Geopolityka

Rusza dostawa S-400 do Turcji. Jakie konsekwencje? [ANALIZA]

Fot. mil.ru.
Fot. mil.ru.

Dostawa zakupionego przez Turcję od Rosji systemu S-400 rozpoczęła się. Oznacza to, że Turcja zignorowała ostrzeżenia USA, które zapowiedziały nałożenie sankcji na ten kraj i wykluczenie jej z programu F-35. Tymczasem w ubiegłym tygodniu pojawiły się doniesienia o możliwym wznowieniu procesu pokojowego między Turcją i PKK, który byłby prowadzony pod auspicjami USA.

Tureckie media podały w poniedziałek, że pierwsza partia rakiet S-400 zakupionych przez Turcję od Rosji jest już w drodze i dotrze do tego kraju jeszcze w poniedziałek lub najpóźniej we wtorek. Teraz piłka znajdzie się po stronie USA, które od miesięcy starały się namówić tureckiego przywódcę Recepa Tayyipa Erdogana do rezygnacji z tego zakupu. Jak widać bezskutecznie.

Administracja Trumpa może mieć wciąż nadzieję, że dostarczony system nie zostanie aktywowany, co sugerował zresztą kilka dni temu szef tureckiej dyplomacji Mevlut Cavusoglu. Twierdził on, że S-400 jako system defensywny nie musi być aktywny do czasu zaistnienia takiej potrzeby. Zostało to jednak szybko zdementowane przez rzecznika tureckiego rządu Ibrahima Kalina, który wykluczył możliwość złożenia nieaktywowanych rakiet w magazynie lub odsprzedania go państwu trzeciemu.

Faktem jest jednak, że Rosjanie rozpoczęli szkolenia tureckich żołnierzy z zakresu operowania systemem dopiero w maju, a turecki minister obrony Hulusi Akar stwierdził niedawno, że instalacja systemu zacznie się dopiero w październiku. Jest rzeczą oczywistą, że Erdogan nie mógł zrezygnować z dostawy S-400 pod wpływem nacisków USA, gdyż zaszkodziłoby to jego wizerunkowi silnego lidera (i tak nadszarpniętemu po wyborach w Stambule). Zwłaszcza, że według badania opinii publicznej przeprowadzonego przez turecki Uniwersytet Kadir Has 44 proc. respondentów stwierdziło, że Turcja powinna zakupić system S-400 mimo zastrzeżeń NATO i zapowiedzi nałożenia sankcji przez USA. Tylko 25 proc. jest przeciwnego zdania.

W badaniu tym zadano też pytania o ocenę stosunków Turcji z USA i Rosją. Aż 81 proc. respondentów uznało USA za zagrożenie dla Turcji, podczas gdy Rosję oceniło tak 44 proc. badanych (mniej niż Francję, Niemcy czy Wielką Brytanię). Mniej niż 5 proc. pytanych stwierdziło, że USA (a także Wielka Brytania i Francja) to przyjaciele Turcji.

Warto jednak zauważyć, że Donald Trump bynajmniej nie śpieszy się z nakładaniem sankcji na Turcję w związku z zakupem rosyjskiego systemu obrony przeciwlotniczej, choć zobowiązuje go do tego ustawa uchwalona przez Kongres w 2017 r. tj. Countering America’s Adversaries Through Sanctions Act (CAATSA). Zgodnie z tym prawem sankcje powinny być nałożone na każdy kraj, który dokonuje poważnej transakcji z rosyjskim sektorem obrony lub służbami specjalnymi Federacji Rosyjskiej. Tymczasem transakcja dot. S-400 miała miejsce w końcu 2017 r. i USA już wtedy mogły nałożyć sankcje.

Konsekwencje dostarczenia S-400 dotyczą trzech lub czterech kwestii. Po pierwsze chodzi o F-35, po drugie o udział Turcji w systemie NATO-wskich ćwiczeń, po trzecie o sankcje wynikające z CAATSA. Po czwarte mogą również objąć inne tematy sporne między USA a Turcją np. kwestię kurdyjską czy problem cypryjskich złóż gazowych.

