Defence24.pl - wojsko, przemysł, bezpieczeństwo, geopolityka

Polska fregata w zespole NATO. Pomoc czy balast? [OPINIA]

Fot. M.Dura

Wysłanie okrętu ORP „Generał T. Kościuszko" do stałego zespołu NATO jest przedstawiane jako sukces. Tymczasem polska fregata po raz kolejny nie przejdzie wszystkich egzaminów dopuszczających do działań w ramach Sił Odpowiedzi NATO, ponieważ nie jest w pełni sprawna. W czasie faktycznego konfliktu zbrojnego wymagałaby więc ochrony i stanowiłaby balast dla rzeczywiście walczących okrętów.

Oficjalna informacja, że fregata ORP „Generał T. Kościuszko" dołączy do zespołu SNMG1 będącego częścią Sił Odpowiedzi NATO może wprowadzić w błąd. Zastanawiając się, czy to jest sukces trzeba bowiem pamiętać, że polski okręt owszem, rzeczywiście „dołączy" do zespołu SNMG1, ale nie stanie się jego pełnoprawną częścią. Po wybuchu faktycznego konfliktu zbrojnego nie jest bowiem w stanie od razu realizować zadań bojowych bez okrętów osłony, a więc robić to, do czego są przeznaczone jednostki pływające w ramach Sił Odpowiedzi NATO.

Co wniesie polska fregata do Sił Odpowiedzi NATO?

Gdyby fregata ORP „Generał T. Kościuszko" właśnie dołączyła do jakiegoś zespołu ćwiczącego np. na Północnym Atlantyku faktycznie nie byłoby żadnego problemu. Polska załoga miałyby bowiem możliwość szkolenia się we współpracy z sojusznikami i zwiększania interoperacyjności wykonując tylko te zadania, do których jest przygotowana i do których ma odpowiedni, sprawny sprzęt.

W przypadku Sił Odpowiedzi NATO jest już jednak inna sytuacja, bo tam wysyłane są jednostki już przygotowane do natychmiastowego działania bojowego. Ich zadaniem jest bowiem szybka reakcja w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa jakiegokolwiek z państw członkowskich Traktatu Północnoatlantyckiego. To właśnie dlatego jednostki tam wprowadzane mają zgodnie z założeniami być zaawansowane technologicznie (a więc przygotowane na współczesne zagrożenia), mieć na pokładzie bojową amunicję (całą jednostkę ognia) oraz pozostawać w stałej gotowości do działań, w pierwszej kolejności w ramach operacji reagowania kryzysowego.

W Siłach Odpowiedzi NATO (NATO Response Force - NRF) nie odbywa się więc szkolenie, ale najwyżej treningi zgrywające, zwiększające interoperacyjność. Przed przyjęciem w skład NRF, dany okręt jest więc sprawdzany: zarówno jego załoga, jak i wyposażenie okrętowe. Dopiero po przejściu pozytywnie takiego dopuszczenia można mówić o wejściu do Sił Odpowiedzi NATO.

O ile w przypadku polskiej załogi nie powinno być problemu, ponieważ ta jest dobrze przygotowana do pływania na morzu, to jeżeli chodzi o sprzęt okrętowy jest już o wiele gorzej. Od sprowadzenia fregaty ORP „Gen. T. Kościuszko" ze Stanów Zjednoczonych do Polski część jej systemów bojowych jest po prostu niesprawna i nie ma możliwości oraz planów, by je w ogóle naprawić. Tym bardziej, że zgodnie z decyzją z 2018 roku przedłużono normę docelowej eksploatacji obu fregat" – tylko do 2024 roku.

Fot. M.Dura

Nie pomogło nawet to, że ORP „Gen. T. Kościuszko przechodził od 2019 roku 2,5-roczny remont w PGZ Stocznia Wojenna. Prace kosztowały około 50 mln zł i zgodnie z informacjami przekazanymi przez wykonawcę obejmowały: „zarówno zasadnicze naprawy jak remont zespołów prądotwórczych, wymianę łożysk w linii wału, wymianę napędu stabilizatorów czy prace konserwacyjno-malarskie kadłuba i nadbudówki, jak i mniejsze, ale równie istotne naprawy i usprawnienia, takie jak wymiana oświetlenia lądowiska czy systemu monitoringu z kamerami".

