Geopolityka

Trzy scenariusze dla Białorusi. Co może zrobić Polska? [WYWIAD]

Wspólne rosyjsko-białoruskie ćwiczenia pod Pskowem. Fot. mil.ru.
Wspólne rosyjsko-białoruskie ćwiczenia pod Pskowem. Fot. mil.ru.

Na tym etapie sądzę, że Polska powinna pokazywać w NATO sytuację na Białorusi jako potencjalne zagrożenie dla Sojuszu. Jestem też zwolennikiem tego, by wnioskować o zwołanie Rady Północnoatlantyckiej w ramach art. 4. Miałoby to przede wszystkim wymiar polityczny, demonstracyjny, ale taka jest też rola Sojuszu Północnoatlantyckiego - mówi w rozmowie z Defence24.pl gen. bryg. rez. dr Jarosław Stróżyk, były zastępca dyrektora Zarządu Wywiadu w Kwaterze Głównej NATO w Brukseli i attaché obrony przy ambasadzie USA w Waszyngtonie. 

Jakub Palowski: Po wyborach sytuacja na Białorusi jest bardzo trudna. Głosowanie zostało ewidentnie sfałszowane, co wywołało protesty i brutalną odpowiedź władz. Pojawia się pytanie, jaki będzie dalszy przebieg sytuacji i jak reagować mogą władze w Mińsku oraz w Moskwie. Panie Generale, jakie Pana zdaniem są scenariusze rozwoju sytuacji? 

Gen. bryg. rez. dr Jarosław Stróżyk, były zastępca dyrektora Zarządu Wywiadu w Kwaterze Głównej NATO w Brukseli i attaché obrony przy ambasadzie USA w Waszyngtonie: Na tym etapie nie wykluczałbym żadnej opcji. Moim zdaniem możliwe są przede wszystkim trzy scenariusze. Pierwszy, to rozwiązanie typowo militarne. Nie ma wątpliwości, że Siły Zbrojne Białorusi, wraz z Siłami Zbrojnymi Federacji Rosyjskiej, mają przećwiczone scenariusze zbrojnej interwencji na Białorusi. Także takiej, w której to rosyjska armia mogłaby odgrywać wiodącą rolę. 

Tego rodzaju ćwiczenia były wielokrotne realizowane, choćby w ramach manewrów Zapad-2017, jak i innych, mniejszych ćwiczeń. Interwencja mogłaby odbyć się w ramach Państwa Związkowego, lub też w szerszej formule Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ). Musimy pamiętać, że powiązania Rosji i Białorusi dotyczą wielu obszarów, z których te wojskowe są na najwyższym poziomie. Zarówno w kwestii działań wojsk, ich gotowości do współpracy, ale też w obszarze kooperacji wojskowo-technicznej. Stąd zakładam, że siły zbrojne Rosji i Białorusi są przygotowane do działania, do interwencji. 

Uważam jednak, że taki scenariusz jest możliwy, ale stosunkowo mało prawdopodobny. Przeprowadzenie klasycznej interwencji, z użyciem dużych formacji, może nawet jednostek zmechanizowanych, powietrznodesantowych mogłoby prowadzić do rozlewu krwi, pod tym względem jest to najbardziej niebezpieczny scenariusz. Po jego sfinalizowaniu Putin musiałby sprawować kontrolę nad Białorusią wbrew zantagonizowanemu przez siebie społeczeństwu. A to byłoby mocno kosztowne, głównie w kontekście kolejnych sankcji unijnych i amerykańskich.

image
Na Białorusi trwają ćwiczenia z udziałem Sił Specjalnych Operacji. Fot. mil.by.

Pierwsze ruchy wojsk, związane z niepokojami społecznymi już miały miejsce. W Brześciu po zamieszkach na ulicach rozmieszczono elementy 38 Brygady Aeromobilnej, bazującej na stałe w tym mieście. Z kolei z Witebska do Grodna, pod granicę z Polską, przerzucane są elementy 103 Brygady. Formalnie to odpowiedź na ćwiczenia NATO, ale obie jednostki wchodzą w skład Sił Specjalnych Operacji – można powiedzieć, stworzonych do tego rodzaju interwencji, tak jak już to miało miejsce w Brześciu. Ale to dwie brygady, trzecia jednostka SSO – 5 Brygada Specnazu – bazuje pod Mińskiem i zapewne „odpowiada” za stolicę. A co z resztą regularnej armii? Protesty mają taką skalę, że bez bezpośredniego wsparcia Rosji, same siły specjalne, powietrznodesantowe, mogą być po prostu niewystarczające. 

Białoruskie jednostki specjalne, powietrznodesantowe, wielokrotnie ćwiczyły walkę przeciwko „kolorowym rewolucjom”, nie można się dziwić, że mogą być użyte właśnie w celu tłumienia niepokojów społecznych. A pozostałe jednostki? To jest pytanie, na ile te 50 tysięcy żołnierzy białoruskich sił zbrojnych żyje w oderwaniu od rzeczywistości. 

