Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ

USA vs Chiny. Pentagon ujawnia plan dla kluczowego regionu

Amerykańska wyrzutnia M270A2 z 1-38 Pułk Artylerii Polowej podczas strzelań w Korei Południowej.
Amerykańska wyrzutnia M270A2 z 1-38 Pułk Artylerii Polowej podczas strzelań w Korei Południowej.
Autor. U.S. Army photo by Sgt. Ashton Smith

Elbridge Colby szczegółowo przedstawił wizję prowadzenia polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych w rejonie Indo-Pacyfiku. Podczas przemówienia na Filipinach przedstawiciel Pentagonu mówił o tym, jak rozumie współczesną współpracę z azjatyckimi sojusznikami.

Niedawno Elbridge Colby odbył pierwszą wizytę w Azji Południowo-Wschodniej w roli podsekretarza stanu ds. polityki wojennej w Pentagonie. W trakcie tygodniowej podróży odwiedził Filipiny, Indonezję oraz Tajlandię. Podczas wystąpienia w Stratbase Institute w Manili nakreślił wizję polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych wobec Indo-Pacyfiku. Z opublikowanego przez Pentagon komunikatu wynika, że w sposób szczególny Colby’emu zależało na tym, aby podkreślić znaczenie tego regionu dla żywotnych interesów USA oraz zagwarantować obecność odpowiednich sił wojskowych gotowych do ich ochrony.

Reklama

W zgodzie z doktryną

Po raz kolejny ważny przedstawiciel amerykańskiej władzy wskazał Azję i Indo-Pacyfik jako obszar o szczególnym znaczeniu dla interesu Stanów Zjednoczonych. Uzasadniając wypowiadane słowa, nawiązywał do kluczowych dokumentów strategicznych USA.

„W Strategii Bezpieczeństwa Narodowego stwierdza się wprost, że aby »rozkwitać w kraju, musimy skutecznie konkurować« właśnie tutaj. Z kolei Strategia Obrony Narodowej wskazuje, że utrzymanie dostępu Stanów Zjednoczonych do tego kluczowego regionu ma »wyjątkowo realne – a wręcz fundamentalne – konsekwencje« dla żywotnych interesów Ameryki” – powiedział Colby, którego zdaniem amerykańskie interesy są dziś szczególnie związane z Indo-Pacyfikiem. W związku z powyższym przed Departamentem Wojny postawiono za cel jak najlepszą ochronę tych interesów. Colby zapowiada wzrost amerykańskiego zaangażowania militarnego w regionie, ale również mocno podkreśla potrzebę większego zaangażowania azjatyckich sojuszników USA.

Zdaniem sekretarza obecna administracja wraca do „najlepszej tradycji amerykańskiej polityki zagranicznej”. Colby ma tu na myśli „republikański realizm”, który objawiał się w polityce Dwighta Eisenhowera, Henry’ego Kissingera, Ronalda Reagana i który na pierwszym miejscu stawiał interes USA i Amerykanów. Ów realizm ma nie wykluczać uwzględniania interesów innych państw, a istotną rolę odgrywać ma szeroko rozumiana dyplomacja, która ma pomagać angażować się w dialog z potencjalnymi wrogami.

Według głównego stratega Pentagonu polityki Waszyngtonu nie można nazywać izolacjonistyczną. Jest to raczej polityka „dostosowująca się” do poszczególnych wyzwań, czego przykładem ma być nie tylko podejście do sojuszników w Azji, ale także Trump Corollary i uwspółcześniona wersja Doktryny Monroe’a na Zachodniej Półkuli oraz koncepcja NATO 3.0, która jasno definiuje zmianę myślenia o relacjach z europejskimi członkami Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Amerykańskie zaangażowanie we wspieranie sojuszników ma być szczególnie widoczne poprzez utrzymywanie postawy odstraszania (deterrence by denial) w określonych rejonach świata. W przypadku Azji i Indo-Pacyfiku chodzić ma o stworzenie odpornej architektury rozciągającej się wzdłuż tzw. Pierwszego Łańcucha Wysp (Japonia, Tajwan, Filipiny, Malezja, Brunei oraz Indonezja). Jak wskazuje Colby, obejmować ma ona „solidną, rozproszoną logistykę teatru działań oraz zasoby rozmieszczone z wyprzedzeniem na zachodnim Pacyfiku”.

„Jesteśmy zdecydowani budować tę wspólną infrastrukturę logistyczną wraz z naszymi sojusznikami i partnerami, zapewniając sobie zdolność do utrzymania siły bojowej tam, gdzie ma to największe znaczenie. Jednak ta architektura obronna nie może spoczywać wyłącznie na barkach Ameryki. Musi być wspierana przez sieć wysoce zdolnych, suwerennych państw, które zmodernizowały swoje siły zbrojne i podjęły działania w celu zabezpieczenia własnego terytorium, przekształcając nasze relacje w prawdziwe partnerstwa oparte na równości” – wskazuje polityk.

„Dysponując siłami bojowymi o sprawdzonej skuteczności, sprawimy, że agresja stanie się ewidentnie niewykonalna, i zapewnimy silny efekt odstraszający, co doprowadzi do trwałej równowagi sił. Nie chodzi tu o pustą retorykę; jest to sprawdzona, historyczna recepta na trwały pokój” – podsumowuje ten wątek.

Podobnie jak Hegseth

Elbridge Colby kilkukrotnie nawiązywał do niedawnej wypowiedzi sekretarza obrony USA Pete’a Hegsetha, który pod koniec maja w Singapurze, również wskazywał na amerykańskie priorytety na Indo-Pacyfiku. Trzeba przyznać, że w wielu punktach wystąpienia obydwu panów były ze sobą zbieżne. W jednym i drugim przypadku przewijały się wątki Pierwszego Łańcucha Wysp, Doktryny Monroe’a czy strategii Deterrence by Denial. Pewną różnicą jest to, że sekretarz Hegseth odnosił się w swoich historycznych inspiracjach także do prezydenta Theodore’a Roosevelta i jego „Big stick policy”.

Hegseth – w odróżnieniu od Colby’ego – bezpośrednio odniósł się również do największego zagrożenia dla azjatyckich sojuszników USA, czyli Chin. Szef Pentagonu stwierdził, że hegemonia jednego mocarstwa na Pacyfiku (w domyśle Pekinu) zburzyłaby regionalną równowagę w regionie. „To, czego szukamy i o czym mówi prezydent Trump, to stabilna równowaga, która służy Amerykanom i naszym sojuszników. To korzystna i trwała równowaga sił, w której żadne państwo, łącznie z Chinami, nie może narzucić hegemonii” – mówił.

Wyróżnieni sojusznicy

Ważnym punktem przemowy Elbridge’a Colby’ego było też odniesienie się do konkretnych sojuszników w Azji. Przedstawiciel Pentagonu podkreślał znaczenie organizacji ASEAN, odniósł się również do poszczególnych państw.

„Nasi partnerzy w Manili, Bangkoku, Dżakarcie, Singapurze, Hanoi, Kuala Lumpur i innych miejscach – którzy prowadzą z nami regularne i częste rozmowy – doskonale wiedzą, czym zajmuje się Departament Wojny. Wśród osób faktycznie ponoszących odpowiedzialność za obronę narodową nie ma żadnych niejasności co do naszej strategii i podejścia. Wiedzą, że aktywnie rozszerzamy naszą pozycję wysuniętą, przyspieszamy dostarczanie twardych zdolności bojowych na teatr działań oraz budujemy fizyczną infrastrukturę prawdziwej obrony opartej na uniemożliwianiu dostępu” – powiedział architekt Narodowej Strategii Bezpieczeństwa.

W tym samym miejscu chwalił on sojuszników za konkretne rzeczy: Filipiny za zwiększone nakłady na własne wojsko i straż przybrzeżną; Tajlandię za „realistyczne szkolenia bojowe”; Indonezję za Major Defense Cooperation Partnership; Wietnam i Malezję za odrzucenie „barier ideologicznych” na rzecz poprawy świadomości domeny morskiej oraz Singapur za goszczenie sił rotacyjnych i bycie głównym filarem obecności wojskowej USA.

Sojusznicy powinni być oceniani poprzez „rzeczywiste zdolności, postawę, gotowość przemysłową oraz ciche, nieustanne wzmacnianie potencjału odstraszającego (…)” – mówił Elbridge Colby. „Gdy nasi partnerzy są silni, silny jest również efekt odstraszania” – podsumował.

Reklama

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować