Polityka obronna

„Mała wojna” w Powstaniu Listopadowym, wnioski na dziś [ANALIZA]

Powstanie Listopadowe
„Olszynka Grochowska”
Fot. W. Kossak, (MNW)

Powstanie Listopadowe 1830 – 31 na trwale zapisało się w świadomości historycznej Polaków, odgrywając znaczącą rolę w budowaniu obrazu walki o niepodległość w XIX w. Dzięki malarstwu historycznemu Wojciecha Kossaka niezmiennie kojarzone z prowadzeniem wojny regularnej i obrazami bitwy pod Grochowem 25 lutego 1831 r., czy też z ostatnią walką gen. Józefa Sowińskiego na Forcie Wola (Reducie nr 56) w czasie obrony Warszawy 6 września 1831 r. Warto jednak pamiętać, że w powstaniu stosowano również inne sposoby walki, charakterystyczne dla walki nieregularnej.

„Mała wojna" gen. Prądzyńskiego

Koncepcja wsparcia działań jednostek regularnych przez pododdziały partyzanckie wiąże się z działaniami dwóch wybitnych oficerów sztabowych, generałów Ignacego Prądzyńskiego i Wojciecha Chrzanowskiego, którzy pierwsze propozycje prowadzenia tzw. małej wojny, przedstawili pod koniec 1830 r. Pomysł prowadzenia działań nieregularnych na zapleczu przeciwnika nie był nowym w polskiej myśli wojskowej XIX w. W tym miejscu warto wspomnieć koncepcję gen. Tadeusza Kościuszki i Józefa Pawlikowskiego, którzy przyszłą walkę o niepodległość widzieli w prowadzeniu masowych działań oddziałów nieregularnych (milicyjnych) z armią regularną. Miały na to wpływ nie tylko bezpośrednie doświadczenia Kościuszki z udziału w amerykańskiej wojnie o niepodległość, ale także analiza polskich doświadczeń z Konfederacji Barskiej 1768–1772 oraz Insurekcji Kościuszkowskiej 1794 r.

Prądzyński podjęcie działań nieregularnych na zapleczu przeciwnika postrzegał w ścisłym powiązaniu z działaniami regularnymi, które miały ponosić główny ciężar operacji, wiążąc w obronie większość sił rosyjskich na przedpolach Warszawy i Modlina, a także podejmując działania zaczepne w korzystnej sytuacji. W efekcie podjęcia działań nieregularnych w tylnej strefie ugrupowania przeciwnika, a także działań głębokich na wschód od rzek Niemen i Bug, strona polska uzyskać miała szereg korzyści w skali operacyjnej poprzez znaczące osłabienie zdolności bojowej i rozproszenie potencjału determinowanych przez zakłócenie procesu zaopatrywania wojsk i konieczność wydzielenia przez Rosjan dodatkowych pododdziałów w celu ochrony linii komunikacyjnych i składów.

Czytaj też

W celu koordynacji działań Prądzyński zaproponował podział obszaru działań na siedem stref operacyjnych, których granice oparto o rzeki, stanowiące naturalne linie potencjalnego oporu. Do każdej ze stref przydzielono szereg pododdziałów regularnych, łącznie z artylerią. Wynikało z wyraźnego rozdzielenia przez autora koncepcji dwóch odrębnych składowych efektywnych działań nieregularnych: działań pododdziałów milicyjnych (w dzisiejszym ujęciu działań ruchu oporu) i działań partyzanckich pododdziałów regularnych. Prądzyński możliwości powstania masowego ruchu oporu oceniał jednoznacznie negatywnie („ [...] do pierwszego rodzaju małej wojny nie było ani usposobienia, ani powołania"), jednak przy sprzyjającej postawie ludności istniała możliwość rozwinięcia partyzantki.

Fot. CSWOT

Działania nieregularne w powstaniu

Mimo przemyślanej koncepcji działań nieregularnych „mała wojna", początkowo nie była efektywnym wsparciem wojsk regularnych. Prawdopodobnie wynikało z szeregu przyczyn, np. z braku realnych możliwości przydzielenia wystarczających sił do prowadzenia operacji (ilustracją jest przydzielenie pododdziałów jedynie gen. Józefowi Dwernickiemu przeznaczonych do działań na wschód od linii Bugu), czy też problemów z wykorzystaniem potencjału osobowego straży i gwardii. Wskazać należy również fakt braku zrozumienia wśród zawodowych oficerów celów, charakteru i możliwości, które tworzyło prowadzenie „małej wojny". W grę mogło również wchodzić zbyt duże przywiązanie do klasycznych form i metod prowadzenia walki, o czym może świadczyć np. działanie ppłk. Antoniego Reszki w woj. lubelskim, który zamiast przepuścić bez oporu pododdziały rosyjskie i następnie przejść do uderzeń na ich linie komunikacyjne, wycofał się wobec podejścia Rosjan do woj. sandomierskiego.

