Reklama
  • ANALIZA
  • WIADOMOŚCI

Rosyjska Linia Dronów: od improwizacji do systemu. Wielkie zagrożenie dla NATO

Rosyjskie siły zbrojne przeszły w ciągu czterech lat drogę od chaosu i improwizacji do zhierarchizowanego, częściowo systemowego podejścia do użycia bezzałogowych systemów powietrznych. To rewolucja w sztuce wojennej, której skali i tempa Zachód wciąż nie docenia. Linia Dronów nie jest strukturą. Jest algorytmem działania. I właśnie dlatego jest tak groźna.

Start rosyjskiego bezzałogowca
Zdjęcie ilustracyjne
Autor. mil.ru

Przedstawiamy pierwszą część cyklu artykułów ppłk. rez. Macieja Korowaja ws. zagrożenia rosyjskich dronów. W drugiej przedstawione zostaną rekomendacje dla NATO i wnioski z konferencji Technodron 26

Wojna wielodomenowa w optyce Kremla

Aby zrozumieć rosyjskie podejście do bezzałogowców, trzeba najpierw pojąć, jak Moskwa definiuje sam konflikt. W dokumentach doktrynalnych Federacji Rosyjskiej wojna na Ukrainie opisywana jest jako naziemno-kosmiczna operacja wielodomenowa obejmująca sześć sfer, czyli ekonomikę, politykę, kosmos, ląd, morze i cyberprzestrzeń. To nie jest w rosyjskiej percepcji wojna o Donbas. To egzystencjalna konfrontacja z koalicją NATO, w której Siły Zbrojne Ukrainy pełnią rolę pośrednika. Tę narrację trzeba traktować ostrożnie, ponieważ jest ona jednocześnie elementem strategicznej komunikacji Kremla i odzwierciedleniem sposobu myślenia części rosyjskich decydentów. Jej konsekwencja operacyjna pozostaje jednak jednoznaczna. Konflikt ulega totalizacji. Nie ma tyłów, nie ma bezpiecznej głębi i nie ma trwałego rozdziału między strefą walki a zapleczem.

Pole walki bez granic

„Wojna to mentalność plus technologie” – tak brzmi cytat z rosyjskiego podręcznika dla dowódców oddziałów szturmowych. Zdanie wydaje się proste, ale jego znaczenie jest znacznie głębsze, ponieważ technologie oznaczają nie tylko sprzęt, lecz cały zestaw procedur, nawyków, łańcuchów decyzyjnych i sposobów organizacji walki.

Świadomość sytuacyjna na głębokości taktycznej i operacyjnej stała się niemal totalna. Każdy ruch może zostać wykryty, a każda kolumna logistyczna namierzona. Klasyczny manewr, czyli koncentracja sił i uderzenie w słaby punkt, staje się trudny do przeprowadzenia, gdy przeciwnik obserwuje pole walki w czasie niemal rzeczywistym. Rosyjskie dokumenty porównują tę zmianę do pojawienia się broni palnej. To porównanie jest zapewne zbyt śmiałe, ale sam kierunek analogii pozostaje trafny.

Ukraiński pierwowzór

Ironią historii pozostaje to, że rosyjska Linia Dronów narodziła się jako adaptacja rozwiązania ukraińskiego. Pod koniec 2024 roku Ukraina sformowała pułki i brygady BSP wspierające brygady manewrowe, a następnie przeniosła je do nowo utworzonych Sił Systemów Bezzałogowych. Strefę rażenia rozszerzono wtedy z 10 do 15 kilometrów. 

Problem pojawił się na poziomie koordynacji. Należało odpowiedzieć na pytanie, kto kontroluje głębokość, kto decyduje o priorytetach celów i kto odpowiada za synchronizację uderzeń. Rosjanie obserwowali te eksperymenty bardzo uważnie. Skopiowali samą ideę, ale zmienili jej istotę.

Filozofia rosyjskiej adaptacji

Gdy latem 2024 roku 2. Armia Ogólnowojskowa rozpoczęła eksperymenty z Linią Dronów, kluczową decyzją było odrzucenie ukraińskiego modelu odrębnych formacji BSP. Rosjanie nie tworzyli nowych pułków dronowych jako osobnego bytu organizacyjnego. Zamiast tego opracowali system sektoryzacji frontu i przypisali odpowiedzialność za konkretne głębokości już istniejącym elementom, czyli specnazowi, rozpoznaniu, artylerii oraz nowo utworzonym centrom Rubikon. 

W tym właśnie ujawnia się najgroźniejsza rosyjska przewaga. Nie chodzi wyłącznie o technologię ani nawet o skalę produkcji. Chodzi o zdolność adaptacji. Rosja wielokrotnie w historii pokazywała, że potrafi dostosowywać się do bardzo trudnych warunków, a wojna z Ukrainą stała się dla niej brutalną szkołą uczenia się pod presją. Rosjanie wyciągają wnioski z pola walki i bardzo szybko przekładają je na decyzje organizacyjne, szkoleniowe i produkcyjne. 

Linia Dronów nie stała się więc strukturą, lecz algorytmem działania. To zestaw procedur określających, kto, gdzie, jakimi środkami i z jaką intensywnością prowadzi rozpoznanie oraz uderzenia na różnych głębokościach. Takie podejście jest pragmatyczne, elastyczne i jak pokazała praktyka, skuteczne. Dziś nie mówimy już o Wojnie Dronowej 2.0. W wielu obszarach Rosja i Ukraina weszły już na poziom Wojny Dronowej 3.0, czyli etapu, w którym o przewadze decyduje nie sam dron, lecz cały system jego produkcji, wdrażania, osłony, walki radioelektronicznej i adaptacji. 

Model 2. Armii Ogólnowojskowej – trzy eszelony

Latem 2024 roku 2. Armia Ogólnowojskowa Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej objęła działaniami bojowymi odcinek 32 kilometrów, podzielony na 18 sektorów w trzech eszelonach (liniach/strefach). W pierwszej strefie, obejmującej głębokość od 0 do 5 kilometrów, funkcjonowało 10 sektorów obsługiwanych przez 165 żołnierzy (operatorów dronów). Druga strefa obejmowała głębokość od 5 do 10 kilometrów. Dominowały tam Orlany-10, ZALA-16, Supercamy oraz amunicja krążąca Lancet i Mołnia. Trzecia strefa, czyli obszar powyżej 10 kilometrów, została powierzona wyspecjalizowanym centrom Rubikon oraz batalionom Wega.

Dobowy limit operacji dronowych wynosił 560 sztuk bezpilotowych statków powietrznych (BSP), w tym 360 FPV, 111 dronów światłowodowych i 89 skrzydłowych Mołni. Dawało to średnio 17,5 dronolotu na kilometr frontu na dobę walki, co dawało 112–140 porażonych celów na dobę walki, czyli 3,5–4 trafienia na 1 km linii frontu na dobę (skuteczność 20–25%).

Sukces eksperymentu doprowadził później do skalowania modelu na całą Grupę Wojsk „Centrum”, która wprowadzała i testowała bojowo wielodomenowy system walki pod dowództwem generała Mordwiczewa (obecnego dowódcy wojsk lądowych SZ FR). Po optymalizacji jesienią 2024 roku funkcjonowało tam 12 sektorów izolacji, a pułap planistyczny sięgał 4000 FPV na dobę, czyli około 330 dronolotów na sektor walki. Jesienią 2025 roku operowało tam około 1700 załóg BSP, co przekładało się na 800–1000 trafień, co dało około 67–83 potwierdzonych trafień na sektor na dobę walki.

Wariant 6. Armii Ogólnowojskowej i elastyczność systemu

Równolegle 6. AO na kierunku kupiańskim opracowała własny wariant tego rozwiązania. Drugi eszelon rozciągnięto tam do 25 kilometrów, a trzeci do 35 kilometrów. Łącznie działało tam 170 załóg BSP, czyli mniej niż w Centralnej Grupie Wojsk, ale z wyraźnie większym naciskiem na jakość i efektywność.

Pozwoliło to 6. AO osiągnąć około 80–100 potwierdzonych trafień na dobę w węższej strefie walki (do 5 km, do 25 km i do 35 km), czyli wysiłek operacji dronowych kształtował się na poziomie około 400 dronolotów na dobę. To pokazuje, że rosyjskie myślenie dojrzewa. System ma być narzędziem, a nie dogmatem. Rosjanie nie kopiują już rozwiązań mechanicznie. Coraz częściej dopasowują model do kierunku działań, przeciwnika i warunków terenowych.

Rubikon – elita rosyjskich BSP

Kluczem do efektywności całego systemu stały się jednostki wyspecjalizowane. W ramach Grupy Wojsk „Centrum” wdrożono siedem wariantów (zespołów uderzeniowo-rozpoznawczych) Rubikona oraz bataliony Wega przy 3. i 24. Brygadzie Specnazu Sił Specjalnych Operacji (SSO). Te jednostki wyróżniają się lepszym finansowaniem, selektywną rekrutacją, profesjonalnym wyposażeniem oraz większą autonomią decyzyjną w ramach SSO. 

To właśnie autonomia stanowi ich szczególną wartość. Rubikony mogą samodzielnie identyfikować i atakować cele w przydzielonej strefie bez każdorazowej autoryzacji wyższego szczebla. W 2025 roku Rosjanie utworzyli dodatkowo formację GROM-Kaskad, co pokazuje, że proces specjalizacji nadal postępuje – formacja ta podlegała Dowództwu Wojsk Lądowych, a obecnie nowopowstałemu Dowództwu Systemów Bezzałogowych (wojsk dronowych).

Warto przy tym odnotować nieoczywistą decyzję organizacyjną Moskwy – dowódcą wojsk dronowych Rosji mianowano cywila, wcześniej zajmującego się produkcją sprzętu przemysłowego. To celowy wybór. Rosjanie uznali, że nowoczesny rodzaj wojsk powinien budować ktoś niezwiązany z konwencjonalnym myśleniem wojskowym, kto nie jest zafiksowany na tradycyjne hierarchie i procedury. Jego zastępcą pozostaje oficer, ale głównodowodzący ma jedno zadanie: myśleć nieszablonowo i dogonić Ukraińców. Rok temu Rosja wyraźnie za nimi nie nadążała. Dziś ściga się praktycznie na równi.

Walka radioelektroniczna jako fundament

Rosyjski podręcznik poświęca walce radioelektronicznej dziesiątki stron, włącznie ze szczegółowymi tabelami konwersji mocy w dBm. To nie jest wiedza akademicka. To wiedza przeżycia. W rosyjskim myśleniu przewaga w spektrum elektromagnetycznym jest warunkiem skuteczności całego systemu bezzałogowego.

Priorytety są trzy. Pierwszym jest niszczenie dronów rozpoznawczych przeciwnika. Drugim pozostaje porażenie infrastruktury startowej i retranslatorów. Trzecim jest ochrona własnych systemów przed zakłóceniem, przejęciem lub zniszczeniem. Kto lepiej rozumie spektrum elektromagnetyczne, ten uzyskuje przewagę nie tylko nad dronami, lecz nad całym rytmem pola walki, nad „małym niebiem”.

Linie produktowe i skala

Orlan-10 pozostaje kręgosłupem rosyjskiego rozpoznania. Jego bojowy zasięg wynosi około 110 kilometrów, a same platformy działają często w grupach dwóch lub trzech maszyn, łącząc funkcję rozpoznania, retranslacji i wsparcia walki radioelektronicznej. Lancet do wiosny 2025 roku osiągnął skalę około 6000 wyprodukowanych egzemplarzy, przy koszcie jednostkowym rzędu 37 tysięcy dolarów. Nowsze wersje wykorzystują już elementy sztucznej inteligencji i rozpoznawania obrazu.

Geran-2, czyli rosyjska odmiana Shaheda-136, jest produkowany w Ałabudze w liczbach, które według deklaracji rosyjskich mogą sięgać 170 sztuk dziennie, choć realistyczne szacunki są zapewne nieco niższe. Plan na 2025 rok zakładał 40 tysięcy Geranów oraz 24 tysiące wabików Gerbera. W przypadku FPV rosyjskie deklaracje mówią o ponad 7 milionach sztuk w 2026 roku, choć rozsądniejsze szacunki każą traktować tę liczbę z ostrożnością. Nawet po korekcie mówimy jednak o milionach sztuk. 

rosyjski bsl "Grusza"
rosyjski bsl "Grusza"
Autor. mil.ru

Najważniejsze jest jednak coś innego. Rosja nie osiąga tej skali dlatego, że jest potęgą gospodarczą. Jej gospodarka pozostaje mniejsza niż gospodarka Włoch, a mimo tego produkuje więcej dronów niż całe NATO razem wzięte. Rosyjska przewaga bierze się z tego, że państwo działające w logice wojennej potrafi uprościć procesy, zaakceptować większe ryzyko, obniżyć formalne bariery i oprzeć produkcję na małych oraz średnich firmach, które reagują elastycznie na potrzeby frontu. To właśnie ta zdolność adaptacji i szybkiej organizacji pod presją stanowi dziś największe ostrzeżenie dla NATO.

Asymetria kosztów z korektą

Lancet wart około 37 tysięcy dolarów może zniszczyć haubicę Krab wartą około 7 milionów. FPV za kilkaset dolarów może wyeliminować żołnierza, którego wyszkolenie kosztowało dziesiątki tysięcy. Taka matematyka robi wrażenie, ale sama w sobie może prowadzić do uproszczeń.

Po pierwsze, skuteczność rosyjskich FPV wynosi 20–30%, ukraińskich 40–50%, choć Rosjanie nadrabiają to skalą. Po drugie, saturacja przynosi malejące zwroty, bo przeciwnik stale dostosowuje obronę i walkę radioelektroniczną. Po trzecie, większość danych funkcjonuje w szerokich przedziałach i jest obarczona istotnym marginesem błędu. Po czwarte, wartość celu nie jest wyłącznie finansowa. Zniszczenie stu ciężarówek nie jest tym samym co zniszczenie dziesięciu systemów Patriot. Mimo tych zastrzeżeń kierunek zmiany pozostaje oczywisty. Drony narzucają nową logikę kosztów, tempa i skali prowadzenia nowoczesnej wojny.

W drugiej części artykułu ppłk. rez. Macieja Korowaja przedstawione zostaną rekomendacje dotyczące adaptacji NATO do tego zagrożenia, także na bazie wniosków z konferencji Technodron 26, jaka odbyła się w Białymstoku. Premiera już jutro na Defence24.pl

WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!
YouTube cover video
Reklama