Geopolityka

Zbrojeniowy fundament. Dylematy obrony II Rzeczypospolitej

Fot. Mirosław Mróz
Fot. Mirosław Mróz

Choć często krytykowany w publicystycznych dyskusjach, przemysł obronny II Rzeczypospolitej został zbudowany niemal od zera w ciągu dwóch dekad i był zdolny do produkcji co najmniej kilkudziesięciu nowoczesnych typów uzbrojenia.

Setna rocznica odzyskanie przez Polskę niepodległości jest okazją do wielu refleksji, analiz i komentarzy. Także, a może w znacznej mierze, poświęconych ocenie, na ile potrafiliśmy przez kolejnych 20 lat po restytucji państwowości zorganizować się dla jej umocnienia i obrony, jako że konieczność zbrojnej obrony państwa towarzyszyła II Rzeczypospolitej praktycznie od pierwszych dni niepodległości. Tragicznego finału 20-lecia, mierzonego od początków odzyskanej państwowości, nie trzeba przypominać. Co nie znaczy, że nie warto pochylać się nad różnymi aspektami polityki państwa, służącymi umacnianiu potencjału obronnego.

Przyjmijmy, postawioną z pewnymi oczywistymi zastrzeżeniami, tezę, że uzasadnioną jest historyczna paralela pomiędzy okresem lat 1918-1939 a latami 1989-2010. Mówimy o identycznym przedziale czasu, choć przecież nie identycznym okresie w sensie wszelkich uwarunkowań – ekonomicznych, militarnych, wojskowych, politycznych, etnicznych. Po transformacji systemowej zapoczątkowanej w roku 1989 Polska w dziedzinie swej obronności miała znacznie mniej do zrobienia, niż w roku 1918. Dysponowaliśmy jedną z silniejszych i lepiej wyposażonych armii Europy, jednorodną pod względem narodowościowym, z wypracowanymi strukturami dowódczymi, procedurami i regulaminami, dobrze przygotowaną kadrą na wszystkich szczeblach dowodzenia, rozwiniętym szkolnictwem wojskowym, a także, do pewnego momentu, nie ograniczaną w swoim rozwoju czynnikami ekonomicznymi. Armia ta była przygotowana do działań w ramach bloku wojskowo-politycznego jakim był Układ Warszawski. Polska była państwem o dogodnie ukształtowanych i łatwych do obrony granicach, dysponującym stosunkowo mocnym i dobrze zorganizowanym zapleczem w postaci przemysłu obronnego. Wreszcie – Polska początków okresu transformacji nie działała w stanie zagrożenia bezpieczeństwa zewnętrznego i zewnętrznego.

image
Kwintesencją determinacji i skuteczności Polaków w budowaniu w latach 1918-1939 mechanizmów obrony swej niepodległości było stworzenie rodzimego przemysłu zbrojeniowego. Był on w stanie tworzyć i wprowadzać na uzbrojenie tak nowoczesną broń jak znakomity czołg lekki 7TP, znakomicie rozwijający potencjał licencyjnego pierwowzoru, brytyjskiego czołgu Vickers E… Fot. Archiwum Autora/CAW

Uwzględniając te wszystkie czynniki, a także fakt, iż siłom zbrojnym stawiano w zasadzie zadanie ich przekształcenia w taki sposób, aby płynnie przejść fazę odwrócenia sojuszy i będącą konsekwencją tego faktu stopniową westernizację wyposażenia i uzbrojenia, systemów dowodzenia oraz struktur wraz z przyjęciem doktryny prowadzenia działań obronnych – najpierw samodzielnie, później w systemie kolektywnej obrony, nie można nie mieć krytycznych ocen stanu Sił Zbrojnych RP np. w roku 2010. Nawet, jeżeli uwzględnimy niekorzystne uwarunkowania wynikłe z zapóźnień ekonomicznych okresu PRL i przebiegu transformacji ustrojowej. Musimy jednak pamiętać, że odnosząc się do 2010 roku mówimy o dokładnie takim samym czasie, jaki upłynął od odzyskania niepodległości w 1918 r. do przegranej walki o jej utrzymanie w roku 1939.

W tym czasie Wojsko Polskie należało zbudować praktycznie od podstaw, mając do dyspozycji nieporównanie mniejszy potencjał, bazujący na tym, co udało się wynieść z trzech armii państw zaborczych. Czyli – kadrę o różnym stopniu przygotowania i różnym, choć częstokroć bogatym, doświadczeniu bojowym, rozwijającą swe predyspozycje w różnych systemach szkolenia, dowodzenia, regulaminów i procedur, posiadającą do dyspozycji sprzęt i wyposażenie dalekie od jednorodności. Wszystko to odbywało się w warunkach budowania od podstaw struktur państwa, jego administracji, infrastruktury technicznej o bardzo zróżnicowanym poziomie i charakterze na terytorium każdego z byłych zaborów.

image
… lub tworzyć od podstaw rodzime konstrukcje lotnicze zaliczające się do światowej czołówki w swej klasie, takie jak szybki średni bombowiec PZL-37 Łoś. Smutne, że polskie wojsko w stanie gotowości do użycia operacyjnego miało ich we wrześniu 1939 r. tylko 36, a pozostałych z ok. 120 wyprodukowanych nie zdążono uzbroić i wyposażyć. I że kontrakty na eksport tych samolotów podpisywano jeszcze w czerwcu (dla Jugosławii i Bułgarii łącznie 35 maszyn) i lipcu (dla Rumunii i Turcji łącznie 55 maszyn) 1939 r., kiedy wybuch wojny był praktycznie przesądzony. Fot. Archiwum Autora/CAW

A także – w skomplikowanych warunkach społecznych, narodowościowych, etnicznych, ekonomicznych, kulturowych i religijnych, odmiennych dla każdego z regionów pozaborowych. Jednocześnie – przy konieczności rozwiązywania skomplikowanych problemów wewnątrzpolitycznych, społecznych i ekonomicznych, wywoływanych nie tyko przez światowy kryzys ekonomiczny. Oraz przy wysiłku w, będącym warunkiem wszelkiego postępu, zwalczaniu analfabetyzmu i innych zapóźnień rozwojowych, przy rozciągniętych, trudnych do obrony granicach skomunikowanych w znacznym stopniu nędzną infrastrukturą kolejową i drogową, niepewnych – także z racji geograficznych – sojuszach zewnętrznych, braku na znacznej części terytorium poważnych tradycji przemysłowych itp.

Dopiero, kiedy spróbujemy porównać z latami 1989-2010 tę drogę, jaka została pokonana w procesie budowy militarnych mechanizmów obrony niepodległości państwa, krytyczne oceny dokonań okresu 1918-1939 na tym polu będą bardziej zrównoważone i, z racji perspektywy historycznej, pełniejsze.

Na gospodarkę i obronność II Rzeczypospolitej często spoglądamy przez pryzmat Centralnego Okręgu Przemysłowego, jego wizji i faktycznego dorobku, w wielu obszarach będącego powodem do uzasadnionej dumy. Tymczasem tracimy często z pola widzenia fakt, iż na początku okresu budowania niepodległego bytu państwowego, wymagającego silnej armii, Polska praktycznie nie posiadała ani tradycji w dziedzinie przemysłu zbrojeniowego, ani dość kadr zdolnych taki przemysł zorganizować. Nie miała też na swoim terytorium fabryk, zdolnych zaspokajać zapotrzebowanie wojska na praktycznie wszystko – od umundurowania żołnierzy po nowoczesne uzbrojenie. Przez pewien okres nie miała też wizji kierunków rozwoju swoich sił zbrojnych.

Było to bolączką nie tylko Polski: doświadczenia I wojny światowej przyniosły tak wiele nowych zjawisk, że wymagały one solidnego przepracowania przez kierownictwa polityczne i wojskowe państw, przez wojskowych strategów, analityków i planistów. Dość wymienić pojawienie się - i rosnącą już w czasie wojny rolę - tak nowoczesnych i perspektywicznych komponentów sił zbrojnych jak lotnictwo i broń pancerna, uświadomienie sobie znaczenie i możliwości broni podwodnych. Uwzględnienie ich obecności w przyszłych strukturach armii wymagało zbudowania potencjału zdolnego takie uzbrojenie opracować i wytworzyć, a następnie – zapewnienia takiej infrastruktury, bez której jego wdrożenie oraz operacyjne użycie nie byłoby efektywne i współmierne do nakładów na pozyskanie uzbrojenia.

image
Problemem polskiej armii w okresie tuż przed wybuchem II wojny światowej była nie tyle jakość oraz parametry bojowe projektowanego i produkowanego w kraju uzbrojenia, takiego jak np. tankietka TKS, skuteczna nawet przeciwko niemieckim czołgom PzKpfw I i II, ale niedostateczna ich liczba i brak wypracowanych taktyk użycia tej broni. Dotyczyło to nie tylko tej broni, ale też broni strzeleckiej, przeciwlotniczej i niektórych klas dział artyleryjskich. Fot. J. Reszczyński

W różnych krajach Europy, ale również pozaeuropejskich, wnioski wyciągane z doświadczeń I wojny światowej były diametralnie odmienne – od hołdowania filozofii niezmienności wojen pozycyjnych, poprzez fascynację nowymi teoriami strategicznymi, takimi jak doktryna Douheta, poprzez wyścig technologii (co zaowocowało m.in. powstaniem broni rakietowych, radaru oraz napędu odrzutowego), po szukanie przewag w budowaniu rozwiązań w dziedzinie broni masowej zagłady, takich jak broń chemiczna czy biologiczna, a w końcu – nuklearna.

Wybór drogi rozwoju własnych sił zbrojnych był kwestią wyboru politycznego, ale z drugiej strony – sztuką znalezienia kompromisu pomiędzy przymusem sytuacyjnym możliwościami ekonomicznymi państwa. A na tym polu Polska roku 1918 nie była żadną miarą potentatem. Brak tradycji industrialnych, niski na ogół poziom wykształcenia kadr na wszystkich szczeblach gospodarki, brak silnego kapitału prywatnego – to wszystko sprawiało, że tworzenie zrębów przemysłu zbrojeniowego po pierwsze spadło na barki i tak silnie obciążonego innymi problemami państwa, a po drugie – nie było wolne od potknięć, błędów, ślepych uliczek. Przyczyniały się do tego, w różnych okresach w różnym stopniu, ostre konflikty personalne na wyżynach władz, również wojskowych, rzutujące na zmienność, a nierzadko – chaos w obszarze strategicznych decyzji dotyczących potencjału obronnego.

Doświadczenia okresu wojny polsko-bolszewickiej, w czasie której doszło do blokowania dostaw broni i amunicji dla potrzeb walczącego Wojska Polskiego, nie pozostawiły złudzeń, że przy takim geograficznym ukształtowaniu sojuszy, oraz zagrożeń na granicach, nie można mówić o oparciu zdolności obronnych państwa o własną armię – bez zapewnienia jej własnymi siłami dostaw uzbrojenia, wyposażenia i amunicji.

Przy wspomnianym braku potencjału wykonawczego w przemyśle zbrojeniowym nie można było mówić o długofalowym, rozpisanym na poszczególne fazy, programie, jakim miał się stać rozpoczęty w lutym 1937 r. plan COP i powiązany z nim 6-letni plan modernizacji technicznej Wojska Polskiego. Praktycznie już od 1918 r. realizowane były, niespójne początkowo i traktowane bardzo doraźnie, działania mające stworzyć zręby własnego przemysłu zbrojeniowego.

Jedną z pierwszych decyzji było przejęcie już w listopadzie 1918 r. przez Ministerstwo Spraw Wojskowych zniszczonej fabryki „Gerlach i Pulst”. W przeszłości naprawiano w niej broń. Tylko tyle, i aż tyle. Po uruchomieniu na początku 1919 r. warsztatów zajmujących się remontami dział i broni strzeleckiej, w połowie roku fabrykę przekazano do organizującego się Głównego Urzędu Zaopatrzenia Armii (GUZA). Na bazie tych warsztatów, a także po pozyskaniu w biednych po wojnie Niemczech tanich materiałów do produkcji karabinów oraz wykupieniu wyposażenia fabryki broni w Gdańsku, udało się stworzyć pierwszą polską fabrykę broni strzeleckiej.

W uruchomieniu produkcji pomogło przejęcie w Gdańsku dokumentacji technicznej karabinów, których produkcja została ulokowana już w połowie 1920 r. w specjalnie utworzonej warszawskiej Państwowej Fabryce Karabinów, pod koniec roku przejętej przez Departament Artylerii i Uzbrojenia MSWojsk. Pierwszymi wyrobami PFK były masowo produkowane karabiny Mauser wz. 98. Niewielkie fabryki uzbrojenia lekkiego tworzono na podobnej zasadzie m.in. w Przemyślu, Krakowie, Brześciu oraz Poznaniu. W Warszawie zawiązano pierwsze biuro studiów i badań doświadczalnych, czyli ośrodek badawczo-projektowy, mający zajmować się pracami nad własnymi konstrukcjami uzbrojenia strzeleckiego.

Tak skromnie wyglądały początki polskiego przemysłu zbrojeniowego. Brak doświadczeń produkcyjnych sprawił, że zanim produkcja nabrała rozmachu i odpowiedniej do potrzeb skali, konieczne były zakupy, na kredyt, broni oraz amunicji. Zamówienia składano we Francji, ale też Austrii i Czechosłowacji. Liczby importowanych dział szła w tysiące, karabinów i karabinów maszynowych oraz amunicji do nich – w miliony. Część transakcji, co miało związek z politycznymi postawami rządów bądź problemami płatniczymi Polski, nie doszła do skutku, co tylko zwiększyło determinację w budowaniu własnego potencjału także w dziedzinie wytwarzania amunicji oraz materiałów do jej produkcji. Początkowo usiłowano zainteresować tą produkcją niewielkie zakłady prywatne, ale to – głównie ze względu na skalę zapotrzebowania nieproporcjonalnie dużą jak na możliwości tych wytwórni – nie przyniosło satysfakcjonujących efektów.

W tej sytuacji już w lipcu 1919 r. Departament Uzbrojenia podjął decyzję o błyskawicznym utworzeniu na Pradze nowej Wytwórni Amunicji Karabinowej, która jeszcze w tym samym roku przekazała wojsku pierwszą partię amunicji do kb Mauser. W półtora roku później, zatrudniając 300 pracowników, osiągnęła zdolność produkcyjną 24 mln szt. amunicji karabinowej. Kolejnymi krokami było stworzenie w Warszawie od podstaw Warsztatów Amunicyjnych nr 1 oraz Wytwórni Zapalników Amunicyjnych. Już w 1921 r. tylko na jednej zmianie produkowano tutaj 450 000 zapalników. Kolejna warszawska fabryka, Warsztaty Amunicji Specjalnej, podjęła elaborację granatów i bomb. W taki sposób zapewniono zaspokojenie zapotrzebowania wojska na podstawowy środek prowadzenia walk.

Z innymi, bardziej złożonymi programami wojskowymi było różnie, choć nie można odmówić decydentom szybkości w podejmowaniu decyzji oraz, w ogólnym zakresie, ich trafności. Dowodem na to było utworzenie na Polach Mokotowskich już w grudniu 1918 r. Centralnych Warsztatów Lotniczych, dla których bazą stało się wyposażenie (i pracownicy) poniemieckich warsztatów Oficerskiej Szkoły Obserwatorów Lotniczych. Tu prowadzono przede wszystkim prace przy remontach płatowców i silników lotniczych, w większości – pozostałości po armiach państw zaborczych. Przede wszystkim jednak – nabywano wiedzę i doświadczenie, których polski przemysł wcześniej praktycznie nie miał.

Na podobnej zasadzie, przez przejmowanie już od końca 1918 r. pozostałości po warsztatach remontowych armii państw zaborczych w Warszawie, Krakowie, Częstochowie, Lublinie i Łodzi, tworzono grupy przedsiębiorstw specjalizujących się w wytwarzaniu sprzętu dla innych rodzajów sił zbrojnych. Z nich „wyrastały” samodzielne zakłady produkcyjne, takie jak np. Centralne Warsztaty Samochodowe, kolebka rodzimego przemysłu samochodowego, które już w 1920 r. podjęły produkcję licencyjną samochodów Ford i Citroën, a w 1921 r. – w miejsce zlikwidowanych warsztatów czołgowych w Łodzi – remontów czołgów, a później podjęły się dzieła rozwoju własnych konstrukcji pojazdów tej klasy.

Równolegle z tymi ambitnymi projektami przygotowywano się do szybkiego uruchomienia produkcji na potrzeby wojskowej służby łączności, a następnie sprzętu inżynieryjnego (1921 r.). Ten pionierski okres można, w ocenie badaczy historii polskiego przemysłu, zbilansować imponującą liczbą ponad 140 zakładów wojskowych, funkcjonujących w latach 1918-1922, oraz ponad 50 zakładów remontowych, zmobilizowanych do pracy na rzecz wojska w warunkach gospodarki wojennej w czasie w okresie wojny polsko-bolszewickiej. Ten okres można zamknąć ważną cezurą, jaką były początki długofalowego planowania rozwoju przemysłu zbrojeniowego w oparciu o powołany w 1922 r. Centralny Zarząd Wytwórni Wojskowych, państwowe przedsiębiorstwo podlegające Ministerstwu Spraw Wojsk. I odpowiedzialne za rozbudowę potencjału przemysłu zbrojeniowego.

Jednym z pierwszych kroków inwestycyjnych Zarządu było w 1922 r. utworzenie Państwowej Fabryki Prochu i Materiałów Kruszących w Zagożdżonie (Pionki), Państwowej Wytwórni Broni w Radomiu, Państwowej Fabryki Amunicji w Skarżysku i Państwowej Wytwórni Sprawdzianów w Warszawie. W praktyce był to wstęp do zrodzonej w kilkanaście lat później inicjatywy wicepremiera Eugeniusza Kwiatkowskiego, który ideę COP oparł także o filozofię „trójkąta bezpieczeństwa”. Tak określany był obszar położony na terenie obecnego województwa świętokrzyskiego, mniej więcej jednakowo odległy od granic z dwoma potencjalnymi zagrożeniami, jakie dostrzegano w Niemczech i ZSRR, a od południa osłonięty łańcuchem Karpat.

image
Spektakularnym dowodem na to, że w niezbyt wysoko rozwiniętym, słabo zintegrowanym po zaborach i wewnętrznych konfliktach kraju można tworzyć dzieła wielkie, był program Centralnego Okręgu Przemysłowego. W jego ramach od podstaw, w dziewiczym terenie, w ciągu 26 miesięcy i 26 dni zbudowano nie tylko zatrudniające w 1939 r. ponad 6 tys. pracowników nowoczesne Zakłady Południowe z fabryką armat i kompleksem metalurgicznym, ale również nieomal kompletne miasto liczące 4,5 tys. mieszkańców. Do dziś jest ono wiodącym w kraju ośrodkiem przemysłu zbrojeniowego, specjalizującym się w produkcji artyleryjskiej. Fot. Archiwum Autora/CAW

Prace nad tymi projektami napotykały jednak na spore utrudnienia, które miały po części źródło w ogólnie kiepskiej kondycji ekonomicznej państwa, a po części – w zmienności strategicznych decyzji MSWojsk. Problemy te częściowo zażegnano sięgając po zagraniczne kredyty. Nie zmieniło to jednak faktu, że tzw. front inwestycyjny państwa zaczął odczuwać skutki rysującego się już wyraźnie kryzysu światowego. W charakterze amortyzatora zmniejszającego groźne dla państwa skutki przeinwestowania w zbrojenia był krok w kierunku komercjalizacji zakładów zbrojeniowych, zapoczątkowany wiosną 1927 r. przez prezydenta RP Ignacego Mościckiego. W efekcie doszło do szeregu zmian strukturalnych w przemyśle zbrojeniowym, ale proces ten nie był ani konsekwentnie prowadzony, ani wewnętrznie spójny. Kolejne fazy restrukturyzacji zainicjowane w 1927 r. doprowadziły m.in. do wykrystalizowania się w strukturze MSWojsk grupy nowoczesnych, nieźle zorganizowanych i wyposażonych państwowych przedsiębiorstw służących obronności. Były nimi: Państwowe Wytwórnie Uzbrojenia (Państwowa Fabryka Karabinów w Warszawie, Państwowa Fabryka Sprawdzianów w Warszawie, Państwowa Fabryka Amunicji w Skarżysku i Państwowa Fabryka Broni w Radomiu), Państwowe Zakłady Lotnicze, Państwowa Wytwórnia Prochu i Materiałów Kruszących, Państwowe Zakłady Inżynierii i Państwowe Zakłady Umundurowania. Poszczególnym zakładom przydzielono skonkretyzowane specjalizacje produkcyjne, współdziałały one tak z sobą, jak i z ośrodkami naukowymi.

Ten okres zaowocował szeregiem nowoczesnych, rodzimych konstrukcji uzbrojenia, częściowo wykorzystujących za podstawę wzory licencyjne, a częściowo będących dziełem całkowicie rodzimej myśli technicznej. W niektórych przypadkach taka nowa struktura organizacyjna pozwoliła sterować produkcją i jej rozwojem na tyle skutecznie, że Polska nie tylko uniezależniła się od importu strategicznych materiałów i podzespołów niezbędnych w produkcji zbrojeniowej, ale w stosunkowo krótkim czasie uzyskała liczące się zdolności eksportowe. Dotyczyło to m.in. produkcji materiałów wybuchowych, która w tym okresie była w Polsce ok. trzykrotnie wyższa niż we wszystkich państwowych fabrykach Francji.

W bardziej skomplikowanej technologicznie produkcji zbrojeniowej, np. lotniczej, droga do sukcesów, jakimi było powstanie rodzin udanych konstrukcji lotniczych PZL, była znacznie bardziej skomplikowana, a obieg decyzji mogących stymulować rozwój – nie zawsze trafny i przejrzysty. Pierwotnie dążono do oparcia wyposażenia wojsk lotniczych o import sprzętu, później – na czerpaniu z licencji. Wiele sobie obiecywano także po zaangażowaniu w produkcję lotniczą firm prywatnych. Efekty były różne, od sukcesów w produkcji silników lotniczych po ewidentne porażki w produkcji płatowców, spośród których wiele zyskało miano „latających trumien”. Wejście do gry PZL z rodzimymi rozwiązaniami, reprezentującymi wysoki poziom technologiczny oraz wnoszących do konstrukcji lotniczych wiele oryginalnych rozwiązań, skierowało polski przemysł lotniczy na prostą drogę. W końcowym, przed wybuchem II wojny światowej, jej etapie były tak udane (choć w 1939 r. już przestarzałe) konstrukcje jak myśliwce P-11 i P-24, samoloty rozpoznawcze kilku typów, lekkie bombowce PZL-23/43 i PZL-46, średni bombowiec PZL-37 i jego rozwinięcie PZL-49, ciekawie zapowiadające się wielozadaniowe myśliwce PZL-38 i PZL-48/54, myśliwce PZL-50 oraz PZL-55. Wiele z tych konstrukcji nie wyszło poza projekt wstępny, większość nie doczekała się fazy produkcji seryjnej, kończąc swe życie na etapie partii informacyjnych bądź prototypów skierowanych do wstępnego etapu badań. Co bardzo ważne: w krótkim czasie zdołano zbudować fundament kompleksowego programu budowy własnych silników lotniczych do samolotów różnych klas. Początkowo przemysł lotniczy Polski bazował na silnikach brytyjskich i francuskich oraz ich licencjach, następnie – na konstrukcjach rozwijających licencyjne rozwiązania, aż wreszcie uzyskał zdolność do tworzenia własnych konstrukcji i zbudował potencjał do wytwarzania ich w skali masowej (po to zbudowano nowoczesną, trzecią już w kraju, wytwórnię silników lotniczych WS-2 w Rzeszowie). Pierwsze kroki w dziele tworzenia polskich rozwiązań na tym polu bywają nieraz oceniane krytycznie, ale nie wolno zapominać, że takie konstrukcje jak Foka, Waran, Legwan były dopiero w początkowej fazie ich rozwoju bądź w fazie zaawansowanego projektu. Ich losy były też ściśle powiązane z losami projektów samolotów, dla których je projektowano, i często decyzje dotyczące projektów samolotów zmieniały losy programów silnikowych. Niemniej – warto pamiętać o tym epizodzie teraz, kiedy co jakiś czas wybuchają dyskusje o tym, że polski przemysł obronny XXI wieku praktycznie nie posiada żadnego zaplecza silnikowego dla pojazdów bojowych produkowanych w kraju. Tymczasem w II Rzeczypospolitej, jako jednym z nielicznych państw świata, zrodziła się np. filozofia projektowania pojazdów pancernych w oparciu nie o silniki benzynowe, ale wysokoprężne (podobne założenia przyjęto później w ZSRR i Japonii), oraz program ujednolicenia jednostek napędowych w pojazdach dla wojska – bojowych i transportowych.

image
Do dziś historycy spierają się o to, na ile racjonalna z punktu widzenia bezpieczeństwa młodego państwa była sytuacja, w której nieomal do wybuchu II wojny światowej na szeroką skalę Polska eksportowała uzbrojenie nowocześniejsze od tego, które było na wyposażeniu własnej armii. Symbolem tego jest znakomity, ale w 1939 r. już przestarzały samolot myśliwski PZL P-11c, którego jedyny egzemplarz zachował się w zbiorach krakowskiego MLP. Część eskadr posiadała jeszcze starcze samoloty P-11a i P-7. Fot. J. Reszczyński

Narodziny i rozwój przemysłu lotniczego w kraju, nie posiadającym po zakończeniu I wojny światowej ani dorobku w tym zakresie, ani potencjału, ani kadr, jest ewenementem całego 20-lecia międzywojennego. Udało się bowiem w okresie niezwykle krótkim i trudnym dla kraju stworzyć od podstaw nową gałąź wysoko zaawansowanego technologicznie przemysłu, zatrudniającego w 1938 r. – według danych oficjalnych Dowództwa Lotnictwa – 8200 robotników, i mającego realne plany wzrostu tego zatrudnienia w 1940 r. (głównie dzięki nowoczesnym, dużym zakładom PZL wybudowanych w ramach COP w Rzeszowie i Mielcu) do 15600 osób. Rozwojowi potencjału wytwórczego towarzyszył rozwój zaplecza konstrukcyjnego: tylko w latach 1930-1931 oblatano dziewięć prototypów nowych samolotów. W bardzo krótkim czasie wykształcono w kraju znaczną grupę wybitnie uzdolnionych konstruktorów lotniczych, którzy nie tylko stworzyli prężne i skutecznie działające zespoły projektowe, ale też wypracowali procedury projektowania i badań nowych rozwiązań konstrukcyjnych, wypracowali zasady współpracy z, tworzonymi także od podstaw na potrzeby przemysłu lotniczego, instytutami badawczymi oraz uczelniami. W większości twórcami tych sukcesów byli młodzi inżynierowi, urodzeni na początku XX wieku. Pełnoletność osiągali równocześnie z narodzinami niepodległej Polski. Z pewnym patosem można stwierdzić, że kształtował ich postawy niepodległościowy etos i atmosfera lat budowania państwa „z niczego”. Co ważne – nie były to tylko jednostkowe przypadki pojawiania się wybitnych talentów wyłuskiwanych z tysięcy, ale liczna grupa świetnie wykształconych – na ogół na Politechnice Warszawskiej – kreatywnych konstruktorów, takich jak Misztal, Dąbrowski, Kubicki, Puławski, Nowkuński, Narkiewicz, Prauss, Drzewiecki, Ciołkosz, Rogalski, Wigura, Sołtyk, Jakimiuk, Cywiński, Naleszkiewicz, Rudlicki. Ich dziełem były nie tylko kompletne płatowce, ale i powstające w trakcie ich projektowania, przełomowe dla konstrukcji lotniczych podzespoły bądź rozwiązania konstrukcyjne, takie jak np. nożycowe podwozie, usterzenie motylkowe, „polski płat Puławskiego”, nowatorskie wyrzutniki bombowe, dwukołowe wózki podwozia głównego bombowca Łoś, wytrzymałe i lekkie pokrycia półskorupowych konstrukcji lotniczych z drobnożłobkowanych blach duralowych itp. Wiele z tych rozwiązań chroniły patenty.

W cieniu tych „gwiazd” stali świetni technologowie, którzy położyli olbrzymie zasługi w tym, że powstający od zera polski przemysł lotniczy poradził sobie np. z tworzeniem nowoczesnych konstrukcji półskorupowych, uzbrojenia lotniczego, skomplikowanych celowników bombowych. Wiele wytwórni lotniczych świata do pewnych rozwiązań dochodziło przez wiele lat, spożytkowując kilkudziesięcioletnie doświadczenia pokoleń własnych zespołów konstruktorskich. W Polsce potencjał ten powstawał kilka lat, choć pełni swoich możliwości nie zdążył ujawnić przed wybuchem wojny. Niemniej – budujący ten potencjał konstruktorzy zweryfikowali swe talenty i wiedzę, podejmując, w czasie wojny lub po pozostaniu na powojennej emigracji, w pracy dla czołowych wytwórni lotniczych Wielkiej Brytanii, Kanady, USA. Albo odbudowując przemysł lotniczy w PRL. Podobnie działo się to w innych działach przemysłu, głównie pracującego na potrzeby wojska. Na złote karty historii polskiej myśli technicznej wpisali się zaliczający się do tego samego pokolenia lub niewiele od nich starsi, inżynierowie Maroszek, Wilniewczyc, Gundlach, Szymański.

Za nieomal niewiarygodne można uznać, że projektowane i produkowane przez najmłodszy przemysł lotniczy Europy samoloty bojowe stały się przedmiotem eksportu w liczbie 273 szt. (w tym 90 najnowocześniejszych PZL-37 Łoś). Ich nabywcami były siły zbrojne Bułgarii, Jugosławii, Rumunii, Grecji i Turcji. To oznacza, że wyeksportowano co czwartą z 1118 maszyn wyprodukowanych w latach 1927-1939. Przedmiotem nie sfinalizowanych negocjacji była sprzedaż licencji na budowę polskich samolotów w krajach zachodnich, co byłoby większym sukcesem niż sprzedaż licencji np. Rumunii, gdzie polskie P-11 stały się protoplastami linii rumuńskich myśliwców IAR.

W kraju, ogromnie zacofanym pod względem nie tylko przemysłowym, ale i infrastrukturalnym, udało się stworzyć w krótkim czasie także pracujący na potrzeby wojska przemysł motoryzacyjny, zdolny do projektowania i wytwarzania nie tylko samochodów. Poczynając od utworzonych w 1928 r. Państwowych Zakładów Inżynierii w Warszawie zdołano stworzyć grupę przedsiębiorstw zatrudniających 8500 pracowników, zdolnych do wytwarzania, początkowo w oparciu o licencje a później w oparciu o własne konstrukcje, samochody osobowe i ciężarowe, autobusy, motocykle, silniki wysokoprężne dla ciężarówek i sprzętu pancernego, ciągniki artyleryjskie C4P i C7P i inne pojazdy specjalne. Ukoronowaniem kilkuletniej zaledwie ekspansji na tym polu stało się opracowanie i uruchomienie produkcji bardzo nowoczesnych na swoje czasy gąsienicowych pojazdów bojowych z rodziny TKS i TK3 oraz własnej konstrukcji czołgów 7TP (oraz rozpoczęcie prac nad rozwinięciem tej konstrukcji), które w 1939 r. nie tylko dorównywały, ale wręcz przewyższały swoimi parametrami większość czołgów stanowiących ówczesne uzbrojenie armii III Rzeszy. Niestety, podobnie jak w przypadku lotnictwa dysponującego najnowocześniejszym średnim bombowcem PZL-37, nie zdołano nie tylko wyprodukować dostatecznej ilości tego sprzętu, ale przede wszystkim – wypracować ani przemyślanej doktryny militarnej uwzględniającej możliwości sprzętu oraz taktyki jego użycia bojowego, ani wyszkolić odpowiedniej liczby żołnierzy i nauczyć ich optymalnego użycia zarówno pojedynczych jednostek sprzętu, jak i uzbrojonych w ten sprzęt związków taktycznych. Czołgów 7TP w 1939 w linii było zaledwie 132 szt., bombowców Łoś – 36.

image
Nowoczesny i udany czołg lekki 7TP nie tylko „użyczył” swego podwozia ciągnikowi artyleryjskiemu C7P, ale miał być punktem wyjścia do projektu cięższego, lepiej opancerzonego czołgu 9TP, którego jednak do wybuchu wojny nie zdążono zbudować. Fot. Archiwum Autora/CAW

Przykładów znakomitych rezultatów prac badawczo-rozwojowych prowadzonych od podstaw, bądź przy wykorzystaniu jako punktu wyjścia licencji, było w polskim przemyśle zbrojeniowym znacznie więcej. Silny ich wzrost notuje się szczególnie po wejściu w fazę gotowości produkcyjnej nowoczesnych zakładów COP. Dotyczy to np. najwyższej jakości sprzętu artyleryjskiego. Np. nowoczesne konstrukcje licencyjne, tak jak przeciwpancerne i przeciwlotnicze armaty Bofors 37 i 40 mm uzupełniane były rodzimej konstrukcji armatami przeciwlotniczymi 75 mm. Zakłady Południowe w Stalowej Woli uzyskały zdolność wytwarzania dział dalekonośnych 155 mm, dział polowych 75 i 105 mm oraz komponentów do armat przeciwlotniczych i przeciwpancernych. Pracowały nad własnymi projektami broni, także kalibrów ponad 300 mm, które w 1939 r. wchodziły w fazę badań. Do tej listy bezwzględnie należy dopisać wysokiej jakości rozwiązania w dziedzinie konstrukcji broni strzeleckiej, takie jak samopowtarzalny karabin Maroszka wz. 38M, karabin przeciwpancerny Ur wz. 35, pistolet maszynowy Mors wz. 38, najcięższy karabin maszynowy FK-A wz. 38 kal. 20 mm. Wielu tych wyrobów nie zdążono już wprowadzić do masowej produkcji, a te, które wprowadzono na uzbrojenie (tak jak przeciwpancerny Ur, skuteczny przeciwko każdemu niemieckiemu czołgowi początku II wojny światowej) były najbardziej utajnione przed… polskimi żołnierzami. Broń ta w rezultacie takiej polityki, choć reprezentowała sobą najwyższy poziom światowy, nie odegrała większej roli w czasie walk w wojnie obronnej 1939 r.

image
Budowę obecnej Huty Stalowa Wola (Zakłady Południowe SA) rozpoczęto w marcu 1937 r., a pierwsze wyprodukowane tutaj armaty przestrzelano na zakładowym poligonie już w marcu 1938 r. Tę najnowocześniejszą w ówczesnej Europie fabrykę oficjalnie otwarto 14 czerwca 1939 r., ale produkowane tutaj armaty i haubice oraz części zamienne do nich i podzespoły do armat przeciwpancernych i przeciwlotniczych dostarczano wojsku już wcześniej. Fot. Archiwum Autora/CAW

Często w publicystyce militarno-historycznej niezadowalający – przede wszystkim pod względem ilościowym – poziom uzbrojenia polskich żołnierzy w nowoczesne typy broni przeciwstawia się jakoby niezrozumiałym decyzjom o eksporcie tego samego uzbrojenia na szeroką skalę. Dotyczyło to nie tylko najbardziej spektakularnych przykładów związanych z lotnictwem (samoloty PZL P-24 eksportowano do Grecji i Turcji, podczas gdy polskie lotnictwo posiadało tylko PZL P-11c i P-7 o znacznie niższych osiągach, bombowce PZL-37 sprzedawano Rumunii, lekkie bombowce PZL-43 – Bułgarii). Podobnie było z eksportem materiałów wybuchowych, oraz innych materiałów wojennych. Na liście odbiorców polskiego sektora zbrojeniowego było około 35 państw, w tym m.in. Holandia, Chiny, Arabia Saudyjska, nie wspominając o najbliższych sąsiadach, z krajami bałkańskimi na czele. W polu zainteresowania było około 70 potencjalnych klientów-państw na pięciu kontynentach.

Dlaczego przyjęto tak błędne założenia? Przyczyn było kilka. Po pierwsze – w rozwój mocy wytwórczych producentów sprzętu wojskowego zainwestowano olbrzymie pieniądze, zaś moce te rozdęto ponad realne możliwości finansowe państwa, którego nie było stać na zakupy broni w polskich fabrykach w ilościach oczekiwanych przez wojsko. Eksport stawał się koniecznością, aby utrzymać „w ruchu” ten potencjał. Eksportując uzbrojenie nieco starszej generacji do krajów biedniejszych i mniej wymagających (Bałkany) zamierzano pozyskać środki finansowe na przyspieszenie prac nad uzbrojeniem nowszej generacji, bardziej odpowiadające wymaganiom współczesnych sił zbrojnych. Eksport pozwalał pozyskiwać dewizy na zakupy surowców i komponentów dla produkcji wojskowej, bądź gotowych produktów, których polski przemysł nie był w stanie wytworzyć. Tak było np. z zakupem – swoją drogą – bez zasadniczych analiz faktycznych potrzeb i możliwości operacyjnych, związanych z warunkami działań na Bałtyku, kosztownych nowoczesnych niszczycieli i okrętów podwodnych, oraz, choć w mniejszym zakresie, włoskich samolotów torpedowych dla lotnictwa morskiego. Tuż przed wojną postanowiono zakupić za granicą samoloty myśliwskie MS406 i Hurricane oraz lekkie bombowce Fairey Battle o niskiej już wówczas wartości bojowej.

Zakładano, co było błędem zasadniczym, że do końca lat 30. Polsce nie grozi konflikt zbrojny, a jeśli już do niego dojdzie – będzie miał charakter zbliżony do działań w czasie I wojny światowej. Czyli że będzie oparty głównie na działaniach pozycyjnych i ustabilizowanej na tygodnie i miesiące linii frontu. To miało pozwolić na dynamiczny wzrost produkcji zakładów zbrojeniowych, wykorzystującej do maksimum ich potencjał, i szybkie dozbrojenie walczących oddziałów. Pomijał tak istotne czynniki, jak procesy formowania i zgrywania działań jednostek, procesy szkolenia w użyciu coraz bardziej skomplikowanych typów uzbrojenia. W efekcie nawet jeszcze na kilka miesięcy przed napaścią Niemiec na Polskę wysyłano za granicą zakontraktowaną broń, a jednocześnie, wobec narastania zagrożeń zewnętrznych i częściowo pod presją sojuszników – ratowano się zakupami w Anglii, Francji i nawet Włoszech niektórych typów samolotów, kórych zresztą nie dostarczono do Polski przed wybuchem wojny. Gdyby je nawet dostarczono – nie było dostatecznie dużo przeszkolonych na nich pilotów, aby ich użyć, ani techników przeszkolonych w ich obsłudze, nie wspominając o całym niezbędnym dla utrzymania zdolności bojowej nowoczesnego sprzętu zapleczu techniczno-logistycznym, częściach zamiennych itp.

image
Niezależnie od tego, jak dziś, z perspektywy dekad, ocenimy faktyczny dorobek II Rzeczypospolitej w dziedzinie budowania instrumentów skutecznej obrony odzyskanej w 1918 r. niepodległości, nie ulega wątpliwości, że ówczesne władze nie szczędziły ani pieniędzy, ani gestów, mających udowodnić społeczeństwu, z jaką determinacją chcę niepodległości strzec. Fot. Archiwum Autora/CAW.

Pełna analiza wszystkich uwarunkowań związanych z sytuacją militarną Polski po odzyskaniu niepodległości, i w dwóch następujących po tym fakcie dekadach, jest nie tylko zadaniem trudnym. Rodzi też perspektywę kontestowania każdej postawionej tezy, zależnie od tego, jaką polemista miałby ocenę całego okresu II Rzeczypospolitej. Ponad wszelkie jednak różnice poglądów w materii ocen politycznych, ponad przerzucaniem się argumentami o zmarnowanych lub, przeciwnie, znakomicie wykorzystanych szansach, jedno jest niezmienne: skala dokonań. W nieistniejącym przez 123 lata kraju, sklejanym z wielką determinacją z trzech bardzo różnie ukształtowanych części zaborczych mocarstw, w kraju, który pozostawał w znacznej mierze na uboczu intensywnej europejskiej rewolucji przemysłowej XIX i początku XX wieku, w ciągu życia jednego pokolenia udało się zbudować przemysł zbrojeniowy. Czyli ten, który zawsze jest elitą przemysłów. Nie ustrzeżono się błędów, ślepych zaułków, nieumiejętnych analiz dynamicznych trendów, jakie po I wojnie światowej nastąpiły w doktrynach wojennych większości – choć przecież nie wszystkich – państw Europy. Część tych sygnałów odczytano poprawnie, ale źle wdrożono w życie wynikające z nich wnioski. Tak było np. ze zdecydowanym zwrotem w stronę motoryzacji sił zbrojnych. Proces podjęto, ale realizowany był zbyt wolno i nie towarzyszyły mu konieczne inwestycje w infrastrukturę komunikacyjną państwa. Nie do końca wyciągnięto nauki dotyczące efektywnego użycia lotnictwa w czasie wojny domowej w Hiszpanii, nie ogarnięto zagadnień dotyczących kompleksowego współdziałania różnych komponentów sił zbrojnych, np. lotnictwa i dużych ugrupowań pancernych. Nieźle poradzono sobie z przyswojeniem logiki rozwijania broni przeciwpancernych i przeciwlotniczych, ale w słusznych działaniach zatrzymano się w pół kroku, podobnie jak z tworzeniem silnych i manewrowych jednostek pancernych czy kawalerii zmotoryzowanej.

image
Klęska wrześniowa w 1939 r. z całą pewnością nie była tylko i wyłącznie efektem niedozbrojenia Wojska Polskiego przez własne państwo, choć z pewnością jej rozmiary, a także straty zadane przeciwnikom, byłyby inne, gdyby lepiej wykorzystano szanse generowane przez młody i posiadający znaczny potencjał rodzimy przemysł zbrojeniowy. Fot. Archiwum Autora/CAW

Względnie łatwo jest formułować ostre, krytyczne oceny z perspektywy kilkudziesięciu lat, jakie upłynęły od tamtych wydarzeń, oraz posiadając wiedzę o tym, co się wydarzyło. Jeśli jednak postaramy się odnieść okres budowania od podstaw potencjału polskiego przemysłu zbrojeniowego od pierwszych dni niepodległości do jej ponownej utraty, i nałożymy tę wiedzę na doświadczenia 21-lecia po przełomie roku 1989, trudno nie okazać szacunku i nawet podziwu dla budowniczych niepodległego państwa polskiego sprzed 100 lat.

Jerzy Reszczyński

Komentarze (81)

  1. mc.

    II RP - radzę przeczytać książkę: wrzesień 1939. Przemysł Zbrojeniowy rzeczypospolitej. Opracował Wojciech Włodarkiewicz (relacje i wspomnienia). Tworzenie komisji, wieloletnie prace analityczno koncepcyjne, wielokrotne zmienianie założeń dotyczących sprzętu, brak zaplecza surowcowego, uciekanie od odpowiedzialności i brak decyzji - to nie są problemy obecne (OCZYWIŚCIE ŻE SĄ), takie same problemy były w okresie międzywojennym. Karabin piechoty - generał Rozwadowski (przy pełnym poparciu generała Sosnkowskiego) wydał rozkaz Zbrojowni Wojsk Polskich we Lwowie przebudowy austriackiego kb Mannlicher wz.1888 na karabin samopowtarzalny. W ramach tych prac powstał kbsp wz.1921. Wykonano serię próbną. Temat "umarł" bo żołnierz potrzebowałby za dużo amunicji ?! Działko przeciwpancerne - dyskusje o nim trwały od 1923 do 1935 roku ?! Ostatecznie wybrano Boforsa. Armata przeciwlotnicza 75mm sprawa trwała od 1928 roku do 1938 ?! Cały czas SZUKANO IDEAŁU !!! A PZL-24 ? Niemieccy piloci oczekiwali że w powietrzu spotkają się z dużymi jednostkami lotniczymi latającymi na tych samolotach - I BALI SIĘ TEGO SPOTKANIA !!! Prędkość maksymalna to za mało by wygrać w powietrzu, potrzeba dużej zwrotności samolotów i dobrze wyszkolonych pilotów. Mieliśmy niezłe czołgi - 7TP. Nie produkowano ich zbyt wiele bo uważano że trzeba nam czołgów LEPSZYCH (cięższych). Jak dużo Niemcy mieli we wrześniu czołgów które mogły im sprostać ? Odrzućcie z listy niemieckich czołgów Panzerkampfwagen I i II , i ile ich zostaje ? (mieli sporo czołgów czeskich !!!) Rkm wz. 28 - bardzo dobry karabin, choć było ich zdecydowanie za mało. Niestety spór z Browningiem (o nie licencyjne skopiowanie) zepsuł nam opinię w Stanach (to był jeden z powodów dla których Christie nie chciał nam sprzedać swojego czołgu). Reforma umundurowania w roku 1935 - żołnierz w czasie musztry musi wyglądać GODNIE - stąd długie płaszcze i wydłużenie "Mauserów". No i KOMBINATORSTWO !!!! Afera Francopolu - główny odpowiedzialny Włodzimierz Zagórski, popierany przez Władysława Sikorskiego. Afera RWD - nasi cudowni konstruktorzy kupowali paliwo lotnicze (po cenie dla wojska) i sprzedawali do samochodów (w cenie normalnej). A propos samochodów - czy znany jest Wam fakt że w 1939 roku w Polsce porusza się po drogach 30 000 pojazdów samochodowych (samochodów osobowych, ciężarówek, autobusów) ??? W Niemczech było ich wówczas ok. 1 000 000 szt. Poziom techniczny (ale i poziom ekonomiczny) naszego społeczeństwa był wówczas niemal zerowy. Lekceważono artylerię, lekceważono logistykę i zaopatrzenie. Łączność... Marszałek Rydz-Śmigły zrezygnował we wrześniu 1939 z łączności radiowej, bo bał się że jego rozkazy zostaną podsłuchane (a przecież "rozgryźliśmy Enigmę !!!), a radiostacja namierzona i zbombardowana !!! Płk Heliodor Cepa (Dowódca Wojsk łączności) we wspomnieniach z 1939 roku cieszył się, że taczanki wojsk łączności mają już instalowane "pompowane" koła (z samochodu FIAT) , A czasy obecne - sprzedaliśmy i pozwoliliśmy zlikwidować najważniejsze zakłady przemysłu zbrojeniowego. Bo produkowały bardzo dużo broni i sprzętu ?! Cały czas udawaliśmy (mówię oczywiście o Politykach) że wojny już nie będzie !!! A kiedy wybuchła na Ukrainie: "Wie Pan, jestem kobietą. Ja sobie wyobrażam, co bym zrobiła, gdyby na ulicy pokazał się człowiek wymachujący ostrym narzędziem, albo trzymający w ręku pistolet. Pierwsza moja myśl, tam za moimi plecami jest mój dom i moje dzieci. Więc wpadam do domu, zamykam się i opiekuje się moimi dziećmi." Mój głos - Tę Opcję (polityczną) trzeba trzymać z dala od Ministerstwa Obrony Narodowej i obronności Kraju.

    1. Rotor

      Temat afer to wymień też aferę z budową budynku Poczty Polskiej w Gdyni. Główny winowajcą dwukrotnego przepłacenia za budynek , Miedziński szef Poczty Polskiej w nagrodę za przekręt został ... posłem na sejm ,a później szefem koncernu prasowego. Wystarczyło być kolesiem Piłsudskiego. I nikt go nie zamordował jak Zagórskiego.

  2. Grześ

    Witam. Największy problem polskiego przemysłu zbrojeniowego lat 1935-1939 to brak jakiejkolwiek ciągłości zamówień, ich stałości, przewidywalności. Stąd brak większego zainteresowania ze strony kapitału prywatnego inwestycjami zbrojeniowymi. W przeciwieństwie do Marszałka J. Piłsudskiego, Marszałek E. Śmigły-Rydz nie miał charyzmy ani siły woli aby narzucić kadrze i decydentom wojskowym (jemu podległym!) swojej wizji i woli. Stąd wszystkie "wysiłki modernizacyjne" były połowiczne i niczego nie załatwiono do końca kompleksowo. Było bardzo mało zamówień stałych powodujących szybszą amortyzację i opadanie cen poszczególnych przedmiotów uzbrojenia. Stąd fabryki często zwalniały robotników a ze świecą w ręku można szukać tych które pracowały choćby rok na dwie zmiany (nie mówiąc o trzech!). Dlatego brakowało praktycznie wszystkiego. Odpowiedzialność za ten stan spada na Marszałka E. Śmigłego-Rydza i jego ekipę. Trzeba stanowczo stwierdzić, że nie wykorzystała ona możliwości, które miała w okresie 1935-39r. Owszem opracowano kilka fajnych projektów strukturalnych ale to wszystko. Nawet to co można było produkować masowo (względnie masowo) legło ofiarą walki "lepszego" z "dobrym". Pozdrawiam

  3. gady

    Takie są fakty -produkcja stali Niemcy - 20 mln, Polska 1.5 mln ton, Zatem cały zbudowany zgodnie z planami COP ze swoja produkcją był może wielkości 0 produkcji Niemiec, a reszta przemysłu zbrojeniowego i infrastruktury była bardzo mała lub jej nie było !

    1. xxc

      Nie był bo wiele zakładów nawet nie ruszyło bo nie zdążyło. A co do produkcji stali to polecam poczytać co II odziedziczyła w w 1918 - 20 "Ocenia się, że w latach 1914–1920 zniszczeniu uległo około 30% majątku narodowego na ziemiach polskich, zaś poziom produkcji przemysłowej w roku 1919 wyniósł w Polsce 30% stanu z roku 1913 w tych samych granicach. Straty materialne szacowano na 73 mld franków francuskich, w tym na 10 mld w przemyśle"

  4. czepialski

    Szanowny „ dropki „ to ja włożę kij w mrowisko, co by podkręcić trochę dyskusję. Mam trochę odmienny pogląd ta temat rządowych zakładów w II RP o cenach nie będę się wypowiadał, bo ich nie znam. Ale skoro eksportowano do Rumuni Turcji Bułgarii Jugosławii krajów, których bogatymi nazwać raczej nie można to wydaje się, że ceny były przystępne to jedno. Przyczyna upaństwowienia wielu zakładów, właśnie była odpowiedź na bolączki, jakie armia miała z realizacją zamówień (nieterminowość, ceny, jakość, afery, korupcja) przykładów aż nadto wystarczające przykłady Frankopol, Pionki, maski, itd.. Jako znawca od lotnictwa II RP przypomnij o kłopotach z zawieszeniem chowanym z Anglii przykładów można mnożyć i właśnie remedium na te bolączki miało być upaństwowienie wielu zakładów COP to inna bajka. Za taką politykę wielu oficerów WP zapłaciło wysoką cenę po wrześniu siedząc w obozach mała zemsta żabojadów. Przypominam, że Niemcy użytkowali COP tylko 4 lat z małym plusem a my do dnia dzisiejszego no chyba, że zaliczyć zakłady MAN w Starachowicach. Przekładając tamte doświadczenia na nasze czasy nie potępiałbym tak ostro państwowych zakładów. Wystarczy zadać tylko jedno pytanie, jakiego prywatnego właściciela będzie stać na utrzymanie powierzchni produkcyjnych przy podatku od nieruchomości w wysokości 20zł za metr kwadratowy i braku ciągłości zamówień o asygnacji pieniędzy na badania i rozwój nie wspomnę. Obecnie bez państwa zbrojeniówka w żadnym kraju niema szans.

    1. xxc

      Oczywiście i z eksportu brano pieniadze na inwestycje. A eksportowano sporo - armaty, samoloty, broń strzelecką itp, itd. Jak porównać to z obecną sytuacją to PGZ się powinno zapaść pod ziemię. No ale ponarzekajmy że nie każdy projekt się udał - przynajmniej jakieś były a państwo było młode z ogromnymi problemami społecznymi.

  5. Waldek

    Jestem przekonany że każdy z szacownych komentatorów ma po trosze racji , ja chciałbym wtrącić swoje trzy grosze. Jestem przekonany że słuszne było rozwijane przemysłu obronnego w R.P. Żaden kraj nie może obyć się be własnego przemysłu jego zadaniem jest produkcja dla własnej armii jak i na eksport żeby zarobić na ewentualne zakupy broni. Oczywiście żaden kraj nie jest wstanie produkować wszystkiego lub wszystko kupować . Problem z naszym przemysłem był dwojaki po pierwsze był strasznie mały { dopiero w budowie } ale te zakłady które już były pracowały na pół gwizdka . I może największy problem z dostawami uzbrojenia były próby samodzielnego konstruowania i projektowania , co przy ogólnej słabości biur projektowych trwało bardzo długo i nie zawsze kończyło się powodzeniem { sam Wilk ,jastrząb, itp. }. Oczywiście były i sukcesy sam Łoś . p24.}. Myślę że w obliczu wojny wskazane było by zakupić licencje tak jak było to w przypadku Czołgu Vikers którego rozwinięciem był dobry czołg 7TP, tankietki Loyda, lub np. zakup licencji silnika Bristol Mercury. Z produkcji licencyjnej wynikało wiele korzyści po pierwsze nasz przemysł szybciej dochodził do wiodących rozwiązań i technologii, szybciej uruchamiał produkcję a ponadto w przypadku zakupów sprzętu o licencjonodawców mieliśmy duże możliwości remontów i napraw zużytego sprzętu. Natomiast nasze biura konstrukcyjne z powodzeniem mogły realizować udoskonalanie i ulepszanie takim przykładem niech będzie działko Polsten skonstruowane przez Polskich inżynierów na bazie działka Oerlikon. Można oczywiście mnożyć takie przykłady ale chodzi o to czy zakupy były konieczne lub rozbudowa przemysłu była konieczna , myślę że konieczna była rozbudowa ale również konieczne były SENSOWNE ZAKUPY. Konia z rzędem kto wytłumaczy sens zakupu wielkich oceanicznych okrętów podwodnych lub nowoczesnych niszczycieli, kogo na Bałtyku mieli by zwalczać . Za bliski 100 milionów zł zafundowaliśmy sobie okręty które nie oddały strzału w obronie R.P. Oczywiście inną sprawą jest wykorzystanie istniejących zasobów i sił ,a z tym jak wiemy było tragicznie . Żołnierz Polski walczył dzielnie i z honorem, ale tylko tam gdzie dowództwo chociaż w minimalnym stopniu przygotowało możliwość takowej walki, a z tym było tragicznie . Nasza armia tak właściwie to nie była Armią tylko Wojskiem Polskim w skład którego wchodziły poszczególne armie w zasadzie każda armia planowała i walczyła oddzielnie bez żadnej koordynacji lub minimalnego choćby wspólnego planu. A i dowodzenie na szczeblu armijnym było po drugim lub trzecim dniu wojny raczej iluzoryczne niż rzeczywiste. Dowódcy poszczególnych związków taktycznych podejmowali decyzję bez jakichkolwiek rozkazów, decyzji lub chociaż by wytycznych szczebla operacyjnego nie mówiąc już o jakimkolwiek planie strategicznym. Po ucieczce N.W. z Warszawy już właściwie nie było żadnego dowodzenia. Oficerowie naszego sztabu Generalnego wraz z tzw. Naczelnym Wodzem zgotowali żołnierzom Polskim krwawą jatkę. Pytanie dlaczego we wrześniu mieliśmy tak niekompetentnych dowódców i byliśmy kompletnie nie przygotowani do wojny, i nie mieliśmy praktycznie sojuszników . Myślę że u podstaw tej tragicznej sytuacji leży ZAMACH MAJOWY, Po zamachu z armii usunięto w zasadzie większość wartościowych dowódców natomiast na wysokie stanowiska awansowali oficerowie legionowi ,oczywiście nic nie ujmując odwadze czy bohaterstwu żołnierzy legionowych to musimy zauważyć że nie każdy żołnierz czy oficer który wykazał się męstwem i odwagą na polu chwały nadaje się do żmudnej pracy sztabowej lub na dowódcę dużych związków operacyjnych. Jest tragiczne dla narodu i armii która ma go bronić jeżeli na czele takiej armii stoi NIEKOMPETENTNY WÓDZ I NIEKOMPETENTNY SZTAB. Wódz który szacunek w społeczeństwie i armii musi wymuszać rozporządzeniami prezydenta

    1. Użytkownik

      Czasami dobrze sprawdzić źródła niż udawać mądralę. Okręty podwodne typu ORZEŁ miały zwalczać sowieckie pancerniki na Bałtyku dlatego musiały dysponować dużą prędkością, dużą ilością torped i możliwością długiego operowania bez zawijania do bazy,

    2. xxc

      Flota była budowana na wojnę z sowietami. Była na ten wypadek nawet flotylla pińska. Co do niektórych dowódców to zgoda - ale jaki byś nie wybrał klucz wyboru ktoś by narzekał. Nigdy wybór nie będzie obiektywny.

  6. gady

    Masz rację ! Rzesza produkcja 20 mln ton stali. Polska 1,5 mln ! Do tego brak całego przemysłu, bo Huta Stalowa, Ostrowiec, Starachowice, Rzeszów, Skarżysko, Radom, Warszawa, Lublin czy Mielec, to są pojedyncze małe zakłady, brak dużej huty z wielkim piecem która miała być budowana w Nisku jako duży producent stali dla kraju. i zbrojeń ! A gdzie reszta przemysłu -chemia, motoryzacja, drogi itp Ludność rzesza to 80 mln - u nas 35 mln ! Można analizować dane o planach i produkcji w COP, ale takie są fakty, że był bardzo malutki !

    1. Waldek

      wszystko niby ok! Ale Produkcja Niemiec w 37 i 38 r się załamywała. Produkcja niektórych rodzajów uzbrojenia spadła 0 90%, krótkotrwałą poprawę zapewniło Niemcom zajęcie Austrii. Dopiero zajecie Czechosłowacji wraz z czwartym przemysłem zbrojeniowym europy dało Niemcom głębszy oddech. W czechosłowacji Niemcy zdobyli bez walki 600 bardzo dobrych czołgów , 500 samolotów o lepszych parametrach od meserszmitów 109 wersji A,B.C, lepsze były dopiero myśliwce wersji D. Zdobyli olbrzymie zapasy artylerii i amunicji . A to wszystko przy wybitnej pomocy Polski. Niestety ale takich mieliśmy dyplomatów z Bekiem na czele. Proszę żebyście państwo uzmysłowili sobie jaki wermacht był słabiutki w 1938 r, w porównaniu z armią Polską i Czeską . Polska miała układ sojuszniczy z Rumunią z którą Czesi również . Opór armii czeskiej jednocześnie odcinał wermacht od dostępu do paliwa , ciekawe skąd by dostarczali ropę wobec przewidywanej blokady morskiej. Do tego wszystkiego dochodzi planowany { w wypadku podjęcia przez Hitlera Wojny z Czechosłowacją} zamach stanu płk. Ostera, do zamachu nie doszło wobec układu Monachijskiego.I tutaj warto podkreślić rolę Polski w upadku Czechosłowacji, Polska spełniła role ,, języczka u wagi", niestety haniebnego i szkodliwego ,,języczka" przede wszystkim dla nas samych.To nie kto inny tylko Polska z Bekiem na czele odebrali Czechosłowacji jakąkolwiek nadzieje na dostawy broni i materiałów wojennych. Podczas gdy Czesi szykowali się do walki my postawiliśmy i ultimatum i zmobilizowaliśmy na śląsku armie. wobec powyższego Czesi doszli do wniosku że zaatakowani ze wszystkich stron przez Polskę z północy przez Niemców z Północy , zachodu, i południa, przez Węgrów z południa podjęli jak się wydaje słuszna decyzję skapitulowali. Co na tym zyskała Polska ano zajęła ,,Zaolzie fakt bogate". I co jeszcze ,,,zyskała", opinię sojusznika Hitlera na zachodzie i nic nie pomogło pokrętne tłumaczenie Beka , opinia publiczna Francji i Anglii oraz USA, czy Rosji uznały Polskę za sojusznika Hitlera.Oczywiście ,,zyskaliśmy " 500 km dodatkowej do obrony granicy , jeszcze zyskaliśmy to że wermacht na skrzyniach z amunicją pisał nie oszczędzać , a to w wyniku przejęcia zapasów czeskiej amunicji dwukrotnie większych niż sami posiadali. Zaatakowało nas dodatkowe dwie dywizje pancerne i dwie dywizje szybkie wyposażone w czeskie czołgi i samochody. Ciekawe jak przebiegała by wojna jeśli w ogóle doszło by do wojny w 38,lub 39 r, gdyby Niemcy musieli walczyć z Czechosłowacją i Polską wspomaganymi przez Francję , Anglię . Pamiętajmy że byłby to również problem dla Stalina Jak się zachować wszak polska była by sojusznikiem kraju który miał sojusz z ZSRR.

  7. dim

    @Bardzo ciekawy, obszernie wyjaśniający artykuł, wielkie dzięki dla Autora i Redakcji ! @Dropik - ależ to wystarczy sprawdzić w Wikipedii ! Znaczna część produkcji Łosiów została zaoferowana i sprzedana za granicę, a po prostu nie zdążono jej dostarczyć. Gdybyż tylko Hitler i Stalin zechcieli poczekać...

    1. Użytkownik

      Łosie nie zostały sprzedane za granicę

  8. Autor widmo

    Jak zawsze myślenie życzeniowe - gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka. Co z tego, że był COP? Wojna '39 została tragicznie przegrana, przepadła 1/3 państwa i 6 milionów ludzi. Słabe dowodzenie, słaba geopolityka. To są fakty - reszta to zwidy. Czy teraz jest gorzej? Nie, bo Polska wciąż istnieje. Nie analizujmy co się udało - skoro to nic nie dało. Ważne czego nie zrobiono - z tego jest nauka.

  9. SZELESZCZĄCY W TRZCINOWISKU

    PYTANIE JAKI MAMY POMYSŁ ...na dzisiejszą rzeczywistość odnowy sił zbrojnych gdzie jak widać historia się nie powtarza ale zaczyna rymować według "pewnej stałej siunusoidy czasowej".....czyżby znowu może zabraknąć czasu by zbudować silną armię i przemysł .....czy etos ,patos ,kukuryku....i ta "gloria victis" ....to "pewna stała w martyrologi narodu" ..pielęgnowana jako zwycięstwo przegranych ...a przez świat postrzegana że to były czasy klęski narodu Polskiego ..

  10. dropik

    niestety fabryki rządowe dostarczały uzbrojenie dość drogie i tak jest do dziś. inwestycje były potrzebne , ale były za duże i skończyło się na tym że to Niemcy z nich skorzystali

  11. mc.

    Coś dla poprawienia nam humoru (głupota innych zawsze poprawia nam humor): po klęsce wrześniowej, dowódcy ewakuowani do Francji przygotowali szczegółowy raport dotyczący przyczyn klęski polskich wojsk i taktyki niemieckiej. Wykorzystanie tego dokumentu mogło znacząco podnieść możliwość pokonania Niemców przez Francuzów. Ale pycha i zadufanie w sobie Francuzów spowodowała, że uznali że Polacy nie chcieli walczyć i nawet nie przeczytali tego raportu. Efekt wszyscy znamy.

  12. gady

    Porównanie produkcji w 1937 roku Niemcy - Polska: węgiel 185 mln - 36 mln, stal 14,1 mln - 1,5 mln samochody 327 tysięcy - brak danych, te dane pokazują różnice w wielkości produkcji przemysłowej,zatem nawet cala produkcja w planowanym i zbudowanym COP by była około wielkości 0 produkcji rzeszy, do tego znaczące różnice w ludności 80 mln - 35 mln, oraz gigantyczne różnice w liczbie pracowników przemysłowych, wydajności i poziomie życia, itd To pokazuje nam różnice, zatem dyskutowanie o kupnie wyposażenia 6 dywizji pancernych bez infrastruktury i paliwa nie ma sensu !

  13. MAX13

    Szanowny „manek” idiotyzmem jest pisanie tego rodzaju bredni. Twój komentarz jest w stylu gdybym wiedział, że złamie nogę to bym nie wyszedł z domu. I niestety trzeba się zgodzić z „ bryxx - em„. Tak na marginesie chcę zwrócić uwagę, że ten majątek służy już ponad 70 lat.

  14. bryxx

    Ciekawa koncepcja manek. Znasz to powiedzenia o dwaniu ryby albo wędki? Szkoda że ludzie o takich poglądach jak ty dorwali się do władzy i rządzą w sumie już kilkanaście lat.

  15. joachim

    do Maxa. Bardzo słuszne uwagi. To było myślenie życzeniowe, nie na polskie warunki.

  16. bryxx

    Przepraszam za ten "cud na wisłom" chyba za bardzo poruszył mnie post pana maxa. Oczywiście generał Rozwadowski był autorem planów oraz dowodził w czasie bitwy znanej jako "Cud nad Wisłą"

  17. manek

    Budowa COPu byla idiotyzmem, zmarnowano 2mld zlotych na obiekty, ktore wykorzystywali potem Niemcy . W tej cenie moglismy kupic pelne wysposazenie dla np 6 dywziji pancernych .

  18. bryxx

    Do max, kolego potrafisz czytać ze zrozumieniem? To nie ja proponuje To jest cytat kolego. Chcesz dyskutowac z generałem Rozwadowskim? Przeczytaj najpierw jego opracowania dotyczace wojny manewrowej. Gadasz tak jak Piłsudski gdy twierdził ze nie ma szans na obrone Lwowa i chciał go oddać ukraińcom. Rozwadowski obronił Lwów ze swojmi żełnierzami i orlętami. Wiesz kto to był generał Rozwadowski? On zaprojektował pocisk tzw. granato-szrapnel czyli odłamkowo-burzący, opracował kioncepcje ruchomej zasłony ogniowej to prawdziwy twórca planu "cudu nad wisłom" i faktyczny dowódca w czasie tej bitwy.To twórca współczesnej kawalalerii. Przeczytaj jego życiorys , przeczytaj jego prace potem odzywaj się. Tym sie różni generał Rozwadowski od innych że wiedział co proponuje i znał sie na tym. Znaj proporcje mocium panie, panie max.

  19. max

    Do Bryxx. 10 pułków pancernych to jest 120 x 10 1200 czołgów bez zaplecza (które jest istotne. Polska armia w 1939 roku poszła do boju bez ciągników ewakuacyjnych, ruchomych MPS-ów, bez polowych punków napraw + części zamienne, bez cystern, bez wozów dowodzenia, bez wozów amunicyjnych, co się zemściło bardzo szybko, pomijam już szybkość prowadzenia działań przez stronę niemiecką), rozumiem, że chodziło o nowe czołgi, a nie o Renault 17, który nie nadawał się do wojny manewrowej. Gdzie miano wyprodukować te czołgi? W warunkach polskich i w polskim tempie prób prototypów trwało by to 20 lat (przyjmując 100 czołgów rocznie, jakie mógł wyprodukować Ursus w latach trzydziestych - polska przeróbka Vickersa) ). Kupić czołgi? to od kogo? Na rynku była tylko Francja, Niemcy dopiero od 1934 roku (pzkpw I), ZSRR. Sprawa niemożliwa do zrealizowania, chyba, że się ma krocie i można przepłacać jak ZSRR przy kupnie prototypów wozów brytyjskich i systemu Christiego. No i ten co produkuje musi się zgodzić na sprzedaż. Polskę powalał brak przemysłu i pomysłu! Czołg potrzebuje optyki, silników, prądnic, świateł, akumulatorów, żarówek, działa, karabinów maszynowych, amunicji, płyt pancernych i całego pozostałego wyposażenia. Kto to miał robić w odpowiedniej ilości w tamtym czasie? Większość rzeczy kupowano za granicą, bo polska produkcja albo była licha, albo mała i niewydolna, albo tego jeszcze nie produkowano. W latach dwudziestych jest to łabędzi śpiew Rozwadowskiego, niewykonalny. W latach trzydziestych sytuacja niewiele lepsza, na początku był kryzys ogólnoświatowy.

  20. dropik

    @PL Nie gadaj głupot. Po 17 września ciężko juz mówić o jakieś obronie. to była ucieczka. Francuzi uznali, że przegrali i ratowali co mogli . Spokojnie mogli się opierać jeszcze ponad miesiąc zanim Niemcy doszliby nad morze Śródziemne. Nie powielaj tej powtarzanej mitologii

  21. Macorr

    Blitzkrieg działał bo było bardzo dobre współdziałanie lotnictwa i masowych związków pancernych(możliwośc wezwania Stukasów przez radio). Gdyby udało się to zakłócić, słabe na ten czas niemieckie czołgi nie byłyby w stanie działać tak efektywnie i o tym pisza wszyscy zwolennicy postawienia na lotnictwo myśliwskie przed 39 roku. I dla porownaniea ilość myśliwców 300+ z mojego poprzedniego posta byłaby nie wiele mniejsza niż WB w czasie bitwy o Anglie (400-600). Oraz tak w pełni zgadzam się że sama Polska ze względu na rożnice potencjału w końcu przegrałaby z Niemcami. Ale chodziło o przedłużenie wojny obronnej do czasu interwencji zachodu (oczywiście nie ma pewności żeby nastąpiła). Co do PZL 50 i IAR80 to polski myśliwiec w niedokończonym prototypie rozwijał predkość 460-470, przy silniku 200KM słabszym, wobec 485 km/h IAR80.

  22. bryxx

    Jakby Piłsudski nie usunął Rozwadowskiego tylko pozwolił aby jego koncepcja wojny manewrowej była doktryną polskiej armii to byłoby inaczej."Gen. Rozwadowski postulował potrzebę stworzenia dziesięciu czteropułkowych brygad wzmocnionych batalionami strzelców zmotoryzowanych, samochodami i pociągami pancernymi oraz lotnictwem. Generał przedstawił plan utworzenia dziesięciu pułków pancernych, dowodząc, że budżet jest w stanie podołać kosztom przeznaczonym na ich tworzenie. Plany te odrzucono, a tworzenie jednostek pancernych rozpoczęto dopiero w 1937 roku. W 1925 roku Rozwadowski dowodził manewrami na Wołyniu. Zaproszeni z zagranicy goście byli pod wrażeniem organizacji i postawy Wojska Polskiego. Ćwiczenia odbiły się echem w Europie. Rozwadowski w tym czasie miał duży wpływ na ukształtowanie tej miary dowódców jak Władysław Sikorski, Stanisław Sosabowski, Franciszek Kleeberg i Tadeusz Kutrzeba, będąc ich mentorem, czuwał nad rozwojem ich karier wojskowych[5]. W międzyczasie Rozwadowski był w konflikcie z obozem piłsudczykowskim. Jako przeciwnik upolitycznienia armii, był ostro zwalczany przez marszałka. Generała niepokoiły podziały w wojsku i rozkład moralny, które doprowadziły w rezultacie do wydarzeń z maja 1926 roku." Pozwole sobie zacytować najpopularniejsze źródło wiedzy :). Polecam poczytać życiorys prawdziwego zwycięzcy, naszego wielkiego wojskowego generała Tadeusza Rozwadowskiego. Wszyscy się zachwycaja blietzkregiem a o wojnie manewrowej nikt nie pamęta. Cudze chwalicie ......

  23. gnago

    No opanowano w Polsce juz kilka lat temu technologie produkcji grafenu. Za granicą bada się pancerze oparte o to . A w Polsce cisza nawet o produkcji na małą skalę. Czyżby świadomy sabotaż

  24. Marek

    @dropik Żebyśmy mieli porównywalne nasycenie sprzętem do Francuzów raczej także przerżnęlibyśmy wojnę. Nikt, ale to nikt na świecie nie był wówczas gotowy do tego, żeby poradzić sobie z wyszkoleniem Wermachtu i niemiecką koncepcją Blitzkriegu.

  25. PL

    Bardzo cenne porównanie.... Z perspektywą historyczną dużo łatwiej jest oceniać decyzje ale zakładając dwa elementy łatwo jest wprowadzić korektę: zapaść gospodarcza jaka miała miejsce w 1918-1920 i ogólnie 1930, zmiana koncepcji forma walki (cały zachód krócej się bronił niż my sami mając kilka miesięcy buforu) z np. Francją i jej linią Maginota oraz tygodniowymi niemal zmianami w konstrukcjach gdzie dzisiaj to są lata np F-16 to rocznik 1974 czyli ma blisko 45 lat a wtedy zmiany typów i rozwiązań to były tygodnie by po roku był następca. Zgadzam się- główne błędy były w zarządzaniu polem walki nie w technologiach. Trzeba pamiętać,że Niemcy właśnie w Hiszpanii testowali i modyfikowali rozwiązania i sprzetowe i organizacyjne. Świat inaczej by wyglądał gdyby wojna prewencyjna doszła do skutku