Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • ANALIZA

Lotniska w Arabii Saudyjskiej pod ogniem. Eskalacja nieunikniona [OPINIA]

F-15 lotnictwa wojskowego Arabii Saudyjskiej
F-15 lotnictwa wojskowego Arabii Saudyjskiej
Autor. Sgt. Erica Jaros/ US Air Force

Sobotni atak Hutich na lotnisko w Rijadzie, w którym zginęło 12 osób, a ponad 300 zostało rannych, oznacza koniec nadziei na deeskalację. Problem w tym, że wizja szybkiego pokonania Hutich to fantasmagoria, a wznowienie pełnoskalowej wojny spowoduje gigantyczną katastrofę humanitarną i być może kryzys uchodźczy. Otwartą kwestią pozostaje to w jakim stopniu zaangażują się inne państwa, w szczególności Turcja i Pakistan.

Reklama

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie skutki miało zwiększenie zaangażowania Arabii Saudyjskiej przeciwko Hutim?
  • Na ile skuteczny jest pakt Arabii Saudyjskiej z Pakistanem i Turcją?
  • Jakie mogą być dalsze skutki eskalacji walk?

Arabia Saudyjska kontra Huti

Arabia Saudyjska popełniła ogromny błąd i to zarówno w 2015 r., gdy rozpoczęła wojnę z Hutimi, jak i w lipcu br., gdy jej atak na lotnisko w Sanie został potraktowany przez Hutich jako zerwanie trwającego od kwietnia 2022 r. faktycznego zawieszenia broni (formalnie rozejm wygasł w październiku 2022). Wznowienie wojny jest przy tym znacznie większym błędem.

Trudno przy tym zrozumieć kalkulację saudyjskiego następcy tronu Mohammada bin Salmana, gdyż z racjonalnego punktu widzenia nie powinno mu zależeć na konfrontacji z Hutimi w tak delikatnej sytuacji, w jakiej region znalazł się w wyniku agresywnej polityki Izraela oraz działań odwetowych Iranu po zaatakowaniu go przez USA i Izrael. Przez irańskie działania Arabia Saudyjska poniosła gigantyczne straty materialne i nie była w stanie się im przeciwstawić. Nie chodzi przy tym wyłącznie o zniszczenia, ale również, a być może przede wszystkim, konsekwencje dla produkcji i handlu ropą, a także zdolność do kontynuowania inwestycji, przyciągania turystów, kapitału itp. Oczywiście dotyczy to również innych państw regionu. 

Saudowie, w przeciwieństwie do Emiratów, zachowali przy tym wstrzemięźliwość wobec eskalowania napięć z Iranem, widząc, że nie mogą liczyć na skuteczną obronę ze strony USA. Ponadto królestwo to było coraz bardziej zaniepokojone agresywną polityką Izraela. Wydawało się więc, że rozumie, iż w jego interesie jest stabilizacja i wygaszanie konfliktów, a nie eskalacja. Tymczasem po wymianie ciosów w lipcu Arabia Saudyjska zaczęła przygotowania do nowej ofensywy przeciwko Hutim w oparciu o jemeńskie oddziały plemienne i najemników.

Reklama

Rezultat był oczywiście taki sam jak w 2015 r., czyli fatalny. Trudno by było inaczej, zwłaszcza że Huti nie są obecnie słabsi, lecz silniejsi niż 10 lat temu. Przejęli bowiem struktury państwa, w tym infrastrukturę militarną. Huti rozbili więc oddziały prosaudyjskie (związane z uznanym międzynarodowo rządem Jemenu, który jednak jest całkowicie zależny od saudyjskiego wsparcia) i zajęli całe wybrzeże Morza Czerwonego aż po Bab al-Mandab oraz domknęli pierścień oblężenia trzeciego największego pod względem populacji miasta w Jemenie, tj. Taiz. Saudowie uznali to za zniewagę i zamiast próbować się dogadać z Hutimi wrócili do pomysłu całkowitego ich zniszczenia. 

Być może powodem takiego podejścia było zawarcie Paktu Mekkańskiego, czyli sojuszu Arabii Saudyjskiej z Turcją i Pakistanem, tyle że państwa te wyraźnie dawały dotąd do zrozumienia, że nie mają ochoty angażować się w konflikt, a już na pewno nie wchodzić do Jemenu z siłami lądowymi. Oba unikają też konfrontacji z Iranem, który jak wiadomo jest głównym sojusznikiem Hutich. Nie jest to przy tym relacja oparta na zwierzchnictwie i podporządkowaniu, lecz raczej wspólnocie ideologii i celów, które mają zresztą również swoje ograniczenia. Można jednak spodziewać się koordynacji działań między Hutimi a Iranem i wsparcia ich ze strony Teheranu, gdyby groził im upadek (na co póki co się nie zanosi). Iran może również dokonać operacji odwetowych, jeśli dojdzie do zmasowanych nalotów na tereny kontrolowane przez Hutich, tak jak to było w przypadku Libanu i Hezbollahu.

Reakcja Pakistanu i Turcji na oczekiwanie pomocy ze strony Arabii Saudyjskiej była początkowo niekorzystna dla Rijadu. Państwa te uznały, że Pakt odnosi się do obrony terytorium sojuszników i nie dotyczy wojen rozpoczętych przed jego podpisaniem. Jednak postępująca eskalacja spowodowała, iż Huti zintensyfikowali swoje ataki na terytorium Arabii Saudyjskiej, prowokując w ten sposób Turcję i Pakistan. To spowodowało, że Pakistan i Turcja uzgodniły z Arabią Saudyjską rozmieszczenie sił i środków wojskowych w celu wzmocnienia obrony królestwa. Wciąż jednak jest to zaangażowanie defensywne i dość symboliczne, a oba kraje wykluczały póki co udział w nalotach (nie mówiąc już o zaangażowaniu lądowym). Tymczasem mimo triumfalistycznej propagandy sukcesy kontrofensywy sił prosaudyjskich są wielce wątpliwe. Deklaracje o zdobyciu strategicznego miasta Mokha, w pobliżu Bab al-Mandab, nie zostały póki co potwierdzone. Tymczasem Huti odcięli Taiz od Adenu, co przybliża upadek obrony tego miasta. 

Reklama

Kto wspiera Hutich i jaka jest skuteczność obrony Arabii Saudyjskiej

O ile do soboty można było jednak mieć wciąż jakąś nadzieję, że dojdzie do deeskalacji i negocjacji w sprawie wznowienia rozejmu, zwłaszcza że Turcja to sugerowała, o tyle po ataku na saudyjskie lotniska jest to już nierealne. Zwiększy to również presję na sojuszników Arabii Saudyjskiej (nie tylko Turcję i Pakistan, ale również USA, a także inne państwa Półwyspu Arabskiego), by przyłączyły się do wojny z Hutimi. Warto jednak najpierw zastanowić się nad motywami i zdolnościami Hutich do rażenia saudyjskich celów, w szczególności lotnisk. Trafione zostało bowiem nie tylko lotnisko w Rijadzie, ale także w Abha, Nadżran i Dżizan oraz okolice lotniska w Damman.

W dodatku sobotnie uderzenie na lotnisko w Rijadzie było drugim w ciągu tygodnia. W ataku dokonanym w czwartek zginęły 3 osoby, a znajdujący się na lotnisku samolot pasażerski został poważnie uszkodzony. Oznacza to zdolność Hutich do precyzyjnych uderzeń na dystansie co najmniej 1500 km i brak zdolności neutralizacji ataku przez saudyjską obronę powietrzną (pociski przeleciały co najmniej 1200 km przez saudyjską przestrzeń powietrzną). Warto by Arabia Saudyjska zastanowiła się nad tym, czy Huti nie mieli wsparcia satelitarnego, a jeśli tak, to kto im go udzielił. Najbardziej prawdopodobną opcją jest Rosja, która jednak utrzymuje dobre relacje z Arabią Saudyjską, a jeszcze lepsze z zapiekłym wrogiem Hutich, tj. Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Nie byłby to jednak pierwszy raz, gdy Rosja wspiera obie strony konfliktu. 