Jeżeli chodzi o pierwszą kwestię to sprawa jest jasna i nie widać tu żadnej możliwości kompromisu. Turcja zostanie odsunięta od programu F-35 i nie otrzyma tych samolotów ze względu na zagrożenie uzyskania przez Rosję informacji na temat tego projektu po aktywacji S-400. Niedopuszczalność przekazania Turcji tych maszyn została zapisana też w wielu ustawach uchwalonych przez Kongres, który jest znacznie bardziej krytyczny wobec Turcji niż sam Trump. Turcja zapowiedziała odwołanie się do międzynarodowego arbitrażu w tej sprawie. Według ekspertów może najwyżej uzyskać odszkodowanie, ale nie ma szans na to by USA zostały zmuszone do przekazania samolotów.

Zakup S-400 może też ograniczyć skłonność innych państw NATO do udziału w ćwiczeniach NATO na terenie Turcji przy wykorzystaniu najnowszego sprzętu, jeśli będą się obawiać by określone tajemnice nie wpadły w ręce Rosjan.

Znacznie bardziej złożona jest jednak kwestia sankcji wynikających z CAATSA. W trakcie czerwcowego szczytu G-20 w Osace doszło do spotkania Trump-Erdogan, po którym turecki prezydent stwierdził, że Trump poparł tureckie stanowisko w sprawie S-400 i F-35 i zapewnił że żadne sankcje nie zostaną wprowadzone. Oczywiście pozostaje kwestia wiarygodności relacji Erdogana z rozmowy z Trumpem, gdyż obaj przywódcy wielokrotnie sugerowali zupełnie różne rzeczy wynikające jakoby z ich rozmów. Możliwość ominięcia sankcji wykluczył niezwłocznie po wypowiedzi Erdogana kluczowy sojusznik Trumpa w Kongresie sen. Lindsay Graham, choć dodał tradycyjną formułkę o tym jak ważnym sojusznikiem jest Turcja.

Wstrzymanie dostaw myśliwców F-35 dla Turcji wydaje się przesądzone, ale w grę wchodzą również inne konsekwencje. Fot. Staff Sgt. Marcy Copeland/USAF
Wstrzymanie dostaw myśliwców F-35 dla Turcji wydaje się przesądzone, ale w grę wchodzą również inne konsekwencje. Fot. Staff Sgt. Marcy Copeland/USAF

Sam Trump rzeczywiście stwierdził po spotkaniu w Osace, że „Turcja nie była traktowana uczciwie” sugerując, że za wybór S-400 przez Turcję odpowiada Obama bo jakoby odmawiał sprzedaży Patriotów do Turcji. Trump chwalił też Turcję za wypuszczenie pastora Brunsona w październiku ub. r. i deklarował, że obroty handlowe między Turcją a USA powinny być zwiększone z 75 mld usd do 100 mld usd.

Deklaracje Trumpa można odczytywać dwojako jednak z całą pewnością nie jako zgodę na instalację S-400. Wręcz przeciwnie, mogła być to ostatnia marchewka, która miałaby zachęcić Erdogana do rezygnacji z dostawy. Z drugiej strony przywołanie casusu Brunsona może wskazywać na możliwość jeszcze innego rozwiązania. Warto bowiem pamiętać, że choć Erdogan dba o swój publiczny wizerunek nieustępliwego przywódcy to jednak, jeśli ma szansę wycofania się rakiem z pewnych decyzji, to jest w stanie to zrobić. Tak właśnie było z Brunsonem. Sankcje nałożone na Turcję były bardzo bolesne ale Turcja wyszła z problemu z twarzą bo szybko skazała Brunsona na tyle więzienia ile już przesiedział, po czym go deportowała.

Podobna sztuczka została zastosowana wobec Joe Robinsona, byłego żołnierza brytyjskiego, który walczył w szeregach kurdyjskiego YPG w Syrii przeciwko Państwu Islamskiemu (co według Turcji jest działalnością terrorystyczną). By zapobiec kryzysowi dyplomatycznemu tureckie służby specjalne umożliwiły Robinsonowi „ucieczkę”. Turcja wypuściła też nagle w maju z więzienia Serkana Golge, który za kratkami spędził 3 lata. Golge to naukowiec pracujący dla NASA i mający podwójne, w tym amerykańskie, obywatelstwo i jego sprawa była też przedmiotem legislacji Kongresu, który powiązał uczestnictwo Turcji w programie F-35 m.in. z wypuszczeniem Golge z więzienia. Golge wciąż nie może jednak opuszczać Turcji.

