- WIADOMOŚCI
Belfast płonie, a brytyjski MON składa dymisję
Oficjalnym powodem złożonych dymisji przez Al’a Carnsa i Johna Healey’a jest debata o finansowaniu Sił Zbrojnych Wielkiej Brytanii. Nieoficjalnie powodami mogą być zamieszki i tzw. ustawa o Irlandii Północnej, gdzie doszło do społecznych protestów po makabrycznej próbie zabójstwa ze strony Sudańczyka.
Autor. Corporal Rob Kane/MoD
Seria odejść z brytyjskiego ministerstwa obrony oraz innych resortów odpowiedzialnych za armię zbiegła się z falą protestów społecznych, po dwóch makabrycznych przestępstwach. Jak dotąd, z resortów odpowiedzialnych za brytyjskie wojsko odeszli: John Healey, sekretarz obrony, oraz Al Carns, minister sił zbrojnych Wielkiej Brytanii. Nieznanym w Polsce faktem jest tzw. ustawa o Irlandii Północnej, której wrogiem jest rząd Keira Starmera, a która wprowadzała amnestię dla brytyjskich żołnierzy uczestniczących w operacjach pacyfikujących irlandzkie organizacje bojowe. W brytyjskim wojskowym slangu ustawę nazywa się „The Troubles”, czyli „Kłopoty”, bo tak określono konflikt zbrojny toczony w Irlandii Północnej w latach 1969-1998. Ostatni dowódca operacji „Banner” pacyfikującej irlandzkie protesty i walki w latach 1969-2007, generał sir Nick Parker oskarżył cztery dni temu rząd Wielkiej Brytanii, że ten poprzez niejasny cel swojej polityki i zniesienie amnestii dla brytyjskich kombatantów może doprowadzić do „upadku Unii” i zjednoczenia Irlandii.
Londyn przeżywa kryzys polityczny, którego nie było od czasów drugiej wojny światowej – i podkreślę, że nie jest to przesadzona paralela. Dlaczego? Najpierw w łonie rządzącej i dołującej w sondażach lewicowej Partii Pracy doszło do pojedynku między antyizraelskim i pro-hamasowym Jeremym Corbynem, a pro-izraelskim Keirem Starmerem. Z politycznej walki jako wygrany wyszedł Starmer, który dzierży stery brytyjskiego rządu. Ten zapomniany pojedynek jest kluczowy do zrozumienia sytuacji społecznej w Wielkiej Brytanii, ponieważ 80 proc. muzułmanów w Wielkiej Brytanii głosowało na Partię Pracy, ale od momentu, gdy Corbyn stracił swoje wpływy, część elektoratu odpłynęła do „Zielonych”. Pisałem o tym na łamach „Eurokalifatu”. Doszło do paradoksu, w którym obecny rząd nuklearnego mocarstwa stał się zakładnikiem migrantów głosujących w muzułmańskich dzielnicach brytyjskich miast. Nieprzypadkowo, Starmer zbojkotował „Epicką Furię” Trumpa, nie z powodów ideologicznych, a religijnych – taki udział uruchomiłby wielotysięczne protesty muzułmanów w brytyjskich miastach i odpływ kolejnego poparcia do „Zielonych”.
Kryzys polityczny w Londynie
Partia Pracy, prawdopodobnie, przy obecnych katastrofalnych sondażach, przegra kolejne wybory parlamentarne – to raz, a dwa – dojdzie także do całkowitego załamania brytyjskiej tradycji parlamentarnej, przełamania duopolu między Laburzystami (Partia Pracy), a Torysami (Partia Konserwatystów i Unionistów). Z analizy sondażowej opublikowanej przez serwis „Politico” wynika, że antymigrancka partia „Reformy Wielkiej Brytanii” Nigela Farage’a jest pierwsza, z poparciem 26 proc. głosujących, na drugim są Laburzyści, ale spadając do 18 proc. poparcia, a zaraz za nimi Torysi. W tendencji sondaży widać także wspomniany przeze mnie wzrost popularności „Zielonych”, którzy stali się partią migrantów, kosztem Partii Pracy.
Starmer, by ratować sondaże partii czyli zatrzymać odpływ głosów, wprowadził politykę nieantagonizowania środowisk migranckich w Wielkiej Brytanii. To spowodowało, że sytuacja wymknęła się spod kontroli. Polityczna poprawność w instytucjach publicznych doprowadziła do skandalicznej interwencji policyjnej, gdzie ranny Henry Nowak – Brytyjczyk z polskimi korzeniami, zmarł od ran zadanych nożem, a sprawca oskarżył swoją ofiarę o rzekomy rasizm co sprawiło, że w chwili przestępstwa, morderca był chroniony przez państwo bardziej niż zamordowany. Zabójca Nowaka mógł na przykład nosić nóż, bo był Sikhem, a Kirpan to tradycyjne uzbrojenie tej grupy etnicznej.
W czasie policyjnej interwencji, Nowak wykrwawiał się na ulicy, gdy Vikrum Digwa – morderca rozmawiał swobodnie z policjantami. Umierający zakuty w kajdanki student powiedział, że ma rany po nożu, a policjant odpowiedział „don’t think you have, mate” („nie myślę, że masz, kolego”). Następnie te słowa, były przewodnim hasłem protestów społecznych. Ostatecznie Starmer potępił Digwę, policjanci mają zostać pociągnięci do odpowiedzialności, a nożownika skazano na dożywocie. To jednak nie rozładowało społecznego napięcia, doszło do protestów, starć z policją i rajdu na dom Vikruma Digwy. Henry Nowak zmarł w nocy z 3 na 4 grudnia 2025 roku.
6 czerwca 2026 roku doszło do podobnego zdarzenia w Belfaście, stolicy enklawy – Irlandia Północna, będącej zarzewiem konfliktu zbrojnego między Wielką Brytanią, a irlandzkimi ugrupowaniami narodowymi. Podkreślmy, w Belfaście obowiązuje bardzo kruchy rozejm między Brytyjczykami, a Irlandczykami. 30-letni Sudańczyk, Hadi Alodid, który otrzymał azyl w uproszczonej brytyjskiej procedurze, próbował na jednej z ulic Belfastu obciąć głowę, Stephenowi Ogilvie, pracownikowi służby zdrowia. W czasie procesu Alodida okaże się później, że nie mówi on w języku angielskim, który jest urzędowym językiem nie tylko w Albionie, ale był także w Sudanie. Zeznaje on w języku arabskim, przez tłumacza. Ogilvie przeżył atak wyłącznie z uwagi na odważną interwencję przechodniów. Przeżył brutalny atak, ale tracąc oko, mając uszkodzone drugie, oraz pociętą nożem twarz. Zdjęcia z pomocy medycznej udzielanej ofierze potwierdzają jak ciężkie obrażenia otrzymał.
Co dzieje się w Irlandii Północnej?
To wywołało falę protestów społecznych o wiele silniejszą niż po śmierci Nowaka. Co istotne, zarówno niepodległościowy Sinn Féin, jak i środowiska unionistów – wywodzące się z irlandzkich protestantów popierających Londyn, zjednoczyły się w potępieniu ataku. Ale władze Irlandii Północnej nazwały protestujących „tchórzami”, co – jak łatwo się domyślić – tylko zaogniło sytuację. W kierunku policyjnych aut poleciały koktajle Mołotowa i kamienie. Ponadto, w mediach społecznościowych kolportowane jest nagranie, w którym jedno z irlandzkich paramilitarnych ugrupowań deklaruje walkę. Lojalistyczne organizacje zaprzeczyły co prawda, że to one i zadeklarowały pomoc w tłumieniu zamieszek, ale buduje to spiralę – kolejnych, wymykających się spod kontroli Londynu – wydarzeń. Oprócz starć z policją doszło do marszu protestujących przez migrancką dzielnicę Belfastu, gdzie podpalano domy i auta.
Zobacz też

Spójrzmy na ten splot wydarzeń – kryzys zaufania społecznego do rządu Starmera, uzależnienie Partii Pracy od głosów migrantów, seria zamieszek i protestów, po dwóch makabrycznych przestępstwach w wykonaniu migrantów oraz destabilizacja sytuacji w Irlandii Północnej. W tym czasie, z rządu odchodzą politycy na kluczowych stanowiskach – szef resortu obrony i minister odpowiedzialny za wojsko, wraz ze swoimi gabinetami. Dlaczego?
Oficjalnym powodem jest zapaść finansowania brytyjskiego wojska i jest to prawdą. Ale nie stanowi całego obrazu rzeczywistości. Odpowiedzialni za wojsko politycy w tym rządzie doskonale wiedzą, czym może się skończyć erupcja protestów społecznych w Irlandii Północnej. Skoro generał Parker – będący niejako głosem brytyjskiej armii – ostrzega przed tym, że żołnierze będą prawnie odpowiadali za działania w Irlandii Północnej, Londyn ma związane ręce. Jeśli policja nie uspokoi sytuacji, premier Starmer stanie w obliczu absolutnej politycznej katastrofy – użycie wojska nie wchodzi w grę, ponieważ nie tylko stracił on kierownictwo resortów siłowych, ale sam prowadził politykę przeciwko takim działaniom, ponadto sondaże pokazują, że więcej Brytyjczyków popiera politykę antymigrancką. Do tego, podzielona dotąd Irlandia Północna na antybrytyjskich katolików i protestantów popierających Unię z Koroną zjednoczyła się niejako w protestach przeciwko polityce Starmera. Niedofinansowane wojsko otrzymało jasny komunikat, że w przypadku działań zbrojnych na ulicach irlandzkich czy brytyjskich miast nie są oni objęci immunitetem. A walka z tym immunitetem nie przyniosła Starmerowi uspokojenia sytuacji w Irlandii Północnej. Odchodzący John Healey napisał list do Starmera, który przezornie wysłał do mediów. Określił w nim obecny czas jako „niebezpieczny dla kraju”.



WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!