Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • ANALIZA

Junty, Rosja i dżihadystyczny marsz ku Zatoce Gwinejskiej [CZĘŚĆ 1]

A French officer discussing with a Malian soldier during the joint Franco-Malian Opération Éclipse (Opération Barkhane / Mali War)
Francuski oficer rozmawia z malijskim żołnierzem podczas wspólnej operacji francusko-malijskiej Éclipse (Opération Barkhane / wojna w Mali).
Autor. Éric B./French Army / Wikimedia Commons

Powstanie Sojuszu Państw Sahelu miało być odpowiedzią na porażkę dotychczasowego modelu współpracy z Europą oraz wizją triumwiratu bezpieczeństwa. Mali, Burkina Faso i Niger usunęły wojska Zachodu, opuściły struktury ECOWAS (Wspólnoty Gospodarczej Państw Afryki Zachodniej), założyły konfederację i zwróciły się ku Federacji Rosyjskiej. Problem polega na tym, że po zmianie partnerów nie zmieniła się sytuacja w regionie.

Od 2022 roku organizacje dżihadystyczne rozszerzyły kontrolę nad kolejnymi obszarami wiejskimi, zbliżając się do miast (w tym stolicy Bamako), a JNIM (Jama’at Nusrat al-Islam wal-Muslimin, Grupa Wsparcia Islamu i Muzułmanów) przesunął działalność w stronę Beninu, Togo i północnej Ghany. Sahel nie jest po tylu latach bezpieczniejszy, lecz stał się bardziej zamknięty, bardziej zmilitaryzowany i praktycznie niemożliwy do ustabilizowania.

Reklama

Najważniejszą zmianą ostatnich lat nie jest jednak samo wyjście Francji ani wzrost rosyjskich wpływów. To powstanie przestrzeni, w której równocześnie rozwijają się dwa zagrożenia. Z jednej strony Federacja Rosyjska wykorzystuje wojskowe reżimy, aby przejmować wpływy, uzyskiwać dostęp do surowców i osłabiać pozycję Zachodu. Z drugiej strony organizacje dżihadystyczne zajmują kolejne tereny i strefy przygraniczne. Rosja oraz JNIM walczą ze sobą, ale oba podmioty korzystają z tego samego zjawiska, czyli niewydolności państw Afryki oraz braku spójnej strategii międzynarodowej NATO i UE, które przecież przez tyle lat były obecne na Czarnym Lądzie.

Pojawienie się Al-Kaidy w regionie ma związek z powrotami bojowników opuszczających Afganistan do krajów pochodzenia. Historycznie formalne zapoczątkowanie działania filii miało miejsce dopiero po wojnie domowej w Algierii, która trwała w latach 1992–2002. Wówczas jedna z najbardziej radykalnych stron konfliktu, Salaficka Grupa Modlitwy i Walki (fr. Groupe Salafiste pour la Prédication et le Combat; GSPC), zdecydowała się dołączyć do inicjatywy Osamy bin Ladena. Podobne trendy mogliśmy wówczas obserwować w innych regionach świata, na przykład na Kaukazie. GSPC brała udział w walkach w Afryce Północnej, jednak została pokonana przez armię algierską. W 2007 roku GSPC dołączyła do międzynarodowej siatki Al-Kaidy, stając się Al-Kaidą Północnego Maghrebu (AQIM).

Grupa wykorzystała wojnę domową w Libii oraz w Mali do relokacji, przenosząc większość swoich operacji do regionu Sahelu. Po początkowych sukcesach w 2012–2013 roku i stworzeniu Emiratu przez fundamentalistów, francuska interwencja Serval pozbawiła AQIM kontrolowanych przyczółków, co ostatecznie doprowadziło do rozdrobnienia całej struktury. W roku 2017 elementy składowe AQIM, które zostały pokonane w 2013 roku, ponownie podjęły próbę konsolidacji w związku z przeciągającymi się walkami z Francuzami oraz pojawieniem się Państwa Islamskiego w regionie. Od tamtej pory AQIM działa jako naczelne dowództwo Al-Kaidy w Zachodniej i Północnej Afryce, a JNIM, powstały w marcu 2017 roku, jest zbrojnym ramieniem powoli tworzącym własne zręby państwowości.

W 2026 roku JNIM stał się najważniejszą strukturą Al-Kaidy w środkowym Sahelu. Według amerykańskiego National Counterterrorism Center organizacja liczy co najmniej 6000 członków. Rozszerzyła działalność z północnego i środkowego Mali na znaczną część Burkina Faso, zachodni Niger oraz pogranicza Beninu i Togo.

Sojusz wojskowych reżimów

Droga do utworzenia Alliance des États du Sahel, czyli Sojuszu Państw Sahelu, rozpoczęła się od serii zamachów stanu. W Mali wojsko przejęło władzę w 2020 roku, a następnie dokonało kolejnego przewrotu w 2021 roku. W Burkinie Faso w 2022 roku doszło do dwóch zamachów, natomiast w Nigrze legalne władze zostały obalone w lipcu 2023 roku (prezydent dalej jest więziony). Za każdym razem argument ze strony wojska był podobny: politycy mieli nie radzić sobie z terroryzmem, pozostawać zbyt zależni od Republiki Francuskiej i nie być zdolni do odzyskania kontroli nad państwem.

We wrześniu 2023 roku trzy reżimy podpisały Kartę Liptako-Gourma, tworząc mechanizm wzajemnej obrony. W lipcu 2024 roku przekształciły sojusz w konfederację, która ma koordynować także politykę zagraniczną i gospodarczą. Następnie Mali, Burkina Faso i Niger wystąpiły z ECOWAS, a ich wyjście stało się formalnie skuteczne 29 stycznia 2025 roku. Organizacja pozostawiła część ułatwień dotyczących podróżowania i handlu, ponieważ natychmiastowe zerwanie tych powiązań uderzyłoby przede wszystkim w ludność, a nie w wojskowych przywódców. Co ważne, ECOWAS nie zdecydował się na atak na Niger (a taki był pierwotnie plan).