W 2018 roku zadecydowano jednak, że polskie fregaty typu Oliver Hazard Perry nie zostaną doposażone w rakiety przeciwokrętowe. Oznacza to, że okręty nie mogą być wykorzystywane do zwalczania okrętów nawodnych powyżej 20 km, czyli teoretycznego zasięgu jedynej, posiadanej na pokładzie armaty OTO Melara kalibru 76 mm. Zetknięcie się z jakimkolwiek okrętem rakietowym przeciwnika (nawet małymi kutrami rakietowymi) zakończyłoby się dla polskich fregat katastrofą.

Fot. M.Dura

Oba polskie okręty nie mają bowiem również sprawnego systemu obrony bezpośrednie kalibru 20 mm Phalanx, a więc nie mogą się bronić przed nadlatującymi pociskami przeciwokrętowymi. Oczywiście nie jest znany oficjalny stan Phalanxów, ale już w 2018 roku zapowiadano, że systemy te nie podlegają modernizacji. Ich eksploatacja jest realizowana z ograniczeniami". Trudno jest przypuszczać, by w puli 50 milionów na remont w PGZ Stocznia Wojenna, znaleziono środki na usprawnienie tego zestawu artyleryjskiego.

Tajemnicą pozostaje stan przeciwlotniczego systemu rakietowego SM-1. Na fregacie ORP „Pułaski" przeszedł on już częściową modernizacją z wizowaniem systemu kierowania ogniem Mk-92, a rakiety SM-1 przeszły u producenta certyfikację połączoną z planowanymi wymianami bloków systemu. W 2018 roku informowano, że w trakcie prac związanych z naprawą fregaty ORP „Gen. K. Pułaski", na okręcie ORP „Gen. T. Kościuszko" wykonano m.in.: wymianę armaty Mk-75 kalibru 76 mm na nowszą (po naprawie głównej), tego samego typu, remont konsoli operatorskich w Bojowym Centrum Informacyjnym oraz naprawę wyrzutni rakiet Mk-13.

Prawdopodobnie nie wystarczyło to jednak do całkowitego usprawnienia systemu rakietowego, a tym bardziej do certyfikowania rakiet SM-1, co oznacza, że i w tej dziedzinie ORP „Gen. T. Kościuszko" nie przejdzie sprawdzeń w czasie dopuszczenia do działań w ramach NRF. Dodatkowo należy pamiętać, że według amerykańskich specjalistów nawet sprawne rakiety SM-1 nie są w dostatecznym stopniu skuteczne w odniesieniu do atakujących, niskolecących rakiet manewrujących (klasy „sea skimmer"), a praktycznie nieprzydatne przy zwalczaniu rakiet ponaddźwiękowych (np. wystrzelonych z rosyjskiej baterii nabrzeżnej systemu „Bastion"). Polskie okręty, by działać w ramach NRF, będą więc musiały być osłaniane przez amerykańskie niszczyciele i natowskie fregaty.

Nie wiadomo nawet, czy polska fregata ma system identyfikacji IFF z obowiązującym obecnie modem 5. Transpondery, które były wcześniej zamontowany na tych okrętach mogły działać tylko do modu 4 (format Mark XII), a więc jeżeli ich nie wymieniono, to polski okręt dostrzeżony zza horyzontu będzie traktowany przez siły NATO w czasie wojny jako „obcy". Jeśli nawet dokupiono transpondery (urządzenia odpowiadające na zapytanie z jednostek NATO, które wykryły nasz sprzęt), to problem dotyczy na pewno interrogatorów (urządzeń wysyłających zapytanie do celów widzianych przed naszą fregatę). To oznacza, że polska fregata nie będzie też mogła sprawdzić, czy zbliżający statek powietrzny jest „swój", czy też może być „obcy".

Fot. M.Dura

ORP „Gen. T. Kościuszko" nie będzie więc mógł przejąć dyżuru osłony powietrznej zespołu, tym bardziej, że nie ma możliwości dostarczania informacji o sytuacji powietrznej innym okrętom. Podstawowym źródłem informacji o zbliżających się celach powietrznych jest bowiem nadal stary, dwuwspółrzędny radar typu AN/SPS-49. Polacy nie będą więc mogli przekazać danych o wysokości oraz przynależności („swój" czy „obcy").

Co wniesie polska fregata do Sił Odpowiedzi NATO?

Opisując zalety polskich fregat typu Oliver Hazard Perry wskazuje się przede wszystkim na w miarę nowoczesny system zwalczania okrętów podwodnych (ZOP) tych okrętów. Na obu tych jednostkach przeprowadzono bowiem modernizację systemów sonarowych (z udziałem Politechniki Gdańskiej) oraz zainstalowano nowoczesne torpedy ZOP typu MU-90 (w tym na śmigłowcach pokładowych typu Kaman SH-2G).

Polskie okręty mogą więc realizować zadania związane poszukiwaniem i śledzeniem okrętów podwodnych z jednym jednak zastrzeżeniem. Mogą to robić bezpiecznie tylko w czasie pokoju. Realizacja zadań w czasie wojny, do jakiego są w ogóle przeznaczone siły szybkiego reagowania, jest już jednak niemożliwa. Starcie fregaty ORP „Gen. T. Kościuszko" z jakimkolwiek, rosyjskim okrętem podwodnym w czasie wojny skończyłoby się bowiem dla niej tragicznie. Rosjanie mają bowiem na swoich jednostkach rakiety przeciwokrętowe, które mają większy zasięg niż torpedy wykorzystywane przez Polaków. Polska fregata w czasie wojny mogłaby więc realizować zadania ZOP, jeżeli obok płynęłyby inne natowskie okręty zespołu SNMG1 i broniły jej przed atakiem z powietrza.

Fot. M.Dura

Polska fregata może być też przydatna do realizowania zadań czasu pokoju, takich jak nadzór obszarów morskich, zwalczanie piractwa, operacje SAR, prowadzenie operacji inspekcyjno-abordażowych i reprezentowanie bandery w regionach zagrożonych konfliktem. W momencie jednak, kiedy konflikt wybuchnie, zagrożenie stanie się zbyt duże i polski okręt będzie musiał zostać wycofany.

Nie mówienie prawdy, jako postawa funkcjonowania armii

Od wielu lat podstawowym błędem polskich Sił Zbrojnych (i nie tylko polskich) jest systemowe omijaniu prawdy. Wprowadza się więc w błąd polityków i społeczeństwo zarówno przedstawiając stan Wojska Polskiego, jak i jego możliwości. Z jednej strony wojskowi zapewniają sobie w ten sposób spokój, bo nikt ich za nic nie rozlicza i można spokojnie dosłużyć się emerytury. Z drugiej jednak strony nie można budować systemu bezpieczeństwa nie wiedząc, co tak naprawdę trzeba naprawić. Bo u polityków w dziedzinach nie przynoszących im bezpośrednich zysków funkcjonuje jedna zasada: jeżeli coś działa, to po co to ruszać.

Fot. M.Dura

Najlepszym tego przykładem jest Marynarka Wojenna. Od lat opierano się w niej na zasadzie, że lepsze jest często byle co, niż nic. Utrzymywało się więc ponad normy stare okręty i często wprowadzało tzw. jednostki pomostowe tłumacząc, że w ten sposób zachowuje się ciągłość szkolenia załóg oraz liczebność sił morskich. Tymczasem praktyka pokazała, że tylko brak okrętów powoduje, że politycy zaczynają myśleć o wprowadzeniu nowych.

Sprowadzenie od Amerykanów dwóch fregat typu Oliver Hazard Perry było właśnie taką typową „prowizorką". Ich obecność miała dać czas na zbudowanie serii nowych korwet Gawron, a w rzeczywistości dało politykom możliwość odsuwania momentu rozpoczęcia programów okrętowych i to na kilkanaście lat. Podobny efekt osiąga się poprzez przekazywanie niejednoznacznie brzmiących informacji.

Tymczasem politykom trzeba jasno uświadomić, że fregata ORP „Generał T. Kościuszko" dołączy do Sił Odpowiedzi NATO, ale nie będzie ich pełnoprawnym członkiem. Wiedząc o tym, nie byłoby żadnych prób do ograniczania finansowania nowych programów okrętowych – w tym przede wszystkim „Miecznika". A obecne przekazywane komunikaty właśnie do tego zachęcają.

Komentarze (19)

  1. RAF

    Wszyscy od dawna wiedza, ze te okrety sa przestarzale i reprezentuja mala wartosc bojowa. Teraz nie ma juz sensu ich gruntownie modernizowac bo za kila lat beda trzy nowe fregaty. Czasy jednak sa niepewne i zeby szybko wzmocnic nasza marynarke wojenna nalezaloby wziac jakies okrety w leasing. Nie wiem czy akurat fregaty, ale moze korwety, a na pewno okrety podwodne. To pozwoliloby nam spokojnie przetrwac okres przejsciowy do wprowadzenia nowych jednostek.

    1. Antek

      @RAF: ujeles to dokladnie. Jaki ja to oceniam. Zgadzam sie.

    2. Piotrek86

      A na co komu okrety podwodne na Bałtyku? Wyrzucanie pieniędzy w błoto poczytaj jaka ma średnia głębokość Bałtyk. Korwety i fregaty dobrze uzbrojone nowe a nie australijskie czy amerykańskie z lat 70

    3. xdx

      @Piotrek86 akurat tu się mylisz , Bałtyk jest jednym z lepszych miejsc dla działań małych OP o ograniczonej wykrywalności - wykorzystuje się różnice w gęstości różnych rodzajów wody i ukrywa OP pod. Tę bzdurę o tym iż Bałtyk jest za mały dla OP to wymyślili politycy aby nie musieć kupować nowych OP. Oczywiście można pomyśleć o rakietach manewrujących - ale te nie są koniecznie potrzebne. 2-3 OP minimum by się przydały aby móc szachować sovietow - którzy każde wyjście musieli by zabezpieczać - bo istniałoby ryzyko skrytego podejścia, a na większe odległości oczywiście grupy bojowe NATO. Oprócz tego nie wolno zapominać iż jeśli chcemy handlować droga morska to trzeba to zabezpieczać - nie tylko na Bałtyku. Wiec albo Polska jest w NATO i coś robi dla utrzymania potencjału albo dalej nic nie robi i staje się jeszcze bardziej marginalnym członkiem którego się trzyma z łaski a który nic do sojuszu nie wnosi.

  2. xdx

    Kosciuszko będzie miał pełnił zaszczytna rolę w grupie szybkiego reagowania - wabika … Niemcy będą namierzać ( co już robią w grupie lotniskowca ) a Amerykanie będą walić z rakiet do wszystkiego co im Niemcy podświetlą. Ale trzeba jakoś zmusić przeciwnika do pokazania się i tu będzie rola Kościuszki - wabik na sovietow

  3. Piotr Glownia

    Polska jest ZOP potęgą, więc będzie użytek z polskich ZOPów. Ponadto takiemu zespołowi bojowemu NATO przyda się taki zabytek muzealny, aby puścić go przodem do rozpoznania bojem. Po co marnować wartościowe okręty wojenne? Nie? Użytek będzie, a MW ma to czego pragnie, lecz ta wielka uciecha polskich marynarzy może mieć tragiczny koniec dla nich. Nie z tą strategią morską panowie marynarze. W 21 wieku nie okręty wygrywają bitwy morskie, lecz rakiety i samoloty. Już w 20 wieku tego nie czyniły, co MW pewnie "niechcąco" przeoczyło.

  4. Darek

    Teraz jak zwykle jest utyskiwanie, może i słuszne, ale jak była kwestia pozyskania Australijskich okrętów to wylało się i tu na ten zamiar wiadro pomyj i prezydent wyszło na to, że tylko poleciał z raczej kurtuazyjną wizytą, a plan był inny...

    1. DIM1

      @Darek. Ponieważ polskie fregaty, Panie Darku, skoro znajdują się aż tak blisko Bałtijska i OK w ogólności, powinny być albo znakomicie chronionione przed atakiem rakietowym, zarówno hipersonicznym (przyszłość ?), jak i saturacyjnym (obecnie już oczywistość, znana z Ukrainy). A pseudo-fregaty, takie do "dumnego noszenia bandery", to będą tylko worki pieniędzy, do topienia, w czasie pokoju, a trumny załóg, o ile nie wykonają zawczasu planu "Peking 2". A cóż to jest dla nie liczących pieniędzy kacapskich dowódców i dworzan Kremla, odpalić jednocześnie 100 rakiet, przeciw polskiej fregacie, na Oksywiu ? I wystarczy, że jedna - dwie dotrą do celu (na razie dociera ich około 10%, to byłoby aż 10 rakiet !). Sukces propagandowy mają murowany ! Szkoda czasu i atłasu...

    2. Powiślak

      #DIM Nie potrzeba tych 100 rakiet. Ukraincom na rosyjski krążownik wystarczyły dwa Neptuny. Niech ruskie poślą 6-8 rakiet to na pojedyncze działko 35mm w zupełności wystarczy. Nasze tzw fregaty nie mają żadnego sensownego systemu C-RAM, podobnie jak wojsko nie posiada jeszcze żadnej obrony C-RAM. MON nadal nie kupuje nawet 35mm Noteci, a nadzwyczaj pilna - co widać po Ukrainie - SONA nadal nie posiada nawet oficjalnie zamkniętych wymagań techniczno-taktycznych. Nawet Pilica+ NIE posiada zdolności do zwalczania rakiet, może co najwyżej relatywnie powolnych rakiet manewrujacych. Zatem na nasze "fregaty" wystarczy kilka rakiet, w szczególności naddźwiękowych.

    3. DIM1

      @Powiślak. Miałem na myśli prawdziwe fregaty.

  5. doc_doc

    Brońmy swojej kałuży zwanej Morzem Bałtyckim środkami odpowiednimi dla wielkości i głębokości tego akwenu. Wątpię by dowódcy prawdziwych flot oceanicznych cieszyli się z tego, że polskie jednostki dołączają do misji, podobnie jet pewnie z Bułgarią i Rumunią z ich okrętami floty czarnomorskiej. Nie wiem czemu na siłę próbujemy udawać morską potęgę, gdy brakuje nam środków na siły lądowe i OPL.

    1. Sorien

      Głos rozsądku

  6. AmiKotka

    To NATO jakieś głupie jest czy co żeby przyjmować do swojego zespołu niepełnowartościowy okręt? Dziwne. Cóż jak widać papier przyjmie wszystko także teksty w rodzaju - był jakiś remont ale na pewno nic to nie dało i wszystko jest niesprawne, no bo dlaczego na polskim okręcie ma niby coś działać?

    1. Fox

      Niestety nasze fregaty są stare i bojowo nic sobą nie reprezentują. Slużą tylko do szkolenia tak jak większość jednostek MW. Nie ma się co obrażać tylko wiciągać wnioski.

    2. CdM

      Komandor Dura robi to, co powinien robić wojskowy: dobitnie wskazuje braki. Amerykańscy generałowie często robią to samo, nieraz nawet przesadnie, w trosce o stan armii i wywieranie odpowiedniej presji na polityków. A także (jak powiedzieliby niektórzy) w interesie całego kompleksu militarno-przemysłowego.

    3. P9

      Amerykańscy generałowie to raczej biorą w obroty każdego kongresmena z osobna i to w bezpośredniej rozmowie, a nie piszą raz na kilka lat artykuły, z których nic nie wynika. Do tego gadają z wszystkimi opcjami, żeby zebrać większość dla konkretnej inicjatywy. Ale najpierw to sami muszą wiedzieć czego chcą, a nie jak u nas jak w konkursie piękności: a może wybierzemy korwety, a może fregaty, a może...

  7. atom

    To jest przechowalnia etatów, i tyle, ewentualnie cel na który ewentualny przeciwnik zużyje jakiś efektor, przykre, żal marynarzy że w tej parodii muszą uczestniczyć

    1. RAF

      [email protected] Tak, to jest przechowanie etatow, bo za kilka lat ktos musi wskoczyc na te nowe fregaty. Jak zwolnisz teraz marynarzy to kto bedzie plywal na Miecznikach? Wyszkolenie doswiadczonego marynarza trwa latami.

    2. ginawa

      RAF, na tą chwilę od kilkunastu lat trwa przechowywanie, a owy przeskok jest cały czas w sferze tweetera.

  8. WolnyPowolny

    Niedlugo wszystkie okrety beda na prad- by nie zanieczyszac srodowiska;) Nie wiem jak czolgi...

  9. Orthodoks

    To już lepiej było wysłać bezzębnego, ale przynajmniej nowoczesnego patrolowca Ślązaka. Choćby miał robić za,, chłopca na posyłki", to jednak mniejszy wstyd.

  10. #aadvark

    To jest duży oceaniczny patrolowiec z przerośniętą załogą. Bardzo kosztowny jak na swoje możliwości.

  11. szczebelek

    A to politycy przez znajomości nie mogą dokonać weryfikacji tego co do nich mówią wojskowi w naszym kraju przez uzyskanie konsultacji z admirałem z USA dostając listę uzbrojenia, które powinno być na nowoczesnym okręcie klasy fregata i znajdując środki na nie? To zbyt trudne dla MON-u?

