Przemysł Zbrojeniowy

Czechy zmieniają wymagania na śmigłowce. Oczekiwania były „science-fiction" [KOMENTARZ]

Fot. Czech Army
Fot. Czech Army

Nie możemy oczekiwać science-fiction, którego po prostu nie ma na rynku – powiedziała nowa minister obrony Czech Karla Šlechtová w kontekście przetargu na uzbrojone śmigłowce wielozadaniowe, którego finalistami był Bell UH-1Y Venom i Leonardo Helicopters AW139M. Ten kosztowny program został oceniony przez nowy rząd jako niezasadny i de facto, rozpocznie się od nowa. Sytuacja przypomina nieco polski przetarg na Caracale, jednak są również istotne różnice. 

Mam pewne wątpliwości, czy potrzebujemy wszystkiego, co mamy tam określone. […] Nie zamierzamy wchodzić w żadne science fiction, nie zamierzam wchodzić w fantastyczne śmigłowce, których nie ma na rynku. […] A żołnierze myśleli że śmigłowce są już kupione – stwierdziła pani minister Karla Šlechtová w programie TV Prima. W ten sposób odniosła się do wymagań, jakie zostały sformułowane dla przetargu na uzbrojone śmigłowce wielozadaniowe dla czeskiej armii.

W ostatnich miesiącach ubiegłego roku postępowanie to było w ostatniej fazie, do której zakwalifikowano dwie oferty spełniające wymagania, ale znacznie przekraczające planowane fundusze na ten cel. Budżet programu zakupu 12 maszyn wynosił 6 mld koron (ok. 1 mld zł) podczas gdy tańsza z dwóch finalnych ofert, już po znacznej obniżce negocjacji opiewała na ponad 9 mld koron. Była to propozycja koncernu Leonardo Helicopters dotycząca maszyny AW139M. Potwierdzona przez Departament Stanu oferta 12 śmigłowców UH-1Y Venom produkowanych przez Bell Helicopter w ramach programu Foreign Military Sales oszacowana została na maksymalnie 575 mln USD, czyli ponad 12,6 mld koron czeskich.

Warto przy tym zaznaczyć, że Czechy nie chciały w tym postępowaniu pozyskać zwykłych śmigłowców wielozadaniowych, ale maszyny zdolne przetransportować 4-6 osobowy oddział i realizować misje wsparcia wojsk lądowych kierowanym i niekierowanym uzbrojeniem, w tym pociskami przeciwpancernymi. De facto, maszyny te miały z jednej strony zastąpić maszyny transportowe/wielozadaniowe a z drugiej częściowo wypełniać rolę realizowaną obecnie przez maszyny Mi-35. Przynajmniej do czasu zastąpienia ich nowym typem śmigłowców uderzeniowych w ramach odrębnego postępowania które jest planowane na połowę przyszłej dekady.

Sytuację znajdującego się w finalnej fazie negocjacji przetargu zmieniła diametralnie, jak to się zdarza w wielu krajach, zmiana rządu. Na początku grudnia prezydent Milosz Zeman przyjął dymisję dotychczasowego rządu socjaldemokratycznego premiera Bohuslava Sobotki i powołał mniejszościowy rząd miliardera Andreja Babiša. Na czele ministerstwa obrony miejsce  Martina Stropnický’ego zajęła Karla Šlechtová. Podważa ona co najmniej cześć kosztownych zakupów zbrojeniowych poprzednika, ogłaszanych jako sukcesy. Były wśród nich kontrakty na broń, wyposażenie, w tym kamizelki kuloodporne, pojazdy ciężarowe.

