Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • POLECANE
  • KOMENTARZ

Ekonomia wojny. Zachód musi iść w masową produkcję broni

Państwa zachodnie nie mają skutecznej obrony przed tanimi, używanymi masowo środkami napadu powietrznego. Niezbędne jest uruchomienie masowej produkcji różnych typów obronnych systemów przechwytujących, by mieć możliwość skutecznej walki z takim zagrożeniem, także w sytuacji konfliktu na dużą skalę.

Autor. Mesko

Rozwój masowo wykorzystywanych systemów uderzeniowych zdecydowanie przyspieszył w ostatnich dwóch-trzech latach, przede wszystkim w trakcie agresji Rosji na Ukrainę. Jeszcze w 2022 roku sam ukraiński wywiad wojskowy szacował, że Moskwa będzie w stanie wyprodukować 6 tys. bezzałogowców klasy Szahid rocznie do 2025 roku.

W praktyce na Ukrainę uderzyło w 2025 roku ponad 54 tys. dronów klasyfikowanych jako ciężkie, choć w tym zestawieniu znajdowały się także bezzałogowce klasy Gerbera. Dziś nikogo już nie dziwią statystyki o stu, dwustu czy czterystu dronach użytych w jednej fali (a zdarzają się i większe), a liczba BSP „operacyjno-taktycznego szczebla” niszczonych dziennie przez Ukraińców przekracza 2 tysiące.

Reklama

Odpowiedź na te zagrożenia również musi mieć charakter masowy. Państwa zachodnie produkują nowoczesne systemy przeciwlotnicze – począwszy od amerykańskiego Patriota i europejskiego SAMP/T, przez zestawy krótkiego zasięgu w rodzaju CAMM, IRIS-T czy NASAMS (i pociski w rodzaju Sidewindera). Te zestawy powstały jednak z myślą o innym zagrożeniu, przede wszystkim załogowych samolotach i rakietach manewrujących, w wypadku Patriota i SAMP/T – także rakietach balistycznych.

Pociski do tych zestawów są kosztowne (od kilku tysięcy w wypadku części rakiet krótkiego zasięgu do nawet kilku mln dolarów, czyli równowartości około 20 mln złotych), a jednocześnie trudne w produkcji, bo czas oczekiwania po złożeniu zamówienia wynosi 2-3 lata.

W praktyce więc zakres ich produkcji nie jest do końca wystarczający do przechwytywania najtrudniejszych celów (jak np. rakiety balistyczne w wypadku Patriotów i SAMP/T), a co dopiero mówić tu o innych rozwiązaniach. Biorąc pod uwagę masowość stosowania bezzałogowów i doświadczenie w ich użyciu przez Rosję trzeba powiedzieć, że państwa zachodnie nie są odpowiednio przygotowane do odpierania ataków z ich użyciem.

Reklama

Dowodem na to jest też sytuacja w Zatoce Perskiej. Pomimo, że przed atakami bezzałogowców bronią się siły podległe Centralnemu Dowództwu USA i państwa arabskie – mające już pewne doświadczenia z tym zagrożeniem i zdolności przeciwdronowe – obrona nie jest na tyle skuteczna, by powstrzymać uderzenia w infrastrukturę krytyczną, powodujące duże szkody. A w siłach zbrojnych wielu państw NATO w Europie potencjał czy to w zakresie obrony przeciwlotniczej krótkiego i bardzo krótkiego zasięgu (w tym lufowej), czy obrony antydronowej jest dużo niższy niż w krajach Zatoki Perskiej o porównywalnej wielkości. Ta sytuacja może się zmienić dopiero po realizacji planów modernizacji, rozpisanych na kilka, jeśli nie kilkanaście lat.

Widać jednocześnie, że zagrożenie ze strony bezzałogowców może się pojawić tu i teraz, więc niezbędne są pilne kroki w celu poprawy sytuacji. Wprowadzane rozwiązania muszą być ekonomiczne i gotowe do masowej produkcji, podobnie jak środki napadu, które mają zwalczać. Próbę opracowania takiego systemu podjęła estońska firma Frankenburg Technologies. Wciąż nie został on wdrożony do seryjnej produkcji, ale jak zapowiada w wywiadzie dla Defence24.pl prezes firmy Kusti

Salm, były sekretarz stanu w resorcie obrony Estonii i były szef tamtejszej agendy zajmującej się zakupami uzbrojenia, system otrzymał już pierwsze zamówienia i jest cały czas doskonalony, a prace nad kompletnym zestawem są finalizowane. To jeden z nowych obszarów technologicznych, w które warto inwestować.

Równolegle jednak trzeba pamiętać o już istniejących rozwiązaniach. Jednym z takich systemów jest polski przenośny zestaw przeciwlotniczy Piorun, sprawdzony w warunkach bojowych na Ukrainie. Już obecnie Polska jest największym producentem tego typu zestawów w krajach NATO. Obecnie zdolności produkcyjne to około 1300-1400 pocisków rocznie. System zakupiły – obok Polski i Ukrainy – między innymi Szwecja, Norwegia, Estonia, Łotwa, Mołdawia i Belgia.

Reklama

Zestaw Piorun jest zgłoszony do programu SAFE, kolejną partię zamierza zakupić Polska, a możliwe lub planowane są też zakupy z innych państw – między innymi Francji, Niemiec i Litwy. Piorun ma wiele zalet, w tym dużą efektywność kosztową. Jest bowiem co najmniej kilkunastokrotnie tańszy od cięższych pocisków przeciwlotniczych. Jednocześnie może skutecznie zwalczać różnego rodzaju cele, jak bezzałogowce, ale też pociski manewrujące.

Ostatnia umowa na Pioruny dla Wojska Polskiego (obejmująca 3,5 tys. rakiet oraz 600 mechanizmów startowych) została zawarta w 2022 roku. Choć dostawy są realizowane, to jednocześnie – biorąc pod uwagę potrzeby Sił Zbrojnych RP i ich rozbudowę, w tym formowanie nowych dywizji czy Komponentu Obrony Pogranicza w WOT – zapotrzebowanie jest jeszcze większe.

Piorun jest jednym z tych systemów uzbrojenia, którymi można stosunkowo szybko nasycić jednostki Sił Zbrojnych RP w różnych rodzajach wojsk, zarówno te istniejące jak i nowo formowane. Do tego potrzebne są jednak odważne decyzje, zarówno w postaci nowych zamówień, jak i wsparcia inwestycyjnego. Bo o ile sukcesy eksportowe są po części efektem wcześniejszych zamówień dla Wojska Polskiego (dostawy np. dla Szwecji i Belgii realizowano w ciągu kilku miesięcy od zamówienia), to równocześnie Siły Zbrojne mają nadal duże potrzeby jeśli chodzi o zestawy Piorun. I trzeba te potrzeby jak najszybciej spełnić, tym bardziej że wprowadzenie cięższych systemów przeciwlotniczych jak Narew często będzie wiązało się z dużym czasem oczekiwania. No i korzystnym jest, by jak największa część celów (np. rakiet manewrujących) była zwalczana przez tańsze środki, choćby Pioruny na lekkich pojazdach, także bezzałogowych.

Oczywiście oprócz tego trzeba inwestować w szereg innych „niskokosztowych” środków zwalczania celów powietrznych, łącznie z dronami przechwytującymi. Wszystko to nie zmienia faktu, że kosztowne, ciężkie systemy, pozwalające odeprzeć pierwsze uderzenie, muszą być uzupełniane rozwiązaniami które umożliwiają długotrwałą obronę. I udział tych ostatnich w Siłach Zbrojnych powinien być dużo szerszy niż wcześniej. Takie rozwiązania systemy być produkowane w kraju.

Długotrwały konflikt, jaki już ma miejsce na Ukrainie i prawdopodobnie rozpoczyna się w Zatoce Perskiej pokazuje znaczenie ekonomii obrony. Jeśli żadna ze stron wojny nie uzyska decydującego powodzenia w pierwszych dniach czy wręcz godzinach konfliktu, efektywność ekonomiczna staje się kluczowa. A to wymaga bardzo dużych zmian po stronie zachodniego przemysłu obronnego, który był nastawiony wyłącznie na dostarczanie sprzętu o wysokich parametrach, ale drogiego i trudnego w produkcji. Należy wykorzystywać szanse, jakie już są w Polsce i krajach sojuszniczych, aby zapewnić odpowiednie nasycenie systemu obronnego w odpowiedzi na „masowo-technologiczną” wojnę narzucaną przez Rosję i jej sojuszników.

Reklama
WIDEO: F-35 vs. JAK-130 | Fregata tonie | Kuwejt strąca F-15 - Defence24Week #151
Reklama