Powodem ataku Hutich na lotnisko w Rijadzie jest natomiast ich rozumienie symetrii działań, a także wzorowanie się na Iranie w zakresie podnoszenia kosztów wojny. Jeśli chodzi o ten pierwszy aspekt, to należy pamiętać, iż ataki saudyjskie na lotnisko w Sanie na początku tej wojny (tj. w 2015 r.) doprowadziły do wyłączenia go z użytku na kilka lat. W tym czasie Huti nie mieli jeszcze takich zdolności jak obecnie, by dokonywać odwetowych uderzeń na lotniska saudyjskie. Trzeba przy tym dodać, że brak jest jednoznacznych danych pozwalających stwierdzić, czy ofiary cywilne poniosły śmierć bezpośrednio na terenie lotniska, czy też były w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Ponadto w uderzeniach na inne cele takie ofiary również były, a szokujące zbombardowanie autobusu szkolnego w sierpniu 2018 r. w Dahyan, w wyniku którego zginęło 50 osób, w tym 40 dzieci, doprowadziło do wstrzymania pomocy przez USA.

Reklama

Po zawarciu rozejmu w 2022 r. doszło do wznowienia ruchu lotniczego, ale uderzenia izraelskie na lotnisko w Sanie w grudniu 2024 i dwukrotnie w maju 2025 doprowadziły do ponownego wyłączenia lotniska z użytku. W izraelskich nalotach były już ofiary śmiertelne i liczni ranni. Huti dążą zatem do przywrócenia regularnego ruchu lotniczego z Saną i, aby wymusić to, zamierzają blokować ruch lotniczy Arabii Saudyjskiej (a być może również innych państw Półwyspu Arabskiego, w szczególności ZEA, jeśli zaangażują się w wojnę). Po sobotnio-niedzielnych uderzeniach Hutich Arabia Saudyjska odwołała kilkaset lotów, a bezpieczeństwo przestrzeni powietrznej tego kraju oraz jego lotnisk stoi pod znakiem zapytania. Huti ostrzegli bowiem przewoźników i pasażerów przed korzystaniem z saudyjskich linii, lotnisk i przestrzeni powietrznej, deklarując, iż jest to strefa wojny.

Kierunek eskalacja

Saudowie zapowiadają zdecydowany odwet, tyle że muszą sobie odpowiedzieć na pytanie, czy celem jest zadanie strat Hutim, czy też zniszczenie ich, a jeśli to drugie, to na ile realny jest ten cel do osiągnięcia. W szczególności należy pamiętać, że same naloty nie doprowadziły nigdy do wygrania wojny, a odporność Hutich jest bardzo duża, natomiast efektywność sił lądowych dotąd wykorzystywanych przez Saudów i sojuszników niewielka. Można mieć poważne wątpliwości, czy inne kraje, w tym nawet ZEA (w tym wypadku znów aktualna stałaby się kwestia odmiennych celów strategicznych Arabii Saudyjskiej i wspierających separatyzm południowojemeński Emiratów), będą chciały się angażować, a nawet jeśli to zrobią, to na ile zmieni to sytuację. W takim układzie nie można bowiem wykluczyć, że w ramach solidarności z Hutimi Iran zacznie atakować kluczowe obiekty infrastrukturalne państw arabskich zaangażowanych w wojnę.

To powoduje, że również USA nie garną się do zaangażowania się. Wiedzą bowiem, że póki nie wspierają Saudów, to Huti będą przestrzegać układu zawartego z Trumpem w maju 2025 r. o wzajemnym nieatakowaniu się. A Trump zdaje sobie sprawę, że zmiana tej sytuacji nie będzie sprzyjała i tak już marnym szansom Republikanów w wyborach połówkowych, które odbędą się raptem za kilka tygodni. Ponadto Huti zapewne będą starać się zablokować Bab al-Mandab. Presja zapewne będzie też wywierana na państwa europejskie, których zaangażowanie się w ten konflikt będzie mało rozsądne. Oczywiście pozostaje wciąż pytanie o to, jak zareaguje Pakistan i Turcja, ale wątpliwe by wysłały jakiekolwiek oddziały lądowe do Jemenu.

Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować
Reklama