- OPINIA
- ANALIZA
- KOMENTARZ
- WIADOMOŚCI
Podział na dwa państwa? Strategiczny plan Huti
Autor. Grafika wygenerowana przy użyciu modelu ChatGPT
Jemeńska ofensywa Huti postępuje na wielu kierunkach i może umożliwić tej strukturze polityczno-wojskowej uzyskanie ważnych zasobów terenowych oraz ekonomicznych. W tym samym czasie świat spogląda na działania Królestwa Arabii Saudyjskiej i jej poszukiwanie najlepszego rozwiązania względem polityki jemeńskiej i szerzej regionalnej.
W Jemenie mają toczyć się zacięte walki o prowincje Taizz, Marib oraz Al-Dżauf (dokładniej w warunkach jemeńskiego systemu administracyjnego muhafazy). Jak informują m.in. źródła należące do Al Jazeery, działania te mają pozwolić Huti nie tylko na zwiększenie zasięgu ich ekspansji terytorialnej, ale przede wszystkim na przejęcie ekonomicznych zasobów Maribu. To właśnie w tej części jemeńskiego terytorium znajdują się największe zasoby ropy i gazu, w tym Safer Oil Field. Marib jest również kluczowy z racji tamtejszej infrastruktury przesyłowej. Jednakowoż jeszcze ciekawsze mogą być nowe złoża zlokalizowane w Al-Dżauf. Tak czy inaczej, Jemen nie jest jedną z potęg, jeśli chodzi o surowce energetyczne, ale pewne zasoby są od lat eksploatowane i mogą dawać możliwość zysków Huti.
Zdobyć kluczowe pozycje
Co więcej, możliwe sukcesy w Taizz oraz Maribie będą pozwalały Huti na uzyskanie dobrych pozycji obronnych, ryglujących węzły komunikacyjne, które mogłyby zostać wykorzystane do późniejszych operacji zaczepnych sił rządowych i wspierających je innych formacji paramilitarnych. Należy przy tym zauważyć, że właśnie strona rządowa została w ostatnich latach nasycona znaczną ilością sprzętu ciężkiego, a wszystko za sprawą pomocy wojskowej z zewnątrz. Skalę tego działania widać było w przypadku porażki sił rządowych na kierunku Mokka-Bab al-Mandab, gdzie odwrót, przerodzony w paniczną ucieczkę sił walczących z Huti, doprowadził do zniszczenia lub przejęcia szeregu pojazdów klasy MRAP.
Zauważmy, że tak jak w przypadku Maribu mówiliśmy przede wszystkim o kwestiach energetycznych kraju, tak wydarzenia w prowincji Taizz są bezpośrednio powiązane z możliwością de facto rozbicia Jemenu już ostatecznie na dwie części. Jeśli doszłoby do wzmocnienia sił rządowych w Adenie, to musiałyby one stoczyć walki o tę prowincję i samo miasto Ta`izz myśląc o anych dalszych akcjach na kierunku północnym. Kontrola nad Taizzem pozwalałaby Huti także na manewrowanie odwodami, a więc luzowała część jednostek np. do ataków nawet na przygraniczne prowincje Królestwa Arabii Saudyjskiej.
Cytowana już stacja Al Jazeera twierdzi, że obecnie to właśnie kierunek zachodni i zachodnio-południowy jest priorytetem dla sił rządowych. Nie ma obecnie sił i środków, aby próbować odzyskać straty terytorialne w rejonie Morza Czerwonego. Jest to niebezpieczna informacja, szczególnie w kontekście potencjalnych zaburzeń w ruchu morskim na strategicznej linii żeglugowej. W dodatku, Huti mają możliwość uzyskania dobrych pozycji obronnych również w tym regionie poprzez przejęcie ważnych pozycji w górach Kahboub (prowincje Lahidż i część Ta’izz). Ponownie mówimy o zdobyciu przewagi w oparciu o warunki terenowe w przypadku prób odpierania kontruderzeń sił rządowych. Wzniesienia są również potencjalnie ważne, jeśli chodzi o możliwości rozbudowy kompleksu ISTAR, skierowanego na strategiczny obszar Cieśniny Bab al-Mandab, a także wyspę Perim.
