Reklama
  • KOMENTARZ
  • WAŻNE
  • POLECANE
  • WIADOMOŚCI

Francja przygotowuje Europę na obronę bez USA

We francuskim myśleniu o bezpieczeństwie coraz wyraźniej wybrzmiewa założenie, że Europa musi być gotowa do obrony kontynentu bez udziału Stanów Zjednoczonych.

Autor. The White House

W planowaniu strategicznym i operacyjnym zakłada się niemal pełną autonomię Europy oraz wykluczenie obecności USA, także w scenariuszach obrony Morza Bałtyckiego.

We francuskich analizach wojskowych relacje transatlantyckie są postrzegane jako coraz mniej przewidywalne. Stany Zjednoczone oceniane są nie tylko jako sojusznik, ale również konkurent na poziomie politycznym, gospodarczym i militarnym. Wskazuje się także na zależność Europy od amerykańskich technologii, danych, sprzętu wojskowego oraz informacji. Te czynniki dodatkowo podkopują zaufanie do USA w dziedzinie bezpieczeństwa.

W konsekwencji Paryż, prowadząc stałe konsultacje z sojusznikami, zakłada możliwie szeroką samodzielność, bazującą na zdolnościach narodowych i europejskich. Scenariusze obronne nie uwzględniają automatycznego udziału sił amerykańskich w działaniach obronnych NATO, w tym również na Bałtyku. Obronę regionu mają realizować wyłącznie kraje europejskie, przy czym ciężar działań spoczywa na państwach frontowych wspieranych przez największe armie Europy Zachodniej, tj. Francję, Włochy, Hiszpanię i Wielką Brytanię.

Nie chodzi już tylko o naukową czy polityczną debatę, ale o coraz konkretniejsze warianty rozpatrywane w Europie na wypadek ograniczenia lub zmiany amerykańskiej obecności na kontynencie. Zarówno w Paryżu, jak i w USA takie możliwości są omawiane, zatem ważne jest, aby te scenariusze wybrzmiały również w Warszawie.

Bałtyk jako pole doświadczalne

We francuskich analizach Morze Bałtyckie jest traktowane jako jedno z najbardziej prawdopodobnych miejsc gwałtownej eskalacji konfliktu z Rosją. Decydują o tym niewielkie odległości między państwami NATO a Rosją, zagęszczenie zachodniej infrastruktury krytycznej oraz znaczne rosyjskie zdolności do prowadzenia ostrzału rakietowego i wykorzystania komponentu morskiego do działań ofensywnych. Zakłada się, że konflikt rozpocznie się od działań na morzu, blokady portów, uderzeń rakietowych i działań hybrydowych (sabotaż, dywersja, cyberataki itp.) w krajach bałtyckich, zanim dojdzie do otwartej konfrontacji lądowej.

Scenariusze przewidują intensywne użycie rosyjskich zdolności morskich, w tym okrętów podwodnych, oraz uderzenia na infrastrukturę energetyczną i systemy dowodzenia. Europejska odpowiedź ma mieć charakter połączony: ląd–powietrze–morze, z naciskiem na obronę wybrzeża, zwalczanie okrętów podwodnych i utrzymanie swobody żeglugi na Bałtyku.

Zdolności Starego Kontynentu

We francuskich ocenach wybrzmiewa, że europejskie zdolności obrony przeciwrakietowej są niewystarczające, szczególnie na wschodniej flance. Liczba dostępnych środków obrony jest zbyt mała w stosunku do potencjalnego zagrożenia. Ponadto, pojawia się kwestia wykorzystania przez Rosję tysięcy systemów bezzałogowych. W takiej sytuacji część rozważanych wariantów zakłada nie tylko obronę, ale też szybkie ograniczenie rosyjskich zdolności w najbliższym otoczeniu Bałtyku. Z tego powodu pozytywnie oceniane są inicjatywy mające na celu spowolnienie i zablokowanie rosyjskiej ofensywy poprzez uderzenie na Kaliningrad, co jest postrzegane jako sposób na zyskanie czasu dla reakcji sojuszniczej.

„Europejski” wariant planu obrony basenu Morza Bałtyckiego obejmuje użycie znacznych sił lądowych, powietrznych i morskich, jednak kluczowym ograniczeniem pozostaje logistyka. W analizach podkreśla się, że zdolności do przerzutu wojsk i sprzętu pozostają niewystarczające w stosunku do potrzeb oraz wymagają wsparcia największych państw europejskich. Sam przerzut francuskich sił na wschodnią flankę oraz na Bałtyk mógłby potrwać około 8 dni (w zależności od zaangażowania Paryża w inne konflikty oraz ćwiczenia).

Na początku marca br. w obliczu coraz bardziej napiętej sytuacji na Bliskim Wschodzie Francja zdecydowała o przesunięciu na Morze Śródziemne lotniskowca „Charles de Gaulle”, który wówczas znajdował się na Bałtyku. Wojna USA i Izraela przeciwko Iranowi pokazała, że nawet przy rosnącym zainteresowaniu Bałtykiem Francja nie jest w stanie trwale koncentrować kluczowych sił wyłącznie na jednym kierunku.

Autor. A. Olech

W wariancie „europejskim” odpowiedzialność za obronę basenu Morza Bałtyckiego spoczęłaby przede wszystkim na państwach frontowych: Polsce, krajach bałtyckich, Finlandii, Szwecji, Danii i Norwegii. Ich zadaniem byłoby prowadzenie działań opóźniających, obrona terytorium oraz utrzymanie logistyki. Wsparcie operacyjne miałyby zapewnić Francja, Niemcy i Wielka Brytania uzupełniane przez Belgię i Holandię, głównie w zakresie lotnictwa, marynarki wojennej, dowodzenia, rozpoznania oraz przerzutu sił.

Przyjmuje się, że „europejski” wariant obrony Bałtyku wymagałby wykorzystania około 12 dywizji (złożonych łącznie z 40–50 brygad), razem liczących około 200 tys. żołnierzy. Owe siły musiałyby posiadać co najmniej 1500 czołgów, ponad 3500 bojowych wozów piechoty, około 1000 sztuk artylerii lufowej (głównie haubic kalibru 155 mm) oraz blisko 400 wyrzutni rakiet. W powietrzu konieczne byłoby zaangażowanie 300–350 samolotów bojowych, około 20 samolotów wczesnego ostrzegania, samolotów rozpoznawczych i tankowania powietrznego, a także kilku tysięcy środków bojowych precyzyjnego rażenia średniego zasięgu. Komponent morski objąłby jedną grupę bojową lotniskowca oraz do czterech zespołów okrętów nawodnych dysponujących zdolnością do zwalczania min i okrętów podwodnych, a także ochrony infrastruktury krytycznej.

Europa bez Stanów Zjednoczonych?

Francuskie podejście oznacza przygotowanie Europy na scenariusz obrony bez amerykańskiego parasola. Nie jest to zerwanie z NATO, ale próba uniezależnienia planowania od politycznej niepewności w Waszyngtonie. Jednak problemem pozostaje brak spójnego systemu dowodzenia i faktycznych zdolności do zarządzania tak dużą operacją wyłącznie na poziomie europejskim.

W Białym Domu dość otwarcie padają już nie tezy, a propozycje, aby zredukować obecność wojsk amerykańskich na całej wschodniej flance NATO. Ponadto, od miesięcy podkreślane są oczekiwania administracji Trumpa względem partnerów na Starym Kontynencie, żeby wreszcie Europa zaczęła odpowiadać za swoje bezpieczeństwo. USA postrzegają Chiny jako główne wyzwanie, natomiast Europa jest istotna przede wszystkim w kontekście wojny Rosji z Ukrainą. Celem pozostaje doprowadzenie do ograniczenia napięcia i porozumienia, przy wyraźnie większej presji wywieranej na Kijów niż na Moskwę. Równie ważne pozostaje odmrażanie relacji z Mińskiem, który ma być niezależnym wyjściem na Moskwę, a także próby odciągnięcia go od Pekinu.

Relacje Paryża z Waszyngtonem znalazły się na najniższym poziome od lat (podobnie jak osobiste kontakty Macrona z Trumpem), a we Francji dość mocno wybrzmiewają głosy, że nie należy oczekiwać pomocy z USA w obronie Europy. Jednak uważam, że francuska perspektywa jest zbyt jednostronna i całkowicie pomija fakt amerykańskiej obecności w Polsce, Rumunii czy Estonii. Na wschodniej flance NATO znajduje się kilkanaście tysięcy amerykańskich żołnierzy, których USA stale rotują i utrzymują. Trzeba też brać pod uwagę polityczną rozgrywkę Francji i USA.

Niemniej omawiana koncepcja „europejskiej obrony” przestaje być dla Francuzów wyłącznie teoretyczna. Pojawiają się konkretne scenariusze, ćwiczenia i rozmowy z sojusznikami, w tym z państwami wschodniej flanki NATO. Bałtyk został uznany za najbardziej prawdopodobny punkt zapalny, w którym testowana będzie jedność Europy, a także obszar możliwego podjęcia reakcji sojuszniczej: od wysłania żołnierzy i sprzętu aż po uruchomienie artykułu 5 NATO lub innej formy wymiernej pomocy od partnerów.

W praktyce takie rozważania oznaczają rosnącą presję Francji na państwa Europy Środkowo-Wschodniej, aby budowały zdolności nie jako uzupełnienie obecności USA, lecz jako część stricte europejskiego systemu obrony. Trzeba przyznać, że jest to fundamentalna zmiana myślenia o bezpieczeństwie kontynentu, z konsekwencjami, które dopiero zaczynają być widoczne.

Współpraca: Antoni Walkowski

WIDEO: Offset czy „offset”? Miliony na Jelcza, miliardy na Apache | Defence24 Week #153
Reklama