Geopolityka

Rosyjska prowokacja. Szczątki ukraińskiej rakiety spadły w Polsce [ANALIZA]

Teoretyczne zasięgi rakiet strzelanych przez Rosję w kierunku Ukrainy
Fot. M.Dura/K. Głowacka/Defence24.pl

Rakieta ukraińskiego system przeciwlotniczego S-300 mogła spaść na terytorium Polski nie dlatego, że popełniono jakiś błąd, ale w wyniku prowokacji przeprowadzonej przez Federację Rosyjską. Rosjanie mogli bowiem z premedytacją tak pokierować lotem swoich rakiet manewrujących, by szczątki pocisków wystrzelonych w ich kierunku przez ukraińską obronę przeciwlotniczą spadały również po drugiej strony polskiej granicy.

Do czasu zakończenia dochodzenia prowadzonego obecnie przez polskie służby nie można będzie stwierdzić ostatecznie, co rzeczywiście spowodowało śmierć dwóch naszych obywateli, jak również kto jest temu winien. Z drugiej jednak strony można i trzeba wyjaśnić od razu, czy taki tragiczny wypadek może się w przyszłości powtórzyć i dlaczego do takiej sytuacji w ogóle doszło.

Odpowiedzi na te pytanie są bardzo krótkie: pierwsza: „tak" i druga: „ponieważ Rosja specjalnie przeniosła aktywne działania wojenne kilka kilometrów od naszych granic". Jest więc bardzo prawdopodobne, że nad krajami natowskimi graniczącymi z Ukrainą znowu pojawią się elementy ukraińskich rakiet przeciwlotniczych lub nieprawidłowo działające, rosyjskie rakiety manewrujące i doprowadzą do kolejnych tragedii.

Bez zastosowania odpowiednich środków przeciwdziałania: np. uruchomienia lokalnej tarczy antyrakietowej (z uzyskaniem prawa do atakowania celów już nad Ukrainą) lub wzmocnienia ukraińskiej obrony przeciwlotniczej, nie ma możliwości zapobieżenia takim atakom, ponieważ Rosjanie nie przejmują się ich skutkami ubocznymi – w tym także skutkami wywołanymi w państwach NATO.

Start rakiety manewrującej 3M-14 systemu “Kalibr” z rosyjskiej fregaty „Marszał Szaposznikow”
Fot. mil.ru

Co gorsza tragiczne zdarzenie w miejscowości Przewodów mogło zostać specjalnie sprowokowane przez stronę rosyjską, która może tak ustalać trasę lotu swoich rakiet, by zwalczające je pociski (lub ich szczątki) przelatywały na drugą stronę granicy z Ukrainą. Istnieje więc możliwość, że takie „naloty" znowu się powtórzą – tylko że w innym miejscu.

Dlaczego ukraińska rakieta spadła w Przewodowie?

Przyczyn, dla którego rakieta ukraińskiego systemu przeciwlotniczego S-300 prawdopodobnie uderzyła w terytorium Polski może być bardzo wiele. Mogą być one związane zarówno z samym trybem naprowadzania rakiet w tego rodzaju zestawach „ziemia-powietrze" i sposobem użycia pocisku przez ukraińską obronę, jak i również ze stanem technicznym ukraińskiego pocisku.

By zrozumieć cały problem należy w pierwszej kolejności zrozumieć sam sposób działania systemu przeciwlotniczego S-300, który ma swoje ograniczenia nie tylko ze względu na wiek, ale również sposób naprowadzania rakiet. Mówimy bowiem w tym przypadku o zestawach plot produkowanych jeszcze w czasach Związku Radzieckiego, w których zastosowane podzespoły elektroniczne i mechaniczne mają niekiedy ponad 35 lat.

Dotyczy to zarówno baterii, które Ukraina wcześniej sama nabyła, jak i tych które jej zostały przekazane z krajów NATO (ze Słowacji) w ramach pomocy po kwietniu 2022 roku. Dzięki temu Ukraińcom udało się odtworzyć po początkowych stratach system przeciwlotniczy średniego zasięgu, który teoretycznie może mieć zasięg zwalczania celów powietrznych większy niż 200 km. Słowo „teoretycznie" jest w tym przypadku zupełnie na miejscu, ponieważ ten zasięg zależy tak naprawdę od dwóch rzeczy: od rodzaju zastosowanego w danym momencie typu pocisku, jak i również od wysokości lotu zwalczanego celu powietrznego.

Fot. mil.ru

Trzeba mieć bowiem świadomość, że zestawy S-300 wykorzystują kilka typu rakiet, które różnią się zasięgiem i maksymalnym pułapem. Jest to tak naprawdę jedyny element zestawu, który nie mógł przejść dogłębnej modernizacji przez nierosyjskiego użytkownika. O ile bowiem radary w zestawach oraz sam system kierowania próbowano unowocześniać (stosując dostępne obecnie podzespoły elektroniczne i komputery z nowym oprogramowaniem), to sam pocisk najczęściej w ogóle nie był ruszany. W najlepszym przypadku ma on więc takie możliwości, jakie miał ponad 35 lat temu. W rzeczywistości, ze względu na wiek, te możliwości bojowe są mniejsze. Jest to zresztą sytuacja znana również z innych krajów wykorzystujących uzbrojenie poradzieckie – w tym z Polski. Polskie siły zbrojne zmodernizowały bowiem dogłębnie np. zestawy Newa i Osa, jednak same rakiety nie były zasadniczo unowocześniane.

Nie wiadomo powszechnie, jakie konkretne typy pocisków wykorzystują ukraińskie siły zbrojne w swoich zestawach S-300, ani nawet jaka jest to wersja zestawów. W encyklopedycznych spisach wskazuje się jedynie, że są to baterie S-300 i S-300W. Z kolei w materiałach ukraińskich sił zbrojnych wyjaśnia się, że są to zestawy S-300PT, S-300PS i S-300W. W czasie wojny nastąpiło jednak takie wymieszanie elementów baterii, że jakiekolwiek ich oznaczenie nie byłoby prawdziwe.

Można jednak na pewno przyjąć dwie rzeczy. Po pierwsze stosowane przez Ukraińców rakiety z systemu S-300, odtworzonego po początkowych stratach, mogą mieć zasięg od 75 do 200 km (S-300W). Po drugie są to pociski naprowadzane komendowo i półaktywnie. Oznacza to, że rakiety mogą atakować tylko te cele, które są „oświetlone" przez specjalny radar kierowania strzelaniem, wchodzący w skład baterii S-300. O tych dwóch czynnikach wiedzą Rosjanie i mogą je z premedytacją wykorzystywać po to, by ukraińskie rakiety leciały w kierunku zachodnim, a nie na bezpieczne dla Polski: wschód, północ i południe.

Rosjanie atakują kraje NATO odłamkami ukraińskich rakiet

System przeciwlotniczy S-300 korzysta z rakiet startujących pionowo i radarów wczesnego wykrywania z obracającymi się antenami, a więc zalicza się do systemów dookólnych. O zasięgu zwalczanych celów powietrznych nie decydują jednak możliwości samej baterii, ale pułap, na jakim lecą zwalczane niskolecące rakiety manewrujące. Pułap ten zależy od typu wykorzystywanego przez Rosjan pocisku. Można jednak założyć, że w końcowej fazie ataku: zarówno rakiety typu 3M-14 systemu „Kalibr" oraz Ch-101/102 wystrzeliwane z samolotów, jak i irańska amunicja krążąca Shahed-136 lecą na wysokości 100 m. Fakt istnienia horyzontu radiolokacyjnego oznacza, że znajdujące się na tym pułapie cele powietrzne mogą zostać wykryte maksymalnie na odległości 53 km. Przy pułapie 200 m ten zasięg zwiększy się do 70 km.

Fot. mil.ru

Dodatkowo należy pamiętać, że te liczby: 70 km i 53 km wskazują tylko na moment wykrycia. Trafienie nie następuje więc w tym momencie, ale po przeprowadzeniu całej procedury ataku przez baterię przeciwlotniczą. Potrzebne jest więc: wykrycie, identyfikacja, decyzja o otwarciu ognia, wskazanie celu dla rakiety, start rakiety, jej dolot do celu i trafienie.

Zakładając doskonale wyszkoloną obsługę i sprawny sprzęt: wykrycie następuje po dwóch obrotach anteny, czyli po 10 sekundach (przy 12 obrotach na minutę). Identyfikacja to kolejne 5 sekund, decyzja 5 sekund i przejęcie celu przez radar naprowadzania rakiet to kolejne 5 sekund. Zakładając, że system rakietowy byłby już w gotowości, to po kolejnych 5 sekundach nastąpiłby start rakiety. Od momentu wejścia celu w zasięg radaru (a nie wykrycia) do momentu startu pocisku potrzeba więc ponad 30 sekund.

Zakładając, że rosyjskie rakiety manewrujące lecą z prędkością poddźwiękową około 800 km/h to w tym czasie mogą one przelecieć 6,6 km. Promień rażenia baterii dla celów na pułapie 200 i 100 m zmniejsza się więc teoretycznie do około 63 km i 47 km. Ale to nie koniec, ponieważ pocisk z baterii S-300 musi dolecieć do zwalczanego celu. Rakiety w tym systemie lecą z prędkością hiperdźwiękową około 7200 km/h. Wychodząc ze szkolnego równania dla dwóch obiektów zbliżających się, spotkanie rakiety z celem nastąpi w odległości 56,7 km (przy locie celu na pułapie 200 m) i w odległości 42,3 km (przy locie celu na pułapie 100 m).

Chcąc chronić Lwów Ukraińcy muszą więc tak rozstawić swoje baterie S-300, by były one w odległości mniejszej niż 42 km od tego miasta. Muszą bowiem zakładać, że cel będzie się zbliżał lecąc na wysokości 100 m. Rosjanie wiedząc o tym mogą więc tak dobierać trasę swoich systemów napadu powietrznego, by atakujące je rakiety ukraińskie leciały w kierunku zachodnim, a więc w kierunku Polski. Oczywiście można temu zapobiec rozstawiając baterie S-300 tuż przy granicy z Polską, tak by wystrzelone z niej pociski zawsze leciały na wschód.

Zasięgi rażenia baterii S-300 do celów lecących na zbliżenie na wysokości 100 m
Fot. M.Dura/K.Głowacka/Defence24.pl

Problem polega na tym, że wtedy Ukraińcy wykorzystywaliby tylko połowę możliwości zasięgowych swojego cennego systemu przeciwlotniczego, który jest dookólny. I co najważniejsze, nie mogliby tak rozstawioną baterią chronić samego Lwowa.

Uderzył cały pocisk, czy jego szczątki?

Najbardziej zaskakujące w tym wszystkim jest jeszcze przed zakończeniem postępowania stawianie zarzutów Ukraińcom przez niektórych „specjalistów", że ich system źle działał, w tym głównie, że nie uruchomił się samolikwidator w pocisku. W rzeczywistości jest to tylko jedna z możliwych przyczyn i wcale nie najbardziej prawdopodobna. Trzeba ją oczywiście wyjaśnić, ponieważ tragiczny wypadek w Przewodowie mógł teoretycznie wynikać również np. z powodu błędu obsługi strzelającej baterii lub wady technicznej starego jakby nie było sprzętu. Wskazanie na taką przyczynę, pozwoliłoby więc wprowadzić zmiany, które dałyby w przyszłości możliwość unikania podobnych przypadków.

Trzeba jednak również zakładać, że Ukraińcy wcale nie popełnili żadnego błędu i to Rosjanie doprowadzili do tragicznej śmierci dwóch Polaków. Bardzo duże znaczenie mają tu stosunkowo niewielkie rozmiary leja po wybuchu oraz mała ilość znalezionych w nim szczątków pocisku. Może to świadczyć, że na terytorium Polski spadła tylko część rakiety, która wcześniej rozerwała się w powietrzu. Oznaczałoby to, że: albo zadziałał samolikwidator, albo rakieta trafiła w cel i wtedy się rozerwała na kawałki.

YouTube cover video

Trzeba bowiem pamiętać, że rakiety systemu S-300 typu 5W55 (jakie prawdopodobnie wykorzystali Ukraińcy) mogą mieć głowicę bojową o wadze 130 kg i ważą przy starcie aż 1450 kg. Uderzenie takiego pocisku z prędkością 7200 km/h spowodowałyby o wiele większe zniszczenia niż wykryto na miejscu wypadku w Przewodowie.

Na terytorium Polski spadły więc prawdopodobnie szczątki pocisku i ich pojawienie się w powietrzu nie powinno nikogo dziwić. Zarówno bowiem w przypadku trafienia, jak i zadziałania samolikwidatora atakujący pocisk i atakowany obiekt nie wyparowują. Szczególnie niebezpieczny staje się wtedy silnik rakietowy, który wcale nie musi się rozerwać w czasie wybuchu głowicy bojowej. A to właśnie głowica bojowa eksploduje przy trafieniu w obiekt lub przy uruchomieniu się samolikwidatora. Niezniszczony w powietrzu element rakiety przeciwlotniczej leci więc dalej z początkową prędkością około 2 km/s i może spaść po kilku sekundach nawet kilkanaście kilometrów od miejsca eksplozji (w zależności od wysokości na jakiej rozerwała się rakieta).

Fot. mil.ru

Oczywiście nie ma dostępnych powszechnie informacji, jak działa samolikwidator rakiet 5W55 systemu S-300, ale można przypuszczać, że uruchamiany jest on przede wszystkim, gdy nie nastąpi trafienie lub w momencie, gdy radar kierowania ogniem baterii nagle przestanie widzieć cel, a pocisk jest już w powietrzu. Taki przypadek może się np. zdarzyć, gdy Rosjanie tak zaplanują lot swojej rakiety manewrującej, by ta nagle zniżyła pułap lotu, albo też by rakieta ta leciała po cięciwie okręgu tworzącego zasięg wykrycia baterii i dodatkowo manewrowała. Wtedy pocisk systemu S-300 teoretycznie może „nie zdążyć" dolecieć do celu, gdy ten już będąc na swoim pułapie wyjdzie dalej, poza horyzont radiolokacyjny. A to się może zdarzyć np., gdy cel manewruje i system strzelającej baterii tego nie przewidzi, podczas podejmowania decyzji o starcie.

Czytaj też

Rosjanie programując więc swoje rakiety mogli więc je tak kierować, by leciały wzdłuż polskiej granicy w odległości kilku kilometrów. A wtedy atak w kierunku zachodu ze strony przeciwlotniczych rakiet ukraińskich mógł spowodować, że ich odłamki znalazłyby się już na terytorium Polski. Do przypadków opadania takich szczątków na pewno dochodziło już wcześniej, jednak głównie na terytorium Ukrainy. Tam toczy się jednak wojna i ukraińskiemu społeczeństwu łatwiej jest zrozumieć, że to efekt obrony prowadzonej przed rosyjskim nalotem.

We wtorek 15 listopada 2022  roku Rosjanom się jednak udało i szczątki rakiety ukraińskiej (i być może również rosyjskiej) spadły na terytorium Polski.

Rosja „jedzie po bandzie"

Perfidia rosyjskiego planu i nie liczenie się z jego skutkami wcale nie polega tylko na tym, że sąsiadujące z Ukrainą kraje (w tym Białoruś) mogą być „zasypywane" odłamkami pocisków. Rosjanie kompletnie ignorują bowiem o wiele większe niebezpieczeństwo związane w ogóle z wysyłaniem swoich rakiet manewrujących w strefę przygraniczną z państwami nie biorącymi udziału w tej wojnie.

Teoretyczne zasięgi rakiet strzelanych przez Rosję w kierunku Ukrainy. Fot. M.Dura/K. Głowacka/Defence24.pl
Fot. M.Dura/K. Głowacka/Defence24.pl

Rosyjskie dowództwo działa bowiem z naiwnym założeniem, że: albo wszystkie ich rakiety będą działały prawidłowo, albo też zostaną zawczasu trafione przez ukraińską obronę przeciwlotniczą. Tymczasem może się zdarzyć tak, że ich pociski manewrujące, które po starcie zasadniczo lecą według zasady „wystrzel i zapomnij", się po prostu zepsują i wtedy: albo spadną przed celem, albo polecą dalej. Patrząc szczególnie na zasięgi rakiet Ch-101/102 (około 4000 km przy głowicy konwencjonalnej) widać więc, że lecąc „bezwładnie" może ona spaść nawet na terytorium Hiszpanii. Z kolei pocisk 3M-14 systemu „Kalibr" wystrzelony z Morza Czarnego przy założeniu zasięgu 2000 km (rzeczywisty parametr nie jest znany) może przy awarii systemu naprowadzania uderzyć np. w silnie zaludnione obszary Niemiec.

YouTube cover video

Rosjanie ignorują kompletnie fakt, że nie ma rakietowych systemów uzbrojenia, które działają ze stuprocentową skuteczności. To właśnie dlatego cywilizowani wojskowi uwzględniają to określając w czasie ćwiczeń odpowiednią strefę bezpieczeństwa, nawet działając na specjalnych poligonach. Jest to jeszcze bardziej potrzebne podczas działań wojennych, gdy rakiety latają z głowicami bojowymi, a więc są bardziej niebezpieczne od pocisków testowych.

Fot. mil.ru

Rosyjscy wojskowi zaliczają się jednak do innej grupy i bez ograniczeń wysyłają swoje pociski do stref przygranicznych krajów neutralnych. Jest to tym bardziej niezrozumiałe, że korzystają przy tym z rakiet technologicznie przestarzałych, w których montowane są podzespoły jeszcze z lat 80-tych i 90-tych. Tymczasem nawet laik wie, że wraz z upływem czasu elementy półprzewodnikowe zmieniają swoje właściwości, a elementy mechaniczne śniedzieją lub rdzewieją.

Tak było przecież z radzieckim samolotem MiG-23, który po starcie z lotniska Bagicz koło Kołobrzegu 4 lipca 1989 roku doznał awarii silnika i pilot musiał się katapultować. Silnik jednak zaczął działać prawidłowo i samolot przeleciał wzdłuż całej Europy uderzając ostatecznie w belgijskie miasteczko Kortrijk zabijając tam jedną osobę. System obrony NATO wykrył i śledził, ale nie zestrzelił MiGa, ponieważ bano się, że szczątki rakiety i maszyny upadną na teren zabudowany wywołując większe szkody.

Podobny scenariusz, tyle że z rakietami manewrującymi może zostać zrealizowany przez Rosjan na zachodzie Ukrainy.

Komentarze (25)

  1. Sebsa

    Wina rosji to jedna sprawa, a kłamstwa prezydenta Załenskiego i ministra prawa zagranicznych Kułeby i wojskowych wysokiego szczebla Ukrainy, że to nie ukraińska rakieta, to druga sprawa. Załenski perfidnie chce wciagnięcia Polski i Nato do tej wojny, ale posuwanie się do kłamstw jest dziwne, bo amerykanie monitorują wszystko na bieżąco.

    1. bardzowkurzony

      Z punktu widznia Ukrainy normalna rzecz ze chca wlaczyc do wojny wiecej krajow. Dla nas te klastwa o gozej ale dla nich to poniekad czesc wojny infrmacyjnej. Zrszta czesto klamia na swoj plus.

    2. Komi

      Załeński jako głowa państwa, które się broni przed bezprecedensową napaścią, ma prawo, zwłaszcza w emocjach, mówić dowolnie co chce, bo on walczy o swój kraj i stosuje wszelkie środki, by się obronić.

    3. kaczkodan

      Zeleński nie znał wyników śledztwa i reagował na doniesienia medialne.

  2. Tomek72

    Szanowna redakcjo - DLACZEGO nic nie piszecie o tym, że PREZYDENT POLSKI kolejny raz został wkręcony przez prankerów z roSSiji? - GDZIE SĄ PROCEDURY SPRAWDZENIA ROZMÓWCY? - przecież to nie jest "osoba prywatna Andrzej Duda" - TYLKO PREZYDENT POLSKI... Dla mnie to KOMPROMITACJA służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo informacji ... Odsłuchajcie sobie TO NIE BYŁO PRZYJEMNE ...

  3. JacekP.

    @Urodzony Pesymista, znaczy wyobrażasz sobie, że pocisk 5V55 uległ samozniszczeniu w powietrzu po utracie widoczności sygnału odbitego od celu lub został zdalnie zdetonowany jeszcze po stronie ukraińskiej, ale jego odłamki leciały dalej i spadły w Przewodowie powodując odrzucenie przyczepy, zburzenie budynku obsługi wagi i zostawiając ten spory lej w ziemi? Twoje wyliczenia zakładają, że po eksplozji szczątki metalowego cylindra silnika leciały jeszcze wiele kilometrów napędzane siłą bezwładności tak szybko, że w momencie uderzenia z ziemią miały prędkość ponad 3,5 tys. km/h. To jest jakaś kompletna fantasmagoria nie biorąca pod jak duże siły oporu powietrza działają na taki oderwany element. Nie mówiąc już o tym, że głowica bojowa w 5V55 jest tak skonstruowana, aby klocki mające zniszczyć obiekt latający zostały skierowane ku przodowi.

    1. JacekP.

      cd. Eksplozja ładunku wybuchowego rakiety (w momencie samozniszczenia lub eksplozji przed celem) powoduje, że siła odrzutu działająca na pozostałą jej część (w tym silnik) powoduje radykalną utratę jej prędkości, po której większość jej fragmentów powinna opadać lotem swobodnym w dół, a nie mknąć dalej z prędkością wielu tysięcy km/h, jak sugerujesz.

    2. JacekP.

      @Urodzony Pesymista, gdyby działało to tak, jak napisałeś, to pewnie większość z tych ok. 7 - 9 tysięcy śmiertelnych ofiar cywilnych konfliktu na Ukrainie, to byłyby ofiary uderzeń rozpędzonych do tysięcy km/h szczątków rakiet własnej obrony przeciwlotniczej. Wszak operuje ona głównie w okolicach miast i wystrzeliła już pewnie tysiące pocisków z S-300, BUKów i innych.

    3. JacekP.

      Oczywiście wiele ofiar cywilnych to rzeczywiście ofiary własnej obrony przeciwlotniczej, ale mechanizm destrukcji jest trochę inny. 5V55 jest wyrzucana do góry i na wysokości ok. 50 m po odpaleniu silnika zaczyna od lotu w górę. Jeśli cel leci na niskiej wysokości powiedzmy 100 m, to 5v55 nadlatuje do niego z góry. Jeśli cel zrobi unik i 5V55 utraci sygnał odbity to uruchamia się mechanizm samodestrukcji. No, ale analiza i czas do odpalenia głowicy trochę zajmuje. Powiedzmy, że 0,03 s. W tym czasie 5V55 przeleci ok. 60 m, czyli wybuchnie albo prosto w ziemię/budynek, albo przy zetknięciu z ziemią. Zresztą nawet jeśli nie wybuchnie, to te kilkaset kg lecące z szybkością 2 km/s ma energię kinetyczną odpowiadającą wybuchowi grubo ponad 100 kg TNT.

  4. maniek3d

    Jak strącą przypadkiem samolot pasażerski to bedzie tragedia ,może czas o tym pomyśleć i odsunąć je bardziej od granicy bo latai ich tam dużo.

  5. JacekP.

    Strasznie manipulujecie liczbami. "Trzeba bowiem pamiętać, że rakiety systemu S-300 typu 5W55 (jakie prawdopodobnie wykorzystali Ukraińcy) mogą mieć głowicę bojową o wadze 130 kg i ważą przy starcie aż 1450 kg. Uderzenie takiego pocisku z prędkością 7200 km/h spowodowałyby o wiele większe zniszczenia niż wykryto na miejscu wypadku w Przewodowie.". Przecież 5V55 spadając, po przeleceniu dystansu jaki sugerujecie, nie ma już paliwa, więc jest znacznie lżejszy i leci lotem balistycznym, z prędkościa w końcowej fazie 7-10x mniejszą niż podajecie.

    1. Urodzony Pesymista

      Wnioski autora artykułu są dość sensowne. 1. Na dostępnych zdjęciach miejsca wybuchu, widać raczej skutki energii kinatycznej niż wybuchu. Przyczepa się przewróciła, ale nie ma żadnych śladów nadpaleń, leżą porozrzucane belki drewniane, widać niezniekształcone elementy wagi samochodowej. Nawet opony na przyczepie wyglądają jakby miały ciśnienie. To samo dotyczy traktora. Publikowane zdjęcia odłamków również nie mają żadnych okopceń, czy nadpaleń.

    2. Urodzony Pesymista

      Zakładając ostrożnie, że spadł fragment rakiety zawierający silnik i ważący 100 kg lecący z prędkościa 1000ms czyli około 50% osiąganej prędkości daje to jak łatwo policzyć 50MJ, czyli równoważnik 12 kg TNT. Dla porównania pocisk artyleryjski OF-462 kal 122mm jest elaborowany 3,67 kg materiału wybuchowego a pocisk odłamkowo-burzący 155mm produkcji Dozametu zawiera 10kg TNT. Zakładając ,że prawie cała energia kinetyczna pocisku zgodnie z zasadą zachowania pędu zamieniła się w energię mechaniczną wytwarzając lej i przemieszczając kilkanście ton ziemi, wszystko to wygląda bardzo sensownie. Brak śladów działania wysokiej temperatury, brak odłamków charakterystycznych dla wybuchu głowicy fragmentacyjnej. Ponadto 75km to zasięg bojowy a więc zasięg, kiedy rakieta ma pełną predkość, manewrowość i jest zdolna do zestrzelenia celu. Odległość na którą może dolecieć, czy też moŋą spaść szczątki jest znacznie większa.

    3. Gandharwa

      Na TVN24 są zdjęcia z miejsca wybuchu bo już wpuszczają dziennikarzy. Nie ma budynku ani fundamentów, Lej głęboki na oko z 4 metry.

  6. Powiślak

    Nie podejrzewałem że kiedykolwiek poczytam TU science-fiction!! Brawo! Prowokacja rosyjska? Znaczy Rosja wsparła tą prowokacją żądania Żeleńskiego aby NATO włączyło się czynnie do wojny? Żeby zaatakowało rakietami cele w Rosji? To Rosja (?) wg redakcji dała pretekst byśmy my wreszcie zaatakowali otwarcie Rosję? Rosja skrycie wspiera dążenia Ukrainy? SERIO? Popieram antyrosyjskość , ale czy ktoś Wam kazał aż takie propagandowe ANTYLOGICZNE tezy wypisywać? PS. A gdzie szczątki rakiety rosyjskiej, którą miała zniszczyć ta ukraińska? Ukraińskie szczątki są, rosyjskich NIE MA? Ciekawa narracja, owszem. Ale NIEWIARYGODNA!

  7. yrek z Lvova

    Tego samego dnia, kiedy rakiety spadły na polską ziemię... głowica rosyjskiej rakiety spadła koło mojego domu i zrobiła dziurę w drodze o głębokości czterech metrów i średnicy ośmiu metrów. wybiłа mnie wszystkie okna i drzwi w moim domu. pocisk ten został zestrzelony przez ukraiński system obrony powietrznej. Widziałem zdjęcie dołu po wybuchu rakiety w Polsce. Mogły to zrobić tylko fragmenty zestrzelonej rakiety. Może resztki silnika. specjaliści wojskowi dowiedzą się, co to za szczątki rakiety. System samozniszczenia S-300 działa po prostu. Jeśli pocisk nie trafi w cel, pocisk z S-300 zmienia kurs na pionowy i ulega samozniszczeniu

  8. SAS

    Byłby to niesamowity przypadek, że po raz pierwszy ukraińska lub rosyjska rakieta wlatuje nad polskie terytorium i trafia akurat w traktor, gdzie zabija dwoje ludzi.

  9. kimeR

    Wyglada nato ze ta rakieta przeciwlotnicza z zasiegiem 200km, 1.800kg,z mozliwoscia nosienia malych glowic jadrowych, byla wykorzystana jako taktyczna balistyczna rakieta ziemia-ziemia.

  10. zLoad

    W środę po południu już byłem przygotowany na to że prezydent ogłosi pospolite ruszenie, miałem gotowe kanapki i picie a tu zamiast tego on powiedział tylko "stało to co się stało". I to ma być poważny kraj?

    1. Orthodoks

      Jak parę dni temu północnokoreańska rakieta spadła 200 km od jakiejś bezludnej wyspy, to Amerykańce razem z Koreańczykami z południa zorganizowali przynajmniej poważne manewry.

  11. Orthodoks

    Droga redakcjo, proponuję ustalić jedną, obowiązującą wersję. W dzisiejszym artykule lansujecie tezę o bardzo prawdopodobnej, rosyjskiej prowokacji, podczas gdy, nie dalej jak wczoraj twierdziliście, że incydent w Przewodowie jest ostatnią rzeczą,która teraz byłaby na rękę Rosji.. Mogłoby się to jakoby wiązać z teoretyczną możliwością ustanowienia przez NATO wielokilometrowej strefy,, zamkniętego nieba" wzdłuż zachodniej granicy Ukrainy. Mogłoby to również. spowodować,, zluzowanie" ukraińskich systemów opl z tego terenu i przeniesienie ich w inne miejsce. Tak że, albo rybki, albo akwarium.

  12. bardzowkurzony

    Najbardziej polityczna rakieta swiata. Ale to dlatego ze wojna infrmacyjna trfa. Stronie ktorej zalezy na przstopienie POlski do WOjny (I NATO) to nie Rosja. To oczywste. Zalezy dla Ukriany. Co jest normalne. W grupie raziej. Propwakacji by nas wlaczyc moze byc wiecej (ale nie ze strony Rosji tylko Ukrainy) Natomiast w POlsce niektrym partiom politcznym trez to moze byc na reke. Np domyslam sie ze dla PIS raczej tak. NA Zachodzie pewnie tez czesc partii by sie wlaczyla . DLa Bidena odpowada to co dotychczas- czyli gina UKraincy z brona z USa ale nie Amerykanie.

    1. Buczacza

      Na początek proponuję jeszcze raz. Tym razem po polsku.

    2. Był czas_3 dekady

      Skoro "wojna informacyjna trfa", to już niewiele da się zrobić. Gdyby trwała, to co innego. Cosik translator niedomaga :-(

    3. karmin

      Ja już nic z tego nie rozumiem. Na Polskę spadła rakieta wystrzelona przez Ukraińców, bo strzelali do rakiety rosyjskiej. To gdzie jest ta rosyjska? Gdzie są jej szczątki? Leciała rosyjska na Dobrotvir ale poleciała za bardzo na zachód i ją odstrzelono. A gdzie spadła?

  13. zLoad

    To co siedzimy i gadamy czy jedziemy zrobić porządek? (zLoad_przeładowuje_pistolet)

  14. Ma_XX

    2 baterie IroneDome testowane przez amerykanów w USA pojadą bronić Kijowa

  15. Żelazny

    Już dawno pisałem że Polska powinna przejąć ochronę strefy 25 km od granicy, w głąb Ukrainy. Tyle się da zrobić bez przekroczenia granicy, nawet Newami. Należy się zgodzić że Moskale kierują pociski w rejon naszej granicy bo liczą że Ukraina ich nie zaatakuje

  16. Szymano

    28+06+19+15=68 1 ws 01+09+19+39=68 2 ws 24+02+20+22=68 adak Rosji na Ukrainę 15+11+20+22=68 upadek rakiety w Polsce

  17. szczebelek

    Wszystko możliwe w ruskim mirze...

  18. wert

    co wiemy na pewno. Celem kacapów jest wyłączenie Polski z pomocy UKR. NATO nie odpowie jezeli będzie minimalna szansa "usprawiedliwić' atak błedem, usterką, działaniem kosmitów. Jankesi nie pozwolą na zbytnie osłabienie kacapi. Czy mamy możliwość samodzielnej odpowiedzi? Żadnej. Czy mamy w ogóle CHĘĆ jakiejkolwiek odpowiedzi? Też nie widzę mimo że opcje są na stole. Co pozostaje? Przełykać kolejne "przypadki" licząc na sukces UKR. Twarde Raki Poprady natychmiast

  19. Gandharwa

    Ciekawy artykuł i trzecia już wersja, jaką znam. Gazeta Wyborcza twierdzi, że spadło S300, jedna z dwóch, jakie miały przechwycić CH-101 lecąca na eletrownię Dobrotwirsk, jedna rakieta uderzyła w ch-101, druga poleciała do Polski i nie uległa autodestrukcji. Inną wersję ma gen. Skrzypczak u Igora Janke na YT, wg niego szkody wskazują na duży ładunek rządu kilkuset kg i nie jest to ukraińska rakieta OPL. Sugeruje że to rakieta rosyjska, ale uderzenie było przypadkowe, pomyłka. A teraz kolejna wersja o locie rakiety manewrującej wzdłuż granicy. Inne źródła mówiły też o dwóch rakietach. Czyli jest co badać i jest co wyjaśniać

  20. zLoad

    Już w środę powinniśmy być pod Mińskiem a do tygodnia w Moskwie. Ale to trzeba było jeszcze przemyśleć temat, obgadać, skonsultować...

  21. zLoad

    Tu nie ma co gadać tylko trzeba stawiać wyższe płoty na granicach.

  22. zLoad

    F-16 latają eskortując piłkarzy na mundial i latają i latają a na Polskę rakiety spadają i spadają i spadają.

  23. Piotr Glownia

    Ch-102 przebija się w komentarzach, więc dobrze, że opisany został i Kalibr. Bardzo dobry artykuł! To faktycznie najbardziej prawdopodobna wersja przebiegu wydarzeń według mnie i to też jest wersja na którą nalegają różni eksperci. Choć jedno mnie dziwi, że po polskiej stronie nie znaleziono żadnych szczątków Ch-102. Na prawdę? No cóż, może i lepiej...

  24. Szymankowszczyzna

    Dziękuję za wyczerpującą informację.

  25. Szwejk85/87

    NATO musi zamknąć strefę 20 km od granicy Ukrainy. Technicznie to nie problem. Trzeba rozstawić baterie i utrzymywać dyżurną parę w powietrzu. Będzie święty spokój, a Ukraińcy będą mieli kawałek kraju zabezpieczony. Ruch lotniczy w kierunku Ukrainy jest pod kontrolą NATO, więc nie powinno być problemu z koordynacją...