Jeśli chodzi o zakup śmigłowców, to zakładano od początku, że nowy rząd wybierze ostatecznie jedną z dwóch zakwalifikowanych ofert: włoską lub brytyjską. Minister Stropnický jeszcze w listopadzie zapewniał, że fundusze na ten cel, pomimo 50-100 proc. wyższych kosztów programu, zostały zabezpieczone w budżecie. Jego następczyni zdecydowanie sugeruje, że cena, podobnie jak wymagania, zdecydowanie przewyższają nie tylko możliwości ale i potrzeby Republiki Czeskiej. Minister Karla Šlechtová oświadczyła, że – chcę otrzymać od żołnierzy „realne wymagania dla śmigłowca”. […] Nie możemy oczekiwać science fiction, którego po prostu nie ma na rynku. Dlatego szef sztabu został zobowiązany, aby do końca stycznia przedefiniować i określić ostateczną specyfikację dla śmigłowców wielozadaniowych.

De facto oznacza to rozpoczęcie całej procedury od nowa, choć prawdopodobnie w trybie nieco szybszym niż w pierwszym postępowaniu, gdyż co najmniej cześć parametrów nie ulegnie zmianie. Najprawdopodobniej znacznemu ograniczeniu ulegną wymagania dotyczące uzbrojenia, zwłaszcza pocisków kierowanych. W takiej konfiguracji maszyny będą w mniejszym stopniu zastępować Mi-24, a w większym zakresie przyjmą rolę lekkich maszyn transportowo-wielozadaniowych, których czeska armia nie posiada.

Nowe śmigłowce uzupełnią dostosowane do standardów NATO i wyposażone w nowoczesne systemy za amerykańskie pieniądze znacznie cięższe maszyny Mi-171Sz. Są to śmigłowce w wersji wyposażonej w rampę, doposażone w dwa karabiny M134D-H Minigun i reflektory „szperacze”. Pięć z ośmiu czeskich maszyn otrzymało głowice optoelektroniczne Star Safire III oraz radary dopplerowskie TWR 850. Awionika Rockwell Collins obejmuje zintegrowane systemy nawigacyjne i zarządzające lotem, autopilota oraz trzy niezależne systemy pozycjonowania. Kabina wyposażona jest w cztery wielofunkcyjne wyświetlacze, przy których można również używać gogli noktowizyjnych. Integracją całości zajmowała się czeska firma LOM Praha.

Jak widać, sytuacja w czeskim przetargu w pewnym zakresie przypomina sytuację polskiego kontraktu na Caracale, którego finalizacja zbiegła się z wyborami i zmianą rządu w Polsce. Zarówno w Czechach jak i w Polsce ciągnące się wiele lat postępowanie swój kluczowy moment miało w okresie skomplikowanym politycznie. Istotna różnica jest jednak zdecydowanie głębsza  naszych południowych sąsiadów świadomość ekonomicznych i politycznych zależności, która spowodowała przesunięcie decyzji w czasie. De facto, spowodowała przekazanie jej nowemu rządowi i nowemu ministrowi obrony.

W historii czeskiego ministerstwa obrony istniały już precedensy w równie kosztownych i złożonych tematach. Podobnie sytuacja przebiegała w 2013 roku w kontekście przedłużenia leasingu myśliwców JAS39 Gripen. Negocjacje prowadził rząd Petra Nečasa natomiast umowę podpisywał kolejny gabinet premiera Jiříego Rusnoka. W przypadku śmigłowców wielozadaniowych sytuacja nie przebiega tak gładko i nie sprowadza się do zawarcia umowy, ale resetu całego postępowania podobnie jak w Polsce. Czeski scenariusz jest o wiele mniej kontrowersyjny i nie zamyka nikomu drogi do zwycięstwa w swoistej "dogrywce".

W Polsce sytuacja niestety wygląda inaczej i burzliwe okoliczności rezygnacji z Caracali mogą spowodować w przyszłości problemy polityczne np.  jeśli w przetargu na śmigłowce morskie lub specjalne najlepsza okaże sie oferta francuska z maszyną H225M Caracal. 

Komentarze (12)

  1. roar34

    Co do Caracali to nie przesadzajcie. Nie potrzebowaliśmy 50 ciężkich maszyn. Najpierw miało być 70 potem 50 za cenę 70, potem okazało się że offset polega na montażu co wymogły francuskie związki zawodowe, na końcu okazało się że montaż śmigłowców będzie dla innych klientów Airbusa pod warunkiem zbytu itp. Niemcy z konsorcjum Airbusa z nich nie korzystają, nawet Brazylia która ma montownię Airbusa Helibras w przetargu wybrała inne maszyny

    1. Perun

      Nie przesadzaj. Zerwanie negocjacji tłumaczono zbyt małym offsetem a chwilę później Macierewicz mówił, że offset nie może być decydującym kryterium przy zakupach dla armii bo wydłuża czas realizacji i podnosi cenę. Nawet dziecko wie, że z Caracali zrezygnowano bo zbyt dużo obietnic padło w Mielcu i Świdniku. A co do ilości śmigłowców to pewne jest, że jednistkowa cena przy zakupie ośmiu zapowiadanych od dwóch lat maszyn będzie wyższa niż przy tych 50-ciu.

    2. Grzesiek

      Może Francuzi tez obiecywali, a potem się okazało, że tylko obiecywali, więc offset był niezadowalający. Uznali wiec, że jak każdy ma tak obiecywać to lepiej już będzie taniej i bez offsetu.

    3. Perun

      No to teraz wyszło najtaniej bo śmigłowców nie kupiono, kasa gdzieś wyparowała a bajania o modernizacji armii trwają w najlepsze.

  2. zbrozło

    Czemu nie pomysla nawet w ramach grupy wyszechradzkiej na zakup śmigłowców? wszyscy jej członkowie są na czasie wymiany floty smigłowców bojowych jak wielozadaniowych/transportowych... w jednym kraju ulokować cenrtum serwisowe itd

    1. Junger

      Widocznie mają różne wymagania.

    2. huba

      a poza tym to ta grupa ma charakter wyłącznie medialny - nie zdołała dotąd ustalić wspólnego stanowiska w żadnej sprawie prócz niechęci do imigrantów...

    3. Kozi

      Chyba z Węgrami u Putina. Grupa Wyszechracka to fikcja

  3. makko

    ciekawe. to samo co u nas. maze jakies wspolne zakupy ?

    1. ews

      A my na poważnie coś chcemy kupić? . Zawsze musimy z kimś się układać? My kupimy za 30 lat.Czesi chcą już

  4. mew

    tymczasem francuzi rozmslaja na d zakupe mi wymiana caracali......w summie nie zdziwie ie jak beda patrzec na nowego blackhawka o duzej predkosci.

    1. Willgraf

      Blackhawk o dużej prędkości..taaa to coś od Lockheeda przy dużej prędkości nie potrafi w ogóle skręcać..zero manewruj i już zostało przesądzone ,że projekt pójdzie do kosza , zatem o czym ty piszesz

    2. Davien

      A od kiedy to Francja uzywa smigłowców z USA??? Cos chyba nie tak:) Akurat francuzi kupuja nowe Caracale i modernizuja starsze maszyny do podobnego standardu, ciekawe po co im gorsze od H225M Blackhawki?

  5. Feliks

    Nie widzę podobieństw do naszego programu zakupu śmigłowca wielozadaniowego. Nasz program był jak najbardziej realny, uwzględniał nasze potrzeby, jak choćby śmigłowce ZOP, których Czesi nie potrzebują. A został uwalony z przyczyn wyłącznie politycznych. Minister, który tego dokonał, został zdymisjonowany, pozostawiając po sobie spaloną ziemię.

    1. Czarek

      ...dla przypomnienia: 75 % Caracali we Francji nie lata i nie moze byc nareperowanych z powodu ogromnych kosztow remontu. Bogu dzieki, ze tego swinstwa nie kupilismy.

    2. Nikt

      A ostatnie oficjalne informacje że w samej francji 60% tych śmigłowców nie jest zdolnych do lotu z powodu ceny części zamiennych nie świadczy że była to dobra decyzja? Gdybyśmy je kupili były by to najdroższe śmigłowce na świecie

    3. man42

      To był jedyny prawdziwy minister po roku 1989 Mam nadzieje ze jeszcze powroci tego bym zyczyl Polsce bo narazie nie mamy służb ale pisarzy któży mają swoje interesy i udają ze coś robią

  6. langustyn

    Czesi też oczekiwali pływalności ?

  7. Czarek

    ...dla przypomnienia: 75 % Caracali we Francji nie lata i nie moze byc nareperowanych z powodu ogromnych kosztow remontu. Bogu dzieki, ze tego swinstwa nie kupilismy.

    1. Gts

      Klamiesz. Smiglowce nie lataja nie dlatego ze serwis i czesci byly drogie, ale dlatego ze zmniejszano budzet na ich utrzymanie bo nie lataly w ekstremanlyvh warunkach. Potem nastapilo ISIS i duza czesc smiglowcow zaczela bardzo czesto latac i to w ciezkich warunkach. Dlatego nagle okazalo sie ze czesci potrzebne sa na gwalt w znacznej ilosci. Problem zostanie rozwiazany w nastepnym budzecie.

    2. Śmigły

      Przecież mieliśmy serwisować je w Polsce, a nie we Francji, więc czemu piszesz o kosztach ponoszonych we Francji? Co to ma do rzeczy?

    3. Marek1

      Czarek - oczywiście że \"lepiej\" jest NIE mieć śmigłowców, niż mieć takie, których ty i twój były(na szczęście) minister nie lubili. Zresztą wy NIE lubicie chyba żadnych, bo nadal ich kupić nie potraficie pomimo wielu obietnic ...

  8. realista

    Caracal to złom który sam psuje się nawet u żabojadów i są uziemione a naprawa kosztowna (sami francuzi to przyznali) Macierewicz miał rację że im podziękował jeśli ma być dobra maszyna morska do zwalczania okrętów to tylko i wyłącznie AW101 gdzie już sam jego widok budzi respekt

    1. Willgraf

      AW101 posiad trzy zbyt słabe silniki które nie daja sobie rady przy awarii jednego i jest zbyt drogi w utrzymaniu, Polskie Lotnictwo nie Politycy po testach wytypowali Caracale bo się na tym znają i zalety maszyny i osiągi biły konkurencje na głowę, według raportu zawodność AW101 jest dużo większa od maszyn rodziny Caracal ale tych raportów nie czytają komentatorzy opluwający Caracale którzy nigdy nawet nie siedzieli w żadnym śmigłowcu

    2. Śmigły

      To może taniej będzie kupić dobra makietę AW101. Postawić i niech odstrasza wyglądem. Obawiam się, że na utrzymanie latających AW101 nas nie stać...

    3. Fakty

      Ten AW 101, który wracając z pokazów w Polsce, utknął w Czechach na ponad tydzień, z powodu awarii silnika ?

  9. Willgraf

    - MI-24 z Węgier wyremontują Rosjanie - Izrael rezygnuje z zakupów F-35 na rzecz F-35 - Pentagon twierdzi ,że nie stać USA na utrzymanie obecnej liczby 250 F-35 a ich zdolność bojowa i bezawaryjność jest na znikomy poziomie ...no proszę jak to się zmienia z dnia na dzień i zasłona ulotek made in Lockheed Martin jacy to oni mają super sprzęt zaczyna być podważana nawet tam gdzie myśleli że dalej się uda wciskać swój sprzęt

  10. Kurzciel

    Można odnieść wrażenie, że Czesi nie wymagali nieistniejących rozwiązań, tylko po prostu drogich i głupio jest się przyznać, że źle oszacowali koszty, więc całkiem realne rzeczy nazywają \"science-fiction\".

  11. cooky

    u nas oczekiwania science-fiction są cały czas dla każdego rodzaju sprzętu....

  12. Marek1

    Czesi(na szczęście dla nich) powielają tylko 1/4 głupot jakie nieustannie generują kolejne, polskie MON-y. Tak czy siak można im pozazdrościć zdecydowanie bardziej kompetentnych ministrów.