- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
Ukraińska Mała Tokmaczka jak Termopile. Ale broni się nadal
Rosyjskie ataki na Małą Tokmaczkę trwają ponad 1500 dni. Jest to więc najdłużej trwające oblężenie w historii i Rosja nie jest w nim stroną wygrywającą.
Autor. Artur Rosiński/NewsMap.pl
Mała Tokmaczka to była przed wojną z Rosją ukraińska wioska w obwodzie zaporoskim, licząca nie więcej niż 3000 mieszkańców. Ciągnie się ona w pasie o długości około 12 km, jednak zajmuje powierzchnię zaledwie 8 km². Wcześniej wioska ta była znana głównie z dwóch powodów: z zaciętej bitwy, jaka rozegrała się tu we wrześniu 1943 roku między niemieckimi i sowieckimi artylerzystami, a później ze znajdującej się tam kolonii karnej dla recydywistów.
Klęska wojskowa i propagandowa
Teraz miejscowość ta zapisała zupełnie nową kartę w swojej historii, stając się symbolem oporu Ukraińców przed atakami Rosjan oraz symbolem niemocy rosyjskich sił zbrojnych, którym nie udało się zdobyć wioski pomimo trwających już ponad 1500 dni ataków. Rosyjskie Siły Zbrojne dotarły bowiem do miasta Orichiw wiosną 2022 roku, ale nie zdołały go wtedy zdobyć (ani jego przedmieść, w tym Nowodaniłówki i właśnie Małej Tokmaczki).
Tymczasem oblężenie Leningradu w czasie II wojny światowej, uznawane przez rosyjską propagandę za symbol niezłomności radzieckiego narodu, trwało „tylko” 872 dni. Dla Kremla sprawa jest dodatkowo o tyle niewygodna, że już 16 listopada 2025 roku rosyjskie ministerstwo obrony oficjalnie ogłosiło zdobycie Małej Tokmaczki. Ostatecznie zakończyło się to medialną katastrofą, podobnie zresztą jak w przypadku Kupiańska.
Katastrofą tym większą, że rosyjski minister obrony Andriej Biełousow publicznie pogratulował żołnierzom 42. Gwardyjskiej Dywizji Zmotoryzowanej sił zbrojnych Rosji tego „osiągnięcia”, zaznaczając w specjalnym komunikacie gratulacyjnym z 17 grudnia 2025 roku, że zrobili „znaczący krok w kierunku zwycięstwa i osiągnięcia celów specjalnej operacji wojskowej”. Biełousow dodał również, że „czekają ich nowe sukcesy”. W ten sposób po raz kolejny okazało się, że raporty przekazywane przez walczące wojska rosyjskie często mijają się z prawdą.
Mała Tokmaczka bowiem nadal się broni, a Rosjanom ani razu nie udało się zająć całej wioski pomimo ataków prowadzonych praktycznie co tydzień, szczególnie od kwietnia 2025 roku, gdy ruszyła ofensywa na Hulajpole i Orichiw. To właśnie wtedy do południowo-wschodnich obrzeży Małej Tokmaczki zbliżyły się pododdziały 70. pułku 42. Dywizji rosyjskiej wzmocnione jednostkami 270. pułku „rezerwowego” utworzonego w Czeczenii. I wtedy też zaczęła się już ponad 400-dniowa bitwa o wieś.
Autor. 118. Brygada Zmechanizowana ukraińskich sił zbrojnych
Początkowo ataki były prowadzone małymi grupami pojazdów pancernych, których zadaniem było jedynie dostarczenie piechoty i natychmiastowa ewakuacja. Pomimo tego straty w sprzęcie były tak duże, że rozpoczęto wysyłanie małych grup, a nawet pojedynczych żołnierzy, licząc, że część z nich się przedrze i zajmie jakieś pozycje. Ostatecznie rosyjskie pododdziały przebiły się do Nowodaniłowki i obrzeży Małej Tokmaczki, ale tu ofensywa stanęła.
Przez brak sukcesów rosyjskie dowództwo było na tyle zdesperowane, że pod koniec października 2025 roku zrezygnowało z taktyki infiltracyjnej i wróciło do szturmów z wykorzystaniem pojazdów opancerzonych. W ten sposób udało się im dotrzeć nawet do centrum wioski, jednak cały atak wykonany z pomocą 36 środków technicznych zakończył się ostatecznie katastrofą. Poniesiono również duże straty osobowe, co potwierdzili rosyjscy jeńcy.
Co gorsza dla Rosjan, w październiku 2025 roku ukraińska 118. Brygada Zmechanizowana rozpoczęła kontratak, wykorzystując to, że cała strefa walk była pod pełną kontrolą operatorów dronów działających z Orichiwa. Ofensywa rosyjska stanęła więc w listopadzie 2025 roku, a Ukraińcy nawet odzyskali trochę terenu na południe od Małej Tokmaczki i na północnym brzegu rzeki Konka.
Zobacz też

Atak Rosjan w kierunku Orichiwa rozpoczął się ponownie w kwietniu 2026 roku, jednak nie przyniósł on wymiernych sukcesów. Co więcej, likwidując takie szturmy, Ukraińcy działają w większości bez strat własnych, wykorzystując przede wszystkim drony i artylerię. Rosjanie próbują wykazać jednak jakieś sukcesy, twierdząc, że kontrolują cały czas południowe obrzeża wioski. W rzeczywistości jest to szara strefa, w której drony obu stron wyeliminowały jakiekolwiek działanie.
Dodatkowo, o ile obrzeża samej wioski zostały zniszczone, utrudniając tam zorganizowanie stałych pozycji, to w samej wiosce Ukraińcy mają kilka budynków, które są nadal wykorzystywane do tworzenia schronów i stanowisk bojowych. Są to m.in. zabudowania kolonii karnej, cegielni oraz dworca kolejowego. I te pozycje są utrzymywane nadal, pomimo ciągłego bombardowania m.in. z wykorzystaniem bomb szybujących KAB. Co ciekawe, w samej wiosce pozostało również dziesięcioro jej stałych mieszkańców – tych najstarszych (stąd niekiedy używa się określenia „wioska babć”).
Dlatego dowództwo 118. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej sił zbrojnych Ukrainy, która od kilku lat broni Małej Tokmaczki, zaznacza wyraźnie, że Rosjan w wiosce nie ma. I nawet jeżeli jakiemuś rosyjskiemu żołnierzowi uda się przeniknąć do zabudowań w „szarej strefie”, to jest on bardzo szybko likwidowany. Sprzyja temu sytuacja w miejscowości, w której, po ponad tysiącu dni walk, nie ma już całych budynków, a w wielu przypadkach, szczególnie we wschodniej części, zniszczone są również piwnice.
W odróżnieniu od Ukraińców, którzy mają dobrze przygotowane swoje stanowiska obronne, Rosjanie nie mają się więc gdzie ukryć, a dodatkowo nie mogą liczyć na szybkie wsparcie. By dotrzeć do Małej Tokmaczki, trzeba bowiem przebyć kilka kilometrów w otwartym terenie, a to przy ciągłym nadzorze ze strony dronów i przy ciągle odtwarzanych przez Ukraińców polach minowych jest praktycznie niemożliwe. Wcześniej pomagały w takich atakach zadrzewione fragmenty terenu, jednak obecnie pozostały już z nich tylko kikuty drzew, niedające praktycznie żadnej ochrony.
Dlaczego Mała Tokmaczka jest dla Rosjan taka ważna?
Tak naprawdę celem Rosjan nie jest Mała Tokmaczka, ale znajdujące się trzy kilometry za nią ważne ukraińskie centrum logistyczne, czyli miasto Orichiw. To stamtąd idzie bowiem zaopatrzenie do leżących na południu silnie umocnionych pozycji sił zbrojnych Ukrainy. Pozycji tych nie udało się zdobyć atakiem na wprost i dlatego w rosyjskim dowództwie postanowiono je obejść od tyłu. By to było jednak możliwe, trzeba wcześniej zdobyć Małą Tokmaczkę, leżącą zaledwie dwa kilometry na wschód od granic Orichiwa.
Autor. Telegram
A z tym jest problem, tym bardziej że zajmowane przez Rosjan miejscowości są kompletnie zniszczone. Nie mogą więc być wykorzystywane do magazynowania zapasów i tworzenia tam centrów logistycznych, ponieważ nie ma ich tam gdzie ukryć. O ile więc Ukraińcy, wspierając swoich żołnierzy w Małej Tokmaczce, muszą przebyć z Orichiwa kilka kilometrów, to Rosjanie mają do przejechania trasę kilka razy dłuższą i to dodatkowo w dużej części leżącą w „szarej strefie”. Ta strefa ciągnie się bowiem od obrzeży Małej Tokmaczki 9-10 kilometrów na wschód i południe.
Według ukraińskiego sztabu generalnego Rosjanie w ostatnich tygodniach musieli więc przesunąć wektor swoich ataków i próbują obejść Małą Tokmaczkę od północy, zajmując wcześniej wsie Biełogorie i Ługowskie. Próbują w ten sposób dotrzeć do szosy Hulajpole-Orichiw i zaatakować to miasto od północy, a nie od wschodu. Rosjanie pochwalili się już zresztą 15 maja 2026 roku zajęciem wsi Czariwnoje leżącej 11 kilometrów na północny wschód od Małej Tokmaczki. Ukraińcy nie potwierdzają jednak tego „sukcesu”, a sama wioska jest klasyfikowana do tzw. „szarej strefy” (a więc żadna ze stron nie ma tam stałych pozycji i kontroli).
Zobacz też

Mała Tokmaczka symbolem bezsilności Rosji
Pomimo ogromnych strat liczonych w tysiącach żołnierzy Rosjanie kontynuują ataki, by potwierdzić to, co ogłoszono już ponad pół roku temu. Mała Tokmaczka jest więc wykorzystywana przez ukraińskie media do wykpiwania rosyjskich propagandystów, którzy od wielu miesięcy mówią o zdobyciu tej wioski. To sami Rosjanie tworzą więc w ten sposób mit „niezdobytego bastionu”, który opiera się atakom przeważających sił rosyjskich.
Mała Tokmaczka jest nawet przedstawiana jako główna „przeszkoda” dla armii rosyjskiej na drodze do zdobycia Kijowa lub Berlina. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej Rosjanie pisali, że jeżeli „zdobędziemy Tokmaczkę – pójdziemy na Europę”. Parafrazuje się też np. słowa Bismarcka, że „kto kontroluje Małą Tokmaczkę, kontroluje świat”. Jest to oczywiście przesada, ale nie zmienia to faktu, że obrona nadal trwa i nic nie wskazuje, by Rosjanom udało się ją przełamać. Dodatkowo z historycznego punktu widzenia jest to naprawdę ewenement.
Autor. 118. Brygada Zmechanizowana ukraińskich sił zbrojnych
Portal United24 opublikował nawet porównanie najsłynniejszych bitew miejskich w historii, z którego wynikało, że 1500-dniowe „oblężenie Małej Tokmaczki” można przyrównać jedynie do oblężenia Gibraltaru w wojnie angielsko-hiszpańskiej pod koniec XVIII wieku (które trwało 1320 dni) i oblężenia Kartaginy w decydującej III wojnie punickiej między Cesarstwem Rzymskim a Kartaginą (która trwała 1100 dni). By to upamiętnić, Ukraińcy wpisali 24 maja 2026 roku 118. Brygadę Zmechanizowaną do Księgi Rekordów Ukrainy za: „ustanowienie krajowego rekordu w nieprzerwanym utrzymywaniu obrony obszaru obronnego wsi Mała Tokmaczka”.
Jest to prawdziwa klęska kremlowskiej propagandy. Zdobycie Małej Tokmaczki w rzeczywistości niewiele przecież zmieniłoby sytuację operacyjną w obwodzie zaporoskim na korzyść Rosji. Jednak przez nieudolność rosyjskich dowódców ta zniszczona już wieś stała się dla Ukrainy symbolem niezłomnego oporu. I tego symbolu Rosjanom już nigdy nie uda się zlikwidować.






WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!