Etiopskie wybory, wojna, głód i konflikt o wodę z Egiptem i Sudanem [ANALIZA]

26 czerwca 2021, 07:34
united_states_africa_command_image (1)
Lotnictwo Etiopii posiada samoloty C-130 Hercules przekazane przez USA w celu dystrybucji pomocy humanitarnej, Fot: Ambasada Stanów Zjednoczonych w Etiopii
Reklama

Wybory parlamentarne w 100-milionowej Etiopii miały być pierwszymi wolnymi w historii tego kraju. Tymczasem w rejonie Tigraj trwa wojna i nadciąga gigantyczna katastrofa humanitarna. Na to nakłada się coraz ostrzejszy spór Etiopii z Sudanem i Egiptem o wody Nilu. Kair umacnia natomiast swoje wpływy w Afryce zawierając umowy o współpracy militarnej z kolejnymi państwami.

Jeszcze 3 lata temu wydawało się, że Etiopia jest na prostej drodze ku lepszej przyszłości. Po śmierci w 2012 r. Melesa Zenawiego, autorytarnego przywódcy, który w 1991 r. obalił komunistyczny reżim płk Mangistu Hajle Mariama, a następnie po rezygnacji w 2018 r., pod wpływem protestów, pozbawionego charyzmy następcy Zenawiego tj. Hailemariama Desalegna, władzę objął młody, 42-letni Abiy Ahmed Ali. Nowy premier, pochodzący z największego liczebnie, ale przez dekady marginalizowanego, ludu Oromo, bardzo szybko doprowadził do liberalizacji stosunków wewnętrznych w Etiopii. Już w 2018 r. Abiy podpisał porozumienie z Frontem Wyzwolenia Oromo (OLF), prowadzącym od dekad walkę partyzancką w Oromii. Wkrótce potem jednostronne zawieszenie broni ogłosił Narodowy Front Wyzwolenia Ogadenu (ONLF), prowadzący walkę w sąsiednim regionie Somali. Z więzień zaczęto wypuszczać dysydentów, innym pozwolono wrócić do kraju z emigracji. W lipcu 2018 r. Abiy zawarł też porozumienie z Erytreą, która z Etiopią miała konflikt zbrojny o zmiennym natężeniu od czasu uzyskania niepodległości w 1991 r. Etiopski przywódca zyskał sobie tym uznanie międzynarodowe i rok później otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla. W 2020 r. sytuacja zaczęła się już jednak radykalnie zmieniać, a udział wojsk erytrejskich (obecnych na terenie Etiopii za zgodą jej władz) w masakrach Tigrajczyków, postawił porozumienie erytrejsko-etiopskie w innym świetle, a wątpliwości czy przyznanie Abiyowi Pokojowego Nobla nie było, aby największą pomyłką w historii tej nagrody zaczęły narastać.

Sytuacja zaczęła się komplikować w czerwcu 2020 r., gdy doszło do zamordowania Hachalu Hundessy, popularnego muzyka Oromo, będącego symbolem walki z opresją i marginalizacją tego ludu. W odpowiedzi na tą zbrodnię wybuchły gwałtowne protesty, w których zginęło ponad 200 osób, a następnie na region spadły represje i liderzy oromskiej opozycji trafili do więzienia. Protestujący, w tym oromska diaspora, oskarżyli Abiya, że nie reprezentuje Oromo, lecz elity etiopskiej władzy oparte na dominującym kulturowo w Etiopii przez większość jej historii ludzie Amhara. Władze sugerowały natomiast, że zarówno mord na Hundessie, jak i krwawe starcia, które nastąpiły po nim, były efektem spisku rozłamowej grupy OLF (OLF-Shane) oraz elementów TPLF (Tigrajskiego Ludowego Frontu Wyzwolenia), który został odsunięty od władzy na szczeblu federalnym.

TPLF to ugrupowanie stworzone przez Melesa Zenawiego, który był Tigrajczykiem i który w 1991 r. obsadził elity państwa przedstawicielami tej grupy etnicznej. TPLF wchodziło w skład Etiopskiego Ludowo-Rewolucyjnego Frontu Demokratycznego (EPRDF), do którego należały również inne partie tworzone według klucza etnicznego, niemniej TPLF odgrywało rolę dominującą. Tymczasem Tigrajczycy stanowią zaledwie 6 % mieszkańców Etiopii i ustępują Oromo (35 %), Amhara (27 %) i Somalijczykom (7 %). Niemniej Oromo i Somalijczycy znaleźli się w ramach państwa etiopskiego dopiero po podbojach Menelika II w końcu XIX w., a historię Etiopii tworzyły dwa narody: Amhara (w większym stopniu) i Tigraj (w mniejszym). To jednak Tigraj stworzyli pierwsze państwo etiopskie: Imperium Aksum. To również konflikt między Tigrajczykami, a w szczególności TPLF, a Erytreą i dominującymi tam, blisko spokrewnionymi z Tigrajczykami, ludami Tigre i Tigrinja, był problemem w stosunkach etiopsko-erytrejskich. Marginalizacja TPLF, której uwieńczeniem było rozwiązanie EPRDF i stworzenie nowej Partii Dobrobytu, otworzyła drogę do normalizacji stosunków z Erytreą, ale jednocześnie do wybuchu wojny w Tigraj.

Pacyfikacja Oromii nie uspokoiła sytuacji wewnętrznej w Etiopii, gdyż wkrótce potem doszło do eskalacji problemów w Tigraj, a także w sąsiednim regionie Beniszangul-Gumuz. Ten ostatni ma strategiczne znaczenie dla Etiopii, gdyż to właśnie tam znajduje się Wielka Tama Odrodzenia Etiopii (GERD), zbudowana mimo protestów Egiptu i po części również Sudanu. Ponadto Sudan zgłasza pretensje terytorialne do przygranicznego rejonu Faszaga (wchodzącego w skład regionów Tigraj oraz Baniszangul-Gumuz). Przygraniczny konflikt wybuchł w listopadzie 2020 r., a w maju 2021 r. władze Sudanu stwierdziły, że cały region Beniszangul-Gumuz historycznie należy do Sudanu. Wcześniej, bo w 2019 r., na terenie tego regionu wybuchły też starcia między lokalnym ludem Gumuz i jego milicją Buadin a Amharczykami i ich milicją Fano. O inspirację tych starć Etiopia oskarżyła Sudan, który po obaleniu Omara al-Baszira w kwietniu 2019 r. mocno związał się politycznie z Egiptem. Tymczasem w 2020 r. doszło również do eskalacji napięć w sprawie GERD.

Dyplomatyczne zabiegi nasiliły się w końcu 2019 r. w związku z planowanym na lipiec 2020 r. rozpoczęciem napełniania zbiorników GERD, co nasiliło obawy Egiptu i Sudanu, że negatywnie wpłynie to na stan wód Nilu w tych krajach i może doprowadzić do suszy. Już w 2012 r. ówczesne władze Egiptu, związane ze zdelegalizowanym obecnie Bractwem Muzułmańskim, rozważały zbombardowanie GERD. Po objęciu władzy przez obecnego lidera tego kraju Abdelfataha Sisiego i spotkaniu liderów Egiptu, Sudanu oraz Etiopii w 2015 r. ogłoszono zawarcie porozumienia, które jednak nie rozwiązało problemu. W październiku 2019 r. w retoryce obu stron znów pojawiło się słowo „wojna”, a próba mediacji ze strony USA została odrzucona przez Etiopię, mimo że kraj ten jest beneficjentem pomocy amerykańskiej w wysokości 1 mld USD. Również późniejsze rozmowy odbywające się pod auspicjami Unii Afrykańskiej nie przyniosły żadnego rezultatu i w lipcu 2020 Etiopia, mimo protestów Egiptu i Sudanu, zaczęła napełnianie zbiorników.

image
Dolina Nilu w pobliżu Luksoru, budowa tamy GERD może zmniejszyć objętość wód rzeki nawet o 25% . Fot Bionet/wikipedia.com (domena publiczna)

W kontekście GERD, a także relacji etiopsko-erytrejskich, nie sposób pominąć wątku chińskiego, gdyż to ten kraj jest głównym partnerem handlowym zarówno Etiopii jak i Erytrei, a  chińskie firmy są zaangażowane w budowę GERD. Chiny odpowiedzialne są również za wiele innych projektów infrastrukturalnych (np. kolej) w obu tych krajach Rogu Afryki. Dlatego normalizacja stosunków erytrejsko-etiopskich z całą pewnością była w interesie Pekinu. Warto dodać, że Etiopia jeszcze kilka lat temu była bardzo mocno zacofana gospodarczo i infrastrukturalnie i w tym zakresie dokonany został ogromny postęp. Niemniej w ostatnim czasie wzrost gospodarczy w Etiopii zaczął wyhamowywać i to, mimo że Covid-19 nie zebrał tam zbyt dużego żniwa. Etiopia odnotowała tylko 275 tys. zachorowań i nieco ponad 4 tys. zgonów. Dokonano również 2 mln szczepień.

Egipt w odpowiedzi dokonał próby zaangażowania Chin po swojej stronie. W końcu 2019 r. Chiny dały wprawdzie do zrozumienia, że nie będą naciskać na Etiopię w tej sprawie, jednak w 2021 r., w związku z planami Etiopii dokonania w lipcu drugiej fazy napełniania zbiorników, Egipt zaproponował Chinom współpracę przy swoich projektach wodnych np. desalinacyjnych. Ponadto Egipt rozpoczął zmasowaną ofensywę dyplomatyczną, w tym w Afryce. Dotąd inne kraje górnego biegu dorzecza Nilu popierały stanowisko Etiopii. W końcu maja Egipt podpisał jednak porozumienie o współpracy militarnej z Kenią. Wcześniej podobne porozumienia zawarł z Sudanem, Ugandą oraz Burundi. Warto dodać, że jeszcze na początku tego roku wydawało się, że w związku ze zmianą prezydenta USA Egipt znajdzie się w dyplomatycznej defensywie. Związane to było z zarzutami dot. przestrzegania praw człowieka w Egipcie. Warto też pamiętać, że w czasie rządów Obamy, w którego administracji Biden był wiceprezydentem, USA bardzo mocno wspierały egipską rewolucję, która wyniosła do władzy Bractwo Muzułmańskie. Po przejęciu władzy przez Sisiego relacje egipsko-amerykańskie uległy ochłodzeniu do czasu wyboru Trumpa. Jednak Sisi cierpliwie przeczekał krytykę ze strony nowej administracji, a w czasie konfliktu w Gazie udowodnił, iż jest potrzebny, odgrywając kluczową rolę w mediacjach. Dzięki temu międzynarodowa pozycja Egiptu znów wzrosła. USA natomiast zaostrzyły swoje krytyczne stanowisko wobec Etiopii zarówno w aspekcie GERD jak i sytuacji w Tigraj.

Reklama
Reklama

Egipt, póki co, koncentruje się na wysiłkach dyplomatycznych, próbując zablokować zaplanowaną już na przyszły miesiąc drugą fazę napełniania zbiorników retencyjnych. Na początku czerwca po stronie Egiptu jednoznacznie opowiedziała się Liga Arabska, która skierowała do Rady Bezpieczeństwa ONZ obszerny wniosek z wezwaniem do interwencji w tej sprawie. Etiopia zdaje się jednak nic nie robić sobie z tych działań i konsekwentnie odrzuca wszelkie naciski. Co więcej, Etiopia zapowiedziała budowę kolejnych tam, nie precyzując ani ich miejsca, ani liczby. W czerwcu 2021 r. zapowiedziała też odbudowę swojej marynarki wojennej, która przestała istnieć po tym jak w 1991 r. kraj ten stracił dostęp do Morza Czerwonego. Etiopia może zatem zrealizować ten pomysł jedynie we współpracy z Erytreą lub Dżibuti, co również tworzy kolejne wątpliwości. Wywołało to już zresztą zdziwienie oraz krytykę ze strony Egiptu, oraz Sudanu.

Jednocześnie Etiopia coraz mocniej oskarża Egipt i Sudan o próbę destabilizacji tego kraju poprzez wspieranie regionalnych konfliktów. Chodzi tu w szczególności o wojnę w Tigray. Jej wybuch w listopadzie 2020 r. poprzedzony był przełożeniem wyborów parlamentarnych zaplanowanych pierwotnie na sierpień 2020, co rządzące w regionie Tigray TPLF uznało za nielegalne i ogłosiło, że przestaje uznawać legalność władz centralnych, a następnie przeprowadziło własne wybory w regionie. Te z kolei, wygrane zdecydowanie przez TPLF, zostały uznane za nielegalne przez władze centralne. Warto przy tym dodać, że TPLF przejmując władzę w 1991 r. zadbało o to, by w obowiązującej obecnie konstytucji z 1995 r. wszystkie narody Etiopii miały zagwarantowane prawo do secesji. Tymczasem Abiy i jego Partia Dobrobytu promują przejście z etnocentrycznego federalizmu do etno-irrelewantnego federalizmu oraz promocję etiopskiej tożsamości kosztem tożsamości narodowych ludów tworzących Etiopię. Warto przy tym podkreślić, że kwestia zróżnicowania religijnego Etiopii, w której odsetek muzułmanów oceniany jest na 34 % (choć niektórzy twierdzą, że jest wyższy), jest w kontekście obecnego konfliktu wewnętrznego w Etiopii bez większego znaczenia.

Wojna w Tigray zaczęła się 4 listopada 2020, gdy TPLF zaatakowało bazy wojskowe armii etiopskiej w regionie, twierdząc, że był to atak prewencyjny, bo armia szykowała się do operacji przeciwko TPLF. 23 listopada armia etiopska wkroczyła do stolicy Tigray Mekelle, a liderzy TPLF uciekli w góry. Wtedy zaczęła się wojna partyzancka, do której (przeciwko TPLF) włączyły się bojówki Amhara oraz armia erytrejska operująca w Etiopii za zgodą jej władz. W czasie tych działań dochodziło do masowych zbrodni (szczególnie Erytrejczycy byli w nie zaangażowani): gwałtów na kobietach, masakr, grabieży, niszczenia żywności i źródeł wody etc. Władze odcięły przy tym dostęp mediów do regionu Tigray (tak jak wcześniej zrobiły to w przypadku Oromo) i zaprzeczały, że dochodzi do zbrodni. Oceny liczby zabitych cywilów są przy tym różne, ale prawdopodobnie jest to ok. 2-3 tys. osób. Jedną z głośniejszych masakr było wymordowanie ok. 700 osób przez wojsko erytrejskie przed jednym z kościołów w Aksum. Inną gigantyczną masakrą była rzeź dokonana przez milicję Amhara w Mai Kadra (przy granicy z Sudanem), gdzie wymordowano ok. 1000 osób. Władze próbowały przerzucić odpowiedzialność na TPLF, ale przeczą temu relacje świadków-uchodźców, do których media miały dostęp w Sudanie. Bagatelizują również sytuację humanitarną, jednak coraz częściej mówi się o tym, iż sytuacja pod tym względem zaczyna przypominać lata 80., gdy dzieci z Etiopii stały się symbolem głodu. ONZ ocenia, że zagrożonych jest obecnie 5,5 mln osób, a 350 tys. znajduje się w najwyższej, 5 fazie, zagrożenia głodem. Według wielu raportów głód ten został celowo wywołany w celu dokonania ludobójstwa Tigrajczyków, o co władze Etiopii oskarżył również patriarcha Etiopskiego Kościoła Ortodoksyjnego Mathias. Porównania z sytuacją w latach 80. dokonała m.in. ambasador USA w ONZ Linda Thomas – Greenfield, która uznała, że w sprawie tej konieczna jest interwencja Rady Bezpieczeństwa. USA postanowiły też przeznaczyć prawie 200 mln USD na pomoc humanitarną w tym zakresie. Kryzys humanitarny dopełniany jest również rosnącą liczbą uchodźców i IDPsów.

Tyle że wojna w Tigraj bynajmniej skończona nie jest. We wtorek 22.06 w miejscowości Togoga w regionie Tigraj, w wyniku nalotu rządowego zginąć miało 43 cywilów. Dzień później TPLF zestrzeliło etiopski samolot transportowy C-130 Herkules, przewożący broń i bliżej nieokreśloną liczbę żołnierzy. Tymczasem w wyborach, których druga tura zaplanowana jest na wrzesień, najprawdopodobniej zwycięży partia premiera Abiya. Nie odbyły się one jednak w 3 regionach: Tigraj, Somali i Harar, a w Oromo nie wzięła w nich udział opozycja (w dużym stopniu siedząca w więzieniach). To powoduje, że perspektywy poprawy sytuacji są marne, zwłaszcza jeśli się doda do tego problem GERD. Już obecnie umiędzynarodowienie konfliktu wewnętrznego w Etiopii jest faktem z uwagi na udział w nim Erytrei. Nie można jednak również wykluczyć wsparcia Sudanu i Egiptu dla TPLF, a w perspektywie również innych ugrupowań antyrządowych takich jak OLF-Shane. Wreszcie, jeśli wysiłki dyplomatyczne spełzną na niczym, to również bezpośrednie starcie militarne nie jest wykluczone, co podkreśla się w Egipcie. Zważywszy, że problem dotyczy państw, których łączna populacja liczy ponad 300 mln osób, a w sąsiednim Sudanie Płd. również sytuacja humanitarna jest katastrofalna, to świat może stanąć przed potężnym problemem, którego częścią może być również nowy kryzys migracyjny.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 7
Reklama
Gamal
niedziela, 11 lipca 2021, 12:57

Bardzo dobry i rzeczowy artykuł. Pozdrawiam

poiuyt
niedziela, 27 czerwca 2021, 13:47

Niemcy przyjmą tych ludzi,zrobi się korytarze humanitarne,najsilniejsza gospodarka eu na pewno potrzebuje rąk do pracy a dla tych ludzi to będzie szansa:)

dywersant
niedziela, 27 czerwca 2021, 12:20

Sprawa GERN jest dość dwuznaczna. Z jednej strony Egipt i Sudan mają prawo mieć obawy o sumy przepływów wody w Nilu Błękitnym, z drugiej strony same posiadają wielkie tamy na Nilu. Egipt posiada "Wielką tamę Asuańską" i Jezioro Nasera, a Sudan Zaporę Merowe i Zaporę Jebel Aulia, oraz tamy Senner i Roseires na Nilu Błękitnym. Po napełnieniu GERN sumy przepływów w Nilu Błękitnym powinny być zapewnione porozumieniami między zainteresowanymi państwami uwzględniając sumy opadów. Przez wojowniczą retorykę Egiptu i Sudanu pobrzmiewa chyba też zawiść przed skokiem cywilizacyjnym Etiopii. Tama Wielkiego Odrodzenia jest też przecież olbrzymią elektrownią wodną, która będzie napędzać Etiopską gospodarkę, a nazwa jej odzwierciedla znaczenie jej dla państwa Etiopskiego.

CBG
poniedziałek, 28 czerwca 2021, 14:31

Różnica jest taka że Egipt tak czy siak kontroluje cały koniec przebiegu Nilu. Dla nich, cokolwiek zrobią z tą wodą, to jak przełożyć portfel z lewej kieszeni do prawej. A za nimi tylko morze, nie ma nikogo, kto by miał pretensje że Egipt za dużo zatrzymał. Z Etiopią, czy nawet Sudanem, afera jest taka, że jeśli będzie susza i pójdzie niewiele wody, Egipt (podobnie jak Sudan) jest zdany na łaskę Etiopii w tym ile wody do nich dopłynie i kiedy. Pół biedy jeśli tamy by były tylko dla hydroelektryki, mogą terminarz przepływów zakłócić, szczególnie ze znaczną stratą kiedy napełniają tamę, ale za ileś lat napełnią, wodę w dół poślą, choć z pewną niewielką stratą z parowania. Bardziej długoterminowy problem to potencjalne wykorzystanie tamy dla rolnictwa w Etiopii; ile wody pójdzie na pola w Etiopii tyle nie pójdzie w dół biegu Nilu.

Polak Mały
czwartek, 15 lipca 2021, 19:06

czytałem kiedyś opracowanie o GERD. To parowanie nie było takie znikome. Chociaż z drugiej strony można by je ograniczyć budując sztuczne wyspy pn. z panelami słonecznymi albo przeznaczonymi pod uprawy. Takie panele mogłyby dostarczać dodatkową energię a samą GERD można by przebudować na szczytowo-pompową... W rezultacie mogliby przesyłać więcej wody w dół rzeki...

piątek, 2 lipca 2021, 22:39

Dzięki za komentarz, inni komentujący też dobrzy.

Cat
sobota, 26 czerwca 2021, 15:40

Byłem parę razy w Etiopii,ludzie byli pełni nadziei duże inwestycje trochę narzekali na chińczyków że się panoszą ale kraj się rozwija w kwietniu było już inaczej wraca apatia.Szkoda

Tweets Defence24