Jeśli Turcja sądzi że USA uzna te kroki za wystarczające to prawdopodobnie spotka ją spory zawód. Turcja zagroziła też uczestnictwem w rosyjskim programie S-500, a także zakupem rosyjskich Su-57 lub chińskich J-20. Jeżeli jednak do tego dojdzie do prawdopodobnie oznaczać będzie przekroczenie Rubikonu i początek końca tureckiego członkostwa w NATO. Wcale jednak nie jest to przesądzone bo być może w przypadku S-400 zostanie zastosowany „wariant Brunsona” i Turcja będzie zwlekać z instalacją tego systemu, by po kilkunastu miesiącach się  go pozbyć.

Na to liczą najprawdopodobniej Amerykanie ale Turcja raczej gra na czas licząc, że dzięki temu uniknie sankcji do czasu instalacji, a w międzyczasie to Amerykanie ustąpią. Turcja nie może sobie bowiem również pozwolić na konflikt z Rosją, gdyż popadła w bardzo silne uzależnienie od Moskwy. Rosja, w przypadku tureckiej rezygnacji z instalacji S-400 może bowiem dać zielone światło na inwazję na syryjską prowincję Idlib, a być może również na tereny okupowane przez Turcję w Syrii, w tym wyzwolenie przez Kurdów zajętego przez Turków Afrinu.

To wiąże się z czwartą konsekwencją kryzysu związanego z S-400. Jedną z kluczowych kwestii spornych między Turcją i USA jest kwestia kurdyjska w Syrii Północnej. Po tym, jak w grudniu 2018 r. Trump zapowiedział wycofanie stamtąd wojsk USA (co do dziś nie nastąpiło) Turcja zaczęła szykować się do inwazji (która też nie miała miejsca). Dla USA zdominowane przez syryjskich Kurdów oddziały Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF) to sprawdzony sojusznik w walce z Państwem Islamskim, tymczasem dla Turcji to „terroryści” tożsami z Partią Pracujących Kurdystanu (PKK). Trump stwierdził jednak po spotkaniu w Osace, że tureckiej inwazji nie było i nie będzie bo przekonał Erdogana (który oczywiście tego nie potwierdził, tak jak Trump nie potwierdził że nie będzie sankcji).

Dziewiąty prototyp Su-57 z nowym silnikiem. Fot. mil.ru
Dziewiąty prototyp Su-57 z nowym silnikiem. Fot. mil.ru

Z kwestią tą łączy się również sensacyjna informacja podana przez niektóre tureckie i kurdyjskie media jakoby we wrześniu miał zostać wznowiony proces pokojowy między Turcją i PKK, a gwarantami tego procesu miałyby być USA oraz Kurdyjski Rząd Regionalny w Iraku. Zawarcie takiego porozumienia pozbawiłoby Rosję silnej karty przetargowej: Kurdów, których raz Rosja wydaje się wspierać by przycisnąć Turcję, a gdy otrzyma co chce pozwala Turcji atakować. Mogłoby również radykalnie zmienić układ sił w Syrii.

Z punktu widzenia USA byłoby to niewątpliwie bardzo korzystne rozwiazanie ale wątpliwe by istniała taka realna szansa. Erdogan jest bowiem zakładnikiem swojego nacjonalistycznego elektoratu. Poza tym bardziej prawdopodobne jest to, że «negocjacje» będą prowadzone z uwięzionym liderem PKK Abdullahem Ocalanem. Tyle, że Ocalan to symbol i większość Kurdów, w tym w szczególności dowództwo polowe PKK i kierownictwo legalnej HDP, nie ma wątpliwości, że po latach izolacji Ocalana jego oświadczenia są efektem nacisków tureckich władz. O gotowości Turcji do realnych rozmów nie świadczy też dobrze zabicie kilka dni temu w nalocie na znajdujące się w Iraku góry Kandil jednego z kluczowych dowódców polowych PKK Diyara Xeriba. Jeśli zatem «proces pokojowy» będzie polegał na wydaniu przez Ocalana oświadczenia nakazujacego Kurdom zaakceptowanie tureckiej okupacji północnej Syrii i rozbrojenie SDF to zostanie to całkowicie zignorowane przez Kurdów.

Kwestia kurdyjska to nie jedyna kwestia gdzie turecka gra w układzie międzynarodowym jest sprzeczna z amerykańskimi interesami. A w ostatnich dniach Turcja nasiliła swoje działania w tych obszarach. Być może chodzi o «podbijanie stawki», ale nawet jeśli tak jest to Turcja może się przeliczyć, zwłaszcza, że w Kongresie zwolenników ostrzejszego kursu przeciwko Turcji jest coraz więcej.

Chodzi między innymi o intensyfikację współpracy turecko-irańskiej i turecko-chińskiej. Turcja od dawna naciska na Iran w celu zwiększenia współpracy wojskowej i podjęcia wspólnych operacji przeciwko Kurdom. W ub. tygodniu Erdogan odwiedził natomiast Chiny, gdzie nie tylko podkreślił strategiczny charakter relacji chińsko-tureckich ale dodał, że kwestia ujgurska, mająca od dekad fundamentalne znaczenie dla Turcji, nie powinna mieć wpływu na relacje dwustronne.

Sprzeczne z interesami amerykańskimi były też działania tureckie w Afryce, gdzie na przełomie 2018 i 2019 r. Erdogan zaczął rozwijać strategiczne partnerstwo z objętym międzynarodowymi sankcjami (z inicjatywy m.in. USA) sudańskim dyktatorem Omarem al-Baszirem. Celem miało być m.in. założenie tureckiej bazy w Sudanie ale obalenie Baszira spowodowało, że nic z tych planów nie wyszło. Turcja zwiększa jednak w ostatnich tygodniach wsparcie dla libijskiego rządu w Trypolisie przeciwko ofensywie gen. Haftara, który nawiasem mówiąc jest obywatelem USA.

Znacznie poważniejsze znaczenie dla relacji Turcji z USA i europejskimi państwami NATO ma jednak podjęcie przez Ankarę nielegalnej eksploatacji gazu z cypryjskich złóż. Eskalacja napięć w tym zakresie również nastąpiła w ostatnich dniach co nie wskazuje na ugodową postawę Ankary. W pierwszych dniach lipca Turcja przerzuciła na kontrolowaną przez siebie część wyspy ponad 40 czołgów Leopard 2, a następnie wysłała w ten rejon drugi statek wiertniczy Yavuz. Cypr odpowiedział oskarżeniem o naruszenie jego suwerenności, a USA i UE wyraziły zaniepokojenie.

Kumulacja agresywnych działań Turcji w ostatnich dniach może być próbą podbijania stawki, a sygnały dotyczące procesu pokojowego z Kurdami niezręcznym pokazaniem «marchewki». Tyle że to niekoniecznie musi zadziałać. USA również mogą zintensyfikować działania represyjne, a to może zakończyć się dla Turcji katastrofą jeśli USA uznają, że kraj ten nie jest już ich sojusznikiem. Sankcje gospodarcze będą zresztą bardzo dotkliwe dla Turcji i w przypadku ich zaostrzenia mogą dobić turecką gospodarkę.  A jeśli Turcja znajdzie się poza NATO to z całą pewnością bardzo szybko PKK zostanie zdjęta z listy organizacji terrorystycznych, a to będzie dopiero początek. Tempo tych wydarzeń nie będzie jednak początkowo zbyt szybkie.

Jeśli jesteś przedstawicielem wybranych instytucji zajmujących się bezpieczeństwem Państwa przysługuje Ci 100% zniżki!
Aby uzyskać zniżkę załóż darmowe konto w serwisie Defence24.pl używając służbowego adresu e-mail. Po jego potwierdzeniu, jeśli przysługuje Tobie zniżka, uzyskasz dostęp do wszystkich treści na platformie bezpłatnie.