Siły zbrojne

Dlaczego Amerykanie rozmieszczają brygadę pancerną w Żaganiu? [OPINIA]

"Europejska" brygada pancerna US Army. Mapa: Defence24.pl.
"Europejska" brygada pancerna US Army. Mapa: Defence24.pl.

Amerykańskie siły zbrojne rozpoczęły rozmieszczanie w Polsce pododdziałów brygady pancernej, która będzie w sposób ciągły wykonywać zadania w Europie Środkowo-Wschodniej. Jest to następstwo decyzji, podjętych w celu wzmocnienia wschodniej flanki NATO i bardzo poważne wzmocnienie potencjału obronnego w naszym regionie. Dowództwo i część jednostek brygady ma operować z Żagania, co wywołało dyskusję publiczną. Decyzja Amerykanów wydaje się jednak przemyślana i warto zastanowić się nad jej powodami.

Obecnie trwa przemieszczenie jednostek 3. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej 4. Dywizji Piechoty do Polski. W pierwszej fazie – przynajmniej do lutego -  będą one prowadzić działania na poligonach w Drawsku Pomorskim i w rejonie Żagania, a następnie zostaną przemieszczone do kilku lokalizacji. Jak wiadomo, z Polski operować będą: 3. Batalion 29. Pułku artylerii, 4. Szwardron 10. Pułku Kawalerii (w praktyce batalion rozpoznawczy), dowództwo brygady, jednostki inżynieryjne i wsparcia. Amerykanie podkreślają wyraźnie, że jednostki te wykorzystają istniejące polskie instalacje wojskowe w Żaganiu, Świętoszowie, Skwierzynie i Bolesławcu.

Pierwszy z „bojowych” (pancerno-zmechanizowanych) batalionów (1. Batalion 68. Pułku Pancernego) trafi do krajów bałtyckich i będzie tam rozmieszczony do czasu, aż zostaną rozlokowane grupy batalionowe NATO (dowodzone przez Niemcy, Kanadę - z udziałem żołnierzy polskich - i Estonię). Następnie będzie uczestniczyć w ćwiczeniach w Europie, w zależności od zapotrzebowania.

Druga jednostka – 1. Batalion 8. Pułku Pancernego – ma uczestniczyć głównie w działaniach w rejonie Bułgarii i Rumunii. Warto pamiętać, że założeniem US Army jest ustanowienie „ciągłej i trwałej” obecności jednostek pancernych w regionie Morza Czarnego. Wreszcie trzecia jednostka – 1. Batalion 66. Pułku Pancernego – trafi do niemieckiego Grafenwöhr, gdzie zajmie się ćwiczeniami i odtwarzaniem gotowości bojowej.

Po pierwsze, w tym regionie mieści się najsilniejsza polska jednostka pancerna – 11 Lubuska Dywizja Kawalerii Pancernej z czołgami Leopard 2A4 i 2A5. Jej jednostki przez co najmniej trzy lata były i są wydzielane do zestawu sił natychmiastowego reagowania NATO (tzw. szpicy). W ubiegłym roku były to – relatywnie niedawno wprowadzone – Leopardy 2A5 z 34. Brygady, a rok wcześniej – Leopardy 2A4 z 10. Brygady.

Czytaj też: Pierwsze Abramsy już w Polsce [WIDEO]

To z kolei daje duże możliwości zarówno jeśli chodzi o ćwiczenia, jak i ewentualne współdziałanie (włączenie części amerykańskiej brygady w pododdziały polskiej dywizji – zwłaszcza w sytuacji, gdy inne oddziały zostałyby zaangażowane operacyjnie np. w regionie Morza Czarnego). W ćwiczeniach w tym regionie brały już wcześniej udział zarówno pododdziały amerykańskie, jak i na przykład te wydzielone przez British Army, a w ramach „szpicy” także Niemcy, Norwegię czy Hiszpanię.

Drugi powód jest częściowo powiązany z pierwszym. Jak wskazano wcześniej, Amerykanie wykorzystają istniejącą polską infrastrukturę. W regionie stacjonowania 11. Dywizji znajdują się bowiem zarówno magazyny, jak i poligony, włącznie z ośrodkiem szkolenia poligonowego Żagań-Świętoszów, bardzo przydatnym w szkoleniu wojsk pancernych.

Paradoksalnie jednak nie bez znaczenia mogła być też dyslokacja tego rejonu w pewnym oddaleniu od obszaru potencjalnego zagrożenia (granicy zewnętrznej NATO z Rosją czy Białorusią). Wbrew obawom wyrażanym w przestrzeni publicznej nie oznacza to jednak, że brygada będzie służyć ochronie tylko części terytorium NATO (np. Niemiec). Dowodem na to jest choćby decyzja o dyslokacji części jej pododdziałów do krajów bałtyckich.

Umieszczenie infrastruktury wojskowej dla jednostki manewrowej, „odwodowej” i przeznaczonej do działań na całym obszarze wschodniej flanki w odległości kilkudziesięciu kilometrów miałoby bowiem wiele wad. W wypadku zaistnienia zagrożenia, ta infrastruktura zostałaby narażona na zniszczenie, np. uderzeniami artylerii dalekiego zasięgu i lotnictwa.

Warto podkreślić, że nie chodzi tutaj przede wszystkim o zniszczenie samych jednostek (te w sytuacji zagrożenia w trybie alarmowym powinny opuścić miejsce stałej dyslokacji i zająć stanowiska w rejonie działań), ale właśnie infrastruktury, o którą ma być oparte jej funkcjonowanie. Ponadto, brygada pancerna ma w założeniu „odwodowy” charakter i ma znaleźć się tam, gdzie będzie tego wymagał „środek ciężkości” operacji obronnej. Umieszczenie całości jednostek brygady bezpośrednio na granicy mogłoby utrudnić im manewrowanie, czy np. zgromadzenie całego związku taktycznego w sytuacji zagrożenia.

Czytaj też: US Army ujawnia szczegóły wsparcia dla Europy. "1,3 tys. pojazdów, 650 kontenerów" [AKTUALIZACJA]

Pomimo, że pododdziały brygady pancernej będą na ogół w różnych miejscach, dalej istnieje możliwość jej użycia jako zwartego związku. Takie rozlokowanie nie jest niczym nowym. Można przypomnieć tutaj choćby ćwiczenia Anakonda – realizowane przecież w Polsce – z udziałem 1. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej 3. Dywizji Piechoty US Army. Ta jednostka najpierw została rozlokowana w Polsce, a następnie część sił przerzucono m.in. do krajów bałtyckich.

Podobnie będzie z brygadą właśnie rozmieszczaną w Polsce, przy czym teraz jej obecność będzie mieć charakter ciągły (sprzęt i żołnierze dla co najmniej jednej pełnej brygady będą przez cały czas w Europie), zostanie też wsparta wyposażeniem dla co najmniej jednej takiej jednostki, rozmieszczonym w Holandii. Inną istotną różnicą jest utrzymywanie przez cały czas zdolności operacyjnej przez brygadę.

Warto też pamiętać, że obok brygady pancernej, na podstawie postanowień szczytu NATO w Warszawie na wschodniej flance zostaną rozlokowane batalionowe grupy bojowe Sojuszu Północnoatlantyckiego. I to one w pierwszym rzędzie mają służyć do obrony najbardziej zagrożonych miejsc (brygada pancerna ma bardziej „odwodowy” charakter). Jednostka rozmieszczona w Polsce znajdzie się więc w Orzyszu, w bezpośredniej bliskości „przesmyku suwalskiego” i granicy z Rosją. Będzie złożona głównie z żołnierzy amerykańskich (wspieranych przez wojskowych z Wielkiej Brytanii i Rumunii).

Grupa batalionowa, wydzielona z 2. Pułku Kawalerii bazującego w niemieckim Vilseck, będzie współdziałać z polską 15. Brygadą Zmechanizowaną z Giżycka. Inne jednostki znajdą się w krajach bałtyckich. Na Litwie wielonarodowy batalion będzie dowodzony przez Niemcy, na Łotwie przez Kanadę (z udziałem polskiej kompanii na PT-91 Twardy) a w Estonii – przez Wielką Brytanię. I to ich zadaniem jest stałe wsparcie zagrożonych krajów w rejonach dyslokacji. Brygada pancerna jest ciężkim, manewrowym odwodem, dodatkowo kontrolowanym bezpośrednio przez Amerykanów (co może ułatwić proces podejmowania decyzji w sytuacji zagrożenia).

Należy zauważyć, że Stany Zjednoczone rozmieszczą też w Europie sprzęt wystarczający dla jednostki wielkości dywizji. Na kontynencie znajdzie się więc wyposażenie dla kolejnej brygady pancernej (prawdopodobnie w Holandii), a także – co wbrew pozorom jest bardzo istotne – pododdziałów logistycznych, czy artylerii poziomu dywizji. Jak na razie wyposażenie ma być rozlokowywane w Belgii, Holandii i Niemczech (przynajmniej częściowo zostanie użyta do tego istniejąca infrastruktura), trwają też rozmowy ws. rozlokowania magazynów Army Prepositioned Stock w Polsce.

Widać więc wyraźnie, że obecność wojskowa w Europie Środkowo-Wschodniej kształtowana jest według określonego schematu. Część sił – funkcjonujących jako samodzielne związki taktyczne – rozlokowywana jest bezpośrednio w zagrożonym regionie, natomiast część „cięższych” – w pewnym oddaleniu od zagrożonego obszaru, aby zapewnić im swobodę manewru. Jednakże, już sama napaść na grupy batalionowe będzie równoznaczna z konfrontacją z krajami „starego” NATO, a w wypadku Polski – również z wojskami amerykańskimi i brytyjskimi. Potencjalny agresor z pewnością ma tego świadomość.

Czytaj też: Amerykańska armia wraca do Europy. Rosja już nie jest "szczerym partnerem"

Widać też wyraźnie, że podejmowane obecnie działania nie podobają się Moskwie. Podejmowane są akcje propagandowe (np. rozpowszechniane przez RT i powtarzane przez najbardziej prorosyjskich komentatorów doniesienia o rozmieszczeniu 2000 czołgów i „brygady Luftwaffe” USA na wschodniej flance). Na prowadzenie działań dezinformacyjnych zwracają jednak już uwagę sami Niemcy – jak ekspert niemieckiej telewizji ARD Christian Thiels. Z kolei rosyjskie media w kraju starają się między innymi tworzyć „atmosferę zagrożenia”, wskazując na tworzenie „zgrupowań ofensywnych”.

Taka narracja świadczy o tym, że przyjęty kierunek jest słuszny, gdyż mocno utrudnia podejmowanie ewentualnych, agresywnych działań wobec krajów NATO na wschodniej flance. Nie jest też wykluczone, że Rosjanie będą chcieli wykorzystać miejsce rozlokowania brygady do zantagonizowania rzekomo „opuszczonych” (a tak naprawdę wspieranych najpierw przez pododdziały brygady, a potem batalionowe grupy) państw bałtyckich czy też np. obszarów wschodniej Polski.

Rozmieszczenie amerykańskiej brygady i sprzętu w Europie jest bardzo poważnym wzmocnieniem potencjału obronnego. Jest też dużym sukcesem władz państw regionu, ale też polskiego prezydenta i MON. Nie może być jednak postrzegane jako panaceum na wszelkie zagrożenia. Ewentualne przyjęcie założenia, że tylko obecność wojsk sojuszniczych i wejście w konfrontację z nimi na pewno odstraszy każdego agresora z uwagi na całościowy potencjał USA niezależnie od posiadanych zdolności obronnych mogłoby okazać się zgubne.

Należy pamiętać, że Rosja tworzy potencjał ofensywny do działań na dużą skalę (vide formowanie dywizji), czy wykonywania zmasowanych uderzeń rakietowo-lotniczych – w pewnym stopniu również na zdawałoby się „bezpieczne” Niemcy czy inne kraje zachodniej Europy. Zastosowanie przez potencjalnego agresora takich środków, jeżeli państwa regionu i kraje NATO nie będą miały odpowiedniego potencjału odstraszenia i odparcia, może mieć bardzo negatywne skutki pomimo obecności wojsk sojuszniczych.

Dlatego należy podejmować i intensyfikować działania w celu rozbudowy całościowego potencjału obronnego. W wypadku Polski dotyczy to między innymi warstwowej obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, ale też obrony przeciwpancernej. W tym ostatnim wypadku wykorzystaniem różnych typów ppk, granatników, zapór minowych (czemu do pewnego stopnia sprzyja np. ukształtowanie terenu w północno-wschodniej Polsce), amunicji artyleryjskiej, kinetycznych pocisków czołgowych itd.

Rozmieszczenie amerykańskiej brygady pancernej jest sukcesem, ale i zobowiązaniem do zintensyfikowania wysiłków, aby dalej wzmacniać bezpieczeństwo i odporność na wszystkie rodzaje zagrożeń. Podsekretarz stanu w MON Tomasz Szatkowski w niedawnej wypowiedzi dla Foreign Policy zwrócił uwagę, że chciałby dodatkowego wzmocnienia potencjału obronnego USA przez administrację Trumpa i to w wymiarze strategicznym. Stwierdził, że chciałby, aby podejmowane działania kierowane „nie polityczną symboliką, ale raczej wojskową koniecznością”. Do podobnego postępowania zobowiązane są wszystkie kraje NATO, a w szczególności te, które znajdują się w obszarze największego potencjalnego zagrożenia. 

Jeśli jesteś przedstawicielem wybranych instytucji zajmujących się bezpieczeństwem Państwa przysługuje Ci 100% zniżki!
Aby uzyskać zniżkę załóż darmowe konto w serwisie Defence24.pl używając służbowego adresu e-mail. Po jego potwierdzeniu, jeśli przysługuje Tobie zniżka, uzyskasz dostęp do wszystkich treści na platformie bezpłatnie.