostek wyposażonych właśnie w nie.

Fot. Jarosław Ciślak/defence24.pl

Nie wiadomo ile NATO-wskiej amunicji zostało już dostarczonych na Ukrainę, ale przyglądając się intensywności wykorzystywania uzbrojenia można założyć, że za mało. Wynika to nie z przyczyn ekonomicznych, ale głównie ze stanów magazynowych. Wspomniany wieloletni proces ich zmniejszania dotknął również „starych" członków NATO. Teraz mają oni problem ze wsparciem amunicyjnym Ukrainy przy równoczesnym utrzymaniu własnych zapasów. Nowe zamówienia w fabrykach amunicji będzie skutkować dostawami dopiero za jakiś czas. Państwa NATO poszukują również dostawców spoza paktu. Pierwsze informacje docierają z Korei Południowej, która nie chce otwarcie wspierać Ukrainy dostawami, ale chce to robić pośrednio dostarczając np. amunicję do państw, które swoją przekażą tam.

Powyższe rozważania nie mogą zostać podparte konkretnymi liczbami ponieważ poszczególne państwa raczej chronią informacje dotyczące swoich zapasów. O ile stosunkowo łatwo ustalić liczbę czołgów czy samolotów w armiach państw demokratycznych, to dużo trudniej przychodzi szacunek dotyczący amunicji. Nawet gdy można dowiedzieć się o wielkości poszczególnych zakupów to państwa raczej nie podają liczby wystrzelanej amunicji w celach szkoleniowych czy podlegających utylizacji. Również szacunki na ile dni wystarczy danej armii amunicji są złudne ponieważ opierają się one o teoretycznie zakładane dzienne jej zużycie w czasie wojny. Przykład bardzo intensywnych, w niektórych okresach, działań wojennych na Ukrainie może skorygować te wyliczenia.

Wojna na Ukrainie powoduje, iż NATO, w tym i oczywiście Polska, musi wyciągnąć odpowiednie wnioski. W krajach posiadających fabryki amunicji musi zostać zachowany odpowiedni poziom produkcji pokojowej oraz poczynione przygotowania na przejście na produkcję wojenną. Zapasy przechowywane przez państwa członkowskie powinny być systematycznie odnawiane. A Polska przede wszystkim kupując nowe typy uzbrojenia od razu musi kupować wystarczającą liczbę amunicji. Najlepiej gdy od razu jej produkcja byłaby uruchamiana w kraju. Dotyczy to nie tylko amunicji strzeleckiej i artyleryjskiej, ale również rakiet różnych klas. Warto wyciągnąć pozytywne wnioski z posiadania przez nas zdolności opracowania i produkcji rakiet przeciwlotniczych Piorun i przenieść je również na inne typy rakiet, szczególnie przeciwpancernych pocisków kierowanych.

Komentarze (4)

  1. Pirat

    Czas na zwiększenie produkcji.

  2. JanekPL

    Dużo energii poszlo w artykuł ale w sumie nie wiele mówi. Jest ale nie wiadomo ile. Suma sumarum fakt jest taki że najważniejszy w przyszłości typ amunicji (ppk) wytwarzany jest dla nas w Anglii zamiast w Polsce.

    1. Prezes Polski

      Nie łudź się, że ktokolwiek na świecie, przekaże tak po prostu technologię rozwijaną latami, która kosztowała niewyobrażalnie pieniądze. Brimstone to poziom pocisków manewrujących, tyle, że oczywiście do innych zadań. Gdybyśmy mieli coś na wymianę, to jeszcze można byłoby się dogadać. A tak to zostaje nam rola w najlepszych razie montowni. Sami to możemy i powinniśmy produkować 155mm i rakiety do himarsów . Marzenie na teraz , ale inni użytkownicy mieli swoje rakiety, nie byli uzależnieni od USA. I to powinna być produkcja seryjna z dużym zapasem mocy na wypadek wojny, rozproszona a nie w jednej fabryce. To wymaga wielkich inwestycji a potem utrzymania linii nawet w czasie pokoju. Nie wiem czy któremukolwiek z naszych władców starczy na to wyobraźni.

    2. easyrider

      @Prezes Polski Technologię zdobywa się w różny sposób. Japonii, Korei Południowej czy Turcji nikt niczego nie dał za darmo. Sami to wydarli. Jedyne wnioski jakie powinny płynąć z obecnej sytuacji, to konieczność własnej produkcji broni i amunicji. To czego nie da się na początku samemu, trzeba robić na licencji a potem samemu. Jeżeli państwo trzy razy mniejsze niż Polska jest w stanie zbudować nawet nowoczesny samolot bojowy czy okręt podwodny, to znaczy, że jest możliwe i Polska również może to osiągnąć.

    3. Prezes Polski

      easyrider, powoływanie się na ww. kraje obarczone jest poważnym błędem. O Japonii nie mówmy, bo ona bierze udział w wyścigu technologicznym od lat 50tych. Korea od 70tych, Turcja zainwestowała kupę kasy i czasu. I to jest słowo klucz - zainwestowała. Zacząć należy od licencji, wszyscy tak robią. Obecne Leonardo, wcześniej znane jako Augusta przez dekady tłukło licencyjne śmigłowce Bella. Tyle, że u nas nie widać nawet żadnego planu tych inwestycji, Korea przez 4 dekady realizowała plany rozwojowe z żelazną konsekwencją. Nie wierzę, że nasz kraj jest w stanie wydźwignąć się z politykierstwa i stworzyć plan rozwoju przemysłu zbrojeniowego ja najbliższe 30 lat. Nie u nas.

  3. Był czas_3 dekady

    Ciekawe czy ppk MOSKIT wejdzie do uzbrojenia naszej armii. O wersji z większym zasięgiem (8-10km) już nie wspominam by nie drażnić decydentów.

    1. Valdore

      Najpierw musza go dokończyc a rok temu ciagle była to latajaca makieta i od tamtej pory cisza zapadła. Może na MSPO 2022 cos pokażą. Były tez planowane wersje ER i SR ale jedynie o Moskit SR coś wiadomo( pocisk odsyłajacy Pirata na złomowisko).

    2. Sigrid

      Pirat dla WOT a Moskit dla operacyjnych. Brimstone na pojazdy i śmiglaki.

    3. Sigrid

      Kasa, Misu, kasa. Jak będzie kasa na dokończenie to Moskit wejdzie. Jak do tej pory MON nie wysupłał nawet złamanej złotówki.

  4. easyrider

    Wychowane w utopijnym duchu bezstresowości społeczeństwa Zachodu, którym taki Fukuyama wieszczył koniec historii, po prostu nie wierzyły w to, że ludzkość, jako cywilizacja, od zarania dziejów toczy ze sobą wojny a okres pokoju, to stan przejściowy między wojnami. Stąd wiara, że wszystko da się załatwić stanowczymi protestami, zmienianiem avatarów na FB, mazaniem kredkami po asfalcie, medialną nagonką itp. Dopiero kilka miesięcy temu, o czym tu było pisane, francuski generał w wystąpieniu w ich parlamencie, jasno stwierdził, że Francja musi być gotowa nie na ograniczone operacje specjalne, tylko na pełnoskalowy konflikt zbrojny. Takiego konfliktu nie zapowiadali natomiast wszyscy dworscy eksperci-analitycy, bo też przesiąknęli tą atmosferą utopijnej beztroski.

    1. SAS

      O ataku Rosji na Ukrainę wiedziano w PL co najmniej od chwili, kiedy ogłoszono zakup Abramsów. Każdy sobie może wyszukać daty.

    2. Koncerz

      Ja myślę, że wiedza była znacznie wcześniej. Zastanawiałem się nad sensem ograniczonej modernizacji naszych t72. Okazało się, że do tych zmodernizowanych czołgów Ukraińcy dokładają swój pancerz reaktywny i mają całkiem fajny czołg. A decyzja chyba była podjęta już w 2018 roku

    3. Sigrid

      SAS, a wiesz skąd przyszła ta informacja? Zza wielkiej wody. A skąd oni wiedzieli? A stąd, ze to ich spec operacja :-)