Wojska aeromobilne - czy są potrzebne? [ANALIZA]

24 kwietnia 2020, 13:42
84803870_2690584031056956_514107817259433984_o
Fot. st.kpr. Mariusz Bieniek

Chociaż obecnie wielu teoretyków wojskowości oraz ludzi fascynujących się strategią i techniką militarną poddaje w wątpliwość efektywność użycia wojsk spadochronowych to czołowe potęgi militarne świata wciąż utrzymują pokaźny potencjał tego rodzaju wojsk. Szczególnie dotyczy to Rosji (WDW) oraz USA i Chin, gdzie spadochroniarze wraz z siłami specjalnymi i piechotą morską z reguły zawsze stanowią elitę i zrazem forpocztę sił głównych. 

Reklama

Wojska aeromobilne (w tym spadochronowe) choć kosztowne w procesie ich szkolenia oraz utrzymania nadal mają wystarczający potencjał do wykonywania zadań w czasoprzestrzennym obszarze działań taktyczno-operacyjnych, co obecnie i w przewidywalnej przyszłości daje możliwość ich skutecznego i szybkiego użycia niezależnie od zaistniałej sytuacji, czasu czy charakterystyki terenowej. Zadaniowe pododdziały i oddziały takich formacji operują w ramach grup wysoko manewrowych (zawczasu przygotowanych lub doraźnych) do wykonania określonych zadań na różnej głębokości oddziaływania. Skuteczne wykorzystanie takich grup uzależnione jest od właściwego stopnia ich przygotowania oraz wyposażenia w niezbędne uzbrojenie i sprzęt wojskowy, dający im możliwość realizacji stawianych przed nimi zadań.

Znajomość wszystkich elementów wpływających na właściwą ocenę sytuacji narzuca stopień organizacji i przygotowania takich grup (areomobilnej, desantowej, specjalnej itp.) do wykonania stawianego zadania oraz czy jego realizacja wpłynie na zmianę zasadniczej sytuacji na danym obszarze walki. Czas z kolei ma wpływ na metodę i sposób realizacji zadania a teren na jego zakres i możliwości grupy.

image
Grafika- Katarzyna Głowacka/Defence24

Rodzaj zadania wpływa na skład grupy, jej przeznaczenie (charakter) oraz sposób realizacji a to na sposób wykonania – manewrowy (przenoszenie działań na kolejne obiekty) czy statyczny (opanowanie i utrzymanie obiektu).

Zaletą grup manewrowych jest przede wszystkim duża samodzielność działania, szybkość, elastyczność. Wady to trudności w zabezpieczeniu materiałów bojowych i technicznych, ograniczone wsparcie średnich i ciężkich systemów uzbrojenia, izolacja działania do czasu wyjścia z akcji lub odblokowania przez własne oddziały, mała ruchliwość (po wejściu do akcji) zwłaszcza pododdziałów desantowych.

W naszym kraju związki taktyczne i oddziały aeromobilne, które zgodnie z przeznaczeniem w czasie pokoju szkolą się wspólnie w ramach taktycznych grup bojowych 25 Brygady Kawalerii Powietrznej (25 BKPow.) lub batalionowych grup powietrznodesantowych 6 Brygady Powietrznodesantowej (6 BPD), określane są mianem aeromobilnych zgrupowań bojowych lub odwodów specjalnych. Natomiast pododdziały wojsk specjalnych współdziałają z aeromobilnymi zgrupowaniami bojowymi na obszarze prowadzenia działań głębokich, tak by w głównej mierze osiągnąć cele operacyjne. Między tymi oddziałami i pododdziałami musi istnieć ścisła koordynacja podejmowanych działań, znajomość wzajemnych możliwości oraz uzupełnianie się w celu efektywnego realizowania stawianych im zadań. Przykładowo siły specjalne mogą być elementem rozpoznawczym dla spadochroniarzy, śmigłowce kawalerii powietrznej osłaniać i transportować grupy specjalne a spadochroniarze przygotować lądowiska dla śmigłowców lub przejmować obiekty opanowane przez komandosów.

image
Grafika - Katarzyna Głowacka/Defence24

Trochę historii „białych czasz” w Polsce
Jeżeli już mówimy o polskich wojskach powietrznodesantowych to nieodzownie kojarzą się one z „czerwonymi beretami” czyli nakryciem głowy jaki noszą żołnierze obecnej 6 BPD.

Można jedynie przypomnieć, że ten związek taktyczny wprost wywodzi się z powstałej w 1957 roku 6 Pomorskiej Dywizji Powietrznodesantowej. Ta z kolei sformowana została głównie by realizować ofensywne plany połączonych wojsk Układu Warszawskiego (UW) wobec NATO, czyli dziać głęboko poza linią frontu z zadaniem opanowania strategicznych celów na planowanych zasadniczych kierunkach uderzeń Sił Lądowych UW. To wszystko jednak w zasadniczy sposób ograniczał fakt posiadania przez stronę Polską skromnych sił transportowych i spore uzależnienie w tej kwestii od ZSRR. Dywizja nigdy stanami etatowymi (nawet czasu W) nie osiągnęła nawet 5 tys. żołnierzy i choć były plany wyposażenia jej w BMD-2 czy 122 mm przewoźne haubice D-30 to tak naprawdę była to zawsze lekko uzbrojona piechota tylko przez pewien czas wyposażona w działa pancerne ASU-85 będące na stanie ówczesnego 35 das. Dlatego z czasem przeformowano ja w brygadę a od 1989 w 6 Brygadę Desantowo-Szturmową im. gen. bryg. Stanisława Sosabowskiego.

I to z tym generałem (organizatorem i pierwszym dowódcą) kojarzona jest druga znana polska formacja powietrznodesantowa czyli 1. Samodzielna Brygada Spadochronowa sformowana w Wielkiej Brytanii podczas II Wojny Światowej w skaldzie Polskich Sił Zbrojnych na zachodzie. Według planów miała on wziąć udział w walkach w kraju w czasie planowanego przez AK powstania zbrojnego. Ostatecznie została jednak użyta w wielkiej operacji powietrznodesantowej Market Garden w 1944 roku w składzie 1 Brytyjskiej Dywizji Powietrznodesantowej pod Arnhem. Ze szkoleniem skoczków dla brygady powiązane jest również szkolenie cichociemnych (żołnierzy wysyłanych do walki na terenie okupowanego kraju za pomocą skoku z samolotu).

W LWP istniały jeszcze pododdziały specjalne, które pełniły rolę jednostek dalekiego rozpoznania i dywersyjno-sabotażowych a spadochrony stały się jedną z form ich dostarczania do obszarów planowanych działań. Najbardziej znane to 1 Batalion Szturmowy z Dziwnowa oraz 48, 56 i 62 kompanie specjalne podległe dowódcom Warszawskiego, Pomorskiego i Śląskiego Okręgu Wojskowego. Z czasem kompanie specjalne weszły w skład i niektórych dywizji.

Natomiast mało kto wie, że już przed wojną w Polsce funkcjonował Wojskowy Ośrodek Spadochronowy (WOS) w Bydgoszczy (przy 4 pułku lotniczym), którego zadaniem było przygotowanie wybranych żołnierzy z piechoty, saperów i wojsk łączności do zadań dywersyjnych wykonywanych po zrzucie za liniami styczności wojsk. Efektem krótkiej działalności WOS był m.in. wypracowanie podstaw taktycznych działania spadochroniarzy-dywersantów, wprowadzenie nowych środków łączności, spadochronów do zrzutu ładunków czy specjalistycznych ładunków wybuchowych i zapalników. 

Pierwsze zbiorowe desanty (ok. 25 spadochroniarzy) wykonano na Wołyniu a kolejne pod Zielonką. W tym drugim wypadku chodziło o zniszczenie torów, wiaduktu i sieci telefonicznej. Spadochroniarze skali z samolotów Fokker FVIIB/3m i RWD-8 lub Bellanca J-300 Special i używali polskich spadochronów Irvin.

image
Szkolenie GPD (grupa powietrznodesantowa) 6BPD przy współpracy z 25BKPow. Fot. st.kpr. Mariusz Bieniek

Desant z powietrza
Wszelkie działania powietrznodesantowe dzielą się z reguły na cztery fazy. I tak mamy przygotowanie do działań powietrznodesantowych, desantowanie, wykonywanie zadania taktycznego po lądowaniu oraz działania kolejne.

Batalionowa grupa powietrznodesantowa (Task Force) musi być natychmiast zdolna do przerzutu, utworzenia wysuniętej bazy operacyjnej, przyjęcia sił wsparcia czy opanowania kluczowych przepraw w celu umożliwienia pełnego manewru sił głównych. 

Złe warunki atmosferyczne (np. ułożenie chmur, nasłonecznienie) lub terenowe (zbyt zróżnicowana rzeźba obszaru przyszłych działań) mogą nawet anulować lub poważnie zakłócić nawet najlepiej zaplanowaną operację powietrznodesantową. Już po wylądowaniu poszczególne grupy zadaniowe i pododdziały powinny płynie przejść do wykonywania stawianych im wcześniej zadań.

Spadochroniarze muszą umieć opanować lotnisko przeciwnika a następnie je obronić, podobnie jak ważne dla efektywnego wykonania danych operacji lądowych mosty kolejowe lub drogowe. Takie obiekty powinny być również sprawdzone przez grupę torującą podczas szturmu, czyli też przez saperów wchodzący w skład plutonu saperów batalionu powietrznodesantowego. Czy nie są one zaminowane lub wyposażone w inne przeszkody inżynieryjne, a gdy tak się dzieje to trzeba je usunąć. Saperzy również odpowiadają za neutralizację takich obiektów, gdy tego wymaga wykonanie zadania.

image
Grafika - Katarzyna Głowacka/Defence24

Ważne miejsce zajmuje też rozpoznanie. Przed głównym zrzutem w rejon prowadzenia misji trafia tzw. grupa awangardowa, która sprawdza (rozpoznaje) i zabezpiecza teren lądowiska i ewentualnie przyszłego szturmu na dany obiekt ataku. I to zadanie zwykle wykonują zwiadowcy z kompanii rozpoznawczej batalionu dowodzenia 6 BPD wspomagani m.in. przez strzelców wyborowych.

Często zwiadowcy wykonują zrzut z większej wysokości (np. 4000 metrów) i już w powietrzu tworzą formacje (dwu-, trzy- lub pięcioosobowe grupy zadaniowe), które będą operować razem na ziemi. Ok. 400 metrów nad ziemią praktycznie zaczyna powstawać zarys przyszłej bazy a kierunek wiatru daje podstawę do określenia strony podejścia na zrzutowisko lub lądowisko. Natomiast na samej ziemi ważne jest dla zwiadu i strzelców wyborowych doskonałe zamaskowanie własnych pozycji oraz opanowanie zasad tzw. stalkingu (podchodzenia) co wymaga cierpliwości i optymalizacji doboru drogi przemieszczania.

Prowadzenie obserwacji dla naszych żołnierzy zapewniają lornetki 7x45z, lunety o 60-krotnym powiększeniu i zaopatrzone w termowizję oraz dalmierz JIM LR. Ponadto pracę tą ułatwia np. przystawka termowizyjna na celownik optyczny Dragon czy lornetka dalmierzowa Vector. Z kolei łączność zapewniają radiostacje Harris Falcon III a ochronę przed termowizją specjalne maty (za pomocą których można np. zamaskować posterunki obserwacyjne).

Sam ekwipunek specjalistyczny spadochroniarzy w zasadzie jest przenoszony przez nich samych. Czasami jeden człowiek dźwiga i ponad 40 kg na sobie. Dlatego sprzęt powinien być odpowiedni dobrany (masowo i objętościowo) i dzielony jest na sekcje a niektóre drużyny szkolone są tak by w razie czego przejąć cześć obowiązków kolegów-specjalistów. Zamienność pełnionych funkcji wśród spadochroniarzy jest niezmiernie ważna, podobnie jak w innych formacjach aeromobilnych czy siłach specjalnych.

Obecnie na stan 6 BPD wchodzą pierwsze pojazdy wojsk aeromobilnych wysokiej mobilności wraz z przyczepami, które znacząco poprawią mobilność spadochroniarzy już na ziemi. Pojazdy te przystosowane są do desantowania metodą spadochronową na palecie PDS108” 12 ft a ich przeznaczeniem jest transport żołnierzy, rannych, sprzętu i wyposażenia ze stref zrzutu osobowego i towarowego, czy holowanie przyczep lub uzbrojenia (np. moździerzy).

image
Pojazd Aero holujący moździerz M98. Fot. st.kpr. Mariusz Bieniek

A właśnie 98 mm moździerze M98 w liczbie 24 sztuk to właściwie jedyna broń wsparcia „czerwonych beretów” z Krakowa i w ilości 27 sztuk „kawalerzystów” z 25 BKPow. Zapewniają one prowadzenie ognia do lekkich umocnień polowych, celów lżej opancerzonych i znajdujących się za przeszkodami terenowymi, punktów obserwacyjnych, stanowisk dowodzenia, wykonywania przejść w zaporach inżynieryjnych oraz zadymiania i oświetlania wskazanych rejonów (zakres donośności to od 400 do 7000 metrów). Wsparciem dla skuteczniejszego prowadzenia z nich ognia jest przyrząd APDR (Artyleryjski Przyrząd Dalmierczo-Rozpoznawczy) czy kalkulator artyleryjski SKART/UKART.

By w jak największym stopniu ograniczyć manewr sił przeciwnika oraz zwiększyć swobodę działania własnych, zgrupowanie powietrznodesantowe korzysta z działania organicznych pododdziałów wojsk inżynieryjnych. Ich zadania są jednak ograniczone możliwościami sprzętowymi oraz środków minersko-zaporowych przerzucanych w rejon prowadzonej misji.

W 6 BPD w batalionie dowodzenia występuje kompania a w każdym batalionie występuje pluton wojsk inżynieryjnych. W kompanii są plutony - saperów, rozminowania/EOD i nurków, a także drużyny - rozpoznania inżynieryjnego, maszyn inżynieryjnych, wydobywania i oczyszczania wody oraz logistyczne, czyli zaopatrzenia, zabezpieczenia i transportowa. W kompanii zaopatrzenia batalionu logistycznego brygady funkcjonuje również drużyna wydobywania i oczyszczania wody. Pododdziały te prowadzą rozpoznanie inżynieryjne rejonu działań (w tym rejonu wyczekiwania), doraźnie utrzymują drogi, rozminowują teren, prowadzą rozbudowę fortyfikacyjną terenu, maskowanie wojsk i obiektów, wykonują przejścia w terenie zurbanizowanym (budynkach) czy zajmują się wydobywaniem i oczyszczaniem wody.

image
ZU-23-2 znajdujące się na wyposażeniu baterii przeciwlotniczej 6. batalionu dowodzenia. Fot. U.S. Army SGT. Timothy Hamlin + Romanian Army 1st Lt. Corina Ciobanu

Obronę przeciwlotniczą naszych wojsk aeromobilnych zapewniają baterie wyposażone w 23 mm sprzężone armaty przeciwlotnicze ZU-23-2 z celownikiem CKE-1N oraz przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe (PPZR) Grom. Abstrahując od efektywnej skuteczności tego tandemu bolączką jest prowadzenie rozpoznania przestrzeni powietrznej tylko wzrokowo lub za pomocą przyrządów optycznych i w ograniczony sposób optoelektronicznych.

Bardzo rożne obszary wykonywania zadań sprawiają, że spadochroniarze muszą być wszechstronnie przygotowania do działania w nietypowym terenie i błyskawicznej adaptacji do powstałych zupełnie nowych warunków. Wobec powyższego realizowany program szkolenia w 6 BPD obejmuje m.in. działania w terenie pustynnym, podmokłym, zurbanizowanym, desant nad wodą czy w warunkach arktycznych. Większość żołnierzy brygady nabywa np. doświadczenie do prowadzenia walki w terenie górskim i wyżynnym, ale również w wykorzystaniu posiadanego sprzętu w niekonwencjonalny sposób (np. budowy stanowisk wyciągowych czy zbudowania toboganu do transportu rannych). Ponadto kładziony jest duży nacisk na opanowanie umiejętności prowadzenia efektywnej walki oraz tych z zakresu SERE (Survival, Evasion, Resistance, Escape – przetrwanie, unikanie, opór w niewoli oraz ucieczka). Czasami dynamiczna sytuacja w walce sprawia, że trzeba przejść do działań nieregularnych co również należy opanować.

Temu wszystkiemu służą również tzw. zajęcia zintegrowane, które pozwalają na dopracowanie nabytych wcześniej umiejętności, ale i na bieżącą korektę popełnianych błędów czy niedoskonałości samych procedur. W 6 BPD wdrażane są i nowe programy szkoleń, jak te dotyczące nauki bezpiecznego posługiwania się bronią BLOS (Broń, Lufa, Otoczenie, Spust) czy procedury Counter-ID. 

Szkoleniem spadochronowo-desantowym są objęte i inne jednostki naszej armii jak np. trzy kompanie dalekiego rozpoznania oraz pluton zabezpieczenia desantowania wchodzące w skład 2 Hrubieszowskiego Pułku Rozpoznawczego. Niektórzy żołnierze z tego pułku są bowiem przewidziani do wykonywania zadań nawet do 150 km za linią frontu. Podobnie dotyczy to formacji wchodzących w skład wojsk specjalnych.

W locie szumią spadochrony
Żołnierze wykonujący skoki ze spadochronem przechodzą restrykcyjne normy psychofizyczne i zdrowotne a sporo kandydatów odpada już na etapie orzeczenia lekarskiego. Czym poziom wykonywanych skoków jest bardziej zaawansowany tym więcej wymaga się od kandydatów na przyszłych skoczków a proces ich szkolenia jest bardziej skomplikowany, dłuższy i trudniejszy zarazem. Wielokrotnie powtarzane procedury sprawiają, że zakodują się one w pamięci mięśniowej skoczka dzięki czemu automatycznie on reaguje pod wpływem konkretnych impulsów.

Nauka zwykle rozpoczyna się w ośrodku szkolenia naziemnego (np. w 25 BKPow. funkcjonuje Ośrodek Szkolenia Aeromobilno-Spadochronowego (OSA-S) w Leźnicy Wielkiej przygotowujący do wykonywania skoków na spadochronach desantowych grupy B), gdzie ćwiczy się z wykorzystaniem makiet śmigłowców czy samolotów oraz wież spadochronowych. W eksploatacji są symulatory skoków spadochronowych SOKOLTM, przeznaczone do wieloetapowego szkolenia w całym spektrum prowadzonych operacji spadochronowych (od podstaw aż po zaawansowane metody jak HALO/HAHO). Funkcje, jakimi one dysponują, powstały na podstawie realnie wypracowanych metod i doświadczeń skoczków spadochronowych.

image
Żołnierze z 6. batalionu dowodzenia w trakcie oczekiwania na załadunek na pokład samolotów transportowych. Fot.6bdow

Ogólne szkolenie skoczków dla np. Sił Powietrznych prowadzą też instruktorzy spadochronowi z 41 Bazy Lotnictwa Szkolnego. Oni dla podtrzymania nawyków muszą wykonać roczną normę skoków, czyli zarówno tych do 25 sekund swobodnego spadania, jak i powyżej 25 sekund. Do wykonywania tych drugich trzeba już wykorzystać odpowiedni statek powietrzny, który szybko wzniesie na minimum 2000 metrów.

Same skoki w 6 BPD są wykonywane nawet kilka razy w tygodniu a za ich przygotowanie odpowiada sekcja szkoleniowa. Skoki mogą być szkolno-treningowe, nocne, bojowe z zasobnikiem i bronią itp.

Skoki na spadochronach typu A (okrągłych) o małej sterowności (np. AD-95 lub AD-95M serii 2- o większej czaszy i możliwości zabierania cięższego ładunku) wykonuje się z reguły z małej wysokości „na linę” (np. z 400 metrów z natychmiastowym otwarciem) lub po 100 metrach otwieramy czaszę główną poprzez wyrwanie uchwytu (czas opadania 5-6 m/s) a z grupy B (AD-2000/2000M, szybujących – tzw. latające skrzydło) w systemie kombinowanym bądź samoczynnym z wolnym systemem otwarcia. Na „starym” AD-95 (ze spadochronem zapasowym AZ-95) każdy przyszły skoczek wykonuje minimum 12 pierwszych skoków (typu tzw. samoczynnego (static line) a wykorzystując AD-2000M żołnierze są już podpinani do liny desantowej za pomocą, której następuje automatyczne otwarcie czaszy. W metodzie kombinowanej po opuszczeniu samolotu otwiera się tyko spadochron stabilizujący i samodzielnie trzeba otworzyć czaszę główną (np. na zadanych 700 metrach nad ziemią). AD-2000 w odróżnieniu od AD-95, umożliwia już wykonywanie przelotów na odległość do 30 km (przy skoku z aparatura tlenową z ok. 8000m). Jest bardzo sterowny i pozwala na swobodny wybór miejsca do lądowania. Są jeszcze spadochrony grupy C, sterowane i szybujące a przeznaczone dla skoczków, którzy oddzielają się od statku powietrznego bez podpięcia liny lub osłony stabilizatora do liny desantowej. Po oddzieleniu się od pokładu swobodnie spadają aż do momentu, w którym wyciągają tzw. pilocik, który wyciąga czaszę główną. 

Specjalną rodzaje skoków HALO/HAHO (High Altitude-Low Opening/High Altitude-High Opening - z dużych wysokości z opóźnieniem otwarcia spadochronu lub wykonaniem kilkudziesięciokilometrowego przelotu) wykonują już najbardziej doświadczeni spadochroniarze, mający specjalne umiejętności. Często nawet z 10 000 metrów lecąc kilkadziesiąt kilometrów z wykorzystaniem konsol nawigacyjnych, GPS i aparatury tlenowej (wymagana powyżej 4000 metrów). A żeby wykonywać skoki z użyciem tej ostatniej trzeb przejść badania i szkolenie w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej, bo wymagają one bardzo wysokiej sprawności fizycznej, doskonałej orientacji oraz odpowiednich predyspozycji zdrowotnych. Także podczas szkoleń z HALO/HAHO istotną rolę odgrywa współpraca między żołnierzami/operatorami, bo muszą się oni wzajemnie uzupełniać i działać jak jeden zgrany team.

Czasze główne trzeba nie tylko samodzielnie umieć układać, ale wymagają one czyszczenia, wietrzenia i suszenia. Układacze spadochronów są np. w 6 batalionie logistycznym 6 BPD.

Szkolenie spadochronowo-desantowe w naszej armii przechodzą też żołnierze z taktycznych zespołów wsparcia CIMIC (współpracy cywilno-wojskowej), którzy podczas rożnego rodzaju powierzanych im misji towarzyszą żołnierzom z 6 BPD czy 25 BKPow. Ich zadaniem jest wspieranie dowódców w kontaktach z władzami samorządowymi, zbieranie informacji o lokalnym środowisku (np. systemie administracji czy wyznaniowym) oraz prowadzenie negocjacji (również w oparciu o międzynarodowe prawo humanitarne konfliktów zbrojnych) czy ochrona dóbr kultury.

Razem może i raźniej
Pilot tandemu musi dostarczyć do wyznaczonego rejonu ludzi (negocjatorów, dyplomatów czy reporterów), innych żołnierzy czy nawet zwierzęta (np. psy tropiące) i ładunki specjalne. Ale często uprawniony do wykonywania skoków w tandemie żołnierz „transportuje” do wyznaczonego miejsca i swego kolegę z jednostki np. nieposiadającego uprawnień skoczka specjalisty - sapera, chemika, meteorologa czy JTAC (żołnierza naprowadzającego lotnictwo na cele naziemne). Do tandemu można zabrać osobę ważącą do 120 kg a same skoki wykonuje się z wykorzystaniem spadochronów grupy D z wysokości minimalnej 2500 metrów. Każdy pilot tandemu, by nie stracić uprawnień, musi wykonać minimum 15 skoków z pasażerem w ciągu danego roku szkoleniowego.

Właściwe skok zaczyna się jeszcze na ziemi, bo rozmowa z pasażerem ma tu olbrzymie znaczenie. Po opuszczeniu statku powietrznego najważniejsze są pierwsze sekundy, gdzie liczy się wszystko (począwszy od ułożenia skoczków po ich zachowanie w powietrzu). Pilot musi zachować zimną krew, zapanować nad pasażerem i jednocześnie kontrolować wysokość oraz wszystkie czynności wykonywane podczas skoku. Są i sytuacje nietypowe (np. pasażer zemdleje) wówczas należy przejść do lądowania awaryjnego a to w dużym stopniu zależą od stanu panującej pogody. Wylądowanie często nie oznacza dla żołnierza końca wykonywanego zadania, bo musi on jeszcze dostarczyć ładunek lub doprowadzić człowieka do wyznaczonego punktu spotkania. Cały czas więc „ładunek” jest pod jego opieką.  

Pilot tandemu powinien odznaczać się dużą odpornością na stres oraz siłą (by panować w powietrzu nad pasażerem lub przenoszonym ładunkiem). Musi umieć skorygować ułożenie ciała tego drugiego, bo w pierwszych sekundach skoku (do chwili otwarcia spadochronu stabilizującego) nie ma z nim komunikacji słownej.

By przejść szkolenie do wykonywania takich misji wcześniej przyszły pilot tandemu powinien oddać przynajmniej 500 samodzielnych skoków. Czyli powinien mieć tytuł skoczka spadochronowego i rozpocząć szkolenie z użyciem spadochronów desantowych grupy B.  Potem dopiero zaczyna się właściwa nauka w systemie tandemowym. Często jest ona połączona z dodatkowymi, specjalistycznym umiejętnościami jak np. wykonaniem skoku z wysokości powyżej 4000 metrów z aparaturą tlenową i co ważne jest również bardzo czasochłonna.

W Siłach Zbrojnych RP uprawnionych spadochroniarzy do wykonywania skoków w tandemie mamy zaledwie kilkudziesięciu. Są to m.in. żołnierze z 2 Hrubieszowskiego Pułku Rozpoznawczego, 9 Pułku Rozpoznawczego, 6 BPD, 25 BKPow. czy Sił Specjalnych (np. Jednostki Wojskowej Komandosów czy operatorzy GROM). 

Pierwszych w naszym kraju skoczków-pilotów tandemów kilka lat temu szkolili Belgowie a dzisiaj szkolą się oni w swoich macierzystych jednostkach lub w aeroklubach. Niestety nie ma w naszych SZ żadnego specjalistycznego ośrodka za to skoki tandemowe są obecnie bardzo popularne właśnie w aeroklubach czy strefach spadochronowych.

image
Zrzut tar ciężkich (platform CDS). Fot. st.kpr Mariusz Bieniek

Zrzut ładunku
W 6 BPD używane są różne zasobniki i platformy. I tak ZT-100 to zasobnik prosty dla ładunków o masie do 100 kg (zrzut ręczny) a A-22 jest zasobnikiem systemowym CDS (container delivery system) dla ładunków o masie od 251 do 1000 kg (zrzut grawitacyjny, zasobniki wyjeżdżają po rolkach pokładowych, gdy samolot przelatuje nad zrzutowiskiem z otwartą tylną rampą). Na pokład Herculesa można zabrać do 16 CDS, zabezpieczonych taśmą (release gate), które są wyrzucane w tzw. układzie double stick (po osiem na stronę). Są niesione przez spadochrony o masie ok. 60 kg i czaszy o 400 m2 powierzchni.

Natomiast platformy typu V o szerokość 88” i długości 8” (12 ft), przeznaczone są do zrzutu ładunków powyżej 1000 kg z samolotów C-295M i C-17 (zrzut z wyciąganiem, masa ładunku nie może przekroczyć 4560 kg dla samolotu C-295M) a platforma o szerokość 108” i długość 8” (12 ft), przeznaczona jest do zrzutu ładunków powyżej 1000 kg z samolotu C-130 lub C-17 (zrzut z wyciąganiem). Ciężkie platformy to PDS (platform delivery system) o masie od 1000 do ponad 2000 kg. Wyrzuca się je metodą ekstrakcyjną (spadochron główny – extraction parachute, o powierzchni 730 m2 wyciąga ładunek z samolotu). Brygada nie ma w wyposażeniu systemów precyzyjnego zrzutu ładunków.

 Podsumowanie
Współczesne i przyszłe pole walki narzuca wysokie wymagania wobec działań powietrznodesantowych i powietrzno-szturmowych, wzrost ich roli oraz zapewnienie ważnego miejsca, jako stały element ugrupowania bojowego podczas prowadzenia działań połączonych. Znaczenie tych formacji ciągle wzrasta w miarę wprowadzenia do ich wyposażenia coraz skuteczniejszych systemów walki i ich transportu. Ponadto stale usprawniana jest taktyka ich wykorzystania, a element zaskoczenia ma tu największe znaczenie.

Niezależnie czy są to spadochroniarze z 6 BPD, 25 BKPow. czy zwiadowcy z pułków rozpoznawczych lub żołnierze wojsk specjalnych to wszyscy oni muszą być silnie zmotywowani, niezwykle wytrzymali psychofizycznie, na wysokim poziomie opanować umiejętności posługiwania się przydzieloną im bronią i sprzętem oraz znać taktykę w znacznie szerszym zakresie niż np. żołnierze wojsk zmechanizowanych lub pancernych. Dodatkowo ich służba to ciągłe przyswajanie nowych umiejętności specjalistycznych jak np. z zakresu obrony przeciwchemicznej, przeciwlotniczej czy inżynierii wojskowej.  Współdziałanie to przecież podstawa efektywnego działania w wojskach aeromobilnych i specjalnych.

image
Strzelanie z ppk Spike znajdujących się na wyposażeniu 6BPD. Fot. st.kpr. Mariusz Bieniek

Główną bolączką obecnej 6BPD wydaje się brak silniejszego wsparcia ogniowego (np. lżejszych 155 mm haubic jak M777A2) oraz niedostateczne nasycenie bronią ppanc. (lekkie granatniki jedno- i wielorazowego użytku, więcej wyrzutni ppk Spike oraz lżejszego odpowiednika). Z kolei 25 BKPow. powinna otrzymać cięższe śmigłowce transportowe i wsparcie w postaci nowych maszyn szturmowych. W naszych wojskach aeromobilnych brakuje pododdziału, chociażby plutonu przeznaczonego do doraźnego utrzymanie pasów startowych opanowanych lotnisk czy lądowisk dla śmigłowców. Z kolei w kwestii zwiększenia możliwości zapewnianej obrony przeciwlotniczej powinno się wprowadzić na wyposażenie małogabarytowe mobilne stacje radiolokacyjne zapewniające rozpoznanie przestrzeni powietrznej obszaru działania. w dalszej kolejności należało by również zastanowić się nad pozyskaniem systemów rakietowych o parametrach lepszych niż obecnie eksploatowany PPZR Grom. W tym kontekście można by rozważyć systemu PPZR Piorun będącego ich rozwinięciem i charakteryzującego się znacznie wyższymi parametrami, a być może także wersji rozwojowej Piorun 2, o zasięgu ponad 10 km. Te ostatnie powinny zostać zamontowane na lekkim nośniku kołowym, jak zestaw Poprad, z kolei lżejsze Pioruny dostępne są zarówno w wersji przenośnej, jak i w różnych aplikacjach samobieżnych (powstała nawet koncepcja umieszczenia ich na robocie produkcji PIAP).

Wszystkie jednostki aeromobilne powinny ponadto w większym stopniu korzystać z lądowych, powietrznych i wodnych robotów wsparcia (lub bojowych w przyszłości) oraz mieć dedykowane zautomatyzowane systemy zbierania danych i wypracowania decyzji do działania. Te ostanie pozwoliły by na wykorzystanie budowanego obecnie potencjału przeciwlotniczo/przeciwrakietowego i uderzeniowego (na większych odległościach) do zabezpieczenia wykonywanych przez nie zadań.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 187
Reklama
m
środa, 6 maja 2020, 16:30

Wojsko Polskie nie posiada możliwości transportu i uzyskania przewagi w powietrzu koniecznych do przerzutu związaku taktycznego tj. brygada spadochronowa czy desantowo-szturmowa. Najsensowniejszym krokiem byłoby w przeszłości utrzymanie 6 Brygady Desantowo-Szturmowej z nieco zmienionymi zadaniami. Pod koneic lat 90 każdy bojowy jej batalion miał określoną specjalizację - należało to utrzymać zmieniając jedynie charakter całej brygady na przerzucaną śmigłowcami, z jednym batalionem na ówczesne cztery (np. 6 Szkolnym z Niepołomic w miejsce 16) jako typowo powietrzno-desantowym. Dodać do tego wszystkie pułki śmigłowców szturmowych (czyli w sumie aż .... dwa) i dyslokować całość do Tomaszowa Mazowieckiego, Nowego Miasta, Leźnicy Wielkiej. Mielibyśmy powietrzno-manewrową formację zdolną do błyskawicznego wsparcia obrony na najbardziej zagrożonych kierunkach: wschodnim i północno wschodnim. Pasowałoby to do potrzeb i możliwości - obecne trzy brygady ( 6 BPD, 265 BKP, 1 BLWL) plus de facto dywizjon lotnictwa transportowego to przerost formy nad treścią i niepotrzebne dublowanie. Jedna solidna, wszechstornna brygada byłaby najlepszym rozwiazaniem - zbudowano od zera "kawalerię powietrzną" dysponującą śmigłowcami w ilości niedostatecznej i zaledwie dwoma batalionami piechoty do walki ..... Gdyby zbudować związek taktycnzy tj. opisany przeze mnie, najlepiej z trzema eskadrami (co najmniej) śmigłowców szturmowo-przeciwpancernych z bazą w Nowym Mieśc ie nad Pilicą, dysponujących wsparciem lotniczym z Łasku w postaci F-16 i F-35 zyskalibyśmy bardzo konkretną możliwość wsparcia obrony Warszawy lub kontrataku w centralnej części kraju (dodatkowo mając na elwym brzegu Wisły w rejonie Warszawy dywizję zmechanizowaną z nowoczesnymi czołgami, środkami przeprawowymi, samobieżnymi AHS).

Piotr ze Szwecji
wtorek, 28 kwietnia 2020, 10:05

Wojska aeromobilne w obronie Polski są absolutną koniecznością. Polska potrzebuje całej dywizji ich, a nie jeno 2 brygady (KP+PD) (patrz co Amerykanie ćwiczą desantować w Polsce). Kwestia jeno ich dostatecznego wsparcia. Nadal brakuje 7 tonowej "lekkiej" artylerii 155 (i nie ma programu pozyskania ich), ciężkich śmigłowców jak Chinook (przełożone na kiedyś po AW101), czy realizacji programu Kruk na _ciężki_ śmigłowiec uderzający. Szybkie zajęcie terenu przez brygadę aeromobilną (KP czy PD) przed szybko nacierającą kolumną pancerną wroga i to w dogodnym w obronie terenie zurbanizowanym, jest absolutną esencją obrony Polski. Te śmigłowce będą latać nad własnym kontrolowanym (patrz WOT) terenem i będą uderzać w sprzęt zmechanizowano-pancerny wroga spoza własnej linii obronnej. Przy jakimkolwiek nagłym desancie na Szczecin czy Trójmiasto z morza, będą jedynym realnym wsparciem dla lokalnych jednostek WOT. Brygada Obrony Wybrzeża w którą tak wielkie nadzieje się pokłada niestety nie ma ani tych 300 km/h prędkości w przemieszczaniu się, ani 155 mm artylerii na swoim wyposażeniu, ani specjalistycznego szkolenia do walki w terenie zurbanizowanym, bo to zwykły zmech, a nie żadna prawdziwa piechota morska, czy wojska aeromobilne. Szwedzi mają tradycje morskie w odróżnieniu od Polaków i co Szwedzi robią w kwestii obrony wybrzeża? Zwykły zmech do obrony kołobrzeskiej plaży czy Kust Jaegare do obrony Wolina, Helu i Mierzei plus wszystkich tych plaż? WP, jeśli ktoś nie zauważył po 1989, uległa totalnej _degradacji_ bojowej w wojsko pancerno-zmechanizowane. Te mądre inaczej Szwejki ze swoimi nisko-kosztowymi wymysłami, nadal się koło MON kręcą. Winno się wynająć firmę od likwidacji szkodników i pousuwać tą pasożytniczą infestację z MON i z WP. Ten ograniczony w swoich możliwościach bojowych panc-zmech Polski nigdy nie obroni sam. Na tej Wschodniej Ukrainie, jakie wojska pierwsze zareagowały? Te na bwp zajmujące szczere pole i Rosjan ich obchodzących dookoła czy te na Mi-17, które pozajmowały cyborgami wszystkie lotniska i były bólem Rosjan? Bez inwestycji w aeromobilność to samo Polskę czeka. Uczmy się na błędach innych. Wojska aeromobilne są absolutną koniecznością, jeśli Polska ma istnieć na mapie świata.

man42
wtorek, 28 kwietnia 2020, 16:47

Piotrze Tak wojska aeuromobilne KP i PD ale bez haubic 777 wazacej kilkanaście ton Bo my mamy niszczyć przeciwnika wskazujac cele newralgiczne przez radistacie wskaznikiem laserowym Do takiej haubicy potrzebny jest ciagnik paliwo i amunicja tu wystarczy narazie Goździk a wprzyszlosci krab 555A z korei na padwoziu borsuka

K.
wtorek, 28 kwietnia 2020, 18:48

M777 waży niecałe 4 tony , do holowania przez zwykłe 4 x 4 .

Victor
wtorek, 28 kwietnia 2020, 00:46

Dyskusję trzeba rozpocząć od zmiany koncepcji użycia wojsk powietrzno-desantowych. Nie jesteśmy mocarstwem i nie będziemy organizować ekspedycji i desantów w odległych rejonach świata. Nam wojska desantowe potrzebne są do obrony naszego własnego terytorium jako siły szybkiego reagowania lub do szybkiego wsparcia sojuszników np. w krajach bałtyckich w ramach zobowiązań NATO. Dlatego należy zrezygnować z desantu spadochronowego na rzecz desantu ze śmigłowców, które pozwalają na przerzut większej ilości wyposażenia oraz wsparcie własną bronią pokładową. Celem naszych wojsk szybkiego reagowania nie będzie zdobywanie mostów czy lotnisk w ramach wielkich operacji ofensywnych naszych dywizji zmechanizowanych lecz szybkie reagowanie na desanty lub manewry oddziałów nieprzyjaciela głównie na naszym terytorium w ramach obrony kraju. Wojska operacyjne nie mogą bronić całego terytorium Polski a obrona terytorialna moze być zbyt słaba aby obronić wszystkie ważne elementy infrastruktury. I dlatego musimy mieć aeromobilne odziały szybkiego reagowania gotowe do przerzucenia wszędzie tam gdzie zajdzie taka potrzeba.

w
wtorek, 28 kwietnia 2020, 09:14

Zdolności ekspedycyjne do Kaliningradu i w okolice Mińska są kluczowe dla obrony terytorium RP.

Olender
wtorek, 28 kwietnia 2020, 00:24

Przeznaczając środki z obrony terytorialnej mamy o wiele większą wartość bojową jednostek niż gdybyśmy podwoili liczebność wojska weekendowego

Victor
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 23:46

Utrzymanie dużych oddziałów spadochronowych w polskich warunkach nie ma sensownego uzasadnienia. Niewielkie grupy dywersyjne, rozpoznawcze i specjalsi jak najbardziej TAK. Skryte lądowanie na spadochronach w pewnych zadaniach jest niezbędne. Reszta wojsk aeromobilnych to przede wszystkim desant ze śmigłowców, ktore pozwalają przewozić więcej sprzętu, lądować w precyzyjnie wybranych miejscach, przechodzić wprost do natarcia zaraz po wysadzeniu desantu a także wspierać lądujące oddziały własnym ogniem pokładowym (rakiety miniguny itp). Bardzo zle się stało ze nie kupiliśmy tych zakontraktowanych Caracali lub innych bo dzisiaj mielibyśmy juz zorganizowane jednostki szybkiego reagowania. Obrona terytorium Polski bez aeromobilnych jednostek szybkiego reagowania jest bardzo osłabiona.

Gucio77
wtorek, 28 kwietnia 2020, 13:26

Popieram pomysł jednostek mobilnych - rozpoznawczo/dywersyjnych ale nie aeromobilnych. Wyposażenie - pojazdy podobne do Denela RG31 Mk5 + quady z pociskami ppanc . Jednostki wystarczy sensownie dyslokować - tak aby dobrze znały teren i lokalne uwarunkowania. Można mieć tym samym więcej jednostek za zdecydowanie mniejsze pieniądze. Jeśli okresowo jednostki te miałby by kontakt z podporządkowanymi im jednostkami WOT. Można profesjonalnie przygotować obronę na wybranym odcinku. Zdaję sobie sprawę że nie będzie spektakularnego desantu na poligonie po którym można starać się o nominacje generalskie i tu dopatruje się problemu. Jestem przeciwny wojskom odpustowym a całym sercem za działaniem zadaniowym.

w
wtorek, 28 kwietnia 2020, 10:04

Takie są faktu, że desant ze śmigłowców zastąpił spadochronowy, aczkolwiek całkiem go nie wyprze, ze względu na ograniczony zasięg, szybkość przelotu i dużo wyższe koszty szkolenia. Klasyczne spadochrony plus dziesięć skoków rocznie, kosztuje ułamek godziny lotu śmigłowca, a ciągle możne pluton czy kompanie desantować precyzyjnie, zwłaszcza do punktowej obrony na własnym terenie, gdzie można mieć zawczasu przewidziane miejsca lądowania.

tt
wtorek, 28 kwietnia 2020, 18:00

Pytanie - czy nasz potencjalny przeciwnik nie będzie miał środków to zniszczenia zarówno samolotów jak i śmigłowców z desantem?

rambo
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 23:06

Rosja jest prawie 55 razy większa od Polski powierzchniowo więc wojska spadochronowe jak najbardziej można przerzucać i komponować do aktywnej obrony ale to nie jest doktryna wojenna dla Polski.Może za jakiś czas będziemy mocarstwem regionalnym więc nie należy takich wojsk likwidować niech się szkolą.

Piotr ze Szwecji
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 21:37

Nie ma skutecznej obrony Polski bez wojsk aeromobilnych. Bez tych frontowych strażaków obrona Polski po prostu padnie. Nawet przy wypasionych w ppk, artylerię, nowe bwp:y i czołgi wojskach pancerno-zmechanizowanych, wróg z łatwością wymanewruje WP w totalną klęskę. W takich warunkach nawet z 2 mln żołnierzy WP może doznać klęski w czasie szybszym, niż trwała Kampania Wrześniowa i pobić ten haniebny rekord. Co też jasno stawia sprawę, co jest nr 1 niszczycielem czołgów od czasów ww2, czyli lotnictwo! Żadne czołgi. Żadne ppk. Jedno skrzydło śmigłowców zrobi tutaj pracę aż 3 pancernych dywizji w starciu z 1 dywizją wroga. Nie przemawia to do nikogo? Dywizja Kawalerii Powietrznej jest jasną koniecznością dla kraju jak Polska. A to, że w Niemczech i w Rosji trole internetowe robią w totalnie majtki (ze swoim "Bien Poo!" argumentem) przed wizją takiej składanej polskiej dywizji z 25 BKP i 6 BPD. To tylko dobrze świadczy o Polaków wrodzonej inteligencji i sztuce improwizacji w potrzebie. Potrzeba zaś jest wyraźna w dzisiejszych warunkach geopolitycznych. Polska musi postawić się na stworzenie dywizji aeromobilnej. Musimy sobie to uzmysłowić, że Polski na mapie nie będzie bez tej dywizji aeromobilnej.

Gucio77
wtorek, 28 kwietnia 2020, 07:58

Proponuję obejrzeć na youtube jak spadają ukraińskie śmigłowce. Ukraina zapłaciła wysoką cenę za sny o "aeromobilności" z której się już wyleczyła. XXI wiek to wiek dronów i precyzyjnej artylerii.

Gnom
wtorek, 28 kwietnia 2020, 15:11

Czymś dziurę w obronie musisz załatać (bo powstanie). Gdzieś wzmocnić szybko inny obszar. Do tego to jest. A zapoznaj się jakimi "systemami obrony" dysponowały ukraińskie śmigłowce. W pierwszej fazie wystarczyłaby strzała. Ktoś wysłał wtedy tych ludzi na łut szczęścia, ale okazało się, że "przypadkiem" separatyści natrafili na najnowsze systemy przenośne (w moskiewskich dostawach). Gdyby śmigła były całkiem niepotrzebne jankesi nie wydaliby nawet centa.

Gucio77
wtorek, 28 kwietnia 2020, 23:47

Na ile nasze śmigłowce są odporne na atak najnowszymi systemami przenośnymi ? Mocarstwo typu USA ma kolonie. Śmigłowiec to idealne narzędzie do panowania nad prymitywnymi technicznie ludami, nie potrzeba wtedy angażować tak dużo wojsk lądowych.

Piotr ze Szwecji
wtorek, 28 kwietnia 2020, 09:26

Nie graj idioty. Wiesz dobrze co jest podstawą twojego całego NATO bezpieczeństwa dziś w Polsce, że ta rosyjska bomba atomowa nie spada na twoją głowę w Warszawie w celach "de-eskalacyjnych". Amerykańska dywizja aeromobilna, która pokazała już na polskim poligonie co w 24 godziny po postawieniu w USA w stan gotowości może zrobić. Więc trochę polski niewdzięczniku szacunku i Amerykanom i aeromobilności pokaż.

Gucio77
wtorek, 28 kwietnia 2020, 10:48

Historycznie bezpieczeństwo Ukrainie też gwarantowały Stany Zjednoczone i Rosja w czasach kiedy Ukraina oddawała broń jądrową. Sekretarz stanu Rumsfeld popierał Husseina jak był potrzebny do walki z Iranem. Jak masz liczyć to licz na siebie. W 1939 roku też liczyliśmy, zero refleksji. Realnie co może zyskać Rosja atakując bronią atomową Polskę, zniszczy bogate światowe mocarstwo które może zagrozić stabilności jej granic ? Jak wiatr zawieje to sami Rosjanie mogą mieć opad radioaktywny. W tej Szwecji to ja bym się Arabów obawiał prędzej, niż ataku atomowego na Polskę. Amerykanie od lat potrzebują taniego mięsa armatniego a tutaj od lat goły tyłek, szabelka i puste łby.

w
wtorek, 28 kwietnia 2020, 10:07

Amerykańska dywizja pokazała, że w czasie pokoju może się rekreacyjnie desantować pod Toruniem. Okazywanie "szacunku" w związku z tym, w niczym nie poprawi sytuacji RP.

Piotr z Polski
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 23:30

Ile jest batalionów pdes w Szwecji? Wiesz? Jeden.

Gnom
wtorek, 28 kwietnia 2020, 15:13

A na czym opiera się system obrony Szwecji, wiesz jak sądzę, zatem nie Davienuj?

Piotr ze Szwecji
wtorek, 28 kwietnia 2020, 09:40

USA nie żebrze o swoje bezpieczeństwo w NATO. Tam są NATO kraje, które nie chodzą ciągle z garnuszkiem po NATO o swoje narodowe bezpieczeństwo. Wiemy, że sytuacja międzynarodowa się ciągle zmienia, NATO ma swoje problemy i nic nie jest na zawsze. To dotyczy się w tej chwili Polski, krajów bałtyckich i innych podobnych Szwejków mądrych inaczej przez ostatnie 30 lat ze swoim wojskiem. Wiesz dobrze, że szwedzki parlament wystosował do Finlandii i Polski zapytanie o obronny sojusz wojskowy. Więc ilu sojuszników ma Szwecja 2020? Widzisz jakiegoś? Chciałbyś, aby Polska była w podobnej sytuacji międzynarodowej jak Szwecja 2020, gdyby USA z jakiegoś powodu (jakiś lokalny konflikt nuklearny w Azji) zabrakło (li tej amerykańskiej dywizji aeromobilnej)? Z tego można się cieszyć, że od 2016 coś zaczęło się dziać w Polsce na lepsze (Patriot, F-35 i WOT). Pytanie tylko, czy nieoczytane i nieoświecone Szwejki znów gdzieś się do czegoś nie dopchały przy boku rządzących z PiS, aby międzynarodowe niebezpieczeństwo dla Polski swoimi niskimi kosztami WP ekstremalnie maksymalizować.

Chytry
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 19:58

Czyżby to taki sondaż przed likwidacją tych jednostek w Polsce? Zawsze to dwie brygady, które można spieszyć/odśmigłowcowić i ogłosić jako wielkie osiągnięcie, że oto stworzona zostanie piąta dywizja w WP.

Gucio77
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 14:10

Wojska aeromobilne i desantowe mają rację bytu jeśli jest się mocarstwem, posiadając przy tym przewagę w powietrzu. W naszych realiach, pieniądze zdecydowanie lepiej zainwestować w systemy OPL , dobre granatniki ppanc dla WOT. My po pierwsze sprawnego sprzętu mamy co najwyżej na pułk śmigłowców transportowych więc "brygada" to jak 80% jednostek WP przerost formy nad treścią. Po drugie jedyne użycie śmigłowców jakie jest rozsądne to szybki transport zaopatrzenia na tyłach własnych wojsk. Po trzecie desantu z pokładu samolotu w naszych realiach tego nawet nie ma co komentować, chyba że planują zaatakować FR z zaskoczenia.

dokk
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 18:29

Bez możliwości wypadów do Kaliningradu i na Białoruś, nasze możliwości operacyjne pozostałyby ułomne. Ale zgadzam się, że wpierw A2AD, a potem ekspedycje.

historion
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 13:09

Klasyczne wojska spadochronowe wykorzystywano do natarć na głównym kierunku przełamania, wyrzucając desant w celu opanowania mostu lub węzła komunikacyjnego. Po dotarciu na miejsce spadochroniarze okopywali się i bronili, aż do podejścia własnych oddziałów pancernych. W Normandii udało się tak sobie (choć przy dużych stratach sięgających 40% stanu), w Holandii - klęska, przy przekraczaniu Renu w końcu marca 1945 wielki desant Monty'ego (operacja Varsity) okazał się ciosem w próżnię, a i tak straty były duże, pomimo minimalnego oporu Niemców. 101 DPDes w Bastogne była w stanie zatrzymać Niemców, ponieważ nie walczyła sama: zastała tam sporo artylerii, czołgów z 9 i 10 DPanc i batalion niszczycieli czołgów. Najlepszym dowodem na niemożność prowadzenia przez wojska powietrznodesantowe samodzielnej walki jest Dien Bien Phu. Tam okopanych w obozie warownym 20 tysięcy francuskich spadochroniarzy (i zwykłej piechoty dowiezionej samolotami) odparło co prawda z wysiłkiem kilka natarć wietnamskiej piechoty, ale ostatecznie zostało zmasakrowanych ogniem artylerii i zmuszonych do kapitulacji.

w
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 18:27

Dien Bien Phu to akurat znakomity przykład na przydatność desantów spadochronowych. Formacje wysoko manewrowe zostały zrzucone do obrony zaatakowanej pozycji. Modelowa sytuacja dla tego typu wojsk.

historion
wtorek, 28 kwietnia 2020, 14:45

Formacje wysoko manewrowe, czyli po prostu spadochroniarze, zostali tam zrzuceni w celu stworzenia tam pozycji. Jak nie masz pojęcia, to co zabierasz głos? Modelowa klęska dla tego typu wojsk.

w
wtorek, 28 kwietnia 2020, 16:40

Klęska wynikała z umiejscowienia bazy w tym miejscu, z założeniem że Wietnamczycy nie są w stanie wnieść dział na szczyty gór, a nie z desantu spadochronowego w celu obrony pozycji. Okazało się, że byli w stanie wnieść działa, a 2 REP trzymał pozycję kilka dni, dzięki czemu można było ewakuować drogą lotniczą personel bazy. Nic z tamtej epoce, nie byłoby w stanie obronić bazy ostrzeliwanej artylerią, ze szczytów otaczających gór.

Mieciu
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 11:35

Powinnismy przerobic "25" albo "6" na jednostke w stylu 75 pulku Rangersow. Czyli "ciezko-zbrojna" lekka piechota ale juz klasyfikowana jako sily specjalne, znajace tatktyke zmechu,dzialan nieregularnych, specjalnych czyli 75 przelamuje obrone a 101 obsadza i przygotowuje sie do obrony okreznej.

m
środa, 6 maja 2020, 16:39

Jednostką tj. 75 Rangersów jest przecież JW Agat. To on ma stanowić jednostkę wsparcia ogniowego operacji specjalnych, zdolną do przerzutu spadochronowego. Jest nawet uzbrojona w pojazdy mrap. Z trzech istniejących brygad aeromobilnych WL warto stworzyć jedną, odpowiednio przeorganizowaną, silną i sprawną, zdolną do działań tj. przypisywano na początku alt 90 "kawalerii powietrznej" z własnymi śmigłowcami szturmowo-przeciwpancernymi, zdolną do dokonania desantu spadochronowego siłami jednego batalionu (tylko mogą Siły Powietrzne na dziś dzień).

Piotr ze Szwecji
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 18:58

Polscy wojskowi zapewniają wszędzie gorąco, że 25 BKP nie otrzymała, nie otrzymuje i nigdy nie będzie otrzymywać żadnego specjalistycznego szkolenia amerykańskich Rangersów. Szczególnie, że WP ma komandosów i to klasy światowej. Łatwiej więc winno być ze stworzeniem profesjonalnej kompanii 100 komandosów przy 25 BKP, niż przeszkolić 2500 żołnierzy na niby-komandosów. Wojska aeromobilne zaś powoli otrzymują sprzęt zmotoryzowany na swoje uposażenie. Programowi Kruk nikt nie ukręcił głowy ani priorytetu i osobiście tutaj mam nadzieję, że Polska skieruje zapytanie o zakup 32 AH-64 do USA już w nadchodzących latach.

w
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 18:32

W samo sedno. Formacja rozpoznania specjalnego, naszpikowana PPK, OPL i dronami, specjalizująca się w zasadzkach, ale w razie potrzeby, posiadająca siły i środki do klasycznego zabezpieczania terenu.

Przytomny
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 10:37

Nie bardzo widzę sens. Czy ostatnio użyto gdzieś spadochroniarzy na starożytny sposób, do większego desantu, jak pod Arnhem? Po drugiej wojnie próbowali tylko Francuzi pod Dien Bien Phu (katastrofa) i zdaje się też Żydzi, ale tam gdy Araby już uciekały. Desant spadochronowy wymaga całkowitego panowania w powietrzu i całkowitego zniszczenia obrony przeciwlotniczej nieprzyjaciela (a na to się nie zanosi). Ewentualnie jakieś małe grupy dywersyjne śmigłowcami. Natomiast skoki spadochronowe podczas szkolenia naszych dzielnych wojaków z 6 brygady należy traktować tylko jako sport. Nawet pododdział w sile batalionu przewieziony na dalsze zaplecze przeciwnika, przyjąwszy nawet że jest w stanie jakoś tam bronić się przed czołgami za pomocą swoich ppk, będzie zupełnie bezradny wobec artylerii, która go zwyczajnie wybije. Romantyczne skakanie spadochroniarzy tysiącami czy setkami (ładnie wygląda) ma dziś taki sam sens, jak szarża kawalerii.

dokk
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 18:41

Desantów było dużo w większości konfliktów, tyle że już nie na masową skalę jak w II w.ś., a takie bardziej taktyczne, jedną kompanią. Ostatni znany publicznie duży desant, to zdaje się Kolwezi, gdzie zrzucono w dwóch rzutach 700 spadochroniarzy francuskich i bliżej nieokreśloną ilość Belgijskich.

Marcin
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 08:07

Bardzo ciekawy i merytoryczny tekst. Dużo się dowiedziałem. Dziękuję.

Victor
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 00:05

Wojska aeromobilne mozna traktować jak jednostki szybkiego reagowania do walki z wojskami aeromobilnymi przeciwnika na naszym własnym terenie. W okresie zagrożenia konfliktem powinny mieć poziom gotowości umożliwiający reakcję w ciągu 3 godzin w dowolnym miejscu kraju. Należy założyć, ze przeciwnik może zaplanować atak na różne cele położone daleko w głębi naszego terytorium takie jak lotniska, bazy logistyczne, składy paliw itp. Lokalna obrona terytorialna moze być zbyt słaba aby powstrzymać taki atak. Wtedy wojska aeromobilne mogą w bardzo krótkim czasie zareagować i skutecznie uniemożliwić wykonanie planów nieprzyjaciela. Gdyby były wyposażone w odpowiednie śmigłowce to mogą skutecznie działać w naszym obszarze powietrznym nie kontrolowanym jeszcze przez przeciwnika. Wojska aeromobilne mogą takze wykonać skuteczne działania opóźniające w stosunku do szybkich jednostek przeciwnika wykonujących niespodziewane natarcia w kierunku nie zabezpieczonym przez nasze jednostki wojsk operacyjnych. Szybki desant i zajęcie terenu przed postępującym nieprzyjacielem moze dać czas naszym jednostkom na wykonanie odpowiednich manewrów. To wymaga silnego nasycenia jednostek desantowych w lekką bron przeciwpancerną i uniwersalne granatniki. Na pewno mozna jeszcze podać wiele przykładów wykorzystania wysokiej mobilności wojsk aeromobilnych do działań w wojnie obronnej.

dokk
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 11:22

Do takich zadań to raczej śmigłowce, niż desant spadochronowy. 70 caracali byłoby w sam raz,

Piotr ze Szwecji
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 12:44

Zacytuję klasyka Klub Dawiena: "Na nowoczesnym polu walki rolę helikoptera szturmowego powinna pełnić artyleria kierowana rozpoznaniem z dronów.". No a jak nie mają wojska aeromobilne ani 7 tonowych 155:tek ani Chinooków do ich przenoszenia z amunicją? To co wówczas musimy mieć? Proszę tylko nie pisać o tych ciasnych i małych Caracal:ach, które były podstawowym zakupem pod wymagania lotnictwa morskiego MW, a nie 25 BKP. Proszę nie mylić marynarzy z kawalerzystami. Jak się kupuje śmigłowiec dla admirałów z MW to się go nie reklamuje jako zakup dla Specjalsów, którzy krzyczeli na rząd Tuska rok po roku jaki śmigłowiec (Black Hawk!) domagają się dostać.

Victor
wtorek, 28 kwietnia 2020, 00:18

Wielotonowa artyleria na wyposażeniu desantu to jakaś bzdura. Owszem śmigłowce Chinook przewożą artylerie ale dopiero po opanowaniu i zabezpieczeniu terenu. Najczęściej chodzi o jakieś trudno dostępne rejony górskie, dżungle bagna itp gdzie trzeba zorganizować stałe punkty wsparcia ogniowego do kontroli opanowanego terenu . Do bezpośredniego wsparcia lądujących oddziałów w skład grupy desantu powinny wchodzić śmigłowce bojowe uzbrojone w pociski typu Hellfire, rakiety niekierowane miniguny itd. Na wyposażeniu wojsk aero sa także rożnego typu granatniki, moździerze, działa bezodrzutowe i wkm-y które wzmacniają siłę ognia desantu. Caracale spełniały wszystkie warunki do zorganizowania takich wojsk szybkiego reagowania. Nawet jesli Caracale nie były najlepsze z możliwych to juz by były w służbie. Jak na razie nie mamy żadnych i prędko miec nie będziemy.

Piotr ze Szwecji
wtorek, 28 kwietnia 2020, 10:30

Spójrz na całe długie południe Polski. Widzisz te szczyty gór na horyzoncie? Nie mów, że wszystkie granice Polski to morze lub równina. 7 tonowa M777A2 rozkłada się na 3 części, które nawet sami żołnierze mogą przepchać na nową pozycję. Chinook nie jest śmigłowcem uderzeniowym, tylko jak Caracal to transport, a nikt desantu nie zabezpiecza śmigłowcami transportowymi od czasów wojen w Wietnamie, czyli od lat 70:tych 20 wieku. Mi-17 nadal latają. Nie tylko w Polsce. Ukraińcy nawet oferowali za 500 mln nowe silniki do nich wszystkich, by mogły latać dekadami dłużej. Kwestia jeno ich zmęczenia metalu. Po to płaci się ekstra na śmigłowce uderzeniowe, aby raziły wroga z dystansu. Najkosztowniejszą częścią śmigłowca uderzeniowego jest radar, a AH-64 to na razie jedyny na świecie śmigłowiec uderzeniowy, który posługuje się też własnymi dronami i może prowadzić ostrzał spoza linii horyzontu, jak haubica. ---------- Chyba wiesz, że Caracale były bublem wymogów admirałów MW i poza ich flotą to "święte lądowanie na pływającym muzeum MW" nic nie spełniały ani w Kawalerii Powietrznej ani u Specjalsów. Wrzask protestów żołnierzy przeciwko Caracalom nie dochodził uszu? Specjalsi byli przecież wówczas wszędzie na Facebooku i nie szczędzili na komentarzach. Nawet słuchy chodziły z MW (tego nielojalnego wobec MON Siemoniaka?), że skrzydła Caracali były za szerokie by lądować na tych muzealnych okrętach MW. Więc Caracale nie spełniały nawet tego jedynego wymogu admirałów MW pod który dokładnie były kupowane przez MON Siemoniaka. Caracal był najlepszym śmigłowcem w przetargu na tych MW warunkach, a zarazem koszmarnym bublem do wszystkiego innego. Inna sprawa, że nikt nie kupił ani jednego Black Hawka czy ani jednego Merlina i Caracal jeszcze wprawiał w zachwyt pilotów WP swoją nowoczesnością.

K.
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 19:02

Taka M777 waży niespełna 4 tony i można ją transportować BH , na pewno lepszy do tego jest " ciasny " Caracal . Na pewno dla specjalsów lepsza jest także ta maszyna niż S70i . Zresztą , wojsko także wskazywało na Caracala .

Piotr ze Szwecji
wtorek, 28 kwietnia 2020, 10:40

155 mm artyleria ma przewagę zasięgu rażenia. Śmigłowiec odpowiadający tym samym wymogom co Caracal był głównym sprawcą tego wypadku śmiertelnego podczas ćwiczeń Specjalsów w jednym z polskich portów. Czytałeś o tym z polskich gazet, czy było o tym tylko w angielskojęzycznych? Dowódca Wojsk Specjalnych został oddelegowany do cywila, a umowę na S70i dorabiane do standardów UH-60 niemal od razu podpisano. Jak widać wojskowi twierdzący o Caracalach lepszych od S70i, kończą w cywilu i jedynym co powinni się martwić to kwestia jeno mściwości operatorów, którzy przeżyli.

K.
wtorek, 28 kwietnia 2020, 16:52

W wypadku w Gdańsku brał udział Mi17 który nie ma nic wspólnego z Caracalem . Nie przerobisz S70i do UH za te pieniądze . Zresztą wersja M nie jest dedykowana dla sił specjalnych tylko Pave Hawk . M777 która należy do rodziny 155 waży niecałe 4 tony i może być przewożona lżejszymi maszynami w tym BH . Zamawiającemu zależało na transporcie średnimi heli nie ciężkimi . Jeżeli chodzi o dymisję Patalonga to jego los podzielił także dowódca Gromu . AM do gromu wsadził swojego człowieka który nie był tam akceptowany ….. i takim to sposobem z Gromu odeszli następni specjalsi . To taki nowy początek AM .

Piotr ze Szwecji
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 10:09

Pełna zgoda. Muszę przyznać, że nie rozumiem nawet tej wizji obrony Polski, która ma być całkowicie pozbawiona wojsk szybkiego reagowania. Jak można smażyć jajecznicę bez jajek? Argument padający o braku baterii Narwi i Wisły, dotyczy nie tylko wojsk aeromobilnych, lecz ogólnie wszystkich wojsk operacyjnych.

karaluch
niedziela, 26 kwietnia 2020, 22:35

Widzę zastosowanie nawet tak małych i ubogo wyposażonych w sprzęt oddziałów jakie mamy. To np. walka z zielonymi ludzikami. Np. na terenie naszych Bieszczad jeśli Ukraina padnie (odpukać), Puszczy Białowieskiej gdyby Białoruś stała się znów częścią Rosji albo jako wsparcie sojuszników z Litwy lub Estonii w walce z zielonymi ludzikami na ich terenach. Właśnie małe, dobrze wyszkolone i bardzo ruchliwe oddziały są idealne do walki z takim przeciwnikiem. W praktyce desant 2 plutonów żołnierzy wystarczy (50-60 ludzi). I muszą mieć wsparcie z pobliskiej bazy artyleryjskiej. Przy jej braku trzeba mieć możliwość taką bazę założyć szybko (potrzebne ciężkie śmigłowce). Tak to powtórzenie dokładnie taktyki amerykańskiej kawalerii z Wietnamu. Samoloty desantowe są nam niepotrzebne. Lepiej przerobić/pozyskać 2-4 Herkulesy na AC-130. Niekoniecznie za naszą kasę. Mogą wykonywać zadania (to jednocześnie doskonałe treningi dla załogi) na rzecz sił NATO. Kraje którym takie AC-130 uratują żołnierzy będą naszymi dłużnikami, jednocześnie chętnie dorzucą się na modernizację lub zakup takich maszyn.

podzielicrosje
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 09:21

Po co spadochron w Bieszczady ? Tam się da dojechać. Nie demonizujmy zielnych ludzików -to odcięte od swoich grupy . Trzeba tylko rozkazu żeby niszczyć a nie czekać .

Zenon
niedziela, 26 kwietnia 2020, 18:35

Ten artykuł to historia spadochroniarstwa wojskowego w Polsce na podstawie Wikipedii. A gdzie zapowiadana analiza?

wiesiek
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 10:22

Dokładnie, może i artykuł ok, tylko w tej analizie analizy zabrakło.

rambo
niedziela, 26 kwietnia 2020, 14:04

Użycie wojska aeromobilnych to oczywiście kwestia doktryny wojennej ale i w ujęciu szerszym samej sztuki wojennej. W przypadku samej obrony wojska aeromobilne na tak małym obszarze naszej Polski są zbędne a nawet nie jest możliwe ich wykorzystanie zgodnie ze sztuką wojenną- ale o ile wiadomo, niektórzy mają mnóstwo ochoty na ekspedycje "przygraniczne" typu Litwa Łotwa Estonia Ukraina itd. i tutaj coś można dla takich wojsk znaleźć. Jednak na dzisiaj nie ma czym przerzucić takich wojsk ale i pozostaje również kwestia, że nie ma żadnej sensownej ochrony dla grupy przerzucanych wojsk w postaci wsparcia wojsk lotniczych i rakietowych, których również w zasadzie nie ma w liczącej się skali. Jeżeli ktoś uważa ,że lekka piechota rzucona spadochronami czy wyskakująca ze śmigłowców zatrzyma armie pancerną to coś ma nie tak z rozumieniem taktyki czy sztuki operacyjnej.I w tym miejscu trzeba jasno podkreślić że wojska aeromobilne należy przede wszystkich komponować w operacjach połączonych wtedy to ma jakiś sens. Nie podważając morale takich wojsk mogą się one przydać za jakiś czas w przypadku gdy Polska ogarnie się gospodarczo i będzie nas stać na mocną politykę regionalną a takiej teraz nie ma.W takim przypadku lepiej coś mieć niż odtwarzać od samego początku. Ostatnio wojska aeromobilne w operacji połączonej z sukcesem zajęły ... Krym więc niech żaden "taktyk" nie pisze,że nie są stosowane w świecie.

Komentator
wtorek, 28 kwietnia 2020, 08:27

To na Krymie były jakieś desanty wojsk aeromobilnych? Na Krymie stacjonowały siły rosyjskie już przed "agresją". I żołnierze tych sił nie skakali na spadochronach. Po prostu wsiedli do pojazdów, podjechali pod bramy jednostek ukraińskich, grzecznie zapukali i oświadczyli że kto chce mieszkać w FR i służyć w jej siłach zbrojnych może zostać, kto nie chce, może walizki spakować i wyjechać do Kijowa. 80% wolała zostać, reszta spakowała walizki. Tak wyglądała "obrona Krymu przed rosyjską agresją", podczas której Ukraina nie poniosła żadnych strat.

say69mat
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 08:25

??? To dlaczego doktryna FR kładzie silny nacisk na integrację współdziałania formacji aeromobilnych i pancernych??? Czyżby obszary rosyjskiego interioru determinowały wykorzystanie jednostek stricte ofensywnych do realizacji polityki obronnej??? Ponieważ, w warunkach naszego kraju, możliwość dyslokacji żołnierzy z prędkością 250 km/h do rejonów przygranicznych może okazać się kluczowa do odparcia/zminimalizowania efektów ewentualnej agresji. W przypadku całkowitego zaorania jednostek z garnizonów w Elblągu, Braniewie, Bartoszycach, Węgorzewie, Lidzbarku, Giżycku, Gołdapi, Orzyszu, Ełku. Suwliszkach

Sierżant
niedziela, 26 kwietnia 2020, 13:35

Zmarnowane środki. Koniec. Kropka.

jasio
niedziela, 26 kwietnia 2020, 11:44

No może takie formacje mają sens choć parę wojen było i nikt ich nie używał od dekad U nas to całkiem bez sensu bo po prostu nie mamy czym ich dostarczyć na pole walki , nie mamy czym wywalczyć przewagi w powietrzu by flota nieistniejących statków powietrznych wzbiła się w przestworza Nie uzbroiliśmy ich na tyle by miały szanse z w walce z jakimkolwiek ciężkim związkiem taktycznym No i najważniejsze czy mamy jakiekolwiek szanse na wyprzedzający atak ? Nasza doktryną jest obrona Nie stać nas na nic innego ze względów ekonomicznych i osobowych Możemy wystawić niewiele większą armię niż jest w czasie pokoju . Czas zejść na ziemię i przestać roić o "wielkiej " armii z jednym F-35 na przedzie . Jak to pojmiemy możemy zbudować silne wojsko na które nas będzie stać

Gabryś
niedziela, 26 kwietnia 2020, 11:30

W terytorialsach zrobili kurs na kaprala online!!! Czy nie warto o tym napisać artykułu tylko szukać "dziury w całym" tak szlachetnych formacji jakimi są nasze wojska aeromobilne? Zacznijcie reformę wojska od WOT-ów...

Xi jin ping
niedziela, 26 kwietnia 2020, 02:28

Wojska aero mobilne nie są potrzebne bo: po pierwsze primo nie latają śmigłowcami z zachodu., drugie primo nie lataj śmigłowcami od LM i tu jest problem ze spłatom odszkodowań za mienie baz spadkowe wiadomo komu, sekundo wojska aero mobilne nie używają ciężkiego i tym samym drogiego sprzętu i tu jest kolejny problem z realizacją miękkiego karku w stosunku do ustawy 447 to takie tylko podstawowe przeszkody o większych nawet nie piszę. bo i tak nie puszczą

tttttt
niedziela, 26 kwietnia 2020, 02:23

Jaki sens - Desant na tyły wroga, i próba odcięcia zaopatrzenia. dywersja - wysadzanie mostów , linii eletryczny rurociągów. Niestety czesto konczy sie jak Market Garden.

Przeciwlotnik
niedziela, 26 kwietnia 2020, 23:35

Desant z czego?

zachwycony
sobota, 25 kwietnia 2020, 23:59

na pewno jest wiele świetnych wariantów planu użycia tych drogo szkolonych żołnierzy. Np. gdy po dwóch dniach przeciwnik będzie na linii Wisły a po jeszcze naszej stronie będzie jeszcze skąd wystartować, obie jednostki zrobią taki dym na tyłach wroga, że nasze kontruderzenie jeszcze istniejących sił głównych wejdzie jak w masło. Albo nie - uprzedzimy atak uderzeniem dzień wcześniej a aeromobilni zajmą mosty, lotniska na terenie potencjalnego agresora. Albo nie - jeszcze jakoś inaczej, ale też fajnie. Bo przecież utrzymanie tych jednostek musi mieć jakiś sens (inny niż prestiż, pasja, hobby) w naszym planie obronnym, no nie?

Dziadek87
sobota, 25 kwietnia 2020, 21:05

24 - 27 sztuk M98. Ilości do obrony powiatu. I tak ze wszystkim. Tylko ludzi szkoda

Czytelnik
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 11:20

Ale bzdury. Po co więcej przy takiej wielkości zespołów? Miało by ich być 1000? a kto by je obsługiwał? Tylko rozumu szkoda....

Franz
niedziela, 26 kwietnia 2020, 08:39

mam nadzieje ze dokladnie tak samo ubolewal pan podczas demontazu wojska przez sacjalistyczna ekipe rzadzaca. ten rzad jest dopiero kilka lat i aby odnowic albo stworzyc obronnosc Polski niestety potrzeba i czasu i pieniedzy. od czegos trzeba zaczac a wiec nawet 27 sztuk to lepsze jak nic.

Maciek
sobota, 25 kwietnia 2020, 20:14

Miała być analiza a nie ma odpowiedzi na najważniejsze pytanie: po co komu oddziały spadochronowe wielkości brygady. Odpowiadam: po nic. Ostatni desant w wojnie pełnoskalowej przeprowadzili Żydzi, ale w zasadzie w warunkach, które uniemożliwiały przeciwdziałanie (brak arabskiej OPL na obszarze), poprzedni - forsowanie Renu - gdzie OPL była, skończył się masakrą. A Niemcy mieli tylko działa, skuteczne bo było ich bardzo dużo. Dziś nawet dzikie kraje maja broń, dla której c17 czy c130 to tylko łatwy cel. Kto normalny pośle formację takich samolotów przez linię obrony przeciwnika? A skoro nie da się zrzucić desantu poza tą linią, to po co nam ci spadochroniarze? Dlaczego zatem nadal ich trzymają w USA? No cóż, kawalerii też się wojskowi nie chcieli długo pozbyć, a np. brytyjscy decydenci do lat 80tych XXw. nie chcieli wyposażyć piechoty w broń szybkostrzelną, bo... bali się, że żołnierze będą zużywać za dużo amunicji!!! Jeszcze na Falklandach angole używali L1A1 o zabójczej szybkostrzelności 40-50 strzałów/min (czyli tak szybko, jak szybko strzelec naciska spust -:)).

zając
niedziela, 26 kwietnia 2020, 22:09

Masz małe pojęcie o taktyce piechoty. 1) W wielu krajach uważa się iż walkę prowadzi sekcja karabinu maszynowego. To strzelec, czasem dwóch w drużynie prowadzą walkę. Reszta drużyny tylko ich osłania i nosi amunicję. 2) Żołnierz ma pewną określoną ilość ładunku do zabrania. Przyjmuje się iż broń indywidualna z amunicją to nie powinno być więcej niż 8 kg w jego obciążeniu. L1A1 załadowany waży ok. 4,5 kg. Na dodatkowe magazynki zostaje 3,5 kg. To 5 mg 20 nabojowych. SAS/SBS/zwiad piechoty morskiej dlatego od dawna korzystali z M16 (karabin i 10 mg 30 nb waży 8 kg). Ograniczona ilość amunicji wyjaśnia rezygnację z nastaw automatycznych. 3) L1A1 to samopowtarzalna wersja FN FAL. Karabin ten został zaprojektowany na niemiecki nabój pośredni. Ten z Stg44. Z tego powodu przy strzelaniu znacznie silniejszym 7,62 NATO jego zamek się mocno nagrzewa. W efekcie następuje często samozapłon naboju w komorze po intensywnym strzelaniu ogniem seryjnym (strzela z zamka zamkniętego). Dlatego w tej broni należy tego unikać. Kolejny problem to trwałość lufy. Lekkie lufy (były też ciężkie) praktycznie po 100 szybko wystrzelonych pociskach tak się nagrzewały iż trwale uszkadzały lufę. Broń stawała się nie celna. 4) Armia brytyjska uważa iż skuteczny jest szybki i celny ogień pojedynczy. Nie bez powodu. Wrogowi kojarzy się z ogniem strzelców wyborowych. FN FAL przy ogniu seryjnym jest bardzo niecelny. 5) Konflikty pokazały iż przy działaniach w górach, na pustyniach, odludnych terenach dalekiej północy i południa potrzebna jest broń samopowtarzalna na amunicję karabinową. Do strzelania szybkim ogniem pojedynczym na dalekie dystanse (300-600 metrow). W pozostałych obszarach 1-2 ludzi w drużynie powinno taką broń posiadać. Czyli rację mieli Rosjanie (1 SWD na drużynę z AKM). L1A1 w służbie okazał się więc tym co naprawdę jest skuteczne. Armia Brytyjska wciąż gdzieś walczyła. Na L1A1 narzekań nie było. Na M16, CAL, FNC, AK74, FAMAS, L85 narzekano.

zdziwiony
niedziela, 26 kwietnia 2020, 15:44

Dzikie kraje mają działa. Zgadza się. Ale dlaczego nie mają ich kraje cywilizowane jak my i zachód Europy?

Lelum
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 19:20

Kraje cywilizowane mają działka, działa, mobilne dzięki czemu mogą uciekać przed ogniem kontrbateryjnym.

jasio
niedziela, 26 kwietnia 2020, 11:26

A pro po USA Oni już dość dawno z jednej dywizji ,101 , została tylko nazwa

Żartujesz?
sobota, 25 kwietnia 2020, 23:35

Nie pisz absurdalnych bzdur o forsowaniu Renu, bo to nie oplot zadecydowała o porażce pod Arnhem, tylko brak odpowiedniej liczby samolotów transportowych przez co popełniono katastrofalny taktyczny błąd, polegający na rozbiciu desantu na 3 tury, oraz zaważyła obecność w pobliżu nierozpoznanego 2 korpusu pancernego SS. Dzikie kraje mają broń na c130? Dzikie kraje to modlą się żeby do nich nie przyleciał z wizytą brat C130 np. AC130. Skąd u ciebie pomysł, że ktokolwiek normalny wyśle gdziekolwiek wyłącznie bezbronne C130, bez wsparcia np. Apachy, A10, F18, F15, Growlerow, czy F35?? A skoro nikt normalny tego nie zrobi, czemu Ty to rozważasz jako pewnik? Co do kawalerii, to każdy bliżej zaznajomiony z historią wie, że wielki fan blitzkriegu niejaki Adolf, najbardziej ze wszystkich formacji obawiał się... polskiej kawalerii, o czym świadczą, jego osobiste zapiski. Co do L1A1 to też chybiłeś, gdyz przyczyną utrzymywania ognia pojedynczego w tych kb, był znaczny odrzut broni używającej karabinowej amunicji, przy seryjnym zbyt mocno oddziałującej na strzelca. Stąd między innymi były futurystyczne plany Brytów wprowadzenia nowej broni na naboj mniejszej mocy czyli karabinu automatycznego EM2 7mm. Tak więc, miałeś ambicje zrobić swoją "analizę" a zabrakło podstawowej wiedzy w każdym twoim przykładzie. Wstyd!

Byłyzmechol
niedziela, 26 kwietnia 2020, 13:13

W jakimś super ekstra optymistycznym scenariuszu można by przyjąć, że jest teoretyczna szansa na wytępienie rosyjskiej OPL na znacznym obszarze np. Kaliningradu, zachodniej Białorusi i na zajętych terenach Polski przez F-35, roje dronów i artylerię dalekiego zasięgu. Można by założyć, że Polska dysponuje odpowiednią ilością transportowców i nie zostały one zniszczone na lotniskach 1 dnia wojny np. zostały przebazowane do GB. Dalej trzeba by założyć, że udało się przebazować spadochroniarzy razem z samolotami i czekają jak tygrysy gotowe do ataku. Ok. lecimy. Przyjmujemy, że lotnictwo NATO osłania desant przed lotnictwem FR, nie ma zbyt wielu rosyjskich zestawów OPL, które były do tej pory nieaktywne, F - 35 lub drony dysponują bronią laserową mogącą osłonić transportowce przed jakimiś zabłąkanymi pociskami. Czyli z analizy wojskowej przechodzimy do miękkiego SF. Przyjmujemy, że desant się udaje. Chłopaki z desantu nie mają ciężkiej broni. Jak długo wytrzymają otoczeni przez przeciwnika dysponującego masą BWP, czołgów, artylerią, bronią termobaryczną? Ok. przyjmujemy, że są w stanie przy dużych stratach wytrzymać do czasu nadejścia kontruderzenia NATO czy podpisania rozejmu. Tylko pojawiają się pytania czy taka operacja się opłaca? Czy na potencjalnym terenie działań są obszary/obiekty na tyle wartościowe aby bawić się w dużą operację desantową? Czy nie można ich zneutralizować innymi, prostszymi środkami? Może jak już się chcemy bawić w desanty to może lepiej to zrobić ze śmigłowców? Są mniejsze i jak któryś dostanie to w kuli ognia zginie mniej chłopaków niż w herkulesie, mogą latać dosłownie przy ziemi i wykorzystywać rzeźbę terenu. Nawet jeżeli uznamy że tak, duża operacja desantowa w obronie Polski lub sojuszników ma sens i może się udać to musimy się zastanowić czy przy naszych skromnych środkach nie ma pilniejszych potrzeb np. artyleria, cystemy C-RAM, systemy walki elektronicznej, OPL, BWP, czołgi, siły specjalne działające w operacjach stay-behind, WOT rozumiany jako coś w rodzaju Gwardii Narodowej a nie weekendowy klub wędrownika. Byłem w zetce, NSR i WOT i widzę jak wiele jest pilniejszych potrzeb w WP. Tak silne podniecanie się wojskami spadochronowymi nie ma najmniejszego uzasadnienia operacyjnego, wynika raczej z romantyzmu i fiksacji na punkcie sportów ekstremalnych. Przecież każde dziecko wie, że ułan na koniu, komandos rozwalający płonącą cegłę bańką czy spadochroniarz spadający z nieba jak cherubinek to bardziej sexowny widok niż jakiś jajogłowy artylerzysta, operator WRE czy brudas ze zmechu. Jeśli mamy się bawić w wojska aeromobilne to powinny to być jednostki zmechanizowane/zmotoryzowane najlepiej na rośkach które umieją się w razie potrzeby wydesantować ze śmigłowca - mniej więcej tak jak wygląda ruski desant. Ale co do ognia pojedynczego to masz rację. Mało kto umie skutecznie strzelać ciągłym.

mieczysław
niedziela, 26 kwietnia 2020, 12:55

Maciek ma rację co do L1A1. To jest brytyjska wersja FN FAL. Używana w wielu krajach, wszędzie w wersji automatycznej, tylko w UK był jako samopowtarzalny. W USA strzelałem z takiej broni - import Kanada. Odrzut adekwatny do kalibru. Amerykański M14 ma wg mnie większy a w dodatku gorzej się go trzyma.

zdzisiek
sobota, 25 kwietnia 2020, 17:18

"śmigłowce kawalerii powietrznej (mogą) osłaniać i transportować grupy specjalne" Przepraszam, ale jakie śmigłowce? MI-8 i Sokoły? Serio?

QWR
sobota, 25 kwietnia 2020, 14:54

Kto to pisał? "Złe warunki atmosferyczne (np. ułożenie chmur, nasłonecznienie) lub terenowe (zbyt zróżnicowana rzeźba obszaru przyszłych działań)" Ułożenie chmur :) Może wysokość podstawy chmur jak już coś, silny wiatr powyżej 8 m/s ale nie przy skoku bojowym, no i jeszcze mgła bo piloci muszą mieć widoczność do 5 km do przodu żeby mogli wchodzić na bojową, nasłonecznienie ??? Słoneczko to co najwyżej może wk....iać jak masz zapier....ać w nim ze wszystkimi bambetlami. Teren to raczej tylko las, góry ale takie w stylu tatr i mocno zurbanizowany teren, może doprowadzić do niewykonania desantu.

Yrbod
sobota, 25 kwietnia 2020, 13:44

Artykuł o wszystkim i o niczym. W WP po pierwsze nie ma pomysłu na wykorzystanie tego rodzaju wojsk w operacji obronnej, tym bardziej że były i są to formacje ofensywne. Dwa - nie mam środków przerzutu by zrzucić nawet batalion, brak sprzętu ciężkiego i tary do jego zrzutu. Mamy dwie jednostki ( 6 i 25) o podobnych zadaniach i braku na nich pomysłu. Słaby ten artykuł na maksa - ktoś go pisał na siłę.

piosz
sobota, 25 kwietnia 2020, 13:32

Na zdjęciu z działkiem przeciwlotniczym jest żołnierz z chorągiewkami: czerwoną i niebieską. Po co on jest? Cheerleader?

r
niedziela, 26 kwietnia 2020, 07:37

Przepisy czasu "P".

Dude
niedziela, 26 kwietnia 2020, 01:11

No, range officer.

As
sobota, 25 kwietnia 2020, 13:15

W przypadku Polski nie wyobrażam sobie aby w razie konfliktu nasz przeciwnik pozwolił sobie na wzbicie się w powietrze śmigłowca lub samolotu z tego typu wojskiem na pokładzie. No chyba tylko po to aby zniszczyć go za ogrodzeniem jednostki, lub 5 minut po starcie, bo rakieta potrzebuje czasu na lot. Rosja i USA to co innego.

y
niedziela, 26 kwietnia 2020, 07:41

A NIemcy, Francja, Hiszpania, Włochy, Holandia, Belgia, Czechy też? więcej państw, nawet dużo mniejszych od nas nie wymieniam. A wszystkie one mają WPD. Ciekawe po co? Takie głupie?

Transformers
sobota, 25 kwietnia 2020, 11:04

Obecne konflikty pokazują że wojska takie są potrzebne i tyle

arkadiusz9021
sobota, 25 kwietnia 2020, 10:36

Sami sobie odpowiedzieliście na pytanie dot. sensowności j. spadochronowych , kiedy napisaliście o największych armiach , które utrzymują te jednostki . Tyle w temacie znawcy !

Jasio
niedziela, 26 kwietnia 2020, 11:51

Jak się ma imperium i chce się wypełniać funkcje policyjne na  świecie to ma to jeszcze sens U nas żadnego Co nie znaczy że bym je całkowicie zlikwidował , tylko dokroił do dzisiejszych potrzeb i możliwości sprzętowych Wojska Specjalne też mamy rozbudowane ponad miarę a nie mamy nawet jak ich przerzucić w rejon konfliktu

MON to dno
sobota, 25 kwietnia 2020, 09:49

Przypomnę, że, w Polsce już dawno opracowano kilka odpowiednio mobilnych urządzeń. Jest np. opracowana plot Kusza na quadzie, nadaje się dla aeromobilnych znakomicie. Jest także opracowany robot Perkun jako nosiciel Gromów, a mógłby być też nosicielem Spike'ów, i np. radaru pola walki. Wystarczająco lekki dla aromobilnych Perkun mógłby być też nosicielem Warmate TL, albo wyrzutni 70mm rakiet kierowanych laserowo, tych z Mesko. A teoretycznie np. polskiej wersji moździerza typu Elbit Soltam Cardom/Spear. Wszystko poza Spear, dostępne z polskich fabryk. A jest jeszcze jako kolejny dostępny lekki nośnik - nasz krajowy Wirus. Wtedy z tymi dronami, rakietami 70mm, Spike i Gromami siła ognia i zdolność precyzyjnego ostrzału wzrasta bez porównania. Wszystko wysoce mobilne, na tyle lekkie, że można śmiało przerzucić nawet śmigłowcami już posiadanymi przez WL. Ale cóż od wszelakiej broni to dużo ważniejsze dla MON są zakupy np. odrzutowych sanitarek dalekiego zasięgu, warsztatów kontenerowych, remont torped, zakup węgla, inwestycja w drogi lokalne. Indolencja i degrengolada MON poraża.

JW 0000
sobota, 25 kwietnia 2020, 09:30

Głównym zadaniem armii powinna być obrona własnego terytorium. Jaki jest realna wartość bojowa 6 oraz 25 brygady w razie konfliktu z Rosją? Nie mówię tu o wojnie hybrydowej czy starciach granicznych. Jakie cele te jednostki są zdolne obronić na terenie Polski a jakie skutecznie zaatakować na terytorium Rosji? Żołnierze obu brygad sprawdzili się doskonale na wojnach w Iraku i Afganistanie ale tam występowali głownie w charakterze zwykłej piechoty.

dim
niedziela, 26 kwietnia 2020, 10:37

Czytałem niegdyś wspomnienia francuskiego spadochroniarza. Lata spędzili goniąć się po górach z partyzantami w Algierii, a tylko raz użyto ich jako spadochroniarzy. Za to skutecznie. Do zajęcia strefy Kanału Suezkiego. Traktuj naszych spadochroniarzy jako siły szybkiego reagowania. Choćby i na wojnę podprogową, jak było to najpierw na Krymie. Nigdy nie wiesz jak tamci zaatakują i gdzie. Pewne jest tylko, że będą się starali działać z elementem zaskoczenia.

JW 0000
niedziela, 26 kwietnia 2020, 13:40

Pisząc o realnej wartości bojowej miałem ma myśli obecna sytuację w której z uwagi na braki w zakresie środków transportu lotniczego problemem będzie przerzucenie jednym rzutem na terenie kraju nawet 1 pełnego batalionu wraz ze sprzętem. Na sojuszników w tym zakresie nie powinniśmy liczyć. Należy zatem zastanowić się czy nie ograniczyć komponentu aeromobilnego obydwu brygad do max 1 batalionu w każdej brygadzie a resztę jednostek brygad przy utrzymaniu dotychczasowego poziomu wyszkolenia posadzić na ziemi, doposażyć w pojazdy opancerzone, dodatkową broń przeciwpancerną , przeciwlotniczą i traktować jako siły szybkiego reagowania na terytorium kraju.

dim
niedziela, 26 kwietnia 2020, 19:09

Myślę, że akurat w tej sprawie spokojnie możemy liczyć na soujszników. Wprawdzie nie wiem czy powiedzą, dokąd wiozą /przerzucają naszych żołnierzy, ale zrobią to sprawnie i pod ochroną porządnego lotnictwa. Aby ich śmigłowce mogły także bezpiecznie wrócić do baz. Natomiast, że naszych żołnierzy być może nie dozbroiliśmy jak należy, za to płacić będziemy już my.

Dude
niedziela, 26 kwietnia 2020, 01:18

To sa najlepiej wyszkileni zolonierze w WP. Jak Rosja zatakuje to granic sie nie obroni. Oni wtedy super do przygotowania kontrataku sie nadaja. I w kraju bada walczyc. A co do wojny hybrydowej, ci zolnierze ucza sie podobnych taktyk a jak taktyke wroga sie zna to mozna smialo powiedziec ze sie jest najlepiej przystosowanym do praeciwdzialania.

Jansen
wtorek, 28 kwietnia 2020, 08:00

I po co ta fantastyka? Dawno temu żołnierze 6. PDPD mocno wyróżniali się na plus na tle "zwykłych" jednostek. Już na przełomie 80/90. desant był głównie "festyniarstwem" - pokazy bezsensownych rzeczy (np. kata z pistoletem w wykonaniu żołnierzy, którzy nie mają przydzielonej takiej broni i nigdy z niej nie strzelali), głównie powoływanie się na skoki i czerwony beret - a w niektórych pułkach "zająców" było więcej dalekich marszów, strzelania oraz sensownego szkolenia indywidualnego i działania dr-pl-kp niż w "elicie". Obecnie niby aeromobilni mają wyższe normy sprawnościowe, ale generalnie ich poziom wyszkolenia niewiele przewyższa (czasem wcale) poziom lepiej prowadzonych jednostek wojsk zmechanizowanych czy np. Podhalańczyków. Tyle że skaczą i małe grupy a nie wszyscy faktycznie czasem przećwiczą bardzo podstawowe działania na zapleczu wroga (ale przeciętny żołnierz w czerwonym berecie ma o tym mniej niż minimalne pojęcie w porównaniu do np. kdr z pułków rozpoznawczych) . "Uczą się podobnych taktyk" jak te z wojny hybrydowej? Bajki - uczą się tego co każdy piechociniec plus wchodzenia do walki desantem z powietrza.

Codybancks20
sobota, 25 kwietnia 2020, 06:26

W/g tego portalu , pytanie postawione w tytule , już mówią , że nie i nawet żadne wojska nie są Polsce potrzebne i te pieniądze przeznaczyć na onkologie , a zostawić tylko generałów w mundurach galowych ! Prawidlowy tytuł powinien brzmiec !! Jak wykorzystać wojska aeromobilne !

y
niedziela, 26 kwietnia 2020, 07:44

I tu masz rację! U nasz za często się pisze co jest potrzebne lub nie potrzebne, a nie jak rozsądnie wykorzystać to co mamy. I to w dobrej jakości. I nie dotyczy to tylko WPD.

Rzyt
sobota, 25 kwietnia 2020, 06:01

Bez Wisły i Narwi to te wojska są zbędne,chyba że mają służyć w celu rozproszenia uderzenia rakietowego w ten kraj i zużycia zapasu rakiet przeciwnika. No,ale nasza armia ma być szykowana do konfliktu bananowego typu Ukraina, Syria, Jemen czy Delta Nigru

Dien Bien
sobota, 25 kwietnia 2020, 03:58

Czy do prowadzenia działań aero mobilnych nie jest potrzebna przewaga w powietrzu i informacyjna?

y
niedziela, 26 kwietnia 2020, 07:51

Tak, jest potrzebna przynajmniej lokalna przewaga w powietrzu. W rejonie desantowania i na trasie dolotu. Taką się wywalcza systemowo. Nie tylko przez lotnictwo.Także OPL, WRE, mylenie, maskowanie itd. Ba nawet wojska lądowe i marynarka wojenna mogą w tym mieć swój udział. I dlatego działania areomobilne prowadzi się na poziomie co najmniej operacyjnym. W rejonach i obiektach istotnych z punktu widzenia prowadzonej operacji. I ich zadaniem jest umożliwić i ułatwić osiągnięcie celu operacji.

hobbymilitia81
sobota, 25 kwietnia 2020, 17:44

Jak nic przydałoby się te 70 Caracali.

Orthodox
piątek, 24 kwietnia 2020, 23:09

Do dziś dźwięczą mi w uszach słowa jednego z wiceministrów obrony, po uwaleniu Caracali, że śmigłowce nie są najbardziej istotnym systemem na współczesnym polu walki.

Krystian
piątek, 24 kwietnia 2020, 22:07

Zaraz to także zdemontujemy (możemy to potraktować jako ciąg dalszy nasz naszego i tak słabego wojska) i pozostaniemy silni brygadami WOT. Marynarka która nie ma czym pływać, aeromobilni którzy nie mają czym latać, pancerni którzy nie mają czym strzelać. Ale wojsko kupiło goulfstreamy - chwalą rządzącym.

Gnom
wtorek, 28 kwietnia 2020, 15:16

G-550 plus BBJ nie bez powodu zwany jest zestawem ucieczkowym. Oficjalna prezentacji była na defiladzie 15 sierpnia gdy F-16 eskortowały VIP. Zatem o co chodzi - "rząd się sam wyżywi' mawiał Urban Jerzy.

Byłyzmechol
piątek, 24 kwietnia 2020, 22:06

Zafiksowanie na punkcie spadochroniarzy w polskiej armii jest żenujące. Bujają się po jednostkach ze swoimi odznakami i chwalą ile kto miał "skoków" a w razie W pożytek z nich będzie mniejszy niż ze zmechu. Mają w sobie coś z przedwojennych ułanów - taka elita ale z rodem z poprzedniej epoki. Duża ilość tego rodzaju jednostek to relikt po układzie warszawskim, kiedy to miały one uzasadnienie operacyjne - desant na Danię. Poza tym w latach 90tych i gdzieś tak do 2008 r. panowało przekonanie, że konwencjonalna wojna nam już nie grozi a wojsko będzie działać głównie na "misjach". Jednak desant spadochronowy nawet w misjach ekspedycyjnych jest rzadkością. Operowanie z helikopterów jest natomiast dobre w konfliktach asymetrycznych w trudnym terenie. Ale Polska ma jak rozumiem zamiar ograniczyć udział w misiach. Desant spadochronowy w przypadku operacji obronnej przed FR to w miarę skuteczny pomysł na samobójstwo. FR ma najsilniejszą OPL na świecie wiec nawet myśliwce 4 generacji będą miały problem z przedarciem się nad teren przeciwnika a co dopiero duże i powolne transportowce. Może z helikopterów uda się kogoś wysadzić za linią "frontu" ale na pewno nie powinien to być priorytet naszej armii. Na wschód od Wisły powinniśmy się skupić na operacjach stay-behind ale to robota raczej dla sił specjalnych ewentualnie dla WOT. W razie W będą zasuwać po ziemi jak zwykła piechota i tyle będzie z ich "skoków".

Byłyzmechol
niedziela, 26 kwietnia 2020, 23:28

Wf zdawałem zawsze na piątkę nawet licząc według waszych norm a zwykle byli lepsi niż ja w kompanii. Marsze kondycyjne ze szpejem to nawet WOT robi. Po prostu mnie śmieszycie z tym gwiazdorzeniem. A nawet gdybym był zakompleksionym gnojkiem który płacze że się nie dostał do desantu jak był młody to i tak nie zmienia faktu, że istnienie waszej formacji nie ma wielkiego sensu w WP.

y
niedziela, 26 kwietnia 2020, 08:04

Zazdrość i zawiść w Tobie aż kipi. A przecież też możesz iść do desantu. Ale nie, tam to trzeba mieć zdrowie, sprawność fizyczną, chęć do szkolenia się, zdawać WF z podwyższonych norm i jeszcze ryzykować życie wyskakując ze sprawnych samolotów. I potem jeszcze "przeżeźbić" się z parę kilometrów zasobnikiem na plecach. Przecież prościej jest nic nie robić, tylko narzekać i innym zazdrościć. I dorabiać do tego pasującą sobie ideologię uzasadniającą zazdrość, że innym się jednak chce "bujać po jednostce ze swoimi odznakami". Wiele razy już to słyszałem. A jak pytałem się "skoro jest tam tak dobrze to czemu tam nie idziesz?", to z reguły zapadała cisza, a potem odpowiedź w stylu " to nie dla mnie" lub "nie jestem głupi by za te pieniądze narażać życie". I ten oczywiście ta głęboka wiedza fachowa, poparta wnikliwymi analizami, studiami i głęboką wiedzą co naszej armii jest potrzebne i jakie WP ma plany na wypadek konfliktu.

Nie sądzę
sobota, 25 kwietnia 2020, 23:49

Polska nie ma zamiaru ograniczać misji. Fakty mówią same za siebie. Samoloty transportowe zaplanowane. Odrzutowe sanitarki zaplanowane, nacisk na doposażenie przede wszystkim specjalsów. Zaangażowanie polityczne w postaci "konferencji bliskowschodniej". Nowe mundury tropikalne. Pilny i szybki remont okrętu logistycznego. Nie da się stworzyć drugiej takiej listy przemawiającej "na korzyść" naszego zmechu. Zatem celem priorytetowym są misje.

fcuk
sobota, 25 kwietnia 2020, 23:42

Istotne jest utrzymywanie zdolności do określonych typów działań. Na przykład szybkiego przerzutu w okolice Kaliningradu, nie tylko do szturmu, ale też np obrony już zajętego terenu.

Ślązak
sobota, 25 kwietnia 2020, 15:11

Desant śmigłowcowy chyba tylko żeby gonić za grupami Specnazu na swoim zapleczu, obie brygady powinny być kawalerią powietrzną na śmigłowcach do zrzucenia na spadochronach w razie potrzeby

1917
sobota, 25 kwietnia 2020, 12:32

Jest dużo prawdy,ale też nie widzę powodu bym nie nosił swojej odznaki .

Tomasz
piątek, 24 kwietnia 2020, 20:00

Wydaje mi się że te wojska wystarczyły by w zupełności w sile dwóch batalionów tylko do zadań w misjach ekspedycyjnych . W obronie naszego kraju na naszym głównym teatrze obronnym niestety żaden samolot transportowy a tym bardziej śmigłowiec nie będzie wstanie operować , a użycie takich jednostek bez szybkiej i dalekosiężnej altylerii będzie skazane na porażkę co pokazał dobitnie konflikt na Ukrainie gdzie obie strony wzmacniały odziały powietrznodesantowe o ciężki sprzęt.

Hunter
sobota, 25 kwietnia 2020, 12:01

Ten typ wojska zawsze był, jest i będzie w przyszłości i to jeszcze bardziej ważny. Zmienia się tylko taktyka działania odpowiednia do dostępnych narzędzi. Na przykład pojawienie się samolotów zrewolucjonizowało operacje na dalekim zapleczu przeciwnika. Dzisiaj A2AD powoduje że żadna strona może nie polatać z wojskiem. Dlatego rajdy powietrzne mogą i będą zastępowane rajdami lądowymi. Punktowa koncentracja wojska, brak ciągłej linii frontu sprzyja rajdom desantowo-szturmowym również na kołach. Dlatego wojska desantowo-szturmowe powinny zostać aeromobilne ale wyposażone również w lekko opancerzone 4x4. Autor nie wspomniał również o operacjach połączonych, które są odpowiedzią na to co działo się na Ukrainie a co jest przyszłością (u niektórych już teraźniejszością) operacji bojowych. Przypomnę że i nasza Armia nabywa dalekosiężne i precyzyjne środki oddziaływania co w połączeniu z działaniami tych wojsk daje bardzo dużą skuteczność a w przypadku konfliktów lokalnych czy asymetrycznych to wręcz najważniejsza formacja. Trzeba jednak pamiętać, że zawsze opiera się o dobre rozpoznanie, element zaskoczenia, szybkości i sprawności działania. Dlatego tutaj nie ma miejsca na wojskową amatorszczyznę!

Strzelec
sobota, 25 kwietnia 2020, 07:55

Po to będą F35, zrobią wyłom w opl nieprzyjaciela i Herkules może się przedrze i wróci a takie wojska są potrzebne. Dobrze użyte mogą przeważyć szale zwycięstwa w bitwie

Ślązak
sobota, 25 kwietnia 2020, 15:13

Śmigłowcowce może ale w rajdy C-130 trudno uwierzyć

Piotr ze Szwecji
piątek, 24 kwietnia 2020, 19:50

Dziękuję pany Marku Dąbrowski za dobrze napisany artykuł. Faktycznie prowadzenie jakiegokolwiek wojny manewrowej w 21 wieku bez wojsk aeromobilnych jest samobójstwem i przyznaniem się do porażki. Nie ma innego rodzaju wojsk, które z prędkością 300 km/h mogły by zgasić pożar na froncie. Nie będę komentował kim są ludzie sugerujący Polsce pozbycia się tak skutecznej broni, która może być użyta równie w nagłym ataku co i w nagłej obronie i to wszędzie na terytorium Polski od gór po morze. Zgadzam się też z pana Marka Dąbrowskiego mądrymi wnioskami, że w wojskach aeromobilnych brak lżejszych 155 mm haubic jak M777A2 (każda brygada winna mieć swoją własną artylerię ciężką tego "lekkiego", około 7 ton, typu), automatycznych ręcznych granatników bębenkowych czy lekkich, jednorazowych i termo-barycznych ppk albo ppzr Piorun. Także brak nadal ciężkich śmigłowców transportowych (jak AW101 dla przykładu). Trochę pominięty w artykule jest kwestia braku rozwoju struktur organizacyjnych tych brygad w bardziej nowoczesne brygady i bardziej dopasowane do autentycznie strzelanej wojny, jak te w wojskach amerykańskich (dedykowane kompanie specjalsów, inżynierów przy każdej brygadzie obok artilleri, plot i ppanc). Polska jest wystarczająco sporym krajem z wystarczająco niefortunnym położeniem geograficznym, że potrzebuje sformować już dziś całą 1 dywizję aeromobilną i to tylko ku własnej obronie. To znaczy 3 brygady (duże brygady wzorem wojsk aeromobilnych USA) żołnierzy i 2 brygady lotnicze. To oznacza potrzebę sformowania całkiem nowej brygady aeromobilnej na 2500 żołnierzy. WP poprzez zmieszanie kawalerii powietrznej z wojskami powietrzno-desantowymi może osiągnąć taki stan zasobów po niższych kosztach. ---------- W przyszłości (gdyż planować trzeba długofalowo, a nie wyłącznie łatać zawsze bieżące dziury) przy rozwiniętej w pełni uprzemysłowionej gospodarce Polski i zwiększonym parę razy budżecie rocznym WP (nie procentowo, co do wielkości przyszłego PKB) należałoby się zastanowić nie tylko nad przeformowaniem takiej dywizji aeromobilnej w 2 dywizje. Jedna kawalerii powietrznej i druga powietrzno-desantowa. Co także w stworzeniu następnych 2 dywizji wojsk wyspecjalizowanych. Jedną wypadałoby, aby była dywizja górska z własną brygadą śmigłowcową (co jest możliwe z ograniczeniem Polski do 130 śmigłowców uderzeniowych) (1/4 granic Polski to Karpaty i Sudety) i drugą dywizją byłaby w MW dywizja piechoty morskiej na wzór szwedzkiego wojska o nazwie Kust Jagare, która nie potrzebuje okrętów desantowych, ani okrętów osłony do prowadzenia jakichkolwiek działań przybrzeżnych, a gwarantuje "polskość" Helu, Mierzei Wiślańskiej czy Wolina i Świnoujścia, a także bardzo elastyczne odpieranie desantu morskiego. Z całym szacunkiem dla Brygady Obrony Wybrzeża, lecz ona nie ma całego koniecznego specjalistycznego wyszkolenia, ani całego koniecznego sprzętu specjalistycznego do skutecznego odparcia nowoczesnego desantu i piechoty morskiej po prostu nie zastępuje.

Jansen
wtorek, 28 kwietnia 2020, 08:17

Panie Piotrze, Kustjagre to bardzo fajna formacja w stylu pierwszych komandosów brytyjskich z II wś (tych do desantów z morza i zaskakujących działań szturmowych, a nie desantów spadochronowych czy operacji specjalnych na dalekich tyłach), oczywiście unowocześniona - ale my mamy zupełnie inny charakter wybrzeża niż Skandynawowie (bo podobne jednostki mają i Finowie, i Norwedzy). Tam można wykonywać bardzo skuteczne działania tego typu ze względu na możliwość wykorzystania skomplikowanej linii brzegowej. W Polsce takie oddziały ani nie utrzymają większego odcinka wybrzeża bardziej skutecznie niż typowe oddziały pancerno-zmechanizowane, ani nie ma warunków do prowadzenia szybkich rajdów bo łatwo je zlikwidować na podejściu do brzegu i na samym pasie przybrzeżnym, które u nas są zupełnie inne.

Piotr ze Szwecji
wtorek, 28 kwietnia 2020, 10:58

Pan widzi problemy, a ja ich rozwiązania. Problem, który parę terenówek z naczepami do przewozu kutrów czy łodzi desantowych, rozwiąże przy Kołobrzegu. Prosta linia brzegowa to tylko teren dookoła malutkiego Kołobrzegu. Tam gdzie się ta linia brzegowa kończy mamy wielkie polskie miasta jak Szczecin i Trójmiasto, które są ważniejsze w obronie (patrz ich porty) niż Kołobrzeg. Przy Świnoujściu czy przy Mierzei Wiślańskiej (hello Królewiec!) mamy już wystarczająco skomplikowaną linię brzegową, a wojsk wyspecjalizowanych na wzór Finlandii, Norwegii czy Szwecji nadal brak w Polsce. Nie twierdzę, że piechotę morską nie da się równie lekko zlikwidować jak wojsko zmechanizowane BOW (Brygada Obrony Wybrzeża), kiedy będzie ona prowadziła działania wojenne na wzór zmechu. Nie od tego jest przecież piechota morska. Kołobrzeg sam może dobrze mieć się z BOW, lecz to nie w Kołobrzegu są wszystkie główne polskie porty. To o tym właśnie piszę, bo Kołobrzeg to cel lipa dla inwazji. Na razie na obronę Kołobrzegu ta cała koncepcja obrony wybrzeża spełza, a nie na obronę wszystkich wielkich polskich portów przeładunkowych, które nie są umieszczone na żadnym prostolinijnym brzegu, lecz w zatokach, lecz w zalewach z wyspami, z wieloma wylewami i często też z wieloma mierzejami. Teren więc skomplikowany, a piechoty morskiej do walki tam dalej brak. Bronimy więc w Polsce tylko... Warszawy jak zawsze, a przez resztę Polski przejazd dla wroga, też jak zawsze? I to ma być polska obrona Polski ze strony morza? To bubel, a nie obrona, proszę pana.

Jansen
wtorek, 28 kwietnia 2020, 18:41

Ale ja bynajmniej nie twierdzę, że nam niepotrzebna piechota morska czy że mamy dobrą obronę wybrzeża. Stwierdzam tylko fakty co do specjalności szwedzkich KJ, czy norweskich KJK, a pan nie znajduje rozwiązań dobrych tylko nietrafione. W porównaniu do Skandynawii mamy bardzo prostą linię brzegową, nie mamy fiordów i licznych wysp przy nich, że można wyskoczyć kutrem "zza rogu" albo przyczaić się z wyrzutnią RBS na jakiejś wysepce. Tu nic nie załatwi przewożenie sprzętu ciężarówkami. To nie jest też formacja w jakimkolwiek stopniu lepiej przygotowana od klasycznej piechoty do walki w mieście, a tym bardziej jakiejś obrony miast. Nic nie ujmując KJ, to bardzo dobre jednostki ale do zupełnie innego typu działań niż potrzebuje Polska. Równie dobrze mógłby pan powiedzieć, że macie świetnych Arctic Rangers i WP musi mieć też bo też mamy w Polsce zimy.

dokk
niedziela, 26 kwietnia 2020, 06:53

Krótko mówiąc, Polska potrzebuje sił zbrojnych, na wzór francuskich.

Piotr ze Szwecji
niedziela, 26 kwietnia 2020, 12:19

Powiedzmy, że francuskie wojsko ma mądre plany modernizacyjne, lecz jako formacja bojowa nadal pozostawia wiele do życzenia. Przynajmniej w porównaniu z ostrzelanymi Amerykanami. Co Polska (jak i UK) winna brać u Francuzów za wzór według mnie to francuska zbrojeniówka i to jak administracja i dyplomacja Francji, niezależnie od ideologicznych skrętów na lewo ich rządzących, zawsze pedantycznie dba z protekcjonizmem o ten przemysł i to w warunkach gospodarczych EU (stagnacja, PIG euro grupy i teraz recesja).

poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 11:53

W porównaniu z Amerykanami, wszystkie armie pozostawiają wiele do życzenia, więc porónani

Piotr ze Szwecji
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 12:50

Co nie oznacza, że polska armia też musi. Polska ma Specjalsów i Terytorialsów, którzy są na równej stopie z amerykańskimi odpowiednikami. Pora powoli reszcie WP też dobiec do swoich amerykańskich odpowiedników, a jeśli mają problemy z zadyszką to zawsze mogą zmienić zawód jak kontrakt wygaśnie. Amazon chętnie daje prace byłym wojskowym. W ciągu następnych 20 lat zaś porównywalny sprzęt też trafi w ich ręce, jeśli już nie trafił (Krab 155 "harmata Szeremietiewa").

fcuk
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 11:34

Francja ma siły zbrojne, dostosowane do przerostu wyzwań nad możliwościami, wiec nietrudno zauważyć analogie. Stosunek koszt-efekt mają opanowany do perfekcji, porównania z wysokobudżetowymi amerykanami są tu nieco abstrakcyjne. Wszystkie twoje postulaty modernizacyjne są tam na porządku dziennym od 1945, włącznie z kompanią specjalsów w każdej brygadzie (GCP, GCM, PCG, GAE, GIGIN). Opanowali niskobudżetowe zdolności do działań manewrowych, zarówno ekspedycyjnych jak i defensywnych, a ich polityka i plany modernizacyjne są dostosowane do planów operacyjnych. Tylko pozazdrościć.

Piotr ze Szwecji
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 12:58

I sam sobie odpowiedziałeś, że pomimo najlepszych chęci, czym nadal armia francuska leży plackiem za amerykańską. Niskobudżetowe rozwiązania. To jest ten dokładnie ten sam problem o którym my w Polsce swego czasu szeroko opisywaliśmy wszędzie. Kupować własne tanie buble z własnej zbrojeniówki, bo to praca dla naszych, czy drogie zza granicy, bo ratuje życie żołnierzy. Jeno różnica skali przemysłowej pomiędzy francuską zbrojeniówką i polską. Kupujemy co prawda technologie by rozwijać naszą zbrojeniówkę i może dzięki temu unikniemy pułapki w którą wpadli Francuzi ze swoją zbrojeniówką po 1945.

Orthodox
piątek, 24 kwietnia 2020, 23:55

Z taką wiedzą tylko do MONu!

Orthodox
piątek, 24 kwietnia 2020, 23:47

W obecnej postaci nasze brygady, aeromobilna i powietrznodesantowa to tylko mięso armatnie, o zdolnościach nieco większych od WOT. Z całym szacunkiem!.

y
niedziela, 26 kwietnia 2020, 08:11

Rozumiem, że piszesz o rosyjskim WDW? Bo akurat nasza 6 czy 25 to poziomem wyszkolenia i podejściem do realizacji zadań niestety, ale przewyższa zmech. Co wielokrotnie udowodniły. Choćby w Iraku czy Afganistanie. A idąc Twoim tokiem myślenia co całe wojsko to mięso armatnie. Zmech i panc także. Z całym szacunkiem.

Lord Godar
niedziela, 26 kwietnia 2020, 13:20

Widzę , że komentarz kolegi zabolał , ale generalnie kilku moich kumpli , którzy mają za sobą Irak i Afganistan też podobnie odczuli tam swój pobyt ( wczesne misje) , bo wsadzali ich na paki Starów czy do Honkerów i jechali na patrol , a Amerykanie patrzyli na nich jak na wariatów . Dopiero potem poszły do Afganistanu Rosomaki , Humvee czy MRAP-y poprawiając stan rzeczy . NIkt chyba nie kwestionuje kwestii wyszkolenia i umiejętności żołnierzy tych jednostek , tylko woła o lepsze i dedykowane wyposażenie i broń dla nich .

Orthodox
niedziela, 26 kwietnia 2020, 13:07

Dokładniej to chodzi mi o uzbrojenie tych jednostek wobec konieczności walki w oderwaniu od sił głównych. W tym kontekście przykład Iraku i Afganistanu zupełnie nie istotny z uwagi na potencjał przeciwnika i realne wsparcie.

Piotr ze Szwecji
sobota, 25 kwietnia 2020, 18:36

Braki w szkoleniu można nadrobić, gdyby była wola u decydentów w zreorganizowaniu tej formacji na wzorce z USA. Problem nadal w zakupie brakującego sprzętu jak choćby owe 7 tonowe M777A2. Lufownię odpowiednią HSW ma już wybudowaną. Możliwości są. Jak na dziś bez parasolu anty-dostępowego Wisły/Narwi i F-35, to nie ma w Polsce formacji wojskowej, której możliwości można określić innymi słowy niż mięso armatnie. Z WP po miesiącu konfliktu z Rosją pozostanie jedynie WOT i to dla tego, że jest to wojsko nieregularne. Miejmy nadzieję, że z czasem z rosnącymi funduszami na WP, będzie to także zaadresowane. Polska musi się móc skutecznie bronić przynajmniej na jednym froncie.

Byłyzmechol
piątek, 24 kwietnia 2020, 22:19

Takie jednostki są potrzebne albo w wojnie konwencjonalnej kiedy jest możliwość uzyskania chociaż czasowej dominacji w powietrzu najczęściej przy różnych blitzkriegach albo w operacjach ekspedycyjnych. Polska to nie Francja która ma interesy w połowie Afryki i czasem musi zrobić błyskawiczny desant na jakichś murzynów np. Kolwezi w 1978 r. Spadochroniarze są na ogół świetnymi żołnierzami indywidualnymi natomiast jako formacja nie mają większego sensu w naszej sytuacji.

Piotr ze Szwecji
sobota, 25 kwietnia 2020, 18:26

Baterie Wisły i Narwi są priorytetem w pozyskaniu. Nie tylko skuteczność wojsk szybkiego reagowania zależy od nich, lecz też możliwość użycia w szczerym polu wojsk pancerno-zmechanizowanych (patrz owe BM-30 Grady choćby).

sd
piątek, 24 kwietnia 2020, 21:59

ta 300km/h w warunkach całkowitej dominacji powietrznej w razie W nikt żadnych desantów nie będzie robić tak wiec skoczkowie w formie brygady zdecydowane nie kawaleria powietrzna tak a jedynie wojska spadochronowe w formie wojsk specjalnych do niszczenia celów duzej wartosci

F35
sobota, 25 kwietnia 2020, 09:00

Czyjej dominacji w powietrzu? Bo na razie, to nasz potencjalny wróg nie może liczyć na przewagę wobec czy liczby czy przewagi technicznej NATO. Zatem wojska aeromobilne w każdej ich postaci mają warunki do działania.

Piotr ze Szwecji
sobota, 25 kwietnia 2020, 07:01

Planowany system anty-dostępowy winien poradzić sobie z wrogimi planami całkowitej dominacji w polskim powietrzu. Wojska spadochronowe, podobne uzbrojenie jak u kawalerii powietrznej, zrzucone w teren zabudowany zatrzymają każdy szarżujący klin pancerny (patrz obrona Bastogne w 1944 przez 101 dywizję powietrznodesantową). Do niszczenia celów dużej wartości, moja sugestia zainteresowaniem się programem Orka z lub bez okrętów podwodnych.

Merlin
piątek, 24 kwietnia 2020, 21:28

AW101 nie jest ciężkim śmigłowcem transportowym, tylko średnim. Ciężkie to Chinook oraz King Stallion.

Piotr ze Szwecji
sobota, 25 kwietnia 2020, 07:08

Tak, AW-101 jest średnim. Zgadza się. Nasze są stare i kończą się im powoli resursy, więc wszędzie zawracają tylko o nie głowę. Ciężkie jak Chinook mają być zakupione dopiero w dalszym planie po średnich, mimo że takich nie mamy, a są niebywale konieczne, choćby do przerzutu artylerii brygady kawalerii powietrznej.

Tomasz
piątek, 24 kwietnia 2020, 20:53

Chciałbym zadać pytanie jak taka brygada będzie zmieniał linie obrony robiła odskoki i kontruderzenia pod ogniem Gradów MAST BM 30 w obronie naszego kraju ? Nie chodzi mi o teoretyczną odległość desantu tylko o manewr w boju.

Piotr ze Szwecji
sobota, 25 kwietnia 2020, 07:59

Czemu tylko pod ogniem BM-30 (założenie wojny z Rosją)? Dlaczego także nie pod ogniem artylerii 152 mm, czy w starciu z klinem pancernym czołgów Armata? Pierwsza rzecz z desantem 2500 żołnierzy jakiejkolwiek lekkiej piechoty to nie robi się tego w szczerym polu do zniszczenia dużej wartości wychodka wroga (aby wrogowi uprzykrzyć życie), niczym kilkoma operatorami z jednostki Grom. Szczególnie z zapewnieniami wojskowych, na przekór pewnym pożądaniom, 25 BKP nie przechodziła, nie przechodzi i nie będzie przechodziła szkolenia specjalistycznego Rangersów. Najpierw robi się desant komandosami przy obiektach (lotniska?) w terenie zabudowanym. Nowoczesna Kawaleria Powietrzna czy Wojska Spadochronowe (li jakich organizacyjnie w Polsce niestety nadal nie mamy na wzór ostrzelanych amerykańskich) mają własne kompanie specjalsów (czyli nasze ich jeszcze nie mają). Po desancie komandosami przejmuje się zajęty teren Kawalerią Powietrzną czy Wojskami Powietrznodesantowymi. Szczególnie że te ostatnie mają ten swój pewien szarmancki rozrzut po terenie. Cyborgi z lotniska w Doniecku robiły odskoki i kontruderzenia pod gwałtownym i intensywnym ogniem rosyjskiej artylerii. Działania rosyjskich komandosów Specnazu w połączeniu z artyleryjskim ostrzałem (ładunki burzące?) zmuszały Donieckich Cyborgów też do zmian w liniach obrony. Więc kwestia "jak" zależy od uwarunkowania terenu zabudowanego i od wojskowych inżynierów (niedocenianej formacji w WP i często zdegradowanej do roli saperów) z brygad powietrzno-desantowych i kawalerii powietrznej. To od tego zależy ile hall magazynowych wypełni się stosami setek rosyjskich trupów wojsk pancerno-zmechanizowanych przy tym wspomnianym ostrym ostrzale z BM-30 Gradów, czołgów Armata i 152 mm dział artyleryjskich, nim jeden jedyny kawalerzysta "polski cyborg" zginie od pojedynczej kuli snajpera Specnazu. Zwyczajowo młotem konserw się nie otwiera... Tutaj moje pytanie, jakim terenem naturalnie dogodnym do obrony Polska stoi? Mierzeją gdzieś na granicy? Karpatami gdzieś na granicy? Bugiem, Odrą gdzieś na granicy? Czy 1001 miastami i miasteczkami na całym swoim terytorium w niedogodnych miejscach przejazdu nacierających kolumn wroga? Temu Kawaleria Powietrzna i Wojska Powietrznodesantowe winny obok WOT i komandosów prowadzić (i mam nadzieję że to też czynią) ze szczególnym akcentem szkolenia walki w terenie zurbanizowanym. W szczerym polu taktykę elastycznej obrony manewrowej (owe odskoki i uderzenia, które nie są nawet ćwiczone przez jednostki WP - jeno ćwiczą kopać doły śmierci czołgom T72M) winny używać dostosowane do tego jednostki pancerno-zmechanizowane.

Jansen
wtorek, 28 kwietnia 2020, 09:08

Panie Piotrze, żadne nowoczesne wojska aeromobilne nie mają żadnych "swoich specjalsów" - mają tylko wyspecjalizowane pod swoim kątem pododdziały rozpoznawcze typu pathfinders. Ale oni nie są do "desantu komandosów" tylko skrytego rozpoznania (potwierdzenie informacji, pogłębienie ich na miejscu) tuż przed desantowaniem właściwych sił oraz pomocy w ich naprowadzaniu na lądowiska (tylko francuskie GCP wykorzystywane są szerzej, także do prowadzenia także prostszych akcji bezpośrednich DA na korzyść macierzystych jednostek, ale to grupy wielkości plutonu). U nas w 6. BPD tego typu zadania wykonują tzw. grupy awangardowe. I one, i pathfinderzy nie są ani specjalsami-odpowiednikami żołnierzy Wojsk Specjalnych (choć mają zbieżne fragmenty szkolenia i dla mniej zorientowanych co do zakresu działań tych drugich, działają podobnie: bo skryty przerzut HALO/HAHO, skryte działanie na terenie wroga, umiejętności rozpoznawcze - ale tylko tyle), ani komandosami, których zadaniem jest uchwycenie terenu jako pierwszy rzut, by wylądowała reszta (jak wykorzystuje się rangersów lub normalne pododdziały spadochroniarzy z odpowiednim wzmocnieniem. Nie mylmy pojęć. Można przedstawiać taką koncepcję ale bez podpierania argumentami, że niby takie są standardy w "nowoczesnych" wojskach aeromobilnych, w dodatku wspominając Amerykanów, którzy wcale tak nie mają

Antex
niedziela, 26 kwietnia 2020, 05:08

Jak Rosjanie przejmują się stratami wśród ludności cywilnej widzieliśmy w Czeczenii, w Gruzji i w Syrii. Wiec nie sądzę żeby te miasta i miasteczka były jakąkolwiek zapora.

alien
piątek, 24 kwietnia 2020, 23:29

a jak będzie to robić zmech na starych bwp.

Lee
piątek, 24 kwietnia 2020, 19:42

Ale gdzie oni kosztowni to taka bieda armia. Relatywnie słabe. Nie stać nas na prawdziwe związki taktyczne to poszliśmy w desant. Czas operacyjny 24 h a później ratuj się kto może. Prawdziwa siła to brygady pancerne czy wojska rakietowe ale koszty ich budowy są ogromne.

Ad95
piątek, 24 kwietnia 2020, 20:58

I ciezkie ZT jestes w stanie szybko przerzucać nawet na obiekty badace pod kontrola przeciwnika?

Lee
sobota, 25 kwietnia 2020, 07:51

Ale jak byś dowodził armią to wolałbyś mieć brygadę pancerną czy desantową do dyspozycji?

greg
piątek, 24 kwietnia 2020, 19:01

Proszę zauważyć że sytuacja diametralnie się zmieniła odkąd w każdym województwie mamy brygadę WOT (lekkiej piechoty) zdolną przyjąć i wesprzeć aeromobilnych (co już było ćwiczone na Anakondzie). W szybkim czasie możemy w zagrożonym rejonie zgromadzić sześć, siedem brygad lekkiej piechoty (dwie aeromobilne, jedna miejscowa WOT plus trzy cztery brygady WOT z sąsiednich województw).

Piotr ze Szwecji
sobota, 25 kwietnia 2020, 08:07

WOT ma brygadę w każdym województwie, lecz na miejscu to ledwie kompania żołnierzy-ochotników. WOT to nie wojsko regularne, lecz nieregularne. Nie skoncentrowane 1 brygadą w jednym miejscu, lecz rozproszone kompaniami po całym województwie. Nie muszą być na czy przy froncie, aby skutecznie działać i wspierać brygady WP. Mogą równie dobrze być za linią frontu na zapleczu wroga i wskazywać celownikami laserowymi cele dla Krabów 155, jak magazyny amunicji, paliw czy kolumny zaopatrzenia wroga. Nic bardziej demoralizującego dla żołnierzy wroga od niszczenia swojej własnej najnowocześniejszej techniki czołgowej, bo nie ma paliwa, bo nie ma czym strzelać.

Jansen
wtorek, 28 kwietnia 2020, 09:11

Do takiego wskazywania trzeba mieć odpowiedni sprzęt, łączność z jednostką tych Krabów i szkolić się pod kątem wykonywania tego typu zadań. Póki co niczego takiego u nas nie ma na linii WOT-wojska operacyjne.

piątek, 24 kwietnia 2020, 21:51

WOT ziemia łopata powietrze jak było z kategorią C

Ad95
piątek, 24 kwietnia 2020, 20:57

Akurat na anakondzie zrzut przyjeli i zabezpieczyli sami spadochroniarze z awangardy ladujacej przed zrzutem wlasciwym

Ostrozny
niedziela, 26 kwietnia 2020, 06:58

Przecież awangarda ląduje na ziemi wroga skąd tam ma być WOT? Chyba że na naszych ziemiach ale zajętych przez wroga i jako partyzantka

Eter
sobota, 25 kwietnia 2020, 12:22

A jak inaczej miałoby być przecież WOT nie skacze wiec nie może realizować awangardy.

piątek, 24 kwietnia 2020, 20:32

zmieniło się nic, być może mieszkańcy mogą czuć się nieco bezpieczniej, mentalnie...

olo
piątek, 24 kwietnia 2020, 19:53

A czym ich dostarczysz do tego "każdego województwa" ? Samochodami? To już lepiej wysłać tam batalion Rośków.

Smuteczek
piątek, 24 kwietnia 2020, 19:36

Śmiglowcow jednak juz prawie nie ma a lada chwila nie bedzie wcale

Zawisza_Zielony
piątek, 24 kwietnia 2020, 19:16

Ale Wot nie ma takiej możliwości manewru i tempa działań jak areomobilni, o wyszkoleniu nie wspomnę.

Andrettoni
piątek, 24 kwietnia 2020, 17:55

Pytanie brzmi czy Polska ma zamiar aktywnie działać poza granicami kraju? Mam na myśli głównie o rywalizację o surowce w Afryce. Jeżeli tak, to takie wojska są niezbędne. Im bardziej myślimy o naszym kraju tym te wojska są mniej potrzebne, stanowią uzupełnienie, natomiast im bardziej myślimy o surowcach tym bardziej te wojska są konieczne.

Manolo
piątek, 24 kwietnia 2020, 20:30

na terenie kraju też są potrzebne, niezbędne, żeby inne rodzaje SZ mogły zostać użyte

Ślązak
piątek, 24 kwietnia 2020, 17:55

Dlaczego obie brygady nie są jednocześnie i spadochronowe i kawalerią powietrzną na śmigłowcach?

Roman
piątek, 24 kwietnia 2020, 21:51

Bo nie ma i nie będzie śmigłowców. To proste.

Ślązak
sobota, 25 kwietnia 2020, 15:23

To ja bym się poważnie zastanowił czy jest sens trwonienia środków na dwie takie brygady. Jest sens Twoim zdaniem?

aaa
piątek, 24 kwietnia 2020, 21:25

Tylko jedna jest na śmigłowcach.

Ślązak
sobota, 25 kwietnia 2020, 15:24

Czyli tylko na jedną nas stać. Mylę się?

Rozjemca
piątek, 24 kwietnia 2020, 17:36

Rozbudowywanie tego rodzaju wojsk jest absolutnie zrozumiałe w przypadku potęg wojskowych typu USA, Rosja czy Chiny. Dobrze się też one sprawdzają w konfliktach asymetrycznych. W skali naszego kraju i przy specyfice naszej doktryny obronnej jest to według mnie niepotrzebna fanaberia i lepiej inwestować w wojska specjalne i zmechanizowane.

Orthodox
sobota, 25 kwietnia 2020, 08:54

To de facto są wojska specjalne.

Jansen
wtorek, 28 kwietnia 2020, 09:23

To nie są w najmniejszym stopniu wojska - poza tym, że jedni i drudzy skaczą, jedni i drudzy mają wyższe normy sprawnościowe. 6. i 25. brygada to zwykła piechota wchodząca do (konwencjonalnego) działania desantami z powietrza, nic więcej. To że działa szturmowo (jak piechota, nie jak siły specjalne) czy może działać na terenie kontrolowanym przez wroga (też jak piechota, gdyby się tam znalazła np. odcięta od większych sił własnych czy przewieziona samolotem) nie czyni ich wojskami specjalnymi. Podobnie jak improwizowanie jakichś prostych działań dywersyjnych. Od tego do zdolności (przeznaczenia, organizacji, sposobów działania, wyposażenia) wojsk specjalnych jeszcze bardzo daleko. Im mniej się wie o obu typach oddziałów tym, zamiast różnic, widzi się podobieństw, prowadzących do mylnych wniosków w stylu "to i to komandosi, ci co skaczą i strzelają, a przy pasie noże mają" .

rododendron
piątek, 24 kwietnia 2020, 21:23

A jak pojawi się wyłom w linii, to kto szybciej się przemieści, żeby zatrzymać choć na pewien czas natarcie przeciwnika? Wojska aeromobilne, czy zmech? Wojska te same, ale doktryna i potrzeby użycia nieco inne.

Ad95
piątek, 24 kwietnia 2020, 20:56

Kolejne sztampowe myslenie.aeromobilni moga wspierac operacje ws,zabezpieczac wysuniete lub kluczowe obiekty.zmech nie wyladuje na terenie przeciwnika

Rozjemca
niedziela, 26 kwietnia 2020, 10:12

Wybacz ale się nie zgodzę. To wszystko wygląda pięknie w teorii. W operacji obronnej nasza doktryna przewiduje taktykę defensywną to po pierwsze, po drugie natomiast jakoś nie widzę manewru przerzutu sił lekkich jaką jest ta formacja, na teren przeciwnika czyli Rosjan, atakującego masowo głębokim ugrupowaniem pancerno-zmechanizowanym z licznymi odwodami. To gwarantowana, bezsensowna masakra, przy której operacja Market-Garden byłaby piknikiem. Nie wspomnę, jak tych aeromobilsów można by gdziekolwiek przerzucić przy tak nasyconej wielowarstwowej rosyjskiej OPL? Przykład wojny w Donbasie mówi sam za siebie. Wiertoloty tam nie latają, a jak już to bardzo krótko..

myślenie nie boli...
piątek, 24 kwietnia 2020, 20:17

dlaczego zakładasz że Polska nie stanie się ofiarą konfliktu asymetrycznego?

Rozjemca
niedziela, 26 kwietnia 2020, 09:59

Prędzej wojny hybrydowej, jak to pokazuje Ukraina. A na taką okoliczność wystarczającą na początkową reakcję siłą jest pięć naszych jednostek specjalnych od Gromu po JW Komandosów z Lublińca

Ggg
piątek, 24 kwietnia 2020, 17:05

Całe życie tankietki i armatki. Wiem, że to ma być lekkie do tych celów, ale takie mnie dopadło porównanie z Wrześniem '39.

Stary Grzyb
piątek, 24 kwietnia 2020, 20:06

Tankietka z 1939 r., wyposażona w polski nkm kalibru 20 mm (de facto działko 20 mm o długiej lufie i bardzo dobrej balistyce) swobodnie radziła sobie z każdym niemieckim czołgiem z kampanii wrześniowej. Tyle, że na moment wybuchu wojny mieliśmy takich około 30, na mniej więcej 700, które miała objąć dopiero co zaczęta modernizacja - przypomnę, że niemiecko-rosyjski najazd na Polskę we wrześniu 1939 r. zaczął się po 20 latach od odzyskania przez Polskę niepodległości, i po niecałych 19 od chwili, gdy ta ledwie powstała po 123 latach zaborów Polska w ciężkiej wojnie rozbiła bolszewickie hordy, zamierzające zgodnie z planem łotra o ksywie "Lenin" dotrzeć "po trupie pańskiej Polski do serca burżuazyjnej Europy". Gdybyśmy w obecnych, niezwykle sprzyjających warunkach, mieli połowę morale, rozumu, determinacji, sprawności i skuteczności naszych przodków z 20-lecia międzywojennego (a wtedy warunki zewnętrzne były dla Polski skrajnie niekorzystne), to 30 lat po usunięciu komuny bylibyśmy potęgą na skalę ponadregionalną, dysponującą m. in. poważnymi, strategicznymi siłami nuklearnymi. No, ale gdyby ciotka miała wąsy ...

AntyPiS
niedziela, 26 kwietnia 2020, 14:08

II RP była wspaniałym krajem, bo w końcu wolną Polską, ale rywalizację na względny poziom życia obywateli z III RP przegrywa. Na początek proponuję lekturę Boso ale w ostrogach, a potem roczniki statystyczne. Bieda była niestety straszna. Owszem, mieliśmy swoje własne fabryki wojskowe tworzące własne produkty. Na niezłym poziomie. Tak jak dzisiejsza Ukraina. Ale Ukraina gospodarczo w porównaniu do Polski leży na łopatkach.

MłotnaDurniów
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 14:05

niestety niektórym nie da się przetłumaczyć. Zawsze będa pitolic o wszechpotędze II RP Zwłaszcza po zmanipulowanych tekstach niejakiego Szeremietiewa

Stary Grzyb
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 10:42

Jasne. Bieda była tak straszna, że w 1938 r. PKB Polski per capita był wyższy, niż Hiszpanii, o Portugalii czy Grecji nie wspominając - a wtedy PKB składał się w zasadniczej części z materialnej produkcji przemysłowej, materialnego rolnictwa, materialnych usług i handlu materialnymi produktami, a nie z gier komputerowych czy inżynierii finansowej i schematów Ponziego. A wszystko to 20 lat po zakończeniu niezwykle niszczącej na ziemiach polskich I w. św. oraz powstaniach wielkopolskim i śląskich które ustabilizowały granicę zachodnią, 18 lat po odparciu (w dwuletniej wojnie) najazdu bolszewickich hord chcących przemaszerować "po trupie pańskiej Polski do serca burżuazyjnej Europy" i w warunkach zmasowanej dywersji ze wschodu (do jej odpierania - bardzo skutecznego zresztą - powołano KOP) oraz wojny gospodarczej z Niemcami (które wówczas nie znajdowały się niestety pod kontrolą sojuszniczej wobec Polski armii amerykańskiej, tak jak jest to dzisiaj). Innymi słowy, dowiedz się czegoś, zanim zaczniesz "komentować". Na marginesie - co do dzieł typu "Boso ale w ostrogach" (i całej masy podobnych, jeszcze "lepszych", tworzonych przez różnych poputczyków), to wobec powszechnej dostępności papieru toaletowego nie bardzo widzę jakieś ich sensowne zastosowanie.

Lord Godar
niedziela, 26 kwietnia 2020, 19:50

Trzeba było po I wojnie światowej odbudować kraj z ruiny i nędzy , trzeba było praktycznie robić wszystko od podstaw , bo część kapitału i fabryk było w obcych rękach (niemieckich) i nam to utrudniali . Do tego po 1935 roku do świadomości naszych władz i wojskowych dotarło , że szykuje się następna wojna i to nie tylko ta ze wschodu , która nam cały czas zagrażała . Tak więc po 1935 roku de facto gospodarka i przemysł rozwijały się i przestawiały aby temu sprostać . Nie mieliśmy czasu aby biedę i nędzę zlikwidować .

Lord Godar
niedziela, 26 kwietnia 2020, 13:44

Co do tankietek , to te z nkm 20 mm były bardzo rozsądnym i zabójczym rozwiązaniem . Te tankietki powinny tworzyć plutony po 3 wozy , w których powinny być 2 wozy z 20-tkami i 1 z km lub z czasem po przezbrojeniu wszystkie z 20 mm działkiem. Te plutony powinny tworzyć kompanie po 12-15 wozów , a te kompanie powinny być nie jako rozpoznanie , tylko jako mobilny odwód p-panc w brygadach czy dywizjach . Taki dodatkowy dywizjon p-panc , z tym że część dywizji czy brygad ( zmot) powinny mieć większą ilość przydzielonych tych kompanii , zależnie od potrzeb ze szczebla korpusu . Tu właśnie też jak i w innych przykładach wychodzi brak korpusu w strukturze operacyjnym , co też było błędem . Uzupełnieniem takich tankietek i Boforsów 37 mm spokojnie mogły by być też pododdziały uzbrojone w Ur-y , np po 12 Ur-ów na ciężarówkach czy transporterach półgąsienicowych . Dodatkowo etatowo powinny być Ur-y w dywizjonach p-panc razem z Boforsami 37 mm po 1-2 szt na działko , aby zwiększyć możliwości p-panc i zapewnić dodatkową osłonę tych działek. A pokolenie międzywojene wiedziało ile kosztowało wywalczenie wolności i doceniało to , a nie to co teraz ...

Stary Grzyb
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 10:46

Masz rację, tylko, jak pisałem tych przezbrojonych tankietek było 30, a do przezbrojenia pozostało ponad 20 razy tyle, bo program modernizacji dopiero (1938 r.) ruszył. Szerzej biorąc - kilka lat później, powiedzmy w 1945 r., nawet wspólny najazd Hitlersynów i Sowietów na Polskę byłby mało wykonalny, jeśli w ogóle.

MłotnaDurniów
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 14:09

W 1939 tankieta z wkm 20 mm miała krótka chwilę swojego zastosowania. Ale iNiemcy i Sowieci wprowadzali juz czołgi średnie i dopancerzali juz istniejace do pancerza takiego, że nie były do przebicia przez armatki 37 mm. Co dopiero przez wkm 20 mm. Typowoe dla niektórych nieuków, ktorzy nie sa w stanie zrozumieć, że nie mozna zakładać własnego rozwoju i jednoczesnie stagnacji u przeciwnika!

Stary Grzyb
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 14:40

Nick masz zasadniczo słuszny, tylko dwa pierwsze słowa usuń, jako zbędne. Poza tym, spróbuj się ogarnąć, i poczytaj o wyposażeniu niemieckich i sowieckich wojsk wojsk pancernych we wrześniu 1939 r. - nie miały wówczas żadnego wozu odpornego na ogień polskiego nkm 20 mm, a tankietki były najlżejszym składnikiem polskich sił pancernych. Armata ppanc. 37 mm radziła sobie z tymi wszystkimi czołgami jeszcze lepiej. Natomiast w 1939 r. istniał już w metalu prototyp polskiego czołgu 14 TP, i przeprowadzono pierwsze próbne strzelania z przewidzianej do niego również prototypowej polskiej armaty ppanc. kalibru 47 mm, która na dystansie 1200 metrów przebijała (też prototypowymi) pociskami ponad 50 mm stali pancernej. Innymi słowy, polski prototyp z 1939 r. radził sobie z wozami, które Niemcy i sowieci mieli mieć 2 lata później, więc po dopracowaniu radziłby sobie z nimi tym lepiej - niestety, czasu zabrakło, zresztą nie bez kozery sojusz bandytów nazistowskich i bolszewickich napadł na Polskę w 1939 r., a nie 5 lat później. Krótko mówiąc, dowiedz się czegoś, zanim dasz głos wychodząc na nieuka jeszcze większego, niż faktycznie jesteś.

Jansen
wtorek, 28 kwietnia 2020, 09:33

Ludzie przedstawiający się tak jak Pana "przedrozmówca" mają taką charakterystyczną cechę, że z wyższością wytykają innym błędy, które sami popełniają. On zarzuca nietrafnie "nieukom", że "nie można zakładać własnego rozwoju i jednocześnie stagnacji u przeciwnika", a sam robi zasadniczo to samo tylko z drugiej strony: zakłada, że my byśmy zostali w stagnacji przy tankietkach, gdy inni rozwijaliby czołgi średnie. I takie niespójne myślenie, byle bronić własnej tezy (czyli wyśmiewać kogoś) jest właśnie typowe dla nieuków...

Normalny Polak
sobota, 25 kwietnia 2020, 08:50

Brawo, głos rozsądku w morzu przygłupich wypocin domorosłych ekspertów. Na każdym kroku można spotkać dziś "młodych, pięknych, nowoczesnych, Europejczyków" którzy na dzwiek słowa wróg, wojna deklarują "patriotyczną" ucieczkę na Zachód. A dziś dorabiając zachodnie korporacje ograniczają swojecambiche do chęci posiadania najnowszego smartfona.

MłotnaDurniów
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 14:12

AK, BCh, PAL i wszelka sensowna armia podziemna to robota inteligecncji i ówczesnych odpowiedników "młodych, pięknych, nowoczesnych, Europejczyków". W zadnym stopniu ówczesnych odpowiedników "kiboli i Młodziezy Wszechpolskiej czy ONS". I chocbys łgał cały czas, to prawdziwej historii nie zmienicie

Jansen
wtorek, 28 kwietnia 2020, 09:39

Tylko w wyobrażeniu drugiej połowy twojego nicku. Te armie podziemne były zakładane przez ludzi o całkowicie odmiennej mentalności, kierujących się patriotyzmem, wywodzących się z tego typu kół, w tym m.in. z ONRu, a także spośród zwykłych, prostych chłopaków, którzy jak i byli wojskowi stanowiący kadrę organizacyjno-szkoleniowo-dowódczą byli absolutnie inni od współczesnych "młodych, pięknych, nowoczesnych".

Stary Grzyb
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 10:56

Dziękuję, też mam ustaloną opinię o "młodych, wykształconych i z dużego miasta Europejczykach". Skoro wspomniałeś o srajtfonach - jakiś czas temu kończąca liceum wnuczka znajomego podczas rodzinnego spotkania poczęstowała tego znajomego stwierdzeniem "Dziadek, co ty możesz wiedzieć, jak za twoich czasów nawet komórek nie było". Znajomy jej na to: "Były, córuś, były, i to wiele lepsze, niż dzisiaj". Panna się zaperzyła: "Dziadek, co ty za bzdury opowiadasz!". Znajomy podsumował: "Córuś, jakby dziadek babci w swojej komórce nie dorwał, to by cię na świecie nie było, a ty w swojej możesz sobie najwyżej filmik na małym ekraniku obejrzeć". Na takie dictum towarzystwo ryknęło śmiechem, dziewoja spiekła raka i uciekła z płaczem od stołu, a po paru miesiącach przyszła dziadka grzecznie przeprosić - potrzebowała kasy na wakacje (rodzice odmówili ze względów wychowawczych), więc dostała radę, że może przyjechać w dziadkowym gospodarstwie popracować, albo niech wypasionego srajtfona sprzeda. No, i spędziła lato na pracach gospodarskich, co jej bardzo dobrze zrobiło :)

asd
sobota, 25 kwietnia 2020, 13:20

Rzadko można przeczytać wywód człowieka który historię zna w stopniu podstawowym i jest zainteresowany interesem Polski. Brawo, centralnie w punkt.

logistyk
piątek, 24 kwietnia 2020, 16:58

Wojska aeromobilne tak, ale z najnowocześniejszym sprzętem. Jeżeli już moździerz to nie ciągniona przez pojazd AERO 4x4 tylko umieszczony na nim, jeżeli już działko 2x23mm to nie ciągnione przez pojazd tylko umieszczone na nim. Wpisz w wyszukiwarkę: САМУМ на "Армия-2017" i kliknij na link https://www.defence24.pl/elbit-prezentuje-zmodernizowany-mozdzierz-dla-lekkich-i-srednich-pojazdow

Popieram
sobota, 25 kwietnia 2020, 08:58

Zgadzam się. Powiedziałbym, że jakieś 80% holowanych moździerzy 98-120mm powinno być posadowione na jakimś nośniku, z integralnym systemem dowiązania do terenu i zdolnością do sieciocentrycznego prowadzenia ognia, np. z pomocą Topaza. W dobie dronów i ognia kontrbateryjnego, takie moździerz musi być maksymalnie mobilny, i mieć zdolność do natychmiastowego otwarcia ognia, i błyskawicznej zmiany pozycji bez utraty zdolności prowadzenia ognia. A te izraelskie mają znakomite parametry. Myślę, że stać nas na podobne rozwiązanie.

logistyk
sobota, 25 kwietnia 2020, 18:04

Dokładni to miałem na myśli.

Marek1
piątek, 24 kwietnia 2020, 16:48

Czyli wręcz klasyka w polskich warunkach - są odpowiedni ludzie, właściwe szkolenie i ... totalna nędza sprzętowa dot. wszystkich syst. wsparcia ogniowego i pojazdowego/śmigłowcowego dla desantowców. Te kilka szt. holowanych moździerzy 98mm, parę CLU dla ppk Spike-LR + kilkanaście muzealnych RPG-7 z jeszcze starszą amunicją na batalion to tragifarsa i całkowity brak szacunku ze strony MON wobec doborowych żołnierzy.

Desantowiec
piątek, 24 kwietnia 2020, 16:40

Wojna,hybrydowa w Polsce? Helikopterów brak Desantowcy w koszarach

sobota, 25 kwietnia 2020, 08:10

Tweets Defence24