Polityczny mord we Lwowie. Były szef parlamentu zastrzelony na ulicy

Lwów ponownie stał się sceną brutalnej, politycznej egzekucji. W piątek, 30 sierpnia, w biały dzień na jednej z ulic miasta zastrzelony został Andrij Parubij – były przewodniczący Werchownej Rady Ukrainy, komendant Euromajdanu i jedna z najbardziej wyrazistych postaci ukraińskiej polityki. Morderstwo, dokonane z zimną krwią, wstrząsnęło krajem i natychmiast przywołało wspomnienia o niedawnym zabójstwie Iryny Farion.
Do zdarzenia doszło około godziny 11:37 na ulicy Jefremowa. Zgodnie z pierwszymi ustaleniami i nagraniami z monitoringu, sprawca, przebrany za kuriera dostawczego i poruszający się na rowerze elektrycznym, podszedł do polityka od tyłu i oddał osiem strzałów z broni krótkiej. Parubij, który prawdopodobnie wracał z siłowni, zginął na miejscu. Służby natychmiast rozpoczęły szeroko zakrojoną obławę, a prezydent Wołodymyr Zełenski zapewnił, że „wszystkie niezbędne siły i środki zostały zaangażowane w śledztwo i poszukiwanie sprawcy”.
Echo niedawnej tragedii
Zabójstwo Parubija budzi jednoznaczne skojarzenia z wydarzeniami sprzed roku. 19 lipca 2024 roku w podobny sposób, pod swoim domem we Lwowie, zamordowana została Iryna Farion – językoznawczyni i była deputowana, znana z radykalnych, często kontrowersyjnych poglądów i bezkompromisowej walki o status języka ukraińskiego. Wtedy również pierwsze podejrzenia padły na Rosję. Szef Głównego Zarządu Wywiadu (HUR) Kyryło Budanow stwierdził, że „wróg pragnie wykorzystać dowolne narzędzia, by podzielić nasz naród”, a Farion „zginęła za ukraińską postawę”. Jednak śledztwo w sprawie jej śmierci przyniosło nieoczekiwany zwrot. Po kilku dniach w Dnieprze zatrzymano 18-letniego Wiaczesława Zinczenkę. Choć jego rodzina twierdziła, że jest patriotą i nie miał motywu, analiza jego aktywności w sieci ujawniła powiązania z rosyjskimi grupami ksenofobicznymi i neonazistowskimi. Sprawę przekwalifikowano na zabójstwo z motywów nienawiści na tle narodowościowym. Ten przypadek pokazał, że zagrożenie nie zawsze przychodzi z zewnątrz. Równie niebezpieczny jest inspirowany przez Rosję ekstremizm, który zatruwa umysły i popycha do zbrodni własnych obywateli.
Wojna narracji i polityczne tło
Podobnie jak w przypadku Farion, ukraińscy politycy nie mają wątpliwości co do inspiratorów mordu na Parubiju. Były prezydent Petro Poroszenko, lider partii „Europejska Solidarność”, w której działał Parubij, stwierdził wprost: „Ktokolwiek był wykonawcą, zleceniodawcą jest Putin”. Na tę narrację natychmiast zareagowały rosyjskie media państwowe, przedstawiając Parubija jako „zbrodniarza”, odpowiedzialnego m.in. za tragicznym pożar w Domu Związków Zawodowych w Odessie w 2014 roku. Zbiegły do Rosji były premier Mykoła Azarow skomentował śmierć polityka słowami: „O zmarłych mówi się albo dobrze, albo wcale. W tym przypadku – wcale”.
Od Majdanu po spory polityczne
Andrij Parubij to postać pełna kontrastów. Zaczynał w latach 90. jako radykalny nacjonalista, współtworząc partię SNPU o kontrowersyjnej, neonazistowskiej symbolice. Prawdziwą przepustkę na szczyty władzy dała mu jednak rola komendanta Euromajdanu w 2014 roku. Jako jeden z liderów rewolucji, został później szefem Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, a następnie przewodniczącym parlamentu. To w tym okresie przeprowadził kluczową ustawę o języku ukraińskim i był jednym z najgorętszych zwolenników koncepcji Międzymorza (Trójmorza). Nie unikał jednak ostrych sporów. Po utracie władzy przez jego obóz, prokuratura oskarżała go o próbę nielegalnego wpłynięcia na wybory, a niedawno publicznie wspierał pułkownika Romana Czerwińskiego, podejrzewanego o przekroczenie uprawnień. Był politykiem skutecznym i twardym graczem, który do samego końca budził skrajne emocje.
WIDEO: Święto Wojska Polskiego 2025. Defilada w Warszawie