Widzimy przecież przechodzenie na stronę opozycyjną funkcjonariuszy OMON-u, jednostek MSW, a tutaj mówimy o regularnym wojsku. Wątpię, czy w takiej sytuacji gremialne zaangażowanie większości żołnierzy białoruskich w taką operację byłaby możliwe. Myślę, że na tym etapie sprawdzana jest lojalność żołnierzy, analizowane są różne scenariusze. Podkreślam, że w wypadku niekorzystnego rozwoju sytuacji, konsekwencje mogą być wręcz tragiczne, może dojść do rozlewu krwi. 

A co jeśli mielibyśmy do czynienia z interwencją z udziałem Rosji?

Możliwe jest połączenie tych wciąż lojalnych żołnierzy białoruskich z rosyjskimi. Takie wspólne jednostki są trudne do wykrycia, a żołnierze z obu państw mogliby razem dosyć łatwo przejąć kluczowe zakłady czy miejsca strategiczne dla Białorusi. Rosyjscy żołnierze mogliby także pełnić rolę formalnie wspierającą, a faktycznie wiodącą – nawet, gdyby nie występowali pod własną flagą, tylko zostali ukryci jako część armii Białorusi.

Pamiętajmy też o przynajmniej kilku miejscach na Białorusi, gdzie są zlokalizowane rosyjskie obiekty wojskowe, w tym baza łączności z rosyjskimi strategicznymi okrętami podwodnymi. Bardzo silne są też powiązania wojskowe w sferze obrony powietrznej. Na tym etapie takie duże przesilenie jest możliwe. 

Zwrócę jednak uwagę na co innego – możliwe pomniejsze działania hybrydowe, łączące się jednak w pewną całość. Co jest bardzo ważne i istotne — wojna informacyjna. Na Białorusi 90% ludzi ogląda rosyjskie programy informacyjne. Nie jest trudno pokazać w programach rosyjskiej TV „zagrożenie” ze strony NATO, „faszystowskie” protesty i próbować  destabilizować sytuację społeczną na Białorusi.

Można odnieść wrażenie, że rosyjskie media od paru dni zaostrzyły przekaz. Na początku relacjonowały demonstracje dość rzetelnie, pisały o pobitych, natomiast teraz coraz więcej słyszy się właśnie o „presji zewnętrznej”, eksponuje gotowość Rosji do „wsparcia”. 

Rosjanie zawsze podkreślali w czasie swoich ćwiczeń dwa źródła zagrożeń – grupy dywersyjne z innych państw, oczywiście NATO-wskich, działające na terenie Białorusi lub innych państw w przypadku ćwiczeń Centrum lub Wschód, czy też ugrupowania terrorystyczne na Zakaukaziu. Ale drugim oczywistym elementem było straszenie tym „złym” NATO, rozbudową infrastruktury wojskowej przy granicy z Białorusią czyli coraz bliżej Rosji. W tym kontekście Putin zawsze może także pokazywać rutynowe działania NATO, choć są one realizowane od wielu lat, czy też – planowane od dłuższego czasu i zrealizowane kilka dni temu – podpisanie umowy polsko-amerykańskiej. 

To wpisuje się w drugi scenariusz, który dopuszczam. Jest on – niestety – dosyć prawdopodobny i również niekorzystny. Na Białorusi wskutek protestów może dojść do niepokojów społecznych na pograniczu wojny domowej, destabilizacji państwa. Wówczas Putin mógłby się pojawić jako „zbawca”, człowiek, który chce rozwiązać ten konflikt – oczywiście na swoich warunkach. Mogłoby to obejmować prowadzenie negocjacji, ale też rozmieszczenie misji wojskowej – tym razem w celu „przywrócenia porządku”, pokoju.

To pozwoliłoby zrealizować cel Putina, polegający na zamrożeniu konfliktu. Z innych przykładów podobnych sytuacji konfliktowych widzimy, że dla Rosji taka sytuacja jest komfortowa. Dodajmy, że jeżeli protesty będą trwały kilka tygodni, na Białorusi może dojść do pogorszenia sytuacji gospodarczej. Tamtejsza gospodarka jest powiązana z rosyjską, tak jak armia, a może nawet bardziej. Jeśli więc, oprócz naturalnego i niekorzystnego gospodarczo efektu strajków, Rosjanie zaprzestaliby odbioru części białoruskich towarów, przekazywania subsydiów czy dostaw surowców energetycznych na preferencyjnych warunkach, to ludność na Białorusi znajdzie się w trudnym położeniu. To może prowadzić do destabilizacji.

A co w takiej sytuacji z prezydentem Łukaszenką? Pozostałby przy władzy, czy został zmuszony do odejścia. 

