- WIADOMOŚCI
- ANALIZA
Łukaszenka w trybie passive-agressive. „Przeprasza” Zełeńskiego
W wywiadzie dla telewizji Al-Arabija przywódca Białorusi Alaksandr Łukaszenka odniósł się do swoich wcześniejszych ostrych wypowiedzi pod adresem prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Stwierdził, że w niektórych momentach mógł przesadzić i wyraził ubolewanie, jeśli jego słowa zostały odebrane jako obraźliwe. Jednocześnie zaznaczył, że jego reakcje były odpowiedzią „groźne wypowiedzi strony ukraińskiej”.
Łukaszenka sugerował, że napięcie w relacjach wynika z silnej presji, pod jaką znajduje się ukraiński przywódca w czasie wojny. Jednocześnie podkreślał, że jego zdaniem brak doświadczenia wojskowego Zełenskiego wpływa na podejmowane przez niego decyzje i wypowiedzi. Dodał też, że jego wcześniejsze ostrzejsze komentarze były reakcją na eskalację retoryki między stronami.
Białoruski lider zasugerował również, że gdyby Ukraina wcześniej przyjęła inne podejście do negocjacji, możliwe byłoby osiągnięcie porozumienia już w pierwszym okresie wojny. Jednocześnie apelował o większą ostrożność w wypowiedziach i działaniach, twierdząc, że eskalacja słowna utrudnia drogę do rozmów pokojowych.
W dalszej części wywiadu Łukaszenka przedstawił własną interpretację przebiegu wojny, w której za brak szybkiego zwycięstwa Rosji odpowiadają (jego zdaniem) czynniki polityczne, a nie działania ukraińskiej armii. Według tej narracji w pewnym momencie konfliktu pojawiły się naciski na wstrzymanie ofensywy i wycofanie wojsk spod Kijowa, co miało zmienić bieg wydarzeń. W swojej wypowiedzi sugerował także istnienie międzynarodowych wpływów i nieformalnych nacisków, które miały oddziaływać na decyzje Moskwy.
Odnosząc się do roli Rosji, Łukaszenka twierdził, że jej działania były bliskie osiągnięcia celów, jednak ostatecznie wojna nie potoczyła się zgodnie z pierwotnymi założeniami. Jednocześnie przekonywał, że obecnie to Moskwa znajduje się w korzystniejszej pozycji strategicznej, a wynik konfliktu jest nadal otwarty.
W wywiadzie pojawiło się także pytanie o możliwe zaangażowanie Białorusi w wojnę. Łukaszenka stanowczo zaprzeczył takim planom, wskazując na kilka powodów. Wymienił m.in. zagrożenie militarne dla kraju, niechęć społeczeństwa do udziału w konflikcie oraz ryzyko znacznego rozszerzenia frontu, którego Białoruś nie byłaby w stanie utrzymać. Podkreślał również historyczne i rodzinne więzi między Białorusinami a Ukraińcami jako dodatkowy argument przeciwko eskalacji.
Jednocześnie przyznał, że mimo braku bezpośredniego udziału w działaniach zbrojnych, Białoruś pozostaje ważnym zapleczem dla Rosji w jej wojnie przeciwko Ukrainie. Jej terytorium było wykorzystywane w pierwszej fazie inwazji, a białoruski przemysł i infrastruktura nadal w różnym stopniu wspierają rosyjskie działania militarne.
Szczere przeprosiny?
Alaksandr Łukaszenka w wywiadzie dla Al-Arabiji, cytowanym przez BiełTę, próbował przedstawić swoją wypowiedź wobec Wołodymyra Zełenskiego jako przeprosiny, ale w rzeczywistości była to formuła mocno warunkowa i zabezpieczona językowo. Powiedział: „Jeśli Wołodymyr Aleksandrowicz poczuł się urażony, przepraszam go za te słowa. Może nie powinienem był tego mówić, biorąc pod uwagę, że on przecież prowadzi wojnę”. Już sama ta konstrukcja pokazuje, że nie mamy do czynienia z pełnym przyjęciem odpowiedzialności, tylko z jej częściowym rozmyciem. Przeprosiny dotyczą nie samego faktu wypowiedzi, ale reakcji odbiorcy i tego, czy „poczuł się urażony”.
W dalszej części Łukaszenka jeszcze bardziej komplikuje przekaz, bo jednocześnie łagodzi ton i utrzymuje wcześniejszą narrację. Z jednej strony mówi, że „może nie powinien był mówić o tym tak ostro”, ale z drugiej natychmiast dodaje, że Zełenski „musi zrozumieć”, a w białoruskiej logice politycznej „jak witają, tak i odpowiadają”. To już nie jest przeproszenie w klasycznym sensie, tylko uzasadnienie wcześniejszej agresywnej retoryki jako rzekomo naturalnej reakcji na działania drugiej strony.
Ważne jest też to, co pojawia się w tle tej samej wypowiedzi. Łukaszenka wraca do zarzutu, że Ukraina miała grozić Białorusi uderzeniami i że wskazywano nawet „500 celów” na jej terytorium. W jego narracji to właśnie miało go „zmuszać do odpowiedzi”. W ten sposób przeprosiny są od razu „obudowane” wcześniejszym usprawiedliwieniem groźby, czyli de facto neutralizują swój własny sens.
Jeszcze mocniej widać to w dalszych fragmentach, gdzie jednocześnie deklaruje brak zamiaru prowadzenia działań wojennych przeciwko Ukrainie, mówiąc, że „od Białorusi i ode mnie osobiście nie należy spodziewać się żadnych działań militarnych”, a równocześnie wcześniej w tej samej logice odnosi się do „bardzo poważnego celu na na Ukrainie”, który Białoruś miałaby znać i zaatakować w razie eskalacji. Ten kontrast pokazuje typową dla niego podwójną konstrukcję przekazu: uspokajającą deklarację i równoległą sugestię potencjalnej eskalacji.
Warto też zwrócić uwagę na język wobec Zełenskiego. Łukaszenka nazywa go człowiekiem „pod presją”, „młodym i niedoświadczonym”, który „może coś źle rozumie”. To deprecjacja ubrana w pozorną empatię. Nawet moment, który wygląda jak złagodzenie tonu, w rzeczywistości utrzymuje hierarchię, w której Zełenski jest emocjonalny i reaktywny, a Łukaszenka racjonalny i „tłumaczący sytuację”.
Jego przeprosiny mają wyraźnie pasywno-agresywny charakter. Formalnie są gestem pojednawczym, ale treściowo nie zamykają żadnego konfliktu. Nie ma tu wycofania się z wcześniejszych tez, nie ma odcięcia się od gróźb, nie ma jednoznacznego „to było błędne”. Jest za to warunkowość, odwrócenie odpowiedzialności i jednoczesne utrzymanie narracji o zagrożeniu ze strony Ukrainy.



WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!