Geopolityka

Amerykanie wykupią tureckie S-400? Szansa na przecięcie węzła gordyjskiego [KOMENTARZ]

S-400 po przetransportowaniu do Turcji. Fot. MO Turcji
S-400 po przetransportowaniu do Turcji. Fot. MO Turcji

Republikański senator John Thune wystąpił z projektem ustawy, zgodnie z którym Amerykanie mogliby wykupić od Turcji systemy obrony powietrznej S-400. Dostarczone w ubiegłym roku uzbrojenie jest kością niezgody pomiędzy Waszyngtonem a Ankarą i przyczyną odmówienia sprzedaży Turcji myśliwców 5. generacji F-35.

Pozyskanie systemów S-400 Triumf przez Turcję dla USA i Sojuszu Północnoatlantyckiego było problematyczne z wielu powodów. Po pierwsze rozwiązanie to zostało zakupione zamiast systemów produkcji zachodniej, a co za tym idzie nie może zostać włączone w sieć defensywną NATO. Jak na razie nie ma informacje, żeby Turcy zakupili drugiego, kompatybilnego systemu i wygląda na to, że przewidywane na niego środki finansowe zostały spożytkowane na rozwiązanie rosyjskie.

W tej sytuacji zagrożeniem była też sprzedaż Turcji myśliwców  F-35. W kraju mającym i Lightninga II i S-400 można byłoby łatwo przetestować możliwości wykrywania i śledzenia tego samolotu przez rosyjski system obrony na różnych kątach podejścia, pułapach odległościach itp. Jeżeli takie informacje przedostałyby się potem do Rosji (a w dzisiejszych czasach wydaje się to prawdopodobne) wówczas wartość bojowa F-35 jako myśliwców przełamywania obrony nieprzyjaciela, w znaczący sposób by spadła.

Sprzedając Erdoganowi Putin zarobił w dwójnasób. Nie tylko zarobił rosyjski przemysł, ale Turcja została wydalona z programu F-35, mimo że była jego ważnym partnerem. USA straciło też jednego z lepszych klientów eksportowych, który planował zakup przynajmniej 120 maszyn wersji A, a być może później także pewnej ilości F-35B dla śmigłowcowca TCG Anadolu. Turcja miała być czwartym co do wielkości klientem na ten samolot po USA, Japonii (147 maszyn zamówionych) i Wielkiej Brytanii (138 maszyn planowanych).

Dla USA to także kłopot, podobnie jak byłoby nim zapowiadane obłożenie Turcji sankcjami i wyłączenie tureckich firm z programu F-35. Ani jednego ani drugiego nie zrobiono, a prezydent Donald Trump postawił jak na razie na łagodzenie stosunków z Turkami.

Zakup S-400 jest też równoznaczny z problemami dla rodzimego tureckiego myśliwca TF-X i innych przedsięwzięć, które nie będą mogły w związku z tym czerpać z zakupionych rozwiązań technicznych.

Do strat finansowych i wizerunkowych doliczyć należy polityczne, w postaci odrywania Turcji od sojuszu z państwami zachodnimi. Wystarczy spojrzeć na działania tureckie w Libii i Syrii z ostatniego półrocza. Działania, które delikatnie mówiąc nie idą w parze z globalną polityka USA i Unii Europejskiej.

Otwarte pozostaje jednak pytanie jak na tym wszystkim wychodzi Turcja. Chwilowy sojusz z Rosją nie wyszedł jej na dobre i obecnie następują tarcia między oboma mocarstwami w Syrii i Libii. Trwa także ich rywalizacja o wpływy w krajach Azji Centralnej. Niewykluczone, że prezydent Erdogan żałuje dzisiaj decyzji o zakupie S-400, ale ze względu na poniesione koszty i potrzebę zachowania twarzy nie może nagle wycofać ich ze służby i zakupić w zamian np. Patriotów.

W tej sytuacji projekt ustawy senatora John Thune wydaje się rozwiązaniem prawdziwie salomonowym. Republikanin chciałby, żeby systemy S-400 zostały od Turcji odkupione za środki budżetowe na rok fiskalny 2021, dokładnie z funduszy US Army na zakup pocisków, a zatem bez większych rewolucji budżetowych, chociaż zapewne kosztem innych zakupów. Nie wiadomo w jakiej cenie Amerykanie chcieliby odkupić S-400, ale jeżeli Erdogan miałby wyjść z sytuacji „z twarzą”, musiałyby to być pieniądze zbliżone do kwoty 2,5 mld USD, a zatem tej którą Turcy zapłacili Rosjanom.

Wydaje się, że nawet takie pieniądze byłyby dla USA środkami dobrze zainwestowanymi. Po pierwsze pozbyto by się problemu politycznego. Po drugie mogłaby to być transakcja wiązana, a Turcy odzyskane środki szybko zainwestowaliby np. w systemy obrony powietrznej produkcji USA. Poza tym oddalałoby to zagrożenie wycofania tureckiego przemysłu z programu F-35 (co jest niewygodne dla obydwu stron) i otwierałoby drogę do tureckich zamówień. Już one same miałyby wartość co najmniej kilkunastu mld USD (polskie 32 egzemplarze z towarzyszącym pakietem kosztowały 4,6 mld). Trudna do oszacowania finansowego jest możliwość zbadania działania systemów S-400. Mimo że to wersja eksportowa, zapewne w jakiś sposób zubożona w porównaniu do używanej przez siły zbrojne Federacji Rosyjskiej, to będzie można uczyć się jak takie systemy przełamywać. I wykorzystać podpatrzone rozwiązania w tworzonych obecnie własnych systemach obrony powietrznej.

Nie wiadomo na razie czy plan Johna Thune się ziści. Po pierwsze wielkim zapytania jest czy na transakcję zgodzą się sami Turcy. Po drugie w senacie jest jeszcze druga propozycja postępowania względem Turcji, w której zamiast marchewki został przewidziany kij. Chodzi o wprowadzenie w życie, zgodnej z amerykańskim prawem zresztą procetury CAATSA (Countering America’s Adversaries Through Sanctions Act), zgodnie z którą każdy kraj dokonujący dużych zakupów uzbrojenia od Rosji ma być obejmowany amerykańskimi sankcjami. Wdrożenie procedury CAATSA to konkurencyjny projekt w amerykańskim senacie. Trzecia możliwość to brak zgody Turcji i dalszy impas.

Ze względu na potrzebę zgody w świecie zachodnim, i tak rozdzieranym obecnie licznymi problemami, wydaje się że osiągnięcie kompromisu i odkupienie S-400 to najlepsze rozwiązanie, na którym mogą skorzystać obydwie strony.

Komentarze