Ostatecznie sprawdziło się rozwiązanie pośrednie, którego Prądzyński w swojej koncepcji nie przewidywał, a które polegało na tworzeniu regularnych oddziałów partyzanckich tworzonych na drodze zaciągu ochotniczego realizowanego przez przydzielonych przez Naczelnego Wodza na dany obszar oficerów. Do najbardziej spektakularnych przykładów należy oczywiście oddział partyzancki kpt. Józefa Zaliwskiego działający początkowo w woj. augustowskim, a następnie w woj. płockim, gdzie po wzmocnieniu efektywnie zakłócał komunikację pomiędzy elementami korpusu Dybicza w rejonie Puszczy Zielonej.

Czytaj też

W cieniu Zaliwskiego uważanego za najskuteczniejszego partyzanta powstania pozostaje szereg innych oddziałów, wśród których wyróżnia się Batalion Sandomierskich Strzelców Celnych mjr. Eustachego Grothusa. Dobrze uzbrojony, wyszkolony i dowodzony, działając w korpusie gen. Chrzanowskiego, był jednym z niewielu efektywnie potwierdzających prawidłowość założeń koncepcji działań nieregularnych Prądzyńskiego w tylnej strefie przeciwnika. Z kolei Batalion Strzelców Celnych Podlaskich ppłk. Michała Kuszella, przyłączony do dywizji gen. Franciszka Żymirskiego, traktowany był jak jedna z wielu jednostek regularnych i prowadził działania niezgodne z pierwotnym przeznaczeniem (wziął udział w bitwie pod Grochowem). Apogeum działań stanowiły wiosna i początek lata 1831 r., jednak po klęsce pod Ostrołęką i upadku Warszawy oddziały „małej wojny" podzieliły los armii powstańczej.

Wnioski

Działania nieregularne w powstaniu prowadziło ponad łącznie 7500 żołnierzy, co stanowiło znaczący potencjał bojowy. Odpowiednio zastosowany mógł stanowić duże zagrożenie dla rosyjskiego zaplecza, jednak z różnych przyczyn nie został częściowo efektywnie wykorzystany. Uzyskane doświadczenia stanowiły jednak podstawę do dalszego kształtowania polskiej koncepcji wojny nieregularnej, rozwijanej aż do swojego apogeum w czasie Powstania Styczniowego 1863-65.

Fot. Wojska Obrony Terytorialnej

Doświadczenia „małej wojny" z Powstania Listopadowego pozostają aktualne współcześnie, co potwierdziły również bieżące obserwacje konfliktu na Ukrainie. W subiektywnej ocenie autora za wniosek podstawowy z działań w 1831 r. należy uznać słowa gen. Wojciecha Chrzanowskiego sformułowane w 1835 r., które warto zacytować: „Samą wojną partyzancką może być nieprzyjaciel zniszczony i do opuszczenia kraju przymuszony wtedy tylko, gdy jego armia nie jest odpowiednia wielkości kraju, który zajmuje. Lecz taki przypadek jest rzadki, tylko w połączeniu z wojną przez regularne wojsko robioną, można z niej obiecywać sobie korzyści."

Czytaj też

Uwspółcześniając ideę Chrzanowskiego, działania nieregularne muszą stanowić w operacji obronnej element komplementarny (uzupełniający) i suplementarny (wspierający) względem działań pododdziałów prowadzących działania regularne (wojsk operacyjnych). Analiza działań powstańczych w zakresie prowadzenia „małej wojny" przynosi również szereg innych wniosków:

  • w prowadzeniu działań nieregularnych teren nie posiada wartości taktycznej dla poddziałów i jego utrzymanie nie jest celem działania, priorytetem jest zakłócanie zaopatrzenia i dezorganizacja działania i komunikacji przeciwnika;
  • należy dążyć do nasycenia obszaru operacji dużą ilością pododdziałów piechoty rekrutowanych na miejscu, odpowiednio wyszkolonych i uzbrojonych do działań nieregularnych;
  • pododdziały przeznaczone do działań nieregularnych w obszarze tyłowym przeciwnika muszą posiadać środki transportu zapewniające mobilność na pożądanym poziomie w istniejących warunkach terenowych oraz dużą siłę ognia;
  • pododdziały piechoty lekkiej prowadzące działania nieregularne muszą posiadać dużą swobodę realizowanych działań (zasada komplementarności i suplementarności);
  • w Wojskach Operacyjnych należy dążyć do budowania świadomości i zrozumienia znaczenia działań nieregularnych w operacji obronnej;
  • w operacji obronnej należy unikać podporządkowania w skali taktycznej pododdziałów lekkich przeznaczonych do działań nieregularnych pododdziałom Wojsk Operacyjnych i wykorzystania ich niezgodnie z przeznaczeniem (współdziałanie na poziomie operacyjnym zgodnie z zasadą komplementarności i suplementarności).

Dr Paweł Makowiec, Zakład Obrony Terytorialnej Akademii Wojsk Lądowych im. Generała Tadeusza Kościuszki, Wrocław. Przedstawione w tekście opinie nie stanowią oficjalnego stanowiska AWL i są prywatnymi poglądami autora.

Komentarze (5)

  1. Filemon19

    Podsumowując powstanie listopadowe Armia królestwa polskiego liczyła 27,tys czyli 6 dywizji i 12 brygad Deja vu? Przypomina to Armię Kadrowa z mocno ograniczona artyleria konna i stacjonarna czyli 6 funtowa 57 mm Cała reszta gołym okiem

  2. Markus

    Wszystko dobrze, tylko Powstanie Listopadowe (a tym bardziej Powstanie Styczniowe) było zbrodnią na narodzie polskim. Powstanie można wywołyć tylko i wyłącznie przy niezwykle korzystnej koniukturze politycznej, czyli np. w pewnej części Wojny Krymskiej, albo (co się właśnie stało) - w 1918 roku, po przegranej wojnie przez wszystkich naszych zaborców. Wtedy kiedy mieliśmy walczyć o zwycięstwo i mieliśmy wszelkie dane do zwycięstwa, czyli w 1792, poddaliśmy się szybko. Wtedy kiedy nie mieliśmy szans na zwycięstwo i konsekwencje powstań musiały być tragiczne - 1794, 1830, 1863 - wywoływaliśmy powstania. Aż się prosi o pytanie czy za tymi powstaniami nie stała jakaś agentura.

    1. Monkey

      @Markus: Raczej za tymi powstaniami stało nasze niezrozumienie polityki. Naiwność, być może ignorancja. Zresztą, akurat w 1830-1831 mieliśmy szanse, ale nie mieliśmy dobrych dowódców. Jednak do Powstania Listopadowego nigdy by nie doszło, gdyby nie tchórzostwo naszego ostatniego króla (Stanisława, tfu. Augusta (nie zasłużył na taki tytuł) Poniatowskiego) i zdrady pierwszego dowódcy armiii litewskiej w 1792 roku. Dla jasności, był to Wirtemberczyk, czyli Niemiec. Tak samo jak do powstania z 1794 roku. Co do Styczniowego, pełna zgoda. Nie mieliśmy nawet nie tyle szansy, co nawet jej cienia.

    2. 7TP

      Mnie osobiście przekonała książka "Szanse Powstania Listopadowego" Jerzego Łojka, który twierdzi, że akurat to powstanie miało wszystkie atuty by się udać. Niestety na czele polskiej armii stanęli wtedy generałowie, którzy nie wierzyli w zwycięstwo i robili wiele, by powstanie upadło. Swoją drogą identyczną rolę by odegrali niektórzy generałowie poprzedniej ekipy rządzącej. Nawet jeden napisał książkę "Dlaczego przegramy wojnę z Rosją"...

    3. Markus

      Masz rację w 100%.

  3. Monkey

    Ciekawa analiza, ale zabrakło analizy działań generałow: Giełguda (zupełnie nieudolnych, za co zapłacił najwyższą cenę), Dembińskiego i Chrzanowskiego na Litwie czy Dwernickiego na Ukrainie. A to były wojska regularne toczące walki tak naprawdę w partyzanckim stylu. Może za wyjątkiem Dwernickiego, bo on akurat stoczył poważną regularną bitwę. Ale sam zbyt długo obozował pod twierdzą Zamość.. Zabrakło również, znowu z Litwy, wspomnienia Emilii Plater. Co do Powstania Styczniowego, nie mieliśmy wyjśćia. W przeciwieństwie do Listopadowego nie posiadaliśmy regularnej armii, a niektórymi oddziałami powstańczymi dowodzili nawet katolicy księża, jak np. ksiądz Brzóska.

  4. gregoz68

    Bardzo cenny tekst. Dzięki. Artystyczne zastrzeżenie - Emilia Plater wisi w mym mieszkaniu)

  5. Anty 50 C-cali

    Litania dla WSZYSTKICH co pluli jadem na "wojska niedzielne, po co im Fly eye, Warmate, Jaweliny"---dropik ,rozmaity od szydzenia z "bizancjum" - Raka - pomykacza po drogach wschodniej Polski!!!, Jak hiMars, podobno w liczbie -9!? na Chersońwszczyźnie. czy inny Marek nr 1 od wycia o goździku 122m. Gdy GRUZINI przyjechali, rozłożyli lufisko moździerza 120mm, wypieprzyli 10+ bomb , korygowanych przez dron....i w nogi. na Ukrainie. Jak szkopskie wyliczenia bomb 82mm, dla dogodzenia celowi, stacjonarnemu, 70 lat temu. Danisz? gdziesz nick zatracony, od "spadania" sensownego ppk z powiatu suwalskiego. Wygrali ostanio zawody na Spike? "Z"a"v"edziony/?!