- WIADOMOŚCI
- KOMENTARZ
Masowe wezwania do wojska na Białorusi. Co oznacza nowa fala powołań?
Od połowy lutego na Białorusi trwa kolejny etap nagłej kontroli gotowości bojowej armii, który przybrał skalę wykraczającą poza standardowe ćwiczenia rezerwistów. Choć władze podkreślają, że działania mają charakter rutynowy i defensywny, w zachodnich regionach kraju narasta niepokój. Pojawiają się doniesienia o masowych wezwaniach do wojska, wydawanych z dnia na dzień, a nawet z godziny na godzinę, oraz o ignorowaniu części przepisów regulujących tryb mobilizacji.
Jak informuje białoruska redakcja opozycyjna Zerkalo, do redakcji oraz w mediach społecznościowych napływają skargi mężczyzn z Grodna, Słonimia i mniejszych miejscowości w zachodniej części kraju. Rezerwiści otrzymują wezwania do stawienia się w punktach zbiórki nawet tego samego dnia. Zdarza się, że dokument doręczany jest rano z poleceniem pojawienia się w jednostce w ciągu godziny, albo późnym wieczorem z obowiązkiem wyjazdu nad ranem do innego miasta.
Według relacji mieszkańców część powołanych spędza w punktach mobilizacyjnych całe dnie bez jasnych informacji o dalszym przebiegu procedur. Zdarza się, że są zwalniani dopiero w środku nocy. Inni natomiast niemal natychmiast trafiają do jednostek wojskowych i – jak twierdzą niektórzy – mają odbierane telefony komórkowe, co ogranicza kontakt z rodziną.
Szczególne emocje budzi fakt, że wezwania mają otrzymywać również mężczyźni posiadający małe dzieci, w tym niemowlęta lub dzieci wymagające opieki medycznej. Część rodzin twierdzi, że ich wnioski o odroczenie są ignorowane lub spotykają się z nieuprzejmą reakcją urzędników. Tymczasem obowiązujące na Białorusi przepisy przewidują określone terminy doręczania wezwań oraz zwolnienia dla ojców trojga i więcej nieletnich dzieci.
Sprawdzian gotowości bojowej
Początek obecnej fali mobilizacyjnej zbiegł się z ogłoszoną w styczniu nagłą kontrolą gotowości Sił Zbrojnych Białorusi. Według komunikatów Ministerstwa Obrony rezerwiści kierowani są do jednostek Zachodniego Dowództwa Operacyjnego w ramach kompleksowej weryfikacji systemu mobilizacyjnego. Formowane są pododdziały, które następnie trafiają do jednostek zgodnie z ustalonym harmonogramem.
Szef resortu obrony, Wiktor Chrenin, tłumaczy, że celem działań jest utrzymanie armii w stałej gotowości. Podkreśla znaczenie przygotowania moralnego, fizycznego i zawodowego żołnierzy. W jego ocenie ewentualny przeciwnik w przypadku konfliktu stawia na element zaskoczenia, dlatego wojsko musi być zdolne do natychmiastowej reakcji. Chrenin zaznaczał też, że jest zbyt wcześnie na podsumowanie efektów kontroli, ale zapewniał o osobistym zaangażowaniu najwyższego dowództwa w inspekcje poligonów i stanowisk dowodzenia.
Z kolei generał major Walery Rewenko przekonywał, że Białoruś przygotowuje się wyłącznie do odparcia ewentualnej agresji. Według niego działania są przejrzyste i nie oznaczają zwiększania liczebności armii, lecz doskonalenie mechanizmów reagowania i zaplecza technologicznego.
Opozycja: „ukryta mobilizacja"
Inaczej sytuację oceniają przedstawiciele środowisk opozycyjnych. Paweł Łatuszka twierdzi, że skala i tempo obecnych działań odbiegają od wcześniejszych kampanii szkoleniowych. Jego zdaniem mamy do czynienia z de facto nieogłoszoną mobilizacją, prowadzoną pod przykrywką inspekcji gotowości bojowej.
Łatuszka wskazuje na brak możliwości odmowy stawiennictwa, krótkie terminy oraz ignorowanie względów społecznych i zdrowotnych. Według niego powołani są natychmiast kierowani do jednostek, co sugeruje przygotowania wykraczające poza rutynowe ćwiczenia. Władze nie ogłosiły formalnej mobilizacji ogólnokrajowej. Różnica między oficjalnymi komunikatami a relacjami obywateli staje się jednak źródłem napięć i spekulacji.
Zobacz też

„Wezwanie o 8:00, stawić się o 9:00"
Najwięcej emocji budzi tempo działania komisariatów wojskowych. Według relacji przekazywanych w mediach społecznościowych wezwania doręczane są tego samego dnia, czasem z kilkugodzinnym wyprzedzeniem.
Jedna z kobiet z Grodna pyta:
- "Dziewczyny z Grodna, czy waszych mężów też zabrali na ćwiczenia? Jak wygląda sytuacja? Czy mogą zabrać, jeśli są trzy dzieci?"
Inna również dopytuje:
- „Dziewczyny, czy u waszych mężów – (z rodzin – przyp. red) wielodzietnych – też przyszły wezwania? Mój mąż dostał wczoraj. W czwartek, 19.02, o 8:00 ma być z rzeczami i dokumentami na ul. Janki Kupały, w budowlanym liceum. Mamy troje dzieci. Najmłodsza córka ma rok, najstarsza sześć, ja jestem na urlopie macierzyńskim".
Pojawiają się też krótkie komunikaty organizacyjne, świadczące o tym, że powołani próbują odnaleźć się w nowej sytuacji:
- „Białoruś. Grodno. Kto jeszcze 19.02.2026 jedzie na ćwiczenia? Zbieramy się w grupę".
W sieci nie brakuje jednak prób tonowania nastrojów. Jeden z komentujących przypomniał wcześniejsze mobilizacje:
„Czy wcześniej tak nie było? W 2023 mobilizowali brygadę w Słonimiu: cały sprzęt był gotowy, personel opuścił teren brygady, 3,5 tysiąca rezerwistów zostało powołanych, w tym pielęgniarki. Brali nie tylko z Grodna i regionu, ale z całej republiki. Więc nie ma powodu do paniki. To zwykłe ćwiczenia z udziałem rezerwistów podlegających mobilizacji".
Wnioski
Patrząc na całą sytuację bez emocji i bez powielania zarówno alarmistycznych komentarzy z mediów społecznościowych, jak i uspokajających komunikatów władz białoruskich, można dojść do wniosku, że sama nagła kontrola gotowości bojowej oraz mobilizacja rezerwistów nie jest jeszcze niczym nadzwyczajnym, ponieważ armie oparte w dużej mierze na rezerwie regularnie testują tempo stawiennictwa, sprawność łańcucha dowodzenia, logistykę, łączność oraz realną gotowość sprzętu, a takie działania w normalnych warunkach nie oznaczają automatycznie przygotowań do ataku.
Znaczenie ma jednak skala, tempo i kontekst, ponieważ jeżeli wezwania są masowe, doręczane natychmiast, obejmują tysiące ludzi w krótkim czasie i koncentrują się w zachodnich regionach kraju, to nie jest to już wyłącznie techniczny test administracyjny, lecz również sygnał polityczny, który musi być analizowany szerzej, zwłaszcza że Białoruś pozostaje ściśle powiązana z rosyjskim planowaniem wojskowym, a każda większa aktywność militarna w tym obszarze ma znaczenie regionalne.
Zobacz też

Moim zdaniem kluczowe nie jest samo ogłoszenie ćwiczeń ani nawet liczba powołanych, lecz to, czy pojawi się trwała koncentracja jednostek manewrowych przy granicy z Polską i Litwą, czy zacznie się długotrwała rozbudowa zaplecza logistycznego, czy zostaną rozmieszczone w sposób stały zaawansowane systemy obrony powietrznej lub rozpoznania, czy ćwiczenia będą przeciągane ponad standardowe cykle szkoleniowe, ponieważ dopiero takie elementy świadczyłyby o zmianie jakościowej, a nie tylko o sprawdzeniu systemu mobilizacyjnego.
Jednocześnie trzeba pamiętać, że w przeszłości podobne ćwiczenia bywały nawet większe i nie prowadziły do realnej eskalacji wobec Ukrainy ani państw Unii Europejskiej, co pokazuje, że sama mobilizacja rezerwistów nie musi oznaczać przygotowania do działań bojowych, choć w obecnej sytuacji geopolitycznej każdy taki ruch automatycznie budzi większe napięcie niż kilka lat temu.
Na tym etapie bardziej prawdopodobne jest, iż mamy do czynienia z intensywnym testem mobilizacyjnym połączonym z demonstracją gotowości i elementem odstraszania, a nie z bezpośrednim przygotowaniem do jakiejś ofensywy. Piszę to tylko dlatego, że można usłyszeć takie zdania w social mediach od zaniepokojonych Polaków. Niemniej sytuacja wymaga uważnej obserwacji faktów, a nie wyłącznie deklaracji politycznych, ponieważ w regionie o tak wysokiej wrażliwości nawet rutynowe działania mogą pełnić kilka funkcji jednocześnie i mieć znaczenie wykraczające poza czysto wojskowy wymiar.




WIDEO: Polska broń atomowa? Wschód NATO potrzebuje bomby | Skaner