Reklama

AES osiągnął sukces polityczny. Trzy junty przetrwały presję regionalną, wspólnie przeciwstawiły się żądaniom powrotu do porządku konstytucyjnego i zbudowały narrację o odzyskaniu suwerenności. Nie można uznać konfederacji wyłącznie za projekt propagandowy, ponieważ państwa koordynują część decyzji, rozwijają wspólne siły i występują razem wobec partnerów zagranicznych. W 2025 roku stworzono wspólny korpus 5 tys. żołnierzy. Nie oznacza to, że powstał jeden system dowodzenia, rozpoznania i kontroli granic, ale potencjał wojskowy istnieje. Rodzi się pytanie, czy do obrony?

Bilans bezpieczeństwa jest znacznie gorszy niż przed laty. Junty wygrały spór o to, kto ma decydować o ich polityce, ale nie wygrały wojny o swoje kraje. Państwa utrzymują stolice, większość dużych miast i główne bazy wojskowe, natomiast JNIM oraz Państwo Islamskie w Sahelu rozbudowały sieć wpływów na obszarach wiejskich. Kontrolują szlaki, nakładają podatki, blokują miejscowości i decydują o dostępie do lokalnych rynków. Najważniejszym paradoksem junt w Sahelu jest to, że im głośniej mówi się o suwerenności, tym mniejszą kontrolę sprawują nad własnym terytorium. Obecnie Mali, Burkina Faso i Niger kontrolują – każde z osobna – nie więcej niż 50% własnego terytorium.

Rozpad misji

Republika Francuska weszła do Mali w 2013 roku, uruchamiając operację Serval. Bezpośrednim celem było zatrzymanie ofensywy dżihadystów na południe i niedopuszczenie do zagrożenia dla Bamako. Operacja przyniosła szybki rezultat, ponieważ odbito najważniejsze miasta na północy i zniszczono część zaplecza ugrupowań powiązanych z Al-Kaidą. Sukces nie przełożył się jednak na trwałe rozwiązanie polityczne i społeczne, dlatego w 2014 roku Serval została zastąpiona przez Barkhane, obejmującą Mali, Niger, Czad, Burkinę Faso i Mauretanię (G5 Sahel).

W szczytowym okresie w operacji Barkhane uczestniczyło około 5100 francuskich żołnierzy, wspieranych przez siły państw G5 Sahel oraz partnerów europejskich i USA. Francuzi wykorzystywali dosłownie wszystko: samoloty bojowe, śmigłowce, transport lotniczy, drony Reaper i rozbudowane zdolności rozpoznawcze. Roczny koszt operacji szacowano na 1 mld euro. Była to największa francuska operacja wojskowa w Afryce, a jej skala pokazuje, jak wiele zdolności zniknęło po wycofaniu.

Nie można stwierdzić, że operacja Barkhane nie przynosiła sukcesów. Eliminowano dowódców, niszczono sprzęt i ograniczano swobodę działania terrorystów. Tylko w 2020 roku zneutralizowano ponad 1200 terrorystów. Z drugiej strony w trakcie operacji zginęło kilkudziesięciu francuskich żołnierzy, co do dziś wypomina się francuskim politykom. Problem polegał na tym, że wojsko mogło odbić miejscowość, ale nie było w stanie zastąpić administracji, sądów i lokalnych służb. Taktyka była często skuteczna, natomiast stabilizacja pozostawała właściwie niezauważalna. Oznacza to, że poziom militarny to jedno, a poziom społeczny i organizacyjny – drugie.

Operacja Barkhane miała pozostawać poza malijską polityką, lecz było to niemożliwe. Operacja stała się parasolem ochronnym dla elit w Bamako, które korzystały z zagranicznego wsparcia, nie przeprowadzając koniecznych reform. Jednocześnie część Malijczyków nie rozumiała, dlaczego Francja zwalcza dżihadystów, ale nie rozwiązuje konfliktu z separatystami na północy. Narastały oskarżenia o neokolonializm, a rosyjska propaganda skutecznie wzmacniała przekaz, że obecność Francji służy wyłącznie utrzymaniu wpływów. Co ciekawe, w kluczowym momencie oskarżano nawet Francuzów o ludobójstwo Malijczyków.

Wycofanie się Francji zakończyło wieloletnią walkę z terroryzmem. Było to również zakończenie nieskutecznej kampanii, która miała ogromny potencjał wojskowy. Zniknęło lotnictwo, rozpoznanie, transport i doświadczenie dowódcze, których armie państw Sahelu nie potrafiły zastąpić. Mali zażądało również zakończenia misji MINUSMA, której mandat wygasł w 2023 roku. Misja ONZ nie prowadziła ofensywy przeciwko JNIM, ale ochraniała część miast, monitorowała sytuację i zapewniała obecność na obszarach, na których administracja państwowa była wyjątkowo słaba. Po jej odejściu powstała kolejna luka.

Rozpadł się G5 Sahel, zakończyły się kluczowe misje Unii Europejskiej, a Niger doprowadził także do wycofania sił amerykańskich i utraty przez USA bazy dronowej w Agadezie. Nie oznacza to, że wcześniejszy model obecności Zachodu był dobry. Należy jednak dobitnie przyznać, że likwidacja europejsko-amerykańskiej obecności ograniczyła zdolności do walki z dżihadystami i separatystami.

Druga część publikacji ukaże się wkrótce.

Reklama

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować