Szef BBN: USA nie negocjują obecności na wschodniej flance NATO z Rosją

Autor. BBN
Amerykanie powiedzieli wprost, że ich obecność wojskowa na wschodniej flance NATO nie jest tematem negocjacji z Rosją i nie ulegną presji z jej strony - powiedział PAP szef BBN gen. Dariusz Łukowski po rozmowie z doradcą prezydenta USA ds. bezpieczeństwa Mikiem Waltzem.
Szef BBN rozmawiał ze swoim amerykańskim odpowiednikiem w czwartek; po rozmowie Biuro Bezpieczeństwa Narodowego wydało komunikat, w którym przekazano m.in., że podczas rozmowy Waltz potwierdził „ciągłość i wiarygodność amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa w ramach NATO”.
W rozmowie z PAP w piątek gen. Łukowski zwracał uwagę, że deklaracja Waltza zbiegła się w czasie z deklaracją sekretarza stanu USA Marco Rubio, który na spotkaniu ministrów SZ w Brukseli w czwartek zapewniał, że „obawy przed wyjściem USA z NATO są nieuzasadnione”, a USA chcą „silniejszego Sojuszu”.
„Widać, że jest tu jednolity przekaz administracji USA, w tym jej najważniejszych przedstawicieli - doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego i sekretarza stanu” - zaznaczył gen. Łukowski. Jak mówił, obecnie w USA trwa przegląd dot. obecności amerykańskich wojsk w różnych częściach świata; ma on się zbliżać do końca. Generał poinformował, że Amerykanie przekazali, że w niedługim czasie „możemy się spodziewać” decyzji w tej sprawie.
Jednocześnie szef BBN przekazał, że zapytał Waltza m.in., czy USA podczas trwających negocjacji z Rosją mogą omawiać kwestię przyszłej obecności swoich wojsk na terenie natowskiej Europy Środkowej, w tym Polsce, Rumunii czy krajach bałtyckich.
„Amerykanie powiedzieli wprost, że ich obecność na terenie Europy Wschodniej, naszego regionu, nie podlega absolutnie żadnej dyskusji, a oni nie będą ulegali żadnej presji Rosjan w tym obszarze. (…) Powiedziano mi wprost, że USA na pewno nie pozwolą Rosjanom na dyktowanie sobie tego, jak ma wyglądać obecność sojusznicza w tych krajach, które weszły do NATO po 1997 roku, gdy został zawarty Akt Stanowiący NATO-Rosja” - zapewnił gen. Łukowski.
Jak mówił, retoryka i polityka administracji Donalda Trumpa wobec Europy związana jest przede wszystkim z oczekiwaniem USA, by europejscy członkowie NATO wzięli większą odpowiedzialność za swoją obronność. „Stany Zjednoczone podkreślają, że nie może być tak, że zachwianie tego balansu między Europą a Stanami Zjednoczonymi w ramach wspólnego Sojuszu jest tak nieproporcjonalne; na szczęście jest już jakaś pozytywna reakcja Europy” - tłumaczył generał.
Niemniej - jak podkreślił - odbudowa europejskich zdolności do własnej obrony to proces, który potrwa co najmniej kilka lat. „Jeszcze ze 2-3 lata trzeba odczekać, żeby nastąpiła wyraźna zmiana w tym całym obszarze; do tego czasu niestety, ale Amerykanie muszą z niesłabnącą intensywnością wspierać wszystkie działania Europy” - zaznaczył szef BBN.
„Dlatego też obecność amerykańska, ich zaangażowanie w Europie nie powinno być redukowane na tym etapie w drastyczny sposób, tylko powinien to być proces, skorelowany z tym, jak przebiega budowanie zdolności w Europie” - podkreślił.
Szef BBN - jak relacjonował - zapewnił jednocześnie w rozmowie z Waltzem, że strona polska zabiega, żeby „w ramach tych nowych programów europejskich nie zaszkodzić naszej współpracy przemysłowo-obronnej ze Stanami Zjednoczonymi”.
W tym kontekście wskazał na nałożone w tym tygodniu przez administrację USA cła w wysokości 20 proc. na Unię Europejską. Gen. Łukowski przypomniał, że instytucje UE nie podjęły jeszcze decyzji, jak zareagować na nałożenie ceł, ale zauważył, że tego typu starcia europejsko-amerykańskie i retorsje z strony UE mogą negatywnie odbić się na kontraktach zbrojeniowych ze Stanami Zjednoczonymi.
„To może spowodować, że kontrakty, które my podpisaliśmy, zostaną obciążone dodatkowymi stawkami celnymi. Możemy policzyć, że jeżeli mamy kontrakty z USA na - załóżmy - 50 mld dolarów, to gdyby one zostały obciążone dodatkowymi cłami w wysokości np. 10 proc., to byłoby to dla nas 5 mld dolarów więcej do zapłaty. A gdyby to było cło rzędu 20 proc.? To są kwoty bardzo istotne dla polskiego budżetu obronnego” - podkreślił szef BBN.
Jak mówił, tego typu ruchy mogłyby „wyeliminować” niektóre z największych kontraktów, jakie Polska zawarła z USA. „To są po prostu pieniądze, których my tak łatwo nie znajdziemy; nasze potrzeby są i tak większe niż środki, którymi dysponujemy” - dodał.
„My musimy w krótkim czasie podnieść nasze zdolności obronne, a więc musimy wydawać te pieniądze, które mamy tak, by zmaksymalizować efekty w krótkim czasie. Dlatego tego typu kroki mogą być dla nas ciosem, osłabić naszą skuteczność. Dlatego zwróciłem na tę kwestię uwagę w rozmowie z Waltzem, że może to mieć na nas negatywny wpływ” - powiedział gen. Łukowski.