Lekka piechota i drony
Jeśli chodzi o informacje o wymiarze taktycznym, to przestrzeń źródeł otwartych jest naturalnie zalewana sprzecznymi komunikatami oraz obrazami (foto-wideo). Obie strony informują przy tym o swoich zwycięstwach lokalnych i stratach zadawanych przeciwnikowi. Można jednak zauważyć, że obecne walki w wymiarze taktycznym mają charakterystyczny dla Jemenu obraz. Walczy ze sobą lekka piechota, nasycona bronią wsparcia (WKM, granatniki), która najczęściej przemieszcza się pojazdami kołowymi lub wręcz spieszona. Przy czym, w powietrzu obie strony z dużym natężeniem stosują mniejsze systemy bezzałogowe, szczególnie jako nosicieli zrzucanych z powietrza mniejszych ładunków wybuchowych. Naturalnie, strona rządowa w Jemenie informuje o kolejnych uderzeniach z powietrza, co sugeruje dalsze operowanie nad Jemenem cięższych, typowo wojskowych systemów MALE. Potwierdzone jest porażenie maszyny Wing Loong II produkcji chińskiej, przez zespoły OPL Huti. Prowadzone są również ostrzały rakietowe, w tym z użyciem pocisków balistycznych. Co ważne, nie obejmuje to tylko uderzeń Huti na terytorium saudyjskie, ale też cele wewnątrz samego Jemenu.
Pytaniem otwartym pozostaje skala i zakres działań maszyn załogowych nad Jemenem. Same siły zbrojne Jemenu nie mogą ich przeprowadzać bez wsparcia zewnętrznego, szczególnie saudyjskich sił zbrojnych. Zaś mimo że Huti nie dysponują rozwiniętym systemem OPL (obrony przeciwlotniczej), to już i tak potrafili zadać straty saudyjskiemu lotnictwu nad Maribem. Strącenie F-15 było bolesnym sygnałem, że siły saudyjskie mogą być nie do końca przygotowane do wznowienia operacji na skalę znaną z 2015 r. Chociaż należy pamiętać, że utrata F-15 nie jest dowodem na pełną niekompetencję i nieprzygotowanie, gdyż również USA straciły maszynę nad Iranem. Co więcej, Irańczycy są tymi, którzy nie tylko transferowali systemy uzbrojenia (najprawdopodobniej spore ilości zestawów MANPADS), ale także przekazywali know-how w zakresie ich użycia, np. poprzez pułapki w obszarach górskich i wyżynnych.
Saudyjskich sił powietrznych nie należy jednak bagatelizować, gdyż są one znacząco rozbudowane i nasycone środkami prowadzenia walki, ale też wsparciem dla nich w zakresie świadomości sytuacyjnej, tankowania w powietrzu itd. Problemem jest w warunkach jemeńskich wybór celów, co wymagałoby m.in. pojawienia się po stronie sił rządowych odpowiednich operatorów JTAC. W tym ostatnim przypadku są dwie możliwości: wysłanie własnych jednostek sił operacji specjalnych lub ponowne ściągnięcie do Jemenu wyspecjalizowanych członków prywatnych firm wojskowych (PMC). Dodajmy, że Jemen pod kątem PMC był przez lata jednym z najbardziej chłonnych rynków, napędzanych pieniędzmi z państw arabskich realizujących własne interesy w tym kraju.
Saudyjczycy proszą o pomoc sojuszników
Amerykańskie media twierdzą, że władze saudyjskie poprosiły USA o wznowienie uderzeń na Huti właśnie z powietrza. Jednak rozdźwięk między Białym Domem a dowódcami na teatrze bliskowschodnim miał doprowadzić do wstrzymania nalotów. Amerykanie mieli argumentować, że Huti nie atakują ich żeglugi, a publicznie mówią tylko o uderzeniach na jednostki powiązane z Królestwem Arabii Saudyjskiej (należy również oczywiście założyć, że atakowane mogą być statki jakoś powiązane z Izraelem). Zaś w praktyce chodziło o obawy dowódców, zapewne nie tylko U.S. CENTCOM o rozrzucenie sił już i tak zaangażowanych w walkę z Iranem, ale także o zasoby systemów uzbrojenia. Od dawna spekuluje się, że działania ofensywne i obronne USA w regionie mogły nadwyrężyć zapasy najbardziej zaawansowanych efektorów i prawdopodobnie ich uzupełnienie nastąpi dopiero w kolejnych latach. Nawet biorąc pod uwagę rosnącą produkcję zbrojeniową po stronie amerykańskiego przemysłu obronnego.
Władze amerykańskie mają jednak zapewniać, że nadal w kontekście ich relacji z Saudyjczykami obowiązują gwarancje sojusznicze. Już dziś mówi się, że Królestwo Arabii Saudyjskiej jest zawiedzione postawą Białego Domu. Jednakże pojawia się pytanie, na ile Amerykanie nie przekazują w ten sposób również własnej dezaprobaty za wcześniejszy brak udziału Saudyjczyków w walkach z Huti. W toku operacji pk. Prosperity Guardian jedynie Bahrajn wsparł Amerykanów, jeśli myślimy o regionie. Również uderzenia już za rządów Donalda Trumpa były ostrożnie traktowane przez Saudyjczyków, przynajmniej w narracjach publicznych. Nie można wykluczyć współpracy wywiadowczej i przede wszystkim wymiany informacji (intelligence sharing). Władze w Rijadzie w polityce optowały najprawdopodobniej za utrzymywaniem chybotliwego jak się okazało status quo z 2022 r. Dzisiaj widać dobrze fiasko tego podejścia do Huti, a co więcej również problem związany z próbą rugowania z Jemenu aktywów należących do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Saudyjczycy mieli otrzymać propozycję pomocy od Rosji, ale ją należy raczej traktować w kategorii działań zakulisowych wpiętych w relacje rosyjsko-irańskie. Rosjanie mogą również desperacko próbować grać na kwestie utrzymania się na rynku zbrojeniowym Bliskiego Wschodu. O wiele więcej Saudyjczycy mogą oczekiwać od innych państw. Obecnie, ministrowie spraw zagranicznych Turcji, Egiptu, Arabii Saudyjskiej i Pakistanu wydali we wtorek wspólne oświadczenie, w którym potwierdzili prawo Królestwa Arabii Saudyjskiej do obrony zgodnie z prawem międzynarodowym (prawo do samoobrony). Podkreślono potrzebę zapewnienia bezpieczeństwa żeglugi w regionie w obliczu nasilających się ataków ze strony wspieranych przez Iran jemeńskich Hutich. Lecz nie widać większej woli do bardziej aktywnych kroków po ich stronie.
Jemen testem "arabskiego NATO"
Jest to rozpatrywane jako pierwszy problem Porozumienia z Mekki, które miało być zalążkiem tzw. arabskiego NATO (jak to określano górnolotnie). Jednakże, już wcześniejsze działania Rady Współpracy Zatoki GCC w kontekście Jemenu pokazują, że różne państwa stronią od wchodzenia do działań w tym państwie, porównywalnym historycznie do matni wietnamskiej oraz afgańskiej. Nie oznacza to jednak, że Turcja czy Pakistan nie wesprą Saudyjczyków poprzez urobek wywiadowczy, wsparcie w zakresie dowodzenia i kierowania (szczególnie w operacjach powietrznych, które w obu państwach są na wysokim poziomie z racji elitarnego pozycjonowania sił powietrznych) oraz logistyki. Wychodząc poza wspomniane Porozumienie z Mekki, Egipt ma swoje własne historyczne i bolesne doświadczenia w zakresie interwencji w Jemenie. Jednakże, obecny Egipt może być kluczowy, gdyby doszło do prób blokady morskiej i szerzej jakiejś operacji morskiej wobec Huti. Szczególnie widząc perspektywę doświadczeń egipskich po 2015 r. i właśnie działań Huti, a także zadając sobie sprawę, że paraliż Morza Czerwonego to strategiczny problem też dla egipskiej ekonomii.
Problem dla Saudyjczyków jest olbrzymi, a także bardzo zróżnicowany wewnętrznie. Nikt nie ukrywa, że władze w Rijadzie wskazywały na siebie jako na głównego zewnętrznego rozgrywającego w Jemenie, starając się m.in. wyrugować wpływy ZEA. Co więcej, Huti paraliżują już samo Królestwo Arabii Saudyjskiej atakując cele związane z energetyką, ale też inne wpływające na system ekonomiczny kraju. W tym miejscu najgłośniejsze było możliwe porażenie systemem bezzałogowym świętego miasta Mekki – za które symbolicznie i praktycznie odpowiada przecież rodzina królewska w Rijadzie, czyniąc to w skali świata.
Zauważmy, że władca Królestwa Arabii Saudyjskiej potępił jemeńskich Hutich, nazywając ich „bojówką terrorystyczną”. Doszło do tego w wyjątkowym oświadczeniu, z racji wieku Salmana. Oficjalny przywódca państwa określił działanie „prowokacją wobec muzułmanów na całym świecie”, zgodnie z notą kolportowaną przez oficjalną saudyjską agencję prasową, chwaląc jednocześnie działania saudyjskich sił zbrojnych.
Kto się bardziej zmobilizuje
W Jemenie po obu stronach frontu trwa walka propagandowa i realna mobilizacja odwodów. Strona rządowa podkreśliła, że trwa integracja różnych środowisk, która ma pozwolić na wystawienie dodatkowych sił i środków na linii rozciągniętego obecnie znacząco frontu. Gazeta Asharq Al-Awsat wskazała, że Nayef Al-Bakri, minister ds. młodzieży i sportu oraz szef komitetu ds. poparcia społecznego i rządowego dla sił zbrojnych poinformował o utworzeniu specjalnego komitetu pomocowego. Ma on działać zgodnie z wytycznymi przewodniczącego Rady Prezydenckiej dr Rashada Muhammada Al-Alimiego, członków rady i premiera. Huti również sygnalizują, że na nowych terenach pod ich kontrolą, ale również w dotychczasowych przestrzeniach terytorium Jemenu pod ich rządami „spontanicznie” organizowane są masowe wiece poparcia.
Można założyć, że Huti chcą jak najszybciej ustabilizować front w rejonach – jak wspomniano wcześniej – nadających się najlepiej do obrony. Pamiętajmy, że również i ich zasoby, szczególnie te dotyczące uzbrojenia, paliwa czy zapasów innego rodzaju, nie są łatwe do uzupełnienia. Większość działań Huti jest zależna od zewnętrznych transferów i to nie tylko w kategorii uzbrojenia przerzucanego przez Morze Czerwone za pomocą większych lub mniejszych jednostek cywilnych. Pojawiły się sygnały, że ich obecne działania doprowadziła do braków strategicznego paliwa do agregatów prądotwórczych na obszarach kontrolowanych przez Huti. Tak czy inaczej, celem strategicznym jest w tym kontekście najprawdopodobniej uzyskanie uznania międzynarodowego, dając de facto pełen podział państwa jemeńskiego na dwa (jak to miało miejsce do 1990 r.).
Zobacz też 
Jeśli chodzi o siły rządowe to celem jest uzyskanie stabilizacji frontu, bez dalszych bolesnych strat we wspomnianych prowincjach. Ważne jest w tym zakresie poradzenie sobie z chaosem politycznym, charakterystycznym dla tego obozu walczącego z Huti. Tak czy inaczej, strona rządowa ukazuje problem znany chociażby z upadku Afganistanu. Wojsko jest zalewane wręcz uzbrojeniem i zależne od rozwiniętej logistyki. Podziały wpływają na postawy żołnierzy, a przede wszystkim oficerów. Przy środkach zewnętrznych, w przypadku Jemenu z państw arabskich, podtrzymywane są korupcja i oszustwa, np. na etatach. Zaś wycofanie części PMC oraz sił zewnętrznych powoduje, że siły rządowe są podatne na chaos i utratę inicjatywy.







