- WIADOMOŚCI
- OPINIA
- KOMENTARZ
- ANALIZA
Huti versus Królestwo Arabii Saudyjskiej. Eskalacja walk
Autor. Grafika wygenerowana przy użyciu modelu Gemini
Doszło do kolejnej wymiany uderzeń z użyciem środków napadu powietrznego między Królestwem Arabii Saudyjskiej a jemeńskimi Huti (Ansar Allah). Ci ostatni przede wszystkim porazili cele związane z saudyjskim kompleksem Saudi Aramco w Dhahranie, a także rafinerię Aramco w stołecznym Rijadzie. Zaś Saudyjczycy wzięli na cel zaplecze surowcowe ruchu Huti w Sanie.
Cały czas atakowana jest także saudyjska branża lotnicza, w tym sztandarowe międzynarodowe lotnisko im. Króla Chalida, które przecież było pozycjonowane jako jedno z najważniejszych w skali regionu. Musimy zaznaczyć, że w obu przypadkach – tj. sektorów gospodarki – mamy do czynienia z próbą wywołania presji na poziomie strategicznym na władze Królestwa Arabii Saudyjskiej. Odnosi się to do sprawy stabilności ekonomicznej państwa, podważenia jego pozycji regionalnej i globalnej oraz wykazania możliwości oddziaływania na bezpieczeństwo wewnętrzne.
Atak na fundamenty saudyjskich przemian
Zauważmy w tym miejscu, że w ostatnich latach saudyjska rodzina królewska, szczególnie za sprawą księcia koronnego Muhammada ibn Salman ibn Abd al-Aziz Al Su’uda sygnalizowała liczne przeobrażenia państwa, wymagające jednak stabilności finansowej. W dodatku, w przestrzeni lotnictwa cywilnego możemy mówić o symbolice sprawczości regionalnej, którą zbudował wyścig między Katarem, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i właśnie Królestwem Arabii Saudyjskiej w obrębie globalnych marek jeśli chodzi lotnictwo. Działania Huti nie są więc jedynie podyktowane taktyczną formułą odpowiedzi na działania zbrojne w Jemenie, ale najprawdopodobniej były dokładnie planowane. Szczególnie, gdy myślimy o procesie wyboru celów (targetowania), gdzie Huti nie mogli najprawdopodobniej działać w pełni samodzielnie.
Powiedzmy wprost, wiele z obiektów petrochemicznych czy koordynaty krytycznego portu lotniczego można pozyskać w oparciu o źródła dostępne nawet dla grup paramilitarnych lub jak w przypadku Huti parapaństwowych. Jednakowoż w toku zerwanego przez Huti zawieszenia broni zauważalna jest systematyka działań przekraczająca barierę umownej ogólnodostępności. Szczególnie, że również w przypadku systemu bezpieczeństwa w Królestwie Arabii Saudyjskiej mowa jest współcześnie o dostrzeganiu potrzeb osłony informacyjnej, a co za tym idzie pewne kwestie obarczone są ograniczeniami. Huti, analogicznie jak w przypadku ataków na jednostki na Morzu Czerwonym, nie mają przypadkowych danych z kompleksu ISTAR. W ten sposób nie powinno się wprowadzać narracji o sensacyjnym charakterze uderzeń rakietowo-dronowych.
Huti to wymagający przeciwnik
W uproszczeniu nie mówimy o grupce fanatyków, ostrzeliwujących prymitywnymi rakietami państwo dysponujące zaawansowanymi technologiami obronnymi. Huti oczywiście sięgają po metody partyzanckie, ale to przede wszystkim w kontekście działań lądowych w niesprzyjających warunkach przewagi sił wrogich. W przypadku wzięcia na cel Saudi Aramco i podobnych celów to zupełnie inny poziom planowania oraz realizacji. Zauważmy, że chociażby w ostatnich latach to właśnie ataki jemeńskich Huti wpływały na modyfikowanie i usprawnianie metod uderzeń saturacyjnych, mających przeciążać środkami niskokosztowymi systemy obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej przeciwników. I w żadnym razie nie oceniamy tego jedynie jako zamkniętego urobku danych analitycznych i wywiadowczych, który odnosi się do obszaru Półwyspu Arabskiego. Ponownie można postawić hipotezę o proliferacji tych danych przez samych Huti lub (i) przez ich państwowego sojusznika, a więc Iran. Wiedząc, jak ważne dla Rosji było kooperowanie z Irańczykami w zakresie wstępnego rozwoju wybranych platform OWA jeśli chodzi o systemy bezzałogowe.
W kontekście obecnych oraz przeszłych uderzeń na Saudyjczyków należy uznać, że mówimy o celowości, o przygotowaniu i odpowiednim analizowaniu efektywności ataków również w ich wymiarze pozamilitarnym. Świadczyć to może o posiadaniu wsparcia zewnętrznego (Strażnicy Rewolucji z Iranu, w tym Siły Ghods / Sepah-e Qods, Sazman-e Ettela’at-e Sepah, więcej wątpliwości można mieć do udziału MOIS/VAJA czy nawet Artesz – J2 sił zbrojnych) oraz zdolności do wytworzenia komórek analitycznych również w samym aparacie władzy Huti. W tym przypadku należy uznać, że swoją pracę najpewniej wykonał zespół gen. Abdullaha Yahya al-Hakim (Abu Ali al-Hakim) odpowiedzialny po stronie Huti za Zarząd/Dyrekcję Wywiadu Wojskowego i Rozpoznania (Hay’at al-Istikhbarat al-Askariyya/ Da’irat al-Istikhbarat al-Askariyya), dający Huti widoczne zdolności operacyjne. Trzeba również założyć, że mogą oni mieć dostęp do pewnych kompetencji związanych z IMINT, a także uzyskiwać wymianę danych wywiadowczych w czasie rzeczywistym lub z pewnym małym opóźnieniem w relacji z partnerami spoza państwa (być może innymi nawet niż sam Iran, który bierze odium współpracy z Huti na siebie).
Co więcej, już teraz widać również próby prezentowania ataków w ujęciu relacji między Saudyjczykami i Amerykanami. Chodzić ma o wskazanie, że USA są niechętne lub nie mają możliwości obrony swojego partnera w momencie kryzysu. Ten aspekt jest użyteczny dla Iranu, ale też Chin czy Rosji. Zauważmy, że spłaszcza się go do aspektów działań kinetycznych, a pomija niewidoczne sprawy, w tym potencjalne amerykańskie wsparcie w ramach intelligence sharing na rzecz Saudyjczyków. Rzeczywiście, USA nie są skłonne do uderzeń na Huti, mogących rozdzielić ich siły koncentrowane na kierunku irańskim. Co więcej, trzeba przypomnieć, że zapewne część dowódców amerykańskich pamięta brak realnego wsparcia saudyjskiego dla ich działań wymierzonych w Huti. Należy także uznać, że wiele z działań saudyjskich podejmowanych w Jemenie – np. na linii ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i erozją ich obecności w tym państwie, mogło doprowadzić do obecnej sytuacji w relacjach z USA i sygnalizacji ostrożności względem Huti. Jednakże, także zewnętrzni obserwatorzy powinni wykazywać się większą ostrożnością w przenoszeniu doświadczeń relacji amerykańsko-saudyjskich, w obrębie kazusu Jemenu, na warunki np. europejskie.
Uderzyć w miękkie podbrzusze Huti
Warto jednak zauważyć, że widoczna jest zapowiadana na łamach Defence24 zmiana w priorytetach celów wybieranych do atakowania Huti. Wszystko wskazuje, że w stolicy państwa, Sanie (kontrolowanej przez Huti), doszło do uderzenia lub uderzeń na obiekty Yemeni Oil Company. Dokładniej, miały być rażone miejsca składowania paliw, a inne źródła mówią również o innych atakach na tego rodzaju obiekty. Mamy więc do czynienia z powieleniem działań izraelskich z 2024 r. Efektywność takiego oddziaływania wynika raz z możliwości wywarcia wpływu na ludność cywilną, a dwa z racji wywołania braków w działaniach wojskowych sił Huti. Jednakże, jako strategicznie ważny należy potraktować ten pierwszy element, gdyż już teraz widoczne były problemy z wykupywaniem dostępnego paliwa w Sanie. Zaś obywatele Jemenu są zależni od paliwa nie tylko do pojazdów, ale również do agregatów w licznych przypadkach definiujących ich zdolności do bytowania i prowadzenia jakichkolwiek aktywności gospodarczych.
Już operacje Huti na kierunkach południowym i południowo-wschodnim doprowadziły do nadszarpnięcia części zapasów, a sytuacja po atakach może tylko pogłębiać się. Szczególnie, że obiekty paliwowe o dużej skali (przemysłowej) są łatwym celem dla sił przeciwnika, przy jeszcze bardzo szczątkowej obronie przeciwlotniczej (systemy lufowe oraz MANPADSy/PPZR). W dodatku, kwestią niosącą problemy władzom Huti może być dostęp do materiałów służących odbudowie lub przywracaniu użyteczności obiektom Yemeni Oil Company i pochodnym. Zauważmy, że wcześniej nie atakowano tego rodzaju celów mając na uwadze sytuację humanitarną w Jemenie. Jednakowoż, to właśnie sektor paliwowy i energetyczny oraz ścisła blokada morska mogły jedynie być czynnikami realnej presji na stronę Huti. Ich obecne działania zbrojne i zerwanie kruchego status quo po 2022 r. ze stroną saudyjską mogą doprowadzić do obu scenariuszy.
Czemu Saudyjczycy nie kontratakują?
Musimy również odnieść się w tym miejscu do pytania o stan sił zbrojnych Królestwa Arabii Saudyjskiej i ich reakcji na działania Huti. Najczęściej pada zarzut, że tamtejsze siły operacyjne, Gwardia i inne formacje nie są w stanie zdławić działań „partyzantów” z Huti. Lub inny zarzut odnosi się do słabości decyzyjnej, efektowności systemu dowodzenia i kierowania C2 czy też niskiego morale wojsk. Jest to uproszczenie o charakterze wręcz błędu, gdyż nie odwołuje się do pełnego obrazu sytuacji regionalnej. Saudyjczycy pomimo znacznych zasobów wojskowych muszą dyslokować zasoby militarne na trzech umownych kierunkach operacyjnych, odnoszących się do problematycznego położenia na styku z Irakiem, Jemenem, ale też bezpośrednio względem Zatoki i Iranu. Innym tematem jest zaangażowanie znacznych zasobów w celu zapewniania bezpieczeństwa wewnętrznego w państwie. Zauważmy też, że saudyjskie wojsko i inne służby muszą działać na ok. 2,15 mln km kw. powierzchni państwa, a sama łączna długość lądowych granic wynosi ok. 4 431 km (w tym najdłuższy odcinek z Jemenem 1 458 km, którego część kontrolują po stronie jemeńskiej Huti).
Oczywiście część zarzutów odnoszących się do samych sił zbrojnych i innych formacji paramilitarnych w Królestwie Arabii Saudyjskiej również znajduje potwierdzenie w źródłach otwartych oraz pogłębionych analizach potencjału saudyjskiego. Przy czym, należy uznać, że nie mamy do czynienia z obrazem jednorodnym. Wiele z elementów sił zbrojnych podlega zmianom, a także stawia się na coś w rodzaju saudyzacji i większej samodzielności operacyjnej. To pochodna reform księcia koronnego Muhammada ibn Salman ibn Abd al-Aziz Al Su’uda, odnoszących się nie tylko do przestrzeni społeczno-gospodarczej, lecz także wojskowości. Z jednej bowiem strony są jednostki w stylu Brygady Bezpieczeństwa Specjalnego SANG czy też wojskowe siły operacji specjalnych (komponenty morskie, lądowe i powietrzne), a z drugiej nadal bardzo słabo gotowe jednostki rozrzucone po znacznym terytorium. Tak czy inaczej, trzeba podkreślić, że atak na Huti w ich matecznikach w Jemenie jest zawsze obarczony pytaniem o skuteczność, niezależnie od skali zastosowanych sił i środków. Już wcześniej podkreślaliśmy, że nawet samo zajęcie Sany nie oznacza umownego „bezapelacyjnego” zniszczenia Huti.
Trudna wizja zakończenia konfliktu
Konkludując, należy spodziewać się niestety dalszych ataków ze strony Huti na krytyczne zasoby Królestwa Arabii Saudyjskiej. Jednakże, porażenie celów należących do Yemeni Oil Company oznacza, że możliwe jest dokonanie przeorientowania kampanii powietrznej w wymiarze przynajmniej operacyjnym, a być może strategicznym. Niszczenie zasobów wojskowych Huti nie daje żadnej rękojmi uzyskania sukcesów w Jemenie. Niezbędnym jest porażenie zaplecza Huti, względem ich kontroli nad ludnością cywilną oraz przestrzenią socjalną i ekonomiczną. Nie jest to prosty proces m.in. za sprawą rozbudowy tamtejszej bezpieki z osławionym aparatem struktur Amn al-Wiqai. Musi jednak objąć izolowanie od surowców, materiałów, w tym tych podwójnego przeznaczenia i niestety właśnie ataki na obiekty infrastruktury krytycznej.
Najprawdopodobniej sami Saudyjczycy zdają sobie sprawę z tego, że żadna typowa kampania wojskowa w stylu tej z 2015 r. nie będzie zdolna do pełnej anihilacji Huti. Zdają sobie z tego sprawę również inne zainteresowane strony, od USA, poprzez Pakistan czy Turcję. Niewykluczone, że jedyną szansą będzie uzyskiwanie poparcia wśród niezadowolonych części frakcji i liderów plemiennych, w toku pogarszania sytuacji wewnętrznej na obszarach kontrolowanych przez Huti. W dodatku, jak każdy konflikt zbrojny, także ten w Jemenie jest pochodną sytuacji zarówno regionalnej, jak i udziału aktorów zewnętrznych. Nie da się go – a przynajmniej nie powinno się go sprowadzać – do starcia wyizolowanej siły parapaństwowej z mocarstwem regionalnym. Przy czym, zachowanie nawet szczątkowych form władzy Huti nadal będzie prowadziło do pytań o stabilność Jemenu. Chociaż trzeba też powiedzieć wprost, że państwowość jemeńska oprócz Huti ma przed sobą liczne problemy.





