Reklama
  • WIADOMOŚCI

Śmierć lub dezercja. Najgroźniejszy rosyjski przestępca zniknął na Ukrainie

„Sosnowy Maniak” to pseudonim jednego z najgroźniejszych rosyjskich gwałcicieli. Zaciągnął się na tzw. Specjalną Operację Wojskową, otrzymał order „Za odwagę” i zniknął.  

Autor. mil.ru

Andriej K. został tak nazwany przez media z uwagi na miejsca, gdzie dokonywał makabrycznych zbrodni – pośród drzew. Podpisał kontrakt na Specjalną Operację Wojskową, dostał medal „Za odwagę”, a następnie nie pojawił się w przypisanej jednostce wojskowej. Moskwa nie jest pewna, czy zginął, czy zdezerterował.

Reklama

3 morderstwa, 8 gwałtów i 11 napadów rabunkowych – to przestępczy bilans Andrieja K. Za długą listę przestępstw „Sosnowy Maniak” otrzymał łączne wyroki na 25 lat więzienia. W roku 2008 został schwytany przez policję i osadzony. W roku 2024 podpisał kontrakt z resortem obrony na udział w okupacji Ukrainy. Na tzw. Specjalnej Operacji Wojskowej miał – jak twierdzi serwis śledczy „Meduza” – otrzymać order.

Niedawno okazało się, że policja pod Petersburgiem organizuje wielką obławę na „Sosnowego Maniaka”. Zdaniem rosyjskich organów ścigania przestępca został ranny na wojnie, następnie przewieziony do szpitala, z którego zbiegł. Ma widnieć na liście karnej nieautoryzowanych opuszczeń jednostek wojskowych.

Z kolei matka bandyty stwierdziła w mediach, że dostała zaświadczenie z resortu obrony, że jej syn zginął pół roku temu na Ukrainie. To samo mieli zeznać krewni gwałciciela, aczkolwiek mogą go w ten sposób chronić.

Na runecie pojawiła się jeszcze inna relacja, że ukraiński dron zabił przestępcę w jednym z donbaskich okopów. Z podobnych przypadków rekrutacji skrajni niebezpiecznych więźniów należy wspomnieć o „Kanibalu z Wołgogradu”. Dmitrij M. zabił swojego przyjaciela, którego następnie pokroił, usmażył i jadł. Zbrodnie dokumentował nagraniem wideo. Kanibal został ranny na Ukrainie, zwolniony ze służby i wrócił do Wołgogradu. Z powodu rekrutacji na wojnę liczba osadzonych w Rosji zmalała o 180 tysięcy.

Zobacz również

WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!
YouTube cover video
Reklama