Moim zdaniem bardzo prawdopodobne jest to, że jednak Łukaszenka odejdzie. Znamy historię jego trudnych relacji z Putinem dlatego trudno oczekiwać aby Putin wystąpił w roi jego obrońcy. Może jednak znaleźć kandydata, który przejmie władzę po Łukaszence i w ten sposób wywierać presję na instytucje oraz społeczeństwo białoruskie. Zaznaczam, że ktokolwiek przejmie władzę po Łukaszence, musi mieć akceptację Moskwy. W ten sposób Putin może zabezpieczyć swoje interesy, także w zakresie obronności, natomiast Łukaszenka stałby się swego rodzaju kozłem ofiarnym.

Powtórzę, że Rosja ma silne instrumenty oddziaływania na Białoruś, wykraczające poza sferę militarną. Jednocześnie opozycja na Białorusi jest słaba. Dlatego scenariusz, w którym po niepokojach społecznych dochodzi do zmiany władzy koncesjonowanej przez Rosję, być może z jakimś elementem wprowadzenia wojsk, ale nie na pełną skalę, jest moim zdaniem całkiem prawdopodobny. W wypadku ponownych wyborów, można by wprowadzić kandydatów, jakich Moskwa może kontrolować. Takie sytuacje znamy już z innych państw. 

Na Białorusi powstają m.in. podwozia dla kompleksów uderzeniowych Iskander, produkowane w zakładach MZKT. mil.ru
Na Białorusi powstają m.in. podwozia dla kompleksów uderzeniowych Iskander, produkowane w zakładach MZKT. mil.ru

A trzeci scenariusz? 

To pokojowe przekazanie władzy, które jest najmniej prawdopodobne na tym etapie. Wybory i trwanie administracji do kolejnych wyborów. To jest możliwe, i z pewnością byłoby to korzystne dla społeczeństwa. Jednak chciałbym również tutaj wskazać na powiązania z Rosją. 

Nie jest przypadkiem, że prezydent Łukaszenka był wczoraj w zakładach MZKT, które produkują podwozia czy platformy nośne do rakiet międzykontynentalnych, czy systemów Iskander. Tutaj jednak te wszystkie powiązania wskazują, że Rosji zależy na miarę stabilnej Białorusi i posiadania tego kordonu sanitarnego przed NATO. Myślę, że na Kremlu widzą wzmożenie społeczeństwa białoruskiego i trudność w opanowaniu sytuacji gdyby doszło do rozwiązań stricte militarnych. 

Warunek jest jeden – w grę wchodzi kandydat, który będzie chciał współpracować z Rosją. Jeśli zostałby wybrany inny, Moskwa może chcieć eskalować sytuację – choćby za pomocą elementów niemilitarnych, o których mówiłem wcześniej, jak wstrzymanie dostaw surowców na preferencyjnych warunkach, odbioru zamówień. Z drugiej strony, państwa zachodnie mają trudności podejmowaniu działania na Białorusi. Również z uwagi na kryzys gospodarczy w Unii Europejskiej. Wątpię, by główne państwa członkowskie chciały brać na swoje barki odpowiedzialność za białoruską gospodarkę. 

Chciałbym zapytać o możliwość reakcji, o ewentualne konsekwencje dla państw NATO, szczególnie tych położonych blisko Białorusi, jak Polska czy Litwa.  

Na tym etapie sądzę, że Polska powinna pokazywać w NATO sytuację na Białorusi jako potencjalne zagrożenie dla Sojuszu. Jestem też zwolennikiem tego, by wnioskować o zwołanie Rady Północnoatlantyckiej w ramach art. 4. Miałoby to przede wszystkim wymiar polityczny, demonstracyjny, ale taka jest też rola Sojuszu Północnoatlantyckiego. 

To pokazałoby, że NATO nie jest „na urlopie w sierpniu”, tylko bacznie przygląda się sytuacji. Obserwowanie rozwoju sytuacji to interes strategiczny naszego państwa, ale też Litwy, Łotwy i Estonii. Jeśli chodzi o reakcję, to oczywiście musimy wspierać dążenia demokratyczne Białorusinów. W razie eskalacji ważne będzie udzielanie równych form ochrony międzynarodowej Białorusinom a na pewno wsparcie młodzieży, studentów, tak by wzmacniać więź ze społeczeństwem białoruskim.

Z kolei z punktu widzenia wojskowego, powinniśmy uruchomić wszystkie środki rozpoznania i wywiadu. Rzetelnie przyglądać się rozwojowi wydarzeń i nie wykluczać żadnego scenariusza. Jeżeli na Białorusi doszłoby do zbrojnej interwencji z zaangażowaniem Rosji, to tego rodzaju wydarzenia nie pozostają bez wpływu na nasze bezpieczeństwo, choć bezpośrednio oczywiście dotyczą one terytorium Białorusi i tamtejszego społeczeństwa, ale pośrednio wpływają na sytuację bezpieczeństwa na wschodniej flance NATO.

Dziękuję za rozmowę.

Współpraca Mateusz Zielonka

Komentarze