Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Amerykańska fregata jednak z zagranicy? Trzy kierunki

Turecka fregata
Fregata Istambul
Autor. Karaahmet (CC BY 4.0)

Administracja prezydenta Donalda Trumpa sygnalizuje potrzebę wyboru zagranicznej fregaty wielozadaniowej w celu wzmocnienia US Navy. Rozważane są projekty z trzech „zaprzyjaźnionych” państw.

Do tej pory Stany Zjednoczone rozważały zamawianie okrętów zaopatrzeniowych i niszczycieli w stoczniach japońskich lub południowokoreańskich. Fregata jest więc tutaj propozycją nową, chociaż także wpisuje się w definicję „Surface combatant”, nawodnej jednostki bojowej.

Reklama

Biały Dom proponuje w przypadku fregat model „finlandzki”, czyli bazujący na ubiegłorocznym zakupie lodołamaczy dla US Coast Guard w stoczniach fińskich. Model ten polega na zakupie pierwszego lub pierwszych dwóch okrętów bezpośrednio w stoczni zagranicznego kontrahenta. W czasie ich budowy miały równolegle następować transfer technologii i know-how do firm amerykańskich i pozostałe jednostki miałyby być budowane na licencji, zgodnie z amerykańską polityką budowania okrętów we własnym kraju. Model taki jest praktyczny, a jednocześnie może umożliwić przeforsowanie nowego programu przez amerykański Kongres, tradycyjnie niechętny budowie okrętów dla floty wojennej w stoczniach zagranicznych.

Nowa propozycja różni się od programu fregat Constellation – FFG(X) –  które także bazowały na zagranicznym projekcie fregaty, a dokładnie na francusko-włoskim FREMM. Tamten program polegał bowiem na dostosowaniu europejskiego projektu do amerykańskich potrzeb, w tym jego amerykanizacji, a dopiero potem miała nastąpić budowa, od początku prowadzona w Stanach Zjednoczonych. W efekcie projekt fregaty Constellation tak „wyewoluował”, że miał tylko 15 proc. wspólnoty części z fregatą FREMM, a co gorsza opóźnił się i okazał znacznie droższy w porównaniu z założeniami. To ostatecznie go pogrzebało. Z kolei aktualny program fregaty FF(X) opiera się na projekcie dużego kutra amerykańskiej straży wybrzeża i w związku z tym jest m.in. niedozbrojony (brak m.in. pionowych wyrzutni uniwersalnych), co stawia pod znakiem zapytania jego przydatność.

Fregata typu Mogami proponowana przez Japonię dla wymiany starzejących się fregat australijskich typu Anzac
Fregata typu Mogami proponowana przez Japonię dla wymiany starzejących się fregat australijskich typu Anzac
Autor. Wikipedia

Tymczasem plan budowy pierwszych okrętów u kontrahenta w ramach „modelu finlandzkiego” sugeruje silne oparcie się na zagranicznym projekcie. A zatem prawdziwe wzięcie projektu „z półki”. To z wielu względów korzystne, ponieważ nie wiąże się ze stratą czasu na prace projektowe (ewentualne mniejsze zmiany już w czasie budowy pierwszych jednostek za granicą) ani z wielkimi wzrostami kosztów.

Reklama

Trzech kandydatów

Jest to celowe z uwagi chociażby na to, że rozważane typy fregat to dzisiaj najlepsze światowe konstrukcje. Amerykanie zgodnie z propozycją prezydencką mieliby wybrać między japońskim typem Mogami, południowokoreańskim Chungnam i – tu pewna nowość, wynikająca z rozmów z Turków z Trumpem w czasie niedawnego szczytu NATO w Ankarze – tureckim typem Istambuł. Wszystkie jednostki są uważane za bardzo nowoczesne i dopiero trwa ich budowa dla marynarek macierzystych krajów. Mogami jest budowany w dużej liczbie dla japońskiej marynarki wojennej (12 sztuk) i znalazł pierwszego klienta eksportowego w Australii (11 sztuk, w tym 3 pierwsze wybudowane w Japonii, a zatem także model „finlandzki”). Fregata koreańska otrzymała krajowe zamówienie na łącznie sześć sztuk. Z kolei turecka fregata (6 lub 8 planowanych dla marynarki wojennej Turcji), choć mniejsza od konkurentów (stworzono ją z myślą o teatrze śródziemnomorskim) została zamówiona przez Indonezję (dwie).  

W dobie wzmacniania amerykańskiej marynarki wojennej przed spodziewaną konfrontacją z Chinami zakup pełnowartościowych fregat wydaje się dzisiaj co najmniej celowy. Okręty te, pod warunkiem że będą uzbrojonymi, wielozadaniowymi jednostkami, mogą odciążyć z wielu zadań znacznie większe niszczyciele typu Arleigh Burke. Dzięki temu będą mogły skupić się na trudniejszych zadaniach, takich jak prowadzenie walki ze zgrupowaniami okrętów nieprzyjaciela, ochrona własnych baz czy zespołów floty. Tymczasem fregaty mogą eskortować konwoje, być wysyłane w mniej krytyczne miejsca jako osłona, a występując w większej liczbie skutecznie wspierać niszczyciele w czasie bitwy morskiej.

Brak fregat to dzisiaj w US Navy prawdziwa pięta Achillesa. Ostatnie jednostki tej klasy, starego typu Oliver Hazard Perry, wyszły ze służby w 2015 roku. Miały je zastąpić okręty zupełnie nowej klasy – LCS, Littorial Combat Ships. Amerykańskie stocznie wyprodukowały ich kilkadziesiąt, jednak z wielu względów okazały się one pomysłem nietrafionym. A już na pewno niezdolnym do zastąpienia pełnowartościowych fregat.

Zastanawiające jest rozważanie przez Amerykanów dzisiaj jedynie projektów fregat z państw dalekowschodnich i Turcji, bez, dojrzałych przecież, konstrukcji zachodnioeuropejskich. Wydaje się, że w grę wchodzą tu kwestie polityczne.

Reklama

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować