Geopolityka

Turecki zakup systemów S-400 na fali sprzecznych doniesień

Fot. Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej [mil.ru]
Fot. Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej [mil.ru]

Napięta i niejasna sytuacja wokół tureckich dążeń do zaopatrzenia się w rosyjskie systemy przeciwlotnicze S-400 Triumf prowokuje kolejne spekulacje i nieoficjalne komunikaty międzynarodowych agencji informacyjnych. W ostatnim czasie znalazły się wśród nich dalece rozbieżne doniesienia – z jednej strony zapowiadające rychły wyjazd tureckiego personelu do Rosji na przeszkolenie z obsługi nowych zestawów rakietowych, a z drugiej sugerujące bliskie wycofanie się Turcji z rosyjskiej umowy pod naciskiem USA.

Pierwszy z komunikatów podały tureckie media, powołując się na doniesienia rosyjskiej agencji informacyjnej TASS z 6 maja br. o domniemanych przygotowania tureckich operatorów zestawów rakietowych do wyjazdu na szkolenie do Rosji, gdzie mieliby poznać zasady obsługi systemu S-400. Zgodnie z treścią doniesienia, stuosobowy turecki personel będzie mógł rozpocząć trening na terytorium Federacji Rosyjskiej wraz z końcem maja tego roku. Oprócz tureckich żołnierzy, uczestnikami szkolenia mieliby być w tym samym czasie także przedstawiciele chińskich sił zbrojnych.

W treści doniesienia znalazła się również deklaracja terminu przewidywanego dostarczenia pierwszych systemów S-400 do Turcji. Zgodnie z nim, rosyjski eksporter sprzętu wojskowego, Rosoboroneksport, spodziewa się zrealizowania dostawy bez opóźnień, czyli jeszcze przed końcem 2019 roku. Całość wyjawionych informacji ma jednak charakter nieoficjalny – TASS powołuje się w tym przypadku na anonimowe źródło w rosyjskim resorcie obrony.

W kontraście do tych doniesień, zaledwie kilka dni później rosyjski serwis Sputnik przytoczył rewelacje niemieckiego magazynu Contra, który zasygnalizował amerykańskie postępy w odciąganiu Turcji od zamiaru zakupienia rosyjskich systemów rakietowych. W artykule zwrócono uwagę na „trudną sytuację gospodarczą i strach” Turcji przed amerykańskimi sankcjami, skłaniające Ankarę do spolegliwej postawy względem zachodniego sojusznika i spodziewanej rezygnacji z zakupu systemów S-400.

O rozważanym wycofaniu się Turcji z umowy z Rosją doniósł przede wszystkim niemiecki dziennik „Bild”, powołując się na kontakty w tureckich kręgach dyplomatycznych. W przypisie do opublikowanej treści portal Sputnik uwzględnił jednak również bezpośrednie dementi ze strony szefa departamentu komunikacji w gabinecie tureckiego prezydenta, Fahrettina Altuna, który zaprzeczył, jakoby Erdogan był skłonny zrezygnować z zakupu rosyjskich S-400.

Komentarze (6)

  1. Lechistan

    Turcja stroszy pióra i nic więcej. Jej pozycja w szerszym kontekście jest b. słaba. Rosjanie jej pomagają w "wyciśnięciu" jak najwięcej od Amerykanów ale tak się ni gra na najwyższych szczeblach. Turcja chce być uznawana za lokalne małe "mocarstwo" ale słoma, słoma wystaje z butów i blef jest cienki. Aż dziwię się, że Amerykanie tak długo prowadzą tę grę. Rosja nie ma wiele do zaoferowania: S 400, trochę czołgów i co jeszcze? Pustka, aha trochę gumiaków, kufajek... gospodarczo nic. W sumie problemem Turcji jest jak wyjść z twarzą z taniego wodewilu Erdogana.

  2. andys

    A może jest tak, że Turcy ocenili sytuacj tak - cos w rodzaju F-35 możemy zrobić sami a S-400 już nie?

  3. Bogdan KrK

    Tak, Turcja została partnerem w programie F-35, ale już za czasów Erdogana, w 2004 r., awantura o F-35 jest kartą targową dla Trumpa, jest "konflikt", bo Turcja odmawia ugiąć się przed Washingtona wolą i dalej negocjuje, czyli do konca, do skutku! Turcy zamierzają produkować (wraz z partnerem „X” / BAE systems / Suchoj?) własny myśliwiec 5.-6. generacji i już mają technologie do opracowywania i produkukowania własnych samolotów bezzałogowych. @dim > 27 lutego 2019 r. na Morzu Czarnym, Morzu Egejskim i Morzu Śródziemnym największe tureckie manewry morskie w historii Turcji rozpoczęły się pod nazwą „Mavi Vatan” i wkrótce będą znowu wielki manewri na Morzu Egejskim, Czarnym i Morzu Śródziemnym. Więc zastanawiam się, gdzie chowują się Turcy? Wręcz przeciwnie, otwarcie pokazują, KTO dominuje, KTO panuje nad morzami, ponieważ Turcja broni swoich interesów, Grecy nie mają szans na Morzu Egejskim. Być może jest to związane z faktem, że istnieje intensywna współpraca między Izraelem, Egyptem, Grecją i Cyprem (południowym) a być może z czymś innym ... Fakt jest tak, że Turcja stała się regionalną potęgą gospodarczą i militarną, Turcja ma dzisiaj więcej do powiedzenia w NATO i na arenie międzynarodowej.

    1. Davien

      Juz kiedys pisałym podobnym do ciebie: kupcie sobie lepszy translator bo tego co wypisujesz czytac się nie daje:)

    2. Kangal

      a z czym się nie zgadzasz? Dawaj pogadajmy

  4. dim

    Proponuję - odpowiedzcie sobie Państwo na kilka pytań. Pierwsze, to czy przy takich targach, jak te obserwowane już od lat, do ostatniej chwili i widać, że jeszcze także nieźle po niej - czy cena "obojętnie czego", co Turcja w końcu kupi, może wzrosnąć ? Czy opaść. I drugie - nikt nie chciał faktycznie dzielić się z Turkami technologią produkcji, prawda ? Czy ta sytuacja pogłębi się ? Czy też ma szansę ulec zmianie, o charakterze "potrzeba więcej marchewki, skoro kij nie pomógł" ? Trzecie: Jak widać - mówiłem o tym dawno, ale teraz już widać i z Polski - Turcja zabiera się za cudze szelfy kontynentalne (cypryjski i grecki). Obstawiła je okrętami i wierci. A wiadomo, że leży tam pod dnem łącznie setki miliardów, czyli dziesiątki miliardów zysku dla państwa-właściciela. Stąd wątpliwość: Czy Turcja, która wyszłaby z NATO... jasne, że wtedy natychmiast przyjętoby do NATO Cypr, który i tak zaproszony był ostatnio na NATOwskie uroczystości w tej części M.Śródziemnego - wobec czego oburzona Turcja je zbojkotowała... - czy Turcja mogłaby realizować taką politykę przygotowania do kolejnych zaborów, jak robi to obecnie ? Morze Egejskie: Ostatnio ile razy Turcja za bardzo się tu panoszy, przypływają Amerykanie, najpierw na Kretę, potem z Grekami na Egejskie "przeprowadzić ćwiczenia" i Turcy chowają się. Jednocześnie jednak enigmatycznie USA podkreślają, że oczywiście bogactwa Morza Śródziemnego winny być wykorzystywane ku pożytkowi wszystkich narodów, mieszkających nad jego brzegiem. Na co Turcja oczywiście woła: Ależ to my mamy najwięcej brzegu ! - i znów wychodzi w morze. Czyli klasyczne US-dziel i rządź. I nikt (w tym regionie) nie może się z niego wyłamać, jakikolwiek handlowy teatr dramatyczny czy komedii nie byłby odstawiany.

    1. Adam S.

      @dim, Poprawa "atrakcyjności" Turcji w negocjacjach handlowych, oraz skłonność dużych graczy do dzielenia się z Turcją technologią, nie wynika z bardzo agresywnych i ryzykownych "negocjacji", które prowadzi Erdogan. Wręcz przeciwnie: Turcja wypracowała sobie pozycję dzięki wieloletniemu rozwojowi gospodarczemu i cywilizacyjnemu, dzięki rozwojowi własnego przemysłu obronnego. Zostali partnerem w programie f-35 PRZED awanturami Erdogana, a teraz mogą tę pozycję stracić. Mogą wynegocjować sobie więcej "marchewki", ale strat w zaufaniu u sojuszników już raczej nie odrobią.

    2. dim

      Turcję zawsze obchodziło wyłącznie "kto da więcej?", nie respektują kryterium "zaufanie". Ciekawe są w tej mierze wspomnienia osób, którym przyszło, kierując jakimś terenem, liczyć na dotrzymanie tureckiej "lojalności" wobec wiernego sojusznika. Plus zwyczaj dostarczania sułtanom głów każdego wasala wybitniejszego, niż przeciętna - mówi to za siebie. Albo na przykład okoliczność, że kandydaci na kolejnego hospodara przyjeżdżali z darami, sułtan kazał liczyć, kto przywiózł więcej ? na ogół to jego wskazywał, a pozostałym np. obcinał głowy. Ale dary oczywiście zgarniał od wszystkich. To jest tradycja. To jest ich myśl polityczna. Wyrachowanie - normalność.

    3. Fanklub Daviena

      Przeciwnie - zaufanie zyskają jak zamiast F-35 kupią maszyny unijne lub wejdą w europejski program myśliwca 5/6 generacji. USA będzie darło buźkę o "utracie zaufania", ale Francja/Niemcy/Włochy itp. natychmiast powiedzą, że Turcji ufają a maszyny europejskie "są zabezpieczone przed wykradaniem informacji przez S-400", możesz być tego pewny. Wystarczy tylko słowo Erdogana, że woli europejskie niż amerykańskie i na wyścigi politycy UE (oczywiście za wyjątkiem Błaszczaka i podobnych Macierewiczów) będą wychwalać Turcję, tylko najwyżej jakaś Szwecja poprosi, aby z Gripenów nie bombardował Kurdów, o czym Erdogan ich solennie zapewni, jak zapewniał Niemców przy Leo2 a Szwedzi, tak jak Niemcy, będą udawać, że mu wierzą. Nie żeby USA były inne - w Wenezueli gorszy ich brak demokracji i łamanie praw człowieka, ale w takiej Arabii Saudyjskiej już nie... :)

  5. setra

    oby wzieli s400. inaczej bedziemy musili czekac dlugo na f35. a juz praktycznie jest zgoda ze strony usa zeby nam sprzedali.

    1. jackun

      i po co nam te g... f35, 1kosztuje 120mln, lepiej kupic u ruskich rakiety s400 tak jak turcy, albo su35 ktore sa 5x tansze

    2. Gts

      Byłyby dla nas finansową kula u nogi.

    3. Davien

      Panie GTS więc moze w końcu odpowiedz czemu? Bo jak na razie jedynie zmyslasz i ceny i cała reszte.

  6. obserwator

    Jest jeden problem, Erdogan "straciłby twarz". Pewnie nastąpi taktyczne przeciąganie całej sprawy w nieskończoność bo kasa i tak pusta.

    1. Gts

      On już dawno jej nie ma. Odkąd rządzi Turcja co raz wiecej traci z pozycji międzynarodowej. Sankcje byłyby dla nich zabójstwem gospodarczym. Tak naprawdę przestaliby produkować cokolwiek bo wiekszość newraligicznych podzespołów jest zagraniczna. Rządy dyktatora i tak zresztą spustoszyły im kasę. Taka cena władzy autokratycznej.