- WIADOMOŚCI
- ANALIZA
Sojusznicza armia bez pieniędzy. Korytarz do Polski zagrożony [ANALIZA]
Autor. Armáda České republiky / Facebook
Czeski rząd kierowany przez Andreja Babisza odkłada najdroższe projekty modernizacji sił zbrojnych na przyszłą dekadę, gdy na poziomie państwa planowane są cięcia budżetowe. Z czeskich analiz wynika, że armia nie jest w stanie wypełnić aż 70 proc. celów NATO, co stawia pod znakiem zapytania wiarygodność sojuszniczą Pragi.
- Zapasy na dni, 70% celów NATO niezrealizowanych: Czeskie wojsko w ujawnionym przez media dokumencie, że nie jest gotowe do długotrwałego konfliktu.
- Modernizacja zamrożona do 2029 r.: Rząd Babisza ścina ambitniejsze plany wydatkowe i blokuje budżet na poziomie 2% PKB; pieniądze idą niemal wyłącznie na stare kontrakty (F-35, CV90).
- Brak „czeskiej Wisły" przez kolejną dekadę: Pełnowymiarową obronę przed rakietami balistycznymi odłożono na lata 2036–2040
- Zagrożenie dla tranzytu do Polski: Czeskie niebo pozostanie dziurawe, co naraża szlaki przerzutu wojsk NATO i USA z Niemiec na polską granicę.
- Kolizja budżetowa: Planowany po 2030 r. skok wydatków do 3,5% PKB stoi w sprzeczności z rządowym planem cięć i konsolidacji finansów państwa.
Nowa „Koncepcja rozwoju Armii Republiki Czeskiej do 2040 roku” (KVAČR 2040) miała być manifestem nowoczesności. W praktyce 67-stronicowy, niejawny dotąd dokument, do którego dotarł czeski portal iROZHLAS.cz, wskazuje na luki w budowie zdolności. Z dokumentu wynika, że Praga nie spełnia 70% celów NATO, zapasy amunicji w niektórych kategoriach wystarczą na zaledwie kilka dni walki, budowę pełnowymiarowej obrony przeciwrakietowej zepchnięto na koniec kolejnej dekady, a cięcia budżetowe nowego gabinetu zamrażają realny rozwój armii co najmniej do 2029 roku.
Zderzenie politycznej narracji z realiami wojskowymi
Geneza KVAČR 2040 obciążona jest poważnym sporem politycznym. Nowa koncepcja strategiczna była jednym z flagowych projektów premiera Andreja Babisza, który wielokrotnie deklarował osobisty nadzór nad modernizacją techniczną armii. Zgodnie z pierwotnym harmonogramem resort obrony miał sfinalizować prace do końca maja 2026 roku. Termin ten został jednak zerwany, co publicznie krytykował sam premier.
Ostatecznie dokument trafił na posiedzenie rządu dopiero pod koniec października. Pośpiech i tarcia nie zmieniają jednak zasadniczej wymowy materiału. Szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Republiki Czeskiej, świeżo mianowany na stopień generała armii Miroslav Hlaváč, unikał komentowania szczegółów przed formalnym posiedzeniem rządu, jednak w słowie wstępnym do dokumentu nie pozostawił złudzeń: bez gwałtownej zmiany podejścia do finansowania, wojsko nie zdoła sprostać wymaganiom współczesnego konfliktu zbrojnego o wysokiej intensywności.
Diagnoza zapaści: armia bez zapasów i z długiem sojuszniczym
W dokumencie, do którego dotarł portal iROZHLAS.cz, zawarto surową ocenę obecnej kondycji Sił Zbrojnych Republiki Czeskiej (AČR). Kluczowy wniosek sztabowców dotyczy niskiej ogólnej gotowości operacyjnej oraz braku zdolności do długotrwałego podtrzymania sił w trakcie prowadzenia działań.
Na stan ten złożyły się trzy zasadnicze czynniki:
- Kumulowany przez dekady deficyt materiałowy w zakresie uzbrojenia, zapasów środków bojowych oraz infrastruktury koszarowej i magazynowej.
- Brak równowagi inwestycyjnej – przez lata zakupy „flagowych" platform bojowych, takich jak np. BWP CV-90 Mk IV i samoloty F-35 realizowano kosztem zdolności wsparcia bojowego, zabezpieczenia logistycznego oraz zapasów bojowych. W efekcie wojsko zyskało pojedyncze nowoczesne systemy, których nie jest w stanie zabezpieczyć logistycznie ani amunicyjnie w warunkach wojennych.
- Zapaść w realizacji celów NATO (Capability Targets 2025): Ze 114 wiążących wymagań sojuszniczych Republika Czeska nie wypełnia aż 70% celów. W projektach najbardziej kapitałochłonnych i kluczowych dla operacji połączonych opóźnienia sięgają od 5 do 10 lat
Czeski paradoks: zbrojeniowy gigant i armia bez amunicji w magazynach
Szczególnie krytykowana sytuacja w obszarze zapasów amunicji zakrawa na pewnego rodzaju paradoks. Republika Czeska jest jednym z europejskich liderów produkcji i obrotu amunicją artyleryjską i strzelecką. Działające w kraju spółki obronne – na czele z grupą Czechoslovak Group (CSG) – dysponują dużymi, stale rozbudowywanymi mocami wytwórczymi kalibrów 155 mm czy amunicji czołgowej, zaopatrując armie w całej Europie oraz wysyłając setki tysięcy pocisków na Ukrainę. Dokonują też akwizycji, przejęć i dużych inwestycji, nawet na trudnym rynku amerykańskim. Tymczasem – jak wynika z koncepcji – czeskie siły zbrojne jedynie w ograniczonym stopniu partycypują w tym potencjale na rynku krajowym, natomiast przemysł skupia się na eksporcie.
OPL i zwalczanie rakiet: „czeska Wisła" odłożona na koniec lat trzydziestych
Kolejnym krytykowanym obszarem jest obrona powietrzna i przeciwrakietowa. W przeciwieństwie na przykład do Polski, która traktuje ten obszar jako jeden z priorytetów i ponosi duże koszty z tym związane, Czesi odsuwają pozyskanie pełnowymiarowych zdolności tego typu na bardzo odległy horyzont.
Trzonem nowej czeskiej obrony przeciwlotniczej stają się zamówione w Izraelu baterie Spyder. Jest to mobilny system przeciwlotniczy krótkiego/średniego zasięgu (obejmujący wersje SR oraz MR). Ten zestaw pod pewnymi warunkami i po wprowadzeniu modyfikacji może zapewniać określone zdolności obrony przeciwko pociskom balistycznym. Ale liczba zestawów, jaką na razie zakupili Czesi, może zapewnić skuteczną osłonę w praktyce 1-2 obiektom na terenie kraju. To zdecydowanie zbyt mało, biorąc pod uwagę zagrożenie ze strony Rosji. I fakt, że przez terytorium Czech mogą być przesyłane posiłki np. z Niemiec (a za ich pośrednictwem także z USA i innych krajów) do Polski. Czechy są też potencjalnym obszarem rozmieszczenia wsparcia dla lotnictwa NATO, ale zasobów do osłony baz jest i będzie zbyt mało, nawet przy niewielkim zwiększeniu zakupów, o czym mówi się w Czechach. Przykładowo: jeśli zdecyduje się o osłonie kilku baz lotniczych i przemieszczanych formacji wojsk, cała infrastruktura energetyczna nie będzie chroniona przed atakiem rakietami balistycznymi i na odwrót.
Autor. Maciej Szopa/Defence24
Sami Czesi mają jednak w swoich planach budowę szerokiej zdolności zwalczania zagrożeń balistycznych i hipersonicznych, ale te plany zostały formalnie zepchnięte dopiero do trzeciego etapu modernizacji, czyli na lata 2036–2040.
Za niewystarczające uznano też planowane zdolności przeciwdronowe, choć tutaj Czesi prowadzą pewne działania i testy, w tym we współpracy z własnym przemysłem. Ale zakres tych działań jest zbyt mały w stosunku do celów NATO.
W dokumencie napisano wprost: „Zasadnicze braki w zdolnościach obrony przeciwlotniczej i przeciwdronowej, sił terytorialnych oraz wsparcia przez państwo-gospodarza (Host Nation Support) ograniczają zdolność AČR do obrony terytorium państwa, ochrony obiektów niemilitarnych o kluczowym znaczeniu dla obronności oraz zabezpieczenia operacji własnych i wsparcia sojuszników.”
Zobacz też 
Trzy etapy modernizacji: harmonogram rozłożony w czasie
Koncepcja KVAČR 2040, przedstawiona przez iROZHLAS.cz, dzieli proces transformacji armii na trzy pięcioletnie fazy, jednak tempo i logika wydatków budzą zasadnicze obawy analityków. Przede wszystkim najdroższe projekty odkłada się na później. I to w sytuacji gdy plany ich finansowania nie są skorelowane z długofalowym planowaniem budżetowym na poziomie państwa.
Minister obrony Jaromír Zůna bronił tego posunięcia przed parlamentarną komisją obrony, twierdząc, że poprzednie plany były nierealistyczne i wymagały „urealnienia”. Tymczasem to właśnie nowe założenia stoją w bezpośredniej i nierozwiązywalnej kolizji z oficjalnym, długoterminowym Planem Fiskalno-Strukturalnym Republiki Czeskiej. Wieloletnie ramy finansowe państwa zakładają w okresie, gdy wojsko ma przyspieszać modernizację, twardą dyscyplinę budżetową, cięcie deficytu i konsolidację finansów publicznych na poziomie makroekonomicznym.
Jak ostrzega czeski Sztab Generalny: „W takim przypadku modernizacja przeciągnie się daleko poza horyzont 2040 roku, a wewnętrzny dług armii ulegnie dalszemu pogłębieniu. Nie zostanie zabezpieczony pełny cykl życia pozyskanych systemów, ani nie powstaną zapasy magazynowe niezbędne do ich użycia operacyjnego.”
W pierwszym etapie, obejmującym lata do 2030 roku, rząd narzuca hamulec wydatkowy. Wydatki obronne mają pozostać zamrożone na poziomie około 2,0% PKB aż do 2029 roku, z symbolicznym wzrostem do 2,25% PKB dopiero w roku 2030. Z perspektywy sztabowej okres ten określono mianem „zwiększenia gotowości i ograniczonego rozwoju”. W praktyce oznacza to jednak niemal całkowite związanie rąk planistom: dostępne środki zostaną niemal w całości skonsumowane przez wcześniej zakontraktowane projekty (raty za myśliwce V generacji F-35A, bojowe wozy piechoty CV-90 Mk IV dla brygady ciężkiej oraz baterie Spyder). Inne projekty, także związane z obroną antydronową, zostaną jednak zahamowane i mogą być realizowane jedynie w minimalnym, czy ograniczonym zakresie.
Autor. Maciej Szopa/Defence24
Drugi etap, zaplanowany na lata 2031–2035, ma przynieść gwałtowne przyspieszenie inwestycyjne. Założono w nim coroczny wzrost budżetu obronnego o 0,25 punktu procentowego, aż do osiągnięcia poziomu 3,5% PKB w 2035 roku. W tym okresie czeska armia miałaby dokończyć formowanie i przezbrajanie brygady ciężkiej, domknąć strukturę brygady średniej (wyposażonej w nowej generacji kołowe transportery opancerzone), masowo nasycić jednostki bezzałogowcami i wprowadzić do służby operacyjnej samoloty F-35.
Dopiero trzeci etap, przypadający na lata 2036–2040, ma przynieść powstanie tzw. „armii nowej generacji” przy utrzymaniu nakładów na poziomie 3,5% PKB. To właśnie wtedy przewidziano domknięcie wielowarstwowej obrony powietrznej i wdrożenie pełnych zdolności do niszczenia pocisków balistycznych oraz hipersonicznych.
Widać wyraźnie, że najbardziej kosztowne programy Czesi po prostu przesunęli na później. Bo obrona przeciwrakietowa należy, co często zwraca uwagę przy omawianiu polskiej modernizacji, do najbardziej kosztownych zdolności. Ale bez niej operacja obronna, zwłaszcza sojusznicza (wymagająca ruchów wojsk przez kolejne kraje do rejonu działań), może zostać spowolniona.
Ambicje kadrowe: 32 tysiące żołnierzy i walka o rekruta
W obszarze zasobów ludzkich KVAČR 2040 zakłada zwiększenie liczebności Sił Zbrojnych Republiki Czeskiej:
- 32 000 żołnierzy zawodowych do 2040 roku (wobec 30 tys. planowanych przez rząd Fiali do 2035 r.);
- 15 000 żołnierzy Aktywnej Rezerwy (Aktivní záloha, wzrost z 10 tys. w planach Fiali).
Czeski resort obrony planuje skrócić cały proces rekrutacyjny od złożenia dokumentów do wcielenia do maksymalnie 30 dni. Plan zakłada również pełną cyfryzację procedur, profilowane regionalnie kampanie marketingowe oraz programy stypendialne dla uczniów szkół średnich i studentów. Powstaje pytanie, na ile te założenia zostaną spełnione.
Komentarz: Iluzja oszczędności w cieniu zagrożenia
Czeski premier Andrej Babisz, choć deklaruje zaangażowanie w NATO i udziela wsparcia dla krajów wschodniej flanki (choćby dla Polski, poprzez rozmieszczenie śmigłowców i loty myśliwców Gripen w obronie przestrzeni powietrznej), odkłada rozbudowę zdolności armii niezbędnych do działania w konflikcie o dużej intensywności na później. W sytuacji, gdy armia nie realizuje aż 70 proc. celów sojuszniczych, musi to wpływać na wiarygodność sojuszniczą Pragi. Czechy po prostu nie podejmują decyzji o przeznaczaniu odpowiednich zasobów na armię. I choć czasem pojedyncze projekty, dotyczące np. wyposażenia indywidualnego czy walki radioelektronicznej realizowane są bardzo dobrze, to kosztownych, ale jednocześnie kluczowych zdolności po prostu brakuje. I to pomimo, że Praga jest jednym z liderów Europy, jeśli chodzi o przemysł obronny.



