Reklama
  • KOMENTARZ
  • WAŻNE
  • WIADOMOŚCI
  • POLECANE

Amerykanie mocno ograniczają obecność w NATO

Amerykanie nie wychodzą całkowicie z NATO, ale wycofują się z centrów, w których Sojusz i partnerzy organizują ćwiczenia, prowadzą analizy oraz przygotowują się do przyszłych kryzysów i wojen. Choć może to wyglądać mniej spektakularnie niż redukcja wojsk, będzie miało ogromne konsekwencje dla Europy.

Donald Trump & Pete Hegseth
NATO Summit 2025
Autor. The White House

Amerykanie są współtwórcami NATO i od dekad pozostają jednym z najważniejszych państw Sojuszu. Nie tylko w wymiarze wojskowym, ale także politycznym, eksperckim, szkoleniowym i analitycznym. Dlatego decyzja o wycofaniu przedstawicieli USA z kilkunastu Centrów Doskonalenia NATO (NATO Centres of Excellence) ma większe znaczenie niż zwykłe zmiany kadrowe lub wstrzymane rotacje.

Pierwotnie decyzja miała dotyczyć wszystkich centrów NATO na świecie, ale ostatecznie Amerykanie zdecydowali się opuścić kilkanaście z nich, w tym w Europie. Nie będą mieli tam swoich przedstawicieli, głównie wojskowych. To oznacza mniej amerykańskiej obecności tam, gdzie NATO prowadzi ćwiczenia, przygotowuje analizy, tworzy scenariusze i buduje zdolności na przyszłe wojny oraz kryzysy. Co ważne, w zdecydowanej większości realizowane projekty dotyczą rywalizacji z Federacją Rosyjską.

Centra Doskonalenia NATO – zgodnie z oficjalną definicją – to wyspecjalizowane, międzynarodowe ośrodki eksperckie akredytowane przez NATO (30 Centr), które mają bardzo konkretne zadania: szkolenie liderów i specjalistów, rozwijanie doktryn, wyciąganie wniosków z operacji oraz ćwiczeń, wzmacnianie interoperacyjności i testowanie nowych koncepcji działania. Nie są częścią struktury dowodzenia NATO i nie są finansowane bezpośrednio przez Sojusz, lecz przez państwa ramowe i sponsorujące. Ich kluczowe znaczenie polega na tym, że dostarczają NATO i partnerom wiedzy w obszarach, które dziś decydują o bezpieczeństwie w wymiarze globalnym, m.in. od cyberobrony, kontrwywiadu, bezpieczeństwa energetycznego, zwalczania terroryzmu i przeciwdziałania improwizowanym ładunkom wybuchowym, przez obronę powietrzną i przeciwrakietową, operacje morskie, działania powietrzne, dowodzenie, inżynierię wojskową, medycynę wojskową, logistykę i przestrzeń kosmiczną, po komunikację strategiczną, współpracę cywilno-wojskową oraz zarządzanie kryzysowe.

Jak wielokrotnie obserwowałem, to właśnie w tych centrach powstają analizy, prowadzone są ćwiczenia oraz testowane procedury, które później wpływają na praktyczne i teoretyczne przygotowanie Sojuszu do kryzysu, wojny i ataków hybrydowych.

Amerykanie w tym roku mają ograniczyć około 200 stanowisk w strukturach NATO, przede wszystkim poprzez niewymienianie personelu po zakończeniu rotacji. Dotyczy to nie tylko wybranych dowództw czy struktur koordynacyjnych, ale również części grup eksperckich i właśnie Centrów Doskonalenia. Sama liczba nie musi robić wielkiego wrażenia, jeśli porównać ją z całością obecności USA w Europie. Problem polega na tym, że mówimy o ekspertach (często wojskowych) pracujących w miejscach, gdzie Sojusz myśli, planuje, ćwiczy i przygotowuje się do przyszłych wyzwań.

Ćwiczyć do wojny

Pragnę wskazać, że te centra są kluczowe, bo sam brałem udział w ćwiczeniach i symulacjach prowadzonych w podobnych formatach w kilkunastu ośrodkach NATO na świecie. Na przykład uczestniczyłem w ćwiczeniach z Ukrainą, które trwały blisko rok i angażowały ukraińskich wojskowych oraz decydentów, a jednym z ich najważniejszych podsumowań były działania realizowane we wrześniu i październiku 2021 roku w Odessie. Dotyczyły one rosyjskich ataków na infrastrukturę energetyczną Ukrainy, scenariuszy presji hybrydowej, zakłóceń dostaw i reakcji państwa na kryzys.

Po rosyjskiej agresji w lutym 2022 roku okazało się, że scenariusze, które przygotowywaliśmy, sprawdziły się w ponad 80%. To demonstruje, że takie ćwiczenia nie są teorią dla teorii, ale przygotowują państwa (i cały Sojusz i partnerów) na sytuacje, które później naprawdę się wydarzają.

W związku z tym, wyjście Amerykanów z tych struktur to nie jest tylko kwestia pieniędzy i braku przedstawiciela. Oceniam to jako brak amerykańskiego głosu w ćwiczeniach, brak amerykańskiego doświadczenia w opracowaniach, brak wspólnych analiz, brak udziału w symulacjach i brak codziennego budowania współpracy w konkretnych państwach. Amerykanie zabierają swoich specjalistów, a razem z nimi część wiedzy, procedur, pamięci instytucjonalnej i politycznego ciężaru, o których tak wiele mówi się w Europie od miesięcy. Centra NATO będą działały dalej, ale bez USA ich znaczenie, szczególnie dla państw partnerskich, będzie słabsze.

Wiadomo już, że Amerykanie wycofują się m.in. z Centrum Doskonalenia Obrony przed Terroryzmem w Ankarze (Defence Against Terrorism Centre of Excellence, DAT COE) oraz z Centrum Doskonalenia Bezpieczeństwa Energetycznego NATO w Wilnie (NATO Energy Security Centre of Excellence, NATO ENSEC COE). To drugie jest szczególnie ważne dla naszej części Europy. Bezpieczeństwo energetyczne po rosyjskiej agresji na Ukrainę stało się jednym z głównych elementów odporności państwa (a jeśli do tego dodamy kryzys na Bliskim Wschodzie to mamy ogromne wyzwania). Jeżeli NATO ma rozumieć, jak Rosja uderza w energetykę, infrastrukturę krytyczną, sieci przesyłowe i społeczeństwa poprzez presję energetyczną, to takie centrum ma znaczenie fundamentalne.

Polski głos

W kontekście Warszawy sprawa również ma znaczenie. W Polsce funkcjonują dwa akredytowane Centra Eksperckie NATO, tj. Centrum Eksperckie Policji Wojskowej NATO w Bydgoszczy (NATO Military Police Centre of Excellence, NATO MP COE) oraz Centrum Eksperckie Kontrwywiadu NATO (NATO Counter Intelligence Centre of Excellence, NATO CI COE), którego struktura opiera się na współpracy Polski i Słowacji oraz obejmuje siedzibę w Krakowie i drugi obiekt w słowackim Lešť. W Bydgoszczy działa także Połączone Centrum Szkolenia Sił NATO (Joint Force Training Centre, JFTC), które formalnie nie jest Centre of Excellence, ale pozostaje jedną z kluczowych struktur szkoleniowych NATO w Polsce.

Pytania brzmią, czy Amerykanie utrzymają swoją obecność w centrach eksperckich i strukturach szkoleniowych działających na terytorium Polski, oraz czy ograniczenie zaangażowania USA obejmie także te instytucje, które mają szczególne znaczenie dla bezpieczeństwa wschodniej flanki. Na ten moment kwestia utrzymania swoich przedstawicieli w centrach w Polsce jest analizowana w Waszyngtonie. Powiedzmy otwarcie, że potrzebujemy, aby Amerykanie utrzymali swoich przedstawicieli w centrach działających na naszym terytorium, które są szczególnie ważne dla bezpieczeństwa wschodniej flanki.

Warto w tym kontekście spojrzeć również na Polskę, która jest zaangażowana w wiele inicjatyw NATO, ale nie uczestniczy we wszystkich istniejących Centrach Doskonalenia. Jeżeli mamy blisko 30 takich struktur, a Polska nie jest obecna w części z nich (jesteśmy w 18 z 30), to warto zastanowić się, czy nie powinniśmy dołączyć do kolejnych. Szczególnie tam, gdzie chodzi o bezpieczeństwo energetyczne, cyberbezpieczeństwo, AI, odporność państwa, logistykę, walkę hybrydową i operacje specjalne. To nie jest kwestia prestiżu, ale dostępu do wiedzy, ćwiczeń, ludzi i wpływu na to, jak NATO definiuje przyszłe zagrożenia.

Trzeba też dodać, że problem nie dotyczy wyłącznie tego, czy Polska wysyła ludzi do struktur NATO i UE. Równie ważne jest to, co dzieje się z nimi później. Sam rozmawiałem z kilkoma oficerami, którzy po zakończeniu służby w strukturach sojuszniczych wracali do kraju i nagle okazywało się, że państwo nie ma na nich pomysłu. Mieli doświadczenie, kontakty, znajomość procedur, rozumieli sposób działania NATO albo UE, ale zamiast wykorzystać ich wiedzę, często trafiali do rezerwy kadrowej albo na stanowiska niezwiązane z ich kompetencjami.

To jest poważny błąd, bo Polska inwestuje w ludzi, wysyła ich do ważnych instytucji, a potem nie zawsze potrafi wykorzystać ich doświadczenie. W efekcie tracimy nie tylko ekspertów, ale też wpływ, pamięć instytucjonalną i możliwość skuteczniejszego zabiegania o polskie interesy tam, gdzie podejmuje się decyzje ważne dla bezpieczeństwa Europy.

Ameryka z planem wycofania

Trzeba też pamiętać, że ten proces nie zaczął się dzisiaj. Amerykanie wcześniej wycofali się z szeregu organizacji i formatów międzynarodowych, a w kontekście bezpieczeństwa szczególnie ważne było wyjście z Europejskiego Centrum Doskonalenia ds. Przeciwdziałania Zagrożeniom Hybrydowym w Helsinkach (European Centre of Excellence for Countering Hybrid Threats, Hybrid CoE). To nie jest centrum NATO, tylko format współpracujący z NATO, ale bardzo ważny dla analizy działań hybrydowych Rosji. To pokazuje kierunek, że Amerykanie nie zamykają w Europie struktur, ale maksymalnie zmniejszają w nich własną obecność. Europa zostaje z instytucjami NATO, ale bez amerykańskiego eksperta przy stole.

Fundamentalne jest również to, że centra NATO działają nie tylko z państwami członkowskimi Sojuszu. One zapraszają i szkolą także Ukrainę, Mołdawię, państwa Kaukazu, Armenię, Azerbejdżan, kraje Afryki, Bliskiego Wschodu oraz partnerów z Indo-Pacyfiku, w tym Koreę Południową, Japonię, Australię czy Singapur. To są miejsca, gdzie NATO buduje potencjał w skali globalnej. To tam partnerzy uczą się procedur, poznają sposób myślenia Sojuszu, ćwiczą z państwami NATO i zbliżają się do struktur euroatlantyckich. Brak Amerykanów w takich ćwiczeniach oznacza nie tylko mniejszy wkład wojskowy, ale także ograniczony wymiar polityczny, dyplomatyczny, finansowy i generalnie całej współpracy.

NATO ma takich centrów wiele i rozwija kolejne obszary. Niedawno podjęto centrum dotyczące organizacji COE ds. sztucznej inteligencji. Jak podkreślono wyżej, są centra związane z bezpieczeństwem energetycznym, cyber, klimatem, terroryzmem, operacjami specjalnymi, logistyką, medycyną, policją wojskową i kontrwywiadem. To pokazuje, że Sojusz od lat buduje mechanizmy eksperckie, których Unia Europejska dopiero zaczyna się uczyć.  Ponadto Polska obecność w strukturach unijnych – a także międzynarodowych – ma naprawdę mocno ograniczoną.

Kto będzie prowadził?

UE rozważa stworzenie własnego centrum na wzór NATO-wskich Centres of Excellence. Jednym z pomysłów jest utworzenie Europejskiej Rady Bezpieczeństwa i Obrony. Oprócz tego, roboczo można mówić Europejskim Instytucie Bezpieczeństwa lub Europejskim Centrum Bezpieczeństwa. Taka instytucja mogłaby gromadzić państwa unijne, przygotowywać analizy, scenariusze, raporty i ćwiczenia. Różnica polega na tym, że NATO ma tę architekturę i know-how od lat, a Unia dopiero zaczyna ją budować. Sojusz jest obecny w kilkudziesięciu państwach, a UE zacznie od formatu w Brukseli.

Za miesiąc odbędzie się szczyt NATO w Turcji i być może prezydent Trump będzie jeszcze korygował część decyzji. Nie zakładałbym jednak, że cały proces zostanie cofnięty. Decyzje o wycofywaniu Amerykanów z części centrów już zapadły i są realizowane. To wpisuje się w szerszą politykę administracji Trumpa, która chce, aby Europa przejmowała większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo, a Stany Zjednoczone zachowały swobodę działania wobec Indo-Pacyfiku, Bliskiego Wschodu i własnych priorytetów wewnętrznych.

Nie chodzi już o formalne wyjście USA z NATO. Teraz dotyczy to ograniczania amerykańskiej obecności w miejscach, gdzie Sojusz przygotowuje się do przyszłych kryzysów i wojen. To jest mniej widoczne niż rotacja brygady czy obecność myśliwców, ale wciąż bardzo ważne. Centra eksperckie tworzą analizy, prowadzą ćwiczenia, budują scenariusze i uczą państwa reagowania zanim dojdzie do wojny. Jeżeli Amerykanie wycofują specjalistów z tych struktur, Europa traci część amerykańskiego doświadczenia, wiedzy i politycznego ciężaru.

Dla Polski to powinien być – kolejny – sygnał ostrzegawczy. Musimy mocniej wchodzić do formatów międzynarodowych, zwiększać własną obecność w centrach NATO i budować kompetencje, które dotychczas często zapewniali Amerykanie. USA pozostaną najważniejszym sojusznikiem, ale nie będą już automatycznie obecne wszędzie tam, gdzie Europa chciałaby ich widzieć.

Rosja bardzo dobrze widzi, ocenia i wykorzystuje takie luki. Dlatego odpowiedzią nie może być narzekanie na Waszyngton i oczekiwanie na przyjście Paryża/Ankary/Londynu, tylko większa aktywność Polski w strukturach w Europie i na świecie, które przygotowują NATO i Sojuszników do wojny, kryzysu i działań hybrydowych.

WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!
YouTube cover video
Reklama