Jego zdaniem - gdyby np. Europa nałożyła cła na amerykański sprzęt wojskowy, mogłoby to doprowadzić do spadku zamówień kierowanych do amerykańskiego przemysłu. „Wiele państw podejmuje teraz decyzję ws. zakupów sprzętu wojskowego, my także chcemy np. kupować kolejne samoloty - a analiza ekonomiczna w takiej sytuacji mogłaby wykazać, że USA to nie jest najbardziej efektywny kierunek, ze względu na rosnące koszty” - zauważył generał.
Szef BBN zgodził się z ocenami, że nakładanie wzajemnych ceł między Europą a USA „będzie szkodliwe dla wszystkich”. „Obecnie prowadzimy analizy dotyczące potencjalnych negatywnych skutków tych działań. Nie znamy jeszcze ich skali, ale wiemy, że one będą” - powiedział.
„Może to jest taki mechanizm nacisku, który sprawi, że strony siądą do stołu i będą szukały innego rozwiązania, które będzie mniej drastyczne, niż to, co dzisiaj leży na stole. (…) W rozmowie z Waltzem zwróciłem też uwagę, że mamy dużo innych interesów z USA, np. za pierwszej kadencji prezydenta Trumpa podpisaliśmy kontrakty ws. dostaw LNG. (…) Zależy nam na tym, żeby wiązać się ze Stanami Zjednoczonymi, nie tylko w obszarze militarnej, ale też np. energetycznym” - podkreślił gen. Łukowski.
„Poprosiłem, by oni też przyjrzeli się np. temu, czy nie należałoby podejść do nakładania ceł selektywnie, by np. niektóre obszary wyłączyć z dyskusji o wojnie celnej. To zostało odnotowane; natomiast za wcześnie jest na ewentualną reakcję - myślę, że dopiero teraz te analizy będą prowadzone” - relacjonował generał.
Wśród innych tematów rozmowy z amerykańskim doradcą ds. bezpieczeństwa szef BBN wymienił m.in. kwestię gotowości Warszawy do inwestowania w infrastrukturę wojskową na terenie Polski, z której mogłyby korzystać wojska amerykańskie. Jak tłumaczył, kwestie te regulowane są umową zawartą między Polską a USA z 2020 roku, w ramach której Polska zapewnia zabezpieczenie logistyczne oraz np. buduje bazy dla Amerykanów na swoim terenie.
Tego typu korzystne dla strony amerykańskiej umowy USA zawarły m.in. w Koreą Południową czy Japonią, natomiast nie z państwami Europy Zachodniej, w tym zwłaszcza Niemcami, gdzie stacjonuje największy w Europie amerykański kontyngent.
To powoduje - tłumaczył gen. Łukowski - że w sytuacji, w której strona amerykańska uzna, że obecność ich wojsk w Niemczech czy innych państwach zachodniej Europy jest zbyt kosztowna, będą one mogły dla oszczędności zostać przeniesione do Polski. „Prezydent Andrzej Duda niejednokrotnie mówił to wprost - zapraszamy do Polski; liczymy na zwiększenie obecności wojsk amerykańskich w Polsce, i możemy stworzyć ku temu dobre warunki” - oświadczył.
Jak mówił, w grze jest np. wybudowanie w razie potrzeby dużej bazy, która mogłaby odgrywać taką rolę, jaką odgrywa położona na zachodzie Niemiec baza Ramstein, kluczowa dla obecności wojskowej Amerykanów w Europie.
Gen. Łukowski zapewnił jednocześnie, że umowa zobowiązująca Polskę do inwestowania w infrastrukturę dla Amerykanów i zapewniania im logistycznego zaplecza jest także korzystna dla strony polskiej. Jak tłumaczył, koszty, które na mocy umowy musi ponieść Polska, są i tak dużo niższe, niż samodzielne stworzenie jednostek o takim potencjale bojowym, jaki oferują rozmieszczeni w Polsce Amerykanie.
„Więc to jest takie suplementarne rozwiązanie do naszych sił zbrojnych, które ma swój aspekt polityczny i praktyczny. (…) I tutaj wyraźnie - zresztą nie pierwszy raz - Amerykanie dają znać, że oni to rozumieją i wiedzą, że np. redukcja swojej obecności w Niemczech byłaby dużo bardziej korzystna, niż w Polsce” - dodał.
MiP
A to amerykanie sami tego powiedzieć publicznie nie potrafią ??
Wojtekus
Dokładnie. Trump był zapytany podczas wizyty Prezydenta Zełenskiego czy kraje Bałtyckie też są bezpieczne jak Polska i on udzielił odpowiedzi ze nie są. Skoro one nie są bezpieczne to obecność wojsk USA na wschodniej flance jest jak najbardziej przedmiotem do negocjacji. Powiem więcej jako biznesman, wszystko jest dla Trumpa przedmiotem do negocjacji w tym też Polska.
user_1060444
Panie generale, pewne jest tylko jedno: Jeśli negocjują, to pan się o tym nie dowie.
radziomb
nie rozumiem jak Unia 20x bogadsza nie moze pokonac 20 x biedniejszej Rosji. to sie nie dzieje.. uszczypnijcie mnie.
xdx
Niby tak tyle że jak uczy rzeczywistość to jedyna osoba która decyduje cokolwiek jest trampek , ministrowie to mogą sobie pogadać i nic więcej. Tak że można wierzyć lub nie ale lepiej przygotować się iż będzie się samemu
Franek Dolas
O ile dobrze zrozumiałem cła ogłoszone przez USA to cła przywozowe a nie wywozowe więc nie mogą wpływać na nasze kontrakty zbrojeniowe które w zasadzie sprowadzają się do naszego importu.