    1. CdM

      A to politycy powinni się dowiadywać "przez znajomości"? A po drugie, cytuję "Bo u polityków w dziedzinach nie przynoszących im bezpośrednich zysków funkcjonuje jedna zasada: jeżeli coś działa, to po co to ruszać." Dodam jeszcze, że jeśli nie ma znaczenia, czy działa naprawdę, czy tylko w papierach. Taka jest niestety postsowiecka, trudna do wyplenienia mentalność, według której raport ma stwierdzać, że sprzęt jest sprawny, wojsko wyszkolone, a ćwiczenia zakończone sukcesem. Gdyż inne wnioski mogą się okazać dla raportującego kłopotliwe. Dokładnie na odwrót niż to jest np. w amerykańskim wojsku (ok, nie zawsze, ale jednak na ogół), gdzie ćwiczenia mają pokazać braki, a raporty o stanie wojska są nieraz wręcz przesadnie pesymistyczne, aby wywierać presję na polityków.

  12. rwd

    Nikt im nie każe walczyć, sama obecność wystarczy.

  13. Piotr Glownia

    Jedyny skuteczny sposób na poprawienie finansów państwa jest zwiększenie PKB i to wielokrotne. Poprzez uprzemysłowienie Polska może zwiększyć ilość środków budżetowych aż 4-krotnie. To proces, który zabiera około 20 lat, jeśli startujemy od trawy na gołej skale. Polska jest częściowo uprzemysłowiona i Dobra Zmiana nosiła się Patriotyczną Gospodarką coś zrobić z uprzemysłowieniem Polski, lecz w końcu zaorała go Planem Morawieckiego. Powodem zaorania jest polskożercza Bruksela i PiS niewolniczo-hołdownicza postawa wobec EU. Inwestycje na wojsko będą tylko rosnąć, a sfinansować je można tylko poprzez inwestycje na przemysł, które się spłacają i zmniejszają koszt utrzymania wojska. Wojsko zawsze będzie ofiarą wszystkich polityków, którzy nie potrafią się bić za ojczyznę i wygrywać.

  14. P9

    A mnie się zdaje że jak by "natura chciała", to USA dałoby nam w pełni sprawne i uzbrojone fregaty... To ciągłe utyskiwanie jest śmieszne, bo niby komu kiedyś zależało na tym żebyśmy brali udział w misjach morskich. Przecież to kosztuje krocie i co najważniejsze nie miało być żadnej wojny. Wyszło to zwłaszcza to przy Adelajdach, najpierw wszyscy na TAK, a później nikt nie pamiętał że kiedyś był ZA., łącznie z D24. Teraz wszyscy się obudzili. Patrz: Państwa Bałtyckie nie mają lotnictwa bojowego więc chroni ich NATO. Marazm decyzyjny = strefa komfortu w marynarce, czy ekonomiczna kalkulacja?

  15. Wlad

    Pamiętam, gdy Geremek przekazał informację, że załatwił w Ameryce dwie używane fregaty, które mają służyć w PMW nie dłużej niż 6-8 lat, czyli do czasu zbudowania kilku korwet typu Gawron” (4 - 6 jednostek).. Chodziło również o zachowanie kadr z wycofanej ORP „Warszawa”. Fregaty z USA przybyły bez części wyposażenia i uzbrojenia, np.. tylko po kilka sztuk rakiet SM1, H (połowa z nich Harpoon i torped (połowa w wersjach ćwiczebnych). Należy pamiętać, że projekt fregat powstał w końcu lat 60. XX wieku. Była to długa seria oceanicznych tzw. koni roboczych wyspecjalizowanych w śledzeniu i zwalczaniu sowieckich atomowych okr. podwodnych. Nigdy nie były to fregaty wielozadaniowe. Ich czas minął w latach 80. XX wieku. Co najmniej 15 lat temu powinny trafić na złom.

  16. jajakobyły

    Panie Komandorze, idąc po części Pana konkluzjami (brak odpowiedzialności za podejmowane decyzje, brak rozliczania za ich skutki, pomijanie zasady osiagania maksymalnych efektów z poniesionych nakładów) może jakiś mały artykuł o planowanym remoncie 5-letniego ORP Kormoran za "drobną" kwotę ok. 137 mln zł (!!!)

  17. jajakobyły

    Panie Komandorze, idąc po części Pana konkluzjami (brak odpowiedzialności za podejmowane decyzje, brak rozliczania za ich skutki, pomijanie zasady osiagania maksymalnych efektów z poniesionych nakładów) może jakiś mały artykuł o planowanym remoncie 5-letniego ORP Kormoran za "drobną" kwotę ok. 137 mln zł (!!!)

  18. darbor

    Chyba moderator mnie nie lubi.Albo zdradzam tajemnice MW😅 Gdyż nie ma mojego komentarza,a był z pierwszej ze tak napisze ręki .

  19. DIM1

    Topienie pieniędzy w błocie.