Geopolityka

Monachium areną sporu z USA? Juncker i Gabriel przeciwko zobowiązaniom NATO

Fot. U.S. Department of State / Flickr.com
Fot. U.S. Department of State / Flickr.com

"Nie podoba mi się, że nasi amerykańscy przyjaciele zawężają pojęcie bezpieczeństwa to sił zbrojnych" - stwierdził szef Komisji Europejskiej Jean Claude-Juncker. Część zachodnich elit kwestionuje podstawowe zobowiązania NATO, co grozi sporem z USA i z pewnością będzie przedmiotem dyskusji na rozpoczętej niedawno konferencji w Monachium.

"Post-Prawda, Post-Zachód, Post-Porządek?" - tytuł tegorocznego raportu wydanego przed rozpoczynającą się dzisiaj Monachijską Konferencją Bezpieczeństwa w Monachium doskonale oddaje niepewność i zaniepokojenie gwałtownie zmieniającą się sytuacją międzynarodową. Kluczowy dla odpowiedzi na to pytanie będzie kształt polityki zagranicznej Donalda Trumpa, a z perspektywy Europy jego stosunek do amerykańskiego zaangażowania w ramach NATO. Już dziś można powiedzieć, że zapowiedzi z czasów kampanii prezydenckiej, kiedy ówczesny kandydat domagał się wzrostu nakładów wojskowych przez europejskich członków (zgodnie z traktatowymi zapisami), nie były jedynie hasłami na potrzeby walki o Biały Dom.

W czasie spotkania ministrów obrony narodowej Sojuszu, gen. James Mattis nie pozostawił wątpliwości, że stopień zaangażowania USA będzie uzależniony od wzrostu wojskowych budżetów po tej stronie Atlantyku. "Amerykanie nie mogą troszczyć się więcej o przyszłe bezpieczeństwo waszych dzieci niż wy sami" - powiedział amerykański sekretarz obrony. 

Czytaj więcej: Koniec z europejską "jazdą na gapę" w NATO [ANALIZA]

Na słowa Mattisa odpowiedział szef Komisji Europejskiej, krytykując amerykańskie naciski w tej kwestii. Jak poinformowała agencja Reuters, w czwartek Jean-Claude Juncker powiedział, że amerykańska percepcja bezpieczeństwa jest "zbyt wąska" i ogranicza się jedynie to kwestii militarnych. "Jeśli zobaczymy co Europa robi w kwestii obrony, plus pomocy rozwojowej, plus pomocy humanitarnej porównanie ze Stanami Zjednoczonymi wygląda (..) inaczej. Nowoczesna polityka nie może polegać jedynie na podnoszeniu wydatków budżetowych" - powiedział polityk.

To [zwiększanie budżetów wojskowych państw Europy] było amerykańskim syganłem od wielu, wielu lat. Jestem bardzo przeciwny popychaniu nas do tego

Jean-Claude Juncker, szef Komisji Europejskiej

Szef Komisji Europejskiej w ten sposób faktycznie zlekceważył deklaracje, podjęte przez państwa NATO (a więc w większości również członków UE) na szczycie w Walii i w Warszawie. Zobowiązanie przeznaczania na obronę 2% PKB istniało zresztą już wcześniej (było przecież bazą przyjęcia przepisów określających finansowanie obronności Polski w 2001 roku). Założenia Sojuszu Północnoatlantyckiego zostały przyjęte jednomyślnie decyzjami rządów suwerennych państw. Sprzeciwił się też rezolucji Parlamentu Europejskiego, wzywającej do wydawania na obronę 2% PKB. Kwestie bezpieczeństwa pozostają więc przedmiotem ostrego sporu między częścią polityków europejskich a USA.

W podobnym duchu wypowiedział się szef niemieckiej dyplomacji. "Uważam, że rozpatrywanie budżetów na obronę w oderwaniu (od innych dziedzin) nie ma sensu. Niemcy angażują się znacznie bardziej w pomoc dla krajów rozwijających się niż inne kraje NATO" - powiedział Sigmar Gabriel podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych grupy G-20 w Bonn. "Wydajemy przecież 30-40 mld euro na integrację prawie miliona uchodźców. Uważam, że to też jest wkład w stabilność i bezpieczeństwo" - dodał polityk. Gabriel nie wykluczył jednak, że Europa i Niemcy powinny podjąć większe wysiłki w polityce obrony.

Jeśli Ameryka odwróci się, zmusi to Europę do zrobienia tego, co powinna zrobić już dawno. Wzmocnienie Europy jest właściwą odpowiedzią

Sigmar Gabriel, minister spraw zagranicznych Niemiec

Szef KE i część polityków europejskich najwyraźniej więc nadal uznają za normalną sytuację, w której siłom zbrojnym rozwiniętych krajów UE brakuje podstawowych zdolności obronnych, właśnie z uwagi na podejmowane w ubiegłych latach cięcia budżetowe. Współpraca międzynarodowa może być skuteczna tylko w sytuacji, gdy będzie związana ze zwiększeniem strumienia zasobów przeznaczanych na obronę. Szef niemieckiego MSZ najwyraźniej "zapomniał", że chwalone przez niego w jednej z wypowiedzi Rumunia i Czechy, które zacieśniają współpracę z Bundeswehrą istotnie zwiększają swoje budżety obronne, również pod kątem ich udziału w PKB.

W przypadku Niemiec można zauważyć pewien rozdźwięk pomiędzy słowami szefa dyplomacji a działaniami ministerstwa obrony narodowej, które powoli zwiększają poziom wydatków na armię. Jednak według ostatniego raportu pełnomocnika ds. wojskowych Bundestagu modernizacja i tak przebiega zbyt wolno. W dodatku w 2018 r. poziom nakładów na armię może spaść do poziomu 1,18 proc., tym samym spowalniając osiągnięcie poziomu 2-procentowego progu wydatków na obronność, choć ostateczna decyzja o budżecie obronnym zostanie podjęta po wyborach parlamentarnych.

Czytaj więcej: Niemcy: 100 "nowych" Leopardów do 2023 roku. Modernizacja zbyt wolna

Wypowiedź Gabriela, to kolejna po słowach Hilde Mattheis i Reinera Arnolda opinia kwestionująca potrzebę zwiększania budżetu obronnego oraz istnienie samego NATO. Mattheis, przewodnicząca frakcji Demokratycznej Lewicy działającej w ramach SPD, stwierdziła, że "Długoterminowo dążymy do integracyjnej struktury bezpieczeństwa dla całej Europy, co perspektywicznie czyni NATO zbędnym". Natomiast Arnold, który zasiada w komisji obrony Bundestagu z ramienia SPD, nazwał zwiększenie budżetu obronnego do dwóch procent "utopijnym", "niewłaściwym" i "niepotrzebnym". Biorąc pod uwagę zbliżające się rozpoczęcie prac nad programem wyborczym socjaldemokratów oraz serię wypowiedzi przedstawicieli SPD, wygląda na to, że na niemieckiej lewicy popularnością cieszy się opcja odejścia od dotychczasowej wizji odbudowy nimieckiej armii i w związku z tym wzrostu funduszy dla Bundeswehry.  

Nie da się też nie zauważyć, że w Republice Federalnej obronność jest przedmiotem sporu politycznego. Frakcja Angeli Merkel dąży - pomimo wszystkich problemów - do wzmocnienia Bundeswehry, czemu jednak co najmniej niechętna jest część socjaldemokratów. Oczywiście, kierowany przez Ursulę von der Leyen resort obrony dąży do zacieśniania współpracy wojskowej, ale w dużej mierze odbywa się to drogą budowy nowych zdolności. Przykładowo, reaktywowany 414 batalion pancerny, którego jednostki ćwiczyły w Drawsku Pomorskim wraz z Holendrami (w składzie 43. Brygady Zmechanizowanej) miał być wcześniej jednostką rezerwową, a holenderska brygada - w ogóle nie dysponować czołgami. Również wspólny zakup okrętów podwodnych z Norwegią będzie się wiązał z podwyższeniem docelowej liczby takich jednostek w niemieckiej marynarce (z sześciu do ośmiu).

Czytaj więcej: Bundeswehra wojskowym hubem Europy? "Czechy i Rumunia zwiększają współpracę"

Jak na razie kryterium 2 proc. PKB spełniają Polska, Grecja, Estonia, Wielka Brytania i USA, również inne kraje bałtyckie, Rumunia i Francja są relatywnie blisko tego celu (biorąc pod uwagę plany na lata 2017-18). Największy potencjał do podwyższania wydatków na obronę mają Niemcy, Holandia czy Dania - silne gospodarki, przeznaczające na obronę około 1,2 proc. PKB, choć takie decyzje mogą być bardzo trudne z politycznego punktu widzenia. Kraje południa Europy borykają się bowiem z trudną sytuacją finansów publicznych. Działania państw zachodnich mogą być kluczowe dla całego NATO, gdyż państwa wschodniej flanki mają w różnym stopniu ograniczony potencjał i borykają się z wieloletnimi zapóźnieniami w rozbudowie i modernizacji swoich sił zbrojnych, a ich zniesienie będzie trudne nawet w wypadku osiągnięcia poziomu 2 proc. PKB. 

Pomysł zaktywizowania europejskiej współpracy wojskowej jest dobry, jednak tempo procesu oraz niedostatki w funduszach przeznaczanych na armię oraz samego potencjału, sprawia, że plany utworzenia samodzielnej, oderwanej od NATO struktury są nierealne. Dla Europy kluczowe jest obecnie przekonanie USA, że w ich interesie leży kontynuowanie swojej obecności w tej części świata i podjęcie działań, które udowodnią, że rzeczywiście podejmowane są działania w celu zwiększenia europejskiego wkładu w działania Sojuszu. Bez udziału Stanów Zjednoczonych Europa nie dysponuje potencjałem pozwalającym na zagwarantowanie bezpieczeństwa, dlatego dalsze zaniechania zwiększania wydatków i w konsekwencji spowolnienie lub przerwanie modernizacji stanowi zagrożenie dla Europy. 

Lidia Gibadło, Jakub Palowski

 

Jeśli jesteś przedstawicielem wybranych instytucji zajmujących się bezpieczeństwem Państwa przysługuje Ci 100% zniżki!
Aby uzyskać zniżkę załóż darmowe konto w serwisie Defence24.pl używając służbowego adresu e-mail. Po jego potwierdzeniu, jeśli przysługuje Tobie zniżka, uzyskasz dostęp do wszystkich treści na platformie bezpłatnie.