Geopolityka

„Czerwony szeryf” zreformuje Bundeswehrę? [WYWIAD]

Boris Pistorius
Fot. Bundesministerium der Verteidigung

Nowy minister obrony Niemiec Boris Pistorius przejmuje ministerstwo i stoi przed poważnymi wyzwaniami nie tylko konfliktem na Ukrainie ale także problemami wewnętrznymi trawiącymi Bundeswerę. W rozmowie z Defence24.pl dr Monika Maria Brzezińska z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego (UKSW) omawia sylwetkę Borisa Pistoriusa porównując jego do poprzedniczki Christine Lambrecht oraz mówi czy minister będzie bardziej skłonny do wsparcia Ukrainy.

Piotr Miedziński: Kim jest nowy minister obrony Niemiec?

Dr Monika Maria Brzezińska: Boris Pistorius to 62-letni prawnik i polityk, członek SPD od 16 roku życia, minister spraw wewnętrznych Dolnej Saksonii od 2013. Wcześniej (od 1999 do 2013) wiceburmistrz i burmistrz Osnabrück. Jest doskonale znany w swoim kraju związkowym, ale już mniej rozpoznawalny na płaszczyźnie federalnej, co nie umknęło uwadze mediów. W czołowych niemieckich gazetach można było znaleźć nagłówki zatytułowane: „Kim jest nowy minister obrony?". Niemniej Pistorius pochwalić się może dużym, lokalnym doświadczeniem politycznym, choć niektórzy, głównie z ramienia CDU, zarzucają mu brak wprawy w polityce federalnej.

Media niemieckie zarzucają jednak nowemu ministrowi, że w przeszłości miał kontakty z rosyjskimi politykami, że był w grupie przyjaźni niemiecko-rosyjskiej, zwolennik rozmów z Rosją nawet po wojnie w 2014 roku. Czy powinien on się z tego jakoś wytłumaczyć? Czy będzie ta przeszłość rzutować na pełnione stanowisko?

Tak, był członkiem Grupy Przyjaźni Niemiecko-Rosyjskiej i opowiadał się, podobnie zresztą jak ówczesna kanclerz Angela Merkel, za łagodnymi narzędziami perswazji (dialog i negocjacje) wobec Rosji w kontekście jej agresji na Ukrainę. Nie różnił się zatem w swoich poglądach od głównej linii politycznej partii rządzącej i również teraz od niej nie odbiega. Nie będzie też zatem tłumaczył się ze swoich poglądów, a co więcej, nie będą one rzutowały na jego wizerunek polityczny.

Fot. Nick Perretti/Flickr/CC BY 2.0

Natomiast to co go szczególnie wyróżnia, to zdecydowany, silny charakter, determinacja w działaniu i konsekwencja. Dzięki tym cechom oraz zaangażowaniu w kwestie bezpieczeństwa Dolnej Saksonii, zyskał on miano „czerwonego szeryfa". Można zatem spodziewać się po nim odważnych i niekonwencjonalnych decyzji, jednak z pewnością nie kolidujących z polityką prowadzaną przez kanclerza Olafa Scholza.

Czytaj też

A jak będzie się różnił od swojej poprzedniczki?

Najlepiej dostrzega się różnice przez analogie. Jeśli zestawimy kompetencje strategiczne, operacyjne i analityczne byłej pani minister Christine Lambrecht i obecnego ministra Borisa Pistoriusa, to zdecydowanie lepiej wypada Pistorius. Pewną przewagę, jeśli chodzi o doświadczenie polityczne w skali ogólnokrajowej, posiada natomiast pani Lambrecht. Opozycja zarzuca Pistoriusowi brak kompetencji w tym zakresie, choć trzeba pamiętać, że tradycyjna ścieżka kariery politycznej, czyli od niższego szczebla do wyższego, jest w Niemczech czymś dobrze widzianym i pożądanym. On ten wymóg spełnia.

Pistorius oraz Lambrecht
Fot. Bundesministerium der Verteidigung

Ważna u polityka jest też osobowość. Była pani minister słynęła z niefortunnych zachowań i wypowiedzi, braku wyczucia politycznego, taktu i dyplomacji. Zarzucano jej także chaotyczność i brak spójności z polityką Olafa Scholza. W jej działaniu trudno było dostrzec wyraźne akcenty. Boris Pistorius natomiast należy do ludzi bardzo silnie motywowanych wewnętrznie. Pierwsze jego słowa po nominacji, to obietnica 150% zaangażowania w sprawę obrony narodowej Niemiec. Przyjmuje zatem swoją funkcję nie tyle jako trudny obowiązek, ile jako misję. Zresztą przeprowadzka do Berlina, o którą zabiegał od dawna, jest zwieńczeniem jego dążeń politycznych.

Czytaj też

A na jakie różnice między obu politykami wskazałaby Pani Doktor jeśli chodzi o pozostałe kompetencje?

W zakresie np. kompetencji strategicznych, w tym głównie efektywnego zarządzania w sytuacjach kryzysowych, zdecydowanie większym doświadczeniem może pochwalić się Boris Pistorius. W okresie kryzysu migracyjnego i w związku z terroryzmem islamskich, nakazał np. deportację dwóch muzułmanów (urodzonych w Niemczech), jeszcze przed popełnieniem przez nich przestępstwa, jedynie na podstawie zebranych materiałów dowodowych. Jest też zwolennikiem utworzenia policji w UE na wzór amerykańskiej FBI. Zatem dostrzega problemy, potrafi je skutecznie rozwiązywać, a co więcej przewidywać długofalowe skutki kryzysów. To on, jako jeden z nielicznych, miał odwagę powiedzieć Angeli Merkel, że migrantów w Niemczech jest za dużo. „Łódź jest pełna" – jak to określił. Ta jego stanowczość z pewnością przełoży się na politykę federalną, czego u byłej minister Christine Lambrecht niestety nie można powiedzieć.

A co z myśleniem operacyjnym i analitycznym u obu polityków? Jak tutaj rozkładają się akcenty?

Jeśli przyjmiemy, że umiejętności operacyjne polegają m.in. na zdolności do pracy zespołowej oraz elastyczności, przy jednoczesnym byciu stanowczym, to była pani minister Lambrecht również nie wypadnie zbyt dobrze. Można tu wskazać na jej deficyty w komunikacji z kanclerzem i kłopoty w realizacji jego wytycznych. Ponadto jako zwierzchnik instytucji ogólnokrajowej, przyzwyczajona ona była do delegowania zadań niższym, podległym jej szczeblom. Działała sektorowo, w ściśle określonym obszarze polityki. Nie musiała poszukiwać kompromisów w takim wymiarze, jak czynił to Pistorius będąc np. burmistrzem Osnabrück. On musiał patrzeć na zadania i politykę kompleksowo. Nie mógł pozwolić sobie na działania sektorowe, bowiem jego rolą było integrowanie społeczeństwa.

Czytaj też

Kolejną sprawą jest stopień specjalizacji w obszarze realizowanych kompetencji. Boris Pistorius, choć zarzuca mu się brak wiedzy w zakresie obrony narodowej, posiada długoletnie doświadczenie w polityce bezpieczeństwa. Pani Lambrecht natomiast pełniła bardzo różne funkcje, począwszy od ministra sprawiedliwości i ochrony konsumenta, aż po ministra ds. rodziny, osób starszych, kobiet i młodzieży. Jej stopień specjalizacji, był zatem, ze względu na tak zróżnicowane obszary działań, znacznie mniejszy.

Jeśli chodzi o zdolności analityczne, rozumiane jako umiejętność prognozowania polityki, czy przewidywania skutków własnych decyzji to niestety znowu dostrzeżemy tu znaczne różnice. Wystarczy wskazać na wspomniane przeze mnie ostrzeżenia Pistoriusa w kwestii przyjmowania do Niemiec migrantów, czy niefortunne życzenia noworoczne Lambrecht. Jest to wymierny efekt stylu i sposobu pracy każdego z polityków.

Tak więc operacyjnie, analitycznie oraz strategicznie lepiej wypada nowy minister.

Czytaj też

Czego możemy się spodziewać w kwestii pomocy dla Ukrainy z jego strony?

To jest bardzo dobre pytanie. Dziś usłyszałam w radiu taki dowcip. Jeden dziennikarz pytał drugiego, kiedy Olaf Scholz przekaże Ukrainie niezbędny sprzęt wojskowy? Ten odpowiedział, że wtedy, gdy Putin powie „da". Na poważnie jednak, nie oczekiwałabym w tym zakresie większych zamian. Sam kanclerz nominując Pistoriusa zwracał uwagę, że Bundeswehra wymaga pilnej restrukturyzacji. Od upadku ZSRR, a zatem od lat 90-tych ubiegłego wieku, Niemcy przede wszystkim skupiały swoją uwagę na misjach zagranicznych. Nie inwestowali w struktury na miejscu, które okazują się być słabe decyzyjnie oraz silnie zbiurokratyzowane. Co więcej Bundeswerze brakuje sieciowych systemów uzbrojenia oraz podstawowego sprzętu np. odbiorników cyfrowych odpornych na podsłuch. Ich zgromadzony zapas amunicji w razie kryzysu wystarczy na kilka dni, a powinien, według norm NATO, na 30. Mają niski poziom wykorzystania sztucznej inteligencji, co w czasach współczesnych rodzi poważne wątpliwości co do zdolności obronnych.

Christine Lambrecht miała za zadanie zmodernizować Bundeswehrę, ale jej się to nie udało. Oczekiwania te zatem przeniósł Olaf Scholz na Pistoriusa o czym wyraźnie wspominał. Tego też będzie od niego przede wszystkim oczekiwał, tym bardziej, że Niemcy nie są w stanie wypełnić podstawowych nawet zobowiązań wynikających z członkostwa w NATO. Powinni oni co roku przekazywać 2% PKB na obronę, a już wiadomo, że nie zdołają tego uczynić w 2023. Co więcej, Bundeswerze brakuje 20 mld euro, a na bieżący rok mają zaplanowane wydatki na ten cel jedynie na poziomie 1,1 mld.

Fot. Ministry of National Defence of the Republic of Lithuania/Twitter

Zatem podsumowując: kompetencyjnie Boris Pistorius jawi się jako doświadczony i biegły polityk. Nie powinniśmy jednak oczekiwać po nim zmian w zakresie obecnie realizowanej polityki wobec Ukrainy. Skoncentruje się on przede wszystkim na wewnętrznej odbudowie Bundeswehry (i na to pójdzie zdecydowana większość nakładów finansowych) oraz na wewnętrznych potrzebach obronnych Niemców. Ukraina będzie musiała poczekać.

Dziękuje za rozmowę

Dr Monika Maria Brzezińska - Politolog w katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Instytutu Politologii UKSW w Warszawie. Wieloletnia koordynatorka Polsko-Niemieckiej Akademii Letniej w Berlinie, autorka publikacji związanych z tematyką niemiecką i europejską. W obrębie jej zainteresowań pozostaje również: pozycja i rola RFN w stosunkach międzynarodowych, kształtowanie się tożsamości Niemiec i Niemców od momentu Zjednoczenia po dzień dzisiejszy, problematyka deutsche Frage i percepcja mocarstwowości RFN w Europie i na świecie. Prezes Zarządu Collegium Interethnicum od 2019.

Komentarze (3)

  1. Ma_XX

    a kto niby ma służyć w Bundeswerze? Rodowitych Niemców jak na lekarstwo a emigranci podróżują za socjalem - dzisiaj ten kraj, jutro inny. Więc pozostaje pytanie czy warto wydawać kasę na armię, której nie ma?

  2. Chyżwar

    Z pustego i Salomon nie naleje.

    1. bc

      To jest chaos i bałagan ale kontrolowany. Mają wszystko(know how, technologie, przemysł, pieniądze itd.) może poza rekrutem by szybko mieć sporą armie.

    2. Chyżwar

      @bc No właśnie nie bardzo mają. Wiesz czemu Amerykanie w dniu dzisiejszym są w stanie produkować duże ilości czołgów? Otóż dlatego bo ich politycy byli mądrzy i nie posłuchali wojskowych, kiedy tamci chcieli przyoszczędzić poprzez zamknięcie linii technologicznych do produkcji Abramsów. Tamtejsi politycy zdawali sobie sprawę, że nawet jeśli nie zburzono by hal produkcyjnych i nie posłano by wyposażenia z tych linii do hut to ich państwo i tak utraciłby na lata możliwość produkowania czołgów, ponieważ pracujący przy tym ludzie rozleźliby się po całym kraju i żeby ponownie uruchomić produkcję należałoby wyszkolić następnych. Patrz na tempo w jakim teraz Niemcy produkują czołgi. Jest żałosne. Zwiększenie tępa produkcji do godziwych ilości w ich przypadku to czas liczony na długie lata. W przypadku F-22 USA zachowało się niestety inaczej. Zamknięto linię produkcyjną i teraz ten samolot mimo, że jest bardzo dobry i ciągle bardzo nowoczesny stosunkowo szybko wyleci z USAF.

  3. Sorien

    "Czerwony "bo Putina kolega ?