Barracuda strzela rakiety. Czy to wpłynie na Orkę? [KOMENTARZ]

22 października 2020, 14:17
sna-suffren
Próby morskie atomowego okrętu podwodnego „Suffren”. Fot. Marine nationale

Francuskie ministerstwo obrony poinformowało o przeprowadzonym z sukcesem strzelaniu rakiety manewrującej MdCN z najnowszego, uderzeniowego okrętu podwodnego typu Barracuda „Suffren”. We wcześniejszych próbach przeprowadzonych na Morzu Śródziemnym z powodzeniem odpalono rakietę przeciwokrętową typu SM39 Exocet oraz wielokrotnie najnowszą, ciężką torpedę F21. Cały ten pakiet uzbrojenia jest proponowany wraz z okrętami Scorpène dla polskiej Marynarki Wojennej w ramach programu „Orka”.

Zobacz także
Reklama

Zgodnie z oficjalnym komunikatem strzelanie rakietą manewrującą MdCN z najnowszego, atomowego, uderzeniowego okrętu podwodnego „Suffren” przeprowadzono 20 października br. na poligonie rakietowym DGA Essais de missiles w Biscarrosse w departamencie Landes nad Zatoką Biskajską. Próby były ważnym elementem badań kwalifikacyjnych prowadzonych w ramach programu Barracuda od kwietnia 2019 roku przez francuską Generalną Dyrekcję do spraw Uzbrojenia DGA (Direction générale de l’armement).

Wydarzenie to od razu zostało nagłośnione m.in. przez francuską minister obrony Florence Parly, która pogratulowała organizatorom i uczestnikom testów w specjalnym oświadczeniu podkreślając, że jest to pierwsze w historii wystrzelenie rakiety manewrującej z francuskiego okrętu podwodnego. Dzięki temu Marine Nationale będzie miała już możliwość atakowania spod wody w sposób konwencjonalny infrastruktury lądowej przeciwnika.

Po raz pierwszy francuski okręt podwodny wystrzeliwuje pocisk manewrujący. Ten sukces daje naszej marynarce nowe możliwości strategiczne i stawia ją wśród najlepszych na świecie. Ta nowa broń to prawdziwy przełom, wynik wielu lat wysiłków i inwestycji, na co pozwala w szczególności ustawa o programowaniu wojskowym na lata 2019-2025. Gratuluję wszystkim: francuskiej marynarce wojennej, DGA, przemysłowi, którzy doprowadzili do tego strzelania. Do tej pory francuskie siły podwodne mogły atakować okręty podwodne i nawodne. Teraz mogą również niszczyć ciężką infrastrukturę lądową z dużej odległości.

Florence Parly - francuska minister obrony

Co więcej, francuska marynarka wojenna może wykonywać uderzenia na cele naziemne obecnie już z dwóch typów okrętów, ponieważ wcześniej rakiety manewrujące MdCN zostały wprowadzone również na fregatach wielozadaniowych typu FREMM. Obecne strzelanie przeprowadzone z „Suffrena” praktycznie kończy badania kwalifikacyjne systemu uzbrojenia tego okrętu i jest sygnałem zbliżającego się końca prób morskich. Oznacza to, że pierwsza Barracuda może rzeczywiście zostać przekazana francuskiej marynarce wojennej do końca 2020 roku i wprowadzona do czynnej służby w 2021 roku.

Czym jest tak naprawdę rakieta manewrująca MdCN?

Rakieta MdCN/NCM (Missile de Croisière Naval/Naval Cruise Missile) została zbudowana przez koncern MBDA na bazie lotniczych pocisków manewrujących SCALP EG/Storm Shadow. Dzięki temu we Francji są one produkowane na tej samej hali montażowej. Na wygląd MdCN i ich konstrukcję wpłynęło przede wszystkim założenie, że mają być to pociski odpalane zarówno z okrętowych wyrzutni pionowego startu typu Sylver A70, jak i ze standardowych wyrzutni torpedowych kalibru 533 mm zanurzonych okrętów podwodnych (atomowych i klasycznych – a więc o wyporności nawet około 2000 ton).

W tym celu trzeba było przeprojektować kadłub pocisku SCALP EG. Został on wydłużony i bardziej zaokrąglony. Przekrój kołowy rakiety morskiej zmusił również do zastosowania innego mechanizmu rozkładania skrzydeł nośnych w czasie lotu. Nie mieszczą się już one na korpusie pocisku tak jak w przypadku SCALP EG, ale przed startem są one składane w jego wnętrzu (nie wystając poza jego obrys) i zasłonięte przy złożeniu pomysłowymi choć prostymi, gumowymi kurtynami.

image
Seryjna rakieta manewrująca MdCN z widocznym na boku otworem na rozkładane skrzydło. Fot. MBDA

Dodatkowo w odróżnieniu od wersji lotniczej, rakieta okrętowa nie ma wlotu powietrza zamontowanego na stałe, ale jest on wysuwany dopiero po starcie i odrzuceniu silnika startowego. Zastosowano przy tym nowy silnik turboodrzutowy Microturbo TR50 o ciągu 350 daN. Sam pocisk pomimo zmiany kształtu kadłuba jest nadal wykonany w technologii stealth, co utrudnia jego wykrycie przez radiolokacyjne systemy przeciwlotnicze przeciwnika.

W rakiecie MdCN, wokół wylotu gazów z silnika marszowego umieszczono dodatkowo 6 złączy, które pozwalają na podłączenie silnika startowego i połączenie się przez niego z okablowaniem kontenera (kapsuły). Istnieją dwie wersje morskich rakiet MdCN, różniące się sposobem transportu i przechowywania. W wersji przeznaczonej na okręty nawodne, odpalanej z wyrzutni pionowego startu, pocisk jest przechowywany w prostopadłościennym kontenerze startowym wykonanym z aluminium, który po starcie jest wyrzucany (uszkodzenia od gorących gazów są zbyt duże by opłacała się jego naprawa i renowacja). Kontener ten jest tak zbudowany, że wszelkie czynności sprawdzające można wykonywać z zewnątrz – bez wyjmowania rakiety.

image
Kontener startowy tuż przed wsunięciem do niego rakiety manewrującej MdCN. Fot. MBDA/Daniel Lutanie

W wersji dla okrętów podwodnych MdCN znajduje się w specjalnej, obłej kapsule chroniącej pocisk przy przejściu przez środowisko wodne i odrzucanej po jego wydostaniu się ponad powierzchnię morza tuż przed włączeniem silnika startowego. Kapsuła ta podobnie jak wspomniany wcześniej kontener startowy dla okrętów nawodnych pozwala na długotrwałe przechowywanie rakiety i jej obsługę bez wyjmowania pocisku na zewnątrz.

Rakieta MdCN pozwala na atakowanie celów lądowych znajdujących się w odległości ponad 1000 km. Pocisk w momencie startu waży 1400 kg, ma długość 6,4 m (7 m z silnikiem startowym) i średnicę 0,5 m. Głowica bojowa waży ponad 250 kg. Pocisk atakuje wskazany cel dzięki kombinowanemu systemowi naprowadzania z podsystemem nawigacji inercyjnej, odbiornikiem systemu nawigacji satelitarnej (system GPS, w przyszłości prawdopodobnie także Galileo), podsystemem TERPROM (opracowanym przez koncern BAE Systems i pracującym z radiowysokościomierzem) i głowicą termowizyjną wykorzystywaną w finalnej fazie ataku do identyfikacji obiektu. Przy negatywnej identyfikacji może dojść do przerwania misji i pocisk odsyła się do bezpiecznego rejonu, gdzie ulega samozniszczeniu.

Pierwszymi okrętami nawodnymi, jakie otrzymały pociski MdCN były francuskie fregaty typu FREMM (w 2015 r.). Od strzelania przeprowadzonego 20 października 2020 r. można również powiedzieć, że pierwszymi okrętami podwodnymi uzbrojonymi w te rakiety są francuskie uderzeniowe okręty podwodne z napędem atomowym typu Barracuda.

Rakieta MdCN była opracowywana w sumie ponad 12 lat. Pierwsze jej testy w tunelu aerodynamicznym ONERA w Modane we Francji rozpoczęły się w 2008 r., pierwsze strzelanie zakończone powodzeniem przeprowadzono w maju 2010 r. Sprawdzono wtedy pocisk w wersji pionowego startu, który miał być wykorzystywany w pierwszej kolejności na fregatach typu FREMM.

W czerwcu 2011 r. przeprowadzono start podwodny sprawdzając rozwiązania potrzebne do odpalania pocisków MdCN z pokładu okrętów podwodnych a w lipcu 2012 r. odbyło się pierwsze kompletne strzelanie. Instalację startową dla jednostki nawodnej sprawdzono jeszcze w kwietniu 2014 r., a dla okrętu podwodnego w czerwcu 2014 r.

Pierwsze strzelanie pocisków MdCN z okrętu nawodnego wykonano w maju 2015 r. W próbach przeprowadzonych na Morzu Śródziemnym użyto fregaty typy FREMM „Aquitaine”. Test został zorganizowany na akwenach należących do poligonu rakietowego DGA (Direction Générale de l'Armement – Dyrekcji Generalnej ds. Uzbrojenia), z centralą zlokalizowaną na wyspie Île du Levant.

Rakiety manewrujące MdCN przeszły swój chrzest bojowy 14 kwietnia 2018 r. To właśnie tego dnia wystrzelono na cele w Syrii trzy takie pociski w salwie trwającej około 16 sekund. Wykorzystano do tego wyrzutnię pionowego startu typu Sylver A70 z francuskiej fregaty typu FREMM „Languedoc”. Teraz do tego kalendarza należy doliczyć 20 października 2020 roku – a więc pierwsze odpalenie rakiety MdCN z zanurzonego okrętu podwodnego typu Suffren/Barracuda.

Barracuda a program „Orka”

Informacja na temat zakończonego sukcesem strzelania z okrętu podwodnego „Suffren” jest bardzo ważna dla Marynarki Wojennej RP. Polska jest bowiem jedynym krajem, któremu jak dotąd proponuje się sprzedaż rakiet MdCN w pakiecie razem z okrętami podwodnymi typu Scorpène (w ramach programu „Orka”). Jest to dowodem ogromnego zaufania, ponieważ chodzi o eksport uzbrojenia o charakterze strategicznym, z pozwoleniem na jego w pełni niezależne wykorzystanie przez odbiorcę - na co wydał specjalną zgodę rząd Francji.

Poza rakietami manewrującymi MdCN francuska oferta obejmowała m.in.: budowę w Polsce trzech okrętów podwodnych Scorpène, rozwiązanie pomostowe (modernizacja okrętu ORP „Orzeł”), szkolenia załóg we współpracy operacyjnej z francuską marynarką wojenną i ministerstwem obrony, pełny pakiet uzbrojenia (rakiety przeciwokrętowe SM39 Exocet i przeciwlotnicze MICA SL lub CAMM, torpedy F21) a także pakiet współpracy przemysłowej dla PGZ (budowa na eksport dodatkowych okrętów podwodnych i nawodnych).

Wprowadzenie morskich rakiet manewrujących MdCN diametralnie zmieniłoby znaczenie polskich okrętów podwodnych z napędem diesel-elektrycznym tworząc z nich uzbrojenie strategiczne. Rakiety manewrujące na Orkach razem z już kupionymi pociskami lotniczymi JASSM/JASSM-ER (dla samolotów F-16) oraz systemem artylerii rakietowej HIMARS mogą być bowiem podstawą do stworzenia polskiego, konwencjonalnego systemu odstraszania.

Co więcej, taka decyzja byłaby bardzo silnym uzasadnieniem dla posiadania w ogóle okrętów podwodnych na Morzu Bałtyckim. Takie jednostki, jeśli byłyby wyposażone jedynie w uzbrojenie przeciwokrętowe, nie miałyby bowiem dla siebie celów ataku. Federacja Rosyjska doskonale sobie przecież zdaje sprawę, że w czasie faktycznego konfliktu zbrojnego niemożliwe jest przejście Cieśninami Duńskimi – w pełni kontrolowanymi przez państwa NATO.

Rosja wie również, że obecność baterii nadbrzeżnych w Polsce i krajach nadbałtyckich nie pozwoli na „wewnętrzny” transport morski na Bałtyku – w tym przede wszystkim pomiędzy Sankt Petersburgiem i Bałtijskiem. Przed Flotą Bałtycką prawdopodobnie nie będzie więc stawiać się zadania ochrony morskich linii komunikacyjnych, ponieważ w momencie wybuchu konfliktu zbrojnego takich linii dostępnych dla Rosjan po prostu nie będzie. Dlatego jest bardzo prawdopodobne, że po rozpoczęciu działań wojennych rosyjskie okręty pozostaną w portach, co mogłoby uczynić polskie okręty podwodne zupełnie bezużytecznymi.

Priorytetem dla tych jednostek nie będzie również nadzór nad morskimi liniami komunikacyjnymi, ponieważ w obecnej sytuacji największym zagrożeniem dla polskiego, morskiego ruchu handlowego będą rakiety wystrzelone z samolotów i baterii nadbrzeżnych w Obwodzie Kaliningradzkim.

W przypadku uzbrojenia Orki w rakiety manewrujące Rosjanie będą jednak już musieli wyjść na morze i szukać zagrożenia. To jest związane z ponoszeniem ogromnych kosztów, koniecznych dla utrzymania floty zwalczania okrętów podwodnych oraz sił ochrony zapewniających obronę przed polskimi i być może estońskimi bateriami nadbrzeżnymi.

image
Start rakiety manewrującej MdCN z fregaty typu FREMM. Fot. Marine nationale

Jakie rakiety manewrujące dla Marynarki Wojennej?

Analizując rozwiązania dla programu „Orka” rozpatruje się trzy propozycje: okręty podwodne typu 212A z niemieckiego koncernu TKMS, szwedzkie okręty podwodne typu A26 ze szwedzkiego koncernu Saab oraz francuskie okręty podwodne Scorpène oferowane przez francuski koncern stoczniowy Naval Group.

Tylko Francuzi zaproponowali ze swoimi okrętami rakiety manewrujące, dlatego dla dwóch pozostałych jednostek proponowanych w programie „Orka” Marynarka Wojenna RP brała pod uwagę możliwość ich przystosowania do użycia amerykańskich rakiet manewrujących Tomahawk. Jak dotąd okazało się to jedynie czystą teorią, ponieważ jakiekolwiek rozmowy na ten temat z Amerykanami do chwili obecnej najprawdopodobniej kończyły się fiaskiem.

W przypadku rakiet MdCN oferta francuska jest już gotowa „na stole”. Polska jest przy tym w o tyle dobrej sytuacji, że system rakiet manewrujących MdCN dla okrętów podwodnych jest już w pełni gotowy operacyjnie. Koszty tej integracji ponieśli sami Francuzi i Polska nie będzie musiała za nią płacić. Integracja pocisków MdCN na Scorpèny polegałaby po prostu na przeniesieniu wszystkich, związanych z ich użyciem systemów i instalacji z okrętów Barracuda, a więc wyrzutni torpedowych, interfejsu z systemem wystrzeliwania uzbrojenia i modułów systemu walki odpowiedzialnych za planowanie misji i strzelanie. Takie rozwiązanie, w połączeniu z gotową już rakietą manewrującą MdCN, zintegrowano zresztą wcześniej na pokładzie fregat FREMM.

Co więcej, nadzorujący ewentualny transfer specjaliści z DGA dają pełną gwarancję prawidłowej pracy systemów, co oznacza faktycznie również gwarancję rządu francuskiego. Negocjacje międzyrządowe są o tyle ważne, że oferta francuska obejmuje nie tylko przekazanie samych pocisków, ale pomoc techniczno-operacyjną w organizowaniu systemu ich użycia bojowego. Francuzi chcą przy tym, by Polska miała pełną swobodę w wykorzystaniu rakiet manewrujących. 

Wprowadzenie rakiet manewrujących na okręty podwodne może podnieść rangę Marynarki Wojennej RP, która stanie się ważnym narzędziem oddziaływania dla polityków na arenie międzynarodowej. Pociski MdCN mogą być bowiem proponowane jako polski wkład do sił NATO, czego dowodem może być synchronizacja uderzenia rakietowego na Syrię 14 kwietnia 2018 r z atakiem amerykańskim i brytyjskim.

image
Seryjna rakieta manewrująca MdCN przed jej zamontowaniem w kontenerze startowym. Fot. MBDA/Daniel Lutanie

Strona francuska złożyła przy tym propozycję współpracy przy wprowadzeniu zupełnie nowej doktryny operacyjnego wykorzystania tego uzbrojenia oraz przy tworzeniu bazy dany potencjalnych celów. W zakres uzgodnionego z polskim Ministerstwem Obrony Narodowej pakietu współpracy wchodził bowiem system planowania misji, a także współpraca w takich obszarach jak łączność z okrętami, planowanie misji rakiet czy wykorzystanie danych do wyznaczania i tworzenia modeli celów. Wszystkie elementy oferowanego Polsce systemu stworzone były, w taki sposób, aby zapewnić jego wykorzystanie w sposób całkowicie niezależny – począwszy od samodzielnego planowania misji, poprzez podejmowanie decyzji o wystrzeleniu, aż po brak możliwości zmiany trasy rakiety w czasie lotu.

Zaznaczono przy tym, że dzięki odpowiedniej konstrukcji rakiet, do przygotowania trasy lotu i wskazania obiektu uderzenia wystarczą jedynie satelitarne informacji dostępne na rynku komercyjnym. Jednak Francuzi są gotowi na prowadzenie rozmów w sprawie ewentualnej wymiany takich danych pomiędzy poszczególnymi sztabami generalnymi. Wszystko to ma być ustalane z zachowaniem przez Polskę pełnej autonomii w wykorzystaniu tego rodzaju uzbrojenia.

Bardzo ważne jest również to, że wprowadzenie na polskich okrętach podwodnych rakiet manewrujących ze względu na ich niewielką ilość nie zmieni równowagi militarnej w rejonie Morza Bałtyckiego. Polska nawet z tego rodzaju uzbrojeniem nie będzie bowiem stanowiła poważnego zagrożenia militarnego dla takiego atomowego mocarstwa jak Federacja Rosyjska.

Ewentualne skutki użycia tych pocisków (militarne, polityczne i ekonomiczne) byłyby jednak na tyle duże, że władze rosyjskie wywołując konflikt zbrojny muszą je uwzględnić w ogólnej kalkulacji „koszt-efekt”. Tym bardziej, że rakiety manewrujące jako broń precyzyjna dają gwarancję zminimalizowania strat ubocznych – przede wszystkim w ogólnodostępnej infrastrukturze cywilnej oraz ludności cywilnej. Rosjanom będzie więc trudno wykorzystać ich uderzenie w celach propagandowych.

Sama świadomość posiadania takich zdolności oddziaływać będzie zresztą nie tylko na potencjalnego przeciwnika, ale również na sojuszników, którzy będą musieli je uwzględnić w swoich kalkulacjach przebiegu konfliktu, zwiększając niepewność jego przebiegu zgodnie z ich oczekiwaniami. Będzie więc in fine zmniejszać prawdopodobieństwa takiego konfliktu z udziałem Polski. Wszystko to jest oczywiście możliwe wyłącznie pod warunkiem pełnej niezależności użytkownika – w tym przypadku państwa polskiego – w użyciu rakiet, oraz skrytego podejścia w pobliżu terytorium przeciwnika, czego nie zapewnią, ani samoloty, ani okręty nawodne, ani rakiety na podwoziach kołowych rozmieszczone w kraju. Poza okrętami podwodnymi w Polsce nie będzie dostępny żaden inny system uzbrojenia dający takie możliwości.

Nie bez znaczenie jest również powiązanie kontraktu w ramach programu „Orka” z daleko idącym transferem technologii dla polskiego przemysłu stoczniowego. Francuzi mają w tym przypadku doświadczenie zdobyte przy przenoszeniu produkcji okrętów podwodnych do Brazylii i Indii. Teraz taką samą możliwość zaproponowano stoczniom w Polsce, co pozwoliłoby odzyskać do polskiego budżetu znaczną część środków przeznaczonych na zakup nowych okrętów podwodnych dla MW RP w ramach programu „Orka”.

Co dalej z polskimi okrętami podwodnymi?

Propozycja rządu francuskiego została pod koniec 2017 roku wybrana przez niezależną komisję działającą w MON w ramach konkurencyjnego postępowania z udziałem również dostawców z Niemiec i Szwecji. Wtedy też prawdopodobnie miały się zacząć wyłączne negocjacje odnośnie zakupu okrętów Scorpène i (przede wszystkim) rakiet MdCN.

Po zmianie kierownictwa resortu na początku 2018 r. działania w programie „Orka” zostały jednak przerwane. Ustały rozmowy prowadzone w tej sprawie, a temat pozyskania okrętów podwodnych i rakiet manewrujących stracił raptownie dla strony polskiej na znaczeniu. Według nieoficjalnych informacji rolę odegrać w tym mogły podpowiedzi ze strony administracji USA, niechętnej pozyskaniu przez Polskę tak strategicznego uzbrojenia możliwego do wykorzystania w sposób niezależny, do tego jeszcze pochodzącego od dostawców z innego kraju. Mogły grać tu rolę także działania prowadzone przez Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, które forsowało wtedy ideę rakiet manewrujących na podwoziach kołowych i budowy dla MW RP fregat zamiast okrętów podwodnych.

Francuzi od czasu zerwania przez stronę polską zaawansowanych rozmów międzyrządowych zdążyli przetestować i wprowadzić na uzbrojenie system rakiet manewrujących wystrzeliwanych z okrętów podwodnych. Polski MON zdążył w tym czasie rozpocząć negocjacje na temat zakupu od Szwecji dwóch trzydziestoletnich okrętów podwodnych, bez rakiet manewrujących. Nie zdążył natomiast ani zakupić nowoczesnych okrętów podwodnych, ani rakiet manewrujących na podwoziach kołowych, ani fregat - z rakietami czy bez.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 148
Reklama
Edward
niedziela, 8 listopada 2020, 23:06

Jeśli Polska ma realizować "Orkę", to tylko budując z pomocą Francji OP Scorpene. Nie ma lepszej propozycji na stole, a ta jest jedyną, jaka nas urządza. Pełne wyposażenie OP Scorpene (uzbrojenie w : rakiety manewrujące MdCN, rakiety przeciwokrętowe SM39 Exocet i przeciwlotnicze MICA SL lub CAMM, torpedy F21) i inne propozycje z pakietu (np. "rozwiazania pomostowe") jak również pozwolenie Francji na jego w pełni niezależne wykorzystanie przez Polskę to oferta nie do przebicia. Podjęcie tej propozycji (budowa 3 OP) zmieniłoby nasze stosunki z Franjcą na radykalnie lepsze niż są one obecnie - to efekt dodatkowy, swoista "extra premia" takiej decyzji. Zważywszy na fakt, że budowa OP to przedsięwzięcie długoletnie - nie ma tu już ani chwili do stracenia !

bosman MARYNARKI WOJENNEJ
niedziela, 8 listopada 2020, 18:43

nalezy kupic w programie orka okrety podwodne typu scorpene z opcja na typu barakuda minimum 4 sztuki w raz z pociskami manewrujacymi nie mozna ciagle powielac błedow wrzesnia 39 gdzie oficerowie mianowani byli z ukladow nie bylo strategi ani dla lotnictwa ani dla marynarki jak by ukrainiec duda nie odsunoł maciarewicza dzis polska odbierala by nowego SCORPENE w RAZ Z POCISKAMI MANEWRUJACYMI I RAKIETAMI AM 39 EXOSET.

luka
niedziela, 22 listopada 2020, 10:46

Barakudy nie kupisz bo to okręt o napędzie atomowym i nikt nam takiego okrętu nie sprzeda, chyba że mówisz o konwencjonalnym wariancie co się nazywa Shortfin Barracuda block 1A (takie jak zamówiła Australia), ale oczywiście wiesz, że taki okręt jest prawie 7 razy droższy od Scorpen'a. Scorpen to jakieś 450 mln za sztukę podczas gdy Shortfin Baracuda to aż 3,2 mld !!!, czyli około 11,2 mld złotych a to więcej niż się szacuje cały budżet dla Orki (około 10 mld). Poza tym Scorpen'y są robione z wykorzystaniem technologii z Barakudy (tak deklaruje producent).

asd
poniedziałek, 26 października 2020, 21:29

Flota wojenna potrzebna jest tylko do kontroli szlaków handlowych. Czy biegnie jakiś przez Bałtyk ?

Grzegorz Brzęczyszczykiewicz
wtorek, 27 października 2020, 21:00

Jest szlak do gazoportu jest szlak do rafinerii gdańskiej to tylko 2 o znaczeniu strategicznym dostawy innych surowców potrzebnych dla gospodarki też płyną morzem czy to ruda dla hutnictwa czy surowce dla chemii, wiec szlaki muszą być pilnowane a z lądu się nie da.

LBN
wtorek, 27 października 2020, 08:00

Bardzo wiele.

Dalej patrzący
niedziela, 25 października 2020, 21:57

Polecam artykuł nt rakiet ofensywnych Korei Płd. W tym HM-3C o zasięgu 1500 km. Czyli 500 km więcej, niż MdCN. https://www.defence24.pl/rakietowe-priorytety-republiki-korei-analiza Kupić licencję, pełen 100% transfer technologiczny - wspólnie rozwijać, produkować [umieszczając na tanich nośnikach mobilnych] i eksportować - i uzyskać REALNĄ suwerenność strategiczną - bez uzależnienia od dobrej woli [albo złej - w przypadku deal'u Waszyngton-Kreml przeciw Pekinowi] ze strony Wuja Sama. No - ale do tego są potrzebni politycy z prawdziwego zdarzenia, którzy dbają o polską i tylko polską rację stanu - i patrzą i działają długofalowo i na poziomie strategicznym. Samodzielnie - bez dyrektyw Wielkiego Brata - tego czy innego.

LBN
niedziela, 25 października 2020, 18:06

Super sprzęt tylko jankesi nam nie pozwolą a rząd się ich slucha we wszystkim i dlatego kupiny 30 letni szrot.

Adam.Gr
sobota, 24 października 2020, 21:57

nam nie są potrzebne okręty podwodne i duże nawodne, nam są potrzebne środki walki jak NSM ( kilka baterii) i bardzo duże nasycenie bronią plot i ppanc. 2 wojna światowa udowodniła iż wielki wysiłek Polski ( 4 okręty nawodne i 3 podwodne?...) były psu na budę!!! Jedne s..doliły do Anglii a inne zamiast walczyć poszły w internowanie. Orzeł powinien zgodnie z przedwojenną piosenką "na dnie lec" uprzednio walcząc z Bismarckiem! Pora obedrzeć swoje poglądy z ideałów i legend a postawić na prawdę, że wojna 1939 roku była prowadzona nieudolnie, mała nadmiernie rozciągnięty front itd itp.

Londoner
środa, 28 października 2020, 20:57

twoje NSM nawet nie maja radarow naprowadzania, aby wykorzystac w pelni ich zasieg...

Davien
piątek, 30 października 2020, 17:59

I mogę je spokojnie wystzrelić na TERCOM na maks zsieg, gdzie pocisk sam odszuka cel i się na niego naprowadzi. A cele może im wskazać dowolna Bryza czy inny samolot z datalinkiem.

aaa
niedziela, 22 listopada 2020, 11:03

Pytanie tylko czy przy takim naprowadzaniu odróżni to w co ma trafić od np. jakiegoś statku wycieczkowego pełnego ludzi.

zpkw
sobota, 24 października 2020, 17:14

Po co nam okręty podwodne? Czy nie lepiej rozwijać możliwości niszczenia wrogich okrętów/celów rakietami wystrzeliwanymi z lądu przy zastosowaniu najnowocześniejszych możliwości naprowadzania na cel ? Przecież Bałtyk jest mały i płytki i już w czasie II wojny światowej przekonaliśmy się co mogą okręty podwodne zrobić silniejszemu przeciwnikowi ... mogą mu .....

luka
niedziela, 22 listopada 2020, 11:01

"...przy zastosowaniu najnowocześniejszych możliwości naprowadzania na cel..." - akurat tych najnowocześniejszych możliwości naprowadzania to my nie posiadamy - radary naszych baterii NSM mają zasięg ograniczony do 50 km (horyzont radiolokacyjny) podczas gdy pocisk ma zasięg 180 km a jakichś BSP czy sensownych samolotów rozpoznania brak

Londoner
środa, 28 października 2020, 20:58

dokladnie to jest rozwiazanie najbardziej efektywne i Rosja szachuje nim tazke Stany.Malym kosztem powodowac drogie straty

piątek, 30 października 2020, 18:00

Tak, te kilka rosyjskich SSN-ów co jeszcze pływa ....

H
sobota, 24 października 2020, 16:39

Czy byłaby możliwość zamontowania takich wyrzutni na podwoziu kołowym? Byłyby wtedy łatwo dostępne znaczne ilości takich pocisków gotowych do wystrzelenia

Dalej patrzący
sobota, 24 października 2020, 15:01

Jest skrajne niezrozumienie działań floty - zwłaszcza nawodnej - podczas pokoju - oraz podczas wojny. Podczas pokoju zadaniem floty jest kontrola morskiego obszaru, niedopuszczenie do skrytych działań przeciwnika pod wodą - np. załogowymi okrętami podwodnymi, ale i dronami i mobilnymi inteligentnymi minami stawianymi zawczasu, ciągła drożność i kontrola stref portowych, a także demonstracja siły w ramach sygnalizacji strategicznej - i obecność na akwenach międzynarodowych - przylegających do wyłącznej strefy wód Polski. To są zadania dozorowe, inspekcyjne, kontrolne, prewencyjne. Natomiast na Bałtyku na czas wojny - w powietrzu i na powierzchni rządzą rakiety/antyrakiety, pod wodą drony i rakietotorpedy, ogólnie wielodomenowa A2/AD. Nie okręt załogowy - nawodny czy podwodny - nawet nie samolot. Działania danej floty są możliwe tylko i wyłącznie pod przykryciem zdecydowanej przewagi własnego A2/AD. Wszystkie nasze jednostki minowe [ale i holowniki, takze wszelkie jednostki "pomocnicze"] winny być nosicielami i okrętami-bazami dla jak największej liczby dronów podwodnych i ew. nawodnych [zwłaszcza inspekcyjnych]. Nie muszą być pływającymi centrami dowodzenia [ten absurd mentalności "scentralizowanego kombajnu-krążownika" widać na przykładzie zmian w kolejnych Kormoranach II] - tylko nosicielami/zaopatrzeniowcami dla operacyjności skalowalnych dronów na morzu, inteligentnych min, sensorów, szybowców podwodnych itp. A od dowodzenia całym rozproszonym systemem jest sieciocentryczny kompleksreal-time C5ISR. Są jeszcze kwestie transportu strategicznego via Cieśniny Duńskie lub mostem morskim ze Szwecji [skomunikowanej z Norwegią - z dostawami przez Morze Północne]. do tego potzrebujemy 200-300 mini-Diugoni o nośności ca 75 t, szybkości ca 35-40 w, które pod przykryciem A2/AD by zapewniały rozproszony, maksymalnie efektywny kosztowo transport ciężkiego sprzętu i wsparcia. Tak, by być w w kwestii transportu strategicznego całkowicie uniezależnionym od Niemiec, których obstrukcja wobec Polski jest praktycznie pewna. Do tego siły lekkie nawodne i podwodne specjalsów - i to wszystko, co potrzebujemy. A nie wielkie OP, fregaty, korwety itp PRZESTARZAŁY sprzęt na wojnę najnowszej generacji na Bałtyku. Rozproszenie, sieciocentryczność, efektory precyzyjne średniego/dalekiego zasięgu, dronizacja, C5ISR, A2/AD i świadomie budowana asymetryczna przewaga koszt/efekt - to jest prawdziwa wojna morska XXI w. na Bałtyku. Podkreślam - na Bałtyku. A ogólnie - na całym Polskim Teatrze Wojny - który w wojnie nowej generacji RMA obejmuje wszystkie domeny synchronizowane sieciocentrycznie w jedną domenę zbiorczą - a skrzydłami sięga od Arktyki po Bosfor i Kaukaz.

dr Strosmeier
sobota, 24 października 2020, 14:42

Moglibyśmy wziąć te Scorpene od Francji, karząc jednocześnie Macronowi, żeby jego politrucy w UE zamknęli paszcze na temat "praworządności" i przystopowali niemieckich nazistów. Transakcja wiązana.

bobo
niedziela, 25 października 2020, 06:05

Francuzi bardziej kładą nacisk na praworządność niż Niemcy bo Niemcom wisi czy Polacy będą pod butem lokalnych dyktatorków byleby zasuwali w niemieckich montowniach. Przecież z Orbanem dogadali się nawet w sprawie ograniczenia praw pracowniczych.

Victor
sobota, 24 października 2020, 21:42

A myślisz dlaczego Orban kupił Caracale od Francuzów,vs Leo, Lybxa i PzH od Niemców. A gaz od Putina.

Dalej patrzący
sobota, 24 października 2020, 11:57

@SSoviet kryj się - Przecież własnie piszę o większym zasięgu dla rakiet z mobilnych lądowych nośników. Które można umieścić u Bałtów - na Łotwie i Estonii. Czy ćwiczenia MJR w Estonii w 2019 niczego nie nauczyły? Polecam dla laików: https://www.defence24.pl/morska-jednostka-rakietowa-poplynela-do-estonii Orki do tego niepotrzebne, na dodatek zbyt mało mobilne w całym "cyklu operacyjnym" i zbyt mało dyspozycyjne. Nie mówiąc o kosztach - chyba nie muszę przekonywać, że ciężarówka jako nosiciel jest tańsza od OP? No i zasięg - większy o dystans z "dodatkowego" lądu względem odpalania z morza [i też - przecież nie przy brzegu]. Tym bardziej, że wątpliwe wejście OP w Zatokę Fińską. Nawet za II RP nasze OP miały czatować u wejścia do Zatoki Fińskiej na rosyjskie okręty, zwłaszcza pancerniki i krążowniki. Nie mówiąc o wykorzystaniu rakiet do projekcji siły na naszej ścianie wschodniej. Czy do szybkiego przerzutu np. do Rumunii - dla zwiększenia projekcji siły w regionie Morza Czarnego. W sumie - rozwiązanie tańsze, jednocześnie zapewniające dużo większy zasięg projekcji siły na znacznie większe terytorium. A nasz MON, IU i dowódtwo PMW niech zaczną wreszcie zamawiać [pod realne wymagania taktyczno-techniczne dla Baltyku] drony dla zbudowania min 4 linii kontroli-blokadowych. Plus niech się pofatygują do Indii - i zakupią rakietotorpedy SMART pozwalające na pokrycie projekcją siły na środki nawodne i podwodne - z brzegu z zasięgiem 650 km. Co w warunkach bałtyckich nawet w ramach NATO [a co dopiero w ramach współpracy ze Szwecją i Finlandią] pozwala uzyskać całkowite panowanie na Bałtyku na powierzchni i pod wodą. Zresztą i w tym układzie i Siewierodwińsk i bastion Krymu tracą mocno swoje znaczenie. Nie zdziwię się, jak Kreml nakaże budowę nowej bazy na wybrzeżu Arktyki - oddalonej o ca 2-3 tys km od Norwegii. Nie teraz, ale raczej mogą zacząć budowę w drugiej połowie lat 20-tych, gdy postęp cofania lodów w Arktyce będzie zapewniał sensowną dyspozycyjność nowej bazy po jej rozruchu w latach 30-tych. Gdyby PMW i MON było nieco ambitniejsze, to MESKO z OBR CTM i z Saabem i z Norwegami/Finami - by ulepszyło SMARTa pod warunki Bałtyku i Arktyki. Tworząc przy okazji produkt eksportowy wysokiej klasy. No, ale trzeba myśleć i chcieć i konsekwentnie realizować w ramach rewolucji generacyjnej RMA, a u nas są z tym problemy...co niestety marnuje nam szanse asymetrycznego zasadniczego rozegrania Rosji [nie tylko na Bałtyku], które mamy na tacy... Na razie w PMW cofamy się jakby w rozwoju w zdolnościach choćby ZOP - https://www.defence24.pl/marynarka-reanimuje-stare-zdolnosci-zapalniki-do-bomb-glebinowych-pilnie-poszukiwane Dobrze, że chociaż defilady PMW organizuje na poziomie...

Andy
sobota, 24 października 2020, 11:37

jeżeli AM wynegocjował zakup OP z rakietami z Francji i z budową w polskich stoczniach oraz autonomią w użyciu tychże pocisków ... to nie dziwię się że nastapiła głęboka rekonstrukcja rządu w wyniku której został odstawiony na boczny tor ... i nie ma dla niego i jego ekipy miejsca w mon i instytucjach odpowiadających za bezpieczeństwo państawa

Rain Harper
sobota, 24 października 2020, 11:27

A gdyby tak uznać, że osiągalnym i jedynym sensownym celem strategicznym są rury Nord Stream ? Na które nie trzeba rakiet z OP. I skupić się na tym, aby w razie W z tych rur pozostał jedynie stos złomu. A z gruntu na jakim zostały ułożone - niemożliwe do zagospodarowania rumowisko. I zadbać, żeby kacapy o tym wiedziały.

rzof
piątek, 23 października 2020, 23:39

Proszę państwa OP - tak ale z rakietami manewrującymi z głowicami jądrowymi operujący na oceanie arktycznym w zasięgu żywotnych celów dla potencjalnego przeciwnika i niech ich będzie min 6 szt. 3 na patrolu, 3 w porcie, tylko wtedy to ma sens, dziękuję za uwagę.

Rzof
piątek, 23 października 2020, 23:30

Proszę państwa OP - tak ale z rakietami manewrującymi z głowicami jądrowymi operujący na oceanie arktycznym w zasięgu żywotnych celów dla potencjalnego przeciwnika i niech ich będzie min 6 szt. 3 na patrolu, 3 w porcie, tylko wtedy to ma sens, dziękuję za uwagę.

hahahahaha
piątek, 23 października 2020, 20:35

"wprowadzenie na polskich okrętach podwodnych rakiet manewrujących ze względu na ich niewielką ilość nie zmieni równowagi militarnej w rejonie Morza Bałtyckiego. " czyli zbędny wydatek

Luka
piątek, 23 października 2020, 22:12

Niekoniecznie. Izraelczycy też trzymają ewentualnego przeciwnika w niepewności, bo ten nie wie jakie głowice zainstalowano na pokładach ich okrętów podwodnych. Sars -Cov20, a może i więcej?

jasio
sobota, 24 października 2020, 11:41

ale wiesz jakiego przeciwnika trzymają w niepewności ? Bo to bardzo ważne jest Do tego oni mają głowice atomowe a my nie

Taka prawda
sobota, 24 października 2020, 11:06

Co to za porownanie? Izrael ma na wszystkich Dolphinach Popeye z glowicami nuklearnymi czego Polska nie ma i miec nie bedzie! Izrael szachuje tym "dzikusow", ktorzy nie sa zadnym przeciwnikiem dla nowoczesnych armii - Polska uwaza za wroga jedno z dwoch najwiekszych mocarstw atomowych. Polska z Orka z MdCN straci tylko kase a moze co najwyzej jakas Estonie zaszachowac, postraszyc czy ewentualnie zaatakowac. Trzy OP, kazdy z kilkoma cruise missile, to moga w Rosji co najwyzej salwy smiechu spowodowac.

Juruk
poniedziałek, 26 października 2020, 00:20

No cóż.. Zapewniam Cię, ze salwa z tych okrętów nie wywoła żadnego śmiechu... Gdyby do niej miało dojść, znaczyło by to, ze wojska rosyjskie osiągnęły już swoje cele co najmniej na linii Wisły. Masz rację, ze w skali całej ogromnej Rosji te kilkanaście rakiet nie stanowiło by dramatycznej różnicy. Jednak rozsądne ich użycie spowodować by mogło olbrzymie szkody w infrastrukturze, propagandzie i morale ewentualnego agresora. To także jest składnik kalkulacji kosztów i efektów. Zarówno rozpoczęci wojny jak i jej toczenia. Pamiętaj, ze te okręty mogą operować wszędzie... Również na północnym szlaku komunikacyjnym, tak ważnym dla Rosji propagandowo.. Miejsc z których można wystrzelić rakiety o zasięgu powyżej tysiąca km i zaatakować Moskwę jest bardzo dużo. Od okolic Rygi przez Białomorski i Archangielsk. Do Petersburga jest jeszcze bliżej. Miejsc które można zaatakować by wywołać straty, panikę czy zniszczyć zapewnienia o niedostępności terenu Rosji jest jeszcze więcej. Te okręty będą kosztować Polskę bardzo dużo... Ale w cyklu życia tych jednostek, przez 30-40 lat Rosja będzie musiała wydać kilkukrotnie więcej na ich poszukiwanie i próby neutralizacji zagrożenia z ich strony. A i to do końca nigdy nie będą pewni póki choć jeden będzie w morzu, czy któregoś dnia coś im gdzieś nie spadnie i nie narobi kłopotu. Przypomnij sobie jaki krzyk się podniósł gdy Polska kupowała JASSMy do eFów... A co to da, a tylko 300 km, a bez sensu... Tak grzmiały komentarze rosyjskiej trollowni na wszystkich portalach. A tymczasem jednak już sama zapowiedz ich zakupu spowodowała, ze Rosja odwołała swoje plany budowy bazy lotniczej pod Baranowiczami na Białorusi.. Była by ona w ich zasięgu... Więc po co ryzykować.. W ten sposób uniknęliśmy rosyjskiej bazy i zagrożenia z niej płynącego. Tak wiec widzisz, może i nie o skutki pojedynczej salwy tu chodzi, a o koszty jakie Roskja musi ponieść by się przed nią zabezpieczyć. Przypomnij sobie, czemu Polska buduje bardzo drogą Wisłę i Narew? Na ich Iskandery i inne rakiety.. To są koszty które my musimy ponieść ze względu na ich uzbrojenie.. Na ich samoloty nasze wystarcza..

mat
piątek, 23 października 2020, 19:58

Jak bedziemy mieli wybudowana elektrownie atomowa,.to dopiero bedzie mozna kupic dwa OP z z USA

dim
piątek, 23 października 2020, 18:50

"...Ewentualne skutki użycia tych pocisków ..." - szkoda, że Autor nie przybliżył jaki to "ewentualny skutek" osiągnie się atakiem na Rosję, raptem kilkoma rakietami, o zawartości ok. 250 kg materiału wybuchowego każda ? Jakie są koszty utrzymywania takiego systemu i jak ich porównanie do kosztów ruchomych systemów lądowych ?

Maciek
sobota, 24 października 2020, 08:53

A elektrownie atomowe w Rosji ? L

Hubert
sobota, 24 października 2020, 11:16

Chwilę potem Polska stanie się radioaktywną pustynią.

Tja
sobota, 24 października 2020, 11:09

Guzik zrobisz takiej elektrowni, najwyzej sie wylaczy. Atak na strukture atomowa jest jednak, wedlug traktatow, atakiem nuklearnym i Rosja ma prawo odpowiedziec! Ty w ich elektrownie smiesznym MdCN a oni w ospowiedzi salwa Bulaw czy Topoli w Polske. Swietna taktyka, tylko pogratulowac!

Eter
niedziela, 25 października 2020, 17:09

W każdym możliwym scenariuszu to Rosją jest agresorem. Praktyka pokazuje że Rosjanie napadają swoich sąsiadów. Sąsiedzi musza posiadać broń która skutecznie odstraszy Putina .

SSoviet kryj się
niedziela, 25 października 2020, 15:23

"Atak na strukture atomowa jest jednak, wedlug traktatow, atakiem nuklearnym " - nie ma takich zapisów

Hubert
sobota, 24 października 2020, 02:40

Dokładnie. Przerost formy nad treścią. Dlaczego nikt z włodarzy nie kieruje się zasadą koszt-efekt? W godzinie W będziemy mieli najnowocześniejsze op na Bałtyku jak w 1939 , a nasi pancerniacy będą walczyć w czołgach i bewupach na których - lada chwila tak będzie - szkolili się ich dziadkowie.

SSoviet kryj się
piątek, 23 października 2020, 23:18

użyte z daleka zatopi całą waszą flotkę w Leningradzie, albo trafi w Kreml w odpowiednim momencie w odpowiednim miejscu :)

Dalej patrzący
piątek, 23 października 2020, 15:58

Czyli drogi nosiciel nam niepotrzebny - a najwyżej rakiety NdCM. Co i tak wątpliwe co do sensowności zakupu wobec likwidacji INF i planów nowych nowych "Tomahawków" USA, PrSM itp efektorów. Zupełnie się nie zgadzam z tezą, że wyjście Orek w Morze zmusi Flotę Bałtycką do wyjścia. To tylko spowoduje zwiększenie obserwacji satelitarnej, zwiększenia kontroli np. dronami dalekiego/średniego zasięgu, a pewnie i zbudowaniem rakietotorpedy dalekiego zasięgu - jak ostatnio Indie. Na ciasny [w istocie rozczłonkowana głęboko zatoka] i płytki Bałtyk w powietrzu i na powierzchni tylko rakiety i antyrakiety - a pod wodą drony, lekkie torpedy [też z dronów], ciężkie torpedy z lądu - no i rakietotorpedy dalekiego zasięgu. Plus siły dywersyjne specjalsów.

Juruk
sobota, 24 października 2020, 03:56

No może i Dalej patrzący, ale jednak nie za daleko.... Czemu uważasz ze te okręty będą operowały tylko na Bałtyku? Nie tylko pod Leningrad, ups Petersburg mogą pływać. Myślisz ze pod Murmańsk, Archangielsk nie podpłyną? To tam za rzadka woda? Właśnie tego boją się i Rosjanie i Amerykanie,... Zbyt duża autonomia w użyciu takiej broni nie jest im na rękę. Musieli by bardziej liczyć się z naszymi oczekiwaniami.. A Rosjanie nie byli by spokojni o swoje okręty na żadnym morzu świata gdyby doszło do konfliktu zbrojnego. Oni doskonale wiedza ze kto jak kto, ale Polacy im nie odpuszczą. Wiec będą musieli się jeszcze kilka razy zastanowić czy mimo swojego arsenału atomowego coś zaczynać... Koszty rozpoczęcia inwestycji w wojnę po prostu dramatycznie im wzrosną.

SSoviet kryj się
piątek, 23 października 2020, 23:21

jak to nie zmusi, jak zmusi, wystarczy że takli okręt podejdzie na mniej niż 1000 km do portu i ani satelitki ani drony nie pomogą, im bliżej tym mniej będą mieć czasu na reakcję, wiec tak czy siak ryzyko będą musieli podjąć

Jedi
piątek, 23 października 2020, 13:57

Ale przecież my nie mamy pieniędzy na okręty podwodne.

Tylko myślę
piątek, 23 października 2020, 13:48

Pieniążków na taki czy podobny zakup zwyczajnie nie ma i przewidywalnej przyszłości po prostu nie będzie a wypożyczenie/wykupienie szwedzkich OP stanie się trwałym "rozwiązaniem pomostowym" odsuwającym na greckie Kalendy program Orka. Dlaczego, to odpowie sobie każdy kto trzeźwym okiem spojrzy jaki zakup za oceanem - zadeklarowany ad hoc przez pana Błaszczaka musi wydrenować do samiutkiego dna resztki budżetowe pozostałe jeszcze w gestii MONu. Przy nadal - przypomnę, kluczowej acz okulałej już na dobre odbudowie obrony powietrznej kraju. Reasumując ; pomarzyć można.

OptymistaPl
piątek, 23 października 2020, 13:02

Powinniśmy negocjować pakiet 2 Scorpèny + 2 FREMMy (oczywiście wszystkie z MdCN) z jednoczesnym dołączeniem do programu Leo 3. Ilość okrętów nie zje naszego budżetu MON, a jednocześnie pozwoli wnieść nasz morski wkład w NATO, da ważne narzędzie polityczne i wskrzesi nasze stocznie!!!

dywersant
piątek, 23 października 2020, 12:25

Kupując coś od francuzów trzeba z automatu liczyć się ze stanowiskiem Brukseli w kwestii UE. Za 3 lata niech wyskoczą z sankcjami za praworządność, albo przyjmowanie uchodźców i kontrakt się skończy jak ruskim na Mistrale... hehehe. Projekty takie jak Orka to jest współpraca na kolejne co najmniej 15 lat i to trzeba brać pod uwagę!

Victor
piątek, 23 października 2020, 17:39

Rozumiem że cieszyło by Cię jakby jednak te Mistrale do Rosji dotarły. Co prawda pewien minister twierdził publicznie, że zostaną potem odsprzedane Rosji za dolara, ale okazało się to kłamstwem.

San Escobar
piątek, 23 października 2020, 11:11

Miały być 3 a nawet 4 nowe OP z pociskami manewrującymi a będzie szrot ze szwedzkiego wysypiska :) Brawo dojna zmiana

Bursztyn
piątek, 23 października 2020, 11:40

PGZ wojenna buduję 2x kormoran za 1. 3 mld pln

qaz
piątek, 23 października 2020, 10:06

Mariusz ty tak lubisz wszystko z napisem made in USA, amerykanie właśnie wycofują swoje okręty podwodne klasy Los Angeles to by było dopiero coś gdy taki okręt wpłynął do Gdyni a na nabrzeży Ty i PAD go witają. A bawisz się w jakieś szwedzkie popierdułki.

Tutejszy
piątek, 23 października 2020, 09:42

Dla mnie pojawienie się tego akurat tekstu, z takimi a nie innymi tezami w nim zawartymi jest dla mnie czytelnym dowodem na to, że deal ze Szwecją w sprawie przejęcia dwóch jednostek typu A-17 jako rozwiązania pomostowego na bardzo bliski pomyślnego zakończenia. Plus jeszcze kilka innych "zwiastunów", nawet i na tym portalu :-) Będzie dobrze - przejęcie A-17 pozwoli na wybór konkretnej oferty w ramach programu ORKA na spokojnie, bez ryzyka całkowitej dezintegracji struktur DoP. Bez konieczności wyboru pod przymusem. Zawsze można kupić uboty od Niemca :-)

Rgier
sobota, 24 października 2020, 03:46

Moglibyśmy mieć konwencjonalną triadę odstraszania a będziemy mieli duże wydatki i mierne skutki.

emigrant
piątek, 23 października 2020, 08:17

Jesteśmy jak piesek na smyczy Amerykanów, więc nie ma co marzyć o braniu pod uwagę tak dobrych ofert i dążenia przez nasz rząd do ich sfinalizowania. Tak wygląda to nasze "wstawanie z kolan". Żyjemy w wolnym i autonomicznym kraju... szkoda, że to tylko żart.

Piotr ze Szwecji
piątek, 23 października 2020, 08:10

Z artykułu tego wynika, że BBN zupełnie zwariował na punkcie okrętów nawodnych dla MW. By wynikało z tego artykułu, że ten BBN to bardzo niebezpieczne szkodniki, które próbują, w bardzo newralgicznym punkcie struktury państwa polskiego i dowodzenia WP, przeprowadzić jawny publiczny sabotaż zbrojeniowy na Polsce na skalę budowy tego zupełnie bezużytecznego 1 niszczyciela na Kampanię Wrześniową za 1/3 budżetu całego WP na wojnę z Niemcami. Polskie MW dziś można realizować wyłącznie w oparciu o okręty podwodne. Żadnego tutaj miejsca nie ma dla korwet, fregat, niszczycieli, krążowników, śmigłowcowców, lotniskowców czy pancerników. Nieważne czy ZOP, miny, rakietowe, liniowe, pościgowe, bojowe, konwojowe, patrolowe czy inne. W razie wojny można je wyłącznie zatopić w podejściach do polskich portów i tyle z nich było pożytku dla Polski na dzisiaj. Patrolowce ogólnie winny być wyłącznym zakupem SG a nie MW, nawet jeśli MW będzie miała śmigłowce, które będą mogły lądować na tych patrolowcach SG i operować z nich. Rzeczywistość 21 wieku jest oparta o drony, satelity i rakiety manewrujące, a zadania okrętów nawodnych są przejęte przez śmigłowce morskie (patrz sens ze śmigłowcowcami, bo to nie tylko desantowce), albo... właśnie okręty podwodne wyposażone we wszelkie rakiety i torpedy do rażenia celów pod wodą, nad wodą, w powietrzu, a nawet dzięki rakietom manewrującym także cele na lądzie. Potem kwestia jak duży OP może pływać na Bałtyku (i Morzu Północnym?), bo od wielkości zależy ile można amunicji weń upakować. Takich 3-6 OP winno zawsze być na stanie MW według mnie w każdym razie. Do tego lotnictwo MW i oczywiście piechota morska (z bateriami NSM). To zupełnie starczy dla MW do realizowania wszystkich swoich konstytucyjnych obowiązków. Proszę wziąć tylko pod uwagę, że nie sugeruję tego z powodów jakichkolwiek oszczędności czy utrzymania niskich kosztów. Pragnę, aby MW było ostre jak brzytwa i zupełnie mnie nie interesuje MW jako jakiś dyplomatyczny status dla Polski. Strategia asymetryczna w Polsce ma po prostu dla mnie sens, jak i realizowanie na bardzo krótkim dystansie wzdłuż brzegów Polski projekcji siły w kierunku na Rosję czy na Niemcy.

dim
sobota, 24 października 2020, 06:26

A gdy "nieznany sprawca" zaminuje pewnej nocy podejścia do polskich portów, statki zaczną podrywać się na minach, zagrożenie, że nikt więcej z armatorów nie zgodzi się tu płynąć, jak sobie poradzisz ? Ja osobiście przeżyłem taką sytuację w życiu dwa razy, jako marynarz i w tym momencie na statku, pomiędzy minami i z rozerwanymi innymi statkami w pobliżu. ... i natychmiastowo startują wtedy niszczyciele min wszystkich okolicznych marynarek.

Zawisza_Zielony
piątek, 23 października 2020, 08:09

Żadnej Orki nie będzie, to podpucha Mon aby dziennikarze mieli się czym zajmować.

piątek, 23 października 2020, 08:08

Tak kupmy oo...idealne do sabotażu obrony Polin...orka 10mld zł VIP 2,5 mld zł. Pilica 1mld,t72 1,5 mld , Leo 0 3,5 mld ...18 mld zloty w błoto zamiast ... myśliwców, homara,Narwi, Wisły

Grredo
piątek, 23 października 2020, 07:24

Jest to gotowy program przygotowany przez doświadczonych ludzi. Budują w Brazylii, Indiach, Wietnamie. Jsk tylko nastąpi zakończenie prac nad Narwią, można ruszać z tym wieloletnim projektem. Najlepiej połączyć go z Miecznikiem i zakupami 2-3 fregat FREEM. usa także będą uzupełniać dziury po OHP fregatami tego samego typu. Tak, to duże wydatki, ale to inwestycja w bezpieczeństwo i miejsca pracy dla specjalistów, którzy będą pracować w Polsce. Wystarczy, że Wisła, Homar i Harpia będą realizowane bez offsetu i realnego rozwoju polskiego przemysłu. Zdolności do odpalenia pocisków manewrujących są cenne. Nie wolno tylko zapomnieć o tym, że ktoś musi te cele rozpoznać i wskazać, by nie było jak z NSM ograniczonymi krzywizną Ziemi.

proszę o wyjaśnienie celowości ich posiadania
piątek, 23 października 2020, 16:04

A po co nam ponad 140m. fregaty?

Anonim
piątek, 23 października 2020, 01:58

Ile kosztuje pojedyńczy okręt tego typu ?

kj1981
piątek, 23 października 2020, 19:48

Ok. 3 mld zł.

dim
sobota, 24 października 2020, 06:29

4 greckie, bez takich rakiet (!), ale z innym nowoczesnym dodatkowym wyposażeniem bojowym i zapasem uzbrojenia, kosztowały dziwnym trafem prawie 4,5 mld Euro. I w dalszym ciągu Grecja dopiero zbiera pieniądze na zakupy nowoczesnych torped. Nieee... no jasne, że parlamentowi przedstawiano, przed podpisaniem kontraktu, znacznie niższe kwoty ! Potem okazało się, że "tak, ale !"

Fanklub Daviena
piątek, 23 października 2020, 00:24

Qrcze, wyobrażacie sobie Putina, gdyby Polska kupiła takie okręty? Cała rosyjska Flota Bałtycka uziemiona w swoich portach. Doskonałe OP, na trudnym do wykrywania OP Bałtyku. Kaliningradu nie wliczam, bo na niego Kraby wystarczą.

Rain Harper
czwartek, 22 października 2020, 23:22

Jak długo, po jakim rozpoznaniu i z jakim skutkiem Amerykanie ostrzeliwali Tomahawkami Serbów? Nacisk na rakiety to żaba podsunięta przez francuskich lobbystów.

asd
piątek, 23 października 2020, 09:24

Wojska serbskie zostały sparaliżowane natychmiast, w pierwszej dobie operacji.

THINK tank
piątek, 23 października 2020, 09:17

rakiety manewrujące z okrętów podwodnych mają absolutny sens jako instrument eskalacji/deeskalacji. Można nimi np. w sposób skryty (gdzie autor uderzeń jest, przynajmniej w pierwszych godzinach/dniach, trudny do ustalenia) atakować różne kluczowe (kreatywnie wybrane) cele militarne lub gospodarcze przeciwnika, tym samym zmuszając go do reakcji i podnosząc ponoszone przez niego koszty konfliktu, a przy okazji (i tu jest gwóźdź programu) przymuszając naszych sojuszników do zaangażowania się w rozwiązanie tego konfliktu czy jego deeskalację. To rodzaj dodatkowego ubezpieczenia na wypadek niechęci sojuszników do „umierania za Gdańsk”. Są w Polsce ludzie którzy to rozumieją. W Stanach zresztą też, stąd amerykańska blokada na zakup przez Polskę broni dalekiego zasięgu nie pozostającej pod ich bezpośrednią kontrolą (tak jak dziś JASSM, a w przyszłości ewentualnie Tomahawk). Tylko okręty podwodne mogą zapewnić taką zdolność w sytuacji Polski, oczywiście jedynie jeśli o użyciu rakiet decydować będą tylko władze polskie. Ale żeby to zrozumieć trzeba odejść od logiki przeliczania siły uderzeń na kilogramy materiałów wybuchowych w głowicach pocisków. A to wydaje się być zbyt trudne dla wielu.

dim
sobota, 24 października 2020, 06:32

Więc ile tych "kluczowych celów" zaatakujesz kilkoma rakietami i jakie będą szkody ? Przy czym kluczowe cele mają dobrą własną OPL, to te drugorzędne jej nie mają. A Rosjanie na pewno kupią sobie od Indii lub zrobią własne rakietotorpedy, które zaraz, po wystrzeleniu tych twoich kilku rakiet jasne, że wystartują. Zasięg kilkaset km, a Bałtyk - rodzaj większej kałuży.

THINK tank
poniedziałek, 26 października 2020, 08:37

Nad potencjalnymi celami też już pracowało w Polsce parę ekip. Są, i są możliwe do zniszczenia niewielką ilością rakiet. Obrona przeciwlotnicza – niszczenie nisko lecących z nieznanego kierunku pocisków nie jest proste, szczególnie jeśli się ich nie spodziewa (okręty podwodne są w stanie wystrzelić je w sposób skryty). Kluczowe jest tu planowanie tras lotu pocisków. Natychmiastowe i nieuniknione zniszczenie okrętu podwodnego po wystrzeleniu pocisków to mit. Satelity nie są tu przydatne (za mały obiekt), radary brzegowe też nie za bardzo. Trzeba mieć okręty, samoloty patrolowe lub drony w pobliżu miejsca wystrzelenia rakiet manewrujących przez okręt podwodny. W realiach konfliktu to także nie jest oczywiste / zapewnione. Jeśli nawet okręt zostanie wykryty, przeciwnik musi posiadać środki do jego zniszczenia zdolne do szybkiego użycia (torpedy, rakietotorpedy). Okręt przemieszczać się będzie pomiędzy salwami pocisków, więc tu też nie ma pewności zniszczenia. Na końcu mamy jeszcze systemy obrony przeciwtorpedowej. Jakimś dziwnym trafem siły morskie wielu państw dążą do wyposażenia swoich okrętów podwodnych w rakiety manewrujące. Także jakimś dziwnym trafem podwodnicy z wielu państw nie uważają wystrzelenia rakiety manewrującej za wyrok śmierci na swój okręt. Ale oczywiście oni wszyscy się mylą.

Paweł
niedziela, 25 października 2020, 15:13

wystarczy kilkanaście okrętów w Leningradzie zniszczyć, a rakietotorpedy nic wam nie pomogą

CdM
piątek, 23 października 2020, 09:14

Ale to działa w obie strony. Skoro nawet masowo strzelane Tomahawki nie zrobią (jakoby) wiele krzywdy, to to samo dotyczy Kalibrów i Iskanderów.

ryba
piątek, 23 października 2020, 08:56

tez jestem za pozyskaniem OP jak na dzis bez rakiet jako że sa pilnie potrzebne ,natomiast w pozniejszej perspektywie to rakiety by sie mocno przydały kiedy to OP mógł by sie podkraść np pod osłoną lotnictwa i coś tam na ladzie ważnego ustrzelić ( oczywiście w konfliktach równoległych) .Ale na teraz zrezygnował bym z wymogu posiadania wyrzytni rakiet.

Troll z Polszy
piątek, 23 października 2020, 08:54

A jassmy to burger podsunięty przed amerykańskich lobbystów

fajne
czwartek, 22 października 2020, 22:30

Coś konkretnego. Jakbyśmy zamówili może Francuzi przestali by się gniewać za te Caracale które dla nas były nie do końca doskonałe :)

rydwan
piątek, 23 października 2020, 08:58

nasze zakupy to nie koncert spełniania czyichś zachcianek ,to zakupy sprzetu potrzebnego na już i to bez oglądania sie czy nie .

ech...
piątek, 23 października 2020, 07:40

Tiaaa.... Gawiedź w każdy bzdet uwierzy. Może przypomnieć od kiedy mówi się o nowych OP? Nie będzie żadnej "orki" chyba że pomostowo docelowy zmodernizowane z użyciem WD40 OP z poprzedniego wieku.

Potrzeba
czwartek, 22 października 2020, 23:53

A może by tak wstać z kolan i nie włazić wszystkim kolejno? Pomiatają nami na lewo i prawo, bo się im dajemy, a poklepywać będą wyłacznie jeżeli zobaczą w tym swój partykularny interes. Nawet zaczęli niedawno nochala wpychać w żywotne interesy naszego kraju na wschodzie, co można ująć przez stwierdzenie, że: "włażą nam na łeb i nie znają geografii". Za te miliardy oraz podkulenie ogona niewątpliwie mogą okrzyknąć nas europejczykami, czy państwem praworządnym, ale równie dobrze mogą zawołać frajerzy. Nie ma absolutnie żadnego powodu by tak się poniżać. Jeśli nie będzie lepszej oferty, to trzeba handlować, ale nie dla poprawy humorów/nastrojów, bo taka decyzja może być szkodliwa i obarczona olbrzymim politycznym ryzykiem w obliczu sypiącej się Unii. A ta się sypie, bo nie ma i nie będzie wspólnej wizji dotyczącej konsolidacji, gdyż każdy kraj chce by ten polityczny behemot realizował jego interesy, co jest nie do pogodzenia. Czy brał Pan pod uwagę, że OP mogą nie zostać ukończone z uwagi na rozbieżność w postrzeganiu geopolityki?

Jan
piątek, 23 października 2020, 09:48

Brawo! Kluczem jest samodzielna polityka zagraniczna i polityka wewnętrzna wolna od nacisku europejskich "elit". Mówiąc jeszcze dosadniej, posyłanie "na drzewo" każdego, kto chce nas pouczać, albo wykorzystać. Dokładnie to co już się udało zrobić z delegacją, która zapowiedziała swój przyjazd po kasę na mocy słynnej ustawy 447, w maju ub. roku

ORP ŚLĄZAK nie jest w stanie obronić się sam więc jak miałby bronić innych ????????? MARYNARKA WOJENNA MA OBECNIE ZNACZENIE SYMBOLICZNE
czwartek, 22 października 2020, 22:00

Obecnie nasza marynarka wojenna ma wartośc chyba jedynie symboliczną ----- ORP ŚLĄZAK jako nośnik takiego a nie innego uzbrojenia nię bedzie w stanie sie sam obronić a co dopiero bronić innych jak by miał czym ?????????? 75 mm ????? czy może 30 mm ????????? bez szczelnej OPL nad sobą ten okre nie bęzie miał zadnej wartości bojowej a gromy (ich zasięg) plus 30 mm merliny nie zapewnią mu szczelnego parasola antydostępowego

As
czwartek, 22 października 2020, 21:27

Program Orka to jeszcze przez sto lat tajny program malowania jednostek z czasów Układu Warszawskiego.

zibi
czwartek, 22 października 2020, 21:08

Po programach o kryptonimie Orka czy Miecznik pozostało już tylko wspomnienie, teraz to co najwyżej jakaś Szprotka bedzie, o ile będzie......

Z prawej flanki
czwartek, 22 października 2020, 20:57

A może przestaniemy sobie roić o pociskach manewrujących, dla których okręty podwodne są najdroższą platformą przenoszenia? Może skończymy też udawać że 10 takich pocisków przenoszonych przez okręt to jakakolwiek siła odstraszająca? Jak już to pojmiemy, będziemy mogli w końcu przestać się pultać i zamówić trzy 214/212 od niemców, z leasingiem jednego/dwóch okrętów na okres do dostarczenia zamówionych jednostek. Obecnie jedyne logiczne wyjście przed którym MON broni się jak może, bo oznaczało by konieczność podjęcia realnego działania i wydania realnych pieniędzy. Majacząc o pociskach manewrujących można jeszcze kolejne 5 lat zasłaniać się analizami i tym samym pieniędzy nie wydawać.

Lord Godar
piątek, 23 października 2020, 08:35

Może to kosztowna platforma , ale bez wątpienia bardzo skuteczna i praktyczna . Do tego wymusza na Rosjanach kontr posunięcia , które nie są dla nich wygodne i praktyczne . Z pewnością trollownia ruska będzie tu podnosić argumenty , że takie OP nie mają szans na Bałtyku , że ruskij fłot je zniszczy bez wychodzenia z portów , ale to tylko będą jęki bezsilności , bo bez wyjścia z portu czy bez szeroko zakrojonych działań lotnictwa nie da się takich okrętów wyeliminować , a dodatkowo napęd AIP robi swoje ... To będzie wymagało od Rosjan kolejnych inwestycji w swoje siły i środki w Kalince i ogólnie na Bałtyku , bo obszar i zasięg oddziaływania tak uzbrojonych OP będzie znacznie większy niż tylko Zatoka Gdańska ... A z kasą na te inwestycje w Rosji jest co raz trudniej .

Z prawej flanki
piątek, 23 października 2020, 18:13

Czego nie zrozumiałeś z mojego komentarza? Nowoczesne okręty podwodne dla MW- tak! Jak najszybciej! Idiotyczny wymóg przenoszenia pocisków manewrujących- nie- to zwyczajne sabotowanie potrzebnego zakupu.

Motor
niedziela, 25 października 2020, 18:38

Niedlugo MW przestanie wogole istnieć a wogole po co nam wogole MW skoro można tylko lądowe nośniki mieć..... Sami eksperci którzy myślą że wojna na Bałtyku wygląda jak w 1939 roku a okrety pidwodne to muszą większość czasu pływać po powierzchni i strzelać torpedami do transportowców.

Davien
sobota, 24 października 2020, 13:46

Nowoczesne OP tak, wymóg mozliwości przenoszenia przez nie manewrujacych tak samo na 100% ale same pociski juz niekoniecznie. I nei ejst to żadne sabotowanie ale dodatkowe, skuteczne uzbrojenie dla OP.

Z prawej flanki
wtorek, 27 października 2020, 22:42

Tak, to jest sabotowanie programu- dodanie takiego wymogu całkowicie zaorało program- niepotrzebnie go skomplikowało, zwiększyło szacowane koszty- w praktyce program stanął bo tylko jedna oferta spełnia wymagania. I nie- pociski manewrujące na OP nie są w naszych warunkach skuteczną bronią. Ich użycie z tej platformy nie daje nam żadnych korzyści, a jednocześnie wyklucza się z wykonywaniem podstawowych zadań OP na Bałtyku- każde wystrzelenie takiego pocisku zdradza bowiem pozycję okrętu a więc likwiduje największą zaletę użycia OP- skrytości ich operowania.

Davien
piątek, 30 października 2020, 18:08

Nie, dodanie wymogu by mogły przenosić manewrujące jest jak najbardziej zasadne I Tak, pociski manewrujace są w naszych realiach skuteczną bronią ale uzyte zgodnie z przeznaczeniem. I nie, odpalenie takiego pocisku nie zdradza pozycji OP, no chyba ze po powierzchni nd OP pływa własnei wrogi okręt nawodny.

Z prawej flanki
czwartek, 5 listopada 2020, 17:52

No litości... ileż można? Jaką korzyść miało by nam dać umieszczenie pocisków manewrujących na platformie morskiej, zamiast na lądowej? Poza tym że OP są platformą droższą o kilka miliardów? OP są Marynarce potrzebne by kontrolować południowy Bałtyk, i blokować bazy Floty Bałtyckiej- rakiety manewrujące nie są do tego potrzebne. Ich użycie, przy jednoczesnej realizacji wymienionych, podstawowych celów, jest niemożliwe.

piątek, 23 października 2020, 08:11

Po co ci op? Wilcze stada będziesz tworzyć? Może dywersję wyrzucisz w jedną stronę w jakimś mieście portowym sąsiada ? Może będziesz ganiał op sąsiada po morzach i oceanach? Lepiej 6 myśliwców kupić lub satelitę wojskowego

Z prawej flanki
piątek, 23 października 2020, 18:20

Po co okręty podwodne? Na naszych wodach lub ich bezpośredniej bliskości masz 4 głębsze obszary: Głębia Bornholmska, Głębia Gdańska, Głębia Gotlandzka oraz Rynna Słupska. Właściwie jedyny bezpieczny szlak dla okrętów z Basenu Gotlandzkiego do Basenu Bornholmskiego prowadzi przez Rynnę Słupską. Wystarczy postawić tam dwa okręty podwodne i żadna jednostka czy to nawodna czy podwodna nie zbliży się do Bornholmu, a co za tym idzie cała Zatoka Pomorska będzie od strony morza zabezpieczona. A rozmieszczając w Głębi Gotlandzkiej OP przed rosyjskimi blokujemy właściwie całą Flotę Bałtycką w Kronsztadzie.

Rain Harper
czwartek, 22 października 2020, 23:23

Albo od Szwedów.

Z prawej flanki
piątek, 23 października 2020, 00:21

Szwedzi nie mają gotowego produktu i nie maja na leasing docelowych okrętów na których moglibyśmy szkolić załogi przez te ~6 lat potrzebnych na dostarczenie pierwszej jednostki

Stefan
czwartek, 22 października 2020, 22:23

No oczywiście, bo przeniesienie działań wojennych na teren przeciwnika to fanaberia? Stworzenie realnego zagrożenia, że wojna nie ograniczy się tylko do oglądania w TV, ale może przelecieć coś za oknem zadziała odstraszająco. Nie jest to ilość wystarczająca do wygrania wojny, ale do odstraszania wystarczy. Szczególnie, ze okręt podwodny to jeden z najtrudniejszych do wykrycia typów uzbrojenia. Szczególnie na Bałtyku, czy Morzu Północnym.

anakonda
piątek, 23 października 2020, 09:00

jedna rakieta losów nie zmieni , taka rakiete można wystrzelic tez z nawodnych jednostek które sa wiele tańsze oraz z ladu ( taki Popeye to zasieg 1500 km )

Davien
piątek, 23 października 2020, 12:57

Popeye II I Popeye Turbo sa pociskami wyłącznie lotniczymi i maja zasieg do 78km. Nie myl z Popeye Turbo SLCM który z poprzednimi nei ma nic wspólnego poza nazwą. Ten ma zasieg ok 1500km ale jest odpalany wyłacznie z OP i wyłacznie z głowicą jadrowa.

Adr
piątek, 23 października 2020, 08:56

30 konwencjonalnych rakiet ma odstraszyć Rosję..... Dobre..... Z 300 z ciężarówek w mosty, wiadukty, składy amunicji, lotniska, mogłoby za działać na korzyść wojsk operacyjnych...... Warunkiem C4ISR(w tym ammo tym krążącą atakująca w czasie rzeczywistym cele ruchome) i tarcza w postaci Opl..... żeby wiedzieć w co i kiedy strzelać i zgrać to w czasie z wojskami operacyjnymi wykonującymi kontruderzenie ..... Wunderwafe nie istnieje poza bronią A jak w KRLD..... Odstraszają całe siły zbrojne złożone z uzupełniających się komponentów

Z prawej flanki
piątek, 23 października 2020, 00:18

Tak, to jest fanaberia. Wojna i tak będzie się toczyła na terytorium przeciwnika- patrz, okręg kaliningradzki. A jeśli myślisz że te 30 rakiet które w teorii (i tylko w teorii) mogli byśmy posłać na obiekty cywilne jedzie odgrywało jakąkolwiek rolę w kalkulacji potencjalnego agresora, to jesteś ignorantem. Jak chcesz mieć potencjał odstraszania, to trzeba mieć pociski manewrujące na platformie lądowej. Przynajmniej 18-24 baterie i 216-288 pocisków.

Paweł
piątek, 23 października 2020, 23:34

co wy chrzanicie, po pierwszy OP mogą przemieścić się znacznie bliżej newralgicznych instalacji NPLa co "wydłuża" zasięg rakiet o kolejne setki jeśli nie tysiące km, po drugie po jednej takiej rakiecie na OP NPLa i nie ma swojej floty, przecież nikt nie będzie tym ostrzeliwał koszar na Boga....

Z prawej flanki
sobota, 24 października 2020, 21:24

A do czego ty chcesz strzelać na te "tysiące km" skoro my nie mamy rozpoznania nawet na 100km? Od granic polski do Moskwy jest ok 900km. Do Petersburga- 800km- jakie to wartościowe cele masz na wschód od Moskwy, że potrzebujesz wydłużać zasięg pocisków manewrujących, sadzając je na OP? Pomijając już to, że wiele to zasięgu nie wydłuży, bo przecież do Zatoki Fińskiej nasze OP nie wpłyną- była b to dla nich pułapka. A już opowiadanie, że pociskami manewrującymi zniszczymy flotę bałtycką, świadczy że nie masz zielonego pojęcia o czym mówisz...

Paweł
niedziela, 25 października 2020, 15:10

A satelity to konieczność w takiej sytuacji to jasne, wystarczy że wyjdą na Morze Arktyczne, i na północny Bałtyk, po drugie jak nie zniszczą jak zniszczą, jeśli nie całą to te najważniejsze komponenty - przypominam ci znafco wojnę o Falklandy HMS Sheffield, s\s Atlantic Conveyor HMS Glamorgan gdyby Argentyna miała więcej pocisko straty Angoli byłby większe tak że nie ględź bo chyba sam nie masz pojęcia o czym piszesz

Z prawej flanki
czwartek, 29 października 2020, 09:41

Jeśli chcesz dyskutować, to pasowało by odróżniać rakiety przeciwokrętowe od rakiet manewrujących...

Ciemny Lud
czwartek, 22 października 2020, 20:54

M.zd. tych kilkanaście czy kilkadziesiąt rakiet nic nie zmieni. Posiadanie OP dla Polski ma taki sens, że mogą blokować rosyjskie porty czy też zajęte przez Rosję porty w krajach bałtyckich, nadają się do działań wywiadowczych, skrytego wysadzania dywersantów, do działań na infrastrukturze podwodnej (rurociągi). W tej sytuacji z zaprezentowanych Polsce ofert OP ciekawa jest szwedzka z uwagi na dok. na A26, który daje szansę na działania dywersyjne lub przenoszenie podwodnych dronów. Dodatkowo jeśli mówi się o rakietach manewrujących do o ile pamiętam Kongsberg pracował nad możliwości strzelania NSM z wyrzutni torpedowej i przedłużeniem ich zasięgu do 300 Mm co pozostawia w zasięgu z centralnego Bałtyku okolice Petersburga, Kaliningradu i ewentualnie zajętych krajów bałtyckich. I tylko to wydaje się mieć sens. Ale ja nie jestem fachowcem.... niemniej zawsze mnie bawi jak fachowcy piszą o jednostkach dla PMW, dla których w razie konfliktu pozostanie tylko jeden port na polskim wybrzeżu (o długości 100 m i więcej).

Lord Godar
piątek, 23 października 2020, 08:39

Do zadań dywersyjnych czy rozpoznawczych nadają się bardziej mniejsze OP niż te proponowane w programie Orka , natomiast w cenach stricte rozpoznawczych to w obecnych czasach o pilną potrzebę opracowania i wprowadzenia wołają podwodne drony .

piątek, 23 października 2020, 08:15

A co zrobiła marynarka bolandy w 39... Uciekła cześć a część poszła na dno ...tylko działa okrętowe się do czegoś nadały ...siły powietrzne i rakiety a nie walka o Litwę naszymi okrętami ,które nic nie zrobią...o obronie Litwy panie kolego decydują Niemcy a nie twoje ego rodem z siedziby śmigłego i jarka

Ciemny Lud
piątek, 23 października 2020, 15:29

Doświadczenia z przeszłości są ważne. Ale czemu tylko z 39? Nikt nie każe walczyć "o Litwę". Ale jest NATO a przy pełnoskalowym konflikcie państwa bałtyckie będą terenem starcia. Zresztą do kogo ja piszę..... zawsze są wiedzący lepiej. Finom, Szwedom też pewnie flota niepotrzebna.... bo siły powietrzne i rakiety.

Kiks
piątek, 23 października 2020, 00:10

Po co mieć cokolwiek.

KrzysiekS
czwartek, 22 października 2020, 20:31

A w ogóle po co tu piszemy pan MB kupuje to co mu każą pod potrzeby innego państwa. Jeżeli A-26 wpisze się w interes tego państwa to go kupią. W najbliższym czasie ani Francuskie ani Niemieckie okręty nie mają szans.

Kolumeta
czwartek, 22 października 2020, 20:31

Jest jeszcze Korea Południowa, która rozpoczyna właśnie budowę OP KSS III, uzbrojonych w rodzime, koreańskie pociski manewrujące oraz napęd AIP.

Kiks
piątek, 23 października 2020, 00:11

Jeżeli zawierają technologie licencyjne to możesz zapomnieć.

Najlepsza propozycja dla polskiej ORKI --- MARYNARKA ZYSKAŁA BY JAKO STRATEGICZNY CZYYNIK OBRONY KRAJU
czwartek, 22 października 2020, 20:22

Najlepsza propozycja dla polskiej ORKI --- MARYNARKA ZYSKAŁA BY JAKO STRATEGICZNY CZYNNIK OBRONY KRAJU

piątek, 23 października 2020, 09:19

Z całą pewnością byłoby to zgodne z interesami marynarki, tylko pytanie czy akurat interesy marynarki są na pewno zbieżne z interesami obronności jako takiej, w warunkach konkurencji i ograniczone zasoby.

ursus
czwartek, 22 października 2020, 19:58

Zamiast trzech okrętów nawodnych i podobnej ilości "Orek" będą ze dwa aerostaty dedykowane pozorowanej MW. Skoro minister Błaszczak nie potrafi wyskubać nawet trzech miliardów na granatniki, to nie można oczekiwać kompleksowego podejścia w dużo kosztowniejszych programach - tymbardziej, że Orkami Warszawy bronić nie będziemy. Zgadzam się natomiast z pomysłem dotyczącym rakiet manewrujących na nośnikach kołowych - wielka szkoda, że z powodu marnego zarządzania szczytem możliwości wydaje się być jedynie namiastka balistycznego systemu Homar.

Kowalskiadam154
czwartek, 22 października 2020, 19:32

Nie będzie żadnych nowych okrętów podwodnych bo zwyczajnie brakuje kasy

czwartek, 22 października 2020, 21:00

Właśnie po co pisać o ofertach jak gołodupiec nie ma za co kupić? może kupią jeden 30-to letni bo w naszych obecnych marynarze mogą się potopić!

ryba
piątek, 23 października 2020, 09:05

nie tyle nie ma za co kupić ale ma ważniejsze programy jak np Borsuk OPL w całości i Mustang który kwiczy jak narazie.

Patcolo
czwartek, 22 października 2020, 19:29

Tutaj nie ma co dyskutować tylko brać.

Lord Godar
piątek, 23 października 2020, 08:40

Tu nie można brać , ani nawet dyskutować . Nie jest amerykańskie , więc nie ma o czym mówić ...

mnal
czwartek, 22 października 2020, 19:13

nowe okrety podwodne z manewrujacymi/ a po co to komu a na co to ??? wystrczy ze kupimy stary 30 letni zlom na ktory bedziemy wydawac kase na remonty serwisy gruby hajs przez nastepne 30 lat. polska armia w pigulce.

Gras
czwartek, 22 października 2020, 19:10

A było by tak pięknie. Choć te trzy okręty podwodne z rakietami. Szkoda ze rząd za z USA A nie w Warszawie.

Gdynianin z Rumi
czwartek, 22 października 2020, 19:01

Szanowny Panie Autorze, Barracuda strzela rakietami albo wystrzeliwuje rakiety. Nie psujmy dobrego artykułu błędem w tytule. Pozdrawiam.

KrzysiekS
czwartek, 22 października 2020, 18:36

Super okręty tylko pytanie koszt efekt. Może jednak sojusz ze Szwecją i A-26 bez rakiet manewrujących jest bardziej efektywny? Rosja na Bałtyku i tak NATO nie podskoczy. Bałtyk wygląda że przez wszystkie strony jest szachowany.

Victor
piątek, 23 października 2020, 12:08

Sojusz z neutralnym krajem spoza NATO może być tylko na papierze. W czasie II ws Szwecja od której kupowalimy uzbrojenie potrafiła tylko internować nasze op żeby nikogo nie drażnić. Tak byłoby i tym razem.

Monkey
piątek, 23 października 2020, 18:42

Szwecja owszem, internowała nasze okręty, ale była sondowana szansa ich zwolnienia. Całkiem spora. Ale zanim zaczęliśmy negocjacje niestety doszło do zakończonej sukcesem operacji „Weserübung” i Szwecja znalazła się w niemieckich kleszczach.

San Escobar
czwartek, 22 października 2020, 17:49

Wszystko ładnie i pięknie tylko że rządzący całkowicie uwalili program Orka i w zamian tego chcą nabyć okręty podwodne ze szwedzkiego szrotu :)

ryba
piątek, 23 października 2020, 09:08

szrot w pełni sprawny zdolny do działania napewno sprawdzi sie lepiej w służbie niż jego brak a programów do modernizacji mamy całą masę.

Monkey
czwartek, 22 października 2020, 17:49

Jeśli chcemy mieć pociski manewrujące na naszych okrętach podwodnych, będziemy musieli przeprosić się z Francuzami. Jeśli nie chcemy mieć takiego uzbrojenia, to obie pozostałe oferty są równie dobre.

A-26
czwartek, 22 października 2020, 17:43

Rzut na taśmę czy rozpaczliwa próba wykorzystania ostatniej szansy? A co napędem AIP? Tragiczna MESMA czy wiecznie w fazie prototypu, nie wdrożony do pracy operacyjnej FC2G? Sygnatura akustyczna projektów francuskich jest doskonale znana w Rosji. Jedynym jasnym punktem propozycji francuskiej jest pocisk MdCN. Kadłub taki sobie, AIP praktycznie brak. To ja już wolę wybrać genialny kadłub A26, z bardzo dobrym napędem Stirlinga Mark V i poczekać na NSM-SL. Na Bałtyku naszym naturalnym sojusznikiem jest Szwecja i... Estonia :-)

el ninio
piątek, 23 października 2020, 06:00

Szwecja jest neutralna wiec to sojusznik tylko na czas pokoju. Scorpene ma juz nowy AIP od siemensa w ktorym wodor otrzymywany jest z oleju napedowego

A-26
piątek, 23 października 2020, 17:40

Czyli FC2G jest "takiese"? :-)

z branży
czwartek, 22 października 2020, 19:56

Taa, Scorpene ma jednak jedną przewagę nad A26 – istnieje i pływa. AIP – Francuzi, jak każdy dostawca, zintegrują AIP (FC2G) na pierwszym okręcie zamówionym z takim napędem, czy to w Indiach, czy to w Niderlandach, czy to w Polsce ;) . Jego rozwój jest zdaje się zakończony. Z A26 jest na razie parę systemów zamontowanych na 2 Gotlandach, zresztą niemieckich (sonary), francuskich (peryskop) czy amerykańskich). Szwedzki jest tu głównie AIP. Same A26 mają na dziś 4 lata opóźnienia, a ich budowa dziwnie się ślimaczy. Koszty wzrosły za to o ponad 50%. Sam Saab Kockums, który nota bene ledwo zipie finansowo (polecam lekturę raportów kwartalnych), ma 20 lat przerwy w budowie okrętów podwodnych – co widać po tempie budowy A26, nie ma na dziś zdolności do przeprowadzenia transferu technologii, i – last but not least – ma najgorszą ofertę przemysłową dla Polski (brak budowy okrętów w Polsce, zerowy dodatkowy zwrot przemysłowy). Widać to dokładnie po ofercie na modernizację Sodermanlandów („gap fillerów”) – nie ma w niej żadnego udziału polskich stoczni. Nie ma też szans utrzymać się na rynku eksportowym – jedyny potencjalny klient na nowe okręty podwodne to na dziś Niderlandy, a tam, mimo sojuszu z Damenem, nie idzie Szwedom zbyt dobrze. W szczególności jeśli weźmie się pod uwagę nowych, agresywnych i tańszych, graczy na rynku światowym konwencjonalnych okrętów podwodnych: Koreę Płd. (transfer technologii w Indonezji) i – niedługo – Turcję. NSL SL jako zamiennik NCM (lub TLAM)? Wolne żarty. Na dzień dzisiejszy istnieje makieta i powerpointy. Jego rozwój ma zostać dopiero sfinansowany z niemiecko-norweskiego programu okrętów podwodnych 212CD, który na dziś nie jest podpisany i ma już 3 lata opóźnienia. NSM SL nie będzie pociskiem manewrującym – brak mu TERPROM, ma mieć głowicę 120 kg (2x mniejszą od konkurencji), ma podobno mieć zasięg do 600 km (choć słychać też o 300 km). O bzdurach typu „taki sobie kadłub” i „genialny kadłub” nie ma nawet co pisać.

LBN
niedziela, 25 października 2020, 19:29

Pierwszy mądry komentarz.

Davien
czwartek, 22 października 2020, 21:58

Małe sprostowanie: NSM SL ma system TERCOM i nigdy nie miał być zamiennikiem MdCN czy Tomahawka, to pocisk pokr z mozliwoscia ataku na cele naziemne

A-26
czwartek, 22 października 2020, 20:47

@z_branży - czyżby alter ego Autora? ;-) Polecam lekturę znanych doniesień o opóźnieniach w realizacji megakontraktu w Australii - gigantyczne opóźnienia, pikujące w górę koszty: www.afr.com/politics/federal/scathing-report-on-50b-submarine-project-20200114-p53rdo W Malezji to samo + wątek korupcyjny: www.defenseindustrydaily.com/scorpenes-sting-liberation-publishes-expose-re-malaysias-bribery-murder-scandal-05347/ Tak więc, drogi Boczku, pudło. Oferta francuska to najgorsza możliwa opcja, jaką mamy do wyboru. :-)

Davien
piątek, 23 października 2020, 08:04

NO jak patrzysz na Australie to mamy choćby skopane Collinsy( ups to Szwedzi) których to Szwedów w Australii nawet do przetargu nie dopuszczono:) Korupcja w Malezji nie dotyczyła Scorpene ale innej nieco sprawy i miąła swoje korzenie wyłacznie po stronie malezyjskiej

z branży
piątek, 23 października 2020, 07:37

Ani alter ego autora, misiaczku, ani też Boczek (czyli pewien b. komandor pracujący dla tkMS). Ewentualne (bo niepotwierdzone przez Zamawiającego – MON Australii, a chyba oni powinni to wiedzieć, c’nie?) opóźnienia w Australii czy historie DCN/DCNS/Naval Group z Malezji (swoją drogą karygodne i nadające się na film sensacyjny) nie zmieniają w niczym opóźnień, wzrostu kosztów i generalnego rozgrzebania budowy okrętów A26 (dwa scalone kawałki tylnej części kadłuba pierwszego okrętu serii, bez wyposażenia, po pięciu latach budowy, jak wynika ze zdjęć i filmów publikowanych przez Saab Kockums), ani braku perspektyw utrzymania się na rynku przez Saab Kockums. W tym kontekście arcyzabawne (inaczej) jest angażowanie się naszego MON w wieloletnią współpracę z takim partnerem przemysłowym – nie dającym szans na dopływ nowych technologii (bo ich nie rozwija i nie pieniędzy na ich rozwój – żeby mieć pieniądze trzeba mieć zamówienia), „nie umiącym” robić transferów technologii, nie oferującym szans na zlecenia eksportowe (bo ich nie ma i nie będzie mieć). Swoją drogą Stirling na zmodernizowanych A19/Gotlandach i A26 to chyba Mk IV (przynajmniej według Saab Kockums i Jane’s) a nie Mk V. Jeszcze mała korekta do mojego poprzedniego wpisu – na A19 po MLU zamontowany jest też szwedzki CMS (SESUB 980), taki jak ma być na A26.

Davien
czwartek, 22 października 2020, 18:33

Taak, jak masz zamiar robic za królika doswiadczalnego dla szwedów Australia to juz przerabiała) to wolna droga:) A co do MESMA to jest to w pełni sprawny i niezawodny naped AIP wiec daruj sobie te bajki.

A-26
czwartek, 22 października 2020, 20:08

Taaa.... MESMA "to jest to w pełni sprawny i niezawodny naped AIP" o charakterystyce akustycznej porównywanej z OP o napędzie nuklearnym. Jedynym typem OP, gdzie zdecydowano się zastoswać ten "w pełni sprawny i niezawodny napęd AIP" jest pakistański HAMZA typu AGOSTA90B i po tym jednym jedynym przypadku nikt więcej nie chce mieć siłowni MESMA na swoich okrętach. Jedynym głośniejszym od MESMA typem siłowni jest klasyczny diesel idący na chrapach. Byle jaka torpeda z głowicą wyposażoną w czujniki akustyczne nie daje żadnych szans takim siłowniom. Nie bez przyczyny sami Francuzi uznali siłownię typu MESMA za ślepą uliczkę i rozwijają siłownię typuFC2G. Jednakowoż nikt na świecie nie zdecydował się kupić to cudo geniuszu inżynieryjnego. W odróżnieniu od powyższych, szwedzie siłownie oparte na silniku Stirlinga rozwijane są już w piątej generacji, są wdrożone na kilkudziesięciu OP kilku typów w kilku MW na całym świecie. Tak że tego... :-)

Davien
czwartek, 22 października 2020, 22:02

Widzisz dziecko, Francuzi nie uznali MESMA za ślepa uliczkę, naped oparty na ogniwach paliwowych bedzie tak samo oferowany jak MESMA, Pakistańczycy na AIP na Hamzie nie narzekali, ba, stwierdzili że był bardzo dobry i niezawodny. Tyle ze Francuzi nie uzywaja klasycznych OP tylko jadrowe.

Nikt
czwartek, 22 października 2020, 17:37

Warto zadać sobie jedno pytanie, czy trzy konwencjonalne okręty pdowodne każdy z kilkoma-kilkunastoma(zależy czy załaduje się tylko pociski manewrujące czy też takzę torpedy/pociski pokr do samoobrony) są grą wartą świeczki, bo powiedmy sobie szczerze. Przy wymaganiach w ilości pocisków wystrzelenie pojedynczej salwy 18 pocisków(6 wyrzutni na każdum ze Scorpene przy pełnej gotowości) to jak nic i wymaganie możliwości odpalania PM jako ważny wymóg brzmi wręcz absurdalnie. Jako dodatkowy plus, spoko. Jako wymaganie, abusrd.

rere
czwartek, 22 października 2020, 17:24

obecna władza jest obrażona na Francję i nici

kruk
czwartek, 22 października 2020, 17:19

Nagle się okazuje, że zły, straszny, Antoni Macierewicz działał na korzyść Polski negocjują rakiety manewrujące i zamawiając min. 1000 szt Warmate. Nasz sojusznik postanowił go wymienić. Dostawy Warmate oczywiście też wstrzymano.

LOL
czwartek, 22 października 2020, 20:52

Nie, działał na jej szkodę. Pociski maewrujące nie są nam do niczego potrzebne, a postawienie takiego wymogu całkowicie zatrzymało program, spóźniony 10 lat. To czysty sabotaż. Nie zamówił też 1000 warmate, tylko 100, z OPCJĄ na kolejne 900. MON oczywiście opcji przewidzianej w kontrakcie nie wykorzystał.

Polak z Polski
czwartek, 22 października 2020, 17:06

Wszystko przemawia za opcja francuska. Panie Płaszczak załatw pan finasowanie kontraktu na minimum 4 okręrty spoza budżetu MON.

Duńczyk Bałtycki
czwartek, 22 października 2020, 17:05

Panie Maksymilianie. Nie ma Cieśnin Duńskich, ale są ... Cieśniny Bałtyckie. Pozdrawiam serdecznie!

Lem
czwartek, 22 października 2020, 20:20

Jest Cieśnina Duńska, ale leży pomiędzy Grenlandią a Islandią. Ot taki żart kartografów ;)

Qwe
czwartek, 22 października 2020, 19:10

A w jakiej to szkole??? Panie "geograf" właśnie że są to cieśniny duńskie

Magellan
sobota, 24 października 2020, 12:54

Szukałem tych cieśnin i znalazłem... jedną. Pomiędzy Islandią a Grenlandią. Przypadek? Nie sądzę.

SimonTemplar
czwartek, 22 października 2020, 16:55

Litości.... Jaka "orka"? Nie bedzie żadnej Orki dla Polski. Rozwiazanie pomostowe w.postaci starych A17 i to zapewne za dobrych kilka lat oraz wieczna dyskusja o remoncie Orła. Żadnych nowych okrętów podwodnych nie będzie.

Tweets Defence24