Reklama
  • WIADOMOŚCI

Wydatki obronne – wojsko, polityka, ryzyko dla finansów publicznych

Wydatki obronne - na ile są efektem analiz wojskowych, jaka jest presja polityczna, czy obecny model zakupów uzbrojenia zagraża gospodarce, jak banki podchodzą do ich finansowania, czy wojsko przygotowuje się na czas, kiedy pieniędzy będzie mniej - dyskutowali uczestnicy debaty zorganizowanej podczas konferencji Defence24 Days.

Jak finansować obronność - debata podczas konferencji Defence24 Days 2026
Jak finansować obronność - debata podczas konferencji Defence24 Days 2026
Autor. Jakub Borowski, Defence24.pl

Prezes PGZ Adam Leszkiewicz zwrócił uwagę, jak zmieniła się sytuacja producentów sprzętu dla wojska. Przyznał, że największe bariery tkwią wewnątrz organizacji. „Mamy dzisiaj ogromne możliwości finansowe” – powiedział, przypominając, że przed 20 laty przyszłość Bumaru budziła obawy, Łucznik był bliski upadłości, „a dzisiaj mówimy o miliardach”.

Reklama

Mówił o specyficznym podejściu do produkcji wojskowej. „Z jednej strony chcemy być normalnym podmiotem biznesowym, grupą kapitałową, z drugiej – mamy wyzwania i strategiczną pozycję związaną z systemem bezpieczeństwa”. Przytoczył przykład podpisanej w styczniu umowy na system antydronowy San, która daje PGZ dwa lata na wyprodukowanie sprzętu dla 18 baterii, w tym 700 samochodów. Gdyby – jak mówił – PGZ miała podejście czysto biznesowe, powinna minimalizować ryzyko i z programem San czekać na podpisanie umów na poszczególne projekty z Agencją Uzbrojenia, tymczasem Grupa zawarła umowę 30 stycznia. „Gdybyśmy podchodzili literalnie biznesowo, to jeszcze nic byśmy nie robili w tej sprawie, tymczasem zamawiamy komponenty, żeby zdążyć. Czujemy nie tylko biznesową odpowiedzialność, ale także misję. Nie spełnimy oczekiwań polskiego wojska, jeśli nie zaryzykujemy” – dodał.

Wg Leszkiewicza obecne „ogromne” możliwości finansowe wciąż nie są w pełni wykorzystane. Unijny instrument SAFE i dodatkowe środki z tych pożyczek określił jako szansę dla polskiego przemysłu. „Liczymy, że z tych 180 mld zł blisko 80 proc. – zgodnie z deklaracjami – trafi do polskiego przemysłu. Intensywnie pracujemy z Agencją Uzbrojenia, by do końca maja podpisać jak najwięcej umów” – powiedział, nawiązując do terminu zawierania kontraktów w procedurze pojedynczych zamówień, bez obligatoryjnego udziału innych państw. Zaznaczył, że kredytów na produkcję zbrojeniową udzielają także banki, które przed dwoma, trzema laty nie były zainteresowane tą branżą. Podkreślił rolę Banku Gospodarstwa Krajowego w zarządzaniu Funduszem Bezpieczeństwa i Obronności ze środków KPO. Zadeklarował gotowość współpracy ze start-upami.

Nie wszystko wyprodukujemy sami

Nawiązał też do konieczności wydawania części pieniędzy u producentów zagranicznych. „Rozumiemy, że nie mamy monopolu, nie mamy w Polsce wszystkich kompetencji, kupujemy np. silniki do pojazdów pancernych. Siłą rzeczy część wydatków idzie do przemysłów innych krajów” – dodał.

Moderujący debatę były polski przedstawiciel wojskowy przy NATO i UE gen. broni rez., dr nauk ekonomicznych Andrzej Fałkowski, stawiał pytania, czy polski przemysł obronny jest w stanie konkurować globalnie, czy nadąża za potrzebami wojska, czy tempo modernizacji wojska „bardziej ograniczają dziś finanse czy żmudne procedury i system zamówień”.

Dociekał, czy wojsko przygotowuje się na czas, kiedy tempo wzrostu wydatków, „które nie może rosnąć w nieskończoność” – wyhamuje, a także czy decyzje o zakupach uzbrojenia – również za granicą – opierają się na analizach wojskowych czy „podlegają dużej presji politycznej”.

Według zastępcy szefa Sztabu Generalnego WP gen. dyw. Krzysztofa Zielskiego polityczna inspiracja i polityczne przywództwo są niezbędne, ponieważ to państwo przygotowuje się do wojny, a wydatki obronne mają zapewnić państwu „potęgę i siłę”, które pozwolą uniknąć działań zbrojnych, a jeśli nie da się ich uniknąć, pozwolą zwyciężyć.

Jak mówił Zielski, obecne wydatki obronne na poziomie bliskim 5 proc. PKB pozwalają realizować plany i inwestować w obszary poprzednio niedofinansowane. Zwrócił uwagę, że jeszcze przed trzema laty nie tylko niższy był udział w PKB, ale nie było też możliwości finansowania zdolności obronnych spoza budżetu. Zaznaczył, że do zmian przyczyniło się rosyjskie zagrożenie; z analiz zagrożenia wynikają też bliskie terminy, jak rok 2030 zapisany w rozporządzeniu o SAFE.

Zapewnił, że także jeśli środki na obronę będą mniejsze niż obecnie, wojsko – „przygotowane do scenariusza zarządzania biedą” – będzie wiedziało, jak najlepiej wykorzystać pieniądze.

Wydatki obronne to inwestycja

Dyrektor departamentu sektora obronnego BGK Maciej Samsonowicz odniósł się do kwestii pozabudżetowego finansowania obronności i wątpliwości, czy nie zmniejsza ono demokratycznej kontroli nad wydatkami obronnymi. Wyraził przekonanie, że zapisanie w ustawie takiego instrumentu jak Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych „było bardzo dobrym ruchem”, umożliwiając włączenie BGK do systemu zakupów zbrojeniowych.

Zdaniem Samsonowicza wydatki obronne należy traktować jako inwestycyjne. „Mamy dziś trochę gospodarkę przedwojenną, szykujemy się na złe rzeczy. Nawet w funduszach SAFE rok 2030 jest podawany jako data, do której musi dotrzeć sprzęt, inaczej nie zostanie opłacony. Ta warunkowość ma ogromne zalety z punktu widzenia budowy potencjału obronnego, natomiast każdą inwestycję trzeba sfinansować” – mówił. Ocenił, że BGK jest instytucją najlepiej predysponowaną do obsługi tych inwestycji.

Pytanie o ryzyko, że inwestycje obronne będą realizowane kosztem innych kluczowych inwestycji podczas gdy „wiadomo, że mocnego gospodarczo państwa nikt nie ruszy”, moderator skierował do prezesa Instytutu Sobieskiego, byłego członka zarządu Pekao SA Leszka Skiby. Generał pytał też, „czy Polska buduje dziś realną siłę obronną, czy raczej kosztowną iluzję bezpieczeństwa opartą na szybkim zwiększaniu wydatków” i czy nie przepłaca, podejmując decyzje zakupowe pod presją czasu i sytuacji geopolitycznej.

Ryzyko dla finansów publicznych

Skiba odparł, że są eksperci, według których „przepłacanie jest momentami horrendalne”. „Wolelibyśmy, by wydatki na obronność trafiały w jak największej skali do przemysłu polskiego i przyczyniały się do wzrostu gospodarczego” – dodał. Zwrócił uwagę, że jeżeli zagrożenie będzie się utrzymywało przez 10-15 lat, „istnieje realne ryzyko załamania się finansów publicznych”. „Model, w którym wydajemy 5 proc. PKB na armię, mamy 7 proc. deficytu, większość rzeczy kupujemy za granicą, to w gruncie rzeczy przepis na załamanie finansów publicznych.”

Według niego „obecny model, w którym kupujemy bardzo dużo za granicą, kieruje nas na ścianę” – istotny kryzys finansów publicznych w perspektywie kilkunastu lat to niewygodna prawda, której politycy nie chcą powiedzieć. „Ci, którzy Polsce źle życzą, nie potrzebują wjechać ze swoimi czołgami, żeby widzieć istotny kryzys, który może się zdarzyć. Jeśli mamy świadomość, że to jest negatywny scenariusz, to powinniśmy zastanowić się, w jaki sposób armia może zamawiać lepiej w polskim przemyśle obronnym” – apelował.

Wskazał zarazem na problemy rodzimych producentów, którzy „muszą wytworzyć produkt przy ryzyku, że na końcu zamawiający produktu nie odbierze”. Brakuje im pewności, jaką część produkcji powinni zarezerwować dla wojska; nie mogą też – w przeciwieństwie do zachodnich koncernów – liczyć, że wojsko wesprze ich pozytywną opinią o sprzęcie oferowanym potencjalnym zagranicznym odbiorcom.

Dyrektor departamentu klientów strategicznych w Banku Pekao SA Beata Frankiewicz-Boniecka zgodziła się, „że musimy poważnie podchodzić do finansowania, bo te pieniądze nie biorą się znikąd”, a banki muszą uwzględniać nie tylko potrzeby obronne, ale także np. transformację energetyczną.

Zapewniła, że banki – komercyjne, ale nie tylko – są poważnie zainteresowane wsparciem państwa w inwestycjach obronnych. „Tych pieniędzy będzie potrzeba tyle, że nie wystarczy tylko i wyłącznie funduszy z budżetu i nawet banków komercyjnych” – powiedziała, dodając, że w grę wchodzą np. obligacje. Podkreśliła, że banki, z których „dotychczas niezbyt wiele uczestniczyło w wyścigu o finansowanie inwestycji obronnych”, muszą się tego nauczyć, pamiętając nie tylko o kontrakcie o jednej firmie, ale także pracach badawczo-rozwojowych i łańcuchu dostaw, wykonawcach i poddostawcach. „Zastanawiamy się, jak możemy pomóc przemysłowi, żeby to szło szybciej i efektywniej. Jeśli razem tego nie zrobimy, czas nam ucieknie” – dodała.

Partnerzy Defence24 Days 2026
Partnerzy Defence24 Days 2026
Autor. Defence24.pl
Reklama
WIDEO: Trumpolog: blokada Ormuzu się nie uda | Premier Tusk w Korei Płd | Defence24Week #156
Reklama