- WIADOMOŚCI
- KOMENTARZ
Rosja celuje w szefów firm obronnych. Polska już dostała sygnał ostrzegawczy
Autor. Zdjęcie wygenerowane przy użyciu modelu ChatGPT
Według zachodnich służb Rosja rozszerza działania hybrydowe w Europie i zamiast ograniczać się do infrastruktury czy cyberataków, celuje w szefów i kluczowych decydentów firm obronnych, zwłaszcza związanych z produkcją dronów i wsparciem Ukrainy.
Rosja nie ogranicza się już do presji na europejski przemysł obronny jako sektor. Moskwa próbuje uderzać w konkretne osoby, które podejmują decyzje, organizują produkcję, zwiększają dostawy dla Ukrainy i budują nowe zdolności wojskowe w Europie. Według ustaleń zachodnich służb nie chodzi wyłącznie o największe koncerny zbrojeniowe. Rosyjskie zainteresowanie obejmuje również mniejsze firmy technologiczne, szczególnie te związane z dronami i ich komponentami.
To jest zasadnicza zmiana w rosyjskiej kampanii hybrydowej. Wcześniej w Europie najczęściej mówiono o podpaleniu magazynu, uszkodzeniu infrastruktury, cyberataku albo próbie zakłócenia logistyki. Pojawiały się hasła o próbach zamachu na Zełenskiego. Teraz coraz mocniej widać przejście do rozpoznania konkretnych, kluczowych osób. Dotyczy to ich miejsc pracy, rutyny, podróży i otoczenia. Dla Rosji uderzenie w szefa firmy albo w osobę odpowiedzialną za kluczowy program zbrojeniowy może być równie skuteczne, jak atak na samą fabrykę. Celem jest zastraszenie tych, którzy sprawiają, że europejska produkcja obronna faktycznie się rozwija.
Europa z sygnałem ostrzegawczym
Polska nie może traktować tego jako mało znaczącego i odległego problemu Europy Zachodniej. 31 sierpnia 2026 roku na terenie WB Electronics S.A. w Skarżysku-Kamiennej doszło do pożaru. Prokuratura Krajowa wszczęła śledztwo dotyczące udziału w działalności obcego wywiadu przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej oraz przestępstwa o charakterze terrorystycznym. Według komunikatu chodzi o celowe wywołanie pożaru przez podłożenie ładunku zawierającego materiały łatwopalne. To nie jest przypadkowa lokalizacja. WB Electronics należy do najważniejszych firm polskiego sektora bezzałogowego, a jej systemy są istotne zarówno dla Wojska Polskiego, jak i dla Ukrainy.
Ten przypadek należy odczytywać razem z szerszym wymiarem europejskim. W Estonii rosyjskim służbom przypisano atak na Milrem Robotics, czyli firmę związaną z technologiami bezzałogowymi. Dania ostrzega, że Rosja wybiera przedsiębiorstwa zaangażowane w dostawy dla Ukrainy. Niemcy wcześniej udaremniły plan zamachu na Armina Pappergera, prezesa Rheinmetalla. Teraz zachodnie służby wskazują, że podobne zagrożenie może dotyczyć nie tylko największych nazwisk, ale również szefów mniejszych firm, których produkty mają bezpośrednie znaczenie dla pola walki.
To jest szczególnie ważne, ponieważ współczesne firmy zbrojeniowe nie działają wyłącznie przez wielkie zakłady i państwowe koncerny. W wielu przypadkach przewagę daje małe przedsiębiorstwo, specjalistyczna technologia, szybka produkcja, niewielkie zespoły lub umiejscowienie w kraju trzecim. Rosja nie musi niszczyć całej linii produkcyjnej, aby osiągnąć efekt. Może próbować zastraszyć prezesa, konstruktora, właściciela albo kierownika programu, a następnie liczyć, że firma zacznie ograniczać aktywność, opóźniać dostawy albo wycofywać się z najbardziej wrażliwych projektów.
Dlatego ochrona przemysłu obronnego zaczyna obejmować również osoby, które podejmują kluczowe decyzje. W dużym koncernie będzie to prezes zarządu albo członkowie kierownictwa. W mniejszej firmie może to być właściciel, główny inżynier albo osoba, która prowadzi kluczowy projekt. Z punktu widzenia rosyjskich służb nie liczy się formalna funkcja, ale znaczenie danej osoby dla produkcji, technologii i współpracy z Ukrainą.
Kolejne kraje na celowniku
W Finlandii ten problem również powinien zostać potraktowany bardzo poważnie. Fiński kontrwywiad Supo ostrzegał już, że zagrożenie rosyjskim sabotażem w Europie wzrosło i dotyczy także Finlandii. Wskazywano szczególnie na przemysł obronny oraz działania związane ze wsparciem Ukrainy. Szef Patrii, wiodącego fińskiego koncernu przemysłu obronnego, lotniczego i bezpieczeństwa, porusza się obecnie w miejscach publicznych z ochroną.
To wymaga zmiany podejścia. Jeżeli Rosja chce osłabić europejskie wsparcie dla Ukrainy, nie musi wygrać wojny informacyjnej ani przeprowadzić spektakularnego ataku na dużą fabrykę. Wystarczy, że menedżerowie zaczną ograniczać podróże, firmy zaczną podnosić koszty bezpieczeństwa, małe spółki uznają projekty ukraińskie za zbyt ryzykowne, a inżynierowie będą mieli poczucie, że ich praca czyni ich osobistym celem. Taki efekt psychologiczny jest dla Moskwy częścią operacji.
Dlatego reakcja państw NATO musi być konkretna. Chodzi przede wszystkim o kontrwywiadowczą ocenę ryzyka, lepszą wymianę informacji między państwem i firmami oraz traktowanie bezpieczeństwa osobowego jako części bezpieczeństwa produkcji obronnej. To są naprawdę bezprecedensowe tematy w dziedzinie odporności państwa.
Obecnie każdy już widzi, że Rosja zrozumiała, że wojna z Ukrainą toczy się także w europejskich fabrykach, konferencjach i logistyce. Dlatego uderza nie tylko w infrastrukturę czy sprzęt, ale również w kluczowe postacie. Jeżeli Europa chce faktycznie zwiększać zdolności obronne, musi chronić także tych, którzy podejmują najważniejsze decyzje o